18 czerwca 2010 o godz. 17:35

Zmarł Jose Saramago

W wieku 87 lat zmarł Jose Saramago, autor takich powieści jak "Miasto ślepców" czy "Baltazar i Blimunda". Portugalski noblista zmarł w swoim domu na Lanzarote - wyspie wchodzącej w skład archipelagu Wysp Kanaryjskich.
Saramago, który otrzymał nagrodę Nobla w 1998 roku, ostatnie tygodnie spędził w szpitalu. Hiszpańskie media podają, że miał problemy z oddychaniem.
Był wspaniałym pisarzem, finezyjnym stylistą, lubił eksperymentować z językiem, długość zdań, tempo narracji, monologi wewnętrzne w większym stopniu niż fabuła budowały klimat jego powieści, dzięki czemu postacie były bardziej rzeczywiste, opisy plastyczne, przeżycia, emocje autentyczne. Pisał o chciwości, o władzy i jej nadużyciach, krytycznie patrzył na demokrację, za to z wielką wiarą na ludzką solidarność. Jego powieści pełne są cierpienia, smutku, ale i wiary w potęgę empatii. Był zdeklarowanym socjalistą, z niechęcią wypowiadał się na temat historii kościoła katolickiego, co stawiało go w rodzimej Portugalii na pozycji outsidera. Od dawna mieszkał zresztą poza swoim krajem i rzadko w nim bywał.
Miałem okazję poznać Jose Saramago, rozmawiałem z nim podczas Frankfurckich Targów Książki w 1998 roku, na dzień przed tym jak dostał nagrodę Nobla. Siedział wówczas sam, znudzony, na stoisku swojego hiszpańskiego wydawcy. Też nie miałem nic do roboty, usiałem, wyjąłem dyktafon - zadawałem pytania po angielsku, on odpowiadał po portugalsku, a między nami siedział hiszpański tłumacz. Kiepska to była komunikacja. Sprawiał wówczas wrażenie łagodnego mentora, który patrzy na świat z życzliwym dystansem. Następnego dnia miał we Frankfurcie wykład na temat żywotności idei socjalistycznej i o tym m.in. rozmawialiśmy. Także o Noblu i o wielkim portugalskim poecie - Fernando Pessoi. Następnego dnia, kiedy dostał Nobla, ja miałem gotowy wywiad, który depeszowałem do "Rzeczpospolitej", w której wówczas pracowałem. Poszedłem potem na jego konferencję prasową. Oblegany przez mikrofony i fotoreporterów pomachał do mnie z uśmiechem - oto skończył się czas, w którym mógł siedzieć znudzony, przez nikogo nie indagowany poza dziennikarzem z Polski.
Każda jego powieść była wydarzeniem, każda napisana z wielką dbałością o strukturę narracji. Najwybitniejszą pozostanie jednak nieszczęśliwa historia kochanków - Baltazara i Blimundy. Jego polskim wydawcą był Rebis, który opublikował przekłady wszystkich jego najważniejszych książek, za wyjątkiem bluźnierczej "Ewangelii według Jezusa Chrystusa". Tomasz Szponder, prezes Rebisu, wielokrotnie mówił, że nie wyda tej książki ze względu na uczucia czytelników. Szkoda, gdyż wydaje się, że czytelnik w Polsce jest dość dojrzały by rozpoznać prowokację i docenić wielką literaturę.

W wolnej chwili poszukam zdjęć jakie robiłem Jose Saramago w 1998 roku, gdzieś mam odbitki, wówczas jeszcze nie posługiwałem się aparatem cyfrowym.

Drukowałem już w komentarzach mój wywiad z Saramago z "Rzeczpospolitej", ale teraz odnalazłem inny zapis tej rozmowy, tłumaczony bezpośrednio z portugalskiego i wykorzystany w grudniu 1998 roku w "Magazynie Literackim". Oto ta rozmowa:

Rozmowa
Jose Saramago: Pessoa był geniuszem, ja nie jestem
Planeta dla bogaczy

– Spotykamy się we Frankfurcie, w przeddzień ogłoszenia nazwiska tegorocznego laureata literackiej Nagrody Nobla. Czy ma pan swojego faworyta?
– Nie, nie mam żadnych faworytów.
– Wiele osób mówi, że w tym roku to pan jest faworytem.
– No to jeżeli wiele osób tak mówi, to może rzeczywiście nim jestem.
– Przyjechał pan do Frankfurtu by wziąć udział w dyskusji, która towarzyszy odbywającym się tu targom książki, poświęconej przyszłości komunistycznej idei. Upadek komunizmu przyniósł wielkie zmiany zarówno polityczne, jak i ekonomiczne – fakty te trudno kwestionować. Francis Fukuyama, w głośnym eseju „Koniec historii” stwierdził jednak, że upadek komunizmu jest równoznaczny z ostatecznym zwycięstwem demokracji i systemu liberalnego. Rzeczywistość – czego dowodem jest nie tylko przykład byłej Jugosławii, ale także Białorusi – okazuje się często znacznie bardziej skomplikowana, niż to przedstawiał Fukuyama. Społeczeństwa posttotalitarne, przynajmniej w początkowym okresie transformacji liberalnej, nie zawsze gotowe są akceptować reguły demokratyczne. Jak pan – pisarz lewicowy – ocenia zmiany, jakie zaszły w świadomości społeczeństw Europy Środkowej i Wschodniej po upadku berlińskiego muru?
– Na to pytanie nie łatwo mi odpowiedzieć, ponieważ nigdy nie mieszkałem w kraju komunistycznym. Nigdy – no, może z wyjątkiem kilku sytuacji – nie zetknąłem się z takim ustrojem. Wobec tego nie mogę odpowiedzieć, co dzieje się w głowach ludzi, kiedy nagle taki ustrój się zmienia. Jedyne o czym mogę mówić, to o tym, co się wtedy dzieje w mojej głowie. 
Ogólna sytuacja, w jakiej dziś żyjemy, przedstawia się tak, że komunizm został całkowicie odrzucony jako ustrój, a jego idee praktycznie upadły, wszystkie bez wyjątku. Mogę wypowiedzieć się więc jedynie o tym, co ja sądzę na temat obecnej sytuacji, w której wszystkie idee mające związek z tamtą opcją polityczną i ideologiczną, są widziane zbiorowo jako coś, co należy już do przeszłości i dziś nie ma żadnego znaczenia. 
Warunki, albo raczej powody, dla których uważałem wcześniej, że najlepszą opcją dla ludzkości, dla państw i w ogóle dla wszystkich osób, jest opcja o charakterze socjalistycznym, w dalszym ciągu są dla mnie ważne i obowiązujące. Wciąż uważam za aktualne te wyzwania, przed którymi stawali myśliciele socjalistyczni i twierdzę, że koncepcja socjalistyczna i dziś jest najlepsza dla ludzkości. 
Jeżeli pomyślimy, że dwieście dwadzieścia pięć najbogatszych osób świata zagarnia ponad czterdzieści procent całego bogactwa ludzkości, jeżeli pomyślimy o tym i uznamy, że jest to konsekwencją neoliberalnego kapitalizmu, który w tym momencie dominuje w politycznym mysleniu o gospodarce, to wniosek, jaki mogę z tego wyciągnąć, jest tylko taki, że próbuje się stworzyć planetę dla bogaczy, na której biedni będą potrzebni tylko o tyle, o ile przyczyniać się będą do wzrostu zamożności bogatych. 
W książce Święta Rodzina Marksa i Engelsa, jest jedno zdanie, które według mnie określa całkowicie, a nawet lepiej, to co sądzę. To zdanie brzmi: „Jeżeli człowiek jest kształtowany przez warunki, to niezbędnym jest kształtowanie warunków w sposób ludzki”. Narzuca się pytanie, czy wiemy, jak stworzyć sytuację ekonomiczną, polityczną i społeczną, w której warunki, w jakich musimy żyć i które nas kształtują, będą w rzeczywistości warunkami ludzkimi. I prawda jest taka, że najświeższa historia, oraz historia w ogóle, wykazują  że warunki, które ukształtowały ludzi prawie nigdy – lub bardzo rzadko – nie były ludzkie.  To nie nieludzkie warunki takie jak wyzysk, poniżenie, bieda, głód, ciągła praca, to nie te nieludzkie warunki mogą kształtować w sposób ludzki istoty ludzkie.
– A więc socjalizm nadal jest dla pana ideą,, która ma doprowadzić do ogólnego dobrobytu.
– Ciągle myślę to samo. Socjalizm jest jedyną formą, która do tego może doprowadzić, bo widać jak na dłoni, że kapitalizm nie może ani nie chce. Z tym że do tej pory nawet socjalizmowi nie udało się tego dokonać. Kapitalizm zaś nigdy nie próbował nawet poruszać tych kwestii.
– Oddalmy się od polityki, bowiem wielu polskich czytelników może mieć inne zdanie na ten temat. Porozmawiajmy o literaturze. Najbardziej znanym w Polsce pisarzem portugalskim jest Fernando Pessoa. Jakich innych pisarzy ceni pan w Portugalii i uważa za ważnych. 
– Mogę wymienić kilka nazwisk. Na przykład tacy współcześni powieściopisarze jak Agustina Bessa-Luís,  José Cardoso Pires,  poeci tacy jak Eugenio de Andrade, Sophia de Mello Breyner Andresen. Nie brak wielkich nazwisk. Jeżeli polscy czytelnicy chcą poznać więcej portugalskich pisarzy, droga jest prosta, wystarczy skontaktować się z wydawcami i ich pytać.
– Jak pan sądzi, dlaczego portugalscy pisarze nie są znani w Polsce. Czy z racji języka, czy może z innego powodu?
– Ja sądzę, że to nie z powodu języka, bo jeżeli Polacy się interesują Fernanado Pessoą, który jest Portugalczykiem, mogą się przecież zainteresować innymi pisarzami. Mnie na przykład, tłumaczy się w Polsce. No cóż, Pessoa był geniuszem. Ja nim nie jestem. Ale nie sądzę, żeby to była kwestia języka. Niektórzy polscy autorzy są w Portugalii przetłumaczeni, i trudność języka polskiego nam w tym nie przeszkodziła. A jeżeli nawet tak było, to byli wówczas tłumaczeni z innych języków. 
No dobrze, powiem wprost. Jedynym powodem dla którego autorzy portugalscy nie są znani w Polsce, są sami Polacy. To Polacy muszą powiedzieć, dlaczego nie znają literatury portugalskiej, albo raczej dlaczego jej nie wydają. Podobnie jest zresztą ze znajomością literatury polskiej i jej obecnością na rynku księgarskim w Portugalii. Ja sam znam literaturę polską bardzo słabo. I to nie z powodu braku zainteresowania z mojej strony. Prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że autorzy polscy nie są tłumaczeni na język portugalski, który jest moim językiem ojczystym, i właściwie są mi znani tylko ze słyszenia.
– Jakich polskich autorów pan zna?– Prawdę mówiąc, z autorów współczesnych nie znam żadnego.
– Nie zna pan naszych poetów noblistów?
– Czytałem wiersze Czesława Miłosza publikowane w portugalskich czasopismach literackich, co oczywiście nie oznacza, że znam jego twórczość.
– A Wisława Szymborska? Dwa lata temu dostała literacką Nagrodę Nobla.
– Oczywiście, słyszałem to nazwisko, ale nie znam żadnych jej utworów.

