19 lutego 2007 o godz. 21:59

Xenna – alternatywne zakończenie

Oto propozycja alternatywnego zakończenia "Xenny" napisana przez Farbenkę. Bardziej optymistyczna niż w oryginale :)


Sukinsyn, na pewno nie otwiera nawet tych cholernych listów. Mogłam się spodziewać że tak będzie, znam go tyle lat – nic się nie zmienił, to wszystko przeze mnie, niepotrzebnie go zapraszałam, znowu odzyskałam nadzieje i znowu wszystko szlag trafił…. Jak ja go strasznie kocham i jednocześnie nienawidzę – tęsknie…

Dobrze, że mam Marysię – ona musi mieć więcej szczęścia niż ja… – siedziałam na plaży, z butelkę tequili, która mi po nim została i z milionem myśli kłębiących się w mojej głowie, było już bardzo późno i ciemno, nawet nie przeszkadzały mi kraby i jaszczurki – niech sobie chodzą, ja mam ważniejsze rzeczy na głowie.

Pociągam kolejny łyk, biję się z myślami… Nie wiem, do której tak siedziałam na tej plaży, ale rano Marysia mi zakomunikowała, że w życiu nie widziała mnie tak pijaną i że z trudem zaciągnęła mnie do sypialni – kochane dziecko, co ja bym bez niej zrobiła…

W nocy miałam sen – śniło mi się, że jestem z nim, że idziemy parkiem i trzymamy się za ręce, wokoło pełno ludzi patrzy z zazdrością na naszą miłość, na nasze szczęście. Podbiega do nas Marysia – on ją obejmuje, ojcowskim uściskiem i całuje w czoło, teraz idziemy w trójkę, jak prawdziwa wspaniała, kochająca się rodzina – jak moja wymarzona rodzina – mężczyzna mojego życia i wspaniała córka – taka mądra i taka piękna. Wtedy czułam, że nic nie może zburzyć tego obrazka… – obudziłam się z wielkim bólem głowy, uderzyła we mnie świadomość, że to tylko sen, piękny… ale sen.

Głupi sukinsyn… skrzywiłam się i znów naszły mnie ponure myśli, te same które wczorajszej nocy kazały mi sięgnąć po butelkę i upić się wśród cholernych krabów na cholernej plaży w cholernym Playa Escondido.

Marysia jest taka opiekuńcza, dobrze ja wychowałam. Podała mi kawę i usiadła koło mnie na łóżku.

-Mamo ja wiem, że jest Ci trudno, nie potrafię ci pomóc.
-Sama twoja obecność jest dla mnie największą radością kochana…
-Chciałabym żebyś była szcześliwa.
-Ależ jestem…
-Chciałabym żebyś była naprawdę szczęśliwa mamusiu, żebyś miała to na co zasługujesz, wiem że bijesz się z myślami, wiem że stoisz przed trudnym wyborem, ale ja będę zawsze przy tobie i pamiętaj, że cokolwiek postanowisz ja pójdę z tobą…
-Dziękuję ci córeczko…

I przytuliła mnie mocno, i szepnęła do ucha „Kocham cię”….
Moja Marysia –mój skarb.

-Spieszmy się, samolot nie będzie czekał..
-Nie wiem czy dobrze robimy …
-Dobrze – Marysia pocałowała mnie w policzek, było w niej tyle energii i zapału, ona wierzyła, że to się uda… ja szczerze mówiąc wątpiłam, chciałam zobaczyć Polskę, chciałam tam wrócić. Przytulić mamę, brata, zjeść z nimi kiełbasę – prawdziwą polską kiełbaskę z grilla. Zobaczyć czy Warszawa się bardzo zmieniła, zobaczyć śnieg… jak ja dawno nie czułam zimnych płatków śniegu na mojej twarzy – bzdura…. Chciałam spotkać się z Nim, być z nim…

Byłam bardzo zdenerwowana…. Gdyby nie Marysia, chyba wróciłabym do domu… Ale ja już nie mam tu domu…. Sprzedałam przecież mój domek na plaży – wprowadził się tam kolejny stary rybak. Sprzedałam wszystko co mnie tutaj w Meksyku trzymało, kupiłam dwa bilety na lot do Amsterdamu. Postawiłam wszystko na jedną kartę – moje życie znowu miało się diametralnie zmienić. Zostawiam Meksyk na zawsze – astalavista!

W Amsterdamie przesiadka na samolot do Warszawy.

-Jak ty dojrzałeś! Mój mały braciszek jest teraz dojrzałym mężczyzną. Jestem z ciebie dumna Antosiu! – rzuciliśmy się sobie w objęcia.
-Wspaniale ciebie znowu widzieć, już nam się nie wywiniesz, tutaj jest twoje miejsce, twój dom…
-Dziękuję…
-Nie dziękuj, chodźcie, mama nie może się już doczekać, upiekła szarlotkę jak za dawnych lat.

Dla Marysi wszystko było takie inne, ciekawe, egzotyczne. Na początku nie mogła się przyzwyczaić do niskiej temperatury, od razu dostała kataru, ja zresztą też.
Wspaniałe było spotkanie z mamą – był już dla nas przygotowany pokój, jej otwarte matczyne ramiona, jej słowa: „Teraz tu jest wasz dom, już nas nie opuszczajcie”.

Łzy napłynęły wszystkim do oczu.

Nie zadzwoniłam, postanowiłam zrobić mu „niespodziankę”. Wiedziałam że nie zmienił mieszkania, od trzydziestu lat żyje w tym samym wielkim apartamencie na 11 piętrze. Serce biło mi jak oszalałe.. do ostatniej chwili nie wiedziałam czy zapukać. A jak już to zrobiłam to modliłam się, żeby jednak nie otworzył, żeby okazało się ze nie ma go w domu…
Otworzył…..
Był w szoku. Ja zresztą też…
Znowu mam go przed oczami, nic się nie zmienił, nic… ja zafarbowałam włosy i chyba jeszcze trochę schudłam, chciałam być piękniejsza, dla niego…
Reakcja była taka sama, jak przy naszym pierwszym spotkaniu w Meksyku, oziębły, zdystansowany – on nigdy nie potrafił okazywać uczuć w momentach, kiedy to najbardziej było potrzebne…

-Miło Cię widzieć Xenno, zrobiłaś mi wielką niespodziankę, zapraszam-wejdź.
-Witaj – pocałowałam go w policzek, a co… nie będę się tak zastanawiać jak w Meksyku, nad każdym gestem, nad każdym słowem.

Jego mieszkanie też nic się nie zmieniło, no może było jeszcze więcej książek i więcej płyt… ale to samo wielkie biurko i o dziwo to samo łóżko, na którym spędziliśmy tyle cudownych, namiętnych chwil. Zaproponował tequile – cały on… miał limonki i pełny barek innych alkoholi.

Potem już wszystko potoczyło się szybko – jedna butelka, druga.. zachowawcza rozmowa o dzieciach, o Meksyku, o pracy…

-Wiesz, sprzedałam dom, zostaje w Polsce… – nie robiłam mu wyrzutów z powodu złamanej kiedyś obietnicy, z powodu moich listów bez odpowiedzi.
-Xenno, nie wiesz jak się cieszę… – chwycił mnie za rękę, patrzył w oczy – cały czas o tym myślałem, chciałem wysłać te bilety, ale wiesz jaki jestem, jestem idiotą.
-Nie będę zaprzeczać kochany… – uśmiechnął się a ja odwzajemniłam uśmiech.
-Nie wiem czy potrafię, ale doszedłem do wniosku, że najwyższy czas spróbować, że już za wiele razy pozwalałem ci odejść, marnowałem kolejne dane mi przez ciebie szanse, raniłem ciebie i siebie…

…Nic nie odpowiedziałam, tylko mocniej chwyciłam jego rękę – drżał… mój mężczyzna – mocny i bezwzględny, on się boi… chce TO powiedzieć, czuję… ale boi się. Nie – ja mu nie pomogę, nie tym razem – chce, ale nie mogę… czekam…

-Xenno, przyjechałaś w najwłaściwszym momencie, zawsze potrafiłaś wyczuć chwilę, moja Xenno – kocham cię…
-Ja też cię kocham, zawsze kochałam…
– Xenno bądźmy razem… – przytuliłam go mocno, na te słowa czekałam ponad dwadzieścia lat, dla tych dwóch słów gotowa byłam zrobić wszystko… Siedzieliśmy przytuleni, płakaliśmy oboje, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie… a z głośników cicho brzmiała piosenka „Źli chłopcy dostają to, co najlepsze…"

49 komentarzy dla “Xenna – alternatywne zakończenie

  1. ileż lat mineło od Xenny…. teraz wracam myślami do tamtej książki, kończąc czytanie „Kobiety to…”, z sentymentem rozmyślam o życiu Cypriana… ups! C. Bykowskiego miało być 😉 On w wieku 40 lat dalej pozostał zbuntowanym chłopcem, ja w wieku 30 już jestem stateczną matką i żoną – dobrze ale czasem szkoda tamtych lat i tamtych szaleństw… Pozdrawiam serdecznie – Farbenka (ta od alternatywnego zakończenia Xenny w stylu M jak miłość) 😉

  2. Zresztą myślę, że po tylu latach i ilości energii jaką stracili na próby bycia razem, nie mieliby już siły naprawdę być ze sobą. Tak jak nie widzę związku Romeo i Julii. Ich miłość była możliwa tylko w niepewności, a gdyby dostali w końcu przyzwolenie,okazałoby się, że cały zapas energii przeznaczonej na miłość, przeznaczyli na walkę o nią. Potem nadeszłaby zabójcza codzienność. A może się mylę….

