19 kwietnia 2014 o godz. 21:13

Wyłowione z Netu o „Kobietach”

Oto zamieszczane przez czytelników recenzje powieści "Kobiety to męska specjalność" - na blogach, w księgarniach internetowych i na portalach recenzenckich.

„Kobiety to męska specjalność” w przypadku bohatera książki trzeba się z tym zgodzić, to jego wielka specjalność, oprócz znajomości światowych trunków. Na każdym kroku, każdego dnia towarzyszy mu jakaś kobieta. Odwiedzają go zasadniczo w jednym celu, a kiedy już ten cel zrealizują znikają z jego życia, aby potem znów powracać. Każda z nich zdaje sobie sprawę jaki jest Cyprian Bykowski. A jaki jest? To apodyktyczny i wyniosły pisarz, autor wielu „brudnych” książek. Patrzy na świat z góry i liczy się dla niego tylko własne szczęście. Nie ma ustabilizowanego życia, ciągłe romanse i upijanie się drogimi alkoholami. Jego jedyna stabilizacja to kotka Muho, o którą niekiedy dba bardziej niż o siebie. Pomimo tylu wad kobiety i tak do niego brną, pomimo iż jest dla nich niemiły i potrzebne mu są tylko do zaspokajania jego potrzeb. Zaklina się, że nigdy się nie zakocha, bo to nie dla niego. Ma bardzo poukładane życie, od A do Z, dosłownie. Każdy jego dzień wygląda podobnie, tylko że z inną panią u boku. Pomimo to wabi do siebie kolejne kobiety. Czy to jego urok osobisty, czy może naiwność i podobne potrzeby kobiet?
Cyprian Bykowski to 42-letni zepsuty mężczyzna, który dąży do samo destrukcji. Od początku nie przypadł mi do gustu. Nie cierpię tego typu ludzi, którzy traktują kobiety przedmiotowo i prowadzą taki pijański typ życia. Pan Bykowski jest bardzo pewny siebie, sądzi, że potrafi uwieść każdą kobietę, bo ma już na to wyrobiony sposób, nad którym pracował latami. Obraca się wokół niego mnóstwo kobiet, od najmłodszych, które mają 17 lat, jak i starsze, które liczą już sobie 45 lat. Każda z nich jest inna, kompletne przeciwieństwa, co bardzo podoba się bohaterowi. W każdej lubi coś innego. W jednej jest niedostępność, w drugiej zaś jej uległość. We wszystkich i tak szuka jednego, nie chce nic na stałe. Facet po prostu mocno korzysta z życia, nieco nawet przesadza. Jednakże przecież nikt mu nie zabroni…
W książce tej, jak sama okładka może nam podpowiadać, znajdziemy dużo scen erotycznych, w niektórych momentach bardzo szczegółowe. Jedynych może to zniesmaczyć, drugim zaś się spodoba. Jednakże spodziewałam się czegoś gorszego, więc aż tak źle nie jest. Byłam w sumie bardzo ciekawa, co też takiego wymyślił nasz polski autor w tymże gatunku i powiem szczerze, że czytałam lepsze pozycje. Jednakże książka „Kobiety to męska specjalność” nie jest zła. Można się w niektórych momentach nieco pogubić w czasie, mogą nas zniesmaczyć sceny, może nas wkurzać zachowanie głównego bohatera, ale koniec końców czytało mi się ją naprawdę łatwo i szybko. Pochłonęłam ją w jeden dzień, gdyż byłam ciekawa kolejnych kobiet pana C. Bykowskiego. Każdy rozdział ma tytuł, który jest imieniem poszczególnej kobiety, o której będzie nam opisywał bohater. Są momenty ciekawe, jak i nieco powiewające nudą, jednakże książka ta nie jest zła.
Czytelnicy, którzy przepadają za tym gatunkiem, mogę polecić, aby ją przeczytali, bo jest ona jako całość ciekawa ze względu na głównego bohatera. Ukazuje ona obraz człowieka zepsutego, którego koniec nie mógłby być inny, jednakże nie taki, jaki by się wszyscy spodziewali. Polecam.
Preetishya, LubimyCzytać.pl

 

Co tu można napisać? Myślę, że fani Greya znajdą tu coś dla siebie. Jeśli zdecydujesz się na tą powieść możesz być pewny, że lekki i drobiazgowy styl pisarza oraz ciekawa historia wciągnie Cię na wiele godzin. Sam mimo, że to moje pierwsze spotkanie z tym autorem i z tym gatunkiem prozy, to jednak uważam za całkiem udane.
Fini, Empik.com

 

Po fali mody na literaturę erotyczną (50 shades of Grey) przyszła fala książek polskich autorów, w podobnym typie. I choć po Gołębiewskim spodziewałam się większej głębi i konkretniejszego przesłania, to muszę przyznać, że udało mu się. Konkretnie udało mu się przedstawić archetyp kobieciarza, bawidamka, wiecznego Piotrusia Pana, egoisty i ladaco. Ale sedno leży nie w nim, tylko w kobietach, które go otaczają i lgną do niego jak muchy do miodu. Uważny czytelnik znajdzie trochę prawdy o naturze ludzkiej, która jest niezależna od płci. I która rządzi nami, o ile nie postawimy sobie w życiu celów innych niż zabawa…
Andzia, Gandalf.com.pl

 

To chyba najgorsza książka Łukasza. Mam czytając ją takie „literackie deja vu” bowiem nadal pisze o tym samym. Czyli jeden dziwny facet: Upadły, beznadziejny ale pisarz i kobiety.
Okładka budzi skojarzenia z hitem ostatnich czasów czyli powieścią „50 Twarzy Greya”. Tu bohaterem jest też mężczyzna i jego relacja do kobiet, które lgną do niego jak pszczoły do miodu. Lgną obsesyjnie, naiwnie różnego rodzaju dziewczynki, kobiety a on podwyższa swoimi łowami swoje ego, ktore jak dla mnie jest wyrazem kompleksów naszego bohatera. Nasz bohater kobiety konsumuje niczym wino, nie lubi piwa (Ach jaki jestem cool pisarz bo piwa nie lubię). Jestem znawcą kobiet i alkoholi.
Lgną do niego mężatki i inne. Właściwie prawie wszystkie.Nie wiem dlaczego bo sam bohater budzi moją litość, jeszcze bardzo mocne nawiązanie do Charlesa Bukowskiego, który jest wzorcem. Ma na imię Cyprian Bykowski.
Bardziej przeraża mnie jednak los kobiet w tej powieści. Kobiety są bezradne tak jak pisarz. Samotne nawet jeśli są mężatkami. Bezradne idące na zawołanie naszego bohatera. Poniżają się w każdym aspekcie- myślę,że pójście do łóżka z Cyprianem jest dla nich ucieczką ale i też poniżeniem. Kobiety w jego powieści są poniżane. Nie podoba mi się,że nasz bohater nie szanuje kobiet w ciąży, wyraża się o nich z obrzydzeniem. Konsumuje kobiety. Stanowią dodatek do jego hedonistycznego, beznadziejnego życia. Nasz bohater jest szczęśliwy. Ma kolekcję kobiet.
I znów się zakochuje w niejakiej Gabi, która ku mojemu zaskoczeniu okazuje się jego lustrzanym odbiciem.I wszystko to w punkowym klimacie.Jest i Patyczak, którego pamiętam z koncertów we wrocławskich lokalach.
Plusem książki jest to iż jest to droga do poznania mężczyzn. Plusem jest też opis alkoholi i trunków.
Ogólnie warto przeczytać tę książkę choć jak dla mnie za bardzo wpasowuje się w ona w nasze czasy zamiast iść ponad te czasy. Nasz bohater jest jak dla mnie zbyt przeciętny. Zbyt egoistyczny.
Brakuje mu empatii. I plusem jest puenta, której nie zdradzę. Jak śpiewał Grzegorz Ciechowski w słynnej „Mamonie”- mam wrażenie,że tak książka została napisana dla pieniędzy.
Nie ma przesłania, nie można się na niej wzorować. Można czuć radość,że nie ma nas na liście tych kobiet w kolekcji pisarza. I gdzieś tam mam nadzieję,że kobiety swój rozum mają i potrafią odszukać większe wartości w życiu aniżeli sex z pisarzem.
Anna Czyrska, Poradnikpozytywnegoartysty.blogspot

 

Kolejna książka jednego z ciekawszych pisarzy młodego pokolenia. Opowiada w większości o erotycznych fascynacjach niejakiego Bykowskiego – również pisarza. Każdy kolejny rozdział to kolejna kobieta i trochę wyuzdana historia znajomości często jednonocnej… Książkę kupiłam na wakacyjne czytanie dla męża – obojgu nam się podobała:-)
Jolka_1979, Empik.com

 

Na wstępie muszę przyznać, że nie znałam wcześniej ani autora ani jego powieści. Do lektury zachęciła mnie informacja zamieszczona przez wydawnictwo na okładce, mówiąca o tym, że jest to twórca nagrodzony m.in. medalem ministra kultury „Zasłużony dla kultury polskiej”, bo przecież nie nagradza się tym medalem byle kogo i za byle co. No i zdjęcie autora z kotem. Ono urzekło mnie najbardziej.
Przechodząc jednak do książki, powtórzę się może (i to wcale nie dla tego, że chcę za wszelką cenę schlebiać wydawnictwu), ale jest to kolejna z książek Burdy, którą mam okazję przeczytać, a która zachwyca mnie wydaniem. Po prostu trafia w mój gust, z pewnością jak w gusta wielu.
Utwór jest opowieścią pisarza o nazwisku Bykowski, choć wielu myli go z Charlesem Bukowskim. Opowieścią o jego życiu, a przede wszystkim kobietach, z którymi niezobowiązująco się w tym życiu spotyka. Książka z pozoru wydaje się być po prostu przeglądem tych kobiet, robi wrażenie pustej. Ja jednak po jej lekturze odniosłam nieco inne wrażenie. Jest to opowieść mocno ocierająca się o psychologię, która opisuje pozbawione głębszej treści życie człowieka samotnego, nieumiejącego się związać, którego jedyną stałą towarzyszką jest kotka Muho oraz jej adorator, kot sąsiadki: Pchlak. Życie Bykowskiego kręci się wokół kobiet i alkoholu. Mieszka samotnie w centrum Warszawy. Pisze. Interesuje go literatura. Wydaje się być zwykłym obywatelem po prostu nieznającym umiaru, mieszkającym sobie spokojnie z manekinem o imieniu Zuzka. Co jednak stanie się, kiedy ktoś, nie zdolny do jakiejkolwiek stałości (poza życiem w zamkniętym schemacie) zakocha się, w dodatku w w przedziwnych okolicznościach? Co stanie się, kiedy okaże się być kimś, kim tak naprawdę przez cały utwór nie wydawał się być? Powiem szczerze, dawno żadna książka mnie tak nie zaskoczyła, w dodatku w momencie, w którym naprawdę się tego nie spodziewałam, bo spodziewałam się przeczytać po prostu zwykłą powieść, opowiadającą o może trochę zbzikowanym, ale nadal zwykłym, mężczyźnie. Zamykając książkę po lekturze, naprawdę byłam w szoku. Pozytywnym szoku, rzecz jasna.
I choć może to nie jest typowe, chciałabym, pisząc o tej powieści, skupić się bardziej na formie, nie treści, gdyż ta, choć fabuła była niezła, po prostu mnie zachwyciła. Tak. Mało który autor wywiera na mnie wrażenie perfekcyjnie zaplanowaną formą utworu oraz swoją wiedzą z zakresu literatury. Łukasz Gołębiewski zrobił to właściwie od razu, nawet nie tylko za sprawą doskonałej pierwszoosobowej narracji.
Utwór podzielony jest na 3 części. Pierwsza z nich składa się z rozdziałów zatytułowanych imionami kobiet. Jest to przegląd pań, z którymi Bykowski się spotyka, z którego dowiadujemy się dużo o nim samym, a która stanowi zdecydowaną większość utworu. Druga część odbiega już od tego schematu. Jest dość zwięzła, wydaje się ostatnią, kultową dla utworu. I kiedy czytelnik myśli już, że przeczytał po prostu przeciętną książkę, dochodzi do epilogu, który sprawia, że całkowicie inaczej zaczyna na utwór patrzeć. Dostrzega w nim coś więcej. Orientuje się, o kim tak naprawdę przeczyta książkę. (Wybaczcie, choć chciałabym, nie mogę napisać więcej, gdyż nie chcę wam spolerować.)
Jak już wspomniałam, imponująca jest też przemycana do utworu wiedza autora. Nic dziwnego, narrator jest przecież pisarzem, jednak i tak robi to na mnie wrażenie. Mnie Gołębiewski kupił już we wstępie odwołaniem do petrakizmu, motywu, który wprost uwielbiam i zaryzykowałabym stwierdzenie, że jest jednym z moich ulubionych motywów literackich. Poza tym masa wtrąceń i odwołań… to wszystko naprawdę imponujące. No i te momenty, w których pisze o swojej kotce. Tak, forma utworu i język jest naprawdę ciekawy.
Jedyne, co denerwowało mnie w książce to dość ordynarne i wulgarne słownictwo. Być może dlatego, że ja po prostu jestem purystką i dbałość o język jest dla mnie ważna. Może też dlatego, że takie słownictwo mnie razi i go nie lubię. W każdym razie, w moim prywatnym odczuciu jest to minus utworu.
Podsumowując więc, „Kobiety to męska specjalność” jest książką oryginalną. Jeśli macie ochotę przeczytać coś takiego, polecam wam po nią sięgnąć. Mnie zaintrygowała.
Aaagusiek, LubimyCzytać.pl

