22 kwietnia 2009 o godz. 20:20

Złam prawo – fragment części I

Oto fragment mojej nowej powieści (w wersji przed redakcją). Pierwsza część opowiada o latach 1980-1984, a wklejam fragment poświęconym m.in. festiwalowi w Jarocinie.

Atmosfera między nami była tak napięta, że z pewną ulgą przyjąłem, że wyjeżdża z matką na lato do Danii. Wydaje mi się, że jej rodzice już w ogóle nie żyli ze sobą, matkę widziałem w ich domu może dwa, trzy razy w ciągu ostatniego roku. Ojciec pił chyba bez przerwy, a Agata samodzielnie prowadziła dom – gotowała, prała, sprzątała, robiła zakupy, z których ojciec nigdy jej nie rozliczał, dzięki czemu zawsze miała przy sobie gotówkę – w przeciwieństwie do mnie, co też było irytujące.
Przed jej wyjazdem spędziliśmy razem całą niedzielę. Pojechaliśmy z kocem nad Wisłę, turlaliśmy się w trawie, leżeliśmy spleceni w objęciach. Zaszyci bezpiecznie w krzakach, z dala od jakiejkolwiek ścieżki, kochaliśmy się po raz drugi. Tym razem nawet nie myślałem o prezerwatywie, poduszce, zabrudzonym ubraniu, ale i tak efekt był daleki od moich oczekiwań, a jej oczekiwań chyba tym bardziej, o czym świadczyła zawiedziona mina. Członek ześlizgiwał się, przejście choć wilgotne, wciąż było zbyt ciasne, wbijałem czubek, naciskałem mocno, ale efekt był taki, że przesuwałem się do środka co najwyżej jeszcze jeden-dwa centymetry. W końcu, pobudzony tymi staraniami, wycofałem się na zewnątrz i wytrysnąłem na gładką skórę jej brzucha. Padłem obok, patrzyłem jak wyrywa kępkę trawy i z obrzydzeniem wyciera moją śliską spermę. – Następnym razem tryskaj gdzie indziej – powiedziała ze złością i podciągnęła majtki.
Pojechała do Danii, skąd wysłała tylko dwie kartki. Ja tydzień spędziłem z ojcem w Zakopanem, a potem siedziałem w Warszawie. Chodziliśmy z Lolem po ulicach i zaczepialiśmy ludzi, sępiąc jakieś drobne, które potem zamienialiśmy na wino Okęcie. Takim szczawiom jak my alkoholu zwykle nie sprzedawano, ale Karolina z naszego podwórka chętnie kupowała za nas wino i papierosy. To od Karoliny pierwszy raz usłyszeliśmy o zespole z Puław, który gra jak nikt inny na świecie, wiosną była na ich koncercie w Remoncie.
Z kopa zaraz poszły drzwi
ryży karzeł szczerzy kły
stara koniec z tobą już

