Materiały wg tagu "YouTube"

26 września 2010 o godz. 18:48

Lektor i alfabetyzm

„Lektor” to poruszająca historia – o winie, o odpowiedzialności, o wstydzie, o samotności, ale też niezwykłe rozliczenie niemieckiego pisarza – profesora prawa – z holocaustem. Bernhard Schlink stawia pytanie o relatywizm winy, jej wymiar etyczny, prawny i zupełnie prywatny, bo każdy z nas sam sobie jest także sędzią. Dla Hanny, byłej strażniczki w obozie koncentracyjnym i członkini SS, prawdziwym brzemieniem przez wiele lat nie jest odpowiedzialność za zbrodnie holocaustu, lecz jej analfabetyzm. Nadzorując więźniarki, wysyłając je do Auschwitz, wykonywała zlecone jej zadania – bez nienawiści dla ofiar, ale i bez współczucia, niczym kat, który czyni swoją powinność i jest mu obojętne czy głowa zostanie ścięta, czy w ostatniej chwili przyjdzie ułaskawienie. Analfabetyzm zaś jest jej prywatnym problemem, który wywołuje wstyd, który wiedzie najpierw ku samotności, potem ku karze. Nie bez poczucia winy jest jednak także drugi bohater tej tragedii, narrator, początkowo piętnastoletni chłopak, później dorosły mężczyzna – zakochany w Hannie, czy też zafascynowany jej seksualnością, a jednocześnie odrzucający ją w chwilach najtrudniejszych.„Lektor” to też opowieść o niespełnionej miłości. W tej historii każdy zwrot akcji przynosi jakieś zło, cierpienie, samotność. A czytelnik wie, że postaci dramatu nie mają tak naprawdę pola wyboru. Los ich naznacza, sami zaś są zbyt bezradni by się przeciwstawić.„Lektor” to także książka o głośnym czytaniu, dlatego nic dziwnego, że szybko doczekała się nagrania. W wersji audio lektorem jest Krzysztof Banaszyk. Nagranie zajmuje blisko pięć godzin, po których ma się ochotę ponownie sięgnąć do papierowej książki, doceniając własny „alfabetyzm”.

25 września 2010 o godz. 21:32

Unicum

/wp-content/uploads/2010/09/unicum

receptura tego likieru ziołowego zastrzeżona jest przez rodzinę Zwack i pilnie chroniona. Tajemnica doboru składników (około 40 ingredientów) była na tyle skuteczna, że kiedy po II wojnie światowej rodzona Zwacków wyemigrowała z Węgier, oryginalnego trunku nie udało się podrobić. Od 1989 roku Unicum ponownie jest jednak produkowane w Kecskemet, niezmiennie w charakterystycznych kulistych butelkach, sygnowanych złotym krzyżem na czerwonym kole. W smaku bardzo gorzkie, ziołowo-korzenne, przypomina nieco syrop na gardło, o mocy 40%. Kolor ciemnobrązowy. Intensywnie promowany jest także likier Unicum Next, moim zdaniem ten jednak ani trochę nie dorównuje oryginałowi, ma słodki posmak, przypomina nieco niemieckie likiery ziołowe jak Jägermeister czy Wilthener Gebirgskräuter, tyle że jest mocniejszy. Firma Zwack produkuje też wiele wódek na bazie miodu i owoców, z których najlepsza to Zwack Fütyülős Mézes Barack (miodowo-morelowa), ponadto znaną gruszkówkę Vilmos.

14 września 2010 o godz. 21:11

Badel Pelinkovac

/wp-content/uploads/2010/09/pelinkovac-Badel

najlepszy chorwacki likier ziołowy o mocy 31%, lepszy od niego (ale i znacznie droższy) jest tylko serbski Gorki List. Firma Badel to jeden z największych w Chorwacji producentów spirytualiów oraz win, który nie tylko dba o marketing, ale i o jakość swoich produktów. Jak wszystkie pelinkovace, tak i Badel wyrabiany jest głównie na bazie piołunu, a sam likier długo leżakuje w dębowych beczkach. Jest słodko-gorzki, w doskonale wyważonych proporcjach, nic dziwnego, że to najpopularniejszy „pelinko” na Chorwacji. Na etykiecie producent reklamuje, że receptura znana jest od czasów Napoleona III, to by wychodziło że od połowy XIX wieku, ale może Napoleon na konsumentach robi wrażenie bo kojarzy się ze znaną marką koniaków? Najlepiej pić w szklance z kostką lodu i cytryną.

