20 lutego 2020 o godz. 18:13

W samolocie z Panamy

20200219_212209
Wystartowaliśmy przed czasem, siedzę obok czarnej Afryki płci żeńskiej, w samolocie światła wyłączone, piję rum z butelki, samolot pędzi jakby go prowadził pijany maszynista z Bekecsaba do Giuli. To mi się teraz przypomina… Jak ja się wtedy bałem. Rozbujane wagony, szalony maszynista, może pijany, może tylko nienormalny. W sumie dwa wagoniki, czterech pasażerów, straceńcza jazda jak na rollercoster, sto na godzinę lub coś w tym stylu, wszystko się trzęsie, umieram ze strachu, bo za mało mam w sobie palinki, za mało unicum, za mało węgierskiego rumu. Nie trwa to długo, a trwa to bardzo długo, jak ten lot teraz z Panamy do Trynidadu, Port of Spain. Niby to tylko trzy godziny w zamknięciu, ale to dla mnie kolejne trzy godziny, jestem w podróży ponad 24 h, spałem mało, piłem mało, nie jestem przygotowany na szalonego maszynistę z pociągu do Giuli, który zasiadł za sterami EMB-190 Copa Airlines. Cuchnie w samolocie moczem, grzybami, cholera wie, czym, ale zapach grzybów przytłacza, jest nie do wytrzymania, jakby smażyli boczniaki na smalcu. Oczywiście, takie loty się długo wspomina, jeśli człowiek przeżyje. Kolejne wspomnienie… Lot z Moskwy do Erewania na początku lat 90., samolot trzypoziomowy, śmigła. Na dolnym poziomie żywy inwentarz – kozy, kury, owce, na targ. Warzywa między kurami i baranami. Smród zaszczanych toalet. Nie ma klimatyzacji, ale każdy ma wiatraczek nad fotelem, można sobie pstryknąć. Do wyboru wino białe i czerwone, obydwa słodkie. I wódka, wziąłem wódkę. Lądowanie na trawie. Taki był lot do Erewania na początku lat 90. Albo inne wspomnienie… Lot z Limy do Iquitos, z międzylądowaniem dwa razy w dżungli na trawie, Boeingiem odrzutowym, nie jakąś Dakotą… To też dobre wspomnienie. W samolocie lecą Indianie na targ, Indianie z targu… Lot nad amazońską dżunglą to nieustające turbulencje. Samolocik mały, rzucany w lewo i w prawo. Żadnej kontroli bagażu, płacisz sto dolców i lecisz. Lądujesz na klepisku, wita cię Krokodyl Dundee i zaprasza na kajmana z rusztu. Brzmi jak bredzenie somnambulika, ale tak było. Kajmany, szaman, cumaseba, piranie i Amazonka. Tak było kiedyś. Tu i teraz w sumie nie jest tak źle. Roznoszą alkohole. Podwójny rum to dwie setki, pełna szklanka Abuelo i mrugnięcie okiem stewarda. Rum podobno siedmioletni, ale raczej dałbym mu trzy lata. Aromat miodu, skóry, lekko nafty, migdałów, śliwek, herbaty. W smaku brakuje mu charakteru, ani nie słodki, ani nie cierpki, ani nie ciężki, ani nie lekki. Nuta likierowego wina w ustach, miód, słodkie śliwki, słodkie gruszki. Dużo miodu w finiszu, za słodki jak na styl Panamy, choć może smakować. A z każdą porcją rumu leci się lżej. A nawet zapomniałem, że w ogóle lecę, leją rum, to jakbym w barze siedział, kołysze, bo to rum, bo to bar piratów, jak ma nie kołysać po rumie?! Jeszcze tylko półtorej godziny i będzie gorący Trynidad, Port of Spain. Już nie straszno, a ciekawie, zmęczenie się dopomina, ale przygoda przecież zawsze bierze górę nad zmęczeniem. A steward jest przemiły, proponuje kolejną dużą szklankę rumu Abuelo. Znów to mrugnięcie okiem, czuję się omal jak Hemingway. W Polsce dochodzi piąta rano, ale staram się nie zasypiać i trzymać fason. W końcu nie co dzień człowiek leci na Karaiby.