(Siekiera)
Brutalność Siekiery rozbudzała w nas płomień niszczenia. Znów czułem w sobie tę wściekłość, jaka była we mnie kilka lat temu, kiedy z Alkiem i Arkiem chcieliśmy podpalić cały świat. Wojowniku zabij ich. Słuchaliśmy u Karoliny w pokoju muzyki z trzeszczącego magnetofonu, popijaliśmy alpagi i paliliśmy pierwszy raz w życiu marihuanę, zapewne jakąś samosiejkę, którą częstowała nas dziewczyna. Wysoka, chuda Karolina z ospowata twarzą i rękami naznaczonymi śladami po wkłuciach, zawsze serdecznie uśmiechnięta, nieobecnym spojrzeniem błądząca po naszych twarzach. Lolo chwalił się, że mu kiedyś zrobiła loda, ale nie wiem, ile w tym prawdy, bo Lolo lubił rzucać jakiś temat, a potem robić z tego wielką tajemnicę i unikać jakichkolwiek dalszych wyjaśnień. Pewnie z powodu tej jego skłonności, nigdy nie zapytałem o tamten pentagram, który widziałem na szyi Agaty, podobnie jak i nigdy więcej nie wracałem do tajemniczej sprawy pentagramu, jaki on widział – rzekomo – na szyi wiszącego Arka.
Na samym początku sierpnia pojechaliśmy na festiwal do Jarocina. Planowaliśmy to od dawna, rodzicom zostawiłem na stole kartkę z wyjaśnieniem żeby mnie nie szukali bo będę za tydzień. Wzięliśmy namiot i ruszyliśmy na spotkanie z przygodą.
Stoję mały, zagubiony pośród tłumu, z marchewkowym irokezem na głowie, z hasłem Punk’s not Dead na plecach, w poplamionych spodniach, z których już wyrastam, w podartych trampkach, na szyi mam karnet ze zdjęciem, na scenie zespół Sedes śpiewa, że wszyscy pokutujemy za to że żyjemy, nie wiem dokąd poszedł Lolo, nawet nie jestem pewien czy będę potrafił znaleźć nasz namiot, który stoi wciśnięty wśród tysięcy innych, pod sceną tuman kurzu i pogo, wbijam się w ten tłum, upadam odepchnięty, wstaję, znów upadam twarzą w błoto, ktoś ciężkim butem stąpa po mojej dłoni, podnoszę się z trudem, na palcach mam krew, w ustach piach, gra teraz Prowokacja, matki zbrodniarki, wyrodne matki, nabite ćwiekami skóry i wojskowe buty, kolejne zespoły: Rekrut, Opar, Piersi, Moskwa, Abaddon, upragniona Siekiera, front nadchodzi miasto śpi, a już w nocy wielki młyn pod sceną, to gra Dezerter. Idę, wciąż sam, choć wokół mnie ludzkie twarze i głosy, ogłuszony wpadam na Lola, roześmiany, upalony marihuaną, razem szukamy namiotu, nie ma, może ktoś skradł, kładziemy się zmęczeni w trawie, zupełnie bezbronni, zupełnie szczęśliwi.
Jarocin 1984 ukształtował moją wrażliwość bardziej niż jakakolwiek książka. Brud, brutalność, wykrzyczana wściekłość, skrywany strach, bunt, alienacja, pozorowany nihilizm i wola walki o lepszy świat – o świat DLA NAS, kolejna utopijna wiara, że jutro może być inne. Moja rajska wyspa zaludniła się i wypełniła hałasem, ciężkie buty zdeptały trawę, nie potrzebowałem już miłości, ani opieki, nie potrzebowałem już żadnej mitologii i nostalgii, chciałem działać napędzany egoistyczną potrzebą zamanifestowania siebie.
Moje myśli, moje czyny legły w gruzach
nie potrzeba bohatera – świat się zmienia
więc umrzyj dla świata by narodzić się na nowo
bez defektów!

(Moskwa)
Jarocin 1984 uświadomił mi, że należę do szerszej wspólnoty ludzi, którzy jak ja kontestują, buntują się, chcą myśleć przede wszystkim o sobie, nie o szkole, rodzicach, przyszłej pracy, aktualnych randkach. Pojęcie czasu traci na znaczeniu, bez nas przyszłość nie istnieje, a będzie taka, jaką każdy z nas z osobna sam dla siebie stworzy, bo wolność jest w każdym z nas; wolność woli. Wiele lat później zrozumiałem to lepiej, czytając „Wolę” Hannah Arendt, ale już wtedy w 1984 roku w Jarocinie, czułem intuicyjnie, że wola i wolność to słowa, które nieodparcie się ze sobą kojarzą. W języku polskim mają nawet wspólny źródłosłów, w angielskim jest trochę inaczej; wola to willing, a więc słowo pochodzące od czasownika „być” wyrażonego w czasie przyszłym: będę (will). Wola bowiem zawsze nakierowana jest na przyszłość. Mamy wolę, by coś zrobić, wolną wolę, bo możemy tego nie zrobić, nigdy jednak nie wyrazimy woli w odniesieniu do faktu dokonanego. Stojąc ostatniego dnia pod sceną i patrząc na wrzeszczącego do mikrofonu Budzyńskiego z Siekiery czułem w sobie jak nigdy wolę wolności. I być może było to najważniejszym doświadczeniem okresu mojego dojrzewania. Ta wola pozwalała iść do przodu, nie oglądając się za siebie, nie patrząc na pozostawione zgliszcza, dawała nową siłę, wielką moc rażenia. Mocą tą mogłem odtąd dysponować w dowolny sposób, zgodny z potrzebami i przekonaniami, z wrażliwości i estetyką, ale poza jakimkolwiek ustanowionym prawem.