  3. Miłość w istocie jest banalna, tylko ludzie ją komplikują. A najgorsi są ci myśliciele, którzy chcą zjeść ciastko i mieć ciastko. Problem w tym, że coraz więcej facetów to takie niezdecydowane p…(chociaż dziewczyny też się takie zdarzają) A nierzadko gdy już wymęczą swoją ofiarę i siebie przy okazji, ku zdziwieniu wszystkich biorą ślub z laską spotkaną zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Często gęsto głupszą i nie zawsze ładniejszą od poprzedniczki. Ważne, żeby obiad i dymanie były na czas. Dobrze jest też, gdy ona pozostaje nieco w jego cieniu i najlepiej przyklaskuje mądrzejszemu od siebie facetowi. Dopiero później wspominają jak to im kiedyś było dobrze, ale oczywiście na nic poważnego by się z „miłością swojego życia” nie zdecydowali… Część facetów boi się indywidualistek, mocnych kobiet. Boją się, że one mogą nieraz narzucić im własne zdanie. Główny bohater też mnie wpienia. Przez swoją głupotę i niezdecydowanie sam siebie unieszczęśliwia. A odpowiedzialność za związek próbuje zwalać np. na Cykora. Nie wyrzyguję tutaj przykładów z własnego życia- a jeśli już (ok. był jeden dupek, którego szczególnie nie warto wspominać), to nie jedynie, bo takich przykładów znam mnóstwo. Widzę co się dzieje wokół i szlag mnie trafia. Książka też mnie przez to wkurza. Odkładałam ją 3 razy, ale ciągle do niej wracam i chociaż wiem jak to się skończy nie mogę przestać czytać. Ci co oczekują rady w książkach powinni sami podjąć decyzję, bo przecież nikt inny nie będzie żył za nich. Potem, kto wie? Może i całe życie będą sobie pluli w brodę, że czegoś nie zrobili, a mogli. Sorry, jeśli ktoś się poczuł urażony, ale szlag mnie trafia, gdy widzę wokół niepewność w tych niepewnych czasach. Bo jeśli nie miłość to co?

  4. Zyciowy temat

    Witam przeczytalem Xenne z rozrzewnieniem. Jestem taki sam jak glowny bohater. Zrobilem tyle niepotrzebnych glupstw w zyciu tyle razy deptalem milosc ale bylem tak wqrwiony ze on sobie z tym nie poradzil tak jak pewnie nie poradze sobie ja. Mialem nadzieje ze uda mu sie ze to bedzie mnie napawalo jakas sila patrz udalo mu sie zaryzykuj. Czytajac mialem ochote sam przytulic Xenne nie ja przeleciec tylko wlasnie wziac w ramiona i co dalej? Taka chwila przyplywu emocji jak przy wszystkim w moim zyciu trwa krotko ale pali sie skoncentrowanym plomieniem. Dlaczego w zyciu jest tak trudno podejmowac decyzje dlaczego jak je juz podejmiemy to zastanawiamy sie co by bylo gdybysmy ich nie podjeli. Jestem zbyt wyrachowany na to zeby kochac szczerze ciagle kalkuluje zastanawiam sie, przerazliwie duzo mozgu w moim sercu. Dziekuje za te ksiazke jest swietna bo poruszyla mnie i sklonila do refleksji do zastanowienia sie co dalej ha ha ale ja no coz pewnie wolalbym ja przeczytac raz jeszcze niz wykonac jakis ruch.

