12 maja 2010 o godz. 19:35

Wyłowione z Netu o „Złam prawo”

Przegląd recenzji znalezionych w Internecie.

Jedna z niewielu książek, którą przeczytałam jednym tchem. Świetnie napisana, zresztą jak wszystkie książki Łukasza Gołębiewskiego. Polecam ;)) Naprawdę warto przeczytać!
Empik.com

„Złam prawo” to czwarta już powieść w dorobku Łukasza Gołębiewskiego wydana przez wydawnictwo Jirafa Roja. To powieść, w której w dalszym ciągu czytelnik nurza się w alkoholowo-narkotycznym klimacie, poznaje wyuzdany, pełen perwersyjności seks i obcuje z nieprzyzwoitością. Gołębiewski znów wkłada w usta swoich bohaterów cytaty z piosenek najlepszych punkowych kapel. Znów mamy zapewnioną dużą porcję ostrej jazdy bez trzymanki, czyli wszystkiego tego, co już jest nam doskonale znane z dotychczasowych powieści. Wyczuć by się jednak dało, że wieje odautorską sztampą spod pióra. Wciąż powtarzane schematy, wciąż te same wulgarne obrazy, przedzieranie się przez ten sam świat skonstruowany na jednoznacznym braku spójności, którym rządzą instynkty i zwierzęca chuć, stałyby się nużące gdyby nie wprowadzenie tym razem wątku kryminalnego. Powieść rozpoczyna się w latach osiemdziesiątych XX wieku, zabiegiem oczywiście retrospekcji wspomnień bohatera. Dojrzały narrator opowiada o swoim dzieciństwie, pierwszych uniesieniach, doznaniach i rozkoszach. Widoczny jest zarys dziecięcej ciekawości światem i zakorzeniającej się chęci wykraczania poza marginesy. Z samego zresztą tytułu „Złam prawo” biją podszepty do transcendowania poza ustalone reguły. Bohater staje się świadkiem jednego z morderstw na warszawskim podwórku, którego ofiarami padają dwaj nastolatkowie. Zostaje to jednak wyparte z podświadomości, tłumione rozkoszami, być może zwykłym lękiem przed prawdą. Zmuszony przez przyjaciela, po dwudziestu latach narrator rozpoczyna prywatne śledztwo. Podjęty przez Gołębiewskiego wątek psychologiczny wiedzie powieść ku nasileniu jej atrakcyjności, trzyma bowiem w napięciu do ostatniej strony. Najistotniejsze jest w tym wszystkim to, że rozwiązanie morderczej zagadki w myśl zasady, iż najciemniej pod latarnią, znajduje się na wyciągnięcie ręki, albowiem jest kwestią oczyszczenia własnych myśli i opiera się na analizie fragmentów wspomnień. Autentyzm psychologiczny postaci, wulgarny język, doskonała znajomość środowisk i świat, w którym nadal huczy rock&roll, to niewątpliwie najmocniejsze strony twórczości autora. Mało tego, bo Gołębiewski tym razem okazał się znakomitym logikiem, co pozwoliło na zbudowanie dobrej powieści kryminalnej.
Merlin.pl

Przeczytałam „Złam prawo” i bardzo mi się podoba :-), mam jakieś drobne uwagi, ale nie chodzi o szczegóły, a o całokształt, a ten jest moim zdaniem wart przeczytania.
Alfa

„Złam prawo” to poniekąd analiza dojrzewającego buntu, kształtowania się człowieka na tle wydarzeń historycznych, wpływu przeplatających się dramatów na dorosłe życie bohatera. Bunt podkreślony jest wplecionymi tekstami kapel punkowych i rockowych. Zdeprecjonowane zostają wartości, spłycone relacje z kobietami.
Dostajemy człowieka w średnim wieku, który uważa się za outsidera i stara się żyć pod prąd. Jednak nad jego życiem wisi cień morderstwa dokonanego na przyjaciołach z dzieciństwa.
Wszystko ubrane w specyficzne poczucie humoru Gołębiewskiego.
Lukrecja Borgia, altergothic.pl