3 komentarzy dla “Zmarł Jose Saramago

  1. Saramago

    a propos nowej książki – to komunikat Rebisu:
    Zmarł Jose Saramago, laureat literackiej nagrody Nobla z 1998 roku, najpopularniejszy na świecie prozaik portugalski. Odszedł po długiej chorobie, w otoczeniu rodziny, w domu na hiszpańskiej wyspie Lanzarote. Miał 87 lat. Nie doczeka już polskiej premiery, uważanej przez krytyków za autobiograficzną, książki O malarstwie i kaligrafii, która ukaże się nakładem Domu Wydawniczego REBIS w sierpniu.

    REBIS jest polskim wydawcą J. Saramago od ponad 10 lat. Wydaliśmy najpierw pierwszą powieść autora, od której rozpoczęła się jego pisarska kariera Baltazara i Blimundę. Potem systematycznie kolejne książki: Wszystkie imiona, Rok śmierci Ricarda Reisa, Historię oblężenia Lizbony, Kamienną tratwę, Miasto ślepców, Miasto białych kart. Ostatni rok to okres wzmożonego zainteresowania twórczością portugalskiego noblisty (w dużej mierze spowodowany wejściem na ekrany kin adaptacji Miasta ślepców, filmu Fernando Meirellesa z Jullian Moore w roli głównej).
    Od marca 2009 roku ukazało się 8 wydań tego tytułu, nakład przekroczył 32 tys egz. O 2 lat planowana była wizyta J. Saramago w Polsce, która niestety nie mogła dojść do skutku, ze względu na jego chorobę.

