30 marca 2016 o godz. 22:00

Whiskey a historia Ameryki

Wojciech Gogoliński, dziennikarz „Czasu Wina” i wybitny ekspert w zakresie alkoholi recenzuje książkę „Bourbon i amerykańska whiskey”.

Jest wiele rzeczy, które według Amerykanów zbudowały Amerykę. Od półciężarówek, po bębenkowe wyroby Samuela Colta, od Wall Street po coca-colę i muzykę country.
To chyba typowe dla krajów, których historia zaczyna się pod koniec XVII wieku, choć tak naprawdę dopiero okrutna wojna secesyjna – której cele były zgoła inne – stworzyła pewne poczucie narodowej wspólnoty. Być może mało kto wie, ale takie stany jak Arizona czy Nowy Meksyk przystąpiły do Unii dopiero w… 1912 roku! Czyli w roku, w którym urodziła się moja babcia.
Wracając jednak do rzeczy – bourbon na pewno należy do rzeczy, z którą Amerykanie identyfikują się bezgranicznie, i z którą są powszechnie identyfikowani na świecie. Nieważne, że ma głupią, nieamerykańską nazwę, i że trunek ten stanowi tylko fragment w morzu czegoś, co określamy terminem „whiskey amerykańskiej”, ważne, że jest na wskroś amerykański, a zatem jest czymś, co Amerykanów łączy.
Bourbon oczywiście nie zbudował Ameryki, ale zrobili to ludzie, którzy na pewno bez whiskey obejść się nie mogli. Bo, jak pisze autor: Whiskey destylował pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych, George Washington, a w gorzelni produkującej bourbona pracował ojciec prezydenta Abrahama Lincolna. Od siebie dodam o razu, że okres prohibicji, obok wielkiej depresji przełomu lat 20. i 30. ub. wieku, to najważniejsze etapy we współczesnej historii USA.
Ten autor, o którym wspomniałem, to oczywiście Łukasz Gołębiewski – człowiek jak się zdaje absolutnie zdeterminowany, by opisać wszystko, co istnieje na świecie, i co zawiera alkohol. Zazdroszczę mu tej determinacji i szybkości, z jaką pojawiają się kolejne jego publikacje – czasami niewielkie, jak ten przewodnik, ale dopracowane i pięknie ilustrowane. Zresztą enigmatyczność nie ma tu większego znaczenia, przeciwnie – jest zaletą. Nawet przy tak szybkim cyklu wydawniczym, jak w przypadku Łukasza Gołębiewskiego, nie da się opisać wszystkich whiskey w jakimś kraju – niemal z dnia na dzień pojawiają się nowe trunki lub nowsze wersje trunków już istniejących. Nie wspominając już o edycjach kolekcjonerskich czy tzw. single barrel bourbonach, których żadną miarą zliczyć nie sposób.
Mimo skromnej objętości, w książce znalazło się też miejsce na sprawy zasadnicze, opis wytwarzania trunków i ich klasyfikację – i absolutnie od tego lekturę zacząć należy. Jest też sporo ciekawostek wyszukanych i podanych ze znawstwem – to równie ważne, bo czasem nie wiemy, jak bogata historia stoi za naszymi ulubionymi markami, lub jak zmienne były ich losy. Heaven Hill (choć w tej nazwie przydarzyła się literówka – zdarza się) jest np. największą amerykańską gorzelnią rodzinną, ale ta nazwa pewnie niewiele nam mówi. Jednak, kiedy przeczytamy, że robią tam tak znane, klasyczne bourbony jak choćby Elijah Craig czy Even Williams to sprawa nam się od wyjaśni.
I także dlatego warto tę książeczkę przewertować i trzymać u siebie na półce. Będzie też niezgorszym i nietuzinkowym prezentem. Zwłaszcza, że – jak podejrzewam – seria będzie się rozrastać o następne pozycje!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 maja 2018 o godz. 21:29

Kolejny odcinek w Koktajle.tv

Zapraszamy na drugi odcinek z serii Akademia Brandy Pliska z Koktajl.TV. Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu o alkoholach „Aqua Vitae” opowie jak powinno się pić i podawać koniak, dlaczego w takim kieliszku oraz czy powinno się go podgrzewać. Zapraszamy!

