10 listopada 2012 o godz. 11:29

Wyłowione z Netu o „Krzyku Kwezala”

Recenzje często ulotne, zamieszczane na blogach, w serwisach polecających książki, w księgarniach internetowych.

Na tę książkę wpadłam w Empiku zupełnie przypadkiem. Miałam okazję czytać słynną „Xennę” Łukasza Gołębiewskiego, więc z ciekawości sięgnęłam po „Krzyk Kwezala”. Przeczytałam krótki opis na okładce i zaskoczyło mnie to, że punkowy autor napisał powieść historyczną. W dodatku o jakimś Tenochtitlan, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam… Ale cóż, jestem otwarta na nowości więc książkę kupiłam i oddałam się lekturze.
A więc mamy rok 1521. Hiszpanie oblegają Tenochtitlan – stolicę państwa Azteków. Miasto upada, a gdzieś pomiędzy tym wszystkim błądzą bohaterowie. Właściwie książka nie posiada głównego bohatera, co może zostać uznane za niewybaczalny błąd – wszak czytelnicy lubią identyfikować się z konkretną postacią. Ale z drugiej strony… być może autor pozbawiając utwór charakterystycznej jednostki, chciał pokazać wojenny chaos – w obliczu takiej zagłady nie ma bohaterów, nie ma znaczenia, czy ktoś jest winny czy nie, nie ma zwycięzców ani przegranych – wojna to kara dla wszystkich.
Moje wrażenia? Nigdy nie byłam wielbicielką literatury historycznej i „Krzyk Kwezala” tego nie zmienił. W książce trup ściele się gęsto, przytłaczają mnie intensywne opisy rzezi, ciągły rozlew krwi… To powieść dla ludzi o mocnych nerwach. Ale jednego nie można autorowi odmówić – nie mogę wyjść z podziwu, jak człowiek, który w tak prosty sposób pisze o punk rocku, alkoholu i kobietach, z taką łatwością opisuje wydarzenia sprzed setek lat… Podziwiam wszechstronną wiedzę i zainteresowania Łukasza Gołębiewskiego.
A komu warto polecić „Krzyk Kwezala”? Przede wszystkim osobom zafascynowanym Meksykiem – to powinna być dla nich lektura obowiązkowa! Powieść będzie też niezłą gratką dla wielbicieli książek wojennych.
More (NaKanapie.pl)

Największe plusy powieści to bardzo solidnie nakreślony świat, architektura, ogrody, sposób walki, rodzaj zastosowanej broni, religia. Te wszystkie czynniki sprawiają, że nie sposób się oderwać od książki – żona prawie kijem mnie od niej odciąłgała. Wraz z upadkiem Tenochtitlanu straciliśmy część naszego dobytku kulturalnego, była to nie tylko klęska Azteków ale również całej ludzkości. Biblioteki pełne poezji, nauki o astronomii, powieści i mitologii przepadły, a wiedza zgłebiana od pokoleń zginęła bezpowrotnie. Książkę tę polecam każdemu kto interesuje się schyłkiem średniowiecznej historii, losami Indian, kolonizacją ale także fanom gatunku. Nie jest to jednak lektura dla każdego ze względu na bardzo krwawo opowiedzianą historię.
Bartłomiej (LubimyCzytac.pl)

Płodność autora jest imponująca; portal „Lubimy czytać” proponuje 31 jego pozycji. Uprawia jednocześnie beletrystykę, publicystykę, reportaże i książki podróżnicze, ale przede wszystkim jest wybitnym specjalistą „na rynku” książki. Wydaje „Magazyn Literacki Książek´ i „Bibliotekę Analiz”.
W ostatnich dniach błyszczał świetnymi reportażami ze swojej podróży do Etiopii /p. strona „Xenna-moja miłość”/. Omawiany „Krzyk Kwezala” jest niewątpliwie pokłosiem jego wędrówek po Meksyku, które uwiecznił w książce wyd. w 2007 r pt „Meksyk – kraj kontrastów”.
„Kwezala..” przeczytałem, i to z przyjemnością, jak i rosnącym zaciekawieniem, lecz opowiedzieć go nie mogę ze względu na NIEWYMAWIALNOŚĆ wielu nazw używanych przez autora. Bo rzecz się dzieje w TENOCHTITLANIE, gdzie czczono boga – QUETZALCOATLA, lecz był też Dom Boga – HUITZILOPOCHTLA i Światynia Turkusowego Pana XIUHTECUHTLI. Miasta to QUIAHUIZTLAN, TEOETICPAC i OCETELOLCO. Nawet zwykła błyskawica – to XONECUILLI.. Jeno słabość autora do płci pięknej, skłoniła go do nadania jej przedstawicielkom „ludzkich” imion. I tak mamy Malinche, Marię Luisę, Chimalmę i Cintli, a główna bohaterka – Tecuichpo, też, po jakichś 100 stronach, da się wymówić.
Szeroki wachlarz zainteresowań autora znajduje odzwierciedlenie w tekście, dzięki temu książka jest i edukacyjna, i „krwista”, i erotyczna. Z powtarzających się określeń zapamiętałem: obsydianowy topór, obsydianowe ząbki, obsydianowe ostrze oraz oliwkowe sutki. Obsydian to szkliwo wulkaniczne, najczęściej czarne, o szklistym połysku, a oliwkę wszyscy znają. Uczepiła się mnie też ładnie brzmiąca nazwa białej sukienki /pod którą jest naga -str.51/ – huipilli.
Pobudziło mnie uprawianie antropomorfizmu, choć osobiście wolałbym zmienić się w jakieś inne zwierzę niż salamandra. W ogóle dowiedziałem sie wielu b. interesujacych rzeczy, jak np, że Aztekowie nie znali konii, i to w XVI wieku.
Ukończywszy lekturę trafiłem na dziesięciostronicową notę Od autora, której przeczytanie mnie zdenerwowało. Bo nie zauważyłem jej wcześniej. Wina wspólna Wydawnictwa i moja; oni powinni umieścić ją na „przodku”, a ja, mimo wszystko, ją przed lekturą znależć. Bowiem notka ułatwia wejście w świat obcy przeciętnemu czytelnikowi, ponadto jest bardzo uczciwa i rzeczowa: Gołębiewski opisuje warsztat pracy, wyjaśnia co jest prawdą historyczną, co hipoteżą, co ewentualnie mogłoby się zdarzyć, a co jest czystą licentia poetica. Znajdujemy tam też trafne samookreślenie swojej pracy: „To powieść zupełnie nowa dla mnie samego… …Chciałem aby to była najbardziej współczesna opowieść o Tenochtitlanie..”. I to się autorowi udało, więc ją ochoczo ją polecam.
Wojciech Gołębiewski (wgwg1943.blogspot.com)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

16 sierpnia 2018 o godz. 21:13

Nowy numer Aqua Vitae

AV_cover 22

Ukazał się nowy numer (4/2018) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

9 sierpnia 2018 o godz. 21:36

Leopold Tyrmand: Filip

filip-b-iext50293206

Ostatnia powieść jaką Tyrmand opublikował przed opuszczeniem Polski. Wyszła w 1961 roku, autor „Złego” opuścił na stałe kraj w 1965. Wojna widziana zza kulis, daleko od frontu, daleko od biedy, a przecież strach i niepewność to stałe elementy życia bohaterów, w tym tytułowego Filipa. Akcja rozgrywa się głównie we Frankfurcie, mieście, w którym jest zbyt wiele majątku Rothschildów by Alianci mieli je bombardować. Przynajmniej tak sobie mówią mieszkańcy, także cyniczni Niemcy, którym nie spieszno walczyć w imię ej mrzonki o Tysiącletniej Rzeszy. Filip jest Polakiem, byłym studentem archeologii, przedostał się do Niemiec z fałszywymi dokumentami z terenów Litwy i podjął pracę jako kelner w dość dobrze prosperującym Park Hotelu. Udaje urodzonego w Warszawie Francuza. Pracuje w międzynarodowym towarzystwie kelnerów, których walka z faszyzmem sprowadza się do tego, że plują kierownikowi hotelu do kawy. Wojnę oglądamy z boku, z przymrużeniem oka, bo łatwiej obracać lęki w żart niż stawiać im czoło. „Człowiek sam już nie wie, po której stronie jest i czego chce”, mówi bohater tej książki i tak jest istotnie. Niby każdy Niemiec to wróg, ale los zrządza, że Filip zakochuje się w młodziutkiej i pięknej Niemce. Nie waha się też korzystać z pomocy Niemców, kiedy tylko nadarza się okazja.