 

Charles Bukowski… o, przepraszam, chciałam napisać Cyprian Bykowski poznał w życiu wiele kobiet… i to poznał, wierzcie mi, dogłębnie… Nic mu jednak z tych doświadczeń poza niezachwianą pewnością, że ta wielka, prawdziwa miłość w jego życiu ma na imię Muho i mruczy mu rozkosznie do uszka, gdy ten pieści jej futerko. Bo Muho to kotka. A kobiety dla Bykowskiego, to chwila. Aż do momentu, gdy na drodze naszego pisarza, znawcy alkoholi, konesera ziemskich przyjemności, miłośnika kotów, staje (to chyba jednak zbyt śmiałe określenie) Gabi.
Brzmi jak początek zwykłego romansu z domieszką erotyki? Nie, nie… poczekajcie. Dopiero się rozkręcam. A właściwie nie ja, a Łukasz Gołębiewski, autor powieści „Kobiety to męska specjalność“, której to głównym bohaterem jest wspomniany wyżej Cyprian Bykowski. Chociaż… jeśli mam być szczera – tego też nie byłabym taka pewna. Ale, o tym później. Tak więc, skoro już przy Bykowskim jesteśmy, to chyba sam siebie przedstawi najlepiej…
„Jestem pisarzem. Średnio utalentowanym i średnio docenianym, ale korzystam, jak mogę, z tej części uwagi, jaką publiczność gotowa jest mi poświęcić. Jestem pisarzem zawodowym. Utrzymuję się z tego na poziomie adekwatnym do talentu – średnim. Niewiele jednak więcej potrafię. Nie mógłbym być urzędnikiem, bo się nudzę w biurze. Nie mógłbym być robotnikiem, bo brakuje mi krzepy fizycznej. Nie mógłbym być politykiem, bo brakuje mi zainteresowania. Nie mógłbym być rolnikiem, bo nie lubię się brudzić i schylać grzbietu. Nie mógłbym być górnikiem, bo mam klaustrofobię. Nie mógłbym być elektrykiem ani hydraulikiem, bo sprawy techniczne mnie przerastają. I jeszcze w wielu innych rolach społecznie pożytecznych nigdy bym się nie odnalazł. Lubię czytać, pisać, podróżować, lubię alkohol, muzykę i moją kotkę. To wcale niemało. W każdym razie wystarcza. Nie lubię niepotrzebnie gadać ani niepotrzebnie pracować. Jestem leniwy, gnuśny i dość narcystyczny. (…) Nie oglądam TV i nie czytam gazet, chyba że piszą o mnie. Nie stoję w kolejkach, nie odbieram listów poleconych, nie byłem w wojsku, nie oddaję głosów w wyborach, nie kibicuję Legii Warszawa nie odwiedzam agencji towarzyskich, nie gram na giełdzie ani nawet w toto-lotka, nie inwestuję”.
