3 lutego 2011 o godz. 15:36

We mnie wciąż gra punk rockowa melodia

/wp-content/uploads/2011/02/rozmowa-bomba-mlk

W lutowym numerze "Magazynu Literackiego KSIĄŻKI" (2/2011) ukazała się krótka rozmowa z Łukaszem Gołębiewskim na temat "Bomby w windzie". Przeprowadził ją Kuba Frołow.

Co się stało, że napisałeś książkę inną od poprzednich? Mało w niej seksu, mało alkoholu…

– Nie jest tak bardzo inna, ma podobną formę narracji – pierwszoosobową, pisaną w formie anegdot, krótkich scenek, które w tym przypadku mają dać możliwie pełny portret psychologiczny bohatera. Mało seksu i alkoholu, ale pamiętajmy, że opisuję kondycje człowieka uwięzionego w szybie windy, co nie tylko wyznacza jego aktualną sytuację, ale też wpływa na retrospektywy. Wspomnienia krążą wokół śmierci – tych wcześniejszych zdarzeń, w których życie bohatera było zagrożone. Prawdziwie inną książkę pisze natomiast teraz, mam już ponad 300 stron. Będzie to powieść historyczna, opowiadająca o oblężeniu miasta Tenochtitlan w 1521 roku, z trzecioosobową narracją – ważne dla mnie doświadczenie pisarskie, bo od kilku miesięcy niejako żyję w innym miejscu i czasie. Gdy piszę książkę jestem w znacznym stopniu w świecie moich bohaterów, śnię ich sny. Dużo łatwiej jest wczuć się w sytuacje faceta zamkniętego w windzie niż współodczuwać z przedstawicielami innej kultury sprzed niemal pięciu wieków.

W ogóle trudno uznać "Bombę…" za książkę zabawną. Raczej – rozliczeniową. Czyżbyś – słowami bohatera – dokonywał w niej własnego rachunku sumienia?

– Sumienia? Raczej nie, wszak to nie książka o grzechach, lecz o śmierci jako nieuchronnie towarzyszącym nam lęku. Chciałem napisać lekką powieść o doświadczaniu umierania, książkę, w której byłoby dużo nadziei, że nawet w ekstremalnych sytuacjach może pojawić się jakaś szczęśliwa okoliczność, która nagle odmienia los.
 
W swoich poprzednich powieściach nie stroniłeś od wątków autobiograficznych, szczególnie w poprzedniej "Disorder i ja". Jak było w tym wypadku?

– Wątki autobiograficzne to za dużo powiedziane, powiedziałbym że nie stroniłem od wplatania w fabułę powieści anegdot z własnego życia, ale także historii zasłyszanych, podglądniętych… Myślę, że to wzmacnia wrażenie autentyczności prozy współczesnej, ale autor płaci też tego cenę – jest utożsamiany z bohaterem. W tej powieści także jest kilka historyjek, których sam byłem bohaterem.
 
Wiele wydarzeń dzieje się w Londynie. Czemu właśnie tam? 

– Bo Londyn to miasto punków, a we mnie wciąż gra punk rockowa melodia. Słychać ją wyraźnie w „Bombie w windzie”. Niestety, nie mogłem zabrać ze sobą punk rocka do Tenochtitlanu – tam grają jedynie wojenne bębny i piszczałki. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

10 grudnia 2018 o godz. 08:44

Wizyta w Palírna Samotišky

Samotisky (6)

Na obrzeżach Ołomuńca w 1996 roku została otwarta nowoczesna destylarnia przetwarzająca owoce – Palírna Samotišky. Lokalni sadownicy mogą tu przedestylować własne owoce, ale firma ma w ofercie także pięć własnych destylatów oraz prowadzi skład podatkowy.

9 grudnia 2018 o godz. 18:38

Wizyta w destylarni Palírna U Zeleného Stromu

U Zeleneho Stromu 2018-11-28 10-47-59

Uwieczniona na etykietach data założenia firmy, to 1518 rok. To by znaczyło, że Palírna U Zeleného Stromu (Gorzelnia Pod Zielonym Drzewem) jest najstarszą destylarnią nie tylko w Czechach, ale w ogóle na świecie. Na pewno są drugim pod względem wielkości producentem mocnych alkoholi w Czechach, po Stocku. Co do historii, to jak zwykle sporo tu marketingu, ale oficjalnie w 2018 roku świętowali pięćsetlecie, wypuszczając m.in. bardzo limitowaną edycję wódki Stará Myslivecká, która leżakowała przez osiem lat w beczkach z amerykańskiego dębu. Na rynek trafiło 299 numerowanych karafek.

9 grudnia 2018 o godz. 15:49

Porady markiza z Griñón

„Dobre wino jest sztuką, która rozkwita wraz z wolnością; dobre wino jest zatem radosną esencją wolności” (Carlos Falcó „Wino. Porady markiza z Griñón)

7 grudnia 2018 o godz. 16:38

Znów u Jana Kleinera

Jan Kleiner 2018-11-28 21-27-19

Wizyty u Jana Kleinera zawsze są dużym wydarzeniem. Jest to arcymistrz destylacji, z owocowej pulpy potrafi wyczarować cuda. Od mojej poprzedniej wizyty bardzo dużo się tutaj zmieniło. Przede wszystkim Jan nie jest już właścicielem destylarni, sprzedał ją w 2017 roku grupie Palírna U Zeleného Stromu. – Tak jest łatwiej, nie muszę martwić się o podatki, urzędników celnych, sprawy papierkowe. Skupiam się na tym, co lubię najbardziej, czyli na produkcji alkoholu – mówi Jan Kleiner. W destylarni w Žešov urządził elegancką przestrzeń degustacyjną w leżakowni. Sprzedał dwa aparaty destylacyjne i teraz ma jeden, ale nowe wkrótce zostaną uruchomione w pobliskim Prostějov, gdzie swój zakład produkcyjny ma Palírna U Zeleného Stromu. Tam też napełniane będą nowe beczki. W starej destylarni pozostaną beczki do eksperymentów, dodatkowego finiszowania – np. beczki po koniaku, porto czy sherry.

6 grudnia 2018 o godz. 17:09

Recenzja „Irlandzkiej Whiskey” w „Rynkach Alkoholowych”

W grudniowym numerze „Rynków Alkoholowych” ukazała się recenzja książki Łukasza Gołębiewskiego pt. „Irlandzka Whiskey” (M&P, Marki 2017). Autor recenzji pisze:

5 grudnia 2018 o godz. 17:20

Jeszcze o wodzie i winie

„Wino pobudza do śpiewu, woda w winie do gniewu”. ~Peter Matuška

4 grudnia 2018 o godz. 22:49

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 24

Ukazał się nowy numer (6/2018) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

4 grudnia 2018 o godz. 13:54

Winna latorośl

„Nie znam niczego poważniejszego na tym padole niż uprawa winorośli”. ~Voltaire

3 grudnia 2018 o godz. 13:54

Lepiej niż wodę w wino :) Alchemia

„Najgorsze wina zawsze można przedestylować na najlepsze wódki”. ~Thomas Jefferson

2 grudnia 2018 o godz. 21:21

Przyjaźń i wino

„Starzy przyjaciele są jak stare wina: tracą drapieżność, ale zyskują łagodne ciepło”. ~Charles-Augustin Sainte-Beuve