19 kwietnia 2014 o godz. 21:13

Wyłowione z Netu o „Kobietach”

Oto zamieszczane przez czytelników recenzje powieści "Kobiety to męska specjalność" - na blogach, w księgarniach internetowych i na portalach recenzenckich.

„Kobiety to męska specjalność” w przypadku bohatera książki trzeba się z tym zgodzić, to jego wielka specjalność, oprócz znajomości światowych trunków. Na każdym kroku, każdego dnia towarzyszy mu jakaś kobieta. Odwiedzają go zasadniczo w jednym celu, a kiedy już ten cel zrealizują znikają z jego życia, aby potem znów powracać. Każda z nich zdaje sobie sprawę jaki jest Cyprian Bykowski. A jaki jest? To apodyktyczny i wyniosły pisarz, autor wielu „brudnych” książek. Patrzy na świat z góry i liczy się dla niego tylko własne szczęście. Nie ma ustabilizowanego życia, ciągłe romanse i upijanie się drogimi alkoholami. Jego jedyna stabilizacja to kotka Muho, o którą niekiedy dba bardziej niż o siebie. Pomimo tylu wad kobiety i tak do niego brną, pomimo iż jest dla nich niemiły i potrzebne mu są tylko do zaspokajania jego potrzeb. Zaklina się, że nigdy się nie zakocha, bo to nie dla niego. Ma bardzo poukładane życie, od A do Z, dosłownie. Każdy jego dzień wygląda podobnie, tylko że z inną panią u boku. Pomimo to wabi do siebie kolejne kobiety. Czy to jego urok osobisty, czy może naiwność i podobne potrzeby kobiet?
Cyprian Bykowski to 42-letni zepsuty mężczyzna, który dąży do samo destrukcji. Od początku nie przypadł mi do gustu. Nie cierpię tego typu ludzi, którzy traktują kobiety przedmiotowo i prowadzą taki pijański typ życia. Pan Bykowski jest bardzo pewny siebie, sądzi, że potrafi uwieść każdą kobietę, bo ma już na to wyrobiony sposób, nad którym pracował latami. Obraca się wokół niego mnóstwo kobiet, od najmłodszych, które mają 17 lat, jak i starsze, które liczą już sobie 45 lat. Każda z nich jest inna, kompletne przeciwieństwa, co bardzo podoba się bohaterowi. W każdej lubi coś innego. W jednej jest niedostępność, w drugiej zaś jej uległość. We wszystkich i tak szuka jednego, nie chce nic na stałe. Facet po prostu mocno korzysta z życia, nieco nawet przesadza. Jednakże przecież nikt mu nie zabroni…
W książce tej, jak sama okładka może nam podpowiadać, znajdziemy dużo scen erotycznych, w niektórych momentach bardzo szczegółowe. Jedynych może to zniesmaczyć, drugim zaś się spodoba. Jednakże spodziewałam się czegoś gorszego, więc aż tak źle nie jest. Byłam w sumie bardzo ciekawa, co też takiego wymyślił nasz polski autor w tymże gatunku i powiem szczerze, że czytałam lepsze pozycje. Jednakże książka „Kobiety to męska specjalność” nie jest zła. Można się w niektórych momentach nieco pogubić w czasie, mogą nas zniesmaczyć sceny, może nas wkurzać zachowanie głównego bohatera, ale koniec końców czytało mi się ją naprawdę łatwo i szybko. Pochłonęłam ją w jeden dzień, gdyż byłam ciekawa kolejnych kobiet pana C. Bykowskiego. Każdy rozdział ma tytuł, który jest imieniem poszczególnej kobiety, o której będzie nam opisywał bohater. Są momenty ciekawe, jak i nieco powiewające nudą, jednakże książka ta nie jest zła.
Czytelnicy, którzy przepadają za tym gatunkiem, mogę polecić, aby ją przeczytali, bo jest ona jako całość ciekawa ze względu na głównego bohatera. Ukazuje ona obraz człowieka zepsutego, którego koniec nie mógłby być inny, jednakże nie taki, jaki by się wszyscy spodziewali. Polecam.
Preetishya, LubimyCzytać.pl

 