    O malarstwie i kaligrafii
    To książka niespotykana w gatunku literatury autobiograficznej. Dostarcza nam mnóstwa idei określających kierunki twórczości José Saramago. Powieść o malarzu, który za pieniądze stworzyć ma portret ważnej osoby. Wewnętrzny dysonans artysty przeradza się w twórczą niemoc. Odkłada więc
    pędzel i zaczyna notować swoje refleksje na temat malowania i pisania.

  2. Czytałam „Baltazara i Blimundę” pod koniec ciąży, prawie przykuta do łóżka i książka ta bardzo mi pomogła się oderwać. Niesamowity klimat, oryginalna narracja, a i tu i ówdzie przytyczek do władzy i kościoła katolickiego, subtelny humor, no i piękna historia miłosna. Szkoda, że Saramago nie skreśli już więcej ani słowa…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 maja 2018 o godz. 21:29

Kolejny odcinek w Koktajle.tv

Zapraszamy na drugi odcinek z serii Akademia Brandy Pliska z Koktajl.TV. Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu o alkoholach „Aqua Vitae” opowie jak powinno się pić i podawać koniak, dlaczego w takim kieliszku oraz czy powinno się go podgrzewać. Zapraszamy!

18 maja 2018 o godz. 13:04

Przyjaciel książki

frend2-001

Jak ktoś w dzieciństwie zaprzyjaźni się z książką, to mu tak na resztę życia zostaje.

15 maja 2018 o godz. 12:46

Mocne alkohole w Polsce 2018

OkladkaRMA

Książka „Mocne alkohole w Polsce 2018” to pozycja pionierska, bo choć mieliśmy na rynku różne publikacje w podobnym tonie, czy to własne wydawnictwa ówczesnych Polmosów czy „Almanach wódek polskich”, wszystkie one były kroplą w morzu potrzeb. Co więcej, ograniczały się do swojego „poletka”.

15 maja 2018 o godz. 08:15

Kartka z podróży – Spacerem po Treviso

_DSC6498

Z Włoch wracałem z lotniska Treviso, a że miałem jeszcze kilka godzin do odlotu, więc postanowiłem zrobić spacer po mieście. Przecina je rzeka Sile, wzdłuż jej lewego brzegu ciągną się fragmenty murów starego miasta, w które wbija się systemem fos i kanałów. Tu gdzieś zostawiłem samochód (znalezienie wolnego miejsca do parkowania zajmuje sporo czasu) i ruszyłem w labirynt uliczek.

14 maja 2018 o godz. 08:43

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Castagner

Castagner-010

W małej wiosce Vazzola, u podnóża gór Conegliano, w samym sercu win prosecco, kilkanaście kilometrów od Treviso, swoją ogromną, nowoczesną destylarnię ma rodzina Castagner. Roberto Castagner założył firmę w 1996 roku i bardzo szybko stał się jednym z największych producentów (6 mln l rocznie, ok. 12% udziału w rynku grappy). – Być może dlatego, że nie miałem w rodzinie poprzedników związanych z wytwarzaniem grappy, podszedłem do jej produkcji w sposób innowacyjny. Nie wstydzę się tego, że produkujemy grappę na skalę przemysłową, że nie jesteśmy firmą rzemieślniczą, bo wiem, że nie mielibyśmy tak mocnej pozycji na rynku, gdyby nie przemawiała za nami jakość produktów – mówi Roberto Castagner.