18 maja 2018 o godz. 13:04

Przyjaciel książki

frend2-001

Jak ktoś w dzieciństwie zaprzyjaźni się z książką, to mu tak na resztę życia zostaje.

15 maja 2018 o godz. 12:46

Mocne alkohole w Polsce 2018

OkladkaRMA

Książka „Mocne alkohole w Polsce 2018” to pozycja pionierska, bo choć mieliśmy na rynku różne publikacje w podobnym tonie, czy to własne wydawnictwa ówczesnych Polmosów czy „Almanach wódek polskich”, wszystkie one były kroplą w morzu potrzeb. Co więcej, ograniczały się do swojego „poletka”.

15 maja 2018 o godz. 08:15

Kartka z podróży – Spacerem po Treviso

_DSC6498

Z Włoch wracałem z lotniska Treviso, a że miałem jeszcze kilka godzin do odlotu, więc postanowiłem zrobić spacer po mieście. Przecina je rzeka Sile, wzdłuż jej lewego brzegu ciągną się fragmenty murów starego miasta, w które wbija się systemem fos i kanałów. Tu gdzieś zostawiłem samochód (znalezienie wolnego miejsca do parkowania zajmuje sporo czasu) i ruszyłem w labirynt uliczek.

14 maja 2018 o godz. 08:43

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Castagner

Castagner-010

W małej wiosce Vazzola, u podnóża gór Conegliano, w samym sercu win prosecco, kilkanaście kilometrów od Treviso, swoją ogromną, nowoczesną destylarnię ma rodzina Castagner. Roberto Castagner założył firmę w 1996 roku i bardzo szybko stał się jednym z największych producentów (6 mln l rocznie, ok. 12% udziału w rynku grappy). – Być może dlatego, że nie miałem w rodzinie poprzedników związanych z wytwarzaniem grappy, podszedłem do jej produkcji w sposób innowacyjny. Nie wstydzę się tego, że produkujemy grappę na skalę przemysłową, że nie jesteśmy firmą rzemieślniczą, bo wiem, że nie mielibyśmy tak mocnej pozycji na rynku, gdyby nie przemawiała za nami jakość produktów – mówi Roberto Castagner.

13 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Valdobiaddene

_DSC6441

Valdobiaddene, stolica prosecco, miasteczko otoczone wzgórzami i winnicami (ponad 6500 ha upraw w regionie), na każdym wzgórzu kościół, w dole winiarnie, wśród nich m.in. Mionetto, producent najbardziej popularnego w Polsce wina musującego, ale też Altaneve, Masottina i innych – jest tu ponad 3000 winiarzy, którzy rocznie dostarczają na światowe rynki ok. 600 tys. hektolitrów wina. Szlak prosecco ciągnie się przez miasteczko, przez wzgórza, przez winnice. Jak na stolicę wina z bąbelkami miasteczko jest zaskakująco senne, przy rynku jest dobrze zaopatrzony sklep z winem, jest kilka restauracji, wine-bar, ale życie towarzyskie nie koncentruje się w mieście, lecz na otaczających je pagórkach, na winnicach, do których autokary każdego dnia przywożą setki turystów z całego świata. Większość winnic ma parcele, które pozwalają na posługiwanie się oznaczeniem DOCG Prosecco di Conegliano Valdobbiadene lub po prostu DOCG Valdobbiadene Prosecco. Nie wszystkie są winami musującymi, bo w Valdobbiadene z tych samych winogron glera robi się też wina spokojne, w dodatku także z nazwą Prosecco na butelce (z dopiskiem tranquillo). Tańsze butelki robione są w zbiornikach ciśnieniowych, czyli metodą Charmata, droższe metoda tradycyjną, z fermentacją w butelkach. Właściwie każdy liczący się producent stosuje tu obydwie metody. Ze względu na ciśnienie w butelce wina dzielone są na spumante (minimum 3 bary) i frizzante (1-2,5 bara i to jest zdecydowana większość produkcji), a także wspomniane spokojne wina tranquillo. Drugi podział charakteryzuje poziom cukru, od najbardziej wytrawnych brut, przez extra dry, dry i demi sec. Robione zawsze z białych winogron (lub prawie wyłącznie, bo apelacja dopuszcza niewielki udział winogron pinot noir), ale coraz częściej spotykamy różowe prosecco, które nie jest czystym winem, lecz zawiera dodatek soków owocowych.

