Materiały wg tagu "YouTube"

27 listopada 2012 o godz. 19:56

Anna Karenina

Anna Karenina to dla mnie najbardziej pełnokrwista kobieca postać w literaturze do czasu Lisbeth Salander. Być może trudno porównywać rangę obydwu dzieł, ale sukces sprzedażowy jak najbardziej – i nie przypadkiem, czytelnicy chcą fascynujących i pięknych bohaterek. Film jednak mnie mocno rozczarował. Nie podoba mi się teatralna konwencja, to wprowadza sztuczność, która jest dobra na scenie, gdy a priori forma przekazu jest jednocześnie umową z widzem, że świat przedstawiony będzie miał sceniczny charakter, a więc złożony ze scenografii i rekwizytów oraz akcentowany przez grę aktorów. Scena wymaga symboliki i skrótów, ale odwołuje się do innego rodzaju widowni. Dlatego teatr jest elitarny, kino nie. Kino ma jak najwierniej odwzorowywać rzeczywistość, dawać złudzenie uczestnictwa, zwłaszcza kino współczesne. Dlatego konwencja teatralna w filmie moim zdaniem zupełnie się nie sprawdza, jest swego rodzaju oszustwem. Z drugiej strony, doceniam inwencję reżysera, Joe Wrighta, który nie dość, że musiał zmierzyć się z arcydziełem literatury, to jeszcze nakręcić kolejny film na podstawie prozy Tołstoja. Jak nie powielać poprzedników? Poszedł na skróty, ale oryginalnie to wymyślił. Jako widz byłem znudzony, jako pisarz – zaintrygowany. Jeśli mówić o sukcesie, to zwłaszcza autora scenariusza Toma Stopparda (to pseudonim scenarzysty rodem z Czech, pisał m.in. scenariusz do „Imperium Słońca”). Scenarzyście udało się kilka rzeczy, po pierwsze oddać dramat uczuć bohaterów (nie tylko Anny i hrabiego Wrońskiego, ale też Aleksieja Karenina oraz Lewina i Kitty), po drugie – najważniejsze – udało się zachować najważniejsze dla książki fragmenty tekstu – w dialogach czy monologach, co nadaje filmowi bardzo literacki charakter, ale to dobrze, wszak ekranizowana jest wielka literatura a nie romans Danielle Steel. Bohaterowie mówią językiem Tołstoja, owszem w nieco hollywoodzkim wydaniu, ale jednak niektóre partie scenariusza przypominają nam o wielkości oryginału. O odpowiedzialności za słowa, o oskarżeniu jakie Tołstoj skrywa za melodramatem równie nieszczęśliwych, co nieodpowiedzialnych kochanków, także o oskarżeniu pod adresem skrzywdzonego Aleksieja Karenina. W filmie męża Anny gra Jude Law, przez charakteryzację i kostiumy bardzo kostyczny i nieco demoniczny. W prozie Lwa Tołstoja to postać niemal święta, ale przecież przez tą swoją dobrotliwość tym bardziej dla Anny nie do zniesienia; jest jej wyrzutem sumienia, jest kontrapunktem dla jej niemoralnego romansu, ale nie przeciwieństwem (jak w filmie), lecz w jakimś sensie współwinnym. Gra aktora dla mnie zupełnie nieprzekonywująca. Nie podobali mi się też – nadto egzotyczna Keira Knightley jako Anna Karenina i zbyt chłopięcy Aaron Taylor-Johnson jako Wroński. Właściwie jedyna rola aktorska na miarę prozy, to Matthew Macfadyen jako rubaszny i poczciwy Stiwa. Domhnall Gleeson jako Lewin nie przekonuje, ale jego rolę całkowicie ratuje scenarzysta, wprowadzając go właściwie tylko w najważniejszych dla fabuły momentach. Innym postaciom z książki przypadły w filmie role marginalne, ale Alicia Vikander w roli Kitty wzbudza więcej sympatii niż jej literacki pierwowzór. Scenografia w filmie jest bardzo teatralna, natomiast trzeba docenić wkład pracy kostiumografa, zwłaszcza kreacje Anny są piękne. I choreografia, która zachowuje pewną sztuczność typową dla teatru, ale jednocześnie wprowadza rozmach jak z baletu. Mamy tu zatem niezłe gatunków pomieszanie. Ładne, ale dość nudne widowisko. Dla mnie największe rozczarowanie to postać Anny. Keira Knightley ma miły uśmiech, ładne oczy i zapewne lepszą niż literacki pierwowzór figurę, ale nie podbija serc. Anna Karenina nie tylko była piękną kochanką, była gotowa do poświęceń, potrafiła walczyć, rozsadzała ją namiętność, ale targały nią również wyrzuty sumienia, była kobietą fatalną, doprowadzającą mężczyzn do zguby, ale też kobietą tragiczną, która samą siebie zgubiła. Anna Karenina, to niezwykle silny ładunek emocji, sprzeczności, to wybitna postać literacka przez swoją niejednoznaczność, a jednocześnie magnetyzującą osobowość, to też literackie wyobrażenie kobiecej namiętności, które pomimo upływu 135 lat i wszystkich towarzyszących temu zmian obyczajowych, wciąż pozostaje idealne, nie traci nic, przeciwnie – wydaje się, że zyskuje.

24 listopada 2012 o godz. 18:33

U Żuka w Bielsku Podlaskim

O rany, do głowy mi nie przyszło, że tam jest tak fajnie! Pub Blues u Żuka to sanktuarium punk rocka. Salka mniejsza niż pokój, w którym teraz siedzę i piszę. Jak wbije 50 osób, to jedna stoi na drugiej. Co tydzień koncert. Wróciłem z Bielska straszliwie sponiewierany. Na Podlasiu jest najlepszy bimber, aromatyczny, słodkawy, z żyta a pachnie jak gruszkowica. Po drodze w jednej z podlaskich wiosek zakupiłem jeszcze doskonałą śliwowicę. Spotkanie autorskie, które miałem wczoraj u Żuka należy do najbardziej udanych, przyszli strasznie sympatyczni ludzie, wykupili wszystkie książki co do egzemplarza, a potem były śpiewy i gitary do oporu, sam śpiewałem bo śpiewać każdy może, nie trzeba na szczęście umieć Żadnych grzechów nie pamiętam.

22 listopada 2012 o godz. 10:24

Linie Aqavit

najbardziej znany alkohol produkowany w Norwegii i jednocześnie jeden z najlepszych aquavitów produkowanych na świecie. Aromatyczny, gładki, ziołowo-lukrecjowy z wyraźnymi nutami dębu. Przed rozlaniem do butelek Linie Aqavit dwukrotnie przekracza równik. Podróżuje przez dziewiętnaście tygodni w ładowniach statków płynących do Australii i z powrotem, gdzie leżakuje w beczkach po sherry. Po co ta podróż? Bo zmienia się temperatura, w jakiej przechowywany jest alkohol, wypływa zimą z Norwegii by trafić w Ekwadorze w środek lata, także przechyły związane z morskimi falami są nie bez znaczenia. Częste zmiany stref czasowych podobno też mają wpływ na proces starzenia się trunku w beczkach. Trudno powiedzieć, ile w tym prawdy, ile marketingu, smak jest jednak wyjątkowy i powszechnie doceniany przez konsumentów, gotowych płacić więcej za ten niecodzienny alkohol. Na każdej etykiecie z tyłu butelki podawane są: dokładne daty rejsu oraz nazwa statku, na którym aquavit podróżował. Do destylacji używa się ziemniaków, w procesie maceracji dodawany jest przede wszystkim kminek, ale też: anyż, koper, kolendra i rozmaite zioła. Recepturę opracował w 1821 roku Jørgen B. Lysholm, który często pływał do Ameryki Południowej, podczas jednego z rejsów odkrył jak dobrze podróż wpływa na leżakujący w beczkach alkohol. Obecnie właścicielem marki Linie Aqavit jest norweska firma Arcus, do której należą także: Vikingfjord Vodka – jedna z najlepszych norweskich wódek czystych, francuski koniak Braastad oraz angielski Hammer London Dry Gin.

15 listopada 2012 o godz. 18:51

Whisky dla aniołów

Pozycja obowiązkowa dla miłośników „wody życia”. Bohaterami jest czwórka wrażliwych i sympatycznych wykolejeńców, a upragnionym łupem rzadka whisky, której beczułka zostaje sprzedana na aukcji za 1,15 mln funtów. