12 marca 2013 o godz. 20:12

Wyłowione z Netu o „Bandytach Rodriguez”

Oto wyłowione z blogów, księgarni internetowych, for etc. recenzje powieści „Bandyci Rodriguez”.

Jakiś czas temu czytałam książkę Łukasza Gołębiewskiego „Złam prawo”, wtedy już wiedziałam, że z całą pewnością sięgnę po inne książki Autora! Dlaczego? Z wielu powodów. Przede wszystkim polubiłam styl Gołębiewskiego, po drugie – używa bezpośredniego języka i robi to śmiało i konkretnie, po trzecie – nie boi się erotyki, zresztą mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale po co? Każdy powinien przekonać się sam! Autor zdecydowanie odróżnia się od innych pisarzy stylem, bezpośrednim językiem, pomysłowością, ogromną wiarygodnością, a przy tym kocha koty…
Wracając do jego ostatniej powieści pt: „Bandyci Rodriguez”, muszę przyznać, że Łukasz Gołębiewski mnie nie zawiódł, raczej przekonał do siebie bardziej. W „Złam prawo” marudziłam, że czekałam na końcu na wielki finał, którego się nie doczekałam, ale jego najnowsza powieść mnie nie rozczarowała! Gołębiewski mnie nie rozczarował! Rozmawiając o niej śmieję się, że Autor mnie przekupił, zdecydowanie przekupił! Wystarczyło małe, miauczące futro występujące dość często w książce, by zjednać sobie taką czytelniczkę, a zarazem miłośniczkę kotów jak ja…
Meksyk. Nie ciekawe miejsce, nieciekawe dzielnice, bród, smród i ubóstwo. To właśnie na takich ulicach dorasta rodzeństwo Rodriguez, które po pewnych zdarzeniach musi uciekać i zaszyć się na jakiś czas, niestety przy tym rozdzielając się. Gdy los znowu krzyżuje ich drogi okradają bank i uciekają przed pościgiem…
Kradną, mordują i uciekają by przetrwać, chcą sławy i pieniędzy, oczekują, że kiedyś kolejne pokolenia dzieciaków wychowujących się na ulicy będą śpiewać o Bandytach Rodriguez słynne ballady… Czy tak się stanie? Czas pokażę…
„Bandyci Rodriguez” to świetna książka, która trzyma w napięciu do końca. Mocne sceny, wiarygodność czy choćby erotyka i genialne wykorzystanie własnej pasji i miłości do kotów – to zdecydowanie ogromne plusy dla Autora. Do tego rewelacyjnie napisana… cóż więcej chcieć?
Polecam! Łukasz Gołębiewski potrafi pisać, zaciekawić, ale przede wszystkim to wszystko co ma do powiedzenia potrafi przekazać…niekoniecznie w grzeczny i dający przykład innym sposób. To właśnie w nim lubię!
Sabinka (Sabinkowe Czytanie)

