25 października 2014 o godz. 10:11

W innej przestrzeni

SONY DSC
Krakowskie Targi Książki od tego roku są międzynarodowe i ulokowane w nowoczesnych pawilonach jakich Warszawa może pozazdrościć. A pamiętam jak krakowska impreza startowała (byłem na wszystkich jej edycjach od samego początku)… w dawnym hangarze dla zeppelinów na terenie jednostki wojskowej. Nikt by wówczas nie uwierzył jak dynamicznie rozwinie się ta początkowo regionalna, lecz szybko wiodąca impreza branży książkowej. Nowe pawilony są dobrym przykładem rozwoju polskiego rynku, nie tylko książki, bo przecież nie tylko książce one służą.


Tegoroczna impreza pozostawia jednak z mieszanymi uczuciami. Przyszło znacznie więcej czytelników, takie przynajmniej odniosłem wrażenie pomimo znacznie bardziej przestronnych hal i szerokich korytarzy pomiędzy stoiskami. Brakowało jednak wielu ważnych edytorów, i wielu stałych targowych wystawców, niektórych przez lata współtworzących okołotargową atmosferę, jak choćby Helion. Znacznie mniej było firm związanych z nowymi technologiami. Sektor edukacyjny ledwie dawał o sobie znać. Królowała literatura piękna, dziecięca i religijna. Bardzo dużo było małych firm, w tym regionalnych, czasami z niezwykle ciekawą ofertą. Nigdy nie kupiłem na krakowskich targach tak wielu książek jak w tym roku. A mimo wszystko, kryzys branży książkowej jest widoczny – w liczbie nowości, w aranżacji stoisk, w liczbie imprez towarzyszących, zwłaszcza takich, które wymagałyby nakładów inwestycyjnych. Spotkania autorskie nie mają już tej rangi co dawniej. Nie wina to wydawców, lecz zmieniających się czasów, a i tego, że generacja najbardziej utytułowanych pisarzy odeszła. Stałymi gośćmi targów byli onegdaj i Czesław Miłosz, i Wisława Szymborska, i Stanisław Lem, i Sławomir Mrożek… Tej luki intelektualnej nikt nie zastąpił, nowi pisarze również komunikują się z czytelnikami, ale już bardziej komercyjnie, nie ma debat literackich, jest show biznes i podpisywanie książek na stoiskach.
Czy targi nadal integrują środowisko? Niby tak, ale też już nie tak jak dawniej. Młodzi w tym zawodzie mają mniejszą chęć do uczestniczenia w wieczornych rautach, preferując bardziej „ekologiczny” tryb życia, starszych… coraz mniej. A wielu szefów wydawnictw w tym roku zwyczajnie nie przyjechało.
Imprezy branżowe też nie budzą już takich emocji. Choć nie brakowało bardzo ciekawych debat, na niewielu było więcej niż pięćdziesiąt osób na sali. Chociaż sale są nowoczesne, krzesełka wygodne, nagłośnienie dobre, sprzęt audiowizualny bez zarzutu, to przecież jeszcze rok temu bywały spotkania, na których brakowało miejsc stojących.
I wreszcie słów kilka o samych terenach targowych. Są niewątpliwie funkcjonalne i przestronne, ale architektonicznie nieciekawe, bardzo konserwatywne. Brakuje światła słonecznego (akurat pogoda była deszczowa), brakuje szkła lub jakichś bardziej ekstrawaganckich konstrukcji. Jest skromnie. Dwie hale zdają się żyć osobnym życiem, wolałbym jednak aranżację tematyczną – wydawcy dziecięcy, religijni, naukowi etc. zgrupowani obok w jednych ciągach komunikacyjnych, albo chociaż żeby hale były tematyczne. To by wprowadziło porządek, czytelnikom, odwiedzającym, ułatwiło poszukiwanie książek. Wydaje się, że targi projektowano pod wystawców, nie pod odwiedzających, co niestety jest grzechem częstym w branży wystawienniczej. Na pewno brakowało otwartego dostępu do mobilnego internetu, na imprezach książkowych to powinien być standard, bo odwiedzający często sprawdzają informacje on-line, choćby w zasobach księgarni internetowych. Zrobiono targową aplikację mobilną, ale to za mało. Ludzie na takich imprezach chcą być on-line, choćby po to żeby wrzucić komentarz czy fotkę na Facebooka. Warto dać wolny dostęp, także z myślą o promocji samej imprezy w serwisach społecznościowych. Poprawił się komfort poruszania po targach, poprawiła się czystość toalet, jest dużo więcej miejsc do parkowania – dodajmy tanich – ale gastronomia wciąż woła o pomstę, do jedynego ciepłego wyszynku ustawiały się godzinne kolejki, brakowało stolików, raczej rzadko ktoś je wycierał jeśli w ogóle. W salach konferencyjnych i w pawilonach było duszno, momentami wręcz gorąco pomimo temperatur na zewnątrz. Nie ma klimatyzacji, czy jej nie włączono? Brakuje dobrej komunikacji, targowego busa łączącego imprezę z centrum miasta. Zgoda, to pobożne życzenie, nikt tego w Polsce nie ma, ale przecież Kraków ma być wyjątkowy.
Podczas branżowych dyskusji wiele mówiono o kryzysie czytelnictwa, księgarstwa, edukacji i nauki. Gośćmi imprezy byli m.in. wydawcy z Czech. Informacją, która nie schodziła z ust przez wszystkie targowe dni – powtarzana z zazdrością i niedowierzaniem – były przekazane przez czeskich braci dane o czytelnictwie i sprzedaży książek w ich kraju. Czyta tam dwukrotnie więcej osób! Jak to robią? – Po pierwsze edukacja, po drugie… my Czesi jesteśmy w większości ateistami. U nas książki zastępują religię – powiedział na spotkaniu z polskimi wydawcami prof. Jiri Travniček. Cóż, w X wieku przyjęliśmy od Czechów chrzest, może w XXI warto podpatrzeć wzorce czytelnicze. Minęło tysiąc lat, a my wciąż mamy się stamtąd czego uczyć.
Konceptem targowym była dla mnie propozycja Mariusza Rutowicza, prezesa sieci księgarskiej Matras, który zaproponował… by państwo zamiast finansować rządowy podręcznik, dawało ludziom talony na podręczniki do zrealizowania w księgarniach – na wzór refundacji zakupu leków, na które recepty można realizować wyłącznie w aptekach. Księgarnia jak apteka, książka jak lek pierwszej pomocy, to mi się podoba. Dołączam do tego swój postulat, by przekazać opiekę nad podręcznikami Ministerstwu Zdrowia. Tam znają się na reanimacjach lepiej niż w Ministerstwie Edukacji na oświacie.

