24 lutego 2016 o godz. 18:39

Umberto Eco: Mistrz katalogowania

800px-Umberto_Eco_04
19 lutego, w wieku 84 lat, zmarł Umberto Eco. Sławny dzięki zekranizowanej powieści „Imię róży”, był przede wszystkim wielkim bibliofilem, interesowały go biblioteki, katalogowanie, przyszłość książki i czytelnictwa. „Książki pozostaną nieodzowne nie tylko w przypadku literatury, lecz w każdym przypadku, który wymaga uważnej lektury oraz przemyśleń i refleksji na jej temat, a nie tylko dotarcia do informacji” – pisał.

Pozostawił po sobie kilka wybitnych, bardzo erudycyjnych, powieści – poza „Imieniem róży” były to m.in.: „Wahadło Foucaulta”, „Wyspa dnia poprzedniego”, „Baudolino” czy „Cmentarz w Pradze”, żeby pozostać przy tych najlepszych. Literaturą zajmował się jednak jakby mimochodem, w wolnym czasie od swych prac akademickich i licznych wykładów. Znamienne, że pierwszą powieść, czyli „Imię róży”, opublikował mając już 58 lat i pomimo jej sukcesu na kolejną kazał czekać osiem lat. A był autorem bardzo płodnym. Pozostawił po sobie ponad 50 książek, a zapewne wiele jeszcze wyjdzie – z tekstów rozproszonych – po jego śmierci.
Miał talent do łączenia tego co popularne, z tym co elitarne. Był świetnym narratorem, nie tylko w prozie, także w eseistyce. Potrafił przykuć uwagę czytelnika nawet wówczas, gdy pisał o odległych mrocznych sprawach średniowiecza. Jego teksty są bardzo erudycyjne, ale nigdy snobistyczne, nie stawiał siebie ponad czytelnikiem – i to także część jego sukcesu.

Literackie mush-upy
Umberto Eco miał pasję do katalogowania, w efekcie której powstawały książki niezwykłe. Wydawałoby się, że w czasach Wikipedii i Google katalogowanie można powierzyć armii amatorów i dobrym algorytmom. Umberto Eco pokazał jednak, że łatwość wyszukiwania jest niczym, jeśli nie wiemy, czego szukać i jak to zaprezentować. Jego „Historia piękna”, „Historia brzydoty”, „Historia krain i miejsc legendarnych”, a przede wszystkim „Szaleństwo katalogowania”, to dzieła, które w cyfrowych czasach pozwalały wierzyć w magię książki w jej najbardziej tradycyjnej formie – książki ilustrowanej, wyszukanej typograficznie, opatrzonej tradycyjną bibliografią, odsyłaczami do źródeł. A jednocześnie przecież te książki doskonale wpisały się we wszechobecny mit kopiowania, pełne cytatów, stanowiły swego rodzaju literacko-naukowe kolaże, czy posługując się muzycznym terminem – mush-upy.

Wiara w Liber Mundi
Umberto Eco był idealista i marzycielem. Był spadkobiercą wiary w uniwersalną księgę i bibliotekę bibliotek, utopijną ideę ponadczasowej Liber Mundi. Jednocześnie, za nic mając wszechogarniającą potęgę informacyjna Google, uważał, że im mniej świat kryje przed nami tajemnic, tym większa w człowieku tęsknota do ucieczki w obszar wyobraźni, legend, mitów, religii, a przede wszystkim… książek.
Książce poświęcił najwięcej uwagi w swoim dorobku naukowym, ale też przecież na kartach jego prozy książka, czy księga, jest symbolem tego, co niezgłębione, tajemnicze, wielkie, trwałe. Poza Eco chyba jedynie Jorge Luis Borges był równie zakręcony na punkcie bibliotek, porządkowania książek, dbałości o systematyzację wiedzy. Był też orędownikiem księgi w rozumieniu kodeksu, jak i wynalazku Gutenberga. Umberto Eco w swoim eseju „Nowe środki masowego przekazu a przyszłość książki” pisał: „Książka wymaga lektury linearnej, od początku do końca. (…) Hipertekst natomiast pozwala sklejać w jednej chwili i wedle naszego życzenia rozmaite partie tego samego tekstu, a tym samym zapewnia odczytanie osobiste, za każdym razem inne”. (…) „Czytanie na ekranie komputera nie jest tym samym, co czytanie książki”.
„Książka do czytania wymaga, byśmy doszedłszy do strony 200 pamiętali coś, co zostało powiedziane na stronie 20, byśmy uruchomili naszą pamięć, byśmy korzystali z naszej zdolności przebiegania przestrzeni, którą w toku lektury ukształtowaliśmy w naszej wyobraźni. (…) Nowe technologie prowadzą do powstawania nowych form twórczości. (…) Ale te nowe formy nie zastępują starych, których potrzebę nadal głęboko odczuwamy”. (…) „Nowe media powodują ważne odwrócenie tendencji do skupiania się na przekazie czysto wizualnym, przywracają bowiem dynamiczną równowagę między przekazem obrazowym a przekazem alfabetycznym. Szkoła jutra nie będzie miała ławek, lecz stanowiska elektroniczne – oczywiście oprócz miejsca do pisania ręcznego” – przewidywał w 1996 roku Umberto Eco.

