7 grudnia 2018 o godz. 16:38

Znów u Jana Kleinera

Jan Kleiner 2018-11-28 21-27-19
Wizyty u Jana Kleinera zawsze są dużym wydarzeniem. Jest to arcymistrz destylacji, z owocowej pulpy potrafi wyczarować cuda. Od mojej poprzedniej wizyty bardzo dużo się tutaj zmieniło. Przede wszystkim Jan nie jest już właścicielem destylarni, sprzedał ją w 2017 roku grupie Palírna U Zeleného Stromu. – Tak jest łatwiej, nie muszę martwić się o podatki, urzędników celnych, sprawy papierkowe. Skupiam się na tym, co lubię najbardziej, czyli na produkcji alkoholu – mówi Jan Kleiner. W destylarni w Žešov urządził elegancką przestrzeń degustacyjną w leżakowni. Sprzedał dwa aparaty destylacyjne i teraz ma jeden, ale nowe wkrótce zostaną uruchomione w pobliskim Prostějov, gdzie swój zakład produkcyjny ma Palírna U Zeleného Stromu. Tam też napełniane będą nowe beczki. W starej destylarni pozostaną beczki do eksperymentów, dodatkowego finiszowania – np. beczki po koniaku, porto czy sherry.


Oferta poszerzyła się o kilka nowych znakomitych okowit. Są dwie nowe edycje wiśniowicy – dziesięcioletni destylat z wiśni trafił na trzy lata do beczek po sherry oraz po brandy. Butelkowane z mocą 43%. Sour Cherry by Sherry to w aromacie orzechy włoskie i laskowe. Dużo wanilin w smaku. Dużo orzechów włoskich w finiszu. Sour Cherry by Brandy to w aromacie wiśnie i śliwki. Smak cierpki, herbaciany, sporo drewna. Finisz taniczny, z nutami orzecha włoskiego. Inna nowość, to okowity butelkowane z mocą nie tyle beczek – bo to białe alkohole – ale amfor, w których leżakowały. Warehouse 1 Silver Plum (62,52%) to destylat ze śliwki kulatka, fermentowanej przez dziewięć miesięcy, na litr spirytusu ok. 10 kg owocu, słodki zapach i smak śliwek, finisz długi i zaskakująco cierpki. Sour Cherry Natural Strength (62%) przez dziesięć lat leżakowała w amforach – wydestylowana w 2007 roku, zabutelkowana w 2017. W nosie liście i cierpkie owoce. Dużo wiśni i czereśni w smaku i długi finisz. Jan Kleiner zrobił też wódkę, firmowana przez czeską grupę raperską Smack 1. Wódka ma moc 43%, pszeniczna z dodatkiem destylatu winogronowego i okowity pszenicznej, długo fermentowanej, filtry świecowe. Aromat słodki, słodkie ziarno. Smak też słodki, nuta rodzynek, wanilii, śmietany. W finiszu ziarno i śliwki.
Wizyta u Jana była jednak także okazją do spróbowania kilku rzeczy, które jeszcze nie były butelkowane lub nie będą butelkowane nigdy. Alembik napchany był przefermentowaną pulpą morelową. Fermentacja trwała dziewięć miesięcy! Pyr-pyr. Prosto z alembika, wspaniała nierozwodniona okowita z moreli, cudowny zapach, w smaku bardzo słodkie, powidła, znakomite. Finisz doskonały, długi i morelowy – dżem i suszone morele. Nie czuć wcale potężnej mocy alkoholu.
Próbujemy dalej, sięgamy głębiej. Jan wkłada metalowy czerpak do amfory. Tego nie będzie butelkował, byłoby za drogie, to jest tylko dla gości. Śliwka presenta, fermentacja aż 27 miesięcy. Niebywałe! Dzikie drożdże. Potem potrójna destylacja, dojrzewanie tylko w amforze. Moc – ok. 62%. Aromat kwaśny, smak słodko-kwaśny, niebywały. W finiszu odrobina pestki i dużo miąższu. Próbowałem w życiu wielu rzeczy, ale nigdy niczego tak cudownego. Jan mi nalał butelkę, żebym mógł rozkoszować się tym w domu.
Zaglądamy do beczek. Śliwowica z beczki po koniaku Godet, moc ok. 60%. Aromat słodki, śliwkowy, przyjemnie podkręcony nutami winogron, rodzynek. Próbujemy beczki, w której dojrzewały i sherry oloroso i sherry pedro ximenez. Bardzo bakaliowo. Zaglądamy do prywatnej „biblioteczki” mistrza, czyli eksperymentalnych butelek. Destylat z pszenicy z 2017 roku, długa fermentacja – około dwa tygodnie. Bardzo dużo ziarna w aromacie, smak ostry, cierpki. Finisz słodki, ziarnisty, z nutami wiśni. Oczywiście sięgamy też do rodzinnego skarbca. Morelowica wydestylowana przez dziadka. W beczce – 33 lata, potem kilkanaście lat w amforze. Zioła, owoce i słodycz. Część tego swego czasu była zabutelkowana jako First Tear Apricot 33YO, karafka kosztowała wtedy 4500 koron, czyli 750 zł. Teraz już nie ma w sprzedaży, na aukcjach podobno osiąga cenę 1500 euro. Jan obiecuje, że zorganizujemy razem degustację w Warszawie i zabierze na nią także ten unikat. To dobrze, butelka tego nektaru, którą mi poprzednio podarował dawno u mnie pusta. Teraz nie mam tupetu prosić o następną.
Degustujemy z Janem i jego żoną do późnej nocy. Bo przecież trzeba sobie przypomnieć też inne wspaniałości, jak śliwowicę z beczek po cabernet sauvignon Amber Plum, leżakowaną siedem lat w nowym francuskim dębie, a potem finiszowaną w beczkach po sherry oloroso morelowicę Apricot XO, wspaniale rześki destylat z dzikiej mirabelki, leżakowany ponad dziesięć lat w amforach – Wild Pin. Czy słodki, aromatyczny destylat z rosnących u sąsiadów śliwek, znów dziesięć lat w amforach – Silver Plum.
Żegnając się z Janem, wsiadając do taksówki, miałem poczucie, że właśnie opuszczam Raj. W lutym 2019 postaram się zaprosić Jana Kleinera do Warszawy i zrobić degustację części z tych cudowności. Kto będzie chciał, ten się organoleptycznie przekona, o czym ja tu opowiadam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

