9 grudnia 2018 o godz. 18:38

Wizyta w destylarni Palírna U Zeleného Stromu

U Zeleneho Stromu 2018-11-28 10-47-59
Uwieczniona na etykietach data założenia firmy, to 1518 rok. To by znaczyło, że Palírna U Zeleného Stromu (Gorzelnia Pod Zielonym Drzewem) jest najstarszą destylarnią nie tylko w Czechach, ale w ogóle na świecie. Na pewno są drugim pod względem wielkości producentem mocnych alkoholi w Czechach, po Stocku. Co do historii, to jak zwykle sporo tu marketingu, ale oficjalnie w 2018 roku świętowali pięćsetlecie, wypuszczając m.in. bardzo limitowaną edycję wódki Stará Myslivecká, która leżakowała przez osiem lat w beczkach z amerykańskiego dębu. Na rynek trafiło 299 numerowanych karafek.


Historia zaczyna się nie od destylacji, lecz od warzenia piwa. W lipcu 1518 roku graf Vilém, właściciel dóbr Pernštejn i Helfštýn, wydał trzydziestu jeden szlachcicom z Prostějova prawa do produkcji i wyszynku piwa. Był wśród nich niejaki Jež z Seloutky, właściciel istniejącego do dzisiaj przy rynku w Prostějov domu Pod Zielonym Drzewem. Dzisiaj jest tu bank, jednak jeszcze do lat 50. XX wieku działała tam gorzelnia. Wiadomo, że po rycerzu Ježu właścicielem browaru został niejaki Jan Chytrovský, który rozbudował słodownię. W 1591 roku do biznesu dołączył piekarz, Pavel Zoubek i to w tym czasie zaczęto piwo nie tylko warzyć, lecz także destylować.
W 1610 roku książę Karol I Liechtenstein wydał manufakturze U Zeleného Stromu przywilej monopolu na wypalanie gorzałki, dzięki czemu miasto Prostějov (po naszemu Prościejów) stało się znane na Śląsku z produkcji wódek.
Kolejne lata były ciężkie, wojna trzydziestoletnia nie oszczędziła Prościejowa, dom wprawdzie przetrwał, ale gorzelnia została zdewastowana i rozszabrowana. Drugi okres prosperity przyszedł dopiero w 1735 roku, kiedy właścicielem został farmaceuta Storch z Markvartic. Zaczął eksperymentować z tworzeniem własnych receptur opartych głównie na ziołach. Produkowany współcześnie likier Stomach bazuje na dawnych doświadczeniach pana Storcha – powstaje w wyniku maceracji 24 gorzkich ziół. Na początku XIX wieku Palírna U Zeleného Stromu była największym producentem alkoholu na Morawach, z roczną produkcją na poziomie 11 tys. hektolitrów. W XIX wieku właścicielami destylarni byli Jakub Vojáček i jego syn Oskar, a po nich – od 1848 roku – panowie Ludwig Bramsch i Louis Eckelmann, którzy opracowali i opatentowali innowacyjną technologię produkcji drożdży piekarniczych. Zakład zmienił nazwę na Bramsch und Eckelmann, przy gorzelni zaczęła działać drożdżownia.
W latach II wojny światowej wstrzymano produkcję spirytusu i produkowano wody mineralne. Po wojnie, w 1946 roku, zakład znacjonalizowano, a od 1948 roku zmieniono nazwę na Starorežná Prostějov.
W latach 50. wybudowano nowy zakład, także blisko centrum miasta, i po wiekach przeniesiono produkcję z domu przy Rynku Pod Zielonym Drzewem, choć drzewo pozostało w herbie marki. W czasach Czechosłowacji podlegali pod zakłady w Brnie. W 1992 roku destylarnię sprywatyzowano w formie spółki pracowniczej. W tamtym czasie oferta obejmowała ok. 60 marek alkoholi, a roczna produkcja wynosiła 13 mln l. W 2011 roku zostały połączone zakłady Starorežná Prostějov i Granette w Ústí nad Labem. Do 2017 roku firma działała pod nazwą Granette & Starorežná, w 2017 roku przywrócono dawną nazwę Palírna U Zeleného Stromu.
