13 sierpnia 2008 o godz. 14:58

Wyłowione z Netu o „Melanżach”

Oto recenzje "Melanży z Żyletką" znalezione na stronach internetowych - forach, blogach, księgarniach on-line.

Ostatnio powieścią, która wywarła na mnie niesamowite wrażenie jest książka Łukasza Gołębiewskiego zatytułowana „Melanże z żyletką”. Jest to jakby druga część opowieści  zapoczątkowana publikacją pt.: „Xenna – moja miłość”, mówiąca o zdegenerowanym pisarzu, który wchodzi w związek z nastoletnią dziewczyną.
W książe wyuzdanej i obscenicznej – jak określał to Masłoń  – dostrzegamy pogoń za szczęściem i pragnieniem miłości. Sam autor w wywiadach udzielanych mówi, że właśnie taki obraz miało przedstawiać jego dzieło. Muszę stwierdzić, że czytanie książek tego człowieka jest dla mnie niesamowitą przyjemnością.
Pierwszą książkę kupiłam zupełnie przypadkowo. Kiedyś z okazji urodzin postanowiłam kupic sobie prezent. Udałam się więc do ksiągarni i tam w ręce wpadła mi „Xenna – moja miłość”. Gorąco zachęcana przez panią sprzedawczynię zakupiłam w ciemno ten produkt. I mówię szczerze – nie żałuję!
Gołębiewski wciągnął mnie w świat, w którym prawdziwe uczucia są przysłonięte patyną głupoty. Tak grubą, że strach rozdrapać tę otoczkę. Ale jednak gdzieś tam na końcu jest prawdziwe uczucie. Zamknięte w swej martwości tętni życiem dla nas nienormalnym.
www.omikra.bloog.pl

Druga książka z „punkowej serii”. Trzyma poziom poprzedniej. Polecam.
Qereidid (lubimyczytac.pl)

I wódkę lubię, zagryzaną mocnymi papierosami, którą stawiał bohaterom „mrocznej” trylogii, ale i mnie także, guru polskiego rynku księgarskiego (w wolnych chwilach pisarz) – Łukasz Gołębiewski. Najbardziej upadlałem się w trakcie części drugiej tej trylogii – w „Melanżach z Żyletką”. Łykałem wódę, zapijałem piwem, jeździłem po całej Polsce na punkowe koncerty i widziałem, jak przez mgłę, w alkoholowym (ale lepiej tak niż w ogóle) widzie swoją młodość (ech, nie mówcie, że żadne z was nie grało w latach młodości w punkowej kapeli – ja grałem i mam na koncie trzy punkowe numery:)
Alkomat Antykwaryczny (Charaktery.eu)

Książkę czyta się bardzo szybko ale ilosc opisanej patologii (przynajmniej dla mnie) dosc ciezkostrawna. Świetne, zupelnie niespodziewane zakończenie. Polecam tym, ktorzy lubia takie klimaty.
Wafelek (lubimyczytac.pl)

Alkohol, narkotyki, sex – o tym jest ta książka. Szybko rozgrywająca się akcja i prawdziwe, brutalne oblicze punkowej kultury. Niesamowite, zaskakujące zakończenie.
Wresss (lubimyczytac.pl)

O związku dojrzałego mężczyzny i młodej kobiety napisano już tysiące książek, ale ta na pewno jest wyjątkowa. Autor wprowadza nas w świat pełen seksu, przemocy, punka, alkoholu i narkotyków, ale także pragnienia kochania i bycia kochanym. Książka jest tak niepokojąca, że nie sposób odłożyć ją przed końcem. Ze strony na stronę czytałam coraz szybciej żeby nadążyć za tempem bohatera ;). Jeżeli znasz inne książki Łukasza Gołębiewskiego to nie muszę Cię zachęcać do przeczytania Melanży, ale jeśli nie znasz to lepiej szybko nadrób zaległości. To jedna z lepszych książek jakie ostatnio czytałam. Ode mnie ***** pozdrawiam
Aguś (Gandalf.com.pl)

Dzisiaj wraz z Łukaszem Gołębiewskim udamy się w podróż w czasie do moich (nie tak odleglych zresztą) zbuntowanych i punkowych czasów. Po raz pierwszy z jego warsztatem spotkałam się w… mojej szkole. Łukasz przyjechał tam w celu prezentacji swoich książek. Było dosyć wesoło, a owa książeczka dzierżona przeze mnie była podarunkiem od Łukasza dla mnie i mojej świty, wraz z dedykacją :). Niedawno, po raz wtóry gościł w mojej mieścinie z wieczorkiem autorskim. Oczywiście nie mogłam tego przegapić.
Książki tegoż autora, jakże i prezentowana w nich tematyka były impulsem do mojej pracy maturalnej, która, nota bene mimo swojej kontrowersyjności, ewidentnie odniosła zwycięstwo (ech, te szalone czasy liceum… :)).
Wspomnę też, że ów tytuł należy przeze mnie do ścisłego grona książek wielekrotnie czytanych. Cóż, posiada swój punkrockowy urok :).
Słówko o autorze: Gołębiewski zdaje się być człowiekiem wszechstronnym. Jest świadomy, iż z samego pisania nie wyżyje, a więc prowadzi własne wydawnictwo Jirafa Roja. Oprócz tego był dziennikarzem (pisywał do takich gazet jak: „Życie codzienne” i „Rzeczpospolita”), jak i krytykiem literackim (ach!). Co ciekawe, w 2008 roku otrzymał nadaną przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznakę „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Wielokrotnie w swych utworach zostaje porównywany do prozy Charlesa Bukowskiego (wciąż to przede mną).
„Melanże z żyletką” są drugą (obecnie z pięciu) powieścią wydaną przez w/w wydawnictwo. Swoistą pierwszą częścią prezentowanej historii jest książka pt. „Xenna moja miłość”. A o czym owa rzecz traktuje…? Po krókim wstępie przechodzę do właściwej części mojej recenzji.
Zacznę bez owijania w bawełnę. Tematyka książek Łukasza ściśle oscyluje wokół brudnego, hałaśliwego i przesączonego alkoholem punkrockowego światka. Nie ma tu miejsca na sentymenty, ambicje, czy też morały. Liczy się przede wszystkim dobra zabawa, najlepiej na jak najwyższych obrotach i bez pasów bezpieczeństwa. Już od pierwszych stron zostajemy kompletnie wciągnięci w środowisko naszych bohaterów, gdzie noc ociera się o dzień z taką częstotliwością, z jaką wychylane zostają kolejne butelki alkoholu…
Główną osią poznawania kolejnych peturbacji naszych bohaterów staje się jej kluczowa postać: tytułowa Żyletka, znana bliżej jako Zuzanna Pogrzebacz (jakże pełne finezji nazwisko!). Dziewczyna młoda, ale z jakim bagażem doświadczeń, proszę państwa! Czarna piękność właduje się wraz ze swymi ciężkimi buciorami w życie o wiele starszego od niego alkoholika. Odtąd ich życie przybierze tylko jeden kierunek: wzdłuż równi pochyłej odmierzanej kolejnymi butelkami wyskokowych napojów. Oczywiście w toku całej powieści przewijają sie tu również inne postacie: Disorder, Karolek, Artur, Siara, Radek, ale to właśnie Żyletka skupia na sobie całą uwagę. Błyskawicznie przewracając kolejne karty książki stajemy się świadkiem równie szybkiego upadku moralnego młodej dziewczyny tuż przed maturą i jej totalnej degrengolady.
Dotychczasowe ambicje i życiowe cele odpływają w dal, rozmiękczane alkoholem. Bohaterka, siedząca na garnuszku pisarza-alkoholika alienuje się od świata po to, by wieść życie w ścisłym kręgu punkowego towarzystwa, spożywając niewyobrażalne ilości alkoholu w podłych barach i w zapuszczonym mieszkaniu swojego konkubenta, oglądając westerny w telewizji i uprawiać setki stosunków seksualnych podyktowanych jednie z powodów zwierzęcego atawizmu. Z bardziej wyrafinowanych rozrywek preferuje nasze dziewczę (jak i reszta jej towarzyszy) oglądanie meczów futbolowych, grę w lotki, punkowe koncerty czy też Festiwal Win Prostych. Z każdym dniem moralny kręgosłup bohaterka wygina się co raz bardziej do czasu, aż przychodzą jej dwudzieste urodziny, które nieoczekiwanie przyniosą wyzwolenie (dość szokujące, by wprawić mnie w totalne osłupenie, gdy po raz pierwszy czytałam tę pozycję…!).
Jednak mimo wszechobecnego i wszędobylskiego seksu, alkoholu i innych używek, a także wybiórczej przemocy (np. palec Karolka…) powieść między słowami zawiera silny ładunek młodzieńczych (i nie tylko) emocji, nadziei na lepsze jutro, tęsknoty za lepszym, innym, bardziej normalnym życiem (świadczą o tym rozstania i powroty naszej zbuntowanej pary) zdala od schematów, a podyktowanego szeroko rozumianą wolnością jednostki…
Wnioski: cóż sprawia, że książka Łukasza różni się od innych dotyczącej tej samej tematyki? Być może fakt, iż autor osobiście przenika do punkrockowego światka i w to, co robi wkłada wiele energii, a być może fakt, iż jego proza odciska na czytelniku swego rodzaju piętno, które mimo brzydoty alkoholowo-punkrockowego światka, chce się nadal pięlęgnować. Dla siedziących w takiej literaturze polecam, a dla laików… również. Może już czas wybrać się w literacką podróż po nowych, pełnych braku schematu bezdrożach?
Anna Mikołajczak (Selkar.pl)

