12 marca 2013 o godz. 20:12

Wyłowione z Netu o „Bandytach Rodriguez”

Oto wyłowione z blogów, księgarni internetowych, for etc. recenzje powieści „Bandyci Rodriguez”.

Jakiś czas temu czytałam książkę Łukasza Gołębiewskiego „Złam prawo”, wtedy już wiedziałam, że z całą pewnością sięgnę po inne książki Autora! Dlaczego? Z wielu powodów. Przede wszystkim polubiłam styl Gołębiewskiego, po drugie – używa bezpośredniego języka i robi to śmiało i konkretnie, po trzecie – nie boi się erotyki, zresztą mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale po co? Każdy powinien przekonać się sam! Autor zdecydowanie odróżnia się od innych pisarzy stylem, bezpośrednim językiem, pomysłowością, ogromną wiarygodnością, a przy tym kocha koty…
Wracając do jego ostatniej powieści pt: „Bandyci Rodriguez”, muszę przyznać, że Łukasz Gołębiewski mnie nie zawiódł, raczej przekonał do siebie bardziej. W „Złam prawo” marudziłam, że czekałam na końcu na wielki finał, którego się nie doczekałam, ale jego najnowsza powieść mnie nie rozczarowała! Gołębiewski mnie nie rozczarował! Rozmawiając o niej śmieję się, że Autor mnie przekupił, zdecydowanie przekupił! Wystarczyło małe, miauczące futro występujące dość często w książce, by zjednać sobie taką czytelniczkę, a zarazem miłośniczkę kotów jak ja…
Meksyk. Nie ciekawe miejsce, nieciekawe dzielnice, bród, smród i ubóstwo. To właśnie na takich ulicach dorasta rodzeństwo Rodriguez, które po pewnych zdarzeniach musi uciekać i zaszyć się na jakiś czas, niestety przy tym rozdzielając się. Gdy los znowu krzyżuje ich drogi okradają bank i uciekają przed pościgiem…
Kradną, mordują i uciekają by przetrwać, chcą sławy i pieniędzy, oczekują, że kiedyś kolejne pokolenia dzieciaków wychowujących się na ulicy będą śpiewać o Bandytach Rodriguez słynne ballady… Czy tak się stanie? Czas pokażę…
„Bandyci Rodriguez” to świetna książka, która trzyma w napięciu do końca. Mocne sceny, wiarygodność czy choćby erotyka i genialne wykorzystanie własnej pasji i miłości do kotów – to zdecydowanie ogromne plusy dla Autora. Do tego rewelacyjnie napisana… cóż więcej chcieć?
Polecam! Łukasz Gołębiewski potrafi pisać, zaciekawić, ale przede wszystkim to wszystko co ma do powiedzenia potrafi przekazać…niekoniecznie w grzeczny i dający przykład innym sposób. To właśnie w nim lubię!
Sabinka (Sabinkowe Czytanie)