Co tu można napisać? Myślę, że fani Greya znajdą tu coś dla siebie. Jeśli zdecydujesz się na tą powieść możesz być pewny, że lekki i drobiazgowy styl pisarza oraz ciekawa historia wciągnie Cię na wiele godzin. Sam mimo, że to moje pierwsze spotkanie z tym autorem i z tym gatunkiem prozy, to jednak uważam za całkiem udane.
Fini, Empik.com

 

Po fali mody na literaturę erotyczną (50 shades of Grey) przyszła fala książek polskich autorów, w podobnym typie. I choć po Gołębiewskim spodziewałam się większej głębi i konkretniejszego przesłania, to muszę przyznać, że udało mu się. Konkretnie udało mu się przedstawić archetyp kobieciarza, bawidamka, wiecznego Piotrusia Pana, egoisty i ladaco. Ale sedno leży nie w nim, tylko w kobietach, które go otaczają i lgną do niego jak muchy do miodu. Uważny czytelnik znajdzie trochę prawdy o naturze ludzkiej, która jest niezależna od płci. I która rządzi nami, o ile nie postawimy sobie w życiu celów innych niż zabawa…
Andzia, Gandalf.com.pl

 

To chyba najgorsza książka Łukasza. Mam czytając ją takie „literackie deja vu” bowiem nadal pisze o tym samym. Czyli jeden dziwny facet: Upadły, beznadziejny ale pisarz i kobiety.
Okładka budzi skojarzenia z hitem ostatnich czasów czyli powieścią „50 Twarzy Greya”. Tu bohaterem jest też mężczyzna i jego relacja do kobiet, które lgną do niego jak pszczoły do miodu. Lgną obsesyjnie, naiwnie różnego rodzaju dziewczynki, kobiety a on podwyższa swoimi łowami swoje ego, ktore jak dla mnie jest wyrazem kompleksów naszego bohatera. Nasz bohater kobiety konsumuje niczym wino, nie lubi piwa (Ach jaki jestem cool pisarz bo piwa nie lubię). Jestem znawcą kobiet i alkoholi.
Lgną do niego mężatki i inne. Właściwie prawie wszystkie.Nie wiem dlaczego bo sam bohater budzi moją litość, jeszcze bardzo mocne nawiązanie do Charlesa Bukowskiego, który jest wzorcem. Ma na imię Cyprian Bykowski.
Bardziej przeraża mnie jednak los kobiet w tej powieści. Kobiety są bezradne tak jak pisarz. Samotne nawet jeśli są mężatkami. Bezradne idące na zawołanie naszego bohatera. Poniżają się w każdym aspekcie- myślę,że pójście do łóżka z Cyprianem jest dla nich ucieczką ale i też poniżeniem. Kobiety w jego powieści są poniżane. Nie podoba mi się,że nasz bohater nie szanuje kobiet w ciąży, wyraża się o nich z obrzydzeniem. Konsumuje kobiety. Stanowią dodatek do jego hedonistycznego, beznadziejnego życia. Nasz bohater jest szczęśliwy. Ma kolekcję kobiet.
I znów się zakochuje w niejakiej Gabi, która ku mojemu zaskoczeniu okazuje się jego lustrzanym odbiciem.I wszystko to w punkowym klimacie.Jest i Patyczak, którego pamiętam z koncertów we wrocławskich lokalach.
Plusem książki jest to iż jest to droga do poznania mężczyzn. Plusem jest też opis alkoholi i trunków.
Ogólnie warto przeczytać tę książkę choć jak dla mnie za bardzo wpasowuje się w ona w nasze czasy zamiast iść ponad te czasy. Nasz bohater jest jak dla mnie zbyt przeciętny. Zbyt egoistyczny.
Brakuje mu empatii. I plusem jest puenta, której nie zdradzę. Jak śpiewał Grzegorz Ciechowski w słynnej „Mamonie”- mam wrażenie,że tak książka została napisana dla pieniędzy.
Nie ma przesłania, nie można się na niej wzorować. Można czuć radość,że nie ma nas na liście tych kobiet w kolekcji pisarza. I gdzieś tam mam nadzieję,że kobiety swój rozum mają i potrafią odszukać większe wartości w życiu aniżeli sex z pisarzem.
Anna Czyrska, Poradnikpozytywnegoartysty.blogspot

 

Kolejna książka jednego z ciekawszych pisarzy młodego pokolenia. Opowiada w większości o erotycznych fascynacjach niejakiego Bykowskiego – również pisarza. Każdy kolejny rozdział to kolejna kobieta i trochę wyuzdana historia znajomości często jednonocnej… Książkę kupiłam na wakacyjne czytanie dla męża – obojgu nam się podobała:-)
Jolka_1979, Empik.com

 

Na wstępie muszę przyznać, że nie znałam wcześniej ani autora ani jego powieści. Do lektury zachęciła mnie informacja zamieszczona przez wydawnictwo na okładce, mówiąca o tym, że jest to twórca nagrodzony m.in. medalem ministra kultury „Zasłużony dla kultury polskiej”, bo przecież nie nagradza się tym medalem byle kogo i za byle co. No i zdjęcie autora z kotem. Ono urzekło mnie najbardziej.
Przechodząc jednak do książki, powtórzę się może (i to wcale nie dla tego, że chcę za wszelką cenę schlebiać wydawnictwu), ale jest to kolejna z książek Burdy, którą mam okazję przeczytać, a która zachwyca mnie wydaniem. Po prostu trafia w mój gust, z pewnością jak w gusta wielu.
Utwór jest opowieścią pisarza o nazwisku Bykowski, choć wielu myli go z Charlesem Bukowskim. Opowieścią o jego życiu, a przede wszystkim kobietach, z którymi niezobowiązująco się w tym życiu spotyka. Książka z pozoru wydaje się być po prostu przeglądem tych kobiet, robi wrażenie pustej. Ja jednak po jej lekturze odniosłam nieco inne wrażenie. Jest to opowieść mocno ocierająca się o psychologię, która opisuje pozbawione głębszej treści życie człowieka samotnego, nieumiejącego się związać, którego jedyną stałą towarzyszką jest kotka Muho oraz jej adorator, kot sąsiadki: Pchlak. Życie Bykowskiego kręci się wokół kobiet i alkoholu. Mieszka samotnie w centrum Warszawy. Pisze. Interesuje go literatura. Wydaje się być zwykłym obywatelem po prostu nieznającym umiaru, mieszkającym sobie spokojnie z manekinem o imieniu Zuzka. Co jednak stanie się, kiedy ktoś, nie zdolny do jakiejkolwiek stałości (poza życiem w zamkniętym schemacie) zakocha się, w dodatku w w przedziwnych okolicznościach? Co stanie się, kiedy okaże się być kimś, kim tak naprawdę przez cały utwór nie wydawał się być? Powiem szczerze, dawno żadna książka mnie tak nie zaskoczyła, w dodatku w momencie, w którym naprawdę się tego nie spodziewałam, bo spodziewałam się przeczytać po prostu zwykłą powieść, opowiadającą o może trochę zbzikowanym, ale nadal zwykłym, mężczyźnie. Zamykając książkę po lekturze, naprawdę byłam w szoku. Pozytywnym szoku, rzecz jasna.
I choć może to nie jest typowe, chciałabym, pisząc o tej powieści, skupić się bardziej na formie, nie treści, gdyż ta, choć fabuła była niezła, po prostu mnie zachwyciła. Tak. Mało który autor wywiera na mnie wrażenie perfekcyjnie zaplanowaną formą utworu oraz swoją wiedzą z zakresu literatury. Łukasz Gołębiewski zrobił to właściwie od razu, nawet nie tylko za sprawą doskonałej pierwszoosobowej narracji.
Utwór podzielony jest na 3 części. Pierwsza z nich składa się z rozdziałów zatytułowanych imionami kobiet. Jest to przegląd pań, z którymi Bykowski się spotyka, z którego dowiadujemy się dużo o nim samym, a która stanowi zdecydowaną większość utworu. Druga część odbiega już od tego schematu. Jest dość zwięzła, wydaje się ostatnią, kultową dla utworu. I kiedy czytelnik myśli już, że przeczytał po prostu przeciętną książkę, dochodzi do epilogu, który sprawia, że całkowicie inaczej zaczyna na utwór patrzeć. Dostrzega w nim coś więcej. Orientuje się, o kim tak naprawdę przeczyta książkę. (Wybaczcie, choć chciałabym, nie mogę napisać więcej, gdyż nie chcę wam spolerować.)
Jak już wspomniałam, imponująca jest też przemycana do utworu wiedza autora. Nic dziwnego, narrator jest przecież pisarzem, jednak i tak robi to na mnie wrażenie. Mnie Gołębiewski kupił już we wstępie odwołaniem do petrakizmu, motywu, który wprost uwielbiam i zaryzykowałabym stwierdzenie, że jest jednym z moich ulubionych motywów literackich. Poza tym masa wtrąceń i odwołań… to wszystko naprawdę imponujące. No i te momenty, w których pisze o swojej kotce. Tak, forma utworu i język jest naprawdę ciekawy.
Jedyne, co denerwowało mnie w książce to dość ordynarne i wulgarne słownictwo. Być może dlatego, że ja po prostu jestem purystką i dbałość o język jest dla mnie ważna. Może też dlatego, że takie słownictwo mnie razi i go nie lubię. W każdym razie, w moim prywatnym odczuciu jest to minus utworu.
Podsumowując więc, „Kobiety to męska specjalność” jest książką oryginalną. Jeśli macie ochotę przeczytać coś takiego, polecam wam po nią sięgnąć. Mnie zaintrygowała.
Aaagusiek, LubimyCzytać.pl