12 maja 2018 o godz. 08:17

Kartka z podróży – Bassano del Grappa

_DSC6217

Otoczone górami Grappa miasto Bassano jest kolebką włoskiej grappy, tu działa m.in. najstarsza wciąż czynna destylarnia – Blo. Nardini z 1779 roku, jest tu piękne muzeum grappy zorganizowane przez Jacopo Poli, w promieniu kilku kilometrów są jeszcze dwie destylarnie – Poli i Capovilla. Nie od regionalnego trunku, lecz od gór pochodzi drugi człon nazwy miasta, dodany zresztą dopiero w 1928 roku. Krystalicznie czyste źródła spływające ze wzgórz, a także porastające je winnice, niewątpliwie przyczyniły się do tego, że to tu właśnie grappa jest alkoholem absolutnie wyjątkowym.

11 maja 2018 o godz. 08:21

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Poli

Poli-098

Firmę założył w 1898 roku Giobatta Poli, wciąż jest ona w rodzinnych rękach, zarządzana już przez czwarte pokolenie. Firma mieści się w wiosce Schiavon, tuż obok kolebki grappy – miasteczka Bassano del Grappa. Rodzina Poli żyje w tym regoionie od XIV wieku, kiedyś prowadzili tawernę w wiosce Gomarolo, potem przenieśli się do Schiavon, zajmowali się handlem winem i otworzyli mała destylarnię. Na początku XX wieku Giovanni Poli był pierwszym w okolicy właścicielem samochodu i telefonu. Obecnie destylarnia mieści się w tym samym miejscu, w którym powstała, z charakterystycznym kominem z czasów, kiedy alembiki były ogrzewane węglem. Firmą zarządzają Jacopo, Andrea i Barbara Poli. Destylarnia jest otwarta dla zwiedzających, działa też przy niej wspaniale urządzone muzeum grappy. Drugie muzeum grappy rodzina Poli ma w Bassano del Grappa – w XV-wiecznym pałacu (Poli Museo Della Grappa). W obu prezentowane są stare maszyny, książki, butelki, jest to część wielkiej kolekcji Jacopo Poli, który ma także wielką bibliotekę książek o alkoholach, a i sam jest autorem książki o grappie. Wizyty są bezpłatne, a Jacopo Poli często sam oprowadza swoich gości po zakładzie w Schiavon.

10 maja 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Capovilla

Capovilla-013

Vittorio Capovilla założył destylarnię w 1986 roku, na przedmieściach Bassano del Grappa. Wcześniej pracował w branży winiarskiej. Swój pierwszy alembik samodzielnie skonstruował w 1975 roku z części, które przewoził z Austrii. Pozwalał na destylację 300 l. Obecnie Capovilla robi 40-50 tys. butelek rocznie, mają też małą destylarnię Marie-Galante na Gwadelupie, gdzie robią rum typu agricole (m.in. marka Rhum Rhum). Mają też 4 ha własnych sadów, poza grappą i brandy w ofercie jest szeroki wybór wysokiej jakości destylatów owocowych, a nawet destylaty z piwa.

9 maja 2018 o godz. 17:03

Koktajle TV o koniaku