Trafiła pod mój dach tegoroczna nowość Wydawnictwa Jirafa Roja – „Bandyci Rodriguez”. Książka to drobna i niepozorna, chociaż z okładki – groźna, trzeba przyznać. Zarówno z przedniej, jak i tylnej obwoluty, do jej lektury zachęca nas kolejny autor spod skrzydeł owego Wydawnictwa – Dariusz Papież. Skoro mam polecenie papieskie – nie tracę ani chwili i czytam!
Łukasz Gołębiewski, dziennikarz, eseista i pisarz, był mi dotychczas autorem znanym wyłącznie ze słyszenia, niemniej jednak słyszałam wyłącznie pochlebne opinie o jego lotnym stylu i odważnym podejściu do tematyki, również erotycznej. Postanowiłam go zatem w mojej głowie ułożyć jako obiecującego polskiego pisarza młodego pokolenia i z pozytywnym nastawieniem rozpocząć przygodę z jego twórczością.
Bandytów poznajemy z dwóch perspektyw – tak różnych, jak i podobnych – tytułowego rodzeństwa Rodriguez, Ricardo i Rosity. Historia opowiedziana przez nich naprzemiennie stanowi dokumentację jednego weekendu ich życia. Czytelnik zostaje zaproszony do ich dynamicznego, a jednocześnie refleksyjnego świata, gdzie pozornie nie ma czasu na zastanowienie się nad biegiem wydarzeń – one po prostu się dzieją. Jednak poza bieżącymi zdarzeniami, dzięki bardzo osobistej narracji, bliźniaki uchylają nam rąbka tajemnicy swojej przeszłości.
Ricardo Rodriguez – 20 minut młodszy brat swojej siostry. Nieco neurotyczny, miłośnik kotów a przede wszystkim swojej kotki Muxo. Mężczyzna o naturze nieco wycofanej, refleksyjnej, niejako pokutującej.
Rosa Rodriguez – dwudziestopięcioletnia kobieta hołdująca zasadzie „żyj szybko, umieraj młodo”, twarda i odcięta od uczuć wyższych, takich jak litość czy współczucie. Można by stwierdzić, że prawdziwą miłością darzy wyłącznie swojego brata, ale czy jest to miłość siostrzana?
Książka Łukasza Gołębiewskiego zaskoczyła mnie swoim dynamizmem. Jest napisana bardzo sprawnie, a czytanie jej to prawdziwa przyjemność. Właściwie powinnam użyć słowa „pochłanianie”, ponieważ lektura jest wyjątkowo wciągająca i jestem przekonana, że jej ekranizacja z tak dużym potencjałem mogłaby odnieść spektakularny sukces.
Do porównania z kultową „W Drodze” Jacka Kerouaca dodałabym również „Savages: Ponad Bezprawiem „Dona Winslowa. „Bandyci Rodriguez” są flagową historią drogi, gdzie podróż przez meksykańskie miasteczka zbiega się z podróżą w głąb siebie. Nasi bohaterowie napadają na banki po to, by chwilę później bez cienia żalu porzucać drogie samochody. Życie młodego chłopaka ma dla nich mniejszą wartość, niż zdobycie mleka dla ukochanej kotki Ricardo. Przychodzi tu na myśl pytanie: dlaczego? A żeby poznać na nie odpowiedź, zachęcam do zmierzenia się z lekturą „Bandytów Rodriguez”.
Szczególne wrażenie zrobiła na mnie finalna scena, gdy to rodzeństwo w bardzo nietypowych okolicznościach poznaje pracującego na poczcie staruszka Marqueza. Pomoc, jakiej z pieśnią na ustach udziela im mężczyzna, jest swoistym ucieleśnieniem tego, czego w życiu poszukują ludzie wyjęci spod prawa, żyjący na krawędzi – poświęcenia i oddania. No i kotek chwyta kociarę za serce.
Książkę tę poleciłabym wszystkim tym, którym nieobce są marzenia o grzesznym życiu, a także miłośnikom kotów i scenerii Ameryki Łacińskiej. Ja zachwyciłam się tak zupełnie, zupełnie serio.
Monika Jabłońska (X-Ray of Books)