  5. moja miłość?

    hmm… pewnie banalnie to wyszło… pseudonim jak główna bohaterka, a tytuł… no cóż, spyta ktoś dlaczego? – przeczytałam tą fantastyczną książkę, którą pożyczył mi…chłopak z którym poznałam się nie w tym czasie , w którym powinnam…połączyła nas więź niebywała i trudna do określenia (magiczna, niebezpieczna…) i wszystko zaczęło się wręcz od chwili kiedy dostałam tą książkę do ręki…a chcecie przeczytać coś dziwnego…on mieszka gdzie indziej, ma żonę i chyba jakoś uporał się z tym co było…krótko przed tym jak wszystko się skończyło podczas jednej z naszych rozmów powiedziałam mu „mów mi Xenna”..na co on odparł „a może mój puzelku?”..na pytanie czy uważasz, że mogła bym nim być? – bez chwili wahania odparł – „TAK”… czasami go widuję i …są chwile kiedy nadal dostrzegam ten błysk w jego oczach… co za ironia prawda???

    Książka rewelacyjna wielki ukłon dla autora…zawsze będzie bliska memu sercu!

  6. yyyy

    gdyby tak kończyła się książka to .. kurwa .. rozczarowałabym się .. co to ? „m jak miłość” ?:/
    „w życiu piękne są tylko chwile .. ”

    • moja miłość?

      Zgadza się ładna historia ale i smutna…kiedy teraz o tym myślę to wiem, że szaleństwa jakie nam towarzyszyło nikt nie odbierze :) bo wspomnień nie da się zabrać…i choć kłuje mnie na samą myśl gdzieś pośrodku klatki to…wiem, że inaczej być nie mogło…moja historia jest równie smutna jak Xenny…choć ja odnalazłam się w tym życiu i daję radę!Ale sentyment…pewne podniecenie…przy wspomnieniach jest…a kiedy wracam do tej lektury…potęguje się maksymalnie!!!
      Dziękuję … Ci za tą książkę…nie umiem wyrazić tego innymi słowami jak po prostu DZIĘKUJĘ!

      • moja miłość?

        Sewntyment i wspomnienie zawsze pozostają… i często stają w gardle. Ale miłość to nie choroba śmiertelna, raczej grypa – przechodzi.

        • moja miłość?

          :) ja to wiem, ktoś kiedyś powiedział, że miłość jest jak żałoba w końcu przemija.
          Ja w moim tytule celowo postawiłam „?” – który miał sugerować, że to była miłość ale…pewnie nie ta ostatnia…
          dziś też czuję coś pięknego…ale wracam do chwil kiedy byłam dla kogoś Xenną…bo chwile te są piękne i warte pielęgnacji po mimo kluchy w gardle!

    • yyyy

      Dobrze powiedziane:) Czytając oryginał cały czas myślałam że w końcu będą razem, ale wtedy całość byłaby zbyt banalna…

  7. .

    właśnie, nie wszystko dobrze się kończy, a anty-bohater chyba nie byłby skory do związku do końca, już raczej uciekł by do innego kraju przed Xenną, przed tą miłością, przed składaniem obietnic bez pokrycia. 😉

  8. 😛
    czy Xenna jest już w czołówce rankingu Bestseller XXI wieku ? 😛

    Panie Gołębiewski – proszę ponownie – pisz Pan dłuższe historie…

    Pozdrowienia .

  9. jedyne... to co że życie

    no a że wzrusza to prawda, ja na przykład widziałem swoje głupio stracone szanse na nie tak znowu potencjalną miłość… ach … ale się rozrzewniłem… i nie jestem cyniczny… ale to już było… to co nigdy się nie wydarzyło nie wróci, to co jest (czyli że teraz) określa … co określa? …książka uwidacznia to jak można `dymać się z własnym mózgiem` przez tyle lat i to wszystko

  10. jedyne... to co że życie

    …a co do alternatywy to całkiem możliwa, ale czuje się za dużo cukru choć w `orydżinale` znowu – za dużo goryczy… nie ma alternatywy :) ple ple mur

  11. jedyne... to co że życie

    mnie jedynie podobało się to że `antybohater` był otwarty na idee, ba szkoda że tak destruktywną, ale zawsze, poza tym słowo tolerancja i akceptacja parę razy się tam przewija (to są palące dla mnie słowa… ważne)… smutne że taki tchórz ten… antybohater- pseudobohater …nietuzinkowy? eee, a skądże… pozdrawiam…
    PS
    szybko się czyta

  12. Skończyłam Xennę

    Kobieta zawsze wierzy, że ukochany sukinsyn ja kocha. Amen

    Ps. Nie zawiodłam sie zakończeniem. Wiele wydarzeń z mojego życia stało się do zniesienia. To nie ja kupiłam tę książkę, to ona mnie znalazła – jak zwykle.

