28 stycznia 2013 o godz. 16:03

Wydawcy walczą o niższy VAT na e-booki

Media publikują dziś fragmenty apelu, jaki Sekcja Publikacji Elektronicznych skierowała m.in. do Rzecznika Praw Obywatelskich, ministrów: finansów, kultury, nauki, edukacji, do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, wybranych komisji sejmowych i senackich i Kancelarii Rady Ministrów. Apel dotyczy zrównania stawek podatku VAT na książki papierowe i e-booki. Obecnie książki elektroniczne sprzedawane w formie pliku traktowane są jak usługa (nie jak książka) i obłożone stawką podatku 23 proc., chociaż czytelnik płaci za treść, nie za formę.
„Środowisko ludzi książki oczekuje, że problem ten zostanie w 2013 roku definitywnie rozwiązany. Podział kultury na analogową i cyfrową (w pliku i w formie fizycznej) jest dziś anachroniczny i nie uwzględnia zmian kulturowych i technologicznych” – argumentują w piśmie przedstawiciele Sekcji Publikacji Elektronicznych Polskie Izby Książki.
Poniżej pełny tekst apelu.

Sekcja Publikacji Elektronicznych Polskiej Izby Książki po raz kolejny zwraca uwagę na problem dysproporcji pomiędzy opodatkowaniem książek w formie elektronicznej. Zgodnie z aktualnymi przepisami książki papierowe oraz książki elektroniczne (e-book) utrwalone na fizycznym nośniku (np. płyta CD) obciążone są stawką podatku VAT w wysokości 5 proc., podczas gdy te same książki (ten sam autor, tytuł) sprzedawane w formie elektronicznej (e-book) bezpośrednio ze stron internetowych traktowane są nie jako książki, lecz jako usługa i obciążone stawką 23 proc. Zróżnicowanie stawek VAT nie znajduje w naszym przekonaniu żadnego uzasadnienia, ani z punktu widzenia cech samego produktu, gdyż sprzedawana jest treść, nie zaś jej nośnik (papier, płyta CD itd.), ani z punktu widzenia rozwoju rynku. Należy podkreślić, że z punktu widzenia obowiązujących przepisów prawa, rozróżnianie sytuacji prawnej podatnika z uwagi na nośnik, na jakim jest utrwalany sprzedawany przez niego produkt nie znajduje uzasadnienia. Zgodnie z definicją stworzoną na potrzeby ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne (Dz.U.05.64.565, art. 3 pkt 1 powyższej ustawy) informatyczny nośnik danych to „materiał lub urządzenie służące do zapisywania, przechowywania i odczytywania danych w postaci cyfrowej”. Serwer, na którym zapisane są podręczniki udostępniane za pośrednictwem internetu to niewątpliwie, w rozumieniu ww. ustawy, urządzenie służące do „zapisywania, przechowywania i odczytywania danych w postaci cyfrowej”. Zakwalifikowanie serwera jako informatycznego nośnika danych jest uznawane przez przedstawicieli doktryny zajmujących się problematyką prawa komputerowego (w szczególności w drodze analogii z art. 268 kodeksu karnego, który mówi o „komputerowym nośniku informacji”). Tak więc wykluczenie serwera jako nośnika danych prowadzi, w zakresie skutków i stawek podatkowych, w rzeczywistości do nierównego traktowania podatników.
Wprowadzanie takiej nierówności, pogłębia i tak bardzo złą pozycję prawną podmiotów udostępniających swoje utwory odpłatnie w sieci internet. Bardzo trudno jest bowiem konkurować z treściami udostępnianymi bezpłatnie, w dodatku bez zgody właścicieli praw, tym trudniej jednak, gdy ceny naszych publikacji są dodatkowo powiększone o 23 proc. podatku VAT.