Najsłynniejszym produktem z Prościejowa jest Prostějovská Starorežná. To receptura z XVII wieku, oryginalnie alkohol był robiony z żyta, z dodatkiem nalewów na owoce i zioła, w tym anyż gwiaździsty. Obecnie to destylat z melasy, z dodatkiem 11 botaników. W smaku, poza anyżem, odnajdziemy sporo kminku, kopru, pomarańczy. Leżakuje przez trzy miesiące, choć w piwnicach zakładu są beczki, w których znajdziemy Prostějovská Starorežná w wieku 27 lat.
– Poczekamy do 2021 roku i może wypuścimy limitowaną edycję w wieku trzydziestu lat – mówi Michal Šoman, dyrektor zakładu.
Miałem okazję spróbować takiego alkoholu z beczki o pojemności 4500 l. W aromacie doszła wanilia, smak zrobił się nieco ziołowy, ostrzejszy.
Jest też lżejsza Prostějovská Režná, butelkowana zaraz po destylacji.
Drugi sławny trunek, który obecnie powstaje w zakładzie w Prościejowie, to Stará Myslivecká. Jej receptura powstała w 1847 roku, przez lata była produkowana w nieistniejącej już destylarni Granette w Ústí nad Labem. W 2011 roku przewieziono beczki i kufy pełne destylatów oraz receptury i technologię. Podobnie jak Prostějovská Starorežná powstaje w wyniku maceracji a następnie redestylacji w małych pękatych aparatach. Stará Myslivecká nazywana jest „czeską whisky”, to leżakowany przez trzy lata żytni destylat z dodatkiem nalewów owocowych. Potem dodają suszone owoce i leżakują jeszcze przez trzy miesiące dla wersji Original lub ponad dwanaście miesięcy dla wersji Reserva. Wprowadzona w 2017 roku Stará Myslivecká Reserva na butelce na oznaczenie 4 Years Old. Smak i aromat są słodowo-owocowe. W przypadku limitowanej edycji ośmioletniej, w aromacie dochodzi wanilia, w smaku m.in. miód czy słodkie pomarańcze. Leżakowanie odbywa się w bardzo zróżnicowanych beczkach, zaczyna się w małych beczkach po 200 l, potem alkohol trafia do beczek o pojemności 4000 l, a kończy w kufach po 11 tys. l.
– Mamy bardzo wiele różnych beczek na eksperymenty. Sprawdzamy jak zachowa się żytni destylat w beczkach z nowego dębu, po brandy, rumie, po winach. Nie wykluczone, że część z tych eksperymentów trafi za kilka lat do butelek jako specjalne edycje. Z części z nich być może wypuścimy żytnią whisky, z części – limitowane edycje naszej Stará Myslivecká – mówi Michal Šoman.
W piwnicach mają ponad milion litrów dojrzewających destylatów. Trzeba przyznać, że wizyta tam robi wrażenie, niczym w piwnicach szczecińskiej Starki. Używają też beczek na wiśniówkę i ziołowe likiery. Griotka, czyli czeska słodka wiśniówka, leżakuje w beczce z 1930 roku – beczka nigdy nie została do końca opróżniona, podobnie jak w systemie solera, wciąż jest w niej mieszanka alkoholi w różnym wieku. Niedługo powstanie własna destylarnia owocowych okowit.
Firma produkuje także absynty – zarówno destylowane, jak i macerowane, jak i wódki. Najbardziej znana jest wódka Hanácká, zestawiana w Prościejowie, spirytus melasowy robi rektyfikacja Tereos. Inna wódka to Blend 42 – mieszanka destylatów z melasy, wina i pszenicy. Robią też mleczne i jajeczne likiery, zestawiają rumy czy brandy. – Planujemy wprowadzić gin, nowy absynt i żytnią whisky – mówi Michal Šoman.
Przy zakładzie, w podziemiach leżakowni, uruchomiono małe muzeum, które pokazuje zarówno wygląd średniowiecznej pracowni alchemicznej, jak i czasy Czechosłowacji. Na ukończeniu jest nowa przestrzeń degustacyjna oraz wspomniana destylarnia okowit.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