Zacznijmy od tego, że gdyby Tarantino pisał książki, to mógłby zrobić adaptację filmową tej właśnie. (sprostowanie, dla tych którzy nie załapali – gdyby, Tarantino, pisał tak samo genialnie jak robi filmy, to po przeczytaniu książki, postanowił by zmienić zawód, na właściwy. Złudne. Jasne?)
Oczywiście, że Meksyk. Jasne, że są wulgarni. Kanon literatury Disorderyzmu. Następne stwierdzenie powinno brzmieć – piją. Nie tym razem. Teraz bohaterzy odurzają się chwilą.
Ćpają życie. Po krawędzi stołu.
Bliźniaki. Morderczo, bezwzględne i zepsute. Śmierć, grabież i wieczne poszukiwanie swojego miejsca, mają w genach. Ona, uzbrojona w Colta Pythona, urodzona jako pierwsza i wyemancypowana z pod wpływu brata, jest diamentem wśród postaci kobiecych, ciosanych przez pióro autora. Idealnie, fatalna i anarchistycznie autodestrukcyjna femme fatale. Kto czytał Xennę i całą resztę, ten zrozumie. To samo, robi w książkach Horwath. Schemat bohaterek takich powieści trafia do mnie niezwykle. Są bystre, inteligentne, a jednocześnie przeżarte na wskroś czymś niezwykle plugawym, co ubrane w literki dodaje im tylko uroku. To Rosita. Kradnie, zabija, od niechcenia. Pieniądze i wartości materialne nie mają dla niej znaczenia, a jednak oddaje im się bez reszty. Nie wbrew sobie. Na przekór. Bo życie jest na przekór, śmierci. Kultu tego rodzeństwa.
Ricardo. Brat bliźniak noszący za paskiem S&W kalibru 44. Żyjący w kodeksie gangstersko rycerskim, marzy o śmierci w chwale. Coś na granicy odstrzelenia ręki od walizki z koką, a bohaterskim zasłonięciem Rosity własnym ciałem. To drugie chyba nawet bardziej. Bo kipi aż od więzi przesiąkniętej kazirodztwem. Ricardo się nad tym nie zastanawia. On robi, nie gada. I nie lubi niegadania innych.
„Robię się zły, Pedro, kiedy milczysz. Wiesz, co robię, jak jestem zły? Wiesz co? Kurwa, zaraz się przekonasz”.
To może nie trąci Tarantinem?
Akcja jest zbyt krótka, żeby o niej pisać. Jest natomiast spektakularna, czego o okładce powiedzieć nie można. Właściwie, to nawet szkoda mi tego jak treść, psuje oprawa graficzna. Coltów nie uświadczysz, a szkoda.
Porównują ta książkę, do Kerouaca i jego powieści drogi. Błędnie moim zdaniem. To powieść trwania w jednym miejscu. W Meksyku, Wśród dragów, przemocy i całego syfu. O odnajdywaniu siebie w tym wszystkim. Wypracowaniu metody na życie. Tu przychodzisz na świat, bliźniaczo, w brudzie egzystencji. Rośniesz, bliźniaczo, piętnowany otoczeniem zepsutym i prymitywnym. Dorastasz, kształtowany przez proste, umrzeć albo przeżyć, bliźniaczo. I wychodzą z tego dwie, odmienne postaci, dusze. Przez kontekst płci? Kontekst bodźców zewnętrznych? Co sprawia, że Rosita, tylko na pozór, utrzymuję poprzeczkę tak nisko jak Ricardo? Dlaczego jednocześnie dla Richarda, najwyższą poprzeczką jest honor utożsamiany z siostrą?
Bunt, brud i przekraczanie granic.
Czyli nic dziwnego u Łukasza, a jednocześnie świeżego, bo wszyscy trzeźwi.
Przeczytałam w jeden dzień. To mnie martwi. Płodny i dobry autor, pisze genialnie i krótko. A genialny, płodzi długo i dobrze.
Lilou (okiemneurotyczki.blogspot.com)

