17 maja 2014 o godz. 00:57

Warto mieć w podróży paszport

passports [Desktop Resolution]
Jeżdżąc po Kentucky posługiwałem się trzema paszportami, nie licząc tego wydanego przez władze RP z wizą USA. Różne paszporty na różne okazje – to jest to!


Amerykanie nie mają zabytków, ale mają dobre pomysły jak promować turystykę. Nawet jeśli nic nie ma, to często stoi tablica pamiątkowa, że coś tu kiedyś było. A jak cokolwiek jest, to już nie tylko tablica, ale cała ekspozycja. I oczywiście jest masa tras dla zwiedzających. Na przykład w centrum Louisville jest trasa bejsbolistów, idzie się z mapką i wypatruje ustawianych przy śmietnikach kijów bejsbolowych z mosiądzu, a przy nich tabliczki pamiątkowe, kto takim kijem, w jakich latach wymachiwał. Są też trasy uwzględniające moje zainteresowania. Dostaje się paszport i zbiera stempelki, a potem dostaje się nagrody – koszulki, kubeczki, kieliszeczki… Myślałem, że moich zainteresowań nikt nie będzie wspierał, tymczasem – mają pełne poparcie władz miasta i biura turystyki stanu Kentucky. Paszporty pobiera się w Centrum Informacji Turystycznej (kilka w mieście) lub w miejscach, w których zbiera się pieczątki. A zatem ja wziąłem przede wszystkim paszport do zbierania pieczątek po barach. W paszporcie jest mapa barów i opis każdego, wraz z cenami i rekomendacją, więc wiadomo czego się spodziewać. Chodzę od baru do baru i zbieram stemple. Dostałem już za to trzy koszulki. Niestety nie wszystkie bary w mieście uzwględniono, szkoda, a jeden jest na mapce, a został zlikwidowany, fatalnie. Mapka jest jednak cały czas aktualizowana, barów będzie przybywać. W paszporcie jest miejsce do oceniania barów i notowania, co się piło. Marzenie alkoturysty? Spełnione!
Ale to nie wszystko. Bo jest też paszport dla osób o tak dziwnych zainteresowaniach, jak odwiedzanie destylarni. Proszę bardzo – masz dokument, mapkę, zbieraj pieczątki, a dostaniesz kolejną koszulkę. Myślałem, że jestem jedynym świrem, który zamiast odwiedzać muzea, wchodzi na teren działających zakładów przemysłowych i patrzy jak pracują kotły. Otóż nie jedynym. Takich świrów jest całkiem sporo, coś ponad pół miliona. Wsiadając do busiku firmy Mint Julep, która organizuje objazdy po destylarniach, może nie czułem się wyjątkowy, ale jakby w gronie przyjaciół. Na pokładzie autobusu wolno pić, śpiewać, zakąszać, nie można tylko palić, i dobrze. Jedna osoba opiekuje się grupą wesołych pijusów, którzy od rana do wieczora chcą degustować w odwiedzanych destylarniach.
Mało radości? Wystarczająco, ale zawsze może być jeszcze lepiej. Otóż dla głębiej zainteresowanych tematem jest paszport dla ludzi, którzy chcą odwiedzać mikrodestylarnie, czyli małe rodzinne firmy, najczęściej produkujące moonshine, czyli zalegalizowany niedawno w Kentucky bimber (oczywiście jeśli się zgłosi prowadzenie bimbrowego biznesu). Tego nie przewidywał mój scenariusz Raju, ale najwyraźniej władze Kentucky wyprzedzają marzenia i stworzyły także taki trail.
A zatem mam teraz trzy paszporciki, słucham muzyki i popijam burboniki.