ron to Panama

Czy rum jest tu dobry, czy zły, czy bardzo zły, a może bardzo dobry, smakuje inaczej niż w domu. Smakuje Karaibami. Na pewno inna jest cola, bardziej słodka, na pewno inny lód, bardziej sterylny jeśli w dobrym miejscu podawany, ale rum jest tu tak oczywisty, tak swojski, że właściwie to jakby nie alkohol, a część życia. To oczywiste, że zamawiasz rum. Możesz zamówić piwo, nawet nie brakuje wina, jest wszędzie wódka, jest blendowana whisky, ale wiadomo, że pije się rum, a inne rzeczy po prostu są, kurzą się, czekają może na turystów. Ochota, z jaką nalewany jest rum trochę przytłacza, bo nikt nie leje 40 gram, a po prostu szklankę. Faktem jest, że moja odmowa lodu czy coli budzi zdumienie, a czasami nawet nie ma samego rumu (bez gazowanego dopełnienia) w barze w cenie. Znam to jednak z Peru i mnie to nie dziwi. Rum ma orzeźwiać, a nie być oceniany, picie rumu degustacyjne to wymysł ludzi białych, tu pije się, bo się pije, bo rum to Karaiby, bo rum to tożsamość, ale też to powitanie, przyjaźń, biznes… Ale, jako przybysz z innego świata uważam, że są rumy, którym lód szkodzi, które trzeba pić solo by docenić ich strukturę. O coli zapomnijmy, bo to dla mnie barbarzyństwo. Dobry rum jednak wzbrania się przed lodem, to trunek tropików, a nie lodu. A dobry rum na Karaibach może kosztować 12 dolarów za butelkę. Niestety, tyle samo może kosztować taki sobie, nigdy nie można być pewnym dnia i nocy :)
Tymczasem ląduję w Port of Spain. Jest gorąco. Na Karaibach zaczęła się fiesta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

8 kwietnia 2020 o godz. 18:51

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 32

Ukazał się nowy numer (2/2020) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

5 kwietnia 2020 o godz. 19:30

Bezwzględna kara bez zakazu – jak to możliwe?

forest-summer-landscape-green-nature-tree

Piękna pogoda, a ludzie muszą siedzieć w domach, nie wolno im nawet wyjść do lasu. Chyba tylko dlatego wprowadzili ten zakaz, żeby pokazać, kto tu rządzi. Dali policji prawo do karania właściwie wedle widzimisię. I będą tego złe konsekwencje, zwłaszcza, gdy sparaliżowane są wszystkie organa administracji. Policjant może wlepić 5000 zł, a w ekstremalnej sytuacji nawet 30000 zł za to, że ktoś spaceruje. Nie można kary nie przyjąć, nie można odwołać się do sądu, bo spacerowanie, to nie wykroczenie, to bezwzględna kara administracyjna. Stosowana w sytuacjach nieoczywistych, wedle nieoczywistych przepisów, które mówią o „powstrzymywaniu się” czy „ograniczaniu”, a nie o zakazie (!) wychodzenia z domu na spacer. Kara jest bezwzględna, niezależnie od winy i „stopnia szkodliwości społecznej”. Czy takie rozporządzenia mają cokolwiek wspólnego z prawem? Niestety, władza jest poza społeczna kontrolą i może robić, co chce.

4 kwietnia 2020 o godz. 19:20

Wychowawczo

183494_lama_plucie

Zamiast karać za bieganie po lesie powinni wprowadzić mandaty za plucie na chodnik, większy by to miało sens.

4 kwietnia 2020 o godz. 12:37

Dobrze, to już było

46049068851_6565277c41_b

Jaki będzie tego koniec? Zły. W każdym scenariuszu, optymistycznym, czy pesymistycznym, czy skrajnie pesymistycznym, efektem będzie ogromny kryzys, bezrobocie, a zapewne też wzrost danin publicznych lub mocne ograniczenie wydatków socjalnych. Będą podatki jak w Szwecji przy poziomie życia jak w Albanii. Nasili się przestępczość, korupcja, samowola służb. Wystarczył miesiąc zastoju (a przecież jeszcze nie całkowitego, jeszcze wiele osób chodzi do pracy, wiele zakładów funkcjonuje), a już cały świat jest w kompletnym chaosie, wszystko traci wartość, drastycznie maleją dochody. Kto nie miał oszczędności i nie ma kogoś krewnego z grubym portfelem, ten jest w czarnej dupie. Kto żył na kredyt, ponad stan, ten prawdopodobnie jest teraz w stanie głębokiej depresji i można spodziewać się fali samobójstw. Ten, kto oszczędzał, zaraz straci oszczędności wraz z narastającą inflacją. Dobrych rozwiązań brak. Jedyne, co pozostaje, to pracować, dokąd można, dokąd jest zdrowie i jest wciąż miejsce, do którego można przyjść i pracować. Albo szybko brać kursy pracy zdalnej. Kto już stracił miejsce pracy, a jeszcze ma jakieś środki, niech je najlepiej inwestuje w naukę. Bo bez pieniędzy i bez kwalifikacji w najbliższych latach będzie bardzo trudno. Głębokie wyrazy współczucia dla wszystkich pięknoduchów, którzy nauczyli się, że manna codziennie spada z nieba. Już nie spada. Zamiast manny macie w powietrzu zarazę. I trzeba się do tego szybko przyzwyczaić. Dobrze, to już było. Nie wróci.