Agnieszka… Barbara… Celina… Dorota… Edyta… Felicja… Gabi… h, i, j, k, l, m, n, o, p, r, s, t, u, w, aż po z. Bykowski opowiada o kobietach, które zwykle na chwilę, czasem na ciut dłużej pojawiły się w jego życiu. A opowieść to raczej smutna, przesiąknięta erotyzmem, czasem wręcz wulgarnością, ale wszystko w wyważonych proporcjach. A owa opowieść odsłania między słowami więcej niż Bykowski by chciał… bo w moim odczuciu tak, jak on opowiada o kobietach, tak one pośrednio opowiadają o nim, o zagubionym chłopcu, który wcale nie jest taki zły za jakiego się uważa, o naiwnym poczuciu kontroli, która w rzeczywistości jest grą pozorów. O upokorzeniu, o pragnieniach, o chłopcu, który ukryty w ciele mężczyzny, nie chce zostać skrzywdzony, więc chowa się jeszcze głębiej niż w sobie… chowa się w kobietach, które odchodzą. Tylko że miłość bywa ślepa. Bo ta powieść jest o miłości właśnie. I wbrew pozorom, o mężczyźnie, a nie o kobietach.
Bykowski zasłania się przekonaniem, że „pisarz musi zbierać doświadczenia i wciąż doznawać rozczarowań. Bez doświadczeń literatura jest za mało epicka, bez wyobrażeń za mało liryczna. A czytelnik oczekuje pełnokrwistych postaci i wzruszeń”. Twierdzi, że doświadcza zatem rozczarowań dla dobra literatury… No cóż, osąd tego stwierdzenia pozostawiam już Wam. I bardzo jestem ciekawa Waszego na ów temat zdania.
W mojej ocenie „Kobiety to męska specjalność” to powieść o ciekawej konstrukcji, irytującym, a jednocześnie hipnotyzującym głównym bohaterze i mgnieniach kobiet, które mimo ich ulotności zapadają w pamięć. A do tego epilog, który sprawia, że z pozornie zwykłej powieść erotycznej, książka staje się intrygująca i daje do myślenia.
I jeszcze ten Patyczak… rozmowa telefoniczna z malowaniem mieszkania w tle to jeden z moich ulubionych książkowych dialogów.
Mam jednak podejrzenia, że nie każdemu ta książka się spodoba, bo to taki typ literatury, który musi trafić albo w odpowiedni czas albo w ręce odpowiedniego czytelnika. Język jest mocny, opisy erotycznych przygód bohatera chwilami bardzo naturalistyczne a i od wulgaryzmów autor nie stroni.
I na koniec wyznanie recenzentki… Czytałam chyba wszystkie powieści tego autora, nie raz miałam przyjemność prowadzić z nim spotkanie autorskie i sporo rozmów w mniej oficjalnych okolicznościach było nam dane odbyć. Innymi słowy, prywatnie znam go, cenię jako świetnego analityka rynku książki oraz specjalistę „od literatury” i najzwyczajniej w świecie lubię. Zawsze trudno mi pisać o książkach autorstwa osób, które znam, z którymi się przyjaźnie. I wcale nie chodzi o to, że traktuje je łagodniej. Jeśli mam być szczera, to właśnie zdaje mi się, że wręcz przeciwnie. Oczekuję od nich więcej już na starcie.
Co zaś się tyczy prozy Łukasza Gołębiewskiego to sądzę, że potrafi zaskoczyć. Wśród jego książek, moją ulubioną jest „Krzyk kwezala”.
Urszula Witkowska, Pelenzlew.blogspot.com

 

