17 sierpnia 2017 o godz. 20:47

Tajemnice owocowych destylatów

okladka-cw-88-mala
W najnowszym numerze „Czasu Wina” Wojciech Gogoliński recenzuje dwie książki – „Świat brandy” i „Calvados” – których autorem jest Łukasz Gołębiewski. Poniżej przedrukowujemy artykuł w całości.


Ilekroć dzielę się z Państwem moimi opiniami na temat kolejnych „wypracowań” Łukasza Gołębiewskiego, zawsze i niezmiennie pojawia się to samo zazdrosne pytanie: kiedy on to wszystko robi? Jak znajduje czas? W końcu to ogrom mrówczej pracy, nie tylko pisarskiej, ale także dokumentacyjnej. Sam autor, którego znam od dawna, nie ułatwia mi rozstrzygnięcia tego problemu: „po prostu jeżdżę, degustuję, rozmawiam i piszę” – zwykle odpowiada. Wiśta, wio, chciałoby się powiedzieć. Piszę to zazdrośnie, to już któreś tam publikacje, które autor wydał w ostatnich 2-3 latach. Płodność niesamowita.
Od razu powiem, że w obie książeczki-albumy powinny szybko zasilić nasz bibliotekostan. Powód główny jest bardzo prosty – niezwykle rzadko dostajemy do rąk dzieła oryginalne, polskie, nietłumaczone z obcych języków. Gdzie autorzy sami odwiedzają miejsca, w których te destylaty powstają, a przy okazji uwzględniają polską specyfikę – bo te wyroby wytwarzano kiedyś i u nas lub na polskich ziemiach, czy choćby u nas leżakowano i zestawiano. A przynajmniej wielce doceniano i potrafiono się z nimi „obchodzić” bardzo poprawnie.
Calvados był u nas mniej znany i rozpowszechniony, rzadziej po prostu destylowaliśmy jabłeczniki. Chyba wszyscy dotarli do niego pierwej poprzez powieść „Łuk Tryumfalny” Ericha Marii Remarque’a i jej głównego bohatera – Ravika, rozsmakowanego w tym trunku.
Wspomniałem celowo o destylacji jabłecznika, a nie cydru, choć ta staropolska nazwa przegrała już chyba z kretesem z wersją anglo-francuską. Jabłecznik, w przeciwieństwie do wina jabłkowego, którego moszcz dosładzano, było lekkim trunkiem, często z dodatkiem moszczu gruszkowego, który fermentował na własnym cukrze. Miał około 6% alkoholu, był nietrwały, często mętny i konsumowany szybko. Takich lekkich, niefiltrowanych win używa się dziś (i kiedyś) w Normandii do otrzymywania calvadosu. Szkoda, że autor o tym nie wspomina, podobnie jak nie spotkamy w książce określenia „jabłkowica” – a to klasyczna polska nazwa tego rodzaju wódki (choć nie zna jej także polska wersja Worda!), czy choćby „wypalanka jabłkowa”. Określenie „wypalanka” to nasz wielki wkład w środkowoeuropejskie gorzelnictwo, bo od tego wywodzi się węgierska „pálinka”.
Jeśli tak będziemy zapominać staropolskie nazwy, to i śliwowica nam kiedyś, a potem winiak – destylat z wina, do których zalicza się i koniak i armaniak. Tak jak zniknął wspomniany jabłecznik, choć jeszcze dla Jana Cieślaka, nestora twórców receptur dla Polmosu i autora wiekopomnego dzieła „Domowy wyrób win”, pojęcie cydru jeszcze w ogóle nie istniało. Zgoda – „brandy” to nazwa międzynarodowa, ale można jej używać przecie obocznie z „winiakiem” i do tego całkowicie wymiennie.
Album Świat brandy jest jeszcze szersza. Nie zawsze mamy bowiem do czynienia z koniakiem, na nasze stoły trafiają często (i są bardzo lubiane) winiaki hiszpańskie (brandy de jerez), mołdawskie, bułgarskie, rumuńskie, węgierskie, włoskie czy armeńskie – a zwłaszcza tymi z byłych republik radzieckich czy krajów socjalistycznych nikt u nas do tej pory się profesjonalnie nie zajmował. Jak zwykle w tej serii autora, mamy tu również podróż i relacje z odwiedzin u wielu najbardziej znanych producentów oraz przegląd ich oferty. Bardzo cenna rzecz! Poczytamy wreszcie o napojach mieszanych z udziałem bohaterów obu książek oraz – co szczególnie godne polecenia – próbę zasugerowania połączeń tych wódek z potrawami. Cenne, bowiem jest to niezwykle trudne (i nie chodzi tu przegryzanie słonymi paluszkami), ale autor zagląda do spiżarń i restauracji miejscowych, a więc dostajemy informacje z pierwszej ręki, co podają do tych trunków ich producenci i miejscowi konsumenci, i to od wieków. Autor, w przypadku calvadosów wylicza też i opisuje również lokalne sery, a wiadomo, że Normandia skarbnica tych wyrobów.
Mimo fachowości książek, nie powinniśmy się do nich zrażać – dzieła są napisana tak przystępnie, iż nikomu nie sprawią kłopotu z percepcją. Ponadto – jak to u Łukasza Gołębiewskiego – jego książka jest wprost świetnym przewodnikiem turystycznym. Pełną historii, opisów odwiedzanych przezeń miejscowości, czy miejsc związanych z aliancką inwazją w Normandii (w przypadku calvadosu). To bardzo cenne, bo w typowych przewodnikach znajdujemy zwykle notki typu: „ten region znany jest także z wyrobu doskonałych win” i tyle. Tutaj winiaki i calvadosy grają „solówkę”, pierwsze skrzypce, w historycznym i turystycznym anturażu. I tak powinno być. Dodawać właściwie już nie należy, iż obie książki wydawniczo błyszczą, zachwycają zdjęciami (głównie autora) i kredowym papierem – wszak autor sam jest wydawcą. Koniecznie do rzecz do naszej biblioteczki i na prezenty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