Oto moje dokumenty podróży

Kentucky Bourbon Trail [Desktop Resolution] Kentucky Bourbon Trail Craft Tour [Desktop Resolution] Urban Bourbon Trail [Desktop Resolution]

A to stemple kontroli paszportowej

I wesoły autobus Mint Julep

SONY DSC

Komentarz dla “Warto mieć w podróży paszport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 maja 2018 o godz. 21:29

Kolejny odcinek w Koktajle.tv

Zapraszamy na drugi odcinek z serii Akademia Brandy Pliska z Koktajl.TV. Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu o alkoholach „Aqua Vitae” opowie jak powinno się pić i podawać koniak, dlaczego w takim kieliszku oraz czy powinno się go podgrzewać. Zapraszamy!

18 maja 2018 o godz. 13:04

Przyjaciel książki

frend2-001

Jak ktoś w dzieciństwie zaprzyjaźni się z książką, to mu tak na resztę życia zostaje.

15 maja 2018 o godz. 12:46

Mocne alkohole w Polsce 2018

OkladkaRMA

Książka „Mocne alkohole w Polsce 2018” to pozycja pionierska, bo choć mieliśmy na rynku różne publikacje w podobnym tonie, czy to własne wydawnictwa ówczesnych Polmosów czy „Almanach wódek polskich”, wszystkie one były kroplą w morzu potrzeb. Co więcej, ograniczały się do swojego „poletka”.

15 maja 2018 o godz. 08:15

Kartka z podróży – Spacerem po Treviso

_DSC6498

Z Włoch wracałem z lotniska Treviso, a że miałem jeszcze kilka godzin do odlotu, więc postanowiłem zrobić spacer po mieście. Przecina je rzeka Sile, wzdłuż jej lewego brzegu ciągną się fragmenty murów starego miasta, w które wbija się systemem fos i kanałów. Tu gdzieś zostawiłem samochód (znalezienie wolnego miejsca do parkowania zajmuje sporo czasu) i ruszyłem w labirynt uliczek.

14 maja 2018 o godz. 08:43

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Castagner

Castagner-010

W małej wiosce Vazzola, u podnóża gór Conegliano, w samym sercu win prosecco, kilkanaście kilometrów od Treviso, swoją ogromną, nowoczesną destylarnię ma rodzina Castagner. Roberto Castagner założył firmę w 1996 roku i bardzo szybko stał się jednym z największych producentów (6 mln l rocznie, ok. 12% udziału w rynku grappy). – Być może dlatego, że nie miałem w rodzinie poprzedników związanych z wytwarzaniem grappy, podszedłem do jej produkcji w sposób innowacyjny. Nie wstydzę się tego, że produkujemy grappę na skalę przemysłową, że nie jesteśmy firmą rzemieślniczą, bo wiem, że nie mielibyśmy tak mocnej pozycji na rynku, gdyby nie przemawiała za nami jakość produktów – mówi Roberto Castagner.

13 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Valdobiaddene

_DSC6441

Valdobiaddene, stolica prosecco, miasteczko otoczone wzgórzami i winnicami (ponad 6500 ha upraw w regionie), na każdym wzgórzu kościół, w dole winiarnie, wśród nich m.in. Mionetto, producent najbardziej popularnego w Polsce wina musującego, ale też Altaneve, Masottina i innych – jest tu ponad 3000 winiarzy, którzy rocznie dostarczają na światowe rynki ok. 600 tys. hektolitrów wina. Szlak prosecco ciągnie się przez miasteczko, przez wzgórza, przez winnice. Jak na stolicę wina z bąbelkami miasteczko jest zaskakująco senne, przy rynku jest dobrze zaopatrzony sklep z winem, jest kilka restauracji, wine-bar, ale życie towarzyskie nie koncentruje się w mieście, lecz na otaczających je pagórkach, na winnicach, do których autokary każdego dnia przywożą setki turystów z całego świata. Większość winnic ma parcele, które pozwalają na posługiwanie się oznaczeniem DOCG Prosecco di Conegliano Valdobbiadene lub po prostu DOCG Valdobbiadene Prosecco. Nie wszystkie są winami musującymi, bo w Valdobbiadene z tych samych winogron glera robi się też wina spokojne, w dodatku także z nazwą Prosecco na butelce (z dopiskiem tranquillo). Tańsze butelki robione są w zbiornikach ciśnieniowych, czyli metodą Charmata, droższe metoda tradycyjną, z fermentacją w butelkach. Właściwie każdy liczący się producent stosuje tu obydwie metody. Ze względu na ciśnienie w butelce wina dzielone są na spumante (minimum 3 bary) i frizzante (1-2,5 bara i to jest zdecydowana większość produkcji), a także wspomniane spokojne wina tranquillo. Drugi podział charakteryzuje poziom cukru, od najbardziej wytrawnych brut, przez extra dry, dry i demi sec. Robione zawsze z białych winogron (lub prawie wyłącznie, bo apelacja dopuszcza niewielki udział winogron pinot noir), ale coraz częściej spotykamy różowe prosecco, które nie jest czystym winem, lecz zawiera dodatek soków owocowych.