Łukasz Gołębiewski to dziennikarz, krytyk literacki, przez ponad dziesięć lat związany z „Rzeczpospolitą”. Jest również redaktorem i wydawcą „Magazynu Literackiego Książki” i „Biblioteki Analiz”. Ponadto jest autorem książek „Xenna moja miłość”, „Melanże z żyletką”, „Disorder i ja”, „Złam prawo”, „Bomba w windzie”, „Krzyk kwezala” a także książki podróżniczej „Meksyk- kraj kontrastów” oraz esejów o przyszłości kultury.
Pochlebne recenzje twórczości Łukasza Gołębiewskiego zaintrygowały mnie i skłoniły do zapoznania się z jego książkami. Swoją czytelniczą znajomość z autorem postanowiłam rozpocząć od kryminalnej przygody w rytmie meksykańskiej korridy „Bandyci Rodriguez”- najnowszego „dziecka” Pana Łukasza.
Krótko mówiąc książka mnie zaskoczyła.
Rosita i Ricardo są sierotami. Nigdy nie zaznali miłości rodzicielskiej. Matka porzuciła ich w niemowlęctwie, a ojciec mocno zaangażowany w bandycki proceder, zmarł nigdy nie ujrzawszy swych dzieci. W spadku zostawił swoim pociechom, przekazywane z pokolenia na pokolenie, dwa rewolwery „srebrny ośmiocalowy Python i Smith&Wesson z lufą 8 3/8 cala”.
Lata dziewięćdziesiąte, Meksyk. Bród, smród, głód, ubóstwo, nędza, brak perspektyw…
Życie bliźniaków Rosity i Ricardo napędza adrenalina. Przygody, niebezpieczeństwo, łamanie zasad, szybkość, szalone ucieczki, przemoc, brutalność, zbrodnia to ich codzienność. Napająją się każdą chwilą życia i ciągle im mało, a do tego chcą być sławni, zostać legendą, bohaterami pieśni, umrzeć w chwale z bronią w ręku…
Dokąd ich to doprowadzi? Czy mogą czuć się bezkarni? Czego najbardziej żałują?
Pierwsze o czym wspomnę i co ogromnie mi się spodobało, to bardzo dynamiczna akcja choć obejmuje zaledwie dwa dni z życia bohaterów, ciągle działo się coś nowego i zaskakującego. W każdym rozdziale, na każdej stronie pełno jest wydarzeń, które zmieniają pierwotny obraz sytuacji, postaci, wzajemnych odczuć i emocji.
Podziwiam Łukasza Gołębiewskiego za to, że na tak ograniczonej objętości książki potrafił rozmieścić swoje pomysły, nie zdezorientować przy tym czytelnika i nie czyniąc z powieści jarmarcznej tandety, a bardzo intrygującą bandycką opowieść z góry skazaną na tragiczny finał. Mocne i często pikantne sceny są bardzo kontrowersyjne ale idealnie pasują do charakteru powieści.
Do gustu przypadła mi również narracja pierwszoosobowa, naprzemienna, prowadzona z punktu widzenia Rosity i Ricardo. Taka forma książki pozwala na bardziej osobiste przeżywanie i doświadczanie poznawanej historii. Łatwiej jest się utożsamić z bohaterem, wejść w jego skórę i choć na chwilę przenieść się w czasie i przestrzeni.
Opowieść o wydarzeniach współczesnych przeplatana jest wspomnieniami i próbą analizy zachowań własnych, swoich przodków, a także pewną refleksją nad bytem człowieczym.
Bardzo dobrym pomysłem było udzielenie głosu kobiecie i mężczyźnie, dzięki czemu mamy okazję pełniej spojrzeć na opisywane sytuacje, porównać je, wyciągnąć ukryte wnioski i znaczenia oraz przekonać się jak dane wydarzenie „widzi” każda z płci. Bardzo ciekawe doświadczenie.
Sami bohaterowie… intrygujący, żywi, szaleni, irytujący, boscy, charyzmatyczni… Tak długo żyli wśród przemocy, brutalności, zbrodni, że przestają zauważać granice między tym co dobre a co złe, moralne a grzeszne…
Postacie Rosity i Ricardo składają się z samych paradoksów: z jednej strony mili i uprzejmi, a z drugiej okrutni mordercy, trzymają się własnych zasad i łamią granice tabu, a co najdziwniejsze i najciekawsze mają mylne wyobrażenie o sobie nawzajem…
„Bandyci Rodriguez” to bardzo dobra i wartościowa książka, która wciągnie bez reszty. Koniecznie musicie poznać bliźnięta Rodriguez, poznać ich zdanie na temat życia, marzeń, przekraczanie granic.
Alekasandra (Aleksandrowemysli.blogspot.com)