      • Skończyłam Xennę

        Dobrze. Bardzo dobrze. To znaczy, że chyba….,tak właśnie ma być. Wyobraź sobie, idziesz ulicą swojego miasta by załatwić jakąś sprawę. Nie planujesz wizyty w księgarni. Masz ważniejsze cele. Ni z tego ni z owego nachodzi cię dziwna chęć, żeby jednak zajrzeć i przekartkować coś. Wchodzisz do księgarni i zmierzasz prosto w stronę tej jednej pozycji, birzesz ją do rąk, oglądasz. Jakaś recenzja, spis treści, pierwsze słowa autora i wiesz już , że jest twoja. W domu czytasz ją z wypiekami na twarzy i z uśmiechem. Tak jest ze mną od jakiegoś czasu. Przy okazji zdarzają się ciekawe historie, czasem można komus pomóc albo uniknąc czegoś co nieuniknione.

        • Skończyłam Xennę

          fakt, przytrafiają się w życiu rzeczy zupełnie nieoczekiwane… swoją drogą myślałem, że w księgarniach nie ma już Xenny.

  13. bleble

    Nie mogę doczekać sie prawdziwego zakończenia więc przeczytałam alternatywne. Hm……,czy jawiem? Lubiła alkohol…. „biedna” Marysia….. „biedna” Xenna……”biedny” Autor. Kobiety lubią dobre zakończenia: „…i żyli długo , szczęśliwie” – I NIEGRZECZNIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  14. ble ble

    może tu sie uda dodać komentarz 😡 bo na stronie Xenny się nie udało….. chciałam powiedzieć że pozdrawiam i życzę szczęscia wszystkim ludziom hehehehe.
    p.s. moja Xenna jest już matką… ma syna :)))
    Pozdrawiam

  15. (;

    Bardzo fajny pomysł, nie było nudne… można powiedzieć że piękne, ale moim zdaniem nie pasuje to do tej opowieści. To trochę dziwne, że tak nagle coś Go kopnęło i postanowił się zmienić. I za szybko to wszystko się stało. Za szybko zaczęło się układać, tak nagle. ;]

  16. Ładne...

    Zakończenie bardzo ładne… Miło przeczytać i się troszkę wzruszyć… Styl książki faktycznie ładnie oddany, aczkolwiek niestety zbyt pozytywnie jak na Xennę… Co, jak co, ale wydaje mi się, że ona była skazana na nieszczęście… Poza tym nie wierzę w taką przemianę naszego bohatera po tym wszystkim co już było…

  17. a mi sie podoba

    a mi się podoba pomysł takiego pogodnego zakończenia bo to napisane przez Autora jest przygnębiająco smutne. Sama bym napisała, ale chyba nie będę umiała…

  18. koniec

    ludzie co wy z tymi happy end-ami… Nie wszystko w życiu dobrze się kończy. Czasem szczęściem jest te parę chwil, które zostają niczym osad w butelce, pamięć dobrych momentów, udanego seksu z tym kimś i tyle, a życie toczy się dalej. Można kogoś kochać i nie chcieć spędzić z nim reszty życia. Ja ostatecznie odeszłam od faceta, który był miłością mojego życia, ale jednocześnie po latach to mnie zaczęło cholernie niszczyć. Nie byłam szczęśliwa, przestałam się uśmiechać, wykańczało mnie to. Wróciłam do siebie samej, do mojego dawnego życia, do koncertów, muzyki, mam znajomych, realizuję się. Na swój sposób jestem szczęśliwa, idę i uśmiecham się, promieniuje ze mnie szczęście, choć jestem sama. Nie szukam zapomnienia przy boku innych mężczyzn, już to przećwiczyłam, kiedyś, gdy mieliśmy roczną przerwę w chodzeniu..byłam z paroma facetami..i każdy z nich wiedział, że kocham jego, że wrócę do niego, jeśli tylko on wróci do kraju, że polecę na każde skinięcie jego palca. Robiłam to co bohater Xenny, szukałam w każdym facecie jego, mojej miłości do niego, czegoś co ją przebije, da zapomnienie. nie mam nic prócz ciała, a to za mało by z kimś być. Wróciłam właśnie z \”Pachnidła\” – świetny filmek, bez happy endu. Książka która zrobiła na mnie największe wrażenie w tamtym roku i w zasadzie od lat to \”Pod skórą\” M. Fabera, też bez happy endu…Brak happy endu to jeszcze nie koniec świata, trzeba nauczyć się cieszyć tym co się wspólnie przeżyło, doznało, co się miało, trzymać to na otwartej dłoni i iść dalej, żyć, nie zamykać się w wydumanym cierpieniu. Niektórzy nadmuchują wokół siebie ochronny balon. sparzyli się i nie chcą już więcej cierpieć. Czasem się z kimś prześpią, ale nie dopuszczają ludzi do swojego emocjonalnego wnętrza. można zamknąć drzwi przed wszystkim, można i przed miłością. nie ma ludzi idealnych, wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej porąbani. Bycie z kimś jest wielką niewiadomą. nikt nam nie da gwarancji, sami ich też nie damy. skaczemy z trampoliny do basenu zwanego życiem, albo spoglądamy zza pancernej szyby naszego schronu. Tak czy siak przemijamy.