Rycerz w Zakonie Ludzi Księgi
W posłowiu do głośnej pracy „Przyszłość książki”, zbierającej głosy wielu naukowców i bibliotekarzy, Umberto Eco uparcie wracał do tematu miejsca biblioteki jako wielkiego repozytorium i katalogu. „Przekonaliśmy się już, że nadzieja iż komputery, w szczególności edytory tekstu, pomogą ocalić drzewa była przypadkiem myślenia życzeniowego. Komputery wspomogły produkcję materiałów drukowanych. Możemy wyobrazić sobie kulturę, w której nie będzie książek, a jednak ludzie będę funkcjonować wśród ton luźnych arkuszy papieru. Będzie to raczej nieporęczne i stworzy nowe wyzwanie dla bibliotek”.
Umberto Eco był też krytykiem i obserwatorem mediów, prasy, radia, telewizji. Bieżące wpadki medialne tropił i opisywał w swoich felietonach. Krytyka mediów elektronicznych, w tym telewizji, miała dla niego jednocześnie wymiar antropologiczny. „Możemy narzekać, że wielu ludzi spędza dnie na oglądaniu telewizji i nigdy nie czyta książek ani gazet, i z pewnością jest to problem społeczny i edukacyjny, lecz często zapominamy, że ci sami ludzie kilka stuleci temu oglądali co najwyżej kilka standardowych obrazów i byli całkowicie niepiśmienni”.
Pozostawił po sobie masę cytatów, które przez lata będą zapełniały ściany bibliotek, jako memento kultury czytelnictwa. To jeden z moich ulubionych bon motów: „książki są nadal najlepszymi towarzyszami na wypadek rozbicia statku lub wojny atomowej”. Nie był ostatnim c, ale na pewno był jego pierwszą lancą i najsławniejszym mieczem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

17 listopada 2018 o godz. 08:31

Kartka z podróży – Wizyta w Numisi

Numisi 2018-11-06 09-18-57

Kilka lat temu Mikheil Giorgadze, wraz z żoną, Nuno, kupili stare ruiny na przedmieściach wioski Mukuzani, w Kachetii, w regionie znanym ze znakomitych win. Chciał tu postawić niewielki zajazd – pensjonat i restaurację. Przy usuwaniu cegieł odkryli 33 stare kwewri, które mają podobno ponad 500 lat i piwnice na wino, w których utrzymuje się stała temperatura 15 stopni. Postanowił uporządkować teren założyć własną winiarnię i muzeum. Zebrał masę pamiątek, nie tylko związanych z winiarstwem, ale także ogólnie z kulturą ludową regionu.

16 listopada 2018 o godz. 21:13

Rosyjska apokalipsa

„Wódka jest podobna do piosenki. Piosenka może mieć byle jakie słowa i prosta melodię, lecz ich połączenie (jak spirytusu z wodą) może piosenkę zamienić w szlagier”. ~Wiktor Jerofiejew