Zawsze chętnie!
„Kobiety to męska specjalność” to najnowsza powieść jednego z moich ulubionych polskich autorów – Łukasza Gołębiewskiego.
Patrząc na okładkę… kolejny erotyk. Większość pomyśli, no tak nadal trwa moda na erotyki, gdyby nie było zapotrzebowania już by znikły. Dalej. Kolejny autor, który zabrał się za pisanie tego typu literatury! Błąd, ogromny błąd! Jeśli ktoś tak myśli, pomyślał, jest w ogromnym błędzie. Dlaczego? Ano dlatego, że Gołębiewski w swoich wcześniejszych książkach zawsze zawierał seks, wulgaryzmy, brak cenzury! I za to właśnie go lubię – za bezpośredniość!
„Kobiety to męska specjalność” to historia pisarza C. Bykowskiego. Historia? Może nie do końca nazwałabym to historią, a wspomnieniami faceta po czterdziestce. Bykowski to typowy singiel mieszkający z kotką, nigdy z kobietami. One bywają, przewijają się, zmieniają, znikają, czasem wracają, czasami nie.
Pisarzowi to na rękę, nie chce się wiązać, bo i po co? Skoro może mieć każdą, którą chce mieć…
Tak mu się jednak wydawało… do czasu kiedy poznaje Gabi.
Kobieta zmienia wszystko w jego życiu…
Widać wystarczy jedna, by namieszać, ale tylko ta odpowiednia, dla której warto rzucić wszystko?!
Łukasz Gołębiewski to autor przeze mnie bardzo ceniony. Lubię jego styl, bezpośredniość. Choć pamiętam, że kiedyś byłam rozczarowana zakończeniem, czekałam na wielkie BUM, a dostałam… no cóż, czas o tym zapomnieć, tym razem zakończenie… sami musicie przeczytać!
Powieść ta mnie nie rozczarowała. Ukazała typ faceta jakich wielu na świecie, dla których słowo KOCHAM nie ma najmniejszego znaczenia. Zwykłe puste słowo, które pomaga czasami coś uzyskać… Chyba nie muszę mówić co. Bykowski na całe szczęście należy do tych szczerych, który „wali” prosto z mostu, i albo kobiecie to odpowiada… albo niech znika. Nie ta, znajdzie się inna.
Pytanie czyja to tak naprawdę wina? Facetów, którzy są jacy są, czy kobiet, które pozwalają się traktować przedmiotowo?
Można by polemizować długo…
Tak naprawdę chyba każdy z nas ma nadzieję na miłość, na poznanie kogoś z kim będzie się do końca życia. Ale czy tak naprawdę to jest możliwe? Czy może faktycznie lepiej zostać przy podejściu C. Bykowskiego? Żyć z dnia na dzień, karmić kota, pisać w razie potrzeby, uprawiać dobry seks i popijać wszystko dobrym alkoholem!
Dla kogo „Kobiety to męska specjalność”? Może inaczej, kto nie powinien sięgać po tę powieść? Na pewno ktoś, kto nie lubi wulgaryzmów, ale przede wszystkim erotyzmu w bardzo bezpośrednim wydaniu…
Gołębiewski jak zwykle stawia na mocne słowa, mocny alkohol, seks, punk i tym razem na fatalne zauroczenie!
Warto, oj warto! Jak zwykle rewelacyjnie 😉
Po tego autora warto sięgać!
Sabina, Sabinkat1.blogspot.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 listopada 2018 o godz. 09:02

Kartka z podróży – Zegaani

14 Zagaani (1)

Ukryty w lesie, na lekkim wzniesieniu, stoi stary klasztor Zegaani, a właściwie pozostałości po nim, czyli dwa kościoły, jeden z piątego, drugi z szóstego wieku. Freski wewnątrz są, niestety, znacznie późniejsze, pochodzą prawdopodobnie z XVI wieku. Klasztor jest częściowo ogrodzony, dostęp do niego jest otwarty, leży wśród drzew, kiedyś był to zapewne park. Porozrzucane gliniane amfory, kwewri, świadczą o produkcji wina.

17 listopada 2018 o godz. 08:31

Kartka z podróży – Wizyta w Numisi

Numisi 2018-11-06 09-18-57

Kilka lat temu Mikheil Giorgadze, wraz z żoną, Nuno, kupili stare ruiny na przedmieściach wioski Mukuzani, w Kachetii, w regionie znanym ze znakomitych win. Chciał tu postawić niewielki zajazd – pensjonat i restaurację. Przy usuwaniu cegieł odkryli 33 stare kwewri, które mają podobno ponad 500 lat i piwnice na wino, w których utrzymuje się stała temperatura 15 stopni. Postanowił uporządkować teren założyć własną winiarnię i muzeum. Zebrał masę pamiątek, nie tylko związanych z winiarstwem, ale także ogólnie z kulturą ludową regionu.

