19 kwietnia 2014 o godz. 21:13

Wyłowione z Netu o „Kobietach”

Oto zamieszczane przez czytelników recenzje powieści "Kobiety to męska specjalność" - na blogach, w księgarniach internetowych i na portalach recenzenckich.

„Kobiety to męska specjalność” w przypadku bohatera książki trzeba się z tym zgodzić, to jego wielka specjalność, oprócz znajomości światowych trunków. Na każdym kroku, każdego dnia towarzyszy mu jakaś kobieta. Odwiedzają go zasadniczo w jednym celu, a kiedy już ten cel zrealizują znikają z jego życia, aby potem znów powracać. Każda z nich zdaje sobie sprawę jaki jest Cyprian Bykowski. A jaki jest? To apodyktyczny i wyniosły pisarz, autor wielu „brudnych” książek. Patrzy na świat z góry i liczy się dla niego tylko własne szczęście. Nie ma ustabilizowanego życia, ciągłe romanse i upijanie się drogimi alkoholami. Jego jedyna stabilizacja to kotka Muho, o którą niekiedy dba bardziej niż o siebie. Pomimo tylu wad kobiety i tak do niego brną, pomimo iż jest dla nich niemiły i potrzebne mu są tylko do zaspokajania jego potrzeb. Zaklina się, że nigdy się nie zakocha, bo to nie dla niego. Ma bardzo poukładane życie, od A do Z, dosłownie. Każdy jego dzień wygląda podobnie, tylko że z inną panią u boku. Pomimo to wabi do siebie kolejne kobiety. Czy to jego urok osobisty, czy może naiwność i podobne potrzeby kobiet?
Cyprian Bykowski to 42-letni zepsuty mężczyzna, który dąży do samo destrukcji. Od początku nie przypadł mi do gustu. Nie cierpię tego typu ludzi, którzy traktują kobiety przedmiotowo i prowadzą taki pijański typ życia. Pan Bykowski jest bardzo pewny siebie, sądzi, że potrafi uwieść każdą kobietę, bo ma już na to wyrobiony sposób, nad którym pracował latami. Obraca się wokół niego mnóstwo kobiet, od najmłodszych, które mają 17 lat, jak i starsze, które liczą już sobie 45 lat. Każda z nich jest inna, kompletne przeciwieństwa, co bardzo podoba się bohaterowi. W każdej lubi coś innego. W jednej jest niedostępność, w drugiej zaś jej uległość. We wszystkich i tak szuka jednego, nie chce nic na stałe. Facet po prostu mocno korzysta z życia, nieco nawet przesadza. Jednakże przecież nikt mu nie zabroni…
W książce tej, jak sama okładka może nam podpowiadać, znajdziemy dużo scen erotycznych, w niektórych momentach bardzo szczegółowe. Jedynych może to zniesmaczyć, drugim zaś się spodoba. Jednakże spodziewałam się czegoś gorszego, więc aż tak źle nie jest. Byłam w sumie bardzo ciekawa, co też takiego wymyślił nasz polski autor w tymże gatunku i powiem szczerze, że czytałam lepsze pozycje. Jednakże książka „Kobiety to męska specjalność” nie jest zła. Można się w niektórych momentach nieco pogubić w czasie, mogą nas zniesmaczyć sceny, może nas wkurzać zachowanie głównego bohatera, ale koniec końców czytało mi się ją naprawdę łatwo i szybko. Pochłonęłam ją w jeden dzień, gdyż byłam ciekawa kolejnych kobiet pana C. Bykowskiego. Każdy rozdział ma tytuł, który jest imieniem poszczególnej kobiety, o której będzie nam opisywał bohater. Są momenty ciekawe, jak i nieco powiewające nudą, jednakże książka ta nie jest zła.
Czytelnicy, którzy przepadają za tym gatunkiem, mogę polecić, aby ją przeczytali, bo jest ona jako całość ciekawa ze względu na głównego bohatera. Ukazuje ona obraz człowieka zepsutego, którego koniec nie mógłby być inny, jednakże nie taki, jaki by się wszyscy spodziewali. Polecam.
Preetishya, LubimyCzytać.pl

 

Co tu można napisać? Myślę, że fani Greya znajdą tu coś dla siebie. Jeśli zdecydujesz się na tą powieść możesz być pewny, że lekki i drobiazgowy styl pisarza oraz ciekawa historia wciągnie Cię na wiele godzin. Sam mimo, że to moje pierwsze spotkanie z tym autorem i z tym gatunkiem prozy, to jednak uważam za całkiem udane.
Fini, Empik.com

 

Po fali mody na literaturę erotyczną (50 shades of Grey) przyszła fala książek polskich autorów, w podobnym typie. I choć po Gołębiewskim spodziewałam się większej głębi i konkretniejszego przesłania, to muszę przyznać, że udało mu się. Konkretnie udało mu się przedstawić archetyp kobieciarza, bawidamka, wiecznego Piotrusia Pana, egoisty i ladaco. Ale sedno leży nie w nim, tylko w kobietach, które go otaczają i lgną do niego jak muchy do miodu. Uważny czytelnik znajdzie trochę prawdy o naturze ludzkiej, która jest niezależna od płci. I która rządzi nami, o ile nie postawimy sobie w życiu celów innych niż zabawa…
Andzia, Gandalf.com.pl

 

To chyba najgorsza książka Łukasza. Mam czytając ją takie „literackie deja vu” bowiem nadal pisze o tym samym. Czyli jeden dziwny facet: Upadły, beznadziejny ale pisarz i kobiety.
Okładka budzi skojarzenia z hitem ostatnich czasów czyli powieścią „50 Twarzy Greya”. Tu bohaterem jest też mężczyzna i jego relacja do kobiet, które lgną do niego jak pszczoły do miodu. Lgną obsesyjnie, naiwnie różnego rodzaju dziewczynki, kobiety a on podwyższa swoimi łowami swoje ego, ktore jak dla mnie jest wyrazem kompleksów naszego bohatera. Nasz bohater kobiety konsumuje niczym wino, nie lubi piwa (Ach jaki jestem cool pisarz bo piwa nie lubię). Jestem znawcą kobiet i alkoholi.
Lgną do niego mężatki i inne. Właściwie prawie wszystkie.Nie wiem dlaczego bo sam bohater budzi moją litość, jeszcze bardzo mocne nawiązanie do Charlesa Bukowskiego, który jest wzorcem. Ma na imię Cyprian Bykowski.
Bardziej przeraża mnie jednak los kobiet w tej powieści. Kobiety są bezradne tak jak pisarz. Samotne nawet jeśli są mężatkami. Bezradne idące na zawołanie naszego bohatera. Poniżają się w każdym aspekcie- myślę,że pójście do łóżka z Cyprianem jest dla nich ucieczką ale i też poniżeniem. Kobiety w jego powieści są poniżane. Nie podoba mi się,że nasz bohater nie szanuje kobiet w ciąży, wyraża się o nich z obrzydzeniem. Konsumuje kobiety. Stanowią dodatek do jego hedonistycznego, beznadziejnego życia. Nasz bohater jest szczęśliwy. Ma kolekcję kobiet.
I znów się zakochuje w niejakiej Gabi, która ku mojemu zaskoczeniu okazuje się jego lustrzanym odbiciem.I wszystko to w punkowym klimacie.Jest i Patyczak, którego pamiętam z koncertów we wrocławskich lokalach.
Plusem książki jest to iż jest to droga do poznania mężczyzn. Plusem jest też opis alkoholi i trunków.
Ogólnie warto przeczytać tę książkę choć jak dla mnie za bardzo wpasowuje się w ona w nasze czasy zamiast iść ponad te czasy. Nasz bohater jest jak dla mnie zbyt przeciętny. Zbyt egoistyczny.
Brakuje mu empatii. I plusem jest puenta, której nie zdradzę. Jak śpiewał Grzegorz Ciechowski w słynnej „Mamonie”- mam wrażenie,że tak książka została napisana dla pieniędzy.
Nie ma przesłania, nie można się na niej wzorować. Można czuć radość,że nie ma nas na liście tych kobiet w kolekcji pisarza. I gdzieś tam mam nadzieję,że kobiety swój rozum mają i potrafią odszukać większe wartości w życiu aniżeli sex z pisarzem.
Anna Czyrska, Poradnikpozytywnegoartysty.blogspot

 

Kolejna książka jednego z ciekawszych pisarzy młodego pokolenia. Opowiada w większości o erotycznych fascynacjach niejakiego Bykowskiego – również pisarza. Każdy kolejny rozdział to kolejna kobieta i trochę wyuzdana historia znajomości często jednonocnej… Książkę kupiłam na wakacyjne czytanie dla męża – obojgu nam się podobała:-)
Jolka_1979, Empik.com