5 sierpnia 2018 o godz. 17:44

Miasto dla mieszkańców!

CCI20160104_0003

Dlaczego cykliści ścigają się po ulicach Warszawy a nie na torach wyścigowych? Jeszcze trochę a wypuszczą na ulice konie ze Służewca. Dużo jest w mieście bezsensownych zakazów, czy nie można by jeszcze dołożyć zakazu maratonów, wyścigów, rajdów oraz demonstracji? Biegacze do lasu, cykliści na tory, rolnicy do brony, a politycy na ring! Ulice miasta dla mieszkańców, nie dla sportowców i frustratów!

4 sierpnia 2018 o godz. 22:50

Jabłkowa Warka

Szlak-jablkowy

Zrobiłem sobie wycieczkę rowerową do Warki. Przyjemna trasa wzdłuż sadów, jabłka i gruszki, pod którymi uginają się gałęzie drzew. Im bliżej Warki, tym liczniejsze po drodze zakłady przetwórstwa jabłek, tłocznie soków, fabryki cydrów…

2 sierpnia 2018 o godz. 09:21

Kartka z podróży – w Brześciu

20180719_204822

Nocleg załatwiany przez białoruskie biuro podróży. Hotel Vesta ma trzy gwiazdki, drogie pokoje, ale wewnątrz wygląda jak skansen ZSRR. Stare, śmierdzące dywany, najbrzydsze meble z Emilki… Rozpacz.

1 sierpnia 2018 o godz. 08:42

Kartka z podróży – Białoruś

20180721_141546

Żeby pojechać do Brześcia czy Grodna nie potrzebujesz wizy czy przepustki. Na granicy w Połowcach nie ma kolejek. Jest trochę formalności. Dostaje się deklarację celną, 50 pozycji drobnym druczkiem, bukvami, po kwadransie dałem za wygraną. okazało się, że wystarczy pójść do odpowiedniego okienka, zapłacić równowartość ok. 30 zł, podać swój pesel i powiedzieć, ze nic się nie przewozi. Pani daje wydruk z komputera i gotowe. A zatem niby nie ma żadnych opłat na granicy, a jednak…

31 lipca 2018 o godz. 19:02

Akademia Brandy – odcinek 5

Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu „Aqua Vitae” opowiada jak zaczęła się historia Metaxy i dlaczego Metaxa nie jest brandy. Zapraszamy do kolejnego odcinka Akedemii Brandy z Pliską.

31 lipca 2018 o godz. 09:49

Kartka z podróży – Stara gorzelnia w Wierzchowicach

20180719_170945

Obecnie po Białoruskiej stronie granicy znajduje się wieś Wierzchowice (Вярховічы), gdzie zachowały się pozostałości dawnych dóbr magnackich Sapiehów, m.in. stary spichlerz, a także przy wyjeździe z wioski w kierunku Brześcia – okazała gorzelnia, będąca częścią późniejszego folwarku rodziny Rothów. Stanęła w miejscu wcześniejszego browaru, w 1908 roku. Długi budynek, otynkowany obecnie od frontu na błękit, zieleń, róż, wyblakłą czerwień. Spirytus produkowano tu aż do 1985 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow, w ramach swojej kampanii abstynenckiej nie zamienił gorzelni na krochmalnię. Do dziś przerabia się tu ziemniaki zamiast na alkohol, to na mączkę skrobiową.

30 lipca 2018 o godz. 21:07

Alkoholowe dzieje Polski – czasy rozbiorów i powstań

Besala

„Alkoholowe dzieje Polski” Jerzego Besali, to książka bardziej o obyczajach Polaków, niż o alkoholu. Pełna relacji pamiętnikarskich i kronikarskich, ale też anegdot. Drugi tom, przedstawiający Polskę pod zaborami, w znacznie większym stopniu niż pierwszy opiera się na materiale źródłowym, niż na spekulacjach autora. podobnie jednak jak pierwszy, tak i ten, pisany jest w luźnym stylu publicystycznym, w myśl zasady – najważniejsze, żeby nie zanudzić czytelnika.

30 lipca 2018 o godz. 17:10

Z Prusa

„Cywilizacja ma dwa przeciwległe bieguny. Jednym jest szynk, drugim księgarnia”. ~ Bolesław Prus (1882)