12 lutego 2018 o godz. 22:44

Z Arystofanesa

Aristophanes_-_Project_Gutenberg_eText_12788

„Jak się nałykał wszelkich dobrych rzeczy, wnet jął skakać i tańczyć, rechotać, grzmieć zadem niczym oślina, co się nażarła jęczmienia, i nuż walić mnie krzycząc: „Kto pije, ten bije!”. ~Artystofanes „Osy”

11 lutego 2018 o godz. 22:41

O winie

„Picie wina – to jest życie, degustacja wina – to nauka, rozmowa o winie – to sztuka”. ~Henri Beraud

8 lutego 2018 o godz. 17:42

„Aqua Vitae” pierwszy numer w nowym roku

AV_cover 19

Ukazał się dziewiętnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

27 stycznia 2018 o godz. 15:51

Dzika biblioteka

dzika-biblioteka

Paweł Dunin Wąsowicz musiał napisać biografię, bo trudno mówić o autobiografii. Na to drugie jest zbyt nieśmiały, na to pierwsze, jak najbardziej, jest dość ciekawy. Ciekawy siebie, swoich korzeni, swojego miasta i miejsca. Jest też zbyt uważnym, nałogowym, czytelnikiem, by wypuścić o sobie rzecz interesującą wyłącznie dla samego autora. „Dzika biblioteka” Pawła to pozornie autobiografia. Raczej podążałbym śladem tytułu tej książki – to chaotyczna opowieść o lekturach, o dorastaniu do dużej powagi literackiej. Bo jak inaczej to nazwać? Frontman Dunio jest poważnym czytelnikiem. W dawnych czasach miałby szanowaną posadę lektora. W czasach współczesnych, kiedy lektor nie jest już w cenie, jest outsiderem. Dystans Dunia jest bezcenny. Ale jego osobisty stosunek do literatury w tej książce przysłonił nieśmiały dystans. Jest w tej autobiografii coś z piosenek, które pisze Paweł – delikatny ekshibicjonizm, dżentelmeński takt, szacunek do ludzi, ale przede wszystkim – szacunek do samego siebie. Jeżeli ktoś, kto odwiedzi księgarnię, pomyśli, a co mnie ten facet obchodzi, będzie tylko częściowo wiedział, co odrzuca. To książka o świetnym redaktorze, ale przede wszystkim książka o umiejętności czytania ze zrozumieniem. Wiem, słaba rekomendacja, kogo to obchodzi? Mogę jedynie poradzić – uczcie się od Dunia, on się na pewno skrzywi z niesmakiem, ale warto go potraktować jako przewodnika po dzikiej bibliotece. A dzika biblioteka, to nasza współczesna Aleksandria, nie ulegajmy złudzeniom uporządkowaniu Google. Czy można gustom autora zaufać bardziej niż Google? Nie. Ale nie jest to ranking rekomendacji, a uczciwa opowieść o własnych wyborach, doświadczeniach i gustach. Opowieść faceta, który zęby zjadł na czytaniu rękopisów i książek w okładkach. Wielki szacunek dla Wiesława Uchańskiego, prezesa wydawnictwa Iskry, że taka książka wyszła.