 

Na wstępie muszę przyznać, że nie znałam wcześniej ani autora ani jego powieści. Do lektury zachęciła mnie informacja zamieszczona przez wydawnictwo na okładce, mówiąca o tym, że jest to twórca nagrodzony m.in. medalem ministra kultury „Zasłużony dla kultury polskiej”, bo przecież nie nagradza się tym medalem byle kogo i za byle co. No i zdjęcie autora z kotem. Ono urzekło mnie najbardziej.
Przechodząc jednak do książki, powtórzę się może (i to wcale nie dla tego, że chcę za wszelką cenę schlebiać wydawnictwu), ale jest to kolejna z książek Burdy, którą mam okazję przeczytać, a która zachwyca mnie wydaniem. Po prostu trafia w mój gust, z pewnością jak w gusta wielu.
Utwór jest opowieścią pisarza o nazwisku Bykowski, choć wielu myli go z Charlesem Bukowskim. Opowieścią o jego życiu, a przede wszystkim kobietach, z którymi niezobowiązująco się w tym życiu spotyka. Książka z pozoru wydaje się być po prostu przeglądem tych kobiet, robi wrażenie pustej. Ja jednak po jej lekturze odniosłam nieco inne wrażenie. Jest to opowieść mocno ocierająca się o psychologię, która opisuje pozbawione głębszej treści życie człowieka samotnego, nieumiejącego się związać, którego jedyną stałą towarzyszką jest kotka Muho oraz jej adorator, kot sąsiadki: Pchlak. Życie Bykowskiego kręci się wokół kobiet i alkoholu. Mieszka samotnie w centrum Warszawy. Pisze. Interesuje go literatura. Wydaje się być zwykłym obywatelem po prostu nieznającym umiaru, mieszkającym sobie spokojnie z manekinem o imieniu Zuzka. Co jednak stanie się, kiedy ktoś, nie zdolny do jakiejkolwiek stałości (poza życiem w zamkniętym schemacie) zakocha się, w dodatku w w przedziwnych okolicznościach? Co stanie się, kiedy okaże się być kimś, kim tak naprawdę przez cały utwór nie wydawał się być? Powiem szczerze, dawno żadna książka mnie tak nie zaskoczyła, w dodatku w momencie, w którym naprawdę się tego nie spodziewałam, bo spodziewałam się przeczytać po prostu zwykłą powieść, opowiadającą o może trochę zbzikowanym, ale nadal zwykłym, mężczyźnie. Zamykając książkę po lekturze, naprawdę byłam w szoku. Pozytywnym szoku, rzecz jasna.
I choć może to nie jest typowe, chciałabym, pisząc o tej powieści, skupić się bardziej na formie, nie treści, gdyż ta, choć fabuła była niezła, po prostu mnie zachwyciła. Tak. Mało który autor wywiera na mnie wrażenie perfekcyjnie zaplanowaną formą utworu oraz swoją wiedzą z zakresu literatury. Łukasz Gołębiewski zrobił to właściwie od razu, nawet nie tylko za sprawą doskonałej pierwszoosobowej narracji.
Utwór podzielony jest na 3 części. Pierwsza z nich składa się z rozdziałów zatytułowanych imionami kobiet. Jest to przegląd pań, z którymi Bykowski się spotyka, z którego dowiadujemy się dużo o nim samym, a która stanowi zdecydowaną większość utworu. Druga część odbiega już od tego schematu. Jest dość zwięzła, wydaje się ostatnią, kultową dla utworu. I kiedy czytelnik myśli już, że przeczytał po prostu przeciętną książkę, dochodzi do epilogu, który sprawia, że całkowicie inaczej zaczyna na utwór patrzeć. Dostrzega w nim coś więcej. Orientuje się, o kim tak naprawdę przeczyta książkę. (Wybaczcie, choć chciałabym, nie mogę napisać więcej, gdyż nie chcę wam spolerować.)
Jak już wspomniałam, imponująca jest też przemycana do utworu wiedza autora. Nic dziwnego, narrator jest przecież pisarzem, jednak i tak robi to na mnie wrażenie. Mnie Gołębiewski kupił już we wstępie odwołaniem do petrakizmu, motywu, który wprost uwielbiam i zaryzykowałabym stwierdzenie, że jest jednym z moich ulubionych motywów literackich. Poza tym masa wtrąceń i odwołań… to wszystko naprawdę imponujące. No i te momenty, w których pisze o swojej kotce. Tak, forma utworu i język jest naprawdę ciekawy.
Jedyne, co denerwowało mnie w książce to dość ordynarne i wulgarne słownictwo. Być może dlatego, że ja po prostu jestem purystką i dbałość o język jest dla mnie ważna. Może też dlatego, że takie słownictwo mnie razi i go nie lubię. W każdym razie, w moim prywatnym odczuciu jest to minus utworu.
Podsumowując więc, „Kobiety to męska specjalność” jest książką oryginalną. Jeśli macie ochotę przeczytać coś takiego, polecam wam po nią sięgnąć. Mnie zaintrygowała.
Aaagusiek, LubimyCzytać.pl