 

Charles Bukowski… o, przepraszam, chciałam napisać Cyprian Bykowski poznał w życiu wiele kobiet… i to poznał, wierzcie mi, dogłębnie… Nic mu jednak z tych doświadczeń poza niezachwianą pewnością, że ta wielka, prawdziwa miłość w jego życiu ma na imię Muho i mruczy mu rozkosznie do uszka, gdy ten pieści jej futerko. Bo Muho to kotka. A kobiety dla Bykowskiego, to chwila. Aż do momentu, gdy na drodze naszego pisarza, znawcy alkoholi, konesera ziemskich przyjemności, miłośnika kotów, staje (to chyba jednak zbyt śmiałe określenie) Gabi.
Brzmi jak początek zwykłego romansu z domieszką erotyki? Nie, nie… poczekajcie. Dopiero się rozkręcam. A właściwie nie ja, a Łukasz Gołębiewski, autor powieści „Kobiety to męska specjalność“, której to głównym bohaterem jest wspomniany wyżej Cyprian Bykowski. Chociaż… jeśli mam być szczera – tego też nie byłabym taka pewna. Ale, o tym później. Tak więc, skoro już przy Bykowskim jesteśmy, to chyba sam siebie przedstawi najlepiej…
„Jestem pisarzem. Średnio utalentowanym i średnio docenianym, ale korzystam, jak mogę, z tej części uwagi, jaką publiczność gotowa jest mi poświęcić. Jestem pisarzem zawodowym. Utrzymuję się z tego na poziomie adekwatnym do talentu – średnim. Niewiele jednak więcej potrafię. Nie mógłbym być urzędnikiem, bo się nudzę w biurze. Nie mógłbym być robotnikiem, bo brakuje mi krzepy fizycznej. Nie mógłbym być politykiem, bo brakuje mi zainteresowania. Nie mógłbym być rolnikiem, bo nie lubię się brudzić i schylać grzbietu. Nie mógłbym być górnikiem, bo mam klaustrofobię. Nie mógłbym być elektrykiem ani hydraulikiem, bo sprawy techniczne mnie przerastają. I jeszcze w wielu innych rolach społecznie pożytecznych nigdy bym się nie odnalazł. Lubię czytać, pisać, podróżować, lubię alkohol, muzykę i moją kotkę. To wcale niemało. W każdym razie wystarcza. Nie lubię niepotrzebnie gadać ani niepotrzebnie pracować. Jestem leniwy, gnuśny i dość narcystyczny. (…) Nie oglądam TV i nie czytam gazet, chyba że piszą o mnie. Nie stoję w kolejkach, nie odbieram listów poleconych, nie byłem w wojsku, nie oddaję głosów w wyborach, nie kibicuję Legii Warszawa nie odwiedzam agencji towarzyskich, nie gram na giełdzie ani nawet w toto-lotka, nie inwestuję”.
