25 września 2011 o godz. 23:41

W Golinie i Wrocławiu

Weekend miałem pełen przygód. W piątek spotkanie autorskie w domu kultury w Golinie, z Piotrkiem Stróżyńskim, Darkiem Papieżem i Patyczakiem – jak dobrze było znów się spotkać! Wystąpiliśmy pod hasłem „autorzy pokolenia punk”, choć publiczność na sali zdawała się przynależeć do innego pokolenia, nie mniej chyba wszystkim się podobało, mi szczególnie Patyczak w krawacie. Pierwszy raz widziałem występ Patyczaka, który gra na scenie, a ludzie siedzą na krzesłach z rozdziawionymi w zdumieniu ustami. Nie było integracji, ani wspólnych śpiewów, pomimo zachęty do tańca i swawoli.
Policja z Konina (Golin leży kilka kilometrów od Konina) nie lubi punk rocka, bardzo zasadnicza pani policjantka obciążyła moje konto sześcioma nowymi punktami karnymi (kto je wszystkie zliczy?) i 200 zł honorarium za występ w Golinie szlak trafił, poszło do policyjnej kasy. Na moje grzeczne pytanie: „Czy nie można poprzestać na pouczeniu?”, złośliwie wręczono mi ulotkę „Nie jedź na kacu”, usłyszałem – „Pouczenie jedno, mandat drugie”, oponowałem jeszcze, że akurat dziś pouczenie nijak się ma do wykroczenia, ale twarda konińska glina nie chciała słuchać. Hak jej w smak.
Już po nocy pojechaliśmy z Golina całą ekipą do Śmiełowa, gdzie Włodek Sypniewski – współorganizator spotkania – zaskłotował starą szkołę. Ceglany mur odarty z tynku budował atmosferę. Włodek ma tam niezły sprzęt nagłaśniający, podpiął gitarę i grał nam Cohena, a potem ballady rosyjskich złodziei. Mieliśmy nie pić, ale noc była zimna, a gwiazdy piękne na niebie, no i jedna, druga, trzecia, czwarta flasza poszły, aż przyszedł świt.
Zwlokłem się z siennika w południe. Patyczak spał jeszcze, Stróżyński z Papieżem bawili się na ulicy z dziećmi w wojnę albo w pokój, trudno było wywnioskować. Nie pomny pouczenia z dnia poprzedniego wsiadłem na kacu i pojechałem do Wrocławia. Oni zostali na kolejny punk rockowy wieczór – tym razem Patyczak + moi drodzy literaci w kościele w Żerkowie. Widziałem fragment z tego spotkania na wideo, Papież nagrywał każde nasze pierdnięcie, wyglądało, że dali radę, dobrą akustykę mieli.
A ja we Wrocławiu z trudem odnalazłem klub Łykend. Zanim jednak tam dotarłem, odwiedziłem jeszcze Polmos Wrocław, a tam jest taka miła knajpka nad rzeką Odrą, i trunki przednie polewają, więc była ziołowa Bona, był i Faust żurawinowy, a i wspaniały bitter. Palce lizać, kac minął jak ręką odjął. W Łykendzie wystąpiłem razem z Sarą Antczak, równie urodziwą, co utalentowaną autorką powieści „Wolny i De Klesz”. Przyszło chyba ze 200 osób, klub był zapełniony po brzegi. Zajebista atmosfera, spotkanie świetnie prowadziła Joanna Kobieracka, publiczność wykazała się anielską cierpliwością. A potem wszyscy byli w piekło wzięci, bo okrasą wieczoru był występ kapeli Wolf & The Motherfuckers, bynajmniej nie punkowej. Północ minęła mi w sympatycznej knajpce Literatka na wrocławskim Rynku, dokąd zawinęliśmy się na wielce kulturalne afterparty. Przyznam, że kulturalne zwieńczenie wieczoru było dla mnie niejakim zaskoczeniem.
W niedzielę na kacu dotarłem do Warszawy. Dzięki wszystkim – do następnego razu!