16 listopada 2018 o godz. 21:13

Rosyjska apokalipsa

„Wódka jest podobna do piosenki. Piosenka może mieć byle jakie słowa i prosta melodię, lecz ich połączenie (jak spirytusu z wodą) może piosenkę zamienić w szlagier”. ~Wiktor Jerofiejew

16 listopada 2018 o godz. 08:46

Kartka z podróży – Wizyta w Georgian Wine & Spirits

SONY DSC

Firma Georgian Wine & Spirits (GWS) powstała w 1993 roku na przedmieściach Telavi, na bazie dawnych radzieckich zakładów Telavi 2, które działały od 1976 roku. Mają 400 ha winnic w regionie Kachetii (m.in. w DOC Mukuzanii oraz Tsinandali, Tvishi, Napareuli, Kindzmarauli, Khvanchkara czy Akhasheni), ale dodatkowo skupują winogrona. Aż 70% upraw, to szczepy lokalne. Około 280 ha zajmują nasadzenia czerwonych winogron – głównie saperavi, resztę białe, poza szczepami europejskimi są to: rkatisteli, mtsvane czy tsolikouri. Właścicielem GWS są szwedzcy inwestorzy, którzy mają także znaną gruzińską winiarnię Mukhrani. W Polsce wina GWS są w ofercie Vininova.

15 listopada 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Shalauri

Shalauri 2018-11-05 13-10-58

Położona kilka kilometrów za Telavi, przy drodze do Tsinandali, malutka winnica Shalauri powstała w 2013 roku. Mają tylko 2 ha, ale jakież tu robią wybitne wina! Wyłącznie z kwewri, żadnych beczek, żadnych europejskich winifikacji. Wszystko po bożemu, to znaczy po gruzińsku. Ich rkatsiteli ma smak miodu, mtsvane pachnie jak rieslingi późnego zbioru, pomarańczowe khikhvi jest jak polne kwiaty i agrest. Mają dwa rodzaje saperavi, bardzo wytrawne i taniczne oraz niemal słodkie, ale nie w stylu win Kindzmarauli, to jest słodycz soczystej czarnej porzeczki, fig i wędzonej śliwki. W niewielkiej piwnicy na tyłach domu wkopane są kwewri, w drugiej piwnicy leżakują wina w butelkach, jest też jedna izba zamieniona na winiarnię, tu także są kwewri. Chacha ze swoich wytłoków destylują u sąsiada, ma aromat dojrzałego słonecznika. Produkty nie są bynajmniej tanie, butelka 30-40 lari.

14 listopada 2018 o godz. 08:23

Kartka z podróży – Twierdza Chailuri

07 Chailuri 2018-11-04 11-36-26

Stanąłem przy głównej drodze wiodącej z Tbilisi do Kachetii, zaraz za winiarnią KTW, dokąd każdego dnia przyjeżdżają autokary pełne Rosjan, którzy wypijają wprost ze stalowych tanków zasiarczone, bardzo młode i bardzo podłe wina. Stanąłem, bo tu cisza i spokój, a chwilę wcześniej musiałem przebijać się przez rosyjską ciżbę, żeby kupić butelkę wina kisi i kompot z owoców fejhoa w sklepiku firmowym KTW. Mają tam nie tylko wstrętne wina, ale Rosjan Gruzini prowadzą prosto do cystern, i poją paskudztwem ku własnej uciesze, zwłaszcza, że Rosjanie chwalą, siarka i kwas im nie przeszkadzają. Stanąłem tu, gdyż na lewym brzegu rzeki stoi sporych rozmiarów twierdza Chailuri (znana też jako Niakhura). Bastion jakich w Europie wiele, typowy dla fortyfikacji osmańskich. Pierwotna twierdza powstała tu w późnym średniowieczu i wraz z drugą fortyfikacją – Monavi – strzegła przejścia przez wąwóz Iori w stronę Tbilisi. Miała trzy pietra i dwie bramy. Zniszczona w 1801 roku, podczas walk o niepodległość Gruzji, odbudowana w latach 80. XX wieku, dziś częściowo porośnięta trawą. W sumie, nic ciekawego, punkt na mapie, chwila odpoczynku pomiędzy jedną winiarnią a drugą. Nieciekawe miejsca też potrafią jednak cieszyć, gdy świeci słońce, za plecami masyw Kaukazu, z lewej strony winnica, a powietrze wypełnia przyjemny zapach wypalanej za płotem trawy.