  19. hmmmm...

    …jakby nie patrzec wierna kopia stylu ksiazki (co, ja bardzo przepraszam, ale o książce dobrze nie świadczy… ale jednoczesnie uznania dla farbenki:) tyle, ze jakby ksiazka tak sie konczyla to bylby jakis badziew i telenowela…a poza tym ta ksiazka nie moze sie konczyc dobrze, bo bohater od poczatku jest zarysowany jako postac skazana na porazke..a to wymaga konsekwencji…no a poza tym dwa chyba trudno jest napisac ksiazke z hepiendem nie popadajac w totalny banal…jednym slowem nie podoba mi sie to zakonczenie, ale to akurat, dla odmiany, dobrze swiadczy o ksiazce ze na tyle rusza duszę ze sie komus chce zakonczenia inne pisac:))

    • hmmmm...

      hehe – zgadzam się :) to zakończenie jest banalne 😉 i takie miało być 😀 a książka poruszyła mnie wielce 😛 dla jajów w sumie sobie wkleiłam ten tekscik na blogu a tu takie „kontrowersje” wzbudza… hehehe – ja od początku mówiłam że na żadną pisarke sie nie nadaje a jedyne co mogłabym pisać to poscielowe, banalne właśnie romansidła :) pozdro

    • hmmmm...

      W pełni się zgadzam z tą wypowiedzią.. Ale ja chyba już nic nie będe pisać, bo w koncu autorka tego zakończenia się na mnie obrazi.

  20. tak..

    Tak, jak myslałam. Ale nie będe komentować źle faktycznie nie wypada. w Każdym razie czemu wspominasz o Playa Escondido, skoro Xenna została u Marysi w innej miejscowości?
    ha błąd ot prosze:D
    Chyba, że zaraz dostanę zaraz burę, a okaże się, że po prostu sie przeniosły i o tym nie wspomniano. Ale wątpię, żeby tak było.

    • Do mojego krytyka

      tak samo jak w książce nie ma jakiejś ciagłości czasu i chronologia jest zaburzona, tak tutaj rzecz nie dzieje się w 2 godziny po odjezdzie goscia… Xenna powiedziała że pobędzie z Marysią a potem wróci do domu autobusem… rzecz jest jak już do domu wróciła i akurat córka wróciła z nią – są razem w Playa Escondido… to nie jest jakaś cała powiesć ale kawałek – jakbym chciała tłumaczyć wszystko to bym napisała kolejną ksiazke na 300 stron… wyrwany kawałek opowieści koleżanko… tyle

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

9 września 2019 o godz. 23:12

Dobry remis

euro2020

Mecz z Austrią na Stadionie Narodowym wyglądał lepiej, niż ten ze Słowenią w Lublanie, ale tak naprawdę z remisu 0:0 powinniśmy się cieszyć. Austria od początku do końca atakowała, huraganowo, widać było, że przyjechali do Warszawy po trzy punkty. Dzięki świetnej postawie Łukasza Fabiańskiego zdobyli jeden punkt, a Polska wciąż jest na pierwszym miejscu w grupie, choć nad Słowenia mamy już tylko dwa punkty przewagi, po ich dzisiejszej wygranej z Izraelem. Mecz był dynamiczny, dobrze się to oglądało, choć z drżeniem o wynik, bo gol dla Austrii wciąż wisiał w powietrzu. Nasze kontrataki były mało skuteczne, choć też mieliśmy kilka dobrych sytuacji, głównie po akcjach Grosickiego. Brzęczek pozostawił na ławce rezerwowych słabo grających w poprzednim meczu Piątka i Pazdana, a obecność Glika na boisku uporządkowała grę obrony. Szwankowało wyprowadzanie akcji. Na plus zapisać trzeba, że kondycyjnie piłkarze wytrwali do końca, mimo bardzo szybkiego tempa gry. Dobry remis, na więcej w tym spotkaniu nie zapracowaliśmy.