Trafiła pod mój dach tegoroczna nowość Wydawnictwa Jirafa Roja – „Bandyci Rodriguez”. Książka to drobna i niepozorna, chociaż z okładki – groźna, trzeba przyznać. Zarówno z przedniej, jak i tylnej obwoluty, do jej lektury zachęca nas kolejny autor spod skrzydeł owego Wydawnictwa – Dariusz Papież. Skoro mam polecenie papieskie – nie tracę ani chwili i czytam!
Łukasz Gołębiewski, dziennikarz, eseista i pisarz, był mi dotychczas autorem znanym wyłącznie ze słyszenia, niemniej jednak słyszałam wyłącznie pochlebne opinie o jego lotnym stylu i odważnym podejściu do tematyki, również erotycznej. Postanowiłam go zatem w mojej głowie ułożyć jako obiecującego polskiego pisarza młodego pokolenia i z pozytywnym nastawieniem rozpocząć przygodę z jego twórczością.
Bandytów poznajemy z dwóch perspektyw – tak różnych, jak i podobnych – tytułowego rodzeństwa Rodriguez, Ricardo i Rosity. Historia opowiedziana przez nich naprzemiennie stanowi dokumentację jednego weekendu ich życia. Czytelnik zostaje zaproszony do ich dynamicznego, a jednocześnie refleksyjnego świata, gdzie pozornie nie ma czasu na zastanowienie się nad biegiem wydarzeń – one po prostu się dzieją. Jednak poza bieżącymi zdarzeniami, dzięki bardzo osobistej narracji, bliźniaki uchylają nam rąbka tajemnicy swojej przeszłości.
Ricardo Rodriguez – 20 minut młodszy brat swojej siostry. Nieco neurotyczny, miłośnik kotów a przede wszystkim swojej kotki Muxo. Mężczyzna o naturze nieco wycofanej, refleksyjnej, niejako pokutującej.
Rosa Rodriguez – dwudziestopięcioletnia kobieta hołdująca zasadzie „żyj szybko, umieraj młodo”, twarda i odcięta od uczuć wyższych, takich jak litość czy współczucie. Można by stwierdzić, że prawdziwą miłością darzy wyłącznie swojego brata, ale czy jest to miłość siostrzana?
Książka Łukasza Gołębiewskiego zaskoczyła mnie swoim dynamizmem. Jest napisana bardzo sprawnie, a czytanie jej to prawdziwa przyjemność. Właściwie powinnam użyć słowa „pochłanianie”, ponieważ lektura jest wyjątkowo wciągająca i jestem przekonana, że jej ekranizacja z tak dużym potencjałem mogłaby odnieść spektakularny sukces.
Do porównania z kultową „W Drodze” Jacka Kerouaca dodałabym również „Savages: Ponad Bezprawiem „Dona Winslowa. „Bandyci Rodriguez” są flagową historią drogi, gdzie podróż przez meksykańskie miasteczka zbiega się z podróżą w głąb siebie. Nasi bohaterowie napadają na banki po to, by chwilę później bez cienia żalu porzucać drogie samochody. Życie młodego chłopaka ma dla nich mniejszą wartość, niż zdobycie mleka dla ukochanej kotki Ricardo. Przychodzi tu na myśl pytanie: dlaczego? A żeby poznać na nie odpowiedź, zachęcam do zmierzenia się z lekturą „Bandytów Rodriguez”.
Szczególne wrażenie zrobiła na mnie finalna scena, gdy to rodzeństwo w bardzo nietypowych okolicznościach poznaje pracującego na poczcie staruszka Marqueza. Pomoc, jakiej z pieśnią na ustach udziela im mężczyzna, jest swoistym ucieleśnieniem tego, czego w życiu poszukują ludzie wyjęci spod prawa, żyjący na krawędzi – poświęcenia i oddania. No i kotek chwyta kociarę za serce.
Książkę tę poleciłabym wszystkim tym, którym nieobce są marzenia o grzesznym życiu, a także miłośnikom kotów i scenerii Ameryki Łacińskiej. Ja zachwyciłam się tak zupełnie, zupełnie serio.
Monika Jabłońska (X-Ray of Books)