Nieporozumienie związane z obciążeniem e-booków przesyłanych internetem stawką 23 proc. VAT wynika również z błędnej interpretacji sprzedaży jako usługi elektronicznej. Z punktu widzenia konsumenta ważny jest dostęp do treści, nie zaś forma dystrybucji czy też transmisji. Doszło tu do pomieszania pojęć związanych z przedmiotem książki a jej dystrybucją. Za książkę powszechnie na świecie uważa się publikację zwartą, niezależnie od sposobu utrwalenia treści (w tym materiału ilustracyjnego). W definicji Głównego Urzędu Statystycznego czytamy, że książka to: „Wydawnictwo zwarte, zawierające co najmniej 49 stron, nie licząc okładki, wydane w danym kraju i ogólnie dostępne”. Dodatkowo dla potrzeb międzynarodowej statystyki książki oznacza się numerem ISBN, co w Polsce pozwala na zaliczenie publikacji zwartej do kategorii książki przy naliczaniu stawki podatku VAT (aktualnie 5 proc.).
Forma dystrybucji treści oraz jej udostępnienia czytelnikowi nie wpływa na to, czy mamy do czynienia z książką. Nie można uznać książki za usługę, nawet gdy jest to książka elektroniczna, a więc pozbawiona cech fizycznych (e-book). Usługą jest sprzedaż książki, w tym rozumieniu jednak wysłanie książki w paczce pocztą jest usługą pocztową, sprzedaż w księgarni jest usługą handlu detalicznego itd., podobnie jak sprzedaż w internecie jest usługą internetową. Ustawa o podatku VAT wprowadza jednak obniżoną stawkę dla sprzedaży książki (usługi), a nie dla samej książki jako przedmiotu, co z oczywistych względów wynika z samej ustawy o podatku VAT – bez transakcji kupna-sprzedaży (usługi) nie ma naliczanego podatku.
Przedstawiona powyżej sprawa jest niezwykle pilna i istotna zarówno z punktu widzenia rozwoju tworzącego się dopiero rynku, jak i kultury narodowej, w tym przyszłości profesjonalnie opracowanych treści. Sprzedaż książek w formie cyfrowej stanowić będzie w niedługiej przyszłości dominującą formę wymiany kulturalnej i intelektualnej. Wydawcom i autorom już dziś bardzo trudno jest sprzedawać legalne treści – z poszanowanie autorskich praw majątkowych – gdyż gros publikacji udostępnianych jest w serwisach społecznościowych i sieciach wymiany plików nieodpłatnie, całkowicie nielegalnie. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na okoliczność, że w obecnym stanie prawnym dochodzenie roszczeń z tytułu naruszenia praw autorskich przez użytkowników sieci internet na drodze cywilnej jest praktycznie niemożliwe. Sądy powszechne w sprawach cywilnych odmawiają bowiem udostępnienia danych osobowych naruszycieli przez operatorów telekomunikacyjnych. Wyłącznie w teorii możliwość taka istnieje w oparciu o art. 80 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jednak w praktyce jest to niemożliwe, gdyż w  ocenie sądów przepis ten nie zwalnia z zachowania tajemnicy telekomunikacyjnej. Praktyka taka utrwaliła się w większości polskich sądów okręgowych, a bez wątpienia w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie – właściwym dla największych operatorów telekomunikacyjnych. Powyższe stanowisko potwierdził on w orzeczeniach VI Cz 1001/12, VI Cz 832/12 i I Acz 2330/12 z dnia 16 stycznia 2013 roku. Taka sytuacja prowadzi wprost do promowania postaw nieuczciwych i w istotny sposób zagraża twórczości. Jest również przejawem nierespektowania zobowiązań przyjętych przez państwo Polskie, na skutek implementowania Dyrektywy 2004/48/WE w pełnym wymiarze.
Jedną z ról wydawcy w najbliższych latach będzie propagowanie mody na legalne korzystanie z treści w internecie. Badania pokazują, że klient jest gotów płacić za legalne cyfrowe treści jednakże mniej, niż za te same treści wydane w formie analogowej dostępne w sklepie. W zamian za to, że nie korzysta z treści „pirackich” oczekuje od wydawcy znacznych – często sięgających połowy ceny towaru – upustów. Tymczasem za to, że wybiera treść legalną miałby dodatkowo zapłacić różnicę w podatku VAT.
Środowisko ludzi książki oczekuje, że problem ten zostanie w 2013 roku definitywnie rozwiązany.