Złam prawo to druga książka Łukasza Gołębiewskiego, autora między innymi takich powieści jak Xenna moja miłość oraz Disorder i ja. Nie ukrywam, że po pierwszym – niezbyt dla mnie udanym spotkaniu z pisarzem – wobec tej pozycji miałam bardzo wiele obaw. Ostatecznie jednak wyszło dużo lepiej niż przypuszczałam.
Poznajemy tu historię dwunastoletniego Krzyśka, który marzy o tym by zostać bandytą. Wraz z kolegami z podwórka wytrwale „szkoli” się w tym fachu. Są głośni, wybijają szyby, dewastują przystanki, a nawet zaopatrują się w sprężynowe noże. Za wzór do naśladowania mają Szeryfa, okolicznego dilera narkotyków, który jako pierwszy poczęstował ich alkoholem. Kolejne dni mijają im na beztroskiej „zabawie”, ale tylko do czasu, kiedy jednego z kumpli znajdują martwego na trzepaku. Alek ma pokaleczone ciało i wypalone na czole piętno, a obok niego leży zmasakrowany kot. Rytualna zbrodnia, czy może ponure osiedlowe porachunki?
Po opadnięciu napięcia związanego z zabójstwem oraz ceremonią pogrzebową, życie w okolicy pozornie wraca do normalności. Niestety spokój jest tylko chwilowy, bo oto w szkolnej szatni samobójstwo popełnia drugi z braci, Arek. Czy śmierć ta jest efektem depresji, załamania nerwowego, a może ktoś mu w tym pomógł?
Akcja powieści w znacznej mierze umiejscowiona jest w czasach PRL-u. Ówczesne marzenia o motorynce, kaseciaku albo rowerze Wigry III dziś wydają się być trochę śmieszne, ale za to pełne uroku. Do tego mamy świeżych Sex Pistols, debiutującą Madonnę oraz rzeszę nastolatków, którzy się na nich wzorują. Bez wątpienia to właśnie atmosfera tamtych lat wywarła na mnie tak pozytywnie wrażenie. W książce znajdziemy mnóstwo ciekawostek z tego okresu, jak choćby taką, że codziennie o 19:30 tłumy ludzi wychodziły na wieczorny spacer, tylko po to „by pokazać, gdzie mają Dziennik Telewizyjny”.
Prócz interesującego kontekstu społecznego, znajdziemy tu również motyw kryminalny. Morderstwo jednego z braci, domniemane samobójstwo drugiego i łączący je symbol pentagramu wzbudzają ciekawość. Początkowe śledztwo nic nie wykrywa, jednak po latach, do Krzyśka zgłaszają się ludzie, którzy twierdzą, iż wiedzą jak odkryć prawdę. Teraz już tylko od niego zależy czy znajdzie winnych śmierci swoich przyjaciół.
Złam prawo czyta się szybko, a co najważniejsze przyjemnie. Co prawda tu też występują dość liczne sceny erotyczne, ale nie dominują one fabuły, a podział na krótkie rozdziały ułatwia ewentualne ich omijanie. Jestem przekonana, że powieść Łukasza Gołębiewskiego tym razem znajdzie szersze grono odbiorców. Mnie ona do siebie przekonała, może i wy dacie jej szansę.
Varia, od-deski-do-deski.blogspot.com

OSTRA – pod każdym względem znaczenia tego słowa.
Ekhaart (LubimyCzytac.pl)

Idealna dla ludzi lubiących takie ostre teksty.
Dominika (LubimyCzytac.pl)

porno-kryminał
Krymhilda (LubimyCzytac.pl)