Zacznijmy od tego, że gdyby Tarantino pisał książki, to mógłby zrobić adaptację filmową tej właśnie. (sprostowanie, dla tych którzy nie załapali – gdyby, Tarantino, pisał tak samo genialnie jak robi filmy, to po przeczytaniu książki, postanowił by zmienić zawód, na właściwy. Złudne. Jasne?)
Oczywiście, że Meksyk. Jasne, że są wulgarni. Kanon literatury Disorderyzmu. Następne stwierdzenie powinno brzmieć – piją. Nie tym razem. Teraz bohaterzy odurzają się chwilą.
Ćpają życie. Po krawędzi stołu.
Bliźniaki. Morderczo, bezwzględne i zepsute. Śmierć, grabież i wieczne poszukiwanie swojego miejsca, mają w genach. Ona, uzbrojona w Colta Pythona, urodzona jako pierwsza i wyemancypowana z pod wpływu brata, jest diamentem wśród postaci kobiecych, ciosanych przez pióro autora. Idealnie, fatalna i anarchistycznie autodestrukcyjna femme fatale. Kto czytał Xennę i całą resztę, ten zrozumie. To samo, robi w książkach Horwath. Schemat bohaterek takich powieści trafia do mnie niezwykle. Są bystre, inteligentne, a jednocześnie przeżarte na wskroś czymś niezwykle plugawym, co ubrane w literki dodaje im tylko uroku. To Rosita. Kradnie, zabija, od niechcenia. Pieniądze i wartości materialne nie mają dla niej znaczenia, a jednak oddaje im się bez reszty. Nie wbrew sobie. Na przekór. Bo życie jest na przekór, śmierci. Kultu tego rodzeństwa.
Ricardo. Brat bliźniak noszący za paskiem S&W kalibru 44. Żyjący w kodeksie gangstersko rycerskim, marzy o śmierci w chwale. Coś na granicy odstrzelenia ręki od walizki z koką, a bohaterskim zasłonięciem Rosity własnym ciałem. To drugie chyba nawet bardziej. Bo kipi aż od więzi przesiąkniętej kazirodztwem. Ricardo się nad tym nie zastanawia. On robi, nie gada. I nie lubi niegadania innych.
„Robię się zły, Pedro, kiedy milczysz. Wiesz, co robię, jak jestem zły? Wiesz co? Kurwa, zaraz się przekonasz”.
To może nie trąci Tarantinem?
Akcja jest zbyt krótka, żeby o niej pisać. Jest natomiast spektakularna, czego o okładce powiedzieć nie można. Właściwie, to nawet szkoda mi tego jak treść, psuje oprawa graficzna. Coltów nie uświadczysz, a szkoda.
Porównują ta książkę, do Kerouaca i jego powieści drogi. Błędnie moim zdaniem. To powieść trwania w jednym miejscu. W Meksyku, Wśród dragów, przemocy i całego syfu. O odnajdywaniu siebie w tym wszystkim. Wypracowaniu metody na życie. Tu przychodzisz na świat, bliźniaczo, w brudzie egzystencji. Rośniesz, bliźniaczo, piętnowany otoczeniem zepsutym i prymitywnym. Dorastasz, kształtowany przez proste, umrzeć albo przeżyć, bliźniaczo. I wychodzą z tego dwie, odmienne postaci, dusze. Przez kontekst płci? Kontekst bodźców zewnętrznych? Co sprawia, że Rosita, tylko na pozór, utrzymuję poprzeczkę tak nisko jak Ricardo? Dlaczego jednocześnie dla Richarda, najwyższą poprzeczką jest honor utożsamiany z siostrą?
Bunt, brud i przekraczanie granic.
Czyli nic dziwnego u Łukasza, a jednocześnie świeżego, bo wszyscy trzeźwi.
Przeczytałam w jeden dzień. To mnie martwi. Płodny i dobry autor, pisze genialnie i krótko. A genialny, płodzi długo i dobrze.
Lilou (okiemneurotyczki.blogspot.com)