powinni tego zabronić!
Epidemic (lubimyczytac.pl)

Bardzo dobrze się czyta, świetnie napisana. Realistycznie odzwierciedla życie i sposób myślenia osób uzależnionych od siebie jak i od alkoholu. Nieoczekiwany koniec, do którego jak na moje wrażenie autor nie przywiązał zbyt dużej wagi, co z jednej strony dziwi,a z drugiej w sumie sam akt nie miał zbyt wielkiego znaczenia. Polecam
Anna (lubimyczytac.pl)

Druga powieść Łukasza Gołębiewskiego przenosi nas w świat iście jak z piosenki Grabaża z Pidżamy Porno pt. Do nieba wzięci. Świat pijacko-narkotycznych libacji w rytmie punk rocka gdzie nie może się udać nic. Główni bohaterowie to starszy pisarz oraz kilkunastoletnia punkówka o pseudonimie Żyletka. Kiedy ona zamieszkuje z Nim zaczyna się ucieczka od samych siebie, bo co z tego, że zaczynają się kochać i spędzają ze sobą mnóstwo czasu, skoro i tak kryją się w otchłaniach swoich nałogów. Pogrążają się we własnej samotności podróżując z miasta do miasta i pijąc coraz większe ilości alkoholu. Może to wynikać ze smutnej konstatacji, że miłość idealna nie istnieje a ich na pewno taka nie jest. Książka może spodobać się czytelnikom, którzy lubią dynamiczną akcję oraz postaci na pozór zwykłych bohaterów jednak uwikłanych we własną beznadzieję. Powieść może nie przypaść do gustu przesadnym estetom. Mamy tu bowiem dużo pijackich dialogów oraz bezpośrednich opisów seksualnych przygód bohaterów. Polecam wszystkim, którzy lubią akcję osadzoną w ciekawym autsajderskim klimacie oraz zasłuchują się w punk rocku.
Sylwia Łukaszyk (Merlin.pl)

Jesteś kwiatem jabłoni (tekst inspirowany „Melanżami z Żyletką”)

Jechać samochodem, gdzieś na zadupie, w głośnikach IOWA, to takie dziwne. Miałam cichą nadzieję, że rozpierdolimy się o jakieś drzewo, byłoby miło, dostałbyś jakąś pierdoloną karę za to wszystko.
Wszystko tak skomplikowane. Mogłoby byś prosto.
Nie czuję nóg, na palcach nadal ten cholerny zapach bananów, nie ważne ile razy umuję ręce.
Wczoraj znienawidziłam banany. Ja pierdolę.
Jestem w końcu tylko kotem, tylko twoją własnością, nie liczą się moej uczucia, ani do ciebie, ani do kogo innego.
Czy jestem aż taką hipokrytką? Można jednak podzielić serce na dwa?
Daj spokój… to koniec, należysz do mnie, napełnię Twoje usta brudem.
Daj spokój… to koniec, nie możesz nigdy odejść
Zabiorę Twoją drugą cyfrę ze mną… Miłość
Jesteś… moją pierwszą, ledwie mogę oddychać
Jestem Tobą zafascynowany.
Jesteś… moją ulubioną, ułożę Cię do snu
To wszystko co mogę zrobić, by przestać… kochać.
Taka niebieska… taka złamana, papierowa lalka gnije,
Jeszcze Cię nie zostawiłem.
Taka zimna… przewrotna, Twoje oczy pełne wybielacza,
Jutro, odejdę znów… Miłość…
JESTEŚ MOJA, ZAWSZE BĘDZIESZ MOJA!
MOGĘ CIĘ POCIĄĆ NA KAWAŁKI!
MOGĘ CIĘ POSKŁADAĆ!
WSZYSTKO CZEGO CHCĘ, TO POŻĄDAĆ CIĘ!
Należysz do mnie…!
ZABIJĘ CIĘ, BY CIĘ KOCHAĆ!
MIŁOŚĆ…
KOCHAĆ CIĘ…
Czuję na sobie Twój zapach…
Kurwa, zrób to…
Odejdziesz na zawsze…
Fetejszyn (Photoblog.pl)