 

Charles Bukowski… o, przepraszam, chciałam napisać Cyprian Bykowski poznał w życiu wiele kobiet… i to poznał, wierzcie mi, dogłębnie… Nic mu jednak z tych doświadczeń poza niezachwianą pewnością, że ta wielka, prawdziwa miłość w jego życiu ma na imię Muho i mruczy mu rozkosznie do uszka, gdy ten pieści jej futerko. Bo Muho to kotka. A kobiety dla Bykowskiego, to chwila. Aż do momentu, gdy na drodze naszego pisarza, znawcy alkoholi, konesera ziemskich przyjemności, miłośnika kotów, staje (to chyba jednak zbyt śmiałe określenie) Gabi.
Brzmi jak początek zwykłego romansu z domieszką erotyki? Nie, nie… poczekajcie. Dopiero się rozkręcam. A właściwie nie ja, a Łukasz Gołębiewski, autor powieści „Kobiety to męska specjalność“, której to głównym bohaterem jest wspomniany wyżej Cyprian Bykowski. Chociaż… jeśli mam być szczera – tego też nie byłabym taka pewna. Ale, o tym później. Tak więc, skoro już przy Bykowskim jesteśmy, to chyba sam siebie przedstawi najlepiej…
„Jestem pisarzem. Średnio utalentowanym i średnio docenianym, ale korzystam, jak mogę, z tej części uwagi, jaką publiczność gotowa jest mi poświęcić. Jestem pisarzem zawodowym. Utrzymuję się z tego na poziomie adekwatnym do talentu – średnim. Niewiele jednak więcej potrafię. Nie mógłbym być urzędnikiem, bo się nudzę w biurze. Nie mógłbym być robotnikiem, bo brakuje mi krzepy fizycznej. Nie mógłbym być politykiem, bo brakuje mi zainteresowania. Nie mógłbym być rolnikiem, bo nie lubię się brudzić i schylać grzbietu. Nie mógłbym być górnikiem, bo mam klaustrofobię. Nie mógłbym być elektrykiem ani hydraulikiem, bo sprawy techniczne mnie przerastają. I jeszcze w wielu innych rolach społecznie pożytecznych nigdy bym się nie odnalazł. Lubię czytać, pisać, podróżować, lubię alkohol, muzykę i moją kotkę. To wcale niemało. W każdym razie wystarcza. Nie lubię niepotrzebnie gadać ani niepotrzebnie pracować. Jestem leniwy, gnuśny i dość narcystyczny. (…) Nie oglądam TV i nie czytam gazet, chyba że piszą o mnie. Nie stoję w kolejkach, nie odbieram listów poleconych, nie byłem w wojsku, nie oddaję głosów w wyborach, nie kibicuję Legii Warszawa nie odwiedzam agencji towarzyskich, nie gram na giełdzie ani nawet w toto-lotka, nie inwestuję”.
Agnieszka… Barbara… Celina… Dorota… Edyta… Felicja… Gabi… h, i, j, k, l, m, n, o, p, r, s, t, u, w, aż po z. Bykowski opowiada o kobietach, które zwykle na chwilę, czasem na ciut dłużej pojawiły się w jego życiu. A opowieść to raczej smutna, przesiąknięta erotyzmem, czasem wręcz wulgarnością, ale wszystko w wyważonych proporcjach. A owa opowieść odsłania między słowami więcej niż Bykowski by chciał… bo w moim odczuciu tak, jak on opowiada o kobietach, tak one pośrednio opowiadają o nim, o zagubionym chłopcu, który wcale nie jest taki zły za jakiego się uważa, o naiwnym poczuciu kontroli, która w rzeczywistości jest grą pozorów. O upokorzeniu, o pragnieniach, o chłopcu, który ukryty w ciele mężczyzny, nie chce zostać skrzywdzony, więc chowa się jeszcze głębiej niż w sobie… chowa się w kobietach, które odchodzą. Tylko że miłość bywa ślepa. Bo ta powieść jest o miłości właśnie. I wbrew pozorom, o mężczyźnie, a nie o kobietach.
Bykowski zasłania się przekonaniem, że „pisarz musi zbierać doświadczenia i wciąż doznawać rozczarowań. Bez doświadczeń literatura jest za mało epicka, bez wyobrażeń za mało liryczna. A czytelnik oczekuje pełnokrwistych postaci i wzruszeń”. Twierdzi, że doświadcza zatem rozczarowań dla dobra literatury… No cóż, osąd tego stwierdzenia pozostawiam już Wam. I bardzo jestem ciekawa Waszego na ów temat zdania.
W mojej ocenie „Kobiety to męska specjalność” to powieść o ciekawej konstrukcji, irytującym, a jednocześnie hipnotyzującym głównym bohaterze i mgnieniach kobiet, które mimo ich ulotności zapadają w pamięć. A do tego epilog, który sprawia, że z pozornie zwykłej powieść erotycznej, książka staje się intrygująca i daje do myślenia.
I jeszcze ten Patyczak… rozmowa telefoniczna z malowaniem mieszkania w tle to jeden z moich ulubionych książkowych dialogów.
Mam jednak podejrzenia, że nie każdemu ta książka się spodoba, bo to taki typ literatury, który musi trafić albo w odpowiedni czas albo w ręce odpowiedniego czytelnika. Język jest mocny, opisy erotycznych przygód bohatera chwilami bardzo naturalistyczne a i od wulgaryzmów autor nie stroni.
I na koniec wyznanie recenzentki… Czytałam chyba wszystkie powieści tego autora, nie raz miałam przyjemność prowadzić z nim spotkanie autorskie i sporo rozmów w mniej oficjalnych okolicznościach było nam dane odbyć. Innymi słowy, prywatnie znam go, cenię jako świetnego analityka rynku książki oraz specjalistę „od literatury” i najzwyczajniej w świecie lubię. Zawsze trudno mi pisać o książkach autorstwa osób, które znam, z którymi się przyjaźnie. I wcale nie chodzi o to, że traktuje je łagodniej. Jeśli mam być szczera, to właśnie zdaje mi się, że wręcz przeciwnie. Oczekuję od nich więcej już na starcie.
Co zaś się tyczy prozy Łukasza Gołębiewskiego to sądzę, że potrafi zaskoczyć. Wśród jego książek, moją ulubioną jest „Krzyk kwezala”.
Urszula Witkowska, Pelenzlew.blogspot.com