2 kwietnia 2020 o godz. 13:43

Informacje dnia…

covid-4950995_960_720

Rosja pomaga Ameryce! A to dopiero polityczne upokorzenia dla Trumpa. „Siły Powietrzne Federacji Rosyjskiej wysłały swój największy samolot transportowy, An-124 Rusłan, aby pomóc w walce z pandemią COVID-19 i uratować życie amerykańskich obywateli”, czytamy. Brzmi jak primaprilisowy żart, ale dzisiaj jest 2 kwietnie. Podobnie inna informacja dnia: „Myśliwi zostali wyłączeni spod ograniczeń w przemieszczaniu się po kraju, związanych z epidemią koronawirusa. Mogą nadal polować”. Tymczasem podobno ktoś, gdzieś dostał 5000 zł mandatu za bieganie. A przed sklepami kolejki. Kolejny absurdalny pomysł rządu, ograniczenie liczby osób, które mogą przebywać jednocześnie w sklepie doprowadził do kolejek pod sklepami. Przy okazji przepychanek. Każdy klient teoretycznie powinien mieć rękawiczki, tyle, że sklepy ich nie mają i nie ma ich na rynku. Dorżną, głupcy, handel.

31 marca 2020 o godz. 14:34

O jakich wyborach mówimy?

575547_DSC_7465_34

Socjolog Jakub Bierzyński pisze, że wyborów nie będzie ani na jesieni, ani za rok. Będą wtedy, kiedy to będzie wygodne dla władzy. I ma oczywiście rację, wszelkie gesty opozycji są nic nie wartym teatrem. Nigdy bym nie głosował na PO, bo pokazali, że nie mają pomysłów na rozwój kraju, a teraz nie mają żadnych pomysłów na to jak włączyć się w pomoc wzajemną, ale nie ma też wątpliwości, że PiS pragnie dyktatury i ma po temu zarówno środki, jak i sprzyjające okoliczności. Sorry, ale to trzeba przyjąć do wiadomości i uczyć się z tym żyć. Gesty Rejtana są malownicze, ale kabotyńsko wtórne. Brać się do roboty i pilnować przede wszystkim ekonomii, bo jak rząd rozkręci inflację, to się z tego gówna nie wygrzebiemy i przez dwie dekady, a wszystkie osiągnięcia i wyrzeczenia lat 90. zostaną w dwójnasób zaprzepaszczone, cofniemy się do kryzysu lat 80. Bierzyński słusznie pisze: „Inflacja zje nie tylko oszczędności ludzi, ale także przywileje socjalne. 500 zł za rok będzie warte 300. W stojącej gospodarce inflacja rośnie tak szybko jak liczba ofiar epidemii. Morawiecki ma na to jedną odpowiedź – państwową kontrolę cen. A to jest powtórzenie historii z Wenezueli. Jak się skończyła, wiemy: pustki w sklepach, bezwartościowe pieniądze wymieniane na czarnym rynku i powszechna nędza”. Także gadanie teraz o ordynacji wyborczej nikogo poza fanatykami nie obchodzi. Wali się świat jaki znaliśmy, walą się finanse, gospodarka, handel. To nie jest czas na politykę, lecz na walkę o życie bez cudzysłowu.

31 marca 2020 o godz. 14:31

Guernica i Luno feat Nika

„Jesteście u władzy i wy decydujecie, kto jest chory i kogo trzeba leczyć” (Guernica i Luno zawsze aktualna, ale teraz jeszcze bardziej).

27 marca 2020 o godz. 11:03

400 nowych czytelników w jeden dzień!

avissuu

Wczoraj udostępniłem bezpłatnie najnowszy numer magazynu „Aqua Vitae” na platformie ISSUU. W ciągu jednego dnia przybyło 400 nowych czytelników! Numer drukowany trafi do prenumeratorów i do sprzedaży w przyszłym tygodniu, jednak już dzisiaj każdy może czytać „Aqua Vitae” w domowym zaciszu, na komputerze, tablecie czy komórce.  Dziękuję też za wszystkie wpłaty, jakich dokonaliście. Daje to dodatkową energię, poczucie, że to co robię jest dla Was ważne, że doceniacie codzienną pracę przy redagowaniu informacji. Bardzo to wzmocniło psychicznie, daje poczucie, że jesteśmy wielką grupą przyjaciół, że jesteśmy razem na dobre i na złe.

26 marca 2020 o godz. 12:58

Dokąd nocą tupta jeż

dzika-przyroda-dziki-ekologia-fauna-207813

Wracając późnym wieczorem pierwszy raz na Pradze spotkałem jeża. Wyglądał na zadowolonego, że ma puste ulice i może do woli rozrabiać. Nie zdziwię się, jak z lasów coraz śmielej zaczną wychodzić dziki. Niechcący znaleźliśmy się bliżej natury. To znaczy pozostając w domach, ośmieliliśmy naturę, żeby podeszła bliżej.

25 marca 2020 o godz. 23:14

Bezpłatny egzemplarz Aqua Vitae

Z powodu koronawirusa wszystkie bary i restauracje są zamknięte. Wielu naszych stałych czytelników może przez dłuższy czas nie mieć możliwości zajrzenia do wersji papierowej czasopisma, dlatego zdecydowaliśmy się udostępnić numer na platformie cyfrowej bezpłatnie. Jeżeli będziecie chcieli nas wesprzeć, to zajrzyjcie proszę tutaj: https://zrzutka.pl/spirits i wpłaćcie co łaska.