12 maja 2018 o godz. 08:17

Kartka z podróży – Bassano del Grappa

_DSC6217

Otoczone górami Grappa miasto Bassano jest kolebką włoskiej grappy, tu działa m.in. najstarsza wciąż czynna destylarnia – Blo. Nardini z 1779 roku, jest tu piękne muzeum grappy zorganizowane przez Jacopo Poli, w promieniu kilku kilometrów są jeszcze dwie destylarnie – Poli i Capovilla. Nie od regionalnego trunku, lecz od gór pochodzi drugi człon nazwy miasta, dodany zresztą dopiero w 1928 roku. Krystalicznie czyste źródła spływające ze wzgórz, a także porastające je winnice, niewątpliwie przyczyniły się do tego, że to tu właśnie grappa jest alkoholem absolutnie wyjątkowym.

11 maja 2018 o godz. 08:21

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Poli

Poli-098

Firmę założył w 1898 roku Giobatta Poli, wciąż jest ona w rodzinnych rękach, zarządzana już przez czwarte pokolenie. Firma mieści się w wiosce Schiavon, tuż obok kolebki grappy – miasteczka Bassano del Grappa. Rodzina Poli żyje w tym regoionie od XIV wieku, kiedyś prowadzili tawernę w wiosce Gomarolo, potem przenieśli się do Schiavon, zajmowali się handlem winem i otworzyli mała destylarnię. Na początku XX wieku Giovanni Poli był pierwszym w okolicy właścicielem samochodu i telefonu. Obecnie destylarnia mieści się w tym samym miejscu, w którym powstała, z charakterystycznym kominem z czasów, kiedy alembiki były ogrzewane węglem. Firmą zarządzają Jacopo, Andrea i Barbara Poli. Destylarnia jest otwarta dla zwiedzających, działa też przy niej wspaniale urządzone muzeum grappy. Drugie muzeum grappy rodzina Poli ma w Bassano del Grappa – w XV-wiecznym pałacu (Poli Museo Della Grappa). W obu prezentowane są stare maszyny, książki, butelki, jest to część wielkiej kolekcji Jacopo Poli, który ma także wielką bibliotekę książek o alkoholach, a i sam jest autorem książki o grappie. Wizyty są bezpłatne, a Jacopo Poli często sam oprowadza swoich gości po zakładzie w Schiavon.

10 maja 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Capovilla

Capovilla-013

Vittorio Capovilla założył destylarnię w 1986 roku, na przedmieściach Bassano del Grappa. Wcześniej pracował w branży winiarskiej. Swój pierwszy alembik samodzielnie skonstruował w 1975 roku z części, które przewoził z Austrii. Pozwalał na destylację 300 l. Obecnie Capovilla robi 40-50 tys. butelek rocznie, mają też małą destylarnię Marie-Galante na Gwadelupie, gdzie robią rum typu agricole (m.in. marka Rhum Rhum). Mają też 4 ha własnych sadów, poza grappą i brandy w ofercie jest szeroki wybór wysokiej jakości destylatów owocowych, a nawet destylaty z piwa.

9 maja 2018 o godz. 17:03

Koktajle TV o koniaku