19 lutego 2007 o godz. 21:59

Xenna – alternatywne zakończenie

Oto propozycja alternatywnego zakończenia "Xenny" napisana przez Farbenkę. Bardziej optymistyczna niż w oryginale :)


Sukinsyn, na pewno nie otwiera nawet tych cholernych listów. Mogłam się spodziewać że tak będzie, znam go tyle lat – nic się nie zmienił, to wszystko przeze mnie, niepotrzebnie go zapraszałam, znowu odzyskałam nadzieje i znowu wszystko szlag trafił…. Jak ja go strasznie kocham i jednocześnie nienawidzę – tęsknie…

Dobrze, że mam Marysię – ona musi mieć więcej szczęścia niż ja… – siedziałam na plaży, z butelkę tequili, która mi po nim została i z milionem myśli kłębiących się w mojej głowie, było już bardzo późno i ciemno, nawet nie przeszkadzały mi kraby i jaszczurki – niech sobie chodzą, ja mam ważniejsze rzeczy na głowie.

Pociągam kolejny łyk, biję się z myślami… Nie wiem, do której tak siedziałam na tej plaży, ale rano Marysia mi zakomunikowała, że w życiu nie widziała mnie tak pijaną i że z trudem zaciągnęła mnie do sypialni – kochane dziecko, co ja bym bez niej zrobiła…

W nocy miałam sen – śniło mi się, że jestem z nim, że idziemy parkiem i trzymamy się za ręce, wokoło pełno ludzi patrzy z zazdrością na naszą miłość, na nasze szczęście. Podbiega do nas Marysia – on ją obejmuje, ojcowskim uściskiem i całuje w czoło, teraz idziemy w trójkę, jak prawdziwa wspaniała, kochająca się rodzina – jak moja wymarzona rodzina – mężczyzna mojego życia i wspaniała córka – taka mądra i taka piękna. Wtedy czułam, że nic nie może zburzyć tego obrazka… – obudziłam się z wielkim bólem głowy, uderzyła we mnie świadomość, że to tylko sen, piękny… ale sen.

Głupi sukinsyn… skrzywiłam się i znów naszły mnie ponure myśli, te same które wczorajszej nocy kazały mi sięgnąć po butelkę i upić się wśród cholernych krabów na cholernej plaży w cholernym Playa Escondido.

Marysia jest taka opiekuńcza, dobrze ja wychowałam. Podała mi kawę i usiadła koło mnie na łóżku.

-Mamo ja wiem, że jest Ci trudno, nie potrafię ci pomóc.
-Sama twoja obecność jest dla mnie największą radością kochana…
-Chciałabym żebyś była szcześliwa.
-Ależ jestem…
-Chciałabym żebyś była naprawdę szczęśliwa mamusiu, żebyś miała to na co zasługujesz, wiem że bijesz się z myślami, wiem że stoisz przed trudnym wyborem, ale ja będę zawsze przy tobie i pamiętaj, że cokolwiek postanowisz ja pójdę z tobą…
-Dziękuję ci córeczko…

I przytuliła mnie mocno, i szepnęła do ucha „Kocham cię”….
Moja Marysia –mój skarb.

-Spieszmy się, samolot nie będzie czekał..
-Nie wiem czy dobrze robimy …
-Dobrze – Marysia pocałowała mnie w policzek, było w niej tyle energii i zapału, ona wierzyła, że to się uda… ja szczerze mówiąc wątpiłam, chciałam zobaczyć Polskę, chciałam tam wrócić. Przytulić mamę, brata, zjeść z nimi kiełbasę – prawdziwą polską kiełbaskę z grilla. Zobaczyć czy Warszawa się bardzo zmieniła, zobaczyć śnieg… jak ja dawno nie czułam zimnych płatków śniegu na mojej twarzy – bzdura…. Chciałam spotkać się z Nim, być z nim…

Byłam bardzo zdenerwowana…. Gdyby nie Marysia, chyba wróciłabym do domu… Ale ja już nie mam tu domu…. Sprzedałam przecież mój domek na plaży – wprowadził się tam kolejny stary rybak. Sprzedałam wszystko co mnie tutaj w Meksyku trzymało, kupiłam dwa bilety na lot do Amsterdamu. Postawiłam wszystko na jedną kartę – moje życie znowu miało się diametralnie zmienić. Zostawiam Meksyk na zawsze – astalavista!

W Amsterdamie przesiadka na samolot do Warszawy.

-Jak ty dojrzałeś! Mój mały braciszek jest teraz dojrzałym mężczyzną. Jestem z ciebie dumna Antosiu! – rzuciliśmy się sobie w objęcia.
-Wspaniale ciebie znowu widzieć, już nam się nie wywiniesz, tutaj jest twoje miejsce, twój dom…
-Dziękuję…
-Nie dziękuj, chodźcie, mama nie może się już doczekać, upiekła szarlotkę jak za dawnych lat.