W Golinie, od lewej: Piotr Stróżyński, Łukasz Gołębiewski, Ryszard Krupiński, Dariusz Papież

W Golinie

Patyczak zaprasza do tańca

Opuścił spodnie do kolan…

Wojtek Sypniewski gra nam u siebie, w Śmiełowie

Z Sarą we Wrocławiu

W klubie Łykend: Sara Antczak, Łukasz Gołębiewski, Joanna Kobieracka

Wolf & The Motherfuckers

49 komentarzy dla “W Golinie i Wrocławiu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

13 lipca 2019 o godz. 13:19

Potopowa burza nad Warszawą

66851713_10156660502088152_4162044277301444608_o

Potworna ulewa, niebo się urwało, potop. Pogoda jest coraz mniej stabilna, prognozy na kolejne lata są bardzo złe, a myślę, że i tak rzeczywistość przerośnie prognozy i lodowce roztopią się dużo szybciej, a upały staną się nieznośne. Kto wie, może jeszcze tego dożyję…

9 lipca 2019 o godz. 23:39

Recenzja – Grappa

Przed autorem jakiejkolwiek publikacji na temat grappy stoi zawsze nie lada wyzwanie. Wiąże się to przede wszystkim z niesławnymi skojarzeniami jakie budzi sam trunek. Do tej pory na grappę patrzono w dwójnasób, choć w obu przypadkach negatywnie – z jednej strony kuriozum turystyczne przywiezione z wojaży, z drugiej tania berbelucha, po której musi boleć głowa. Z myśleniem tym stereotypowym, ale mającym w sobie ziarno prawdy – bo gros grapp przez długi czas, niestety, nie szło w parze z jakością – zrywa najnowsza książka Łukasza Gołębiewskiego, swoiste opus magnum, będące efektem trzyletnich badań. Śledzi ona zawiłą drogę, jaką grappa przebyła od ludowego, wręcz ludycznego bimbru, aż do wkroczenia na salony poprzez swoje bardziej wykwintne odmiany jak vecchia czy riserva. Autor podróżuje więc od rodziny do rodziny i dowiaduje się niuansów nie tylko produkcji, ale pasji, jaką w danej, wielopokoleniowej oczywiście familii zaszczepił pradziadek czy nawet prapradziadek. Mimo, że książka jest autorstwa Łukasza, często staje on z tyłu, z boku i pozwala mówić swoim rozmówcom, a Ci mają wiele do powiedzenia. Uważny czytelnik dowie się, w jakich porach zbierane są wytłoki, czy są mieszane czy nie, o specyfice drożdży, całe know-how jest na kartach tej książki, a każdy z rozmówców aż się wyrywa, żeby się pochwalić, że tylko u nich jest taka aparatura, tylko u nich wprowadzono i opatentowano technologię przechowywania wytłoków, czy wreszcie tylko oni macerują w grappie czarne oliwki. Żeby nie wspomnieć, że u nas fermentuje się dobrze, a gdzie indziej niekoniecznie. Jakże rodzinnie i włosko, nieprawdaż? Bo grappa to nie tylko lakierowaty bimber praprapradziadka, ale pasja i rodzina, czyli Włochy w pigułce, a raczej w kieliszku.

5 lipca 2019 o godz. 17:53

Rynek książki to nisza dla pasjonatów

W numerze 500 dwutygodnika „Biblioteka Analiz” ukazała się obszerna rozmowa z Łukaszem Gołębiewskim, który wspomina lata swojej pracy na rynku książki. Rozmawia Ewa Tenderenda-Ożóg.

5 lipca 2019 o godz. 17:44

500 x „Biblioteka Analiz”

BA500

Ukazał się numer 500 „Biblioteki Analiz”. Ile to lat? Dwadzieścia. O rany, ile się przez ten czas zmieniło, we mnie, wokół mnie, na świecie. Stało jeszcze World Trade Center. Żył jeszcze Joe Strummer. Nie miałem ani jednego kota. Byłem dziennikarzem w „Rzeczpospolitej”. Nie było sztywnych łącz internetowych, ani smartfonów. Nie było Facebooka, nikt nie znał Google, ani Wikipedii. Książki kupowało się w księgarni, nie na Allegro czy w Amazonie. Nie było masy rzeczy, bez których dzisiaj nie potrafimy żyć. A jednak wcale tak wiele się nie zmieniło. W „Bibliotece Analiz” nr 500 duży wywiad ze mną, a także wypowiedzi moich przyjaciół i współpracowników, którzy z sympatią wspominają jak dwadzieścia lat temu tworzyłem firmę i pismo. Nie pozostaje nic innego, jak podziękować za miłą laurkę. Jestem dziś niby daleko, ale wciąż blisko.