Bandyci do utraty tchu
Powieść z gatunku męskich przygodówek. Mocne sceny, dramatyczne pościgi, podstępne ucieczki, występki i zbrodnie, podlane gęstym sosem erotyki i zakazanej miłości.
Mało wam?
Powieść drogi. Ucieczki. Buntu.
Łamaniu tabu.
Grozie.
Wściekłym głodzie życie.
Szaleńczej odwadze.
Śmierci.
Mało wam?
O miłości.
Jeśli nadal wam mało, to nie jest to książka dla was.
Powieść barwna, soczysta, ostra, mroczna. Wpisująca się w tradycję bandyckich romansów, ucieczek przed całym światem. Kochanków rzucających wyzwanie światu. I nie w tym rzecz, czy się bohaterów lubi. Oni nie są do lubienia, oni są po to by zginąć młodo i z hukiem, spłonąć – o, jakże inaczej! – spłonąć, bo ogień jest żywiołem takich jak oni.
Powieść o zepsuciu. O utraconej niewinności. O oszustwie, które jest obecne nawet w najintymniejszej relacji rodzeństwa (gdy ona śpi…). O straceńczej próbie wyzyskania dla siebie tego, co w świecie da się wyzyskać, w tym także drugiego człowieka.
Tak, bandyci Rodriguez to prawdziwi bandyci. Naprawdę zabijają i wcale nie samych złych ludzi. Zabijają niewinnych, miłych. Więc to też powieść o moralności. O tym, jak daleko można się posunąć.
I sama nie wiem, czy autor aspirował do wlania w nią głębszych treści, czy powstała li tylko ku uciesze. Odkłada się ją z ulgą, że to tylko książka. I znów jesteśmy po bezpiecznej stronie.
Zuzanna Lenska (PapieroweMysli.pl)

Zabij nudę
Bracia Rodriguez, najnowsza książka Łukasza Gołębiewskiego, przypomina klimat filmów Tarantino czy historii Bonnie i Clydea. Związane niejednoznacznymi więziami rodzeństwo rozpoczyna szaleńczą podróż ku intensywnym wrażeniom.
Trzy dni, Meksyk. Piękna kobieta i niepozorny mężczyzna. Za nimi kot.
Kto da się zwieść tej słodkiej dziewczynie o kształtnym ciele, ten będzie musiał stawić czoła jej nieobliczalnemu, brutalnemu bratu, który z łatwością przeleje krew każdego, kto wywoła choć najmniejszy dyskomfort u jego ukochanej Rosity.
Rodrigo nie zna litości. Nie zna odpoczynku. Nie wie, co to dom, stabilizacja, bezpieczeństwo. Wraz z Rositą jeżdżą od miasta do miasta, kradnąć i zabijając, prowadząc słodkie życie na krawędzi.
Jednak jak długo da się uciekać w efektownym stylu przed policją? Jak długo można narazać życie niewinnych na rzecz własnej zabawy?
Cóż, choć Rosita i Rodrigo nie zaprzątają sobie głowy takimi pytaniami, to one same niedługo zaczną domagać się odpowiedzi.
Cięty humor, erotyczne napięcie, szybka akcja i morze krwi. Nie uwierzycie, ile może się wydarzyć w przeciągu trzech dni. Bohaterowie używają wszelkich możliwych środków lokomocji, Rodrigo traci palec, Rosita musi część trasy przejechać prawie naga, by w końcu przebrać się w balową sukienkę z cekinów. Ta właśnie scena – w której Rosita, brudna od krwi, spocona ciągłą jazdą, musi się przebrać w suknię wieczorową, gdyż taką zdobył dla niej Rodrigo, chcąc zrobić jej przyjemność – dowodzi pokrewieństwa wrażliwości Gołębiewskiego i absurdalnego humoru spod znaku Tarantino czy innych ironicznych gier w kinie klasy B.
Koobe (Publikuj.org)