13 lipca 2019 o godz. 13:19

Potopowa burza nad Warszawą

66851713_10156660502088152_4162044277301444608_o

Potworna ulewa, niebo się urwało, potop. Pogoda jest coraz mniej stabilna, prognozy na kolejne lata są bardzo złe, a myślę, że i tak rzeczywistość przerośnie prognozy i lodowce roztopią się dużo szybciej, a upały staną się nieznośne. Kto wie, może jeszcze tego dożyję…

9 lipca 2019 o godz. 23:39

Recenzja – Grappa

Przed autorem jakiejkolwiek publikacji na temat grappy stoi zawsze nie lada wyzwanie. Wiąże się to przede wszystkim z niesławnymi skojarzeniami jakie budzi sam trunek. Do tej pory na grappę patrzono w dwójnasób, choć w obu przypadkach negatywnie – z jednej strony kuriozum turystyczne przywiezione z wojaży, z drugiej tania berbelucha, po której musi boleć głowa. Z myśleniem tym stereotypowym, ale mającym w sobie ziarno prawdy – bo gros grapp przez długi czas, niestety, nie szło w parze z jakością – zrywa najnowsza książka Łukasza Gołębiewskiego, swoiste opus magnum, będące efektem trzyletnich badań. Śledzi ona zawiłą drogę, jaką grappa przebyła od ludowego, wręcz ludycznego bimbru, aż do wkroczenia na salony poprzez swoje bardziej wykwintne odmiany jak vecchia czy riserva. Autor podróżuje więc od rodziny do rodziny i dowiaduje się niuansów nie tylko produkcji, ale pasji, jaką w danej, wielopokoleniowej oczywiście familii zaszczepił pradziadek czy nawet prapradziadek. Mimo, że książka jest autorstwa Łukasza, często staje on z tyłu, z boku i pozwala mówić swoim rozmówcom, a Ci mają wiele do powiedzenia. Uważny czytelnik dowie się, w jakich porach zbierane są wytłoki, czy są mieszane czy nie, o specyfice drożdży, całe know-how jest na kartach tej książki, a każdy z rozmówców aż się wyrywa, żeby się pochwalić, że tylko u nich jest taka aparatura, tylko u nich wprowadzono i opatentowano technologię przechowywania wytłoków, czy wreszcie tylko oni macerują w grappie czarne oliwki. Żeby nie wspomnieć, że u nas fermentuje się dobrze, a gdzie indziej niekoniecznie. Jakże rodzinnie i włosko, nieprawdaż? Bo grappa to nie tylko lakierowaty bimber praprapradziadka, ale pasja i rodzina, czyli Włochy w pigułce, a raczej w kieliszku.

5 lipca 2019 o godz. 17:53

Rynek książki to nisza dla pasjonatów

W numerze 500 dwutygodnika „Biblioteka Analiz” ukazała się obszerna rozmowa z Łukaszem Gołębiewskim, który wspomina lata swojej pracy na rynku książki. Rozmawia Ewa Tenderenda-Ożóg.

5 lipca 2019 o godz. 17:44

500 x „Biblioteka Analiz”

BA500

Ukazał się numer 500 „Biblioteki Analiz”. Ile to lat? Dwadzieścia. O rany, ile się przez ten czas zmieniło, we mnie, wokół mnie, na świecie. Stało jeszcze World Trade Center. Żył jeszcze Joe Strummer. Nie miałem ani jednego kota. Byłem dziennikarzem w „Rzeczpospolitej”. Nie było sztywnych łącz internetowych, ani smartfonów. Nie było Facebooka, nikt nie znał Google, ani Wikipedii. Książki kupowało się w księgarni, nie na Allegro czy w Amazonie. Nie było masy rzeczy, bez których dzisiaj nie potrafimy żyć. A jednak wcale tak wiele się nie zmieniło. W „Bibliotece Analiz” nr 500 duży wywiad ze mną, a także wypowiedzi moich przyjaciół i współpracowników, którzy z sympatią wspominają jak dwadzieścia lat temu tworzyłem firmę i pismo. Nie pozostaje nic innego, jak podziękować za miłą laurkę. Jestem dziś niby daleko, ale wciąż blisko.