7 września 2010 o godz. 20:19

Berentzen

producent jednych z najlepszych na świecie likierów owocowych (a także m.in. wódek z kukurydzy, koktajli, ciderów, kremów). Zdecydowanie domeną Berentzena jest jabłko – podstawowy produkt to Apfelkorn (25%), ponadto trzy rodzaje likierów (różnią się doborem jabłek i zdecydowanie smakiem – moim zdaniem najlepszy jest z zielonych jabłek), koktajle, cider. Poza tym doskonały jest ich likier marakujowy (18%.), szkoda że bardzo trudno go dostać, gorszy z owoców leśnych bo za słodki. Pyszny porzeczkowy, gorsze śliwkowy i wiśniowy (dwa rodzaje), ale też dobre. Wspaniała zielona gruszka – słodko-kwaśna. W ogóle likiery Berentzena, poza tym z owoców leśnych, cechuje doskonała harmonia między słodyczą a kwaskowatością owocu, w przeciwieństwie do wielu producentów nie sypią kilogramów cukru do szybkiej maceracji. Standardowa zawartość alkoholu to od 16 do 20%, choć są i mocniejsze. Produkowane w Niemczech i Czechach, w tych też krajach najbardziej popularne, a to ogromna strata, że nie są importowane do nas. Zawsze mam w barku kilka butelek z marką Berentzena (charakterystyczne grube szkło, prosty logotyp z czerwony „B”), a kieliszek likieru jabłkowego lub gruszkowego (marakuja zawsze kończy się za szybko) sprawia mi wielką przyjemność. Firmę założył zmarły w 2009 roku Friedrich Josef Maria Berentzen, który wymyślił recepturę mocnego likieru jabłkowego. Dziś to duży koncern, wciąż jednak Apfelkorn jest marką rozpoznawczą Berentzena.

3 września 2010 o godz. 19:21

Von Oosten

mocny duński likier ziołowy, można powiedzieć, że jedna z „legend” jeśli chodzi o ziołowe likiery, szkoda że w Polsce trudno dostępny. Pierwotnie produkowany był w Holandii, następnie od 1860 roku do II wojny światowej w Hamburgu. Obecnie jest własnością duńskiego producenta Taster Wine A/S. Charakterystyczną nutą likieru jest cynamon, zapachem przypomina zaś kamforę, stąd bywa określany jako likier „pielęgniarski”. Rzecz dla koneserów ziołowych trunków.

29 sierpnia 2010 o godz. 19:00

Bommerlunder

popularna w Niemczech odmiana aquavitu o mocy 38%, smaku kopru i anyżku. Najlepiej pić czysty, mocno zmrożony. Ciekawostką jest, że zespół Die Toten Hosen wykonuje pijacką pieśń „Eisgekühlter Bommerlunder” (tekst jest skrajnie głupi): Eisgekühlter Bommerlunder –Bommerlunder eisgekühlt. Und dazu:Ein belegtes Brot mit Schinken – Schinken!Ein belegtes Brot mit Ei – Ei!Das sind zwei belegte Brote,eins mit Schinken und eins mit Ei.

26 sierpnia 2010 o godz. 17:29

Batida de Coco

SONY DSC

produkowany przez szwajcarską firmę Mangaroca (a reklamowany jako produkt brazylijski) wspaniały likier kokosowy o mocy 16%, na bazie brazylijskiej Cachaça. Jeśli ktoś miał kiedyś okazję pić lodowate mleko prosto z kokosa, to taki też ma smak Batida de Coco z lodem. Stosowana zazwyczaj do drinków, ale sama jest cudownie słodka, niezbyt gęsta i niemal nie czuć alkoholu. Jest też niezbyt udana Batida Black – krem kakaowo-orzechowy o mocy 16%, bardzo słodki.