Radykalnie przeciw nudzie
Rzecz się dzieje przez trzy krótkie dni w Meksyku w roku 1996. Niepozorny mężczyzna z kotem, obok niego zjawiskowa piękność.  Cóż można zdradzić więcej, by nie odebrać przyjemności lektury?
Dwoje bliźniąt, które nie znają lęku ani granic, niczego się nie boją, nawet śmierci. Pragną tylko jednego: nigdy się nie nudzić. Nigdy nie czuć pustki ani ograniczenia. Rodzeństwo Rodriguez nie kończy na marzeniach o wolności: oni traktują je poważnie i radykalnie. Wcielają je w życie za wszelką cenę.
Co jednak leży u źródeł ich agresywnego parcia ku nowym doświadczeniom? Czy można nie bać się niczego i niczego nie żałować? O czym naprawdę myślą bliźnięta Rodriguez, kiedy rabują banki, uciekają przed policją, mordują? Być może to w nich samych jest pustka, przed którą wciąż uciekają?
Ta książka nie jest jedynie erotyczno-sensacyjną feerią, ale uniwersalną anatomią nudy, nudy, która polega właśnie na tym, że trzeba ją koniecznie zagadać.
Fajerwerki, jakie znajdzie czytelnik w powieści (któż zliczy łuski, trupy i objawienia nagich ciał, którymi usłana jest droga wiodąca przez karty tej książki?) nie są jedynie ornamentami. Gdzieś pod spodem, pod głównym, sensacyjnym wątkiem Bandyci Rodriguez kryją się pytania o granice wolności, o znudzenie i o możliwość przekroczenia siebie samego.
Akcja książki zajmuje jedynie trzy dni. Tak wiele i tak mało, w ciągu tego czasu bohaterowie przeżyli zapewne więcej niż wielu zwykłych śmiertelników przez całe życie, ale czy intensywność doznań faktycznie jest miarą jakości życia?
Ewa, Artelis.pl (numer seryjny:5235fbe4-4cf4-48c3-8be9-55045bef4303)

I jak mam nie lubić mojego drogiego kuzyna Łukasza? Przecież to gejzer pomysłów! I co za energia! Wrócił z Etiopii, skoczył do Holandii, ledwo dwa dni posiedział i juz podróż do Stanów. Jeszcze nie odnotowałem jego powrotu do Polski, a juz na Fb reportaże ze Słowacji, Czech, Wegier i Serbii. Do tego analizy rynku i pisanie nowych książek. /już 32 pozycje na „naszym” portalu/. To i jego bohaterowie też pędzą i pędzą. Do tego alkohol, seks i kupa trupów. Jednym słowem lektura „z przymrużeniem oka”, miła, łatwa i przyjemna, idealna, by utrakcyjnić 2-3 godzinną podróż. A, że w mojej ocenie trochę nepotyzmu……Cha! Cha!
Wojciech Gołębiewski (http://wgwg1943.blogspot.com)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

19 lutego 2019 o godz. 12:16

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 25-001

Ukazał się nowy numer (1/2019) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

17 lutego 2019 o godz. 17:58

Kartka ze Lwowa (12) Restauracja Baczewskich

Restauracja Baczewski we Lwowie (8)

W centrum Lwowa, przy ulicy Szewskiej 8, powstała w 2015 roku restauracja Baczewskich – Ресторація Бачевських. Wchodzi się przez sklepik z oryginalnymi wódkami J.A. Baczewski z Austrii, a także z własnymi nalewkami w butelkach noszących logo restauracji, są tu też: książki, widokówki, kieliszki, gadżety. Zaprezentowano też stare materiały reklamowe oraz oryginalne stare butelki po wódkach Baczewskiego. Przy wejściu do restauracji jest recepcja, a sama sala restauracyjna prezentuje się niezwykle elegancko. Na dole zaś jest koktajl-bar oraz wybór kilkudziesięciu smaków nalewek, które dojrzewają w szklanych zbiornikach od kilku miesięcy do nawet trzech lat. Część smaków dostępnych jest wyłącznie w barze, ale ponad 30 można kupić w firmowych butelkach i w miniaturkach.

