- Jaki jest rynek książki w Polsce w 2008 roku?
- Ubiegły rok przyniósł wzrost o 9 procent. 2008 rok na pewno będzie lepszy, już ten poprzedni był rekordowy w historii wolnego rynku w kraju. Przyczyniła sie do tego sprzedaż książek z gazetami w formie kolekcji. Obecnie to jedna piąta rynku. Dzięki temu zjawisku książka po raz pierwszy była reklamowana na niespotykaną wcześniej, masową skalę. Rozwinął się też rynek książek audio. To nowe zjawisko, a mamy już ponad tysiąc tytułów. Pozytywnym trendem jest też wzrost zainteresowania książką wśród młodzieży. Najpierw był to tylko "Harry Potter", teraz jest już tak, że wydawcy docenili wartość młodego odbiorcy i powstaje bardzo dużo tytułów skierowanych do tej grupy. Dużym plusem jest bezpieczeństwo na rynku dystrybucji, gdzie dominującą rolę odgrywa Empik. Właściwie to ta firma kształtuje mody czytelnicze wśród Polaków.
- Jak to się ma do tytułu pana książki "No Future Book"? Czy szykuje się śmierć książki?
- Książka nie umrze, zmieni się jej forma. Związane jest to z głębszymi przemianami w kulturze. Dlatego uważam, że ważne dla wydawców jest obserwowanie tego, co już się stało na rynku muzycznym czy filmowym. Nowy odbiorca nie kupuje płyt, tylko ściąga pliki. Jestem przekonany, że to samo czeka książkę. Z tekstem będziemy się zapoznawać za pomocą elektronicznych wyświetlaczy, bo wcześniej czy później zwycięży technologia e-papieru.
- Kiedy?
- Myślę, że stanie się tak, gdy czytnik będzie kosztował złotówkę. Na podstawie przemian na rynku telekomunikacyjnym można prognozować, że tę cenę osiągnie za około dwa lata. Ale jeszcze przez mniej więcej dwadzieścia pięć lat książka drukowana będzie funkcjonować równolegle - jako fajny gadżet, rzecz dla koneserów. E-booki zwyciężą w czytaniu na codzień ze względu na nowe funkcje: możliwość kopiowania fragmentów, hipertekstualność czy opcję wyszukiwania fragmentów. Nie oznacza to jednak, że papierowa książka zniknie zupełnie, bo zawsze będą ludzie, którzy zechcą obcować z papierem pachnącym farbą drukarską. |