Włodzimierz Albin
Prezes Polskiej izby Książki

Łukasz Gołębiewski
Przewodniczący
Sekcji Publikacji Elektronicznych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 maja 2018 o godz. 21:29

Kolejny odcinek w Koktajle.tv

Zapraszamy na drugi odcinek z serii Akademia Brandy Pliska z Koktajl.TV. Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu o alkoholach „Aqua Vitae” opowie jak powinno się pić i podawać koniak, dlaczego w takim kieliszku oraz czy powinno się go podgrzewać. Zapraszamy!

18 maja 2018 o godz. 13:04

Przyjaciel książki

frend2-001

Jak ktoś w dzieciństwie zaprzyjaźni się z książką, to mu tak na resztę życia zostaje.

15 maja 2018 o godz. 12:46

Mocne alkohole w Polsce 2018

OkladkaRMA

Książka „Mocne alkohole w Polsce 2018” to pozycja pionierska, bo choć mieliśmy na rynku różne publikacje w podobnym tonie, czy to własne wydawnictwa ówczesnych Polmosów czy „Almanach wódek polskich”, wszystkie one były kroplą w morzu potrzeb. Co więcej, ograniczały się do swojego „poletka”.

15 maja 2018 o godz. 08:15

Kartka z podróży – Spacerem po Treviso

_DSC6498

Z Włoch wracałem z lotniska Treviso, a że miałem jeszcze kilka godzin do odlotu, więc postanowiłem zrobić spacer po mieście. Przecina je rzeka Sile, wzdłuż jej lewego brzegu ciągną się fragmenty murów starego miasta, w które wbija się systemem fos i kanałów. Tu gdzieś zostawiłem samochód (znalezienie wolnego miejsca do parkowania zajmuje sporo czasu) i ruszyłem w labirynt uliczek.

14 maja 2018 o godz. 08:43

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Castagner

Castagner-010

W małej wiosce Vazzola, u podnóża gór Conegliano, w samym sercu win prosecco, kilkanaście kilometrów od Treviso, swoją ogromną, nowoczesną destylarnię ma rodzina Castagner. Roberto Castagner założył firmę w 1996 roku i bardzo szybko stał się jednym z największych producentów (6 mln l rocznie, ok. 12% udziału w rynku grappy). – Być może dlatego, że nie miałem w rodzinie poprzedników związanych z wytwarzaniem grappy, podszedłem do jej produkcji w sposób innowacyjny. Nie wstydzę się tego, że produkujemy grappę na skalę przemysłową, że nie jesteśmy firmą rzemieślniczą, bo wiem, że nie mielibyśmy tak mocnej pozycji na rynku, gdyby nie przemawiała za nami jakość produktów – mówi Roberto Castagner.

13 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Valdobiaddene

_DSC6441

Valdobiaddene, stolica prosecco, miasteczko otoczone wzgórzami i winnicami (ponad 6500 ha upraw w regionie), na każdym wzgórzu kościół, w dole winiarnie, wśród nich m.in. Mionetto, producent najbardziej popularnego w Polsce wina musującego, ale też Altaneve, Masottina i innych – jest tu ponad 3000 winiarzy, którzy rocznie dostarczają na światowe rynki ok. 600 tys. hektolitrów wina. Szlak prosecco ciągnie się przez miasteczko, przez wzgórza, przez winnice. Jak na stolicę wina z bąbelkami miasteczko jest zaskakująco senne, przy rynku jest dobrze zaopatrzony sklep z winem, jest kilka restauracji, wine-bar, ale życie towarzyskie nie koncentruje się w mieście, lecz na otaczających je pagórkach, na winnicach, do których autokary każdego dnia przywożą setki turystów z całego świata. Większość winnic ma parcele, które pozwalają na posługiwanie się oznaczeniem DOCG Prosecco di Conegliano Valdobbiadene lub po prostu DOCG Valdobbiadene Prosecco. Nie wszystkie są winami musującymi, bo w Valdobbiadene z tych samych winogron glera robi się też wina spokojne, w dodatku także z nazwą Prosecco na butelce (z dopiskiem tranquillo). Tańsze butelki robione są w zbiornikach ciśnieniowych, czyli metodą Charmata, droższe metoda tradycyjną, z fermentacją w butelkach. Właściwie każdy liczący się producent stosuje tu obydwie metody. Ze względu na ciśnienie w butelce wina dzielone są na spumante (minimum 3 bary) i frizzante (1-2,5 bara i to jest zdecydowana większość produkcji), a także wspomniane spokojne wina tranquillo. Drugi podział charakteryzuje poziom cukru, od najbardziej wytrawnych brut, przez extra dry, dry i demi sec. Robione zawsze z białych winogron (lub prawie wyłącznie, bo apelacja dopuszcza niewielki udział winogron pinot noir), ale coraz częściej spotykamy różowe prosecco, które nie jest czystym winem, lecz zawiera dodatek soków owocowych.