Książki na temat narkomanii i osób uzależnionych od narkotyków od lat cieszą się ogromnym powodzeniem. Jako przykład można byłoby chociażby podać „My dzieci z dworca zoo” Christiane Felscherinow lub „Pamiętnik narkomanki” Barbary Rosiek, które znają wszyscy czytelnicy, interesujący się relacjami osób, borykającymi się z problemem uzależnienia. Tego typu lektury powinny być przede wszystkim przestrogą, dla tych, którzy uciekają do narkotyków od problemów bądź też po prostu chcą się dobrze bawić, nie wiedząc, że z czasem zabawa może przekształcić się w chorą grę o każdy dzień i o każdą działkę. Osobiście lubię tego typu powieści, głównie dlatego, że ukazują ludzkie cierpienie, znacznie lepiej niż niejeden horror. W filmach bohaterowie muszą bronić się przed oprawcami czy też demonami. Biorąc używki – przed samym sobą.
Gdybym miała powiedzieć w paru słowach o czym są „Melanże z Żyletką” napisałabym, że to powieść o niespełnionej miłości, alkoholowych libacjach i dobrej zabawie. Główny bohater, pisarz, nie stroni od trunków czy też kobiet – całymi dniami przesiaduje ze znajomymi, upijając się na umór. W pewnym momencie poznaje Zuzę – nastoletnią maturzystkę, która wkracza do brutalnego świata alkoholu i narkotyków. Zainteresowany dziewczyną mężczyzna, pokazuje jej swoją książkę – „Xenna moja miłość”, która sprawia, że Zuza całkowicie zbliża się do nowego przyjaciela, zapominając o szkole i innych obowiązkach. Nie zdaje matury i razem z kochankiem, byłym chłopakiem Karolem i znajomymi od kieliszka bądź butelki rozpoczyna życie, jakiego dotychczas sobie nie wyobrażała. Otrzymuje przydomek „Żyletka”, bowiem lubi ciąć się, aby zwrócić na siebie uwagę. Jednak jej działania nie ruszają narratora książki, dla którego liczy się przede wszystkim spokój i brak jakichkolwiek zobowiązań. Zuza uporczywie stara się znaleźć miłość, ale od samego początku wiadomo, że źle ulokowała uczucia, co również stało się powodem jej samozagłady. Z czasem główny bohater zaczyna inaczej postrzegać tą zagubioną dziewczynę, lecz czy nie jest za późno na jakiekolwiek zmiany?
Są książki, podczas których czytania można co chwilę wybuchać śmiechem. Są też i takie, gdzie łzy same napływają do oczu, gdy czytamy o kolejnej porażce bohatera. Dzięki „Melanżom z Żyletką” wiem, że istnieją powieści, potrafiące zdenerwować czytelnika. I to nie robić tego w sposób negatywny, lecz na pewien sposób pozytywny. Czytając tą lekturę praktycznie cały czas z przerażeniem patrzyłam na to, co dzieje się z postaciami i jak powoli stają się zabawkami w rękach alkoholu. Martwiłam się o los Zuzanny, niepozornej dziewczyny z wielkimi marzeniami i małymi ambicjami, która swoim zachowaniem i postawą urzekała niemal od pierwszych stron. Niekiedy z zaciśniętymi w pięść dłońmi obserwowałam, jak powoli się stacza, nie widząc w tym, co robi niczego złego – funkcjonowała tak jak wszyscy i po prostu dobrze się bawiła. Odnoszę wrażenie, że autor nieco utożsamił się głównym bohaterem – o czym świadczy chociażby wręczenie Zuzie swojej poprzedniej książki, przez co przyznam – sprawdziłam biografię Łukasza Gołębiewskiego doszukując się powiązań z narkotykami… W niektórych momentach aż trudno uwierzyć, że cała lektura jest jedynie fikcją literacką. Pisarz doskonale ukazał wariackie imprezy i alkoholowe wyścigi, powodując, że czytelnik z osłupieniem czyta kolejne słowa, nie mając pojęcia, jak dalej potoczy się życie postaci. Fenomen tej powieści tkwi w tym, że autor nie stosuje żadnych długich i łapiących za serce opisów, a dialogami i prostym stwierdzeniem prawdy jeszcze bardziej przeraża. W świecie, w którym żyli bohaterowie, ich zachowanie było czymś normalnym i narrator nie widzi nic dziwnego w tym, co się dzieje z Zuzią. To czyni „Melanże z Żyletką” polskim horrorem ze starych blokowisk.
Łukasz Gołębiewski stworzył intrygującą książkę, która wywołuje u czytelnika skrajne uczucia. Dzięki tej lekturze można choć na chwilę zatrzymać się w miejscu i inaczej spojrzeć na nasze życie, które znacznie różni się od egzystencji bohaterów „Melanży z Żyletką”. W utworze nie brakuje opisów miłości fizycznej, przedstawienia uczuć, jakie targają duszę pijanego człowieka, oraz zabaw do upadłego, które nieraz były brane pod lupę przez policję. Pan Gołębiewski swoją książką przeraża, ale też i potrafi spowodować, że odbiorca pozostaje obserwatorem życia Zuzy i narratora aż do ostatniej strony. Zakończenie całkowicie zaskakuje i przyznam, że nigdy nie spotkałam się z aż tak przerażającym i wręcz odrażającym epilogiem. Nie wiem, skąd w głowach ludzi biorą się takie pomysły, lecz również i to niewątpliwie powoduje, że o „Melanżach z Żyletką” długo nie zapomnę.
Książkę wybrałam głównie dlatego, że zainteresował mnie tytuł. Dotychczas nie spotkałam się z twórczością Łukasza Gołębiewskiego i przyznam szczerze, że spodziewałam się po lekturze opisu cierpienia, bólu czy też szukania zrozumienia. Otrzymałam brutalną opowieść o nieszczęśliwej miłości i znieczulicy ludzkiej względem licealistki. Cały czas przed oczyma mam postać Zuzanny, która jest kolejną bohaterką, która stała się ofiarą współczesnego świata. W tekście często można napotkać słowa z punkrockowych piosenek, które powodują, że czytelnik jeszcze lepiej odczuwa cały klimat tejże powieści.
Nie mam pojęcia, czy chętnie przeczytałabym książki podobnego pokroju, które wyszły spod pióra Łukasza Gołębiewskiego. „Melanże z Żyletką” to przerażająca lektura, w której prym wiedzie seks, alkohol, punk rock i narkotyki. Miłośnicy książek o drastycznym życiu, niespełnionych marzeniach i głośnych imprezach powinni sięgnąć po tą powieść, widząc jak współcześnie może wyglądać świat człowieka alkoholika-narkomana.
Lady Bolein (lubimyczytac.pl)

Książkę czyta się bardzo szybko ale ilosc opisanej patologii (przynajmniej dla mnie) dosc ciezkostrawna. Świetne, zupelnie niespodziewane zakończenie. Polecam tym, ktorzy lubia takie klimaty.
Papierowa (lubimyczytac.pl)

Druga powieść Łukasza Gołębiewskiego wydaje się pewną próbą pogoni za Nabokovską Lolitą – ideałem miłości dla podstarzałego rockmana kabotyna, jak czasami zdarza się nazwać autorowi samego siebie. To, że Dolores na zawsze już będzie ideałem kochanki dla dla mężczyzn lubiących znacznie młodsze kobiety nie ulega wątpliwości. Pytanie: czy Żyletka jest na tyle prawdziwą bohaterką aby przejść do historii, choćby polskiej literatury? Jest na to szansa. Bohater może nie jest tak targany wichrami namiętności jak Humbert Humbert ale jednak potrzebuje jej w nie mniejszym stopniu, żeby w miarę normalnie funkcjonować. To określenie też nie na miejscu bo lubujący się w ciągłym upodlaniu się bohater, pisarz oraz jego nastoletnia punkowa kochanka po równi pochyłej zmierzają na dno i ciężko ich rzeczywistość nazwać normalną. Chyba, że zbuntowane nastolatki, zakochane w pisarzu – może dla nich to będzie sytuacja wymarzona aby udać się w pijacką podróż ze swoim idolem, jak zrobiła to Żyletka – dla nich ten świat może będzie atrakcyjny. Rzeczywiście punk nie umarł – ubrał garnitur, zaczął zarabiać, może trochę wydoroślał ale dalej już tylko będzie leżał w rynsztoku aż go brudy zaleją. Zastanawiające jest jak autor na tle swojego beznadziejnego bohatera próbuje przedstawić nam zagubioną kobietę jako jeszcze gorszą niż on sam. Alter ego pisarza, razem ze swoimi wadami, nałogami jest tylko tłem do upadku młodej, zbuntowanej punkówki, która niestety „chce się zniszczyć”. Niestety bo gdyby go nie spotkała, może byłaby dalej małą Zuzką? „O.k., powiem uczciwie, myślała, że ja jestem kimś lepszym. A byłem tylko pijakiem”. Książka może się podobać, choć są i tacy, którzy spełniają się wylewając wiadra pomyj na twórczość Gołębiewskiego. Historia jest smutna, fatalna. Czasami śmieszy, wzruszy, zaszokuje. Dobrze się czyta, dobrze, że jest. Szkoda tylko tej Żyletki…
Paweł Młynarski (Merlin.pl)

Moje pierwsze zetknięcie się z literaturą Gołębiewskiego.. jak najbardziej udane. Szukałam jej wszędzie, niestety nigdzie nie była dostępna. Dałam sobie spokój.. minęło od tego miesiąc. Góra dwa, a na półce biblioteki co zastałam? Melanże. Autor świetnie pisze. Bardzo spodobał mi się jego styl pisania. Jest taki lekki, a w takich tematach to rzadkość. Pochłonęłam ją w jeden dzień. Polecam wszystkim. W pozycji,jeśli chodzi o moje ulubione utwory jest na pierwszym miejscu.
Proboszcz (lubimyczytac.pl)

Jestem pozytywnie zaskoczony tą powieścią Gołębiewskiego. Polecił mi ją kolega podczas jednej z libacji jakich też nie brakuje w tej książce. Tak się zaczytałem, że w półtorej dnia została pochłonięta w całości :)
Marcin (lubimyczytac.pl)

Długo zwlekałam z przeczytaniem książki Pana Gołębiewskiego. Podchodziłam do niej kilka razy. Mimo to, uważam że słusznie, ponieważ niektóre książki po prostu czekają na najodpowiedniejszy moment w naszym życiu. Dopiero wtedy pozwalają dostrzec niektóre ważne aspekty i lepiej je zrozumieć. Pokazują, że nawet najprostsze wyjście ewakuacyjne, choć doskonale obserwowane, może się zawalić. „Żyletka” właśnie taki stan rzeczy ukazuje, pomimo wszechobecnego alkoholizmu, seksu i narkomanii sączących się z książki. Dobitnie ukazuje, że czasem nie ma już odwrotu, mimo potrzeby posiadania tego wyjścia, tej ucieczki. Ujawnia jak łatwo tworzyć pozory uczuć, będące czystym przywiązaniem do danej rzeczy lub osoby.
Beliarrrl (lubimyczytac.pl)

Po tytule spodziewałam się czegoś innego, ale książka bardzo dobra. Ciekawa, dobrze interpretuje środowisko nieustannych libacji alkoholowo-narkotykowych. Książka przypadła mi do gustu.
Zakończenie bardzo trudne do przewidzenia. Chyba nikt się tego nie spodziewał. Sądzę, że to co zrobił było okrutne. Nie lubię takich drastycznych zakończeń, więc książka trochę straciła na mojej ocenie.
Polecam każdemu, kto lubi od czasu do czasu zanurzyć się w innej codzienności.
Olivia10199 (lubimyczytac.pl)

Chyba druga, oprócz „Xenny” dobra książka Gołębiewskiego.
Fejm (lubimyczytac.pl)

Uwielbiam wracać do trzech ostatnich rozdziałów.
Barbie_Turan (lubimyczytac.pl)

Degradacja seks uzależnienia….
Taki obraz daje nam Łukasz Gołębioski w swojej książce.Jest to moje pierwsze spotkanie z tym autorem.Książka bardzo mi się podobała bezpośredniość w tej książce jest po prostu strzałem w dziesiątkę ilość patologi osobiście mnie nie przeraża.Uważam tylko że tą książkę powinni czytać osoby w miarę dojrzałe psychicznie.Dla jednych ta książka będzie przestrogą a drudzy po przeczytaniu stwierdzą że chcą melanżowac.Pozdrawiam.
House3320 (lubimyczytac.pl)

Powtórka z rozrywki (czytaj Xenny). Taka powtórka że aż deja vu.
Mateusz (lubimyczytac.pl)

Od niej zaczęłam Gołębiewskiego i zadurzyłam się w tych książkach ładnych parę lat temu. Seks, alkohol, bunt, wyzwiska, rzucanie talerzami, wyprowadzki, seks, alkohol, więcej alkoholu, wycieczki, alkohol, seks.
Tak. Lubię Gołębiewskiego.
Karolina (lubimyczytac.pl)

dobra pozycja trzymająca w ciekawości, nie zdradza dalszych losów a zakończenie po prostu epickie dla niego warto było czytać
Denekjt (lubimyczytac.pl)

Jeszcze za czasów kiedy uczęszczałam do gimnazjum bardzo chciałam przeczytać książkę Łukasza Gołębiewskiego pod tytułem „Xenna, moja miłość”. Do dzisiaj nie udało mi się spełnić tej czytelniczej zachcianki, ale za to w moje ręce wpadła inne dzieło wcześniej wspomnianego autora, a mianowicie „Melanże z Żyletką”.
Zuzanna Pogrzebacz nie jest zwykłą nastoletnią maturzystką. Nie spędza czasu na przygotowaniach do egzaminu dojrzałości. O wiele bardziej woli przez całe dnie spożywać ogromne ilości alkoholu, a także uprawiając seks z dużo starszym mężczyzną do którego zresztą się też wprowadza. Do jej hobby zalicza się również kaleczenie własnego ciała w celu zwrócenia na siebie uwagi skąd pseudonim Żyletka.
Łukasz Gołębiewski w swoim dziele ukazuje degradację młodej dziewczyny, która mimo wielu marzeń czy pragnień stacza się z każdym dniem coraz bardziej w dół. Trafia wciąż na nieodpowiednie towarzystwo, lokuje swoje uczucia w człowieku, który nie jest tego wart, a do tego coraz bardziej uzależnia się od alkoholu. Wraz ze swoimi znajomymi takimi jak Disorder, Karolek czy Radek prawie każdej nocy ląduje w różnorakich pubach, gdzie napoje wyskokowe leją się strumieniami, a przerywnikami w jego spożywaniu jest jedyni granie w lotki. Prawie zawsze jest z nimi pisarz-alkoholik, u którego Żyletka mieszka i który ją utrzymuje.
Stary pijak czasami ma nawet chwile przebłysku, że takie życie jakie oferuje nastolatce nie jest dla niej zbyt dobre. Próbuje wówczas pozbyć się dziewczyny ze swojego życia. Jednak później zdaje sobie sprawę, że brakuje mu jej obecności i za każdym razem pozwala Zuzce do siebie wracać. Jak pogodzić ze sobą tęsknotę za czarnulką, a jednocześnie dać jej wolność i wieczną młodość?
Uwaga, zakończenie może was naprawdę zaszokować! Ja po przeczytaniu ostatnich zdań siedziałam na łóżku zamurowana i jedyne co zdołałam zrobić to napisać Antyście na facebooku „Masakra! Ta książka to jakaś masakra!”. Ciężko było mi się pozbierać po przeczytaniu „Melanży z Żyletką”. To naprawdę ciężka, przerażająca historia o żałosnej, lecz prawdziwej rzeczywistości, lecz wiem, że mimo wszystko to na pewno nie było moje ostatnie spotkanie z Łukaszem Gołębiewskim.
Jeżeli nie obcy wam narkotyczny, pełen alkoholu i seksu prawdziwy punkowy świat ta książka jest dla was! A jeśli choć trochę takie życie was intryguje czy ciekawi książka Łukasza Gołębiewskiego „Melanże z Żyletką” może zapoczątkować waszą przygodę z tą pełną perwersji oraz przemocy psychodeliczną egzystencją. Jednakże pamiętajcie – to nie jest łatwa pozycja, ta książka wymaga mocnej głowy i naprawdę silnej psychiki!
Natasha (czytelnicze-zycie.blogspot.com)

Czy istnieje miłość idealna? Czy mamy szansę spotkać na swojej drodze partnera, który spełni nasze oczekiwania w każdej dziedzinie życia? A może miłość to utopia, do której nie warto dążyć za wszelką cenę?
Takiej miłości poszukują bohaterowie powieści Łukasza Gołębiewskiego „Melanże z Żyletką”, dojrzały mężczyzna – uzależniony od alkoholu i dobrej zabawy oraz młoda dziewczyna poszukująca jeszcze własnego ja. Czy postacie z tak skrajnie różnych światów mają szansę odnaleźć wspólną drogę?
Główny bohater jest zauroczony niewinnym obliczem nastolatki Zuzy Pogrzebacz, zwanej Żyletką, zgadza się na wspólne mieszkanie. Dziewczyna powinna przygotowywać się do matury, ale zafascynowana niezależnym, starszym od siebie mężczyzną, do tego pisarzem, odpuszcza sobie naukę i pogrąża się w alkoholowych libacjach. Zuza z każdym dniem coraz bardziej angażuje się w nietypowy związek, popada w uzależnienie od alkoholu i odreagowuje brak zainteresowania okaleczając swoje ciało. Tych dwoje ludzi miota się między sobą, swoimi uczuciami, obawami, zafascynowaniem, nienawiścią i miłością. Z jednej strony pragną być ze sobą, ale z drugiej dostrzegają rażące niedopasowanie i różne oczekiwania. Jednocześnie nie potrafią znieść rozłąki. Schodzą się i rozstają w dramatycznym tańcu skazanym na porażkę.
„Melanże z Żyletką” to w głównej mierze opowieść o upadku moralnym i degeneracji młodej dziewczyny, która zaufała swojemu niedoświadczonemu instynktowi by popaść w czarną dziurę uzależnienia, upadku, zagubienia własnej ambicji i zaprzepaszczeniu przyszłości. Zuza obraca się w świecie gdzie punkrock, alkohol, zwierzęcy seks pozbawiony uczuć, wyprany z emocji wyznacza kierunek działania i nic poza tym się nie liczy.
Łukasz Gołębiewski znany jest z bezpośredniego tonu, brutalnie prostego języka, którym włada w doskonałym stylu. W tej książce na szczególną uwagę zasługuje zakończenie, które zaszokuje, wpędzi w konsternację, odbierze oddech, zatrzyma krew w żyłach…
„Melanże z Żyletką” to powieść dla czytelnika, który nie boi się perwersji, brudu współczesnego świata, alkoholowo-narkotycznych libacji, przemocy, cierpienia.
Aleksandra (aleksandrowemysli.blogspot.com)

Łukasz Gołębiewski i „Melanże z Żyletką” jest dość nietypowy. Wszystko jest przedstawione w sposób realistyczny, dzięki czemu łatwiej nam się odnaleźć w rzeczywistości bohaterów czyli tytułowej Żyletki i jej 34 letniego „partnera”. Jego opowieść nie jest książką dla każdego, ponieważ niektórzy czytelnicy szukając kolejnej pozycji do przeczytania, szukają czegoś co da im radość a czytając tą książkę możemy jedynie odczuwać wstyd za to jak nisko może upaść człowiek i co dzieje się w umyśle alkoholika dzięki 1 osobowej relacji wydarzeń 34 letniego pisarza który bez zbędnego koloryzowania pokazuje świat pełen libacji alkoholowych, seksu i narkotyków. Żyletka mająca tylko 19 lat daje się pochłonąć tym zabawom i wkręca się w wir wiecznych imprez.
„Uwielbiam siermiężny klimat piwnych barów. Ale na bro nie mam nadal ochoty. Jeden fernet, drugi, potem dżin dla odmiany. Żyletka pije co jej pod nos podstawię, z coraz to bardziej radosną miną, też jej się tu podoba. Eh życie!, z czasem potrafisz być takie piękne”.
Choć jednym mogłoby się wydawać, że książka opisująca tylko imprezy nie wnosi żadnych wartości ani nie daje do myślenia. to jesteście w błędzie. Gołębiewski pomimo brutalności i realizmowi z jakim pisze, porusza bardzo ważne tematy między innymi: samookaleczanie, alkoholizm, zmarnowana przyszłość. Niektórych taka lektura może odrzucać, przez wzgląd an brak happy endu, ale moim zdaniem jest ona warta polecenia i jest tak interesująca, ze czyta się ją w 1 wieczór. Pokochałam ją mimo jej gruboskórności i bardzo zaskakującego happy endu który zaskoczył nawet mnie.
Mam nadzieje, że nie zważając na wszystko jednak dacie wciągnąć się w imprezy Żyletki i jej przyjaciół i razem z nią spełnicie swój „dealericzny sen”.
Klaudia Szczepańska (sleepingwithbookss.blogspot.com)

Dziwniejszej i obrzydliwszej książki jeszcze nie widziałam…
Tytułowa Żyletka, czyli Zuza, ma dziewiętnaście lat i powinna przygotowywać się do matury, planować przyszłość, szukać rodziny. A tymczasem razem ze starszym od siebie bogatym mężczyzną pogrąża się w alkoholowych libacjach. Piją, palą, czasami zdarza się też seks.
Uważam, że tegoż oto pana połączyła wyjątkowa miłość z Zuzką. Kiedy się rozstawali, nie mogli bez siebie żyć, a kiedy byli razem, nie mogli ze sobą wytrzymać. Wow.
Ogólnie książka jest o niczym, porusza tematykę życia żula.
Bohaterowie są zwyczajni. Kolejny raz spotykam się z taką prawdziwą książką. Czasami zachowanie bogatego pana wyprowadzało mnie z równowagi. Powinien być wzorem do naśladowania, a tymczasem co? Palił i pił ile wlezie, a co później zrobił z Żyletką.. O ludzie….
Ocena: 6/10
Jeśli bym chciała, dałabym mniej. Ale takiego dziwnego zakończenia jeszcze nie widziałam. Później przez całą noc nie mogłam spać. Nawet nie znałam imienia tego bogatego pana, a to on był narratorem.
Dziewczyna z Gitarą (aksamitne-stronice.blogspot.com)

„Melanże z żyletką”… słowo klucz: alkohol, a właściwie hektolitry napojów alkoholowych. Taki świat przedstawia nam autor. Świat, w którym każdy dzień przypomina poprzedni. Nic się nie zmienia. Cały czas, bez chwili odpoczynku, bohaterowie wlewają w swój organizm alkohol. Poznajemy świat alkoholika.
– Chcę cię kochać.
– Śpij Zuzka, śpij, już niebawem świt.
– Ale ja chcę prawdziwej miłości.
– Przecież ty nawet nie wiesz, czym jest prawda.
– Prawdy nie ma. Sami ją tworzymy. Stwórzmy więc razem prawdziwą miłość.
– Czego ty chcesz?
– Zrozumienia.
Co miałem zrozumieć? Że chleje od rana do wieczora? Że kłamie? Że bawi się życiem swoim i innych?
Trzydziestoparoletni mężczyzna pewnego dnia na swojej drodze spotyka młodą dziewczynę- Zuzkę, która wprowadza się do jego mieszkania. Oboje mają problemy z alkoholem. Każdego dnia staczają się na samo dno. Wraz z innymi znajomymi codziennie piją, parę godzin śpią i znowu imprezują. Czy można w ten sposób długo wytrzymać?
– Czemu się nie wyprowadziłaś?
– Nie miałam czasu.
Główny bohater zaczyna rozumieć, że nie może tak dalej żyć, że popełnił ogromny błąd pozwalając Zuzce z nim zamieszkać. Niestety, nie jest łatwo odkręcić wszystkich podjętych wcześniej decyzji.
Łukasz Gołębiewski piszę w prosty sposób. Jego język jest potoczny, często wykorzystuje kolokwializmy, a zdania są pojedyncze. Brak również zbędnych opisów. Każdy z wymienionych elementów buduje powieść bardzo prostą, a zarazem pouczającą. Wykorzystanie nieoficjalnego języka sprawia, że każdy (szary) człowiek zrozumie jego tekst, który można pochłonąć w zaledwie kilka chwil.
Chcę się z tego wydostać, ale nie potrafię. Pętla. Pieprzona pętla.
Szczerze, bardzo trudno ocenić mi „Melanże z żyletką”. Jest to specyficzna książka, która skłania czytelnika do głębokich przemyśleń. Jako że autor nie owija w bawełnę, mamy do czynienia z książką, w której nie brakuje fragmentów bez cenzury. I nie chodzi mi tu o seks, który owszem pojawia się powieści, ale bardziej o przelewany alkohol i skutki jego spożywania. Alkoholizm nie jest łatwym tematem, a w książce jest numerem jeden. Może to właśnie ta bezpośredniość w pewnym stopniu mnie przeraża. Nie codziennie spotyka się tak osobliwą lekturę, która z jednej strony jest na swój sposób fascynująca i wyjątkowa, natomiast z drugiej strony może odepchnąć i zniechęcić czytelnika swoją prostotą, ale przede wszystkim prawdziwością, ponieważ czasem nie chcemy przyjąć do wiadomości rzeczy oczywistych.
P O D S U M O W U J Ą C
„Melanże z żyletką” jest książką, która owszem jest monotonna, jednak ta ciągłość powoduje, że zaczynamy się zastanawiać, dziwić, burzyć, nie dowierzać. Właśnie taka jest ta powieść, wzbudza u czytelnika skrajne uczucia, które są tak silne, że trudno jakkolwiek je opisać słowami. Po prostu trzeba samemu ją przeczytać, gdyż jest ona jedyna w swoim rodzaju. Albo komuś przypadnie do gustu albo ją znienawidzi. Dlatego też daję jej najwyższą ocenę, ponieważ jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką powieścią.
Anna Drzyzgal (pizama-w-koty.blogspot.com)