Dla Marysi wszystko było takie inne, ciekawe, egzotyczne. Na początku nie mogła się przyzwyczaić do niskiej temperatury, od razu dostała kataru, ja zresztą też.
Wspaniałe było spotkanie z mamą – był już dla nas przygotowany pokój, jej otwarte matczyne ramiona, jej słowa: „Teraz tu jest wasz dom, już nas nie opuszczajcie”.

Łzy napłynęły wszystkim do oczu.

Nie zadzwoniłam, postanowiłam zrobić mu „niespodziankę”. Wiedziałam że nie zmienił mieszkania, od trzydziestu lat żyje w tym samym wielkim apartamencie na 11 piętrze. Serce biło mi jak oszalałe.. do ostatniej chwili nie wiedziałam czy zapukać. A jak już to zrobiłam to modliłam się, żeby jednak nie otworzył, żeby okazało się ze nie ma go w domu…
Otworzył…..
Był w szoku. Ja zresztą też…
Znowu mam go przed oczami, nic się nie zmienił, nic… ja zafarbowałam włosy i chyba jeszcze trochę schudłam, chciałam być piękniejsza, dla niego…
Reakcja była taka sama, jak przy naszym pierwszym spotkaniu w Meksyku, oziębły, zdystansowany – on nigdy nie potrafił okazywać uczuć w momentach, kiedy to najbardziej było potrzebne…

-Miło Cię widzieć Xenno, zrobiłaś mi wielką niespodziankę, zapraszam-wejdź.
-Witaj – pocałowałam go w policzek, a co… nie będę się tak zastanawiać jak w Meksyku, nad każdym gestem, nad każdym słowem.

Jego mieszkanie też nic się nie zmieniło, no może było jeszcze więcej książek i więcej płyt… ale to samo wielkie biurko i o dziwo to samo łóżko, na którym spędziliśmy tyle cudownych, namiętnych chwil. Zaproponował tequile – cały on… miał limonki i pełny barek innych alkoholi.

Potem już wszystko potoczyło się szybko – jedna butelka, druga.. zachowawcza rozmowa o dzieciach, o Meksyku, o pracy…

-Wiesz, sprzedałam dom, zostaje w Polsce… – nie robiłam mu wyrzutów z powodu złamanej kiedyś obietnicy, z powodu moich listów bez odpowiedzi.
-Xenno, nie wiesz jak się cieszę… – chwycił mnie za rękę, patrzył w oczy – cały czas o tym myślałem, chciałem wysłać te bilety, ale wiesz jaki jestem, jestem idiotą.
-Nie będę zaprzeczać kochany… – uśmiechnął się a ja odwzajemniłam uśmiech.
-Nie wiem czy potrafię, ale doszedłem do wniosku, że najwyższy czas spróbować, że już za wiele razy pozwalałem ci odejść, marnowałem kolejne dane mi przez ciebie szanse, raniłem ciebie i siebie…

…Nic nie odpowiedziałam, tylko mocniej chwyciłam jego rękę – drżał… mój mężczyzna – mocny i bezwzględny, on się boi… chce TO powiedzieć, czuję… ale boi się. Nie – ja mu nie pomogę, nie tym razem – chce, ale nie mogę… czekam…

-Xenno, przyjechałaś w najwłaściwszym momencie, zawsze potrafiłaś wyczuć chwilę, moja Xenno – kocham cię…
-Ja też cię kocham, zawsze kochałam…
– Xenno bądźmy razem… – przytuliłam go mocno, na te słowa czekałam ponad dwadzieścia lat, dla tych dwóch słów gotowa byłam zrobić wszystko… Siedzieliśmy przytuleni, płakaliśmy oboje, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie… a z głośników cicho brzmiała piosenka „Źli chłopcy dostają to, co najlepsze…"

49 komentarzy dla “Xenna – alternatywne zakończenie

  1. ileż lat mineło od Xenny…. teraz wracam myślami do tamtej książki, kończąc czytanie „Kobiety to…”, z sentymentem rozmyślam o życiu Cypriana… ups! C. Bykowskiego miało być 😉 On w wieku 40 lat dalej pozostał zbuntowanym chłopcem, ja w wieku 30 już jestem stateczną matką i żoną – dobrze ale czasem szkoda tamtych lat i tamtych szaleństw… Pozdrawiam serdecznie – Farbenka (ta od alternatywnego zakończenia Xenny w stylu M jak miłość) 😉

  2. Zresztą myślę, że po tylu latach i ilości energii jaką stracili na próby bycia razem, nie mieliby już siły naprawdę być ze sobą. Tak jak nie widzę związku Romeo i Julii. Ich miłość była możliwa tylko w niepewności, a gdyby dostali w końcu przyzwolenie,okazałoby się, że cały zapas energii przeznaczonej na miłość, przeznaczyli na walkę o nią. Potem nadeszłaby zabójcza codzienność. A może się mylę….