4 lipca 2019 o godz. 23:05

Rady dla pijaków

„Nie zadawaj się z abstynentami. Spójrz na budżet państwa, a zrozumiesz, że są to wywrotowcy. (…) Trzeźwość jest stanem przejściowym” ~Julian Tuwim

4 lipca 2019 o godz. 17:52

Superbohaterka

7887895.3

W kinach „Anna” Luca Bessona, dla mnie najlepszy jego film od czasu „Leona zawodowca”. Tytułowa bohaterka jest elitarną, choć młodą stażem, agentką KGB. Wyrwała się z nędzy, beznadziei, narkotyków. Ale ona chce czegoś innego niż krzyż zasługi Związku Radzieckiego, ona chce wolności. Świetnie poprowadzona narracja, retrospektywy, zatrzymane i powracające ujęcia. Piękne kobiety, akcja, mordobicie i strzelaniny, dużo krwi, dużo seksu i przemocy, a w tle rywalizacji między KGB i CIA niedorzeczny świat mody, jako metafora targowiska próżności. Bohaterka ma gdzieś nie tylko ordery, ale też blichtr i światła fleszów. Niby wszystko idzie jak po sznurku, ale Besson przygotował dla widza niespodziewane zwroty akcji i mocne zakończenie. Dziwią mnie słabe recenzje tego filmu, bo widz otrzymał pierwszej klasy kino akcji, dobrze zagrane, dobrze opowiedziane. A że przy okazji jest masa kiczu, scen nieprawdopodobnych rodem z komiksów Marvela, to akurat zupełnie nie przeszkadza i wpisuje się w styl narracji reżysera. Warto iść do kina.

3 lipca 2019 o godz. 12:29

Grappa (2019)

Grappa cover

Nakładem M&P ukazała się książką Łukasza Gołębiewskiego pt. „Grappa”. Przedstawiono w niej historie grappy, technologię produkcji, rodzaje grappy oraz wszystkich znaczących producentów.

3 lipca 2019 o godz. 12:21

Książka o grappie

Grappa cover

Nakładem M&P ukazała się książką Łukasza Gołębiewskiego pt. „Grappa”. Przedstawiono w niej historie grappy, technologię produkcji, rodzaje grappy oraz wszystkich znaczących producentów.

25 czerwca 2019 o godz. 17:03

Zadymiarze – rzecz o punku w Radomiu

zadymiarze

Nakładem wydawnictwa Jirafa Roja ukazała się właśnie najnowsza książka Grzegorza Bartosa „Zadymiarze. Republika i UK Subs w RZO Radoskór”. Koncert z lutego 1983 roku jest dla autora okazją do podróży w przeszłość, odwiedzenia starych załogantów, dawnych radomskich punków, którzy opowiadają o sobie, o swoim pokoleniu, o muzyce, marzeniach i twardej rzeczywistości.

20 czerwca 2019 o godz. 13:09

Straszna Euforia

euforia-nowy-kontrowersyjny-serial-hbo

Media trąbią o nowym serialu HBO, „Euforia”. Że bezecny, pornograficzny i szkodliwy dla równowagi psychicznej. To postanowiłem obejrzeć pierwszy odcinek. Nie takie rzeczy pokazywali i będą pokazywać. Popłuczyny po „Trainspotting”, które dla odmiany okrzyknięto arcydziełem. Jak pisał Ignacy Karpowicz, „Czy to ma znaczenie, co wzrusza? Arcydzieło czy szmira? Wzruszenie jest takie samo”.