Promocja „Rynku książki w Polsce 2014” od lewej: Mariusz Rutowicz (Matras), Łukasz Gołębiewski i Henryk Tokarz (Izba Księgarstwa Polskiego)

SONY DSC SONY DSC

 

Polak i Czech – jak czytają dwa bratanki? Prezentacja danych i dyskusja o czytelnictwie i rynku książki w Czechach i w Polsce – prof. Jiri Travniček, Łukasz Gołębiewski

SONY DSC

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

12 lutego 2018 o godz. 22:44

Z Arystofanesa

Aristophanes_-_Project_Gutenberg_eText_12788

„Jak się nałykał wszelkich dobrych rzeczy, wnet jął skakać i tańczyć, rechotać, grzmieć zadem niczym oślina, co się nażarła jęczmienia, i nuż walić mnie krzycząc: „Kto pije, ten bije!”. ~Artystofanes „Osy”

11 lutego 2018 o godz. 22:41

O winie

„Picie wina – to jest życie, degustacja wina – to nauka, rozmowa o winie – to sztuka”. ~Henri Beraud

8 lutego 2018 o godz. 17:42

„Aqua Vitae” pierwszy numer w nowym roku

AV_cover 19

Ukazał się dziewiętnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

27 stycznia 2018 o godz. 15:51

Dzika biblioteka

dzika-biblioteka

Paweł Dunin Wąsowicz musiał napisać biografię, bo trudno mówić o autobiografii. Na to drugie jest zbyt nieśmiały, na to pierwsze, jak najbardziej, jest dość ciekawy. Ciekawy siebie, swoich korzeni, swojego miasta i miejsca. Jest też zbyt uważnym, nałogowym, czytelnikiem, by wypuścić o sobie rzecz interesującą wyłącznie dla samego autora. „Dzika biblioteka” Pawła to pozornie autobiografia. Raczej podążałbym śladem tytułu tej książki – to chaotyczna opowieść o lekturach, o dorastaniu do dużej powagi literackiej. Bo jak inaczej to nazwać? Frontman Dunio jest poważnym czytelnikiem. W dawnych czasach miałby szanowaną posadę lektora. W czasach współczesnych, kiedy lektor nie jest już w cenie, jest outsiderem. Dystans Dunia jest bezcenny. Ale jego osobisty stosunek do literatury w tej książce przysłonił nieśmiały dystans. Jest w tej autobiografii coś z piosenek, które pisze Paweł – delikatny ekshibicjonizm, dżentelmeński takt, szacunek do ludzi, ale przede wszystkim – szacunek do samego siebie. Jeżeli ktoś, kto odwiedzi księgarnię, pomyśli, a co mnie ten facet obchodzi, będzie tylko częściowo wiedział, co odrzuca. To książka o świetnym redaktorze, ale przede wszystkim książka o umiejętności czytania ze zrozumieniem. Wiem, słaba rekomendacja, kogo to obchodzi? Mogę jedynie poradzić – uczcie się od Dunia, on się na pewno skrzywi z niesmakiem, ale warto go potraktować jako przewodnika po dzikiej bibliotece. A dzika biblioteka, to nasza współczesna Aleksandria, nie ulegajmy złudzeniom uporządkowaniu Google. Czy można gustom autora zaufać bardziej niż Google? Nie. Ale nie jest to ranking rekomendacji, a uczciwa opowieść o własnych wyborach, doświadczeniach i gustach. Opowieść faceta, który zęby zjadł na czytaniu rękopisów i książek w okładkach. Wielki szacunek dla Wiesława Uchańskiego, prezesa wydawnictwa Iskry, że taka książka wyszła.