Łukasz Gołębiewski to dziennikarz, krytyk literacki, przez ponad dziesięć lat związany z „Rzeczpospolitą”. Jest również redaktorem i wydawcą „Magazynu Literackiego Książki” i „Biblioteki Analiz”. Ponadto jest autorem książek „Xenna moja miłość”, „Melanże z żyletką”, „Disorder i ja”, „Złam prawo”, „Bomba w windzie”, „Krzyk kwezala” a także książki podróżniczej „Meksyk- kraj kontrastów” oraz esejów o przyszłości kultury.
Pochlebne recenzje twórczości Łukasza Gołębiewskiego zaintrygowały mnie i skłoniły do zapoznania się z jego książkami. Swoją czytelniczą znajomość z autorem postanowiłam rozpocząć od kryminalnej przygody w rytmie meksykańskiej korridy „Bandyci Rodriguez”- najnowszego „dziecka” Pana Łukasza.
Krótko mówiąc książka mnie zaskoczyła.
Rosita i Ricardo są sierotami. Nigdy nie zaznali miłości rodzicielskiej. Matka porzuciła ich w niemowlęctwie, a ojciec mocno zaangażowany w bandycki proceder, zmarł nigdy nie ujrzawszy swych dzieci. W spadku zostawił swoim pociechom, przekazywane z pokolenia na pokolenie, dwa rewolwery „srebrny ośmiocalowy Python i Smith&Wesson z lufą 8 3/8 cala”.
Lata dziewięćdziesiąte, Meksyk. Bród, smród, głód, ubóstwo, nędza, brak perspektyw…
Życie bliźniaków Rosity i Ricardo napędza adrenalina. Przygody, niebezpieczeństwo, łamanie zasad, szybkość, szalone ucieczki, przemoc, brutalność, zbrodnia to ich codzienność. Napająją się każdą chwilą życia i ciągle im mało, a do tego chcą być sławni, zostać legendą, bohaterami pieśni, umrzeć w chwale z bronią w ręku…
Dokąd ich to doprowadzi? Czy mogą czuć się bezkarni? Czego najbardziej żałują?
Pierwsze o czym wspomnę i co ogromnie mi się spodobało, to bardzo dynamiczna akcja choć obejmuje zaledwie dwa dni z życia bohaterów, ciągle działo się coś nowego i zaskakującego. W każdym rozdziale, na każdej stronie pełno jest wydarzeń, które zmieniają pierwotny obraz sytuacji, postaci, wzajemnych odczuć i emocji.
Podziwiam Łukasza Gołębiewskiego za to, że na tak ograniczonej objętości książki potrafił rozmieścić swoje pomysły, nie zdezorientować przy tym czytelnika i nie czyniąc z powieści jarmarcznej tandety, a bardzo intrygującą bandycką opowieść z góry skazaną na tragiczny finał. Mocne i często pikantne sceny są bardzo kontrowersyjne ale idealnie pasują do charakteru powieści.
Do gustu przypadła mi również narracja pierwszoosobowa, naprzemienna, prowadzona z punktu widzenia Rosity i Ricardo. Taka forma książki pozwala na bardziej osobiste przeżywanie i doświadczanie poznawanej historii. Łatwiej jest się utożsamić z bohaterem, wejść w jego skórę i choć na chwilę przenieść się w czasie i przestrzeni.
Opowieść o wydarzeniach współczesnych przeplatana jest wspomnieniami i próbą analizy zachowań własnych, swoich przodków, a także pewną refleksją nad bytem człowieczym.
Bardzo dobrym pomysłem było udzielenie głosu kobiecie i mężczyźnie, dzięki czemu mamy okazję pełniej spojrzeć na opisywane sytuacje, porównać je, wyciągnąć ukryte wnioski i znaczenia oraz przekonać się jak dane wydarzenie „widzi” każda z płci. Bardzo ciekawe doświadczenie.
Sami bohaterowie… intrygujący, żywi, szaleni, irytujący, boscy, charyzmatyczni… Tak długo żyli wśród przemocy, brutalności, zbrodni, że przestają zauważać granice między tym co dobre a co złe, moralne a grzeszne…
Postacie Rosity i Ricardo składają się z samych paradoksów: z jednej strony mili i uprzejmi, a z drugiej okrutni mordercy, trzymają się własnych zasad i łamią granice tabu, a co najdziwniejsze i najciekawsze mają mylne wyobrażenie o sobie nawzajem…
„Bandyci Rodriguez” to bardzo dobra i wartościowa książka, która wciągnie bez reszty. Koniecznie musicie poznać bliźnięta Rodriguez, poznać ich zdanie na temat życia, marzeń, przekraczanie granic.
Alekasandra (Aleksandrowemysli.blogspot.com)