 

Większość z was chciała abym opisała „Melanże z Żyletką” więc przystępuję do roboty, bez większego gadania ponieważ moim zdaniem ta książka to coś czego nigdy w życiu nie zapomnę i cały ten wpis powinien być poświęcony tylko i wyłącznie jej.
Dzieło (tak dzieło, inaczej nie mogę jej nazwać) Łukasza Gołębiewskiego po prostu mną wstrząsnęła.
Przeczytałam w swoim życiu 300 książek żadna nie poruszyła mną tak dogłębnie jak ta, prawda jest taka że 3/4 z tych książek zapomnę. Tej nie zapomnę nigdy, jestem z osób które nie sięgają po daną pozycje po raz kolejny. Po nią sięgałam 20 razy. Dosłownie.
Książka opowiada o 19-letniej Żyletce i jej o wiele starszym partnerze, 30 paro letnim mężczyzną. Czytając książkę czułam się jakbym była w niej, jakbym była tak brudna i zniszczona jak bohaterowie.
Dlaczego główna bohaterka to Żyletka? Jak się już domyślacie to dlatego że Żyletka po prostu lubiła się ciąć. To też jest plus tej książki, jest malutko książek poruszających tą tematykę (jeśli takie znacie koniecznie piszcie!).
Historia toksycznej, chorej miłości zrodzonej z alkoholu, przyzwyczajenia, seksu i braku bliskości. Podejrzewam że każdy mógłby utożsamić się nawet w malutkim stopniu z bohaterką tej książki. Każdy z nas potrzebuje odrobiny ciepła, miłości, nawet tej toksycznej.
Akcja toczy się z dnia na dzień, Łukasz Gołębiewski opowiada z perspektywy bohatera odczucia i rodzącą się między nimi miłość. Ubrał to tak przepięknie..
Zakończenie jest szokujące, do ostatniej kartki nie będziecie wiedzieć jak to się skończy przysięgam. Oczy mi się szeroko otworzyły jak czytałam ostatnie zdania. Nie ma co więcej się rozchodzić, przepiękna książka bez cenzury. Jest w niej wszystko i nic, miłość i nie-miłość. Polecam każdej dojrzałej osobie ponieważ tę książkę trzeba zrozumieć.
Anna Pałka (ksiazkilekiem.blogspot)

„Melanże z żyletką” Łukasza Gołębiewskiego to książka, która przyciągnęła mnie do siebie tytułem i widzianymi gdzieś w Internecie cytatami. Spodziewałam się książki o samookaleczaniu, bo sama przeżyłam to na własnej skórze (dawne dzieje, lepiej nie wnikać), ale okazuje się, że Żyletka to pseudonim głównej bohaterki. Owszem, dziewczyna nie stroni od tego, żeby się pociachać, ale też głównym motywem książki jest coś więcej. To opowieść o relacji wywiązującej się pomiędzy młodą, zdegenerowaną dziewczyną, a starszym od niej o kilka lat pisarzem, który nie stroni od alkoholu. To iście toksyczny związek – nie ma co ukrywać, oboje się staczają i żadne nie potrafi postawić drugiego do pionu. A może po prostu tego nie potrzebują? Po części ta opowieść to czysta patologia, a mimo wszystko naprawdę dobrze mi się ją czytało. Nie jest długa, ale zakończenie po prostu niszczy system. Miażdży! Gdy zamknęłam tę powieść to po prostu nie dowierzałam temu, co się wydarzyło. Napadł mnie atak histerycznego śmiechu i naprawdę nie wiedziałam, co się dzieje. I nie, nie było to wcale zabawne. Tylko niszczące psychikę czytelnika. Łukasz Gołębiewski w znakomity sposób wykreował swoich bohaterów, a jego opowieść bądź co bądź jest bardzo realistyczna i na swój sposób życiowa. Świetne oddał istotę toksycznego związku, ale również nieustannej pogoni za szczęściem, wolnością i próbą wyjścia na prostą. W żadnym wypadku nie żałuję, że sięgnęłam po tę powieść. Było to coś zupełnie innego niż czytam na co dzień. I uważam, że było warto się z nią zapoznać. W tej prostocie jest pewien niezaprzeczalny urok.
Meg Sheti (bookeaterreality.blogspot.com)

Ostatnimi czasy czytanie zeszło na drugi plan i ciężko mi było się skupić na tym, co czytam. Jodi Picoult i jej „To, co zostało” zajęło mi całe dwa tygodnie (!). W moje ręce trafiła książka pod tytułem „Melanże z Żyletką” autorstwa Łukasza Gołębiewskiego. Tym razem poszło gładko, połknęłam ją w jeden wieczór. Pisarz jest już mi znany, ponieważ mam na swoim koncie „Xenna moja miłość” oraz „Bomba w windzie”. „Melanże…” okazały się jednak najlepsze i bezkonkurencyjne.
W powieści poznajemy trzydziestoczteroletniego Bezimiennego pisarza alkoholika, który przygarnia pod swój dach dziewiętnastoletnią dziewczynę, Zuzkę, którą nazywa Żyletką, ponieważ ta okalecza się namiętnie i to całkiem bez powodu. Czas mija parze, choć to chyba nie najlepsze określenie, bo ciężko nazwać tę toksyczną relację dwojga ludzi, którzy stają się sobie bliscy poprzez wspólne picie do upadłego i seks, stały element ich istnienia. W książce pojawiają się koledzy pisarza, oraz zakochany bez pamięci w Zuzce, Karolek.
Paczki papierosów, butelki bolsa, oraz setki puszek piw znikają w mgnieniu oka, mieszkanie, które niegdyś można uznać za spore i ładne z dnia na dzień przeradza się w melinę. Wszędzie walają się pety, puste butelki, a na ścianach widnieją zacieki z wina.
Z czasem dziewczyna przestaje się okaleczać i zaczyna darzyć uczuciem pisarza, ten jednak jest wobec Zuzki obojętny, mało tego chwilami miewa jej dosyć i często wyjeżdża, co jest dla niego swego rodzaju ucieczką. Podczas wyjazdów mężczyzna pije w samotności, próbując pracować nad powieścią, jednak jego starania nie przynoszą zadowalających efektów.
„Melanże z Żyletką” są dla mnie najlepszą książką Gołębiewskiego, które przeczytałam do tej pory. Autor wspaniale opisuje stadium emocjonalne pogubionej nastolatki, która nieudolnie poszukuje mężczyzny, który ją pokocha i zapewni poczucie bezpieczeństwa. W tej nasiąkniętej alkoholem i dymem papierosowym powieści wszystko dzieje się szybko i dynamicznie, co sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko.
Zakończenie przeszło moje najśmielsze oczekiwania, było szokujące, niewiarygodne. Sprawiło, że mózg pracował na wyższych obrotach.
Polecam „Melanże z Żyletką” bardzo gorąco, ponieważ to niebanalna opowieść o poszukiwaniu uczuć, ale także wierze w nadejście lepszego jutra, które niełatwo odnaleźć na ciężkim kacu.
Munioza (muniozaczyta.blogspot.com)