16 lutego 2019 o godz. 23:36

Kartka ze Lwowa (11) Muzeum Piwa

Browar we Lwowie (2)

Львиварня, czyli Muzeum Piwa we Lwowie, które miastu zafundował Carlsberg, właściciel miejskiego browaru. Pierwsza ekspozycja powstała w 2005 roku (290 lecie powstania browaru) i była dziełem pracowników. Obecnie kompleks jest po gruntownej rekonstrukcji i można go zaliczyć do najnowocześniejszych muzeów na Ukrainie. Zebrano tu eksponaty związane z lwowskim piwowarstwem, ale również z samym miastem i jego biesiadną historią. Szeroko została przedstawiona technologia produkcji. Zwiedzanie jest interaktywne, można niemalże stworzyć własne piwo, wsłuchać się w gwar lwowskiej ulicy, baciarskich melodii. Budynek jest trzykondygnacyjny. Na drugim piętrze stworzono przestrzeń kulturalną z salami wystawienniczymi i konferencyjnymi. Jest tu również obszerna sala degustacyjna. Za niewielką dopłatą do biletu można skosztować czterech piw: Lager (Lvivskie 1715), Unfiltered Lager (Biały Lew), Ale i Dark Lager (Ciemne Lwowskie).

15 lutego 2019 o godz. 20:11

Kartka ze Lwowa (10) Dawna fabryka wódek Jana Muszyńskiego

Muszynski Old Distillery (1)

Na ulicy Drukarskiej, która dochodzi do lwowskiego Rynku, pod numerem 3 znajduje się kamienica „Pod Matką Boską”, która kiedyś należała do lwowskiego kupca Stancla Szolca. W podwórzu budynku mieściły się liczne magazyny towarów. W lokalu parterowym na początku XIX w. mieściła się fabryka likierów i wódek Jana Muszyńskiego.

14 lutego 2019 o godz. 09:10

Kartka ze Lwowa (9) Muzeum Farmacji

Muzeum Farmacji we Lwowie (11)

Przy samym Rynku na ulicy Drukarskiej pod numerem 2 mieści się niezwykłe muzeum. Wejście do sal muzealnych biegnie przez działającą tu od 1775 roku do dziś aptekę. Poszczególne pomieszczenia to interesujące wnętrza apteczne z bogatym wyposażeniem. Trasę kończy się w świetnie zachowanych piwnicach wraz z pracownią alchemiczną. Czynne w godzinach 9.-19.00. Bilet kosztuje 30 hrywien.

13 lutego 2019 o godz. 15:34

Kartka ze Lwowa (8) Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego

Muzeum Etnograficzne (2)

Pod numerem 15 Prospektu Swobody w dawnym budynku Galicyjskiej Kasy Oszczędności, wybudowanej w latach 1874-1891 wg projektu Juliana Zachariewicza, mieści się obecnie Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego. Utworzone w 1951 roku na bazie Muzeum Przemysłu Artystycznego oraz Muzeum Towarzystwa Naukowego im. Szewczenki. Na attyce budynku zauważyć można grupę rzeźb pt. Oszczędność, której autorem był Leonardo Marconi. Wnętrze jest imponujące – monumentalne marmurowe schody, bogato zdobione ściany i sufity. Znajdują się tu zbiory folklorystyczne akcentujące przeszłość Ukrainy. Ciekawa ekspozycja znajduje się na pierwszym piętrze – polski plakat Art Déco, plakaty Alfonsa Muchy, plakaty antyalkoholowe z lat 20. XX wieku, kolekcja starych butelek, w tym z zakładów Baczewski czy Kosecki. Jest też bardzo ładna kolekcja kielichów, kieliszków i karafek z różnych okresów dziejów miasta.

12 lutego 2019 o godz. 08:22

Kartka ze Lwowa (7) Wizyta w fabryce wódek Hetman

Hetman (19)

Горілчаний завод Гетьман ulokowany jest we Lwowie naprzeciwko dawnego zakładu Baczewskiego. Firma odwołuje się zresztą bezpośrednio do tradycji wódek Baczewskiego, w materiałach informacyjnych umieszczona jest data 1782, kiedy powstał zakład Baczewskiego (jeszcze nie ten po drugiej stronie ulicy, ale 44 km od Lwowa), a na butelkach wódek Monopoly jest charakterystyczna rycina przedstawiająca starą fabrykę Baczewskiego w XIX wieku. W rzeczywistości jednak historia marki wódki Hetman sięga 1996 roku, zaś obecny lwowski zakład powstał w 2002 roku w miejscu dawnej rozlewni win owocowych.