Tempo akcji w „Złam prawo” wyznaczają kolejne kobiety, które „kolekcjonuje” główny bohater Krzysztof. We wstępie mamy więc trochę prześmiewcze buńczuczne hasło: „precz z cenzurą superego, czas uwolnić libido!”. Jednak fabuła nie sprowadza się do kolejnych zaliczonych romansów, choć jest ich w powieści dosyć dużo. Zalążkiem całej historii wydaje się być makabryczna zbrodnia sprzed lat, kiedy to Krzysztof jako nastolatek musiał się pogodzić ze śmiercią swoich dwóch kolegów. Dalej jego życie wydaje się nieustanną walką ze wszystkim co odgórnie jest zakazane. To łamanie zakazów na początku wiąże się z przedwczesną inicjacją, następnie z młodzieńczym buntem w rytmie punk rocka aż w końcu jest to świadomy marsz pod prąd, w jakimkolwiek kierunku by nie był. Mimo tego, że o tragedii z dzieciństwa Krzysztof nie może zapomnieć, jakoś nie spędza mu ona snu z powiek. Jednak w końcu pojawia się dziewczyna z przeszłości, która na własną rękę próbuje rozwiązać tę zagadkę z przeszłości. Wtedy to zaczyna się tropienie kolejnych śladów i kolejnych osób, które mogłyby coś wnieść do tej beznadziejnej sprawy. Bez wątpienia nie są to już tylko opowieści z życia wesołego żulika. Mamy tutaj sensacyjną fabułę, dużo erotyki, makabryczną zbrodnię. Jakoś jest to wszystko poukładane, jednak mam wrażenie, że trochę naciągane. Mamy swojskie-polskie pijackie klimaty, sytuacje, w których prawie każdy mógłby się znaleźć jednak nie przekonuje mnie to zbytnio. O wiele bardziej podoba mi się punkrockowe wcielenie Gołębiewskiego, w którym nie są konieczne sensacyjne historie z makabryczną zbrodnią w tle. Jednakże wciąż jest to dosyć ciekawa, wciągająca opowieść, którą czyta się jednym tchem.
Paweł Młynarski (Merlin.pl)

To co pisze autor opinii na początku strony, to nawet i fajne, lecz to zewnętrzna skorupa, a w środku, przy dojrzałym czytaniu poznaje się intelekt autora i jego interesujące przemyślenia. Zdecydownie wolę, od debiutanckiej Xenii.
Wojciech (LubimyCzytac.pl)

Silna chęć do bycia akceptowanym sprawia, że człowiek nie robi tego, co chce, a to, czego oczekują od niego inni. Wraz z dorastaniem bohater selekcjonuje wydarzenia, przyswajając tylko te, które są dla niego wygodne. Widzimy to, co chcemy zobaczyć, słyszymy to, co chcemy usłyszeć, żyjąc gdzieś obok siebie.
Anette (LubimyCzytac.pl)

