22 stycznia 2013 o godz. 19:31

To był fatalny rok dla rynku książki

/wp-content/uploads/2013/01/pap-20logo

PAP publikuje pierwszą część zapisu rozmowy Agaty Szwedowicz z Łukaszem Gołębiewskim na temat rynku wydawniczego w Polsce. Materiał ukazał się pod kasandrycznym tytułem "To był fatalny rok dla rynku książki: Znów spadły obroty. 2012 rok najgorszy od upadku komunizmu".

Rok 2012 był dla rynku książki jeszcze gorszy, niż bardzo zły rok 2011. Nadal mamy do czynienia ze spadkiem obrotów – w 2012 roku o około 2 proc. – powiedział prezes Biblioteki Analiz Łukasz Gołębiewski.
„Rok 2012 był dla rynku wydawniczego jeszcze gorszy, niż bardzo zły rok 2011. Można powiedzieć, że był to najgorszy rok od 1989 roku. Co prawda spadek obrotów nie był tak wyraźny jak w roku 2011, kiedy wyniósł około 8 proc., w 2012 r. obroty spadły tylko o około 2 proc. Jeżeli nawet spadek jest mniejszy, to jednak odczuwalny. Nie spełniły się nadzieje, że po bardzo złym roku nastąpi odbicie się rynku i jakiś wzrost” – powiedział Łukasz Gołębiewski.
„Podsumowanie minionego roku byłoby jeszcze gorsze, gdyby nie to, że w końcówce roku, praktycznie rzecz biorąc w ostatnim miesiącu roku, ukazały się trzy książki, które pod względem wielkości sprzedaży zajmują trzy pierwsze miejsca.
To 50 twarzy Greya i Ciemniejsza strona Greya, które sprzedały się łącznie w liczbie 550 tys. egzemplarzy oraz Trafny wybór Joanne Rowling, który rozszedł się w liczbie ponad 170 tys. egzemplarzy. Rynek książki w Polsce jest tak niewielki, że czasami pojedyncze tytuły wpływają na całościowy obraz sytuacji. Mieliśmy lata, gdy sama sprzedaż kolejnych części sagi o Harrym Potterze dawała około 1,5 do 2 proc. obrotów całego rynku” – powiedział Gołębiewski.
Jednak, jak zauważył, przez cały rok 2011 i większą część roku 2012, nie pojawiały się książki, które przyciągnęłyby do księgarń szerokie rzesze klientów. Jedynym tytułem, który podciągnął sprzedaż w tym okresie były wspomnienia Danuty Wałęsy, czyli książka bardziej publicystyczna niż literacka. Zdaniem Gołębiewskiego jednym z czynników rozregulowujących rynek książki jest coraz większa liczba księgarń z tanimi książkami.
„Ludzie, którzy lubią czytać, kierują się nie do klasycznych księgarń po nowości, tylko do coraz liczniejszych punktów sprzedaży książek przecenionych. Można tam kupić bardzo wartościowe pozycje, po cenach bardzo niskich, często poniżej 10 zł. Doszło do takiej sytuacji, że gdy Mo Yan dostał nagrodę Nobla, to dwie jego wydane w Polsce powieści można było kupić właśnie w tanich księgarniach, gdzie trafiły po czyszczeniu magazynów” – mówił Gołębiewski.
Zjawisko tanich księgarń takich jak sieć Dedalus to, jego zdaniem, efekt z jednej strony nadprodukcji książek w poprzednich latach, z drugiej – wprowadzenia w 2012 roku 5-procentowego podatku VAT na książki. „Nie chodzi tylko o to, że ceny książek wzrosły przez wprowadzenie podatku, bo czytelnik może aż tak bardzo tego nie odczuł. Wprowadzenie VAT spowodowało natomiast lawinę wyprzedaży, to, co było w magazynach z lat poprzednich wydawcy chcieli sprzedać jak najszybciej, ze stawką 0-procentową. W tanich księgarniach znalazło się więc mnóstwo tytułów. Efekty tego odczuwamy do dziś, bo jeżeli można zakupić bardzo wartościowe pozycje za bardzo niewielkie pieniądze, to nie odwiedza się księgarń z dużo droższymi nowościami, zwłaszcza, jeżeli nie ma wśród nich hitów” – powiedział prezes Biblioteki Analiz.
Inny problem to fakt, że branża wydawnicza, która przez lata zatrudniała najwyższej klasy fachowców, redaktorów, korektorów, gwarantujących czytelnikowi wysoką jakość tekstu, w obliczu kryzysu tnie koszty. Według Gołębiewskiego wydawców nie stać, żeby zatrudniać fachowców, co widać chociażby na przykładzie książek renomowanych wydawnictw naukowych, ale też na przykładzie gazet – zatrudnia się studentów, praktykantów, aby tylko zaoszczędzić na etatach. Jakość spada, a reakcję czytelników można przewidzieć – nie będą chcieli płacić za takie treści, jeżeli mają dostęp do darmowych źródeł informacji w internecie.
Zły stan rynku książki to także efekt zachodzących zmian cywilizacyjnych. „Ludzie coraz więcej czytają w formie elektronicznej, co bardzo odczuwają przede wszystkim gazety codzienne. Za czytelnikiem do internetu odpływają też reklamy, czyli główne źródło przychodów branży medialnej. Google staje się największym konglomeratem medialnym. Rynek książki także odczuwa przejście czytelników w stronę treści elektronicznych” – powiedział prezes Biblioteki Analiz.
„Weźmy tu osławione Chomikuj.pl, gdzie można znaleźć i, co prawda nielegalnie, ściągnąć praktycznie każdą książkę. Chomikuj.pl jest jednak tylko jednym, może wcale nie najważniejszym elementem całej tej zmiany cywilizacyjnej. Internet daje coraz łatwiejszy dostęp do bezpłatnych i legalnych źródeł informacji. Bezpłatna Wikipedia nie jest obecnie wcale gorsza od wydawnictw encyklopedycznych, a łatwiej z niej korzystać, jest za darmo, więc książkowej encyklopedii ludzie już raczej nie kupią. Podobnie jest z przewodnikami turystycznymi, mapami, które są w internecie na bieżąco aktualizowane i nie trzeba za nie płacić. Przemysł książkowy nie bardzo wie, jak ma sobie radzić z konkurowaniem z ogromną liczbą darmowych treści dostępnych w internecie” – powiedział Gołębiewski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 maja 2018 o godz. 21:29