 

Zawsze chętnie!
„Kobiety to męska specjalność” to najnowsza powieść jednego z moich ulubionych polskich autorów – Łukasza Gołębiewskiego.
Patrząc na okładkę… kolejny erotyk. Większość pomyśli, no tak nadal trwa moda na erotyki, gdyby nie było zapotrzebowania już by znikły. Dalej. Kolejny autor, który zabrał się za pisanie tego typu literatury! Błąd, ogromny błąd! Jeśli ktoś tak myśli, pomyślał, jest w ogromnym błędzie. Dlaczego? Ano dlatego, że Gołębiewski w swoich wcześniejszych książkach zawsze zawierał seks, wulgaryzmy, brak cenzury! I za to właśnie go lubię – za bezpośredniość!
„Kobiety to męska specjalność” to historia pisarza C. Bykowskiego. Historia? Może nie do końca nazwałabym to historią, a wspomnieniami faceta po czterdziestce. Bykowski to typowy singiel mieszkający z kotką, nigdy z kobietami. One bywają, przewijają się, zmieniają, znikają, czasem wracają, czasami nie.
Pisarzowi to na rękę, nie chce się wiązać, bo i po co? Skoro może mieć każdą, którą chce mieć…
Tak mu się jednak wydawało… do czasu kiedy poznaje Gabi.
Kobieta zmienia wszystko w jego życiu…
Widać wystarczy jedna, by namieszać, ale tylko ta odpowiednia, dla której warto rzucić wszystko?!
Łukasz Gołębiewski to autor przeze mnie bardzo ceniony. Lubię jego styl, bezpośredniość. Choć pamiętam, że kiedyś byłam rozczarowana zakończeniem, czekałam na wielkie BUM, a dostałam… no cóż, czas o tym zapomnieć, tym razem zakończenie… sami musicie przeczytać!
Powieść ta mnie nie rozczarowała. Ukazała typ faceta jakich wielu na świecie, dla których słowo KOCHAM nie ma najmniejszego znaczenia. Zwykłe puste słowo, które pomaga czasami coś uzyskać… Chyba nie muszę mówić co. Bykowski na całe szczęście należy do tych szczerych, który „wali” prosto z mostu, i albo kobiecie to odpowiada… albo niech znika. Nie ta, znajdzie się inna.
Pytanie czyja to tak naprawdę wina? Facetów, którzy są jacy są, czy kobiet, które pozwalają się traktować przedmiotowo?
Można by polemizować długo…
Tak naprawdę chyba każdy z nas ma nadzieję na miłość, na poznanie kogoś z kim będzie się do końca życia. Ale czy tak naprawdę to jest możliwe? Czy może faktycznie lepiej zostać przy podejściu C. Bykowskiego? Żyć z dnia na dzień, karmić kota, pisać w razie potrzeby, uprawiać dobry seks i popijać wszystko dobrym alkoholem!
Dla kogo „Kobiety to męska specjalność”? Może inaczej, kto nie powinien sięgać po tę powieść? Na pewno ktoś, kto nie lubi wulgaryzmów, ale przede wszystkim erotyzmu w bardzo bezpośrednim wydaniu…
Gołębiewski jak zwykle stawia na mocne słowa, mocny alkohol, seks, punk i tym razem na fatalne zauroczenie!
Warto, oj warto! Jak zwykle rewelacyjnie 😉
Po tego autora warto sięgać!
Sabina, Sabinkat1.blogspot.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

8 kwietnia 2019 o godz. 18:01

Kartka z podróży (8) Wizyta w Distillerie Trentine SAS

Distillerie Trentine-003

Destylarnia powstała w 1864 roku w miasteczku Mezzocorona. Dzisiaj w rękach piątego pokolenia, firmą kieruje Fabio Andreis wraz z żoną. W 1998 roku wybudowali nowy zakład na przedmieściach, pod pnącą się pionowo czarną skałą, która jest ulubionym miejscem tutejszych paralotniarzy. Zdarza się, że któryś z nich ląduje na dachu destylarni.

7 kwietnia 2019 o godz. 21:39

Kartka z podróży (7) Wizyta w destylarni Bertagnolli

Bertagnolli-004

Distilleria Bertagnolli została zbudowana niemal naprzeciwko stacji kolejowej w miasteczku Mezzocorona, w Trydencie. U podnóża surowych, czarnych, niemal wyrastających pionowo skał – gór o tej samej co miasteczko nazwie. To nowy, duży zakład, jednak początki firmy sięgają 1870 roku, kiedy potentat ziemski i właściciel wielkich winnic, Edoardo Bertagnolli, ożenił się z Giulią de Kreutzenberg, córką farmaceuty. Tak połączyły się winogrona i sztuka destylacji, jak to ujmuje rodzinna historia. Destylarnia została nazwana Premiata Distilleria G. Bertagnolli, na cześć Giulii. W 1886 roku uzyskali kontrakt na dostarczanie alkoholi na dwór królewski Habsburgów.

7 kwietnia 2019 o godz. 08:51

Kartka z podróży (6) Villa de Varda

Villa de Varda-009

Rodzinny producent wina i grappy oraz likierów z Trydentu, z miasteczka Mezzolombardo. Marka należy do rodziny Dolzan, nazwa pochodzi od posiadłości de Varda. Jak podają, uprawiali w regionie winogrona już w XVII wieku, początki datują się na 1678 rok. Destylarnia funkcjonuje od pięciu pokoleń. Do lat 80. XX wieku butelkowali grappy pod własnym nazwiskiem Dolzan. Dopiero kiedy kupili pałacyk zasłużonego dla regionu starego rodu Varda, zmienili też nazwę produktów. W pałacyku znajduje się dzisiaj destylarnia, a w jego piwnicach leżakują beczki z grappą. Jest tu także urocze muzeum historii grappy i winiarstwa w Trydencie, zgromadzono ok. 1600 eksponatów i blisko 300 starych dokumentów.