6 września 2019 o godz. 23:28

Bezsilni

euro2020

Jeśli ktoś wierzył, że Jerzy Brzęczek, to tuz myśli szkoleniowej, to srogo się dziś rozczarował. Jego kadra wygrała kilka meczów ze słabo dysponowanymi rywalami, a i poza meczem z Izraelem nie były to efektowne zwycięstwa. Mogliśmy się cieszyć, że nie tracimy bramek, a po ograniu Izraela 4:0 nawet wydawało się, że coś się poprawiło w ataku. Nic z tego. Porażka w Lublanie 0:2 ze Słowenią to nie przypadek, ten zespół jest źle prowadzony i to widać od samego początku pracy Brzęczka. Słowenia nie jest ponad możliwości naszych piłkarzy, ale oni grali mądrze, konsekwentnie i skutecznie, a my dawaliśmy się ogrywać jak dzieci. Piątek został obwołany gwiazdą, zanim rozegrał choćby dziesięć spotkań w reprezentacji, bo udało mu się strzelać bramki w meczach ze słabiakami. A tu się okazuje, że gwiazda nie tylko nie świeci, ale się wypaliła, jak kilka wcześniejszych, choćby Bartosz Kapustka. Michał Pazdan i Mateusz Klich nie nadążali za słoweńskimi napastnikami, którzy po strzeleniu pierwszej bramki nabrali wiatru w żagle. Zresztą ten gol, po rzucie rożnym, był błędem obrońców, podobnie jak druga bramka, kiedy Pazdan nawet nie był w stanie wystartować do Sporara.

22 sierpnia 2019 o godz. 21:37

Kartka z podróży (10) Wizyta w destylarni Trebitsch

DSC_6056

W 2007 roku Tomasz Dyntar założył w zabytkowym centrum miasta Třebíč na Morawach bar whisky. Szybko jednak doszedł do wniosku, że polewanie tylko importowanej whisky w żaden sposób nie buduje wyjątkowości miejsca i postanowił sam robić słodową whisky!

20 sierpnia 2019 o godz. 08:50

Kartka z podróży (9) Třebíč

Trebic-015

Třebíč położony jest na Morawach. Pierwsza pisemna wzmianka pochodzi z 1277 roku, ale początki miasta związane są z założeniem klasztoru w 1101 roku. Przy klasztorze wybudowano w XII wieku bazylikę, później kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, wzniesiony w stylu romańskim. W XIII wieku kościół i klasztor przebudowano w stylu gotyckim.

18 sierpnia 2019 o godz. 12:58

Kartka z podróży (8) Krems nad Dunajem

Krems3

Na lewym brzegu Dunaju, wśród tarasów winnic, leży ponad tysiącletnie Krems wpisane na listę UNESCO. Założone w X wieku przez Ottona III. Jest to jedno z najpiękniejszych miast Dolnej Austrii. Od Wiednia dzieli je około 75 km. Brukowane uliczki pną się od koryta rzeki ku górze, a wzdłuż Dunaju jest promenada. Średniowieczne i renesansowe kamienice w plątaninie uliczek tworzą urok tego miejsca. Gotyckie kościoły, majestatyczna brama wjazdowa i wieża obronna – Steiner Tor z XV wieku, ratusz z XVI wieku – warte uwagi. Stąd można wybrać się na wyprawę statkiem wzdłuż doliny Wachau. Krems od wieków słynęło z produkcji wina, więc nie brak wokół winiarzy, a w samym miasteczku świetnych wine-barów.

15 sierpnia 2019 o godz. 22:22

Kartka z podróży (7) Wizyta u Markusa Wiesera

Markus Wieser2

Markus Wieser jest jednym z najbardziej znanych i utytułowanych gorzelników w regionie Wachau. Kilka lat temu z sukcesem wprowadził na rynki Austrii i Niemiec swoje whisky, w ślad za nimi kolejne receptury ginów, a poza tym ma bogatą ofertę destylatów owocowych. Destylarnię ma przy domu w Wösendorf in der Wachau, sprzedaż i degustacje przeprowadza w bramie prowadzącej do domowego ogrodu. Zresztą degustacje z Markusem to prawdziwe master class, jest do nich znakomicie przygotowany, perfekcyjne kieliszki, szybka zmywarka za plecami i opowieści o każdej butelce, historii, recepturze, smakach i aromatach. Markus to człowiek z pasją. W rodzinnym biznesie pomaga mu żona, Johanna.