25 sierpnia 2010 o godz. 15:53

Środa Rock Festival

Prosto z Fest Pod Parou pojechałem do Środy Wielkopolskiej, na drugi dzień imprezy Środa Rock Festival, gdzie wspólnie z Piotrem Stróżyńskim (i przeszkadzającym co chwila Patyczakem) miałem spotkanie autorskie – w przerwie między występem Acapulco a Brudnymi Dziećmi Sida. Piękna pogoda, jezioro, okazja spotkania przyjaciół, okazja poznania czytelników – bardzo sympatyczna impreza. Po Patyczak Show udaliśmy się konsumować browary nad jeziorkiem, a gdy komary zaczęły dokuczać nadmiernie przenieśliśmy sie do mieszkania Piotra z imprezą… i tak już zostało. Obudziłem się na jego kanapie z lękiem kacowym, bo mój mózg nie lubi gdy się go traktuje w sposób bezwzględny spirytualiami przez kilka dni. Wklejam wam fotki ze Środy i nagrania – jak czytam na scenie i jak Patyczak drze mordę w krzakach.

23 sierpnia 2010 o godz. 23:09

Fest Pod Parou

W dniach 19-21 sierpnia pod miasteczkiem Moravska Trebova w Czechach odbyła się ósma już edycja festiwalu punkowego Fest Pod Parou. Zestaw kapel był imponujący – czołówka sceny czeskiej plus zagraniczne gwiazdy, m.in. Adicts, Toy Dolls, Anti Nowhere League, Vice Squad, Argies. Trzy dni punk rocka od rana do nocy, łącznie kilkadziesiąt zespołów, kilkanaście tysięcy ludzi, kilkaset tysięcy wypitych kufli piwa Gambrinus…Jak to na festiwalach w Czechach – policja się nie interesowała i nie przeszkadzała w zabawie, ochroniarze uprzejmi, wnosić na koncert możesz, co zechcesz – własny alkohol, skóry, ćwieki itp., pewnie nawet kałasznikowa można by wnieść, bo nikt niczego nie sprawdzał poza karnetem (600 koron, tj. jakieś 100 zł za 3 dni zabawy). Masa kramików dystrybutorów alternatywnych gadżetów i płyt (w tym kilka stoisk z Polski), w sprzedaży piwo, wino, wódka, fernet, zelenka, rum itp w przystepnych cenach (piwo po 25 koron), oczywiście wszędzie można chodzić z alkoholem, żadnych stref dla pijących jak u nas, młodzież ujarana maksymalnie, dym marihuany unosi się nad polem, gdzie odbywa się festiwal, zero agresji, maksimum tolerancji i zabawy.Organizacyjnie trochę chujowo. Ściągnęli pierwszej klasy zespoły, ale toy-toye ustawili przy scenie, przez trzy dni nie wypróżniali, gówna się wylały, smród był taki, że zespoły rozstawiały sobie wiatraczki żeby mieć czym oddychać… publiczność takiego komfortu nie miała. Nikt nie zbierał pustych plastikowych kubków od piwa, przez co ostatniego dnia ziemia była usłana tym śmieciem. Pomoc medyczna generalnie miała w dupie, że młodzi ludzie leżą nieprzytomni w upale, a niestety "zgonów" nie brakowało. Czesi palą cholernie mocną trawę, mi wystarczy jedno głębokie buchnięcie i mózg zaczyna pracować całkiem inaczej, a oni tego jarają kilogramy. Mam taką refleksję, że niestety nasi czescy młodzi koledzy roślinnieją i czarno a nie zielono widzę ich przyszłość. Patrząc na spustoszenie, jakie na tym festiwalu powodowało zioło, zaczynam mieć wątpliwość czy legalizacja marihuany jest właśnie tym, co popieram. Swoją drogą czeska "traviczka" jest chyba najmocniejsza w Europie, wyhodowali jakieś super-paskudstwo. Wracając do organizacji, to pole namiotowe było syfne, dobrze, że nie brakowało zimnej wody do przemycia się i picia (upały). Za to mieszkańcy miasteczka niezwykle mili, no i naprawdę pełny szacunek dla rozsądku policji, która ani razu nie psuła zabawy (pewnie też dlatego było tak kulturalnie i spokojnie).Muzycznie – bardzo dobrze, szkoda tylko, że była jedna scena, no i poślizgi dochodziły do 45 minut, co w Czechach jest rzadkością, zwykle zespoły wychodzą bardzo punktualnie. Dla mnie największym odkryciem tego festiwalu jest… Toy Dolls, bo nigdy ich nie lubiłem, a tu cholera okazało się, że na scenie są rewelacyjni. Oczywiście nic nie przebije występu Adicts, szkoda, że mi się skończyła bateria i nie mogłem nagrać całości. Występy Adicts to wielki i kosztowny show, przedstawienie iluzjonisty, Clockwork Orange orgy :), a Keith "Monkey" Warren ze swoimi popisami jest bezbłędny – z ust wyciaga metry serpentyny, a z rękawów sypie konfetti. Jak zwykle świetny był Vice Squad, rewelacyjne Argies. Do odkryć zaliczyłbym jeszcze czeskich weteranów punk rocka – SPS. Rozczarował mnie natomiast Zeměžluč, bardzo lubię ten zespół, a tymczasem występ był marny.Festiwal bardzo męczący, na Adictsach, trzeciego dnia w nocy, ledwie trzymałem się na nogach (i to wcale nie z opilstwa i ujarania)… a następnego dnia jechałem na kolejną imprezę w Środzie Wielkopolskiej, o której przy okazji napiszę, może też napiszę o Pardubicach i okolicach, bo festiwal festiwalem, a ja nie omieszkałem zrobić sobie wycieczkę po regionie.Poniżej trochę fotek i fragmenty wideo z najciekawszych koncertów, z czasem wrzucę tego więcej na YouTube (jakość czasem kiepska, ale kręciłem filmiki w młynie pogo pod sceną).