  3. Miłość w istocie jest banalna, tylko ludzie ją komplikują. A najgorsi są ci myśliciele, którzy chcą zjeść ciastko i mieć ciastko. Problem w tym, że coraz więcej facetów to takie niezdecydowane p…(chociaż dziewczyny też się takie zdarzają) A nierzadko gdy już wymęczą swoją ofiarę i siebie przy okazji, ku zdziwieniu wszystkich biorą ślub z laską spotkaną zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Często gęsto głupszą i nie zawsze ładniejszą od poprzedniczki. Ważne, żeby obiad i dymanie były na czas. Dobrze jest też, gdy ona pozostaje nieco w jego cieniu i najlepiej przyklaskuje mądrzejszemu od siebie facetowi. Dopiero później wspominają jak to im kiedyś było dobrze, ale oczywiście na nic poważnego by się z „miłością swojego życia” nie zdecydowali… Część facetów boi się indywidualistek, mocnych kobiet. Boją się, że one mogą nieraz narzucić im własne zdanie. Główny bohater też mnie wpienia. Przez swoją głupotę i niezdecydowanie sam siebie unieszczęśliwia. A odpowiedzialność za związek próbuje zwalać np. na Cykora. Nie wyrzyguję tutaj przykładów z własnego życia- a jeśli już (ok. był jeden dupek, którego szczególnie nie warto wspominać), to nie jedynie, bo takich przykładów znam mnóstwo. Widzę co się dzieje wokół i szlag mnie trafia. Książka też mnie przez to wkurza. Odkładałam ją 3 razy, ale ciągle do niej wracam i chociaż wiem jak to się skończy nie mogę przestać czytać. Ci co oczekują rady w książkach powinni sami podjąć decyzję, bo przecież nikt inny nie będzie żył za nich. Potem, kto wie? Może i całe życie będą sobie pluli w brodę, że czegoś nie zrobili, a mogli. Sorry, jeśli ktoś się poczuł urażony, ale szlag mnie trafia, gdy widzę wokół niepewność w tych niepewnych czasach. Bo jeśli nie miłość to co?

  4. Zyciowy temat

    Witam przeczytalem Xenne z rozrzewnieniem. Jestem taki sam jak glowny bohater. Zrobilem tyle niepotrzebnych glupstw w zyciu tyle razy deptalem milosc ale bylem tak wqrwiony ze on sobie z tym nie poradzil tak jak pewnie nie poradze sobie ja. Mialem nadzieje ze uda mu sie ze to bedzie mnie napawalo jakas sila patrz udalo mu sie zaryzykuj. Czytajac mialem ochote sam przytulic Xenne nie ja przeleciec tylko wlasnie wziac w ramiona i co dalej? Taka chwila przyplywu emocji jak przy wszystkim w moim zyciu trwa krotko ale pali sie skoncentrowanym plomieniem. Dlaczego w zyciu jest tak trudno podejmowac decyzje dlaczego jak je juz podejmiemy to zastanawiamy sie co by bylo gdybysmy ich nie podjeli. Jestem zbyt wyrachowany na to zeby kochac szczerze ciagle kalkuluje zastanawiam sie, przerazliwie duzo mozgu w moim sercu. Dziekuje za te ksiazke jest swietna bo poruszyla mnie i sklonila do refleksji do zastanowienia sie co dalej ha ha ale ja no coz pewnie wolalbym ja przeczytac raz jeszcze niz wykonac jakis ruch.

  5. moja miłość?

    hmm… pewnie banalnie to wyszło… pseudonim jak główna bohaterka, a tytuł… no cóż, spyta ktoś dlaczego? – przeczytałam tą fantastyczną książkę, którą pożyczył mi…chłopak z którym poznałam się nie w tym czasie , w którym powinnam…połączyła nas więź niebywała i trudna do określenia (magiczna, niebezpieczna…) i wszystko zaczęło się wręcz od chwili kiedy dostałam tą książkę do ręki…a chcecie przeczytać coś dziwnego…on mieszka gdzie indziej, ma żonę i chyba jakoś uporał się z tym co było…krótko przed tym jak wszystko się skończyło podczas jednej z naszych rozmów powiedziałam mu „mów mi Xenna”..na co on odparł „a może mój puzelku?”..na pytanie czy uważasz, że mogła bym nim być? – bez chwili wahania odparł – „TAK”… czasami go widuję i …są chwile kiedy nadal dostrzegam ten błysk w jego oczach… co za ironia prawda???

    Książka rewelacyjna wielki ukłon dla autora…zawsze będzie bliska memu sercu!

  6. yyyy

    gdyby tak kończyła się książka to .. kurwa .. rozczarowałabym się .. co to ? „m jak miłość” ?:/
    „w życiu piękne są tylko chwile .. ”

    • moja miłość?