16 listopada 2018 o godz. 08:46

Kartka z podróży – Wizyta w Georgian Wine & Spirits

SONY DSC

Firma Georgian Wine & Spirits (GWS) powstała w 1993 roku na przedmieściach Telavi, na bazie dawnych radzieckich zakładów Telavi 2, które działały od 1976 roku. Mają 400 ha winnic w regionie Kachetii (m.in. w DOC Mukuzanii oraz Tsinandali, Tvishi, Napareuli, Kindzmarauli, Khvanchkara czy Akhasheni), ale dodatkowo skupują winogrona. Aż 70% upraw, to szczepy lokalne. Około 280 ha zajmują nasadzenia czerwonych winogron – głównie saperavi, resztę białe, poza szczepami europejskimi są to: rkatisteli, mtsvane czy tsolikouri. Właścicielem GWS są szwedzcy inwestorzy, którzy mają także znaną gruzińską winiarnię Mukhrani. W Polsce wina GWS są w ofercie Vininova.

15 listopada 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Shalauri

Shalauri 2018-11-05 13-10-58

Położona kilka kilometrów za Telavi, przy drodze do Tsinandali, malutka winnica Shalauri powstała w 2013 roku. Mają tylko 2 ha, ale jakież tu robią wybitne wina! Wyłącznie z kwewri, żadnych beczek, żadnych europejskich winifikacji. Wszystko po bożemu, to znaczy po gruzińsku. Ich rkatsiteli ma smak miodu, mtsvane pachnie jak rieslingi późnego zbioru, pomarańczowe khikhvi jest jak polne kwiaty i agrest. Mają dwa rodzaje saperavi, bardzo wytrawne i taniczne oraz niemal słodkie, ale nie w stylu win Kindzmarauli, to jest słodycz soczystej czarnej porzeczki, fig i wędzonej śliwki. W niewielkiej piwnicy na tyłach domu wkopane są kwewri, w drugiej piwnicy leżakują wina w butelkach, jest też jedna izba zamieniona na winiarnię, tu także są kwewri. Chacha ze swoich wytłoków destylują u sąsiada, ma aromat dojrzałego słonecznika. Produkty nie są bynajmniej tanie, butelka 30-40 lari.

14 listopada 2018 o godz. 08:23

Kartka z podróży – Twierdza Chailuri

07 Chailuri 2018-11-04 11-36-26

Stanąłem przy głównej drodze wiodącej z Tbilisi do Kachetii, zaraz za winiarnią KTW, dokąd każdego dnia przyjeżdżają autokary pełne Rosjan, którzy wypijają wprost ze stalowych tanków zasiarczone, bardzo młode i bardzo podłe wina. Stanąłem, bo tu cisza i spokój, a chwilę wcześniej musiałem przebijać się przez rosyjską ciżbę, żeby kupić butelkę wina kisi i kompot z owoców fejhoa w sklepiku firmowym KTW. Mają tam nie tylko wstrętne wina, ale Rosjan Gruzini prowadzą prosto do cystern, i poją paskudztwem ku własnej uciesze, zwłaszcza, że Rosjanie chwalą, siarka i kwas im nie przeszkadzają. Stanąłem tu, gdyż na lewym brzegu rzeki stoi sporych rozmiarów twierdza Chailuri (znana też jako Niakhura). Bastion jakich w Europie wiele, typowy dla fortyfikacji osmańskich. Pierwotna twierdza powstała tu w późnym średniowieczu i wraz z drugą fortyfikacją – Monavi – strzegła przejścia przez wąwóz Iori w stronę Tbilisi. Miała trzy pietra i dwie bramy. Zniszczona w 1801 roku, podczas walk o niepodległość Gruzji, odbudowana w latach 80. XX wieku, dziś częściowo porośnięta trawą. W sumie, nic ciekawego, punkt na mapie, chwila odpoczynku pomiędzy jedną winiarnią a drugą. Nieciekawe miejsca też potrafią jednak cieszyć, gdy świeci słońce, za plecami masyw Kaukazu, z lewej strony winnica, a powietrze wypełnia przyjemny zapach wypalanej za płotem trawy.