14 sierpnia 2010 o godz. 12:50

Jägermeister

SONY DSC

najpopularniejszy, najlepiej rozreklamowany i wcale nie najsmaczniejszy niemiecki likier ziołowo-korzenny. Ma 35% i jak wszystkie alkohole z grupy kräuterlikör ma słodko-gorzki smak, ale nuta słodyczy dominuje. Recepturę otrzymywania opracowano w 1934 roku, a powstaje w efekcie macerowania 56 ziół i przypraw korzennych m.in.: tymianku, rumianku, drzewa sandałowego, szafranu, imbiru, rozmarynu, borówki, bazylii, pietruszki, cynamonu. Ma świetny marketing, znakomity i rozpoznawalny logotyp, charakterystyczne butelki, bardzo ładne firmowe kieliszki, a w knajpach niemieckich ustawiane są specjalne urządzenia do nalewania schłodzonego Jägermeistra. Sam kolor alkoholu można też rozpoznać, zwłaszcza biorąc kieliszek pod światło – widać wówczas charakterystyczne zielonkawe refleksy. Równie dobry w drinkach, co sam, choć osobiście uważam, że jest za słodki. Z Jägermeistrem jednak rzecz nie w tym, że jest nie dość dobry, bo jest dostatecznie dobry, ale że jest za drogi, a jego cena do smaku ma się nijak, raczej odniósłbym ją do wielkich budżetów promocyjnych producenta. Pod koniec 2013 roku pojawił się Jägermeister Spice (25%) o smaku gorzkich ziół, cynamonu i wanilii, dobrze skomponowany, cynamon mimo swej intensywności nie narzuca tonów schowany pod goryczą piołunu, ale moim zdaniem jest zbyt lekki i brakuje mu oleistości podstawowej wersji.

13 sierpnia 2010 o godz. 18:45

Fläminger Jagd

SONY DSC

dość popularny niemiecki likier ziołowy, konkretnie to mieszanka 38 ziół o mocy 30%, z charakterystycznym lisem w logotypie. Podawany samodzielnie, schłodzony, w bardzo ładnych kieliszkach, ale także w drinkach. Niemcy klasyfikują go jako kräuterschnaps. Nuta słodyczy i goryczy, zdaje się wyczuwalna szałwia czy waleriana. Mi to bardzo smakuje, jeden z najlepszych niemieckich likierow ziołowych.

9 sierpnia 2010 o godz. 22:13

Kuemmerling

/wp-content/uploads/2010/08/Kuemmerling

jeden z czterech najpopularniejszych niemieckich likierów ziołowo-korzennych (tzw. kräuterlikör), obecnie marka należy do koncernu Pernod Ricard, ale od 1938 do 2001 roku była to rodzinna receptura. Sprzedawany w małych 0,02 l buteleczkach lub w butelkach półlitrowych, podawany samodzielnie schłodzony lub w drinkach. Oryginalny Kuemmerling ma 35% i słodko-gorzki smak, można go porównywać do bardziej popularnego Jägermeistra, ale w istocie smaki różnią się dość znacznie – Kuemmerling jest bardziej gorzki i bardziej wyraziście ziołowy. Jest też odmiana Kuemmerling Orange – pomarańczowy o mocy 24%.