      Zgadza się ładna historia ale i smutna…kiedy teraz o tym myślę to wiem, że szaleństwa jakie nam towarzyszyło nikt nie odbierze :) bo wspomnień nie da się zabrać…i choć kłuje mnie na samą myśl gdzieś pośrodku klatki to…wiem, że inaczej być nie mogło…moja historia jest równie smutna jak Xenny…choć ja odnalazłam się w tym życiu i daję radę!Ale sentyment…pewne podniecenie…przy wspomnieniach jest…a kiedy wracam do tej lektury…potęguje się maksymalnie!!!
      Dziękuję … Ci za tą książkę…nie umiem wyrazić tego innymi słowami jak po prostu DZIĘKUJĘ!

      • moja miłość?

        Sewntyment i wspomnienie zawsze pozostają… i często stają w gardle. Ale miłość to nie choroba śmiertelna, raczej grypa – przechodzi.

        • moja miłość?

          :) ja to wiem, ktoś kiedyś powiedział, że miłość jest jak żałoba w końcu przemija.
          Ja w moim tytule celowo postawiłam „?” – który miał sugerować, że to była miłość ale…pewnie nie ta ostatnia…
          dziś też czuję coś pięknego…ale wracam do chwil kiedy byłam dla kogoś Xenną…bo chwile te są piękne i warte pielęgnacji po mimo kluchy w gardle!

    • yyyy

      Dobrze powiedziane:) Czytając oryginał cały czas myślałam że w końcu będą razem, ale wtedy całość byłaby zbyt banalna…

  7. .

    właśnie, nie wszystko dobrze się kończy, a anty-bohater chyba nie byłby skory do związku do końca, już raczej uciekł by do innego kraju przed Xenną, przed tą miłością, przed składaniem obietnic bez pokrycia. 😉

  8. 😛
    czy Xenna jest już w czołówce rankingu Bestseller XXI wieku ? 😛

    Panie Gołębiewski – proszę ponownie – pisz Pan dłuższe historie…

    Pozdrowienia .

  9. jedyne... to co że życie

    no a że wzrusza to prawda, ja na przykład widziałem swoje głupio stracone szanse na nie tak znowu potencjalną miłość… ach … ale się rozrzewniłem… i nie jestem cyniczny… ale to już było… to co nigdy się nie wydarzyło nie wróci, to co jest (czyli że teraz) określa … co określa? …książka uwidacznia to jak można `dymać się z własnym mózgiem` przez tyle lat i to wszystko

  10. jedyne... to co że życie

    …a co do alternatywy to całkiem możliwa, ale czuje się za dużo cukru choć w `orydżinale` znowu – za dużo goryczy… nie ma alternatywy :) ple ple mur

  11. jedyne... to co że życie

    mnie jedynie podobało się to że `antybohater` był otwarty na idee, ba szkoda że tak destruktywną, ale zawsze, poza tym słowo tolerancja i akceptacja parę razy się tam przewija (to są palące dla mnie słowa… ważne)… smutne że taki tchórz ten… antybohater- pseudobohater …nietuzinkowy? eee, a skądże… pozdrawiam…
    PS
    szybko się czyta

  12. Skończyłam Xennę

    Kobieta zawsze wierzy, że ukochany sukinsyn ja kocha. Amen

    Ps. Nie zawiodłam sie zakończeniem. Wiele wydarzeń z mojego życia stało się do zniesienia. To nie ja kupiłam tę książkę, to ona mnie znalazła – jak zwykle.

      • Skończyłam Xennę

        Dobrze. Bardzo dobrze. To znaczy, że chyba….,tak właśnie ma być. Wyobraź sobie, idziesz ulicą swojego miasta by załatwić jakąś sprawę. Nie planujesz wizyty w księgarni. Masz ważniejsze cele. Ni z tego ni z owego nachodzi cię dziwna chęć, żeby jednak zajrzeć i przekartkować coś. Wchodzisz do księgarni i zmierzasz prosto w stronę tej jednej pozycji, birzesz ją do rąk, oglądasz. Jakaś recenzja, spis treści, pierwsze słowa autora i wiesz już , że jest twoja. W domu czytasz ją z wypiekami na twarzy i z uśmiechem. Tak jest ze mną od jakiegoś czasu. Przy okazji zdarzają się ciekawe historie, czasem można komus pomóc albo uniknąc czegoś co nieuniknione.

        • Skończyłam Xennę

          fakt, przytrafiają się w życiu rzeczy zupełnie nieoczekiwane… swoją drogą myślałem, że w księgarniach nie ma już Xenny.

  13. bleble

    Nie mogę doczekać sie prawdziwego zakończenia więc przeczytałam alternatywne. Hm……,czy jawiem? Lubiła alkohol…. „biedna” Marysia….. „biedna” Xenna……”biedny” Autor. Kobiety lubią dobre zakończenia: „…i żyli długo , szczęśliwie” – I NIEGRZECZNIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  14. ble ble

    może tu sie uda dodać komentarz 😡 bo na stronie Xenny się nie udało….. chciałam powiedzieć że pozdrawiam i życzę szczęscia wszystkim ludziom hehehehe.
    p.s. moja Xenna jest już matką… ma syna :)))
    Pozdrawiam

  15. (;

    Bardzo fajny pomysł, nie było nudne… można powiedzieć że piękne, ale moim zdaniem nie pasuje to do tej opowieści. To trochę dziwne, że tak nagle coś Go kopnęło i postanowił się zmienić. I za szybko to wszystko się stało. Za szybko zaczęło się układać, tak nagle. ;]

  16. Ładne...