Kolejny odcinek w Koktajle.tv

Zapraszamy na drugi odcinek z serii Akademia Brandy Pliska z Koktajl.TV. Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu o alkoholach „Aqua Vitae” opowie jak powinno się pić i podawać koniak, dlaczego w takim kieliszku oraz czy powinno się go podgrzewać. Zapraszamy!

18 maja 2018 o godz. 13:04

Przyjaciel książki

frend2-001

Jak ktoś w dzieciństwie zaprzyjaźni się z książką, to mu tak na resztę życia zostaje.

15 maja 2018 o godz. 12:46

Mocne alkohole w Polsce 2018

OkladkaRMA

Książka „Mocne alkohole w Polsce 2018” to pozycja pionierska, bo choć mieliśmy na rynku różne publikacje w podobnym tonie, czy to własne wydawnictwa ówczesnych Polmosów czy „Almanach wódek polskich”, wszystkie one były kroplą w morzu potrzeb. Co więcej, ograniczały się do swojego „poletka”.

15 maja 2018 o godz. 08:15

Kartka z podróży – Spacerem po Treviso

_DSC6498

Z Włoch wracałem z lotniska Treviso, a że miałem jeszcze kilka godzin do odlotu, więc postanowiłem zrobić spacer po mieście. Przecina je rzeka Sile, wzdłuż jej lewego brzegu ciągną się fragmenty murów starego miasta, w które wbija się systemem fos i kanałów. Tu gdzieś zostawiłem samochód (znalezienie wolnego miejsca do parkowania zajmuje sporo czasu) i ruszyłem w labirynt uliczek.

14 maja 2018 o godz. 08:43

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Castagner

Castagner-010

W małej wiosce Vazzola, u podnóża gór Conegliano, w samym sercu win prosecco, kilkanaście kilometrów od Treviso, swoją ogromną, nowoczesną destylarnię ma rodzina Castagner. Roberto Castagner założył firmę w 1996 roku i bardzo szybko stał się jednym z największych producentów (6 mln l rocznie, ok. 12% udziału w rynku grappy). – Być może dlatego, że nie miałem w rodzinie poprzedników związanych z wytwarzaniem grappy, podszedłem do jej produkcji w sposób innowacyjny. Nie wstydzę się tego, że produkujemy grappę na skalę przemysłową, że nie jesteśmy firmą rzemieślniczą, bo wiem, że nie mielibyśmy tak mocnej pozycji na rynku, gdyby nie przemawiała za nami jakość produktów – mówi Roberto Castagner.