Bandyci do utraty tchu
Powieść z gatunku męskich przygodówek. Mocne sceny, dramatyczne pościgi, podstępne ucieczki, występki i zbrodnie, podlane gęstym sosem erotyki i zakazanej miłości.
Mało wam?
Powieść drogi. Ucieczki. Buntu.
Łamaniu tabu.
Grozie.
Wściekłym głodzie życie.
Szaleńczej odwadze.
Śmierci.
Mało wam?
O miłości.
Jeśli nadal wam mało, to nie jest to książka dla was.
Powieść barwna, soczysta, ostra, mroczna. Wpisująca się w tradycję bandyckich romansów, ucieczek przed całym światem. Kochanków rzucających wyzwanie światu. I nie w tym rzecz, czy się bohaterów lubi. Oni nie są do lubienia, oni są po to by zginąć młodo i z hukiem, spłonąć – o, jakże inaczej! – spłonąć, bo ogień jest żywiołem takich jak oni.
Powieść o zepsuciu. O utraconej niewinności. O oszustwie, które jest obecne nawet w najintymniejszej relacji rodzeństwa (gdy ona śpi…). O straceńczej próbie wyzyskania dla siebie tego, co w świecie da się wyzyskać, w tym także drugiego człowieka.
Tak, bandyci Rodriguez to prawdziwi bandyci. Naprawdę zabijają i wcale nie samych złych ludzi. Zabijają niewinnych, miłych. Więc to też powieść o moralności. O tym, jak daleko można się posunąć.
I sama nie wiem, czy autor aspirował do wlania w nią głębszych treści, czy powstała li tylko ku uciesze. Odkłada się ją z ulgą, że to tylko książka. I znów jesteśmy po bezpiecznej stronie.
Zuzanna Lenska (PapieroweMysli.pl)

Zabij nudę
Bracia Rodriguez, najnowsza książka Łukasza Gołębiewskiego, przypomina klimat filmów Tarantino czy historii Bonnie i Clydea. Związane niejednoznacznymi więziami rodzeństwo rozpoczyna szaleńczą podróż ku intensywnym wrażeniom.
Trzy dni, Meksyk. Piękna kobieta i niepozorny mężczyzna. Za nimi kot.
Kto da się zwieść tej słodkiej dziewczynie o kształtnym ciele, ten będzie musiał stawić czoła jej nieobliczalnemu, brutalnemu bratu, który z łatwością przeleje krew każdego, kto wywoła choć najmniejszy dyskomfort u jego ukochanej Rosity.
Rodrigo nie zna litości. Nie zna odpoczynku. Nie wie, co to dom, stabilizacja, bezpieczeństwo. Wraz z Rositą jeżdżą od miasta do miasta, kradnąć i zabijając, prowadząc słodkie życie na krawędzi.
Jednak jak długo da się uciekać w efektownym stylu przed policją? Jak długo można narazać życie niewinnych na rzecz własnej zabawy?
Cóż, choć Rosita i Rodrigo nie zaprzątają sobie głowy takimi pytaniami, to one same niedługo zaczną domagać się odpowiedzi.
Cięty humor, erotyczne napięcie, szybka akcja i morze krwi. Nie uwierzycie, ile może się wydarzyć w przeciągu trzech dni. Bohaterowie używają wszelkich możliwych środków lokomocji, Rodrigo traci palec, Rosita musi część trasy przejechać prawie naga, by w końcu przebrać się w balową sukienkę z cekinów. Ta właśnie scena – w której Rosita, brudna od krwi, spocona ciągłą jazdą, musi się przebrać w suknię wieczorową, gdyż taką zdobył dla niej Rodrigo, chcąc zrobić jej przyjemność – dowodzi pokrewieństwa wrażliwości Gołębiewskiego i absurdalnego humoru spod znaku Tarantino czy innych ironicznych gier w kinie klasy B.
Koobe (Publikuj.org)

Radykalnie przeciw nudzie
Rzecz się dzieje przez trzy krótkie dni w Meksyku w roku 1996. Niepozorny mężczyzna z kotem, obok niego zjawiskowa piękność.  Cóż można zdradzić więcej, by nie odebrać przyjemności lektury?
Dwoje bliźniąt, które nie znają lęku ani granic, niczego się nie boją, nawet śmierci. Pragną tylko jednego: nigdy się nie nudzić. Nigdy nie czuć pustki ani ograniczenia. Rodzeństwo Rodriguez nie kończy na marzeniach o wolności: oni traktują je poważnie i radykalnie. Wcielają je w życie za wszelką cenę.
Co jednak leży u źródeł ich agresywnego parcia ku nowym doświadczeniom? Czy można nie bać się niczego i niczego nie żałować? O czym naprawdę myślą bliźnięta Rodriguez, kiedy rabują banki, uciekają przed policją, mordują? Być może to w nich samych jest pustka, przed którą wciąż uciekają?
Ta książka nie jest jedynie erotyczno-sensacyjną feerią, ale uniwersalną anatomią nudy, nudy, która polega właśnie na tym, że trzeba ją koniecznie zagadać.
Fajerwerki, jakie znajdzie czytelnik w powieści (któż zliczy łuski, trupy i objawienia nagich ciał, którymi usłana jest droga wiodąca przez karty tej książki?) nie są jedynie ornamentami. Gdzieś pod spodem, pod głównym, sensacyjnym wątkiem Bandyci Rodriguez kryją się pytania o granice wolności, o znudzenie i o możliwość przekroczenia siebie samego.
Akcja książki zajmuje jedynie trzy dni. Tak wiele i tak mało, w ciągu tego czasu bohaterowie przeżyli zapewne więcej niż wielu zwykłych śmiertelników przez całe życie, ale czy intensywność doznań faktycznie jest miarą jakości życia?
Ewa, Artelis.pl (numer seryjny:5235fbe4-4cf4-48c3-8be9-55045bef4303)