    Zakończenie bardzo ładne… Miło przeczytać i się troszkę wzruszyć… Styl książki faktycznie ładnie oddany, aczkolwiek niestety zbyt pozytywnie jak na Xennę… Co, jak co, ale wydaje mi się, że ona była skazana na nieszczęście… Poza tym nie wierzę w taką przemianę naszego bohatera po tym wszystkim co już było…

  17. a mi sie podoba

    a mi się podoba pomysł takiego pogodnego zakończenia bo to napisane przez Autora jest przygnębiająco smutne. Sama bym napisała, ale chyba nie będę umiała…

  18. koniec

    ludzie co wy z tymi happy end-ami… Nie wszystko w życiu dobrze się kończy. Czasem szczęściem jest te parę chwil, które zostają niczym osad w butelce, pamięć dobrych momentów, udanego seksu z tym kimś i tyle, a życie toczy się dalej. Można kogoś kochać i nie chcieć spędzić z nim reszty życia. Ja ostatecznie odeszłam od faceta, który był miłością mojego życia, ale jednocześnie po latach to mnie zaczęło cholernie niszczyć. Nie byłam szczęśliwa, przestałam się uśmiechać, wykańczało mnie to. Wróciłam do siebie samej, do mojego dawnego życia, do koncertów, muzyki, mam znajomych, realizuję się. Na swój sposób jestem szczęśliwa, idę i uśmiecham się, promieniuje ze mnie szczęście, choć jestem sama. Nie szukam zapomnienia przy boku innych mężczyzn, już to przećwiczyłam, kiedyś, gdy mieliśmy roczną przerwę w chodzeniu..byłam z paroma facetami..i każdy z nich wiedział, że kocham jego, że wrócę do niego, jeśli tylko on wróci do kraju, że polecę na każde skinięcie jego palca. Robiłam to co bohater Xenny, szukałam w każdym facecie jego, mojej miłości do niego, czegoś co ją przebije, da zapomnienie. nie mam nic prócz ciała, a to za mało by z kimś być. Wróciłam właśnie z \”Pachnidła\” – świetny filmek, bez happy endu. Książka która zrobiła na mnie największe wrażenie w tamtym roku i w zasadzie od lat to \”Pod skórą\” M. Fabera, też bez happy endu…Brak happy endu to jeszcze nie koniec świata, trzeba nauczyć się cieszyć tym co się wspólnie przeżyło, doznało, co się miało, trzymać to na otwartej dłoni i iść dalej, żyć, nie zamykać się w wydumanym cierpieniu. Niektórzy nadmuchują wokół siebie ochronny balon. sparzyli się i nie chcą już więcej cierpieć. Czasem się z kimś prześpią, ale nie dopuszczają ludzi do swojego emocjonalnego wnętrza. można zamknąć drzwi przed wszystkim, można i przed miłością. nie ma ludzi idealnych, wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej porąbani. Bycie z kimś jest wielką niewiadomą. nikt nam nie da gwarancji, sami ich też nie damy. skaczemy z trampoliny do basenu zwanego życiem, albo spoglądamy zza pancernej szyby naszego schronu. Tak czy siak przemijamy.

  19. hmmmm...

    …jakby nie patrzec wierna kopia stylu ksiazki (co, ja bardzo przepraszam, ale o książce dobrze nie świadczy… ale jednoczesnie uznania dla farbenki:) tyle, ze jakby ksiazka tak sie konczyla to bylby jakis badziew i telenowela…a poza tym ta ksiazka nie moze sie konczyc dobrze, bo bohater od poczatku jest zarysowany jako postac skazana na porazke..a to wymaga konsekwencji…no a poza tym dwa chyba trudno jest napisac ksiazke z hepiendem nie popadajac w totalny banal…jednym slowem nie podoba mi sie to zakonczenie, ale to akurat, dla odmiany, dobrze swiadczy o ksiazce ze na tyle rusza duszę ze sie komus chce zakonczenia inne pisac:))

    • hmmmm...

      hehe – zgadzam się :) to zakończenie jest banalne 😉 i takie miało być 😀 a książka poruszyła mnie wielce 😛 dla jajów w sumie sobie wkleiłam ten tekscik na blogu a tu takie „kontrowersje” wzbudza… hehehe – ja od początku mówiłam że na żadną pisarke sie nie nadaje a jedyne co mogłabym pisać to poscielowe, banalne właśnie romansidła :) pozdro

    • hmmmm...