12 maja 2018 o godz. 08:17

Kartka z podróży – Bassano del Grappa

_DSC6217

Otoczone górami Grappa miasto Bassano jest kolebką włoskiej grappy, tu działa m.in. najstarsza wciąż czynna destylarnia – Blo. Nardini z 1779 roku, jest tu piękne muzeum grappy zorganizowane przez Jacopo Poli, w promieniu kilku kilometrów są jeszcze dwie destylarnie – Poli i Capovilla. Nie od regionalnego trunku, lecz od gór pochodzi drugi człon nazwy miasta, dodany zresztą dopiero w 1928 roku. Krystalicznie czyste źródła spływające ze wzgórz, a także porastające je winnice, niewątpliwie przyczyniły się do tego, że to tu właśnie grappa jest alkoholem absolutnie wyjątkowym.

11 maja 2018 o godz. 08:21

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Poli

Poli-098

Firmę założył w 1898 roku Giobatta Poli, wciąż jest ona w rodzinnych rękach, zarządzana już przez czwarte pokolenie. Firma mieści się w wiosce Schiavon, tuż obok kolebki grappy – miasteczka Bassano del Grappa. Rodzina Poli żyje w tym regoionie od XIV wieku, kiedyś prowadzili tawernę w wiosce Gomarolo, potem przenieśli się do Schiavon, zajmowali się handlem winem i otworzyli mała destylarnię. Na początku XX wieku Giovanni Poli był pierwszym w okolicy właścicielem samochodu i telefonu. Obecnie destylarnia mieści się w tym samym miejscu, w którym powstała, z charakterystycznym kominem z czasów, kiedy alembiki były ogrzewane węglem. Firmą zarządzają Jacopo, Andrea i Barbara Poli. Destylarnia jest otwarta dla zwiedzających, działa też przy niej wspaniale urządzone muzeum grappy. Drugie muzeum grappy rodzina Poli ma w Bassano del Grappa – w XV-wiecznym pałacu (Poli Museo Della Grappa). W obu prezentowane są stare maszyny, książki, butelki, jest to część wielkiej kolekcji Jacopo Poli, który ma także wielką bibliotekę książek o alkoholach, a i sam jest autorem książki o grappie. Wizyty są bezpłatne, a Jacopo Poli często sam oprowadza swoich gości po zakładzie w Schiavon.

10 maja 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Capovilla

Capovilla-013

Vittorio Capovilla założył destylarnię w 1986 roku, na przedmieściach Bassano del Grappa. Wcześniej pracował w branży winiarskiej. Swój pierwszy alembik samodzielnie skonstruował w 1975 roku z części, które przewoził z Austrii. Pozwalał na destylację 300 l. Obecnie Capovilla robi 40-50 tys. butelek rocznie, mają też małą destylarnię Marie-Galante na Gwadelupie, gdzie robią rum typu agricole (m.in. marka Rhum Rhum). Mają też 4 ha własnych sadów, poza grappą i brandy w ofercie jest szeroki wybór wysokiej jakości destylatów owocowych, a nawet destylaty z piwa.

9 maja 2018 o godz. 17:03

Koktajle TV o koniaku