5 komentarzy dla “Złam prawo – fragment części I

  1. <3

    Jakie to słodkie… Tyle w tym fragmencie młodzieńczego buntu… Ukazałeś świat widziany oczyma nastolatka, którego przepełnia nadzieja i wola walki o swoje jeszcze niczym nie skażone ideały…
    Brawo!
    Bardzo mi się podoba!

  2. <3

    Jakie to słodkie… Tyle w tym fragmencie młodzieńczego buntu… Ukazałeś świat widziany oczyma nastolatka, którego przepełnia nadzieja i wola walki o swoje jeszcze niczym nie skażone ideały…
    Brawo!
    Bardzo mi się podoba!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

15 lipca 2018 o godz. 19:47

Piękny finał

8122a612371550e6f5227a6f78c32acb

Francja i Chorwacja, to absolutnie dwie najlepsze drużyny na tym Mundialu, choć Chorwacja, która awansowała na Mistrzostwa po barażach, bynajmniej nie należała do faworytów. Ich finałowy mecz w pełni pokazał wielkość, klasę zawodników i drużyn. Z Mundialem wcześniej pożegnali się Ronaldo, Neymar, Messi, bo nie grali w drużynie, grali dla siebie. Dla mnie Modrić, Mbappe, Mandżukić, Griezman, Perisić czy Lloris – to są prawdziwe gwiazdy. Przynajmniej tego Mundialu. Wygrała Francja, ale Chorwacja grała do końca pięknie.

15 lipca 2018 o godz. 14:20

Francja czy Chorwacja?

World-Cup-trophy-664059

Już za kilka godzin będziemy wiedzieli, kto zostanie mistrzem świata w Rosji, Francja czy Chorwacja? Kibicować będę Chorwatom, ale stawiam na wygraną Francuzów. Luka Modrić to prawdopodobnie najinteligentniejszy piłkarz jaki biega współcześnie po boiskach, ale Mbappe jest dla niego za szybki. Mandżukić potrafi wspaniale wymierzyć strzał, ale Griezman potrafi jeszcze lepiej. Rakitić, Perisić harują jak konie pociągowe, czy to jednak wystarczy na Pogbę, Pavarda, Umtitiego? Subasić jest świetnym bramkarzem, ale Lloris jest najlepszym golkiperem na tym Mundialu. Stawiam na Francję, niezależnie jednak od tego, kto wygra, pewne jest, że w finale rosyjskiego Mundialu spotykają się najlepsze na tym turnieju drużyny. Godne siebie. Mają wspaniałych piłkarzy. Chorwaci mają bardziej zgrabny zespół, Francuzi mają większą szybkość. Z piłkarzy obu zespołów można stworzyć Dream Team, nikogo więcej nie zapraszając. Za trzy godziny czeka nas wielkie widowisko.

14 lipca 2018 o godz. 18:23

Nagi król

maxresdefault

Belgia z brązem. Drugi raz pokonała na rosyjskim Mundialu Anglików. Poprzednio było tylko 1:0, ale grały rezerwowe składy. teraz już wymiar kary był wyższy, choć wygrana 2:0 bardziej była efektem żenującej nieudolności strzeleckiej Anglików, a nie wielkiej gry Belgów. Harry Kane zostanie prawdopodobnie królem strzelców Mundialu w Rosji, strzelił sześć bramek, w tym cztery z rzutów karnych. Gdyby jednak wybierać króla zmarnowanych sytuacji, to Kane miałby szansę na drugą koronę. Angielska młodzież osiągnęła w Rosji i tak bardzo dużo, mieli sporo szczęścia w układzie drabinki, najpierw wygrana w karnych z Kolumbią, potem słabiutka Szwecja, ale kiedy przyszło do gry z naprawdę dobrymi drużynami, okazało się, że angielski król jest nagi. Tyle wart, co jego korona (króla strzelców). A Belgia – cóż, rasowa drużyna, ale jednak nie na wielki finał, trzecie miejsce to jest sprawiedliwa pozycja.