      W pełni się zgadzam z tą wypowiedzią.. Ale ja chyba już nic nie będe pisać, bo w koncu autorka tego zakończenia się na mnie obrazi.

  20. tak..

    Tak, jak myslałam. Ale nie będe komentować źle faktycznie nie wypada. w Każdym razie czemu wspominasz o Playa Escondido, skoro Xenna została u Marysi w innej miejscowości?
    ha błąd ot prosze:D
    Chyba, że zaraz dostanę zaraz burę, a okaże się, że po prostu sie przeniosły i o tym nie wspomniano. Ale wątpię, żeby tak było.

    • Do mojego krytyka

      tak samo jak w książce nie ma jakiejś ciagłości czasu i chronologia jest zaburzona, tak tutaj rzecz nie dzieje się w 2 godziny po odjezdzie goscia… Xenna powiedziała że pobędzie z Marysią a potem wróci do domu autobusem… rzecz jest jak już do domu wróciła i akurat córka wróciła z nią – są razem w Playa Escondido… to nie jest jakaś cała powiesć ale kawałek – jakbym chciała tłumaczyć wszystko to bym napisała kolejną ksiazke na 300 stron… wyrwany kawałek opowieści koleżanko… tyle

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

23 września 2018 o godz. 08:57

Kartka ze Speyside – Heilan coo

SONY DSC

Szkoci mówią na nie Heilan coo, cudzoziemcy Hippie cow. Mają długą grzywkę i leniwe miny. Nie dają zbyt dobrego mleka. Hoduje się je na mięso. Szkoda, bo miło wyglądają jak są żywe. Potem już mniej miło. Przywędrowały z Hebrydów. Wzmianki o nich pochodzą już z VI wieku. W czarnej wersji nazywają się w Szkocji Kyloe i jedna taka czarna krowa z grzywką znajdzie się na okładce najbliższego numeru „Aqua Vitae”.

22 września 2018 o godz. 09:42

Kartka ze Speyside – Dunnottar Castle

Dunnottar Castle (37)

Kiedy spytać Szkota, dlaczego nie czuje pokrewieństwa z Irlandczykami, choć to podobna kultura, podobny język i podobne zamiłowanie do spokojnego wiejskiego życia ze szklaneczką whisky, odpowie, że z Irlandczykiem w ogóle nic go nie łączy, bo oni są celtami, a Szkoci to piktowie. Dla mnie tyle samo w tym sensu, co w stwierdzeniu, że nic mnie nie łączy z ludźmi z południa Polski, bo oni to Wiślanie, a my to Polanie. Ale tak całkiem serio, kulturowa tożsamość w Szkocji i Irlandii jest bardzo wysoka, a nawiązania do kultury piktów i celtów są jej częścią.

21 września 2018 o godz. 09:24

Kartka ze Speyside – Benromach

_DSC8756

Niewielka szkocka gorzelnia whisky, działająca w regionie Speyside, w miasteczku Forres od 1898 roku. Wielokrotnie zmieniała właścicieli, a w latach 1983-1998 stała zamknięta. Obecnie jest własnością Gordon & MacPhail. Używają głównie torfowanego jęczmienia, o poziomie natorfienia 12 ppm i 47 ppm, a także nietorfowanego jęczmienia organic. Kadź zacierna ma pojemność 1,5 tony. Mają 13 kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej, stosują dwa rodzaje fermentacji – krótsza trwa 62-67 godzin, wydłużona – 110 godzin, stosują drożdże browarnicze. Alembik pierwszej destylacji ma pojemność 7500 l, drugiej destylacji – 4250 l. Alembiki Forsyths z zewnętrznym kondensatorem. Odbierają alkohol o mocy 70%, przed wlaniem do beczek obniżają moc do 63,5%. Cały proces produkcji jest sterowany ręcznie. Rocznie produkują ok. 700 tys. l alkoholu. Destylarnia ma w swoich magazynach ok. 18 tys. beczek. Używają tylko beczek first fill po bourbonie, poza tym beczek po sherry z bodegi Williams & Humbert, a do whisky z jęczmienia organic – dziewiczych beczek z białego dębu z Missouri. W 2018 roku uruchomili osobną mikro-destylarnię, w której produkują gin Red Door.