23 marca 2019 o godz. 14:50

Recenzja książki „Gin”

W numerze 2/2019 „Magazynu Literackiego Książki” ukazała się recenzja książki „Gin”, napisana przez redaktora naczelnego miesięcznika, Piotra Dobrołęckiego. Przedrukowujemy ją w całości.

21 marca 2019 o godz. 22:58

Nie ta strona główki

68017

Mecz Polska-Austria w Wiedniu rozpoczął zmagania o Euro 2020. Jakoś źle widzę nasze szanse, mimo stosunkowo łatwej grupy eliminacyjnej. Zaczęło się od ładnych, dobrze zorganizowanych ataków Austriaków, groźnie strzelał Alaba, Sabvitzer, walczył Arnautović, ale Szczęsny dobrze bronił. Potem Austriacy jakby stracili werwę. U nas próbowali ciągnąć do przodu grę Grosicki i Zieliński, ale po pierwsze skrzydłowi byli za bardzo rozciągnięci, po drugie brakowało drugiego napastnika, bo Milik zachowywał się tak, jakby go nie było. Kilka ładnych akcji zainicjował bokiem Grosicki, miał dobre podania, ale stuprocentowej sytuacji nie mieliśmy. Najlepiej wyglądał strzał samego Grosickiego w 27. minucie, obroniony przez Austriaka. W sumie dość wyrównana pierwsza połowa, niby Polska była trochę lepsza, ale groźniejsze sytuacja stwarzali Austriacy.

15 marca 2019 o godz. 17:51

Adolf Dygasiński: Gorzałka

3d3956854f7c9c696ea7b2543fe3

500 stron trącącej już myszką prozy, powieść powstała w 1893 roku. Dygasiński przedstawił ciekawy opis funkcjonowania przemysłu spirytusowego w Polsce pod koniec XIX wieku. Czas modernizacji gorzelnictwa. Nie tylko wprowadzenie destylacji ciągłej w oparciu o aparat Pistoriusa, ale też szerokie zastosowanie odkryć chemii i biologii, zmiany w sposobach fermentacji, świadome wykorzystanie drożdży, doświadczenia z wykorzystaniem surowców do destylacji pod kątem zawartości cukrów czy skrobi. Gorzelnie działają przy folwarkach i mnożą się, pączkują, ale to już nie tylko wiejska manufaktura, produkująca spirytus na okowitę i wywar jako paszę dla zwierząt. Już pojawiają się chłodnie, nawet laboratoria w gorzelni. Okowita jest coraz lepsza i przynosi coraz większe zyski. Powstaje ziemiańskie konsorcjum, Towarzystwo Spirytusowe, które nadzoruje obrót okowitą, w szczególności do wyszynków. Bo karczma wciąż jest tym miejscem, gdzie jest największa sprzedaż, butelki z okowitą to wciąż rzadkość, raczej sprzedaje się ją w beczkach doi szynków. W Warszawie bary oferują szeroki wybór trunków, w modzie jest piwo kuflowe, na prowincji chłopi piją jednak niemal wyłącznie okowitę. Właściciele folwarków dostarczają alkohol do szynków. Polscy karczmarze konkurują z żydowskimi i jest tu tradycyjnie dużo niechęci. Poza tym w kościołach rozwija się ruch wstrzemięźliwości, księża nawołują do abstynencji, ale bez większego sukcesu. Naród okowitę kupuje, folwarki się rozwijają. „Suma zadowolenia, jaką ludzkość czerpie z używania alkoholu, stanowi wyłącznie o jego rozpowszechnieniu”, konkluduje postępowy ziemianin, August Strumski, którego ojciec i dziadek również prowadzili gorzelnię. „Krajowy gorzelnik ma przed sobą jeszcze rozległe pole działania, apostołowie wstrzemięźliwości niepotrzebnie robią tak wiele hałasu. Faktem jest, że narody pijące są krzepkie, energiczne i wytrzymałe w ekonomicznej walce o byt. Ciężki jest zarobek na chleb, a jednak człowiek do tego wielkiego brzemienia pracy dorzuca jeszcze ciężarek nowy, aby mieć przyjemność wychylenia czarki alkoholu” – pisze Adolf Dygasiński. W tle tej bardzo interesującej opowieści o gorzelnictwie, są też perypetie miłosne bohaterów, spory pokoleniowe, zawiści i intrygi, jest oczywiście pijaństwo, złodziejstwo, bandytyzm, ale wszystko to na drugim planie i o wiele mniej zajmujące, niż historia gorzałczanego biznesu.