30 lipca 2010 o godz. 00:13

Cointreau

/wp-content/uploads/2010/07/Cointreau

likier z gorzkich pomarańczy, oleisty, bardzo słodki i aromatyczny, dzięki czemu świetnie nadaje się do drinków, natomiast samodzielnie nazbyt słodki. To likier zaliczany do triple sec, podobnie jak inne znane barowe likiery pomarańczowe Curaçao, jednak tylko Cointreau ma tak silną markę, na którą wpływ mają zarówno jakość, wieloletnia historia, świetne pozycjonowanie w barach na całym świecie, a także elegancka sześcienna butelka. Ma 40%, ale mocy niemal nie czuć. Na smak składają się różne gatunki pomarańczy – z Hiszpanii, Brazylii i Haiti. Likier powstaje wskutek maceracji częściowo świeżych, częściowo suszonych skórek, a już po jednym dniu zalew jest destylowany w miedzianych alembikach typu Charentais. Potem następuje druga destylacja, alkohol jest dosładzany i rozcieńczany do odpowiedniej mocy. Jego twórcą był Edward Cointreau, który stworzył recepturę pomarańczowego likieru w 1875 roku, zapoczątkowując tym samym likiery z kategorii triple sec. Jest składnikiem ponad 350- koktajli, wśród nich są tak znane jak: Cosmopolitan, Margarita, White Lady czy B’52. Właścicielem marki jest firma Rémy Cointreau, powstała w 1991 roku wskutek połączenia Rémy Martin i Cointreau. Rocznie sprzedawanych jest ponad 15 mln butelek.

25 lipca 2010 o godz. 13:54

Pepermintovy Liker

SONY DSC

Pepermintovy Liker – zwany inaczej zelenou (zielona) lub brzdová kapalina (płyn hamulcowy) to bardzo popularny w Czechach i na Słowacji likier miętowy o mocy 25 proc. Pity osobno – koniecznie schłodzony, albo razem z piwem (tzw. magicke oko – kieliszek z zelenou zatopiony w kuflu piwa). Ma wspaniały jasnozielony kolor, słodki smak, ale orzeźwiająco przełamany miętą pieprzową. Tanie to a dobre. Dużo lepsze niż droższe likiery miętowe jak choćby Bols Peppermint Green. Niestety, w Polsce zelenka jest nie do kupienia, trzeba się pofatygować za południową granicę i najlepiej od razu kupić zapas. Produkują ją wszystkie większe firmy w Czechach i na Słowacji, a więc: Božkov, St. Nicolaus, GAS Familia i wiele innych. Odpowiednikiem jest niemiecki niemal identyczny w smaku, barwie i recepturze likier Pfefferminz, zwany popularnie Pfeffi. Zelenka jest też częstym tematem pijackich przyśpiewek, jak choćby utworów z repertuaru grupy Alkehol, której nazwa sama mówi za siebie:

20 lipca 2010 o godz. 23:33

Absynt

SONY DSC

wysokoprocentowy alkohol wytwarzany z anyżu, kopru włoskiego i piołunu, jego moc zwykle wynosi od 70 do 80 procent. Tradycyjny absynt ma jasnozieloną barwę, ale ostatnimi laty zwłaszcza w Czechach pojawiły się absynty czerwone czy czarne. Jest spora różnica smaku i mocy w zależności od regionu wytwarzania. Absynty francuskie (producentem jest m.in. Pernod Ricard), hiszpańskie czy szwajcarskie mają smak bardziej anyżkowy, czeskie oraz dalekowschodnie (np. z Izraela) mają smak bardziej piołunowy, często też dodaje się do nich hysop, rzadziej miętę czy melisę. Przez wiele lat cieszył się fałszywą sławą napoju halucynogennego z uwagi na zawarty w nim piołun, a dokładniej tujon. Pikanterii dodawała mu aura napoju artystów i paryskiej bohemy, a fascynację wzmagał obowiązujący do przełomu XX/XXI wieku zakaz sprzedaży absyntu w wielu krajach Europy (wolność pod tym względem panowała w Czechosłowacji a także w Wielkiej Brytanii). Zwykło się pijać absynt z dodatkiem cukru umieszczanego na specjalnej metalowej łyżeczce. Często cukier ten jest podpalany, tak by stopił się do postaci karmelu – w rezultacie alkohol nabiera brunatnej barwy i znacznie ciekawszego, bardziej korzennego smaku. W wielu lokalach podaje się podpalone drinki z absyntem, co jest niewątpliwie efektowne, choć może kończyć się poparzeniem gęby, szczególnie nie polecam eksperymentów z płonącymi drinkami właścicielom sumiastych wąsów. Sam absynt ma intensywny smak, rozgrzewa i szybko potrafi uderzać do głowy, choć nie znam wielu osób, które decydowałyby się na wypicie więcej niż jednego czy dwóch kieliszków (sam należę do nielicznych wariatów, w trzyosobowym gronie opróżniliśmy jednego wieczoru butelkę 0,75 l absyntu, co skończyło się ciężkim kacem następnego dnia z dominującym smakiem anyżu w ustach). Niektórzy mieszają go z wodą, częściej podawany jest z kostką lodu, niewątpliwie powinien być dobrze schłodzony. Z dodatkiem absyntu robi się wiele znakomitych drinków, m.in. B’52, metoda podawania zawsze jest podobna – absynt podaje się w towarzystwie słodkich likierów jak Baileys, Kahlúa czy Bombardino oraz syropów do drinków.