4 lipca 2019 o godz. 23:05

Rady dla pijaków

„Nie zadawaj się z abstynentami. Spójrz na budżet państwa, a zrozumiesz, że są to wywrotowcy. (…) Trzeźwość jest stanem przejściowym” ~Julian Tuwim

4 lipca 2019 o godz. 17:52

Superbohaterka

7887895.3

W kinach „Anna” Luca Bessona, dla mnie najlepszy jego film od czasu „Leona zawodowca”. Tytułowa bohaterka jest elitarną, choć młodą stażem, agentką KGB. Wyrwała się z nędzy, beznadziei, narkotyków. Ale ona chce czegoś innego niż krzyż zasługi Związku Radzieckiego, ona chce wolności. Świetnie poprowadzona narracja, retrospektywy, zatrzymane i powracające ujęcia. Piękne kobiety, akcja, mordobicie i strzelaniny, dużo krwi, dużo seksu i przemocy, a w tle rywalizacji między KGB i CIA niedorzeczny świat mody, jako metafora targowiska próżności. Bohaterka ma gdzieś nie tylko ordery, ale też blichtr i światła fleszów. Niby wszystko idzie jak po sznurku, ale Besson przygotował dla widza niespodziewane zwroty akcji i mocne zakończenie. Dziwią mnie słabe recenzje tego filmu, bo widz otrzymał pierwszej klasy kino akcji, dobrze zagrane, dobrze opowiedziane. A że przy okazji jest masa kiczu, scen nieprawdopodobnych rodem z komiksów Marvela, to akurat zupełnie nie przeszkadza i wpisuje się w styl narracji reżysera. Warto iść do kina.

3 lipca 2019 o godz. 12:29

Grappa (2019)

Grappa cover

Nakładem M&P ukazała się książką Łukasza Gołębiewskiego pt. „Grappa”. Przedstawiono w niej historie grappy, technologię produkcji, rodzaje grappy oraz wszystkich znaczących producentów.

3 lipca 2019 o godz. 12:21

Książka o grappie

Grappa cover

Nakładem M&P ukazała się książką Łukasza Gołębiewskiego pt. „Grappa”. Przedstawiono w niej historie grappy, technologię produkcji, rodzaje grappy oraz wszystkich znaczących producentów.

25 czerwca 2019 o godz. 17:03

Zadymiarze – rzecz o punku w Radomiu

zadymiarze

Nakładem wydawnictwa Jirafa Roja ukazała się właśnie najnowsza książka Grzegorza Bartosa „Zadymiarze. Republika i UK Subs w RZO Radoskór”. Koncert z lutego 1983 roku jest dla autora okazją do podróży w przeszłość, odwiedzenia starych załogantów, dawnych radomskich punków, którzy opowiadają o sobie, o swoim pokoleniu, o muzyce, marzeniach i twardej rzeczywistości.

20 czerwca 2019 o godz. 13:09

Straszna Euforia

euforia-nowy-kontrowersyjny-serial-hbo

Media trąbią o nowym serialu HBO, „Euforia”. Że bezecny, pornograficzny i szkodliwy dla równowagi psychicznej. To postanowiłem obejrzeć pierwszy odcinek. Nie takie rzeczy pokazywali i będą pokazywać. Popłuczyny po „Trainspotting”, które dla odmiany okrzyknięto arcydziełem. Jak pisał Ignacy Karpowicz, „Czy to ma znaczenie, co wzrusza? Arcydzieło czy szmira? Wzruszenie jest takie samo”.