11 lutego 2019 o godz. 08:46

Kartka ze Lwowa (6) Lwowski Zakład Likierów i Wódek

Lvivski Gorichanyi Zavod (2)

Львівський лікеро-горілчаний завод mieści się w starym kompleksie fabrycznym, firma powstała w 1931 roku, jako gorzelnia i rektyfikacja. Kontynuowała działalność wcześniejszych Zakładów Produkcji Wódek nr 10 we Lwowie, działających w innej lokalizacji od 1842 roku. Znacjonalizowana w 1939 roku, w latach ZSRR była jednym z trzech największych zakładów produkujących alkohol na Ukrainie (mimo zlikwidowania własnej rektyfikacji), oferując wódki i likiery oraz ocet, działając wówczas jako Lwowski Zakład Likierów i Wódek nr 2. Obecnie firma jest własnością grupy Ukrspirt. W latach 1995-1996 zakład został zmodernizowany i rozbudowany. Mają osiem własnych sklepów firmowych, zatrudniają 360 osób. Ich oferta obejmuje ok. 70 produktów alkoholowych, w tym wiele rodzajów wódek i likierów. Wódki poddawane są filtracji węglem drzewnym i piaskiem kwarcowym. Firma nadal jest jednym z głównych na Ukrainie producentów octu.

10 lutego 2019 o godz. 09:54

Kartka ze Lwowa (5) Z dawnej fabryki Baczewskiego pozostały ruiny

Baczewski old distillery (2)

Brama pomalowana na mało gustowny łososiowy róż a nad nią napis Almazinstrument, za nią budynek dawnego dworu, na szczycie poddasza ozdobiony datą 1782, przy bramie tablica pamiątkowa – tutaj swoją fabrykę miał Layb Baczeles, który do historii przeszedł jako Józef Adam Baczewski. Na tablicy pamiątkowej, założonej całkiem niedawno, lakoniczna informacja, że w 1782 roku powstała fabryka alkoholi we wsi Wybranówka (to ok. 44 km od Lwowa), że obecne budynki fabryczne w większości powstały w 1908 roku według projektu architekta Władysława Sadłowskiego, a wcześniej Baczewski zakupił we Lwowie dwór hrabiów Cieleckich. Po II wojnie światowej mieścił się tutaj zakład Almazinstrument, produkujący narzędzia ścierne z diamentową warstwą roboczą. Wtedy też kolejny raz kompleks był przebudowany.

9 lutego 2019 o godz. 09:56

Kartka ze Lwowa (4) Nalewki ze Lwowa

Nalewki zi Lwowa (6)

Наливки зі Львова to sieć sklepów i barów oraz marka nalewek. Mają swoje punkty we Lwowie, Kijowie, Odessie, Charkowie, Dnieprze i w Warszawie w Blue City. Oryginalny wystrój, pastelowe kolory, grafiki w stylu galicyjskich karykatur, bańki z nalewkami, butelki różnych objętości, od setki zaczynając, możliwość degustacji także w formie „desek degustacyjnych” (4×30 ml dowolnych smaków) – to tworzy klimat. Za koncept odpowiada Holding Akurat – sieć sklepów, restauracji, kawiarni, barów, parków rozrywki, usługi hotelarskie, łowieckie i nalewkarnie. Poza nalewkami robią wina owocowe. Nalewki zestawiane są z naturalnych komponentów na: trawach, ziołach, korzeniach, jagodach, owocach i warzywach, a także kawowe i czekoladowe nalewki. To ponad 30 smaków, moc od kilkunastu procent do ponad pięćdziesięciu, w tym np.: na czerwonych burakach, dyni, korzeniu żeń-szenia, płatkach róż, liściach melisy. Jest kilka oryginalnych kompozycji ziołowych: Karpatski, 12 Ziół, Stary Lwów.