Nastoletnia Zuza, zwana Żyletką, związuje się z dwa razy starszym od niej, uzależnionym od alkoholu pisarzem. Mężczyzna zgadza się, by dziewczyna z nim zamieszkała i od tej pory ich życie przypomina jedną, wielką, nieustającą libację alkoholową, narkotyczną i erotyczną. Od początku związek nastolatki i starszego faceta jest wypełniony toksyczną relacją i z góry jest skazany na porażkę. Mimo to bohaterowie brną w tę relację, uzależniając się nie tylko od używek, ale i od siebie wzajemnie.
Sex, drugs & alcohol
Jedna z najdziwniejszych książek, jakie w życiu przeczytałam. Szukałam książek z motywem samookaleczania się i na którymś z książkowych for ktoś polecał właśnie Melanże z Żyletką. Przeczytałam ją “na raz”, zarywając przy okazji noc. Nie mogłam się od niej oderwać, historia w pewnym sensie mnie zafascynowała i bardzo chciałam dowiedzieć się, co będzie dalej, a jednocześnie czułam ogromną niechęć do stylu, w którym pisze autor. Krótkie zdania, szybkie dialogi, brutalne i bardzo naturalistyczne opisy imprez, picia, narkotykowych transów i erotycznych zbliżeń sprawiały, że miałam wielokrotnie ochotę porzucić tę książkę. Zazwyczaj wymagam od książki więcej, niż taniego szokowania bez intelektualnego wysiłku ze strony autora i czytelnika. Mimo wszystko opis relacji dwójki bohaterów miał w sobie coś magnetycznego i prawdziwego, choć jednocześnie był zbyt wyostrzony i przerysowany. Wytrwałam więc do końca i przeżyłam szok. Nie spodziewałam się tak chorego zakończenia i jeszcze długo w nocy nie mogłam przez to zasnąć. Myślałam o tym, jak bardzo ta książka jest zła i chora, jak bardzo ta historia jest głupia, a jednocześnie nie mogłam przestać o niej myśleć. Taki paradoks. Autorowi najwyraźniej udało się osiągnąć cel – książka zapada głęboko w pamięć. Nie ryzykowałam więcej spotkań z prozą Łukasza Gołębiewskiego. Z tego, co zauważyłam, albo się go kocha, albo nienawidzi. Ja może nie nienawidzę, ale unikam.
Czytająca Mama (czytajacamama.pl)

Wybrane cytaty: http://cytatyt.blogspot.com/2010/07/melanze-z-zyletka-ukasz-goebiewski.html

http://lubimyczytac.pl/cytaty/26802/ksiazka/melanze-z-zyletka 

Komentarz dla “Wyłowione z Netu o „Melanżach”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

22 września 2018 o godz. 09:42

Kartka ze Speyside – Dunnottar Castle

Dunnottar Castle (37)

Kiedy spytać Szkota, dlaczego nie czuje pokrewieństwa z Irlandczykami, choć to podobna kultura, podobny język i podobne zamiłowanie do spokojnego wiejskiego życia ze szklaneczką whisky, odpowie, że z Irlandczykiem w ogóle nic go nie łączy, bo oni są celtami, a Szkoci to piktowie. Dla mnie tyle samo w tym sensu, co w stwierdzeniu, że nic mnie nie łączy z ludźmi z południa Polski, bo oni to Wiślanie, a my to Polanie. Ale tak całkiem serio, kulturowa tożsamość w Szkocji i Irlandii jest bardzo wysoka, a nawiązania do kultury piktów i celtów są jej częścią.

21 września 2018 o godz. 09:24

Kartka ze Speyside – Benromach

_DSC8756

Niewielka szkocka gorzelnia whisky, działająca w regionie Speyside, w miasteczku Forres od 1898 roku. Wielokrotnie zmieniała właścicieli, a w latach 1983-1998 stała zamknięta. Obecnie jest własnością Gordon & MacPhail. Używają głównie torfowanego jęczmienia, o poziomie natorfienia 12 ppm i 47 ppm, a także nietorfowanego jęczmienia organic. Kadź zacierna ma pojemność 1,5 tony. Mają 13 kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej, stosują dwa rodzaje fermentacji – krótsza trwa 62-67 godzin, wydłużona – 110 godzin, stosują drożdże browarnicze. Alembik pierwszej destylacji ma pojemność 7500 l, drugiej destylacji – 4250 l. Alembiki Forsyths z zewnętrznym kondensatorem. Odbierają alkohol o mocy 70%, przed wlaniem do beczek obniżają moc do 63,5%. Cały proces produkcji jest sterowany ręcznie. Rocznie produkują ok. 700 tys. l alkoholu. Destylarnia ma w swoich magazynach ok. 18 tys. beczek. Używają tylko beczek first fill po bourbonie, poza tym beczek po sherry z bodegi Williams & Humbert, a do whisky z jęczmienia organic – dziewiczych beczek z białego dębu z Missouri. W 2018 roku uruchomili osobną mikro-destylarnię, w której produkują gin Red Door.

20 września 2018 o godz. 08:37

Kartka ze Speyside – Glen Moray

SONY DSC

Glen Moray to ogromna destylarnia whisky ze Speyside, powstała w 1897 nad brzegiem rzeki Lossie, na przedmieściach Elgin, w ostatnich latach całkowicie przebudowana do przemysłowych rozmiarów. Wcześniej, od 1828 roku, w tym samym miejscu działał browar West Brewery. Zaczynali z jedną parą alembików, które zrobiono z przebudowanych kadzi warzelniczych. Te stare alembiki przepadły w pożarze. Kilkakrotnie zamykana, kilkakrotnie też zmieniała właścicieli. W 1920 roku przejęta przez spółkę Macdonald & Muir (ówczesnego właściciela Glenmorangie). Przebudowana w 1958 roku, w 1979 roku wprowadzono dwa nowe alembiki. Pod koniec lat 70. zaprzestano własnego słodowania. W 2008 roku właścicielem Glen Moray został francuski potentat na rynku alkoholowym, grupa La Martiniquaise. Obecnie rocznie produkują 5 mln l alkoholu. Gigantyczne kadzie fermentacyjne, a jest ich 14, usytuowane są na zewnątrz. Z jednego zacieru robią ok. 52 tys. l przefermentowanego alkoholu, stalowa kadź zacierna ma pojemność 11 ton. Fermentacja jest dość krótka, trwa 60 godzin, alkohol ma 8,5%. Po przebudowie w 2016 roku alembiki pierwszej destylacji są w innym budynku niż drugiej, nie działają w parach. Te do pierwszej destylacji mają bardzo nietypowy kształt, szyja jest odwrócona do przodu, przed każdym alembikiem jest podwójny kondensator, który nie wpływa wprawdzie na czas destylacji czy moc alkoholu, ale daje oszczędność energii. Wszystko jest sterowane komputerowo, pierwsza destylacja trwa ok. 5 godzin i daje alkohol o mocy ok. 25%. Nowe alembiki powstały we Frili, sprowadzono je z Włoch. W drugim budynku jest dziewięć alembików. Sześć Forsyths, z czego trzy kiedyś działały jako wash stills w parach ze spirit stills. Przerobiono je na spirit stills, dodano jeszcze trzy włoskie, więc teraz serce destylarni wyposażone jest w aparaty o różnej pojemności, różnych kształtów. Moc alkoholu po drugiej destylacji to 72%. Firma dysponuje też starą kadzią zacierną i pięcioma starymi kadziami fermentacyjnymi. Być może będą w przyszłości wykorzystywane do eksperymentalnych edycji. Planowane jest dodanie jeszcze dwóch alembików i zwiększenie produkcji nawet do 9 mln l (przed inwestycją La Martiniquaise moce produkcyjne wynosiły 2,2 mln l rocznie). Glen Moray ma obecnie 12 magazynów, w których leżakuje whisky w ok. 140 tys. beczek. Visitors center rocznie odwiedza ok. 24 tys. osób. Na miejscu można spróbować kilku specjalnych edycji whisky, które pokazują potencjał destylarni (np.: Glen Moray 1998 PX Finish, Glen Moray 2010 Peated PX Finish czy Glen Moray 120th Aniversary Edition).

19 września 2018 o godz. 09:19

Kartka ze Speyside – Glenury Royal

_DSC8659

Już nieistniejąca destylarnia whisky z Highlands, pojedyncze butelki jeszcze można dostać, np. czterdziestoletnia Glenury Royal wydestylowana w 1970 roku. Powstała w 1825 roku i – jak piszą kronikarze – od początku była pechowa. Kilka tygodni po jej uruchomieniu wybuchł pożar, który zniszczył ja niemal doszczętnie. Zdarzył się też nieszczęśliwy wypadek, jeden z robotników zginął podczas pracy, wpadł do kadzi. Założył ją w Stoneheaven kapitan Robert Barclay Allardice, ciekawa postać – parlamentarzysta, biegacz i bokser. Była to jedna z trzech destylarni, którym król Wilhelm IV pozwolił posługiwać się w nazwie określeniem „królewska” (Royal). Kolejnymi właścicielami Glenury byli: William Richie (w latach 1857-1928), spółka Glenury Distillery Co. (1936-1938), Associated Scottish Distillers (1938-1940), American National Distillers (1940-1953) oraz Distillers Company Limited (od 1953 roku do końca). Miała okresy przestoju, np. w latach 1852-1858 czy 1940-1945. Destylarnię zamknięto w 1983 roku, częściowo wyburzono, częściowo przebudowano, dziś w jej miejscu stoi osiedle mieszkaniowe.

18 września 2018 o godz. 08:54

Kartka ze Speyside – Auchinblae

_DSC8646

Niewiele wiadomo o destylarni whisky Auchinblae, ulokowanej przy Burn Street w Auchenblae (Aberdeenshire). Powstała w 1895 roku w miejscu młyna Den Mill, starszego o sto lat. Zapewne już wcześniej pędzono tu alkohol, ale bez licencji. Przebudowę młyna i pagodę słodowni projektował słynny architekt tamtych czasów, Charles C. Doig. Należała do lokalnej spółki kapitałowej Auchinblae Distillery Company Ltd. Jak ustalił Brian Townsend, autor znakomitej książki „Scotch Missed”, była wyposażona w cztery kadzie fermentacyjne o pojemności 6000 galonów każda oraz jedna parę alembików (wash still miała 1500 galonów, spirit still wiadomo tylko, że była mniejsza. Pierwszy jej menadżer wcześniej pracował w Ord Distillery. W 1916 roku przejęta przez spółkę Macdonald Greenlees, która miała też pobliską destylarnię Stronachie.

17 września 2018 o godz. 08:14

Kartka ze Speyside – wizyta w Fettercairn

_DSC8621

Fettercairn to destylarnia z Higlands, powstała w 1824 roku, założona przez Sir Alexandra Ramsaya, który był jej właścicielem zaledwie przez sześć lat. Z powodu długów odsprzedał ją wraz z posiadłością ziemską Fasque Estate kupcowi Johnowi Gladstone. Przebudowana po pożarze w 1887 roku. W latach 1926-1939 zamknięta. Jej pracę wznowił nowy właściciel, kilkakrotnie zresztą się zmienił w następnych latach, aż w 1974 roku przejęła ją spółka Whyte & Mackay, która zarządza do dziś marką i zasobami whisky, wykorzystując znakomitą część produkcji Fettercairn do swoich blendów. W latach 60. XX wieku zaprzestano samodzielnego słodowania jęczmienia. W 1966 roku podwojono moce produkcyjne – z dwóch do czterech alembików. Aparaty do pierwszej destylacji wash stills mają pojemność po 17274 l, a spirit still jeden ma 13638 l, drugi – 11819 l. Spirytus odbierany jest z mocą 68%, do beczek trafia z mocą 63,5%, druga destylacja trwa sześć godzin. Kadź zacierna ma pojemność 5 ton, robią 24 zaciery tygodniowo. Jako jedni z nielicznych w Szkocji używają karmelizowanego słodu do niektórych edycji whisky. Jest tu jedenaście kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej o pojemności po 25 tys. l każda. Fermentacja jest dość szybka, trwa 52-55 godzin. W 1989 roku otwarto centrum dla odwiedzających. Mają 13 magazynów, a w nich ok. 40 tys. beczek. Beczki po bourbonie wykorzystywane są tylko raz, potem są odsprzedawane, używają też m.in. beczek po sherry, porto czy po bordoskich winach.

16 września 2018 o godz. 20:33

Róbrege dla Brylewskiego

41556897_2151483198255546_9036314992659398656_o

29 września odbędzie się koncert pod hasłem Róbrege, dedykowany pamięci Roberta Brylewskiego. Wystąpią: Paweł Sky & nowy+eren 101% improwizacji, Ziggie Piggie & goście, Armia, Maleo Reggae Rockers & goście, Izrael & goście, Joint Venture Sound System gra Brylewskiego. Impreza odbędzie się w namiocie pod Pałacem Kultury i Nauki (od strony ul. Świętokrzyskiej).Wstęp – 30 zł, start – godz. 17.00.

16 września 2018 o godz. 09:00

Kartka ze Speyside – Royal Lochnagar

Royal Lochnagar11

Royal Lochnagar jest pięknie położona, w dolinie rzeki Dee, na tym samym jej brzegu, co królewska letnia rezydencja, zamek Balmoral. Bliskość zamku i królewskich ogrodów sprawia, że destylarnia jest chętnie odwiedzana przez turystów, pomimo tego, że sama whisky nie jest dobrze znana. Marka należy do Diageo. Jest to niewielka destylarnia, o iście królewskim charakterze, co jest podkreślane co chwila podczas wizyty. Niestety, jak we wszystkich destylarniach Diageo, nie wolno podczas zwiedzania robić zdjęć.

15 września 2018 o godz. 09:15

Kartka ze Speyside – Allt-á-Bhainne

_DSC8587

Zbudowana w 1975 roku w Glenrinnes (region Speyside) nowoczesna destylarnia whisky, powstała na potrzeby ówczesnego potentata na światowym rynku alkoholowym – Seagrams, podobnie jak zbudowana dwa lata wcześniej siostrzana gorzelnia Braeval. Koszt uruchomienia destylarni wyniósł 2,7 mln funtów, a w 1989 roku dokonano kolejnych inwestycji, podwajając liczbę alembików do czterech i moce produkcyjne do ok. 4 mln l whisky rocznie. Od 2001 roku jest własnością Pernod Ricard, bezpośrednio zarządza nią Chivas Brothers. W latach 2002-2005 stała zamknięta. Proces produkcji jest do tego stopnia zautomatyzowany, że destylacją może zajmować się tylko jedna osoba. Dziwna nazwa Allt-á-Bhainne to po gaelicku „Palone mleko”. Ta mało znana koneserom single malt whisky destylarnia od początku działa głównie na potrzeby zestawiania blendów Chivas Regal. Co ciekawe, dysponuje bardzo niewielkim magazynem do składowania whisky, dlatego część jej produkcji – głównie ta oferowana jako single malt – dojrzewa w magazynach na wyspie Islay, dzięki czemu uzyskują charakterystyczny słony smak. Połowa produkowanej w Allt-á-Bhainne whisky robiona jest z lekko torfowanego (10 ppm) słodu, reszta z nietorfowanego.

14 września 2018 o godz. 09:11

Kartka ze Speyside – destylarnia GlenAllachie

GlenAllachie-064

Destylarnia GlenAllachie operuje w regionie Speyside, po sąsiedzku z Aberlour i Ben Rinnes. Do 2017 roku prawie wszystko, co tu wyprodukowano, trafiało do blendów, stąd nie tak łatwo było trafić na butelkę GlenAllachie single malt whisky. W poprzednich latach Pernod Ricard wypuściło w serii Chivas Brothers Cask Strength Edition whisky single malt Glenallachie 14YO CS z destylatów z 2000 roku, w serii Master of Malt była edycja 6YO z 2008 roku i oficjalna edycja 16YO z 2005 roku, poza tym jest ponad dwadzieścia edycji od niezależnych bottlerów. Teraz wszystko się zmienia za sprawą nowego właściciela. W 2017 roku destylarnię odkupiło od Pernod Ricard konsorcjum powołane przez Billy Walkera, wcześniej twórcę sukcesów destylarni BenRiach, a także Grahama Stevensona i Trisha Savage. Nazwa destylarni to po gaelicku skalista aleja. Billy Walker wybrał tą destylarnię zarówno ze względu na duży potencjał produkcji nowej whisky, jak i na to, co tam znalazł w magazynach. Wraz z destylarnią i zapasami whisky, nowi właściciele przejęli marki blendów White Heather i MacNair’s, którą będą produkować jako torfową blended malt.