„Złam prawo” to moje kolejne spotkanie z Łukaszem Gołębiewskim i klnę się na wszystkie świętości, że nie ostatnie. Bardzo odpowiada mi styl autora: surowy, bezpośredni, cyniczny, ironiczny i jego bohaterowie, którzy przyjmują życie z dobrodziejstwem inwentarza bez skamlenia o lepsze jutro ale z butą wychodzi mu na przeciw.
„Łamanie prawa, to jednak coś więcej niż obchodzenie zakazów, więcej niż uniki, naciąganie przepisów, błędy w zeznaniach podatkowych. W łamaniu prawa widzę coś bezczelnie występnego, perwersyjną przyjemność, całkowitą świadomość niedozwolonego czynu”.
Jest rok 1981. Dwunastoletni Krzyś szuka przygód, chce być chuliganem, chce smakować życie w każdym jego aspekcie. Razem z dwójką przyjaciół Alkiem i Arkiem sieją postrach na blokowym podwórku. Razem poznają smak alkoholu, papierosów i pierwszych doznań erotycznych. Są szczęśliwi…do czasu…Krzysiek jest świadkiem dwóch tajemniczych śmierci: Alka i Arka, które pozostają niewyjaśnione przez dwadzieścia pięć lat.
Obecnie. Krzysztof dobiega czterdziestki i folguje swoim hedonistycznym zachciankom oraz nosi „w sobie mściwą i niezaspokojoną potrzebę osobliwie pojmowanej sprawiedliwości”. Przypadkiem w jego ręce trafia trop morderstw z przeszłości. Rusza za nim i wreszcie znajduje odpowiedzi na wszystkie pytania. Ale czy o taka prawdę mu chodziło?
„Złam prawo” to bardziej odkrywanie własnego ja, poszukiwanie własnego miejsca na ziemi i budowanie własnej wartości głównego bohatera niż faktyczne poszukiwanie sprawców zbrodni sprzed lat.
Krzysztof zabiera nas do swojego świata gdzie prym wiedzie anarchia, brak zasad, brak ram, alkohol i erotyzm. To w folgowaniu własnym grzeszkom próbuje odnaleźć coraz to nowe doznania, ale i sens życia, jego cel, wartości. Rozpaczliwie pragnie akceptacji i prawdziwej bliskości. Ale czy mu się to udaje i czy rzeczywiście pragnie zrozumienia?
„Czy można zaspokoić apetyt, kiedy jest się wiecznie nienasyconym?”.
Tłem powieści jest stan wojenny, Solidarność, Lech Wałęsa, zmiany ustrojowe. Ma on wpływ na życie naszego bohatera ale represje nie dotykają go bezpośrednio. Jest tylko kanwą, na którym autor kreśli życie Krzyśka. Jego światem jest Jarocin, punkrockowe zespoły, muzyka, miłość, seks, spełnienie. Nie interesuje go świat zewnętrzny. Jest skoncentrowany tylko na sobie i nie dostrzega nic co go bezpośrednio nie dotyczy. Po latach przekonuje się co go ominęło, czego nie zobaczył w samolubnym pędzie zbuntowanego nastolatka.
Łukasz Gołębiewski zaprasza do kontrowersyjnego świata, w którym optymistyczne, różowe okulary trzeba zostawić na progu wraz z ideałami, porządkiem i ładem. Kreowana rzeczywistość jest brutalna, bezpośrednia, frontem uderzająca w czytelnika.
Aleksandra (Aleksandrowemysli.blogspot.com)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

9 sierpnia 2018 o godz. 21:36

Leopold Tyrmand: Filip

filip-b-iext50293206

Ostatnia powieść jaką Tyrmand opublikował przed opuszczeniem Polski. Wyszła w 1961 roku, autor „Złego” opuścił na stałe kraj w 1965. Wojna widziana zza kulis, daleko od frontu, daleko od biedy, a przecież strach i niepewność to stałe elementy życia bohaterów, w tym tytułowego Filipa. Akcja rozgrywa się głównie we Frankfurcie, mieście, w którym jest zbyt wiele majątku Rothschildów by Alianci mieli je bombardować. Przynajmniej tak sobie mówią mieszkańcy, także cyniczni Niemcy, którym nie spieszno walczyć w imię ej mrzonki o Tysiącletniej Rzeszy. Filip jest Polakiem, byłym studentem archeologii, przedostał się do Niemiec z fałszywymi dokumentami z terenów Litwy i podjął pracę jako kelner w dość dobrze prosperującym Park Hotelu. Udaje urodzonego w Warszawie Francuza. Pracuje w międzynarodowym towarzystwie kelnerów, których walka z faszyzmem sprowadza się do tego, że plują kierownikowi hotelu do kawy. Wojnę oglądamy z boku, z przymrużeniem oka, bo łatwiej obracać lęki w żart niż stawiać im czoło. „Człowiek sam już nie wie, po której stronie jest i czego chce”, mówi bohater tej książki i tak jest istotnie. Niby każdy Niemiec to wróg, ale los zrządza, że Filip zakochuje się w młodziutkiej i pięknej Niemce. Nie waha się też korzystać z pomocy Niemców, kiedy tylko nadarza się okazja.

5 sierpnia 2018 o godz. 17:44

Miasto dla mieszkańców!

CCI20160104_0003

Dlaczego cykliści ścigają się po ulicach Warszawy a nie na torach wyścigowych? Jeszcze trochę a wypuszczą na ulice konie ze Służewca. Dużo jest w mieście bezsensownych zakazów, czy nie można by jeszcze dołożyć zakazu maratonów, wyścigów, rajdów oraz demonstracji? Biegacze do lasu, cykliści na tory, rolnicy do brony, a politycy na ring! Ulice miasta dla mieszkańców, nie dla sportowców i frustratów!