I jak mam nie lubić mojego drogiego kuzyna Łukasza? Przecież to gejzer pomysłów! I co za energia! Wrócił z Etiopii, skoczył do Holandii, ledwo dwa dni posiedział i juz podróż do Stanów. Jeszcze nie odnotowałem jego powrotu do Polski, a juz na Fb reportaże ze Słowacji, Czech, Wegier i Serbii. Do tego analizy rynku i pisanie nowych książek. /już 32 pozycje na „naszym” portalu/. To i jego bohaterowie też pędzą i pędzą. Do tego alkohol, seks i kupa trupów. Jednym słowem lektura „z przymrużeniem oka”, miła, łatwa i przyjemna, idealna, by utrakcyjnić 2-3 godzinną podróż. A, że w mojej ocenie trochę nepotyzmu……Cha! Cha!
Wojciech Gołębiewski (http://wgwg1943.blogspot.com)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

9 sierpnia 2018 o godz. 21:36

Leopold Tyrmand: Filip

filip-b-iext50293206

Ostatnia powieść jaką Tyrmand opublikował przed opuszczeniem Polski. Wyszła w 1961 roku, autor „Złego” opuścił na stałe kraj w 1965. Wojna widziana zza kulis, daleko od frontu, daleko od biedy, a przecież strach i niepewność to stałe elementy życia bohaterów, w tym tytułowego Filipa. Akcja rozgrywa się głównie we Frankfurcie, mieście, w którym jest zbyt wiele majątku Rothschildów by Alianci mieli je bombardować. Przynajmniej tak sobie mówią mieszkańcy, także cyniczni Niemcy, którym nie spieszno walczyć w imię ej mrzonki o Tysiącletniej Rzeszy. Filip jest Polakiem, byłym studentem archeologii, przedostał się do Niemiec z fałszywymi dokumentami z terenów Litwy i podjął pracę jako kelner w dość dobrze prosperującym Park Hotelu. Udaje urodzonego w Warszawie Francuza. Pracuje w międzynarodowym towarzystwie kelnerów, których walka z faszyzmem sprowadza się do tego, że plują kierownikowi hotelu do kawy. Wojnę oglądamy z boku, z przymrużeniem oka, bo łatwiej obracać lęki w żart niż stawiać im czoło. „Człowiek sam już nie wie, po której stronie jest i czego chce”, mówi bohater tej książki i tak jest istotnie. Niby każdy Niemiec to wróg, ale los zrządza, że Filip zakochuje się w młodziutkiej i pięknej Niemce. Nie waha się też korzystać z pomocy Niemców, kiedy tylko nadarza się okazja.

5 sierpnia 2018 o godz. 17:44

Miasto dla mieszkańców!

CCI20160104_0003

Dlaczego cykliści ścigają się po ulicach Warszawy a nie na torach wyścigowych? Jeszcze trochę a wypuszczą na ulice konie ze Służewca. Dużo jest w mieście bezsensownych zakazów, czy nie można by jeszcze dołożyć zakazu maratonów, wyścigów, rajdów oraz demonstracji? Biegacze do lasu, cykliści na tory, rolnicy do brony, a politycy na ring! Ulice miasta dla mieszkańców, nie dla sportowców i frustratów!