6 kwietnia 2019 o godz. 22:22

Kartka z podróży (5) W destylarni Walcher

Walcher-015

W 1966 roku Alfons Walcher uruchomił na rodzinnej farmie małą destylarnię z prostym alembikiem. Farma o niemieckiej nazwie Turmbachhof należy do rodziny Walcher od dziewięciu pokoleń i ulokowana jest w regionie winiarskim, w miasteczku Appiano, w Górnej Adydze. Proces destylacji odbywał się w XIII wiecznej wieży, która znajduje się na terenie należącym do rodziny Walcher.

6 kwietnia 2019 o godz. 08:48

Karta z podróży (4) Wizyta u Psennera

Psenner-039

Drugi po Ronerze największy producent grappy i owocowych destylatów w regionie Górna Adyga, zresztą obydwie destylarnie położone są po sąsiedzku, przy tej samej drodze w miasteczku Tramin, w odległości około dwustu metrów od siebie.

5 kwietnia 2019 o godz. 22:32

Kartka z podróży (3) Z wizytą u Ronera

Roner-014

Roner to jedna z najważniejszych marek na włoskim rynku producentów grappy i owocowych brandy. Mieszczą się w Górnej Adydze, u podnóża Alp, w pięknym otoczeniu winnic i sadów owocowych, w małym miasteczku Tramin, które uważane jest za miejsce, w którym po raz pierwszy zaczęto świadomie uprawiać szczep gewürztraminer.

5 kwietnia 2019 o godz. 08:23

Kartka z podróży (2) Wizyta w Borgo Vecchio

Borgo Vecchio

W kotlinie Alp, nad rzeką Brenta, przy drodze SS47 leży mała rodzinna destylarnia Borgo Vecchio – producent grappy z Ospedaletto w Trydencie. Przez przeszkloną salę z alembikami rozpościera się widok na alpejskie szczyty.

4 kwietnia 2019 o godz. 17:13

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 26

Ukazał się nowy numer (2/2019) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

4 kwietnia 2019 o godz. 16:46

Kartka z podróży (1) Winnice Górnej Adygi

Roner-068

Północy region Włoch, zdominowany przez pasma wysokich Alp, w dolinie ciągnie się rzeka Adyga oraz winnice, które zajmują prawie każdy wolny skrawek ziemi. Winnice i sady owocowe, zwłaszcza jabłonie i grusze, drzewka owocowe zwykle poprzedzają winnice, te ciągną się ku wzgórzom.

24 marca 2019 o godz. 22:56

Wymęczone zwycięstwo

68017

Mecz Polska-Łotwa w Warszawie zaczął się od ataków Łotyszy. Już w drugiej minucie Szczęsny musiał interweniować. Po kilkunastu minutach gra się wyrównała, potem Polska zaczęła przeważać, ale przeciwnik grał bez kompleksów, a my bez pomysłów. W 36. minucie Lewandowski trafił w słupek, poza tym Polska groźnych sytuacji w pierwszej połowie nie stworzyła. Na domiar nieszczęścia nasi obrońcy sprawiali wrażenie, jakby nie nadążali. W drugiej połowie gra się poprawiła, choć przez długi czas brakowało skuteczności, mieliśmy też sporo szczęścia, że nie straciliśmy gola po akcji sam na sam Karasausksa, ach te nazwiska. Gra zaczęła się jakby lepiej układać po wejściu Błaszczykowskiego. W 77. minucie Lewandowski głową strzelił bramkę po bardzo dobrym podaniu Recy. W 85. minucie strzelił Glik, po tym jak bił z rzutu rożnego Błaszczykowski. Wygraliśmy 2:0, ale męczyliśmy się strasznie. To nie jest ta sama drużyna, która tak dobrze sobie radziła na poprzednich Mistrzostwach Europy. Jest jakaś niemoc, jakaś ślamazarność. Obrona grała słabo, na szczęście przeciwnik nie potrafił egzekwować swoich szans. Jakie wnioski z tego meczu? Na pewno więcej wnosi w ataku Piątek od Milika. Klich jest słabym punktem w pomocy, z obrońców dobrze grał tylko Glik. Wygraliśmy, ale tak naprawdę przeciwnik był mało wymagający. Zresztą podobnie jak i wcześniej Austria.