25 stycznia 2018 o godz. 15:54

W PR2

Łukasz Gołębiewski będzie dziś gościem audycji Krzysztofa Jakubowskiego „O wszystkim z kulturą”. Polskie Radio PR2, godz. 18.00. Zapraszamy do słuchania.

15 stycznia 2018 o godz. 18:45

Włochaty z Dezerterem

wlochaty dezerter

Włochaty, Dezerter i Aporia wystąpią razem na trzech koncertach: 23.02 Olsztyn, 24.02 Lubawa i 24.03 Głogów. Do zobaczenia na koncertach.

27 grudnia 2017 o godz. 15:45

U.K. Subs w Pogłosie

SONY DSC

28 stycznia w klubie Pogłos (Warszawa, ul. Burakowska 12) wystąpi legenda punk rocka, U.K. Subs. Przed nimi zagra Antidotum. Start – godz. 19.30. Bilety już w sprzedaży – jedynie 320 sztuk. Przedsprzedaż – 70 zł, na bramce w dniu koncertu – 80 zł.

24 grudnia 2017 o godz. 17:04

Marry Mary

Bad-Santa-Drinking-Game

What is the name of Santa Claus wife? Mary Christmas

15 grudnia 2017 o godz. 20:30

Ostatni Jedi

small_432811621

Po tragifarsie, jaką było „Przebudzenie Mocy”, spodziewałem się najgorszego, więc nie mogłem się rozczarować. Film jest lepszy niż poprzednia część, nie tak straszliwie wtórny i nie ma tak wielu okropnych scen z zupełnie innego gatunku kina, czyli jakichś głupich komediowych zachowań Finna, najbardziej groteskowej z postaci wprowadzonych w sadze nr VII. Film można podzielić na trzy części fabularne. Flota Najwyższego Porządku próbuje zniszczyć resztki oddziałów Rebeliantów. Mamy walki gwiezdne, popisy pilotów myśliwców i kino science-fiction w najlepszym wydaniu. Drugi wiodący wątek, to nauka młodej Rey w samotni Luke’a Skywalkera. Nudy, a Mark Hamill wygląda, niestety, jak spasiony pijak, nie jak rycerz Jedi. Na dokładkę okazuje się, że jest człowiekiem, co się kulom nie kłaniał. Na szczęście dla Rebelii, Rey jest tak zdolna, że wystarczą jej dwie lekcje pod okiem zmęczonego życiem skacowanego starca i już zostaje mistrzem Jedi. Jest też trzeci wątek tego filmu – rozterki wewnętrzne Bena Solo vel Kylo Rena i jego duchowe relacje z Rey. Poza tym są sceny magiczne jak z „Harry’ego Pottera”, przykro na to patrzeć. W pierwszym filmie J.J. Abrams uśmiercił najciekawszą postać w nowej sadze, czyli Hana Solo. Miałem nadzieję, że jednak pojawi się w kolejnej odsłonie „Gwiezdnych Wojen” w jakichś reminiscencjach, ale gdzie tam – nie ma czasu na reminiscencje, gdy mamy jedną kosmiczna batalię za drugą a do tego pojedynki na świetlny oręż. W tej części uśmierceni zostają kolejni ważni bohaterowie, Luke Skywalker i kreatura zwana Snoke. Nie żal mi ich, ale wolałbym wśród ofiar widzieć durnego Finna. Nie doczekanie moje, znów clown zostaje bohaterem, takich to „Gwiezdnych Wojen” doczekałem. Już po nakręceniu „Ostatniego Jedi” zmarła Carrie Fisher i podobno jej spadkobiercy nie zgodzili się by w kolejnym epizodzie „Star Wars” pojawił się jej komputerowy awatar, więc twórcy filmu zostali pozbawieni kolejnej kluczowej postaci. Z dawnego cyklu pozostali tylko Chewbacca i androidy. Słabo. Z przykrością wyznam, że Epizodu IX nie oczekuję z niecierpliwością. W kinie się wynudziłem.

3 grudnia 2017 o godz. 14:06

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 18

Ukazał się osiemnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.