13 listopada 2018 o godz. 09:54

Kartka z podróży – Wizyta w Château Mukhrani

Mukhrani 2018-11-03 16-32-57

Obecna firma powstała w 2002 roku, powołana przez inwestorów ze Szwecji, którzy są też właścicielami firmy Georgian Wines & Spirits w Kachetii. W 2007 roku rozpoczęła działalność nowoczesna winiarnia połaczona z destylarnią chacha. Nazwa nawiązuje do najważniejszej gruzińskiej dynastii książęcej, która panowała od początku XVI do XIX wieku. Wspaniały pałac Mukhrani – dostępny dla zwiedzających – jest tu restauracja, a jednocześnie zakład produkcyjny – winiarnia i destylarnia, a w piwnicach znajduje się 60 tys. beczek z winem. Większość starzenia odbywa się we francuskim dębie. Mury zapewniają stała temperaturę 15 stopni Celsjusza. Piwnice powstały w 1878 roku, château zostało zaprojektowane przez francuskiego architekta. Była tu letnia posiadłość Romanowów. W piwnicach są kwewri, które mają 150 lat i pamiętają czasy założyciela winiarni, Ivana Mukhranbatoni. Ivan produkował w XIX wieku 1,2 mln l wina rocznie.

12 listopada 2018 o godz. 09:11

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Askaneli Brothers i Jimsher

Askaneli Brothers 2018-11-02 15-45-36

Na przedmieściach Tbilisi ulokowana jest nowoczesna winiarnia i destylarnia Askaneli Brothers. Właścicielami firmy są bracia Gocha i Jimsher Chkhaidze, nazwa Askaneli pochodzi od wioski Askana w prowincji Guria. Wedle ludowej opowieści niejaki Antimoz Askaneli zbudował tutaj piwnicę pełną kwewri do produkcji wina. Faktem jest, że we wsi można odnaleźć kwewri, które pochodzą z lat 80. XIX wieku.

11 listopada 2018 o godz. 15:56

Kartka z podróży – Come back to Tbilisi

SONY DSC

Trzeci raz jestem w Tbilisi. Zaliczyłem już trzy pory roku – lato, jesień i zimę. Nieodmiennie miasto tętni życiem. Zawsze w kolorach oferowanych na straganach owoców – granatów, szaronów, pomarańczy, zielonych fig oraz zwisających wszędzie poskręcanych, wypełnionych orzechami, churcheli. Nieodmiennie pachnie winogronami. Kuszą wine-bary i bazary. W dawnych tureckich łaźniach kwitnie rozpusta, damy wprawdzie nie mają dostępu do kapiących się panów, co jednak nie przeszkadza alfonsom by prezentować całe katalogi ze zdjęciami oczekujących prostytutek. Gorąca miłość po gorącej parowej kąpieli, do tego sto gram rozgrzewającej chacha i zawał jak w banku.

8 listopada 2018 o godz. 14:18

Gin – Świat wykwintnych alkoholi

Jeden destylowany prawdopodobnie w najmniejszym alembiku pod słońcem, inny z dodatkiem surowego mięsa wołowego, a jeszcze inny z dodatkiem soku wiśniowego. Po takim opisie trudno stwierdzić, że chodzi o gin, a jednak właśnie ten trunek jest bohaterem najnowszej książki Łukasza Gołębiewskiego. Podobnie jak producenci perfum, tak i my, czytelnicy jesteśmy zaproszeni do świata zapachów, aromatów, bo i trunek nad wyraz aromatyczny. Z jednej strony wymagający użycia raptem paru składników, więc najbardziej typowych: jałowca, dzięgla, kolendry czy kosaćca, z drugiej zachwycający ich mnogością (liczba dwucyfrowa), a zarazem zaskakujący efektem końcowym. Gin ma wiele twarzy i wiele odsłon. Choć historia ginu jest troszkę okrojona i dość zwięzła, największe pole do popisu daje przegląd jałowcówek zgromadzonych na kolejnych stronach książki. Czytając opisy tychże odnosimy wrażenie, że owszem nastąpił swoisty renesans ginu, co powinno cieszyć, ale z drugiej strony mamy do czynienia z postępującą osobliwością receptur, co jednakowoż daje pewność, że o ginie jeszcze nie raz usłyszymy i posmakujemy w przyszłości naprawdę ciekawe, nieszablonowe trunki.

30 października 2018 o godz. 22:10

GBH w Warszawie

45132932_1986854171397006_2456786589699801088_n

19 listopada w klubie Pogłos (Warszawa, ul. Burakowska) zagrają weterani punk rocka, GBH. Towarzyszyć im będą warszawskie zespoły Kara i The DamNation. Start – 19.00, wjazd: 60/70 zł.