13 listopada 2018 o godz. 09:54

Kartka z podróży – Wizyta w Château Mukhrani

Mukhrani 2018-11-03 16-32-57

Obecna firma powstała w 2002 roku, powołana przez inwestorów ze Szwecji, którzy są też właścicielami firmy Georgian Wines & Spirits w Kachetii. W 2007 roku rozpoczęła działalność nowoczesna winiarnia połaczona z destylarnią chacha. Nazwa nawiązuje do najważniejszej gruzińskiej dynastii książęcej, która panowała od początku XVI do XIX wieku. Wspaniały pałac Mukhrani – dostępny dla zwiedzających – jest tu restauracja, a jednocześnie zakład produkcyjny – winiarnia i destylarnia, a w piwnicach znajduje się 60 tys. beczek z winem. Większość starzenia odbywa się we francuskim dębie. Mury zapewniają stała temperaturę 15 stopni Celsjusza. Piwnice powstały w 1878 roku, château zostało zaprojektowane przez francuskiego architekta. Była tu letnia posiadłość Romanowów. W piwnicach są kwewri, które mają 150 lat i pamiętają czasy założyciela winiarni, Ivana Mukhranbatoni. Ivan produkował w XIX wieku 1,2 mln l wina rocznie.

12 listopada 2018 o godz. 09:11

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Askaneli Brothers i Jimsher

Askaneli Brothers 2018-11-02 15-45-36

Na przedmieściach Tbilisi ulokowana jest nowoczesna winiarnia i destylarnia Askaneli Brothers. Właścicielami firmy są bracia Gocha i Jimsher Chkhaidze, nazwa Askaneli pochodzi od wioski Askana w prowincji Guria. Wedle ludowej opowieści niejaki Antimoz Askaneli zbudował tutaj piwnicę pełną kwewri do produkcji wina. Faktem jest, że we wsi można odnaleźć kwewri, które pochodzą z lat 80. XIX wieku.

11 listopada 2018 o godz. 15:56

Kartka z podróży – Come back to Tbilisi

SONY DSC

Trzeci raz jestem w Tbilisi. Zaliczyłem już trzy pory roku – lato, jesień i zimę. Nieodmiennie miasto tętni życiem. Zawsze w kolorach oferowanych na straganach owoców – granatów, szaronów, pomarańczy, zielonych fig oraz zwisających wszędzie poskręcanych, wypełnionych orzechami, churcheli. Nieodmiennie pachnie winogronami. Kuszą wine-bary i bazary. W dawnych tureckich łaźniach kwitnie rozpusta, damy wprawdzie nie mają dostępu do kapiących się panów, co jednak nie przeszkadza alfonsom by prezentować całe katalogi ze zdjęciami oczekujących prostytutek. Gorąca miłość po gorącej parowej kąpieli, do tego sto gram rozgrzewającej chacha i zawał jak w banku.

8 listopada 2018 o godz. 14:18

Gin – Świat wykwintnych alkoholi

Jeden destylowany prawdopodobnie w najmniejszym alembiku pod słońcem, inny z dodatkiem surowego mięsa wołowego, a jeszcze inny z dodatkiem soku wiśniowego. Po takim opisie trudno stwierdzić, że chodzi o gin, a jednak właśnie ten trunek jest bohaterem najnowszej książki Łukasza Gołębiewskiego. Podobnie jak producenci perfum, tak i my, czytelnicy jesteśmy zaproszeni do świata zapachów, aromatów, bo i trunek nad wyraz aromatyczny. Z jednej strony wymagający użycia raptem paru składników, więc najbardziej typowych: jałowca, dzięgla, kolendry czy kosaćca, z drugiej zachwycający ich mnogością (liczba dwucyfrowa), a zarazem zaskakujący efektem końcowym. Gin ma wiele twarzy i wiele odsłon. Choć historia ginu jest troszkę okrojona i dość zwięzła, największe pole do popisu daje przegląd jałowcówek zgromadzonych na kolejnych stronach książki. Czytając opisy tychże odnosimy wrażenie, że owszem nastąpił swoisty renesans ginu, co powinno cieszyć, ale z drugiej strony mamy do czynienia z postępującą osobliwością receptur, co jednakowoż daje pewność, że o ginie jeszcze nie raz usłyszymy i posmakujemy w przyszłości naprawdę ciekawe, nieszablonowe trunki.