20 września 2018 o godz. 08:37

Kartka ze Speyside – Glen Moray

SONY DSC

Glen Moray to ogromna destylarnia whisky ze Speyside, powstała w 1897 nad brzegiem rzeki Lossie, na przedmieściach Elgin, w ostatnich latach całkowicie przebudowana do przemysłowych rozmiarów. Wcześniej, od 1828 roku, w tym samym miejscu działał browar West Brewery. Zaczynali z jedną parą alembików, które zrobiono z przebudowanych kadzi warzelniczych. Te stare alembiki przepadły w pożarze. Kilkakrotnie zamykana, kilkakrotnie też zmieniała właścicieli. W 1920 roku przejęta przez spółkę Macdonald & Muir (ówczesnego właściciela Glenmorangie). Przebudowana w 1958 roku, w 1979 roku wprowadzono dwa nowe alembiki. Pod koniec lat 70. zaprzestano własnego słodowania. W 2008 roku właścicielem Glen Moray został francuski potentat na rynku alkoholowym, grupa La Martiniquaise. Obecnie rocznie produkują 5 mln l alkoholu. Gigantyczne kadzie fermentacyjne, a jest ich 14, usytuowane są na zewnątrz. Z jednego zacieru robią ok. 52 tys. l przefermentowanego alkoholu, stalowa kadź zacierna ma pojemność 11 ton. Fermentacja jest dość krótka, trwa 60 godzin, alkohol ma 8,5%. Po przebudowie w 2016 roku alembiki pierwszej destylacji są w innym budynku niż drugiej, nie działają w parach. Te do pierwszej destylacji mają bardzo nietypowy kształt, szyja jest odwrócona do przodu, przed każdym alembikiem jest podwójny kondensator, który nie wpływa wprawdzie na czas destylacji czy moc alkoholu, ale daje oszczędność energii. Wszystko jest sterowane komputerowo, pierwsza destylacja trwa ok. 5 godzin i daje alkohol o mocy ok. 25%. Nowe alembiki powstały we Frili, sprowadzono je z Włoch. W drugim budynku jest dziewięć alembików. Sześć Forsyths, z czego trzy kiedyś działały jako wash stills w parach ze spirit stills. Przerobiono je na spirit stills, dodano jeszcze trzy włoskie, więc teraz serce destylarni wyposażone jest w aparaty o różnej pojemności, różnych kształtów. Moc alkoholu po drugiej destylacji to 72%. Firma dysponuje też starą kadzią zacierną i pięcioma starymi kadziami fermentacyjnymi. Być może będą w przyszłości wykorzystywane do eksperymentalnych edycji. Planowane jest dodanie jeszcze dwóch alembików i zwiększenie produkcji nawet do 9 mln l (przed inwestycją La Martiniquaise moce produkcyjne wynosiły 2,2 mln l rocznie). Glen Moray ma obecnie 12 magazynów, w których leżakuje whisky w ok. 140 tys. beczek. Visitors center rocznie odwiedza ok. 24 tys. osób. Na miejscu można spróbować kilku specjalnych edycji whisky, które pokazują potencjał destylarni (np.: Glen Moray 1998 PX Finish, Glen Moray 2010 Peated PX Finish czy Glen Moray 120th Aniversary Edition).

19 września 2018 o godz. 09:19

Kartka ze Speyside – Glenury Royal

_DSC8659

Już nieistniejąca destylarnia whisky z Highlands, pojedyncze butelki jeszcze można dostać, np. czterdziestoletnia Glenury Royal wydestylowana w 1970 roku. Powstała w 1825 roku i – jak piszą kronikarze – od początku była pechowa. Kilka tygodni po jej uruchomieniu wybuchł pożar, który zniszczył ja niemal doszczętnie. Zdarzył się też nieszczęśliwy wypadek, jeden z robotników zginął podczas pracy, wpadł do kadzi. Założył ją w Stoneheaven kapitan Robert Barclay Allardice, ciekawa postać – parlamentarzysta, biegacz i bokser. Była to jedna z trzech destylarni, którym król Wilhelm IV pozwolił posługiwać się w nazwie określeniem „królewska” (Royal). Kolejnymi właścicielami Glenury byli: William Richie (w latach 1857-1928), spółka Glenury Distillery Co. (1936-1938), Associated Scottish Distillers (1938-1940), American National Distillers (1940-1953) oraz Distillers Company Limited (od 1953 roku do końca). Miała okresy przestoju, np. w latach 1852-1858 czy 1940-1945. Destylarnię zamknięto w 1983 roku, częściowo wyburzono, częściowo przebudowano, dziś w jej miejscu stoi osiedle mieszkaniowe.

18 września 2018 o godz. 08:54

Kartka ze Speyside – Auchinblae

_DSC8646

Niewiele wiadomo o destylarni whisky Auchinblae, ulokowanej przy Burn Street w Auchenblae (Aberdeenshire). Powstała w 1895 roku w miejscu młyna Den Mill, starszego o sto lat. Zapewne już wcześniej pędzono tu alkohol, ale bez licencji. Przebudowę młyna i pagodę słodowni projektował słynny architekt tamtych czasów, Charles C. Doig. Należała do lokalnej spółki kapitałowej Auchinblae Distillery Company Ltd. Jak ustalił Brian Townsend, autor znakomitej książki „Scotch Missed”, była wyposażona w cztery kadzie fermentacyjne o pojemności 6000 galonów każda oraz jedna parę alembików (wash still miała 1500 galonów, spirit still wiadomo tylko, że była mniejsza. Pierwszy jej menadżer wcześniej pracował w Ord Distillery. W 1916 roku przejęta przez spółkę Macdonald Greenlees, która miała też pobliską destylarnię Stronachie.