4 sierpnia 2018 o godz. 22:50

Jabłkowa Warka

Szlak-jablkowy

Zrobiłem sobie wycieczkę rowerową do Warki. Przyjemna trasa wzdłuż sadów, jabłka i gruszki, pod którymi uginają się gałęzie drzew. Im bliżej Warki, tym liczniejsze po drodze zakłady przetwórstwa jabłek, tłocznie soków, fabryki cydrów…

2 sierpnia 2018 o godz. 09:21

Kartka z podróży – w Brześciu

20180719_204822

Nocleg załatwiany przez białoruskie biuro podróży. Hotel Vesta ma trzy gwiazdki, drogie pokoje, ale wewnątrz wygląda jak skansen ZSRR. Stare, śmierdzące dywany, najbrzydsze meble z Emilki… Rozpacz.

1 sierpnia 2018 o godz. 08:42

Kartka z podróży – Białoruś

20180721_141546

Żeby pojechać do Brześcia czy Grodna nie potrzebujesz wizy czy przepustki. Na granicy w Połowcach nie ma kolejek. Jest trochę formalności. Dostaje się deklarację celną, 50 pozycji drobnym druczkiem, bukvami, po kwadransie dałem za wygraną. okazało się, że wystarczy pójść do odpowiedniego okienka, zapłacić równowartość ok. 30 zł, podać swój pesel i powiedzieć, ze nic się nie przewozi. Pani daje wydruk z komputera i gotowe. A zatem niby nie ma żadnych opłat na granicy, a jednak…

31 lipca 2018 o godz. 19:02

Akademia Brandy – odcinek 5

Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu „Aqua Vitae” opowiada jak zaczęła się historia Metaxy i dlaczego Metaxa nie jest brandy. Zapraszamy do kolejnego odcinka Akedemii Brandy z Pliską.

31 lipca 2018 o godz. 09:49

Kartka z podróży – Stara gorzelnia w Wierzchowicach

20180719_170945

Obecnie po Białoruskiej stronie granicy znajduje się wieś Wierzchowice (Вярховічы), gdzie zachowały się pozostałości dawnych dóbr magnackich Sapiehów, m.in. stary spichlerz, a także przy wyjeździe z wioski w kierunku Brześcia – okazała gorzelnia, będąca częścią późniejszego folwarku rodziny Rothów. Stanęła w miejscu wcześniejszego browaru, w 1908 roku. Długi budynek, otynkowany obecnie od frontu na błękit, zieleń, róż, wyblakłą czerwień. Spirytus produkowano tu aż do 1985 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow, w ramach swojej kampanii abstynenckiej nie zamienił gorzelni na krochmalnię. Do dziś przerabia się tu ziemniaki zamiast na alkohol, to na mączkę skrobiową.

30 lipca 2018 o godz. 21:07

Alkoholowe dzieje Polski – czasy rozbiorów i powstań

Besala

„Alkoholowe dzieje Polski” Jerzego Besali, to książka bardziej o obyczajach Polaków, niż o alkoholu. Pełna relacji pamiętnikarskich i kronikarskich, ale też anegdot. Drugi tom, przedstawiający Polskę pod zaborami, w znacznie większym stopniu niż pierwszy opiera się na materiale źródłowym, niż na spekulacjach autora. podobnie jednak jak pierwszy, tak i ten, pisany jest w luźnym stylu publicystycznym, w myśl zasady – najważniejsze, żeby nie zanudzić czytelnika.

30 lipca 2018 o godz. 17:10

Z Prusa

„Cywilizacja ma dwa przeciwległe bieguny. Jednym jest szynk, drugim księgarnia”. ~ Bolesław Prus (1882)

28 lipca 2018 o godz. 11:14

Dzisiaj Nancy Regan

20180601_201555

Dzisiaj o godz. 18.00 koncert zespołu Nancy Regan pt. „Początki Polskiej Sceny Alternatywnej”. Martyna Załoga wykona utwory zespołów, które dały początek polskiej scenie alternatywnej. Po koncercie muzyka live przy ognisku. Wstęp wolny.