13 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Valdobiaddene

_DSC6441

Valdobiaddene, stolica prosecco, miasteczko otoczone wzgórzami i winnicami (ponad 6500 ha upraw w regionie), na każdym wzgórzu kościół, w dole winiarnie, wśród nich m.in. Mionetto, producent najbardziej popularnego w Polsce wina musującego, ale też Altaneve, Masottina i innych – jest tu ponad 3000 winiarzy, którzy rocznie dostarczają na światowe rynki ok. 600 tys. hektolitrów wina. Szlak prosecco ciągnie się przez miasteczko, przez wzgórza, przez winnice. Jak na stolicę wina z bąbelkami miasteczko jest zaskakująco senne, przy rynku jest dobrze zaopatrzony sklep z winem, jest kilka restauracji, wine-bar, ale życie towarzyskie nie koncentruje się w mieście, lecz na otaczających je pagórkach, na winnicach, do których autokary każdego dnia przywożą setki turystów z całego świata. Większość winnic ma parcele, które pozwalają na posługiwanie się oznaczeniem DOCG Prosecco di Conegliano Valdobbiadene lub po prostu DOCG Valdobbiadene Prosecco. Nie wszystkie są winami musującymi, bo w Valdobbiadene z tych samych winogron glera robi się też wina spokojne, w dodatku także z nazwą Prosecco na butelce (z dopiskiem tranquillo). Tańsze butelki robione są w zbiornikach ciśnieniowych, czyli metodą Charmata, droższe metoda tradycyjną, z fermentacją w butelkach. Właściwie każdy liczący się producent stosuje tu obydwie metody. Ze względu na ciśnienie w butelce wina dzielone są na spumante (minimum 3 bary) i frizzante (1-2,5 bara i to jest zdecydowana większość produkcji), a także wspomniane spokojne wina tranquillo. Drugi podział charakteryzuje poziom cukru, od najbardziej wytrawnych brut, przez extra dry, dry i demi sec. Robione zawsze z białych winogron (lub prawie wyłącznie, bo apelacja dopuszcza niewielki udział winogron pinot noir), ale coraz częściej spotykamy różowe prosecco, które nie jest czystym winem, lecz zawiera dodatek soków owocowych.

12 maja 2018 o godz. 08:17

Kartka z podróży – Bassano del Grappa

_DSC6217

Otoczone górami Grappa miasto Bassano jest kolebką włoskiej grappy, tu działa m.in. najstarsza wciąż czynna destylarnia – Blo. Nardini z 1779 roku, jest tu piękne muzeum grappy zorganizowane przez Jacopo Poli, w promieniu kilku kilometrów są jeszcze dwie destylarnie – Poli i Capovilla. Nie od regionalnego trunku, lecz od gór pochodzi drugi człon nazwy miasta, dodany zresztą dopiero w 1928 roku. Krystalicznie czyste źródła spływające ze wzgórz, a także porastające je winnice, niewątpliwie przyczyniły się do tego, że to tu właśnie grappa jest alkoholem absolutnie wyjątkowym.

11 maja 2018 o godz. 08:21

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Poli

Poli-098

Firmę założył w 1898 roku Giobatta Poli, wciąż jest ona w rodzinnych rękach, zarządzana już przez czwarte pokolenie. Firma mieści się w wiosce Schiavon, tuż obok kolebki grappy – miasteczka Bassano del Grappa. Rodzina Poli żyje w tym regoionie od XIV wieku, kiedyś prowadzili tawernę w wiosce Gomarolo, potem przenieśli się do Schiavon, zajmowali się handlem winem i otworzyli mała destylarnię. Na początku XX wieku Giovanni Poli był pierwszym w okolicy właścicielem samochodu i telefonu. Obecnie destylarnia mieści się w tym samym miejscu, w którym powstała, z charakterystycznym kominem z czasów, kiedy alembiki były ogrzewane węglem. Firmą zarządzają Jacopo, Andrea i Barbara Poli. Destylarnia jest otwarta dla zwiedzających, działa też przy niej wspaniale urządzone muzeum grappy. Drugie muzeum grappy rodzina Poli ma w Bassano del Grappa – w XV-wiecznym pałacu (Poli Museo Della Grappa). W obu prezentowane są stare maszyny, książki, butelki, jest to część wielkiej kolekcji Jacopo Poli, który ma także wielką bibliotekę książek o alkoholach, a i sam jest autorem książki o grappie. Wizyty są bezpłatne, a Jacopo Poli często sam oprowadza swoich gości po zakładzie w Schiavon.

10 maja 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Capovilla

Capovilla-013

Vittorio Capovilla założył destylarnię w 1986 roku, na przedmieściach Bassano del Grappa. Wcześniej pracował w branży winiarskiej. Swój pierwszy alembik samodzielnie skonstruował w 1975 roku z części, które przewoził z Austrii. Pozwalał na destylację 300 l. Obecnie Capovilla robi 40-50 tys. butelek rocznie, mają też małą destylarnię Marie-Galante na Gwadelupie, gdzie robią rum typu agricole (m.in. marka Rhum Rhum). Mają też 4 ha własnych sadów, poza grappą i brandy w ofercie jest szeroki wybór wysokiej jakości destylatów owocowych, a nawet destylaty z piwa.

9 maja 2018 o godz. 17:03

Koktajle TV o koniaku