Agnieszka… Barbara… Celina… Dorota… Edyta… Felicja… Gabi… h, i, j, k, l, m, n, o, p, r, s, t, u, w, aż po z. Bykowski opowiada o kobietach, które zwykle na chwilę, czasem na ciut dłużej pojawiły się w jego życiu. A opowieść to raczej smutna, przesiąknięta erotyzmem, czasem wręcz wulgarnością, ale wszystko w wyważonych proporcjach. A owa opowieść odsłania między słowami więcej niż Bykowski by chciał… bo w moim odczuciu tak, jak on opowiada o kobietach, tak one pośrednio opowiadają o nim, o zagubionym chłopcu, który wcale nie jest taki zły za jakiego się uważa, o naiwnym poczuciu kontroli, która w rzeczywistości jest grą pozorów. O upokorzeniu, o pragnieniach, o chłopcu, który ukryty w ciele mężczyzny, nie chce zostać skrzywdzony, więc chowa się jeszcze głębiej niż w sobie… chowa się w kobietach, które odchodzą. Tylko że miłość bywa ślepa. Bo ta powieść jest o miłości właśnie. I wbrew pozorom, o mężczyźnie, a nie o kobietach.
Bykowski zasłania się przekonaniem, że „pisarz musi zbierać doświadczenia i wciąż doznawać rozczarowań. Bez doświadczeń literatura jest za mało epicka, bez wyobrażeń za mało liryczna. A czytelnik oczekuje pełnokrwistych postaci i wzruszeń”. Twierdzi, że doświadcza zatem rozczarowań dla dobra literatury… No cóż, osąd tego stwierdzenia pozostawiam już Wam. I bardzo jestem ciekawa Waszego na ów temat zdania.
W mojej ocenie „Kobiety to męska specjalność” to powieść o ciekawej konstrukcji, irytującym, a jednocześnie hipnotyzującym głównym bohaterze i mgnieniach kobiet, które mimo ich ulotności zapadają w pamięć. A do tego epilog, który sprawia, że z pozornie zwykłej powieść erotycznej, książka staje się intrygująca i daje do myślenia.
I jeszcze ten Patyczak… rozmowa telefoniczna z malowaniem mieszkania w tle to jeden z moich ulubionych książkowych dialogów.
Mam jednak podejrzenia, że nie każdemu ta książka się spodoba, bo to taki typ literatury, który musi trafić albo w odpowiedni czas albo w ręce odpowiedniego czytelnika. Język jest mocny, opisy erotycznych przygód bohatera chwilami bardzo naturalistyczne a i od wulgaryzmów autor nie stroni.
I na koniec wyznanie recenzentki… Czytałam chyba wszystkie powieści tego autora, nie raz miałam przyjemność prowadzić z nim spotkanie autorskie i sporo rozmów w mniej oficjalnych okolicznościach było nam dane odbyć. Innymi słowy, prywatnie znam go, cenię jako świetnego analityka rynku książki oraz specjalistę „od literatury” i najzwyczajniej w świecie lubię. Zawsze trudno mi pisać o książkach autorstwa osób, które znam, z którymi się przyjaźnie. I wcale nie chodzi o to, że traktuje je łagodniej. Jeśli mam być szczera, to właśnie zdaje mi się, że wręcz przeciwnie. Oczekuję od nich więcej już na starcie.
Co zaś się tyczy prozy Łukasza Gołębiewskiego to sądzę, że potrafi zaskoczyć. Wśród jego książek, moją ulubioną jest „Krzyk kwezala”.
Urszula Witkowska, Pelenzlew.blogspot.com

 