3 marca 2019 o godz. 21:53

Urynkowić pracę nauczycieli

school-1782427_960_720

Z zainteresowaniem czytam artykuł przygotowany przez Warsaw Enterprise Institute pt. „Urynkowić pracę nauczycieli”. Kilkakrotnie pisałem już o tym, że nauczyciel w Polsce mało pracuje, ale rękę po pieniądze chętnie wyciąga. Jak nie do podatnika, to do rodzica, co na jedno wychodzi. Wymaga od każdego, tylko nie od siebie. Oczywiście uogólniam, ale niestety leniwy belfler tworzy smutny wizerunek tego środowiska i kładzie się cieniem na tych, którzy mają misję, zapał, powołanie, którym się chce. Mam poczucie, że to głównie leniwy belfer woła teraz – „Strajkujmy”!

23 lutego 2019 o godz. 02:47

Nowe święto narodowe

14 kwietnia, nowe święto. Hurra. Z górki na pazurki. Z uwagi na niepewne źródła data jak to się mówi umowna. Niedziela w tym roku, więc przydałby się wolny poniedziałek. Po święcie należy się wypoczyn.

21 lutego 2019 o godz. 22:11

Angelic Upstarts w Warszawie

45561973_1997404863675270_9099271392083312640_o

24 lutego w klubie Pogłos w Warszawie (ul. Burakowska 12) wystąpi legenda punk rocka, Angelic Upstarts. Weteranom towarzyszyć będą Arrested Denial i Lazy Class. Start godz. 19.30, bilety – 70-80 zł.

20 lutego 2019 o godz. 23:44

Bieguni

„Przetrwa tylko to, co inne” ~Olga Tokarczuk

19 lutego 2019 o godz. 12:16

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 25-001

Ukazał się nowy numer (1/2019) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

17 lutego 2019 o godz. 17:58

Kartka ze Lwowa (12) Restauracja Baczewskich

Restauracja Baczewski we Lwowie (8)

W centrum Lwowa, przy ulicy Szewskiej 8, powstała w 2015 roku restauracja Baczewskich – Ресторація Бачевських. Wchodzi się przez sklepik z oryginalnymi wódkami J.A. Baczewski z Austrii, a także z własnymi nalewkami w butelkach noszących logo restauracji, są tu też: książki, widokówki, kieliszki, gadżety. Zaprezentowano też stare materiały reklamowe oraz oryginalne stare butelki po wódkach Baczewskiego. Przy wejściu do restauracji jest recepcja, a sama sala restauracyjna prezentuje się niezwykle elegancko. Na dole zaś jest koktajl-bar oraz wybór kilkudziesięciu smaków nalewek, które dojrzewają w szklanych zbiornikach od kilku miesięcy do nawet trzech lat. Część smaków dostępnych jest wyłącznie w barze, ale ponad 30 można kupić w firmowych butelkach i w miniaturkach.

16 lutego 2019 o godz. 23:36

Kartka ze Lwowa (11) Muzeum Piwa

Browar we Lwowie (2)

Львиварня, czyli Muzeum Piwa we Lwowie, które miastu zafundował Carlsberg, właściciel miejskiego browaru. Pierwsza ekspozycja powstała w 2005 roku (290 lecie powstania browaru) i była dziełem pracowników. Obecnie kompleks jest po gruntownej rekonstrukcji i można go zaliczyć do najnowocześniejszych muzeów na Ukrainie. Zebrano tu eksponaty związane z lwowskim piwowarstwem, ale również z samym miastem i jego biesiadną historią. Szeroko została przedstawiona technologia produkcji. Zwiedzanie jest interaktywne, można niemalże stworzyć własne piwo, wsłuchać się w gwar lwowskiej ulicy, baciarskich melodii. Budynek jest trzykondygnacyjny. Na drugim piętrze stworzono przestrzeń kulturalną z salami wystawienniczymi i konferencyjnymi. Jest tu również obszerna sala degustacyjna. Za niewielką dopłatą do biletu można skosztować czterech piw: Lager (Lvivskie 1715), Unfiltered Lager (Biały Lew), Ale i Dark Lager (Ciemne Lwowskie).