4 sierpnia 2018 o godz. 22:50

Jabłkowa Warka

Szlak-jablkowy

Zrobiłem sobie wycieczkę rowerową do Warki. Przyjemna trasa wzdłuż sadów, jabłka i gruszki, pod którymi uginają się gałęzie drzew. Im bliżej Warki, tym liczniejsze po drodze zakłady przetwórstwa jabłek, tłocznie soków, fabryki cydrów…

2 sierpnia 2018 o godz. 09:21

Kartka z podróży – w Brześciu

20180719_204822

Nocleg załatwiany przez białoruskie biuro podróży. Hotel Vesta ma trzy gwiazdki, drogie pokoje, ale wewnątrz wygląda jak skansen ZSRR. Stare, śmierdzące dywany, najbrzydsze meble z Emilki… Rozpacz.

1 sierpnia 2018 o godz. 08:42

Kartka z podróży – Białoruś

20180721_141546

Żeby pojechać do Brześcia czy Grodna nie potrzebujesz wizy czy przepustki. Na granicy w Połowcach nie ma kolejek. Jest trochę formalności. Dostaje się deklarację celną, 50 pozycji drobnym druczkiem, bukvami, po kwadransie dałem za wygraną. okazało się, że wystarczy pójść do odpowiedniego okienka, zapłacić równowartość ok. 30 zł, podać swój pesel i powiedzieć, ze nic się nie przewozi. Pani daje wydruk z komputera i gotowe. A zatem niby nie ma żadnych opłat na granicy, a jednak…

31 lipca 2018 o godz. 19:02

Akademia Brandy – odcinek 5

Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu „Aqua Vitae” opowiada jak zaczęła się historia Metaxy i dlaczego Metaxa nie jest brandy. Zapraszamy do kolejnego odcinka Akedemii Brandy z Pliską.

31 lipca 2018 o godz. 09:49

Kartka z podróży – Stara gorzelnia w Wierzchowicach

20180719_170945

Obecnie po Białoruskiej stronie granicy znajduje się wieś Wierzchowice (Вярховічы), gdzie zachowały się pozostałości dawnych dóbr magnackich Sapiehów, m.in. stary spichlerz, a także przy wyjeździe z wioski w kierunku Brześcia – okazała gorzelnia, będąca częścią późniejszego folwarku rodziny Rothów. Stanęła w miejscu wcześniejszego browaru, w 1908 roku. Długi budynek, otynkowany obecnie od frontu na błękit, zieleń, róż, wyblakłą czerwień. Spirytus produkowano tu aż do 1985 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow, w ramach swojej kampanii abstynenckiej nie zamienił gorzelni na krochmalnię. Do dziś przerabia się tu ziemniaki zamiast na alkohol, to na mączkę skrobiową.

30 lipca 2018 o godz. 21:07

Alkoholowe dzieje Polski – czasy rozbiorów i powstań

Besala

„Alkoholowe dzieje Polski” Jerzego Besali, to książka bardziej o obyczajach Polaków, niż o alkoholu. Pełna relacji pamiętnikarskich i kronikarskich, ale też anegdot. Drugi tom, przedstawiający Polskę pod zaborami, w znacznie większym stopniu niż pierwszy opiera się na materiale źródłowym, niż na spekulacjach autora. podobnie jednak jak pierwszy, tak i ten, pisany jest w luźnym stylu publicystycznym, w myśl zasady – najważniejsze, żeby nie zanudzić czytelnika.

30 lipca 2018 o godz. 17:10

Z Prusa

„Cywilizacja ma dwa przeciwległe bieguny. Jednym jest szynk, drugim księgarnia”. ~ Bolesław Prus (1882)

28 lipca 2018 o godz. 11:14

Dzisiaj Nancy Regan

20180601_201555

Dzisiaj o godz. 18.00 koncert zespołu Nancy Regan pt. „Początki Polskiej Sceny Alternatywnej”. Martyna Załoga wykona utwory zespołów, które dały początek polskiej scenie alternatywnej. Po koncercie muzyka live przy ognisku. Wstęp wolny.