Zawsze chętnie!
„Kobiety to męska specjalność” to najnowsza powieść jednego z moich ulubionych polskich autorów – Łukasza Gołębiewskiego.
Patrząc na okładkę… kolejny erotyk. Większość pomyśli, no tak nadal trwa moda na erotyki, gdyby nie było zapotrzebowania już by znikły. Dalej. Kolejny autor, który zabrał się za pisanie tego typu literatury! Błąd, ogromny błąd! Jeśli ktoś tak myśli, pomyślał, jest w ogromnym błędzie. Dlaczego? Ano dlatego, że Gołębiewski w swoich wcześniejszych książkach zawsze zawierał seks, wulgaryzmy, brak cenzury! I za to właśnie go lubię – za bezpośredniość!
„Kobiety to męska specjalność” to historia pisarza C. Bykowskiego. Historia? Może nie do końca nazwałabym to historią, a wspomnieniami faceta po czterdziestce. Bykowski to typowy singiel mieszkający z kotką, nigdy z kobietami. One bywają, przewijają się, zmieniają, znikają, czasem wracają, czasami nie.
Pisarzowi to na rękę, nie chce się wiązać, bo i po co? Skoro może mieć każdą, którą chce mieć…
Tak mu się jednak wydawało… do czasu kiedy poznaje Gabi.
Kobieta zmienia wszystko w jego życiu…
Widać wystarczy jedna, by namieszać, ale tylko ta odpowiednia, dla której warto rzucić wszystko?!
Łukasz Gołębiewski to autor przeze mnie bardzo ceniony. Lubię jego styl, bezpośredniość. Choć pamiętam, że kiedyś byłam rozczarowana zakończeniem, czekałam na wielkie BUM, a dostałam… no cóż, czas o tym zapomnieć, tym razem zakończenie… sami musicie przeczytać!
Powieść ta mnie nie rozczarowała. Ukazała typ faceta jakich wielu na świecie, dla których słowo KOCHAM nie ma najmniejszego znaczenia. Zwykłe puste słowo, które pomaga czasami coś uzyskać… Chyba nie muszę mówić co. Bykowski na całe szczęście należy do tych szczerych, który „wali” prosto z mostu, i albo kobiecie to odpowiada… albo niech znika. Nie ta, znajdzie się inna.
Pytanie czyja to tak naprawdę wina? Facetów, którzy są jacy są, czy kobiet, które pozwalają się traktować przedmiotowo?
Można by polemizować długo…
Tak naprawdę chyba każdy z nas ma nadzieję na miłość, na poznanie kogoś z kim będzie się do końca życia. Ale czy tak naprawdę to jest możliwe? Czy może faktycznie lepiej zostać przy podejściu C. Bykowskiego? Żyć z dnia na dzień, karmić kota, pisać w razie potrzeby, uprawiać dobry seks i popijać wszystko dobrym alkoholem!
Dla kogo „Kobiety to męska specjalność”? Może inaczej, kto nie powinien sięgać po tę powieść? Na pewno ktoś, kto nie lubi wulgaryzmów, ale przede wszystkim erotyzmu w bardzo bezpośrednim wydaniu…
Gołębiewski jak zwykle stawia na mocne słowa, mocny alkohol, seks, punk i tym razem na fatalne zauroczenie!
Warto, oj warto! Jak zwykle rewelacyjnie 😉
Po tego autora warto sięgać!
Sabina, Sabinkat1.blogspot.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 stycznia 2019 o godz. 18:09

Profesjonaliści

Niedaleko mnie otworzyli nowy sklep sieciowy z winem i mocnymi alkoholami. Firma na rynku od wielu lat, nie będę wymieniał nazwy. Mają dziewięć sklepów w województwie Mazowieckim. Własna selekcja win, ciekawa oferta alkoholi mocnych. Pytam sprzedawcę o butelkę armaniaku, żeby mi kilka zdań powiedział, co to i skąd? Zadowolony z siebie, odpowiada, że wprawdzie nic nie wie o tym, o co pytam, ale może mi polecić koniak „bardzo dobry dla restauracji”. Odpowiadam grzecznie, że ja chcę coś „bardzo dobrego do domu” i pytam o butelkę z amerykańską whiskey, wymieniając nazwę z etykiety. Pan długo szuka, choć butelka na wprost mnie, wreszcie z uśmiechem od ucha do ucha oświadcza: „ja jestem od niedawna w tej branży, jeszcze nie wszystko znam”.

22 grudnia 2018 o godz. 14:55

Wódka z eliksirem

„Bez potrzeby, a co dzień, kto gorzałkę pije, / Błaźnieje i sam nie wie, co się w głowie wije, / Próżniak z niego ospały, jak wilk do roboty, / Mało co lub nic dobry, zapada w suchoty”. ~Serafin Gamalski „Wódka z eliksirem” (1729)

20 grudnia 2018 o godz. 13:52

Bądźcie szczęśliwi!

Man_dressed_as_Santa_Claus_smoking_a_cigarette

Dostojnego Mikołaja i lekkiego kaca życzę wszystkim moim drogim czytelnikom. Bądźcie szczęśliwi, jeśli potraficie. Jak nie potraficie, to nie bądźcie. Szczęście to towar deficytowy. Być umiarkowanie zadowolonym też można Mery, mery i koci, koci.