12 sierpnia 2019 o godz. 08:50

Kartka z podróży (6) Wizyta u rodziny Lengsteiner

Lengsteiner2

Marianne i Christian Lengsteiner mają 11 ha winnic w regionie Wachau, głównie muskateller i riesling, a poza tym 1 ha sadów morelowych i destylarnię. Winiarstwem rodzina Lengsteiner zajmuje się już od siedmiu pokoleń, a korzenie rodu sięgają XVI wieku. Jako winiarze należą od 1983 roku do lokalnego stowarzyszenia Vinea Wachau Nobilis Districtus, które nadzoruje jakość i technologię produkcji. Wina te powstają tylko z loklanych winogron, ręcznie zbieranych, a dla białych win wytrawnych Stowarzyszenie ma wspólne nazwy loklane: Steinfeder, Federspiel i Smaragd, popredzone nazwą winiarza i szczepu. Rodzina Lengsteiner robi wina ze szczepów: riesling, muskateller, grüner veltliner, gewürztraminer, chardonnay, a z czerwonych – zweigelt.

11 sierpnia 2019 o godz. 12:11

Lepsza książka czy wódka?

celuloza

Pytanie retoryczne. Bo zależy dla kogo i w jakich ilościach. Jak mówił Paraselcus, wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, to dawka czyni truciznę. Za dużo czytania może zamącić w głowie nie gorzej niż duża wódka, czego przykładów mógłbym podać wiele. A miałem i w bliskim otoczeniu takich śmiałków, którzy nadużywali jednego i drugiego, za dużo czytali, za dużo pili, rozumy potracili. Bo pić i czytać trzeba odpowiedzialnie i w dawkach odpowiednich do wieku. W młodości można sobie ostro pofolgować z lekturą, na starość odwrotnie, na wieczór zdrowiej strzelić kielicha, niż nie móc zasnąć po ekscytującej fabule.

10 sierpnia 2019 o godz. 12:36

Kartka z podróży (5) Wizyta w destylarni Hellerschmid

Hellerschmid4

Wachauer Privatdestillerie Hellerschmid powstała w 1948 roku, założył ją w Krems nad Dunajem Franz Hellerschmid. Od początku specjalizowała się w owocowych destylatach i likierach, w szczególności w przerabianiu moreli. W 1958 roku zbudowano zakład produkcyjny na ulicy Missongasse w Krems. W 1970 roku kierownictwo przejął syn Franza, Hardt Hellerschmid, który dwa lata później opracował technologię maceracji całych owoców moreli w szklanych słojach na likiery – marille b’soffene – tak by zachować świeżość i naturalną słodycz owocu. Firma zaczęła się rozrastać, zaczęto eksportować produkty, najpierw do Niemiec, potem na inne rynki, w tym także na inne kontynenty (Nowa Zelandia, Kanada, rynki azjatyckie). W 2007 roku został otwarty luksusowy sklep wraz z probiernią przy głównej bramie wiodącej do starego miasta Krems – Hellerschmid Am Steinertor, będący obecnie wizytówką firmy. W 2008 roku zakładem zaczął kierować wnuk założyciela, Bernhard Hellerschmid, który zbudował m.in. nową destylarnię (około 150 m od poprzedniej) wraz z magazynami i centrum dla zwiedzających. W 2013 roku spółka Hellerschmid przejęła niewielkiego producenta alkoholi z Tyrolu, firmę Schroffen, wzbogacając tym samym portfolio o likiery oparte na alpejskich ziołach i korzeniach. Obecnie oferta to ponad 20 różnych destylatów owocowych, sznapsów i likierów. Lekkie likiery z owocami w linii b’soffene zostały poszerzone o gruszki i figi. Oferta tanich sznapsów obejmuje: morele, gruszki, maliny, orzechy laskowe i inne owoce. Produkowane są też wysokojakościowe brandy, z: moreli, gruszki williams, malin, jabłek, wiśni, jarzębiny, truskawki, jeżyny czy borówki. Ponadto klasyczne likiery: morelowe, wiśniowe, tarninowe, truskawkowe, jajeczne czy czekoladowe. Oferta siostrzanej firmy Schroffen to m.in. destylat z korzenia goryczki, a także likiery: sosnowy, orzechowy czy z owoców leśnych. Uzupełnienie asortymentu, to różne słodycze, czekolady, marmolady, dżemy, soki, a także musujące wina owocowe.

9 sierpnia 2019 o godz. 22:56

Kartka z podróży (4) Wizyta w destylarni Engel

Dieter Engel-001

Dietmar Engel zajmuje się sadownictwem w regionie Wachau. W 2004 roku założył destylarnię w Jaidhof. Wtedy miał 73 stare drzewa morelowe, kilka drzew wiśni i gruszy i przerabiał własne owoce. W 2014 roku zasadził 300 nowych drzew morelowych oraz ok. 100 drzew gruszek williams. W Krems otworzył niewielką probiernię swoich okowit.