18 lipca 2010 o godz. 15:28

Nowe w serwisie

Ostatnie zmiany w serwisie to m.in. możliwość dodawania obiektów filmowych (YouTube) i map (Google Maps) oraz innych elementów graficznych, dzięki czemu strona będzie jeszcze bardziej żywa i bogata w informacje. W najbliższym czasie pojawią się też nowe zakładki oraz tagi do informacji. A tu przykład materiału wideo – z koncertu El Bandy oraz dwa filmy z koncertu na Słowacji.

5 czerwca 2010 o godz. 17:02

Disorder i Acapulco

/wp-content/uploads/2010/06/Jarocin-2010-8-Desktop-Resolution

Pisałem już jakiś czas temu, że zespół z Acapulco z Jarocina przygotowuje płytę z piosenkami inspirowanymi moją powieści "Disorder i ja". Mówią, że będą ją nagrywać jesienią. Wczoraj miałem pierwszy raz okazję posłuchać tytułowej piosenki, choć nagłośnienie w jarocińskim JOK-u było tak fatalne, że niewiele z tekstu słychać – ale możecie sami posłuchać bo wrzuciłem "Disordera" na YouTube.

7 września 2008 o godz. 21:00

Książki.tv o No Future Book

W serwisie Ksiazki.tv (http://ksiazki.tv/n/753) pojawił się filmowy reportaż z 53. Międzynarodowych Targów Książki poświęcony przyszłości książki. Przyczynkiem do jego powstania była książka Łukasza Gołębiewskiego „Śmierć książki. No Future Book” poświęcona wizji przyszłości rynku wydawniczego.

10 czerwca 2007 o godz. 17:42

Piknik w bunkrze

/wp-content/uploads/2007/06/KampDis

Właśnie wróciłem z punkowego pikniku, zorganizowanego rzecz jasna nielegalnie na terenie wojskowym, w Puszczy Kampinoskiej. Impreza zorganizowana w niepowtarzalnej scenerii – wielkie bunkry (z nietoperzami) i ruiny dawnych zabudowań. W jednej z ruin zorganizowano koncert. Na początek rewelacyjnie zagrało LD50, potem młoda kapela Anemia 77, która brzmiała surowo jak punk z połowy lat 80., co akurat mi się podobało, następnie w podobnej stylistyce zagrało Rwała Kwiatki Dynamitem… Około godziny 21.30 na dobre rozkręciło się pogo, przy występie Eye For an Eye. Anka, wokalistka, ma niezwykle mocny głos, pisałem zresztą o nich już wcześniej, od wspomnienia koncertu EFAE zaczyna się opowiadanie "Mrówa Punkówa" (dostępne w dziale "do czytania"). Na koniec zagrało Przeciw, sala była już jednak niemal pusta, wszyscy chcieli zdążyć na autobus, zwłaszcza, że do przystanku trzeba było iść około kilometr przez ciemny las:)Znakomity pomysł, świetne miejsce na koncerty (o ile policja któregoś pięknego dnia nie wkroczy i nie rozpiździ wszystkiego), szkoda tylko, że mało osób przyszło, no i pogoda nie dopisała, przez długi czas padał deszcz…