13 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Valdobiaddene

_DSC6441

Valdobiaddene, stolica prosecco, miasteczko otoczone wzgórzami i winnicami (ponad 6500 ha upraw w regionie), na każdym wzgórzu kościół, w dole winiarnie, wśród nich m.in. Mionetto, producent najbardziej popularnego w Polsce wina musującego, ale też Altaneve, Masottina i innych – jest tu ponad 3000 winiarzy, którzy rocznie dostarczają na światowe rynki ok. 600 tys. hektolitrów wina. Szlak prosecco ciągnie się przez miasteczko, przez wzgórza, przez winnice. Jak na stolicę wina z bąbelkami miasteczko jest zaskakująco senne, przy rynku jest dobrze zaopatrzony sklep z winem, jest kilka restauracji, wine-bar, ale życie towarzyskie nie koncentruje się w mieście, lecz na otaczających je pagórkach, na winnicach, do których autokary każdego dnia przywożą setki turystów z całego świata. Większość winnic ma parcele, które pozwalają na posługiwanie się oznaczeniem DOCG Prosecco di Conegliano Valdobbiadene lub po prostu DOCG Valdobbiadene Prosecco. Nie wszystkie są winami musującymi, bo w Valdobbiadene z tych samych winogron glera robi się też wina spokojne, w dodatku także z nazwą Prosecco na butelce (z dopiskiem tranquillo). Tańsze butelki robione są w zbiornikach ciśnieniowych, czyli metodą Charmata, droższe metoda tradycyjną, z fermentacją w butelkach. Właściwie każdy liczący się producent stosuje tu obydwie metody. Ze względu na ciśnienie w butelce wina dzielone są na spumante (minimum 3 bary) i frizzante (1-2,5 bara i to jest zdecydowana większość produkcji), a także wspomniane spokojne wina tranquillo. Drugi podział charakteryzuje poziom cukru, od najbardziej wytrawnych brut, przez extra dry, dry i demi sec. Robione zawsze z białych winogron (lub prawie wyłącznie, bo apelacja dopuszcza niewielki udział winogron pinot noir), ale coraz częściej spotykamy różowe prosecco, które nie jest czystym winem, lecz zawiera dodatek soków owocowych.

12 maja 2018 o godz. 08:17

Kartka z podróży – Bassano del Grappa

_DSC6217

Otoczone górami Grappa miasto Bassano jest kolebką włoskiej grappy, tu działa m.in. najstarsza wciąż czynna destylarnia – Blo. Nardini z 1779 roku, jest tu piękne muzeum grappy zorganizowane przez Jacopo Poli, w promieniu kilku kilometrów są jeszcze dwie destylarnie – Poli i Capovilla. Nie od regionalnego trunku, lecz od gór pochodzi drugi człon nazwy miasta, dodany zresztą dopiero w 1928 roku. Krystalicznie czyste źródła spływające ze wzgórz, a także porastające je winnice, niewątpliwie przyczyniły się do tego, że to tu właśnie grappa jest alkoholem absolutnie wyjątkowym.

11 maja 2018 o godz. 08:21

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Poli

Poli-098

Firmę założył w 1898 roku Giobatta Poli, wciąż jest ona w rodzinnych rękach, zarządzana już przez czwarte pokolenie. Firma mieści się w wiosce Schiavon, tuż obok kolebki grappy – miasteczka Bassano del Grappa. Rodzina Poli żyje w tym regoionie od XIV wieku, kiedyś prowadzili tawernę w wiosce Gomarolo, potem przenieśli się do Schiavon, zajmowali się handlem winem i otworzyli mała destylarnię. Na początku XX wieku Giovanni Poli był pierwszym w okolicy właścicielem samochodu i telefonu. Obecnie destylarnia mieści się w tym samym miejscu, w którym powstała, z charakterystycznym kominem z czasów, kiedy alembiki były ogrzewane węglem. Firmą zarządzają Jacopo, Andrea i Barbara Poli. Destylarnia jest otwarta dla zwiedzających, działa też przy niej wspaniale urządzone muzeum grappy. Drugie muzeum grappy rodzina Poli ma w Bassano del Grappa – w XV-wiecznym pałacu (Poli Museo Della Grappa). W obu prezentowane są stare maszyny, książki, butelki, jest to część wielkiej kolekcji Jacopo Poli, który ma także wielką bibliotekę książek o alkoholach, a i sam jest autorem książki o grappie. Wizyty są bezpłatne, a Jacopo Poli często sam oprowadza swoich gości po zakładzie w Schiavon.

10 maja 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Capovilla

Capovilla-013

Vittorio Capovilla założył destylarnię w 1986 roku, na przedmieściach Bassano del Grappa. Wcześniej pracował w branży winiarskiej. Swój pierwszy alembik samodzielnie skonstruował w 1975 roku z części, które przewoził z Austrii. Pozwalał na destylację 300 l. Obecnie Capovilla robi 40-50 tys. butelek rocznie, mają też małą destylarnię Marie-Galante na Gwadelupie, gdzie robią rum typu agricole (m.in. marka Rhum Rhum). Mają też 4 ha własnych sadów, poza grappą i brandy w ofercie jest szeroki wybór wysokiej jakości destylatów owocowych, a nawet destylaty z piwa.

9 maja 2018 o godz. 17:03

Koktajle TV o koniaku