17 września 2018 o godz. 08:14

Kartka ze Speyside – wizyta w Fettercairn

_DSC8621

Fettercairn to destylarnia z Higlands, powstała w 1824 roku, założona przez Sir Alexandra Ramsaya, który był jej właścicielem zaledwie przez sześć lat. Z powodu długów odsprzedał ją wraz z posiadłością ziemską Fasque Estate kupcowi Johnowi Gladstone. Przebudowana po pożarze w 1887 roku. W latach 1926-1939 zamknięta. Jej pracę wznowił nowy właściciel, kilkakrotnie zresztą się zmienił w następnych latach, aż w 1974 roku przejęła ją spółka Whyte & Mackay, która zarządza do dziś marką i zasobami whisky, wykorzystując znakomitą część produkcji Fettercairn do swoich blendów. W latach 60. XX wieku zaprzestano samodzielnego słodowania jęczmienia. W 1966 roku podwojono moce produkcyjne – z dwóch do czterech alembików. Aparaty do pierwszej destylacji wash stills mają pojemność po 17274 l, a spirit still jeden ma 13638 l, drugi – 11819 l. Spirytus odbierany jest z mocą 68%, do beczek trafia z mocą 63,5%, druga destylacja trwa sześć godzin. Kadź zacierna ma pojemność 5 ton, robią 24 zaciery tygodniowo. Jako jedni z nielicznych w Szkocji używają karmelizowanego słodu do niektórych edycji whisky. Jest tu jedenaście kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej o pojemności po 25 tys. l każda. Fermentacja jest dość szybka, trwa 52-55 godzin. W 1989 roku otwarto centrum dla odwiedzających. Mają 13 magazynów, a w nich ok. 40 tys. beczek. Beczki po bourbonie wykorzystywane są tylko raz, potem są odsprzedawane, używają też m.in. beczek po sherry, porto czy po bordoskich winach.

16 września 2018 o godz. 20:33

Róbrege dla Brylewskiego

41556897_2151483198255546_9036314992659398656_o

29 września odbędzie się koncert pod hasłem Róbrege, dedykowany pamięci Roberta Brylewskiego. Wystąpią: Paweł Sky & nowy+eren 101% improwizacji, Ziggie Piggie & goście, Armia, Maleo Reggae Rockers & goście, Izrael & goście, Joint Venture Sound System gra Brylewskiego. Impreza odbędzie się w namiocie pod Pałacem Kultury i Nauki (od strony ul. Świętokrzyskiej).Wstęp – 30 zł, start – godz. 17.00.

16 września 2018 o godz. 09:00

Kartka ze Speyside – Royal Lochnagar

Royal Lochnagar11

Royal Lochnagar jest pięknie położona, w dolinie rzeki Dee, na tym samym jej brzegu, co królewska letnia rezydencja, zamek Balmoral. Bliskość zamku i królewskich ogrodów sprawia, że destylarnia jest chętnie odwiedzana przez turystów, pomimo tego, że sama whisky nie jest dobrze znana. Marka należy do Diageo. Jest to niewielka destylarnia, o iście królewskim charakterze, co jest podkreślane co chwila podczas wizyty. Niestety, jak we wszystkich destylarniach Diageo, nie wolno podczas zwiedzania robić zdjęć.

15 września 2018 o godz. 09:15

Kartka ze Speyside – Allt-á-Bhainne

_DSC8587

Zbudowana w 1975 roku w Glenrinnes (region Speyside) nowoczesna destylarnia whisky, powstała na potrzeby ówczesnego potentata na światowym rynku alkoholowym – Seagrams, podobnie jak zbudowana dwa lata wcześniej siostrzana gorzelnia Braeval. Koszt uruchomienia destylarni wyniósł 2,7 mln funtów, a w 1989 roku dokonano kolejnych inwestycji, podwajając liczbę alembików do czterech i moce produkcyjne do ok. 4 mln l whisky rocznie. Od 2001 roku jest własnością Pernod Ricard, bezpośrednio zarządza nią Chivas Brothers. W latach 2002-2005 stała zamknięta. Proces produkcji jest do tego stopnia zautomatyzowany, że destylacją może zajmować się tylko jedna osoba. Dziwna nazwa Allt-á-Bhainne to po gaelicku „Palone mleko”. Ta mało znana koneserom single malt whisky destylarnia od początku działa głównie na potrzeby zestawiania blendów Chivas Regal. Co ciekawe, dysponuje bardzo niewielkim magazynem do składowania whisky, dlatego część jej produkcji – głównie ta oferowana jako single malt – dojrzewa w magazynach na wyspie Islay, dzięki czemu uzyskują charakterystyczny słony smak. Połowa produkowanej w Allt-á-Bhainne whisky robiona jest z lekko torfowanego (10 ppm) słodu, reszta z nietorfowanego.