14 lipca 2018 o godz. 14:18

Chyba Belgia?

thumb2-england-vs-belgium-4k-group-g-football-28-june-2018

Gin czy Genever? Komu mam kibicować dziś wieczorem? Mimo historyczno-kulturowych związków między narodami, piłkarsko to są obecnie jakby inne kontynenty. Naszpikowana gwiazdami Belgia przypomina mi inną narodową reprezentację na B – z Ameryki Południowej. Młoda i nieopierzona Anglia zaś… cóż, nie pamiętam żebym z taka przyjemnością oglądał grę Anglików. Robią błędy, marnują sytuację, Kane to jeszcze ani nie Lineker, ani nie Shearer, ani nawet nie Rooney, ale uczy się dopiero, a już jest królem strzelców Mundialu z dorobkiem sześciu goli. Anglia jednak już raz grała na tym Mundialu z Belgami i poległa 0:1, pomimo dobrej gry. Myślę, że przez te dwa tygodnie sporo się zmieniło w mentalności każdej z drużyn, obydwie są bardziej doświadczone, mądrzejsze. O ile jednak przybyło cennych doświadczeń, to przecież nie przybyło umiejętności. Belgia tak samo jak na początku turnieju, tak i teraz jest zespołem zwyczajnie lepszym. Będę kibicował młodym Anglikom, ale jeśli mam uczciwe obstawiać wynik, to jednak ten mecz raczej wygrają Belgowie. Stawiam na 1:0 dla Belgów. Czyli raczej jednak Genever

11 lipca 2018 o godz. 23:03

Chorwacja w finale!

croatia_england

Tym razem Modrić i spółka nie musieli czekać do rzutów karnych, rozstrzygnęli wynik w dogrywce. Emocjonujący mecz, w którym Chorwacja rosła z minuty na minutę. Zaskakujące, że motorycznie chorwaccy weterani okazali się być lepsi od angielskiej młodzieży.

11 lipca 2018 o godz. 19:18

Jestem za Chorwacją

maxresdefault

Jeśli nie teraz, to nigdy. Najlepszym chorwackim piłkarzom blisko już do zakończenia kariery. Przemawiają za nimi doświadczenie i zgranie. Ale i Anglii nie brakuje atutów – młodość, świeżość, szybkość. Podoba mi się nowa angielska drużyna, to zespół, nie indywidualności. Szczerze mówiąc szanse w tym meczu są bardzo wyrównane. Chorwaci mają za sobą dogrywki i rzuty karne, na pewno mieli trudniejszą drogę do półfinału, więc są bardziej zmęczeni, ale podczas meczu o taką stawkę to nie powinno mieć znaczenia, bo każdy da z siebie wszystko. Obie drużyny grają podobnie, ofensywnie, skrzydłami, bardziej z przodu niż w środku pola. To będzie dawało okazję do kontr, a pod tym względem doświadczeni Chorwacji są groźniejsi. Będę im kibicował, więc nie mogę stawiać na Anglię. Ponieważ jednak Chorwaci w fazie play-off obydwa mecze zremisowali, to dlaczego nie miałoby być i tak samo teraz? Stawiam na 2:2 i rzuty karne. Dla Chorwacji, rzecz jasna.

10 lipca 2018 o godz. 22:05

Francja w finale!

france

Świetny mecz. Od początku szybka, agresywna gra obu drużyn. Świetną okazję Belgia miała w 22. minucie, ale fenomenalnie broni Lloris, kto wie, czy to nie najlepszy bramkarz tego Mundialu. Dla równowagi, w 40. minucie w doskonałej sytuacji znalazł się Pavard, Courtois obronił akrobatycznie wyciągniętą nogą. Druga połowa równie fantastyczna jak pierwsza, mecz wart finału. W 51. minucie po rzucie rożnym bramkę głową strzelił Umtiti. Ile już takich bramek padło na tym Mundialu? Cóż jednak to ma za znaczenie, czy gol jest piękny, czy pospolity, pamiętamy tylko o wyniku. A tu więcej goli nie było. Mimo to mecz był równie pasjonujący jak ten Francja-Argentyna, gdzie mieliśmy pięć bramek. W ostatnich sekundach na 2:0 powinien był strzelić Tolisso, ale to już nie miało żadnego znaczenia. Francja wygrała, bo jest lepiej poukładana. W Belgach jest moc, ale muszą się jeszcze nauczyć pokory. Dzisiaj obydwie drużyny zaprezentowały równy poziom i wspaniałą grę w każdej formacji. W meczu o trzecie miejsce Belgia jest faworytem, zaś Francja powinna sięgnąć po mistrzostwo świata.