19 grudnia 2018 o godz. 20:52

Królestwo

692496-352x500

Czytelnicy „Króla” raczej nie oczekiwali kontynuacji i nowa powieść Szczepana Twardocha jest pewnym zaskoczeniem, choć jednocześnie trzeba autorowi przyznać, że uniknął wtórności, przynajmniej w wymiarze literackim, bo kwestia światopoglądowa czy polityczna, to osobny temat. W nowej powieści czytelnik poznaje wojenne losy Jakuba Szapiro i bliskich mu osób – żony, dwóch kochanek i dwóch synów. „Król” był książką łobuzerską o silnie socjalistycznym zabarwieniu, tu mamy natomiast wstrząsającą relację Żydów, którzy próbują przeżyć najgorszy koszmar – wywłaszczenie, getto, likwidację getta, powstanie Warszawskie. To wstrząsająca książka o zagładzie, w której Jakub Szapiro z charyzmatycznego herszta bandy przeistacza się w zaszczutą, bezwolną ofiarę. Jakże inna jest atmosfera obydwu powieści, jakże inna kondycja psychiczna tych samych przecież ludzi. Przed wojną i w czasie wojny, dwa całkowicie oddzielone od siebie światy, choć na scenie zdarzeń ci sami aktorzy. Niesamowicie Twardoch potrafi opowiadać o ludzkich losach, o przeznaczeniu, o winie i karze. Mamy tu plejadę postaci drugoplanowych, których dzieje nie są tylko uzupełnieniem głównego toku narracji, one tworzą historię.

19 grudnia 2018 o godz. 00:23

Belferska grypa

Nauczyciele na chorobowym. Świetny przykład dziatwie dają. Nie chcesz iść do roboty, to symuluj, że chorujesz. I skombinuj zwolnienie. Pięknie.

15 grudnia 2018 o godz. 22:38

Miasto, mafia & miłość

okladka_3m

Cztery lata pisałem, trzy razy zmieniałem tytuł, dwa razy koncepcję fabuły. Jest. Moja nowa powieść ma tytuł „3M” i ukaże się w pierwszym kwartale 2019 roku. Jest miasto, jest mafia, jest miłość, ale są tez trzy koty. Miasto Warszawa, mafia bułgarska, a miłość nieudana. Dużo trupów i optymistyczne zakończenie, żeby nie zostawiać czytelnika w złym humorze.

15 grudnia 2018 o godz. 22:35

3M: Miasto, mafia & miłość

Fragment nowej powieści.

10 grudnia 2018 o godz. 08:44

Wizyta w Palírna Samotišky

Samotisky (6)

Na obrzeżach Ołomuńca w 1996 roku została otwarta nowoczesna destylarnia przetwarzająca owoce – Palírna Samotišky. Lokalni sadownicy mogą tu przedestylować własne owoce, ale firma ma w ofercie także pięć własnych destylatów oraz prowadzi skład podatkowy.

9 grudnia 2018 o godz. 18:38

Wizyta w destylarni Palírna U Zeleného Stromu

U Zeleneho Stromu 2018-11-28 10-47-59

Uwieczniona na etykietach data założenia firmy, to 1518 rok. To by znaczyło, że Palírna U Zeleného Stromu (Gorzelnia Pod Zielonym Drzewem) jest najstarszą destylarnią nie tylko w Czechach, ale w ogóle na świecie. Na pewno są drugim pod względem wielkości producentem mocnych alkoholi w Czechach, po Stocku. Co do historii, to jak zwykle sporo tu marketingu, ale oficjalnie w 2018 roku świętowali pięćsetlecie, wypuszczając m.in. bardzo limitowaną edycję wódki Stará Myslivecká, która leżakowała przez osiem lat w beczkach z amerykańskiego dębu. Na rynek trafiło 299 numerowanych karafek.

9 grudnia 2018 o godz. 15:49

Porady markiza z Griñón

„Dobre wino jest sztuką, która rozkwita wraz z wolnością; dobre wino jest zatem radosną esencją wolności” (Carlos Falcó „Wino. Porady markiza z Griñón)