25 stycznia 2018 o godz. 15:54

W PR2

Łukasz Gołębiewski będzie dziś gościem audycji Krzysztofa Jakubowskiego „O wszystkim z kulturą”. Polskie Radio PR2, godz. 18.00. Zapraszamy do słuchania.

15 stycznia 2018 o godz. 18:45

Włochaty z Dezerterem

wlochaty dezerter

Włochaty, Dezerter i Aporia wystąpią razem na trzech koncertach: 23.02 Olsztyn, 24.02 Lubawa i 24.03 Głogów. Do zobaczenia na koncertach.

27 grudnia 2017 o godz. 15:45

U.K. Subs w Pogłosie

SONY DSC

28 stycznia w klubie Pogłos (Warszawa, ul. Burakowska 12) wystąpi legenda punk rocka, U.K. Subs. Przed nimi zagra Antidotum. Start – godz. 19.30. Bilety już w sprzedaży – jedynie 320 sztuk. Przedsprzedaż – 70 zł, na bramce w dniu koncertu – 80 zł.

24 grudnia 2017 o godz. 17:04

Marry Mary

Bad-Santa-Drinking-Game

What is the name of Santa Claus wife? Mary Christmas

15 grudnia 2017 o godz. 20:30

Ostatni Jedi

small_432811621

Po tragifarsie, jaką było „Przebudzenie Mocy”, spodziewałem się najgorszego, więc nie mogłem się rozczarować. Film jest lepszy niż poprzednia część, nie tak straszliwie wtórny i nie ma tak wielu okropnych scen z zupełnie innego gatunku kina, czyli jakichś głupich komediowych zachowań Finna, najbardziej groteskowej z postaci wprowadzonych w sadze nr VII. Film można podzielić na trzy części fabularne. Flota Najwyższego Porządku próbuje zniszczyć resztki oddziałów Rebeliantów. Mamy walki gwiezdne, popisy pilotów myśliwców i kino science-fiction w najlepszym wydaniu. Drugi wiodący wątek, to nauka młodej Rey w samotni Luke’a Skywalkera. Nudy, a Mark Hamill wygląda, niestety, jak spasiony pijak, nie jak rycerz Jedi. Na dokładkę okazuje się, że jest człowiekiem, co się kulom nie kłaniał. Na szczęście dla Rebelii, Rey jest tak zdolna, że wystarczą jej dwie lekcje pod okiem zmęczonego życiem skacowanego starca i już zostaje mistrzem Jedi. Jest też trzeci wątek tego filmu – rozterki wewnętrzne Bena Solo vel Kylo Rena i jego duchowe relacje z Rey. Poza tym są sceny magiczne jak z „Harry’ego Pottera”, przykro na to patrzeć. W pierwszym filmie J.J. Abrams uśmiercił najciekawszą postać w nowej sadze, czyli Hana Solo. Miałem nadzieję, że jednak pojawi się w kolejnej odsłonie „Gwiezdnych Wojen” w jakichś reminiscencjach, ale gdzie tam – nie ma czasu na reminiscencje, gdy mamy jedną kosmiczna batalię za drugą a do tego pojedynki na świetlny oręż. W tej części uśmierceni zostają kolejni ważni bohaterowie, Luke Skywalker i kreatura zwana Snoke. Nie żal mi ich, ale wolałbym wśród ofiar widzieć durnego Finna. Nie doczekanie moje, znów clown zostaje bohaterem, takich to „Gwiezdnych Wojen” doczekałem. Już po nakręceniu „Ostatniego Jedi” zmarła Carrie Fisher i podobno jej spadkobiercy nie zgodzili się by w kolejnym epizodzie „Star Wars” pojawił się jej komputerowy awatar, więc twórcy filmu zostali pozbawieni kolejnej kluczowej postaci. Z dawnego cyklu pozostali tylko Chewbacca i androidy. Słabo. Z przykrością wyznam, że Epizodu IX nie oczekuję z niecierpliwością. W kinie się wynudziłem.

3 grudnia 2017 o godz. 14:06

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 18

Ukazał się osiemnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.