10 lipca 2018 o godz. 19:40

Oczywiście, że Francja

France-squads-match-schedule-fifa-2018-563x353

Za chwilę mecz Francja-Belgia, walka o finał. Belgia ma znakomitych piłkarzy, Francja ma na dokładkę świetny zespół. Belgowie grają z nonszalancją, wychodzą na boisko w przekonaniu, że wygrana i tak przyjdzie. Dotąd im się udawało, ale w meczu z Japonią byli bliscy kompromitacji. Na mecz z Francja wyjdą pewnie z nieco większym respektem, droga Francuzów do półfinałów imponuje. Jest niezwykle szybki Mbappe, ale jest też Griezmann, który potrafi i z daleka i z bliska, i z boku i z wyskoku strzelać gole. Na pewno będzie pasjonujący mecz. Stawiam na 2:1 dla Francji. Bo dla mnie to oczywiste, że wygra Francja.

9 lipca 2018 o godz. 17:07

Wizyta w zakładzie R. Jelínek

Jelinek 2018-014

Region Vizovicki od wieków słynie z wyrobu śliwowicy i innych owocowych destylatów. Podobnie jak nasze Łącko, obfituje w sady owocowe, szczególnie zaś śliwki różnych odmian, także sprowadzanych tu z: Niemiec, Austrii, Węgier czy Serbii. Z najstarszych dokumentów wynika, że co najmniej w XVII wieku wypalano tu śliwkowe okowity. Przed wojną działało tu kilka destylarni, z których największą była gorzelnia Karela Singera na północnych obrzeżach miasteczka. Singer odkupił w 1895 roku zakład od Simona Frischa i zaczął go rozbudowywać. W podobnym czasie swoją niewielką destylarnię otworzył Zygmunt Jelínek, który prowadził w Vizovicach gospodę. W tym czasie w miasteczku działały także gorzelnie: Moryca Weissa, Jana Haby, Franciszka Kalendy, Antoniego Kalendy i Jozefa Bajera. Około 1894 roku sadownicy i gorzelnicy utworzyli w Vizovicach spółdzielnię, zbudowali własny młyn i nową destylarnię Razov, by lepiej konkurować na rynku ówczesnego imperium Austro-Węgierskiego. W latach 20. XX wieku synowie Zygmunta Jelínka – Rudolf i Vladimir – zbudowali bocznicę kolejową prowadzącą do destylarni, podpisali umowę z francuskim producentem koniaków J. Denis na licencyjny wyrób winiaku w Vizovicach, rozpoczęli też eksport, m.in. do USA. W 1926 roku bracia się rozstali, Vladimir prowadził gospodę i otworzył nową, małą destylarnię, Rudolf zaś budował imperium oparte na śliwowicy. Strzałem w dziesiątkę okazało się być wprowadzenie koszernych wyrobów, najpierw śliwowicy i jałowcówki, potem kolejne okowity zyskiwały certyfikaty koszerności, bardzo cenione na rynku amerykańskim.

8 lipca 2018 o godz. 19:20

Wizyta w destylarni Metelka

Metelka 1-001

Metelka to jeden z najbardziej cenionych na Morawach producentów absyntów i jeden z czołowych czeskich wytwórców likierów, w szczególności emulsyjnych – jajecznych i mlecznych. Sami nie destylują, kupują gotowy alkohol. Ich zakład w Vizovicach znajduje się po sąsiedzku z ich głównym inwestorem, czyli znaną ze śliwowicy firmą R Jelinek. Mają tu linię do butelkowania (butelkują także na czeski rynek licencyjne rumy i giny), zestawialnię i mieszalnię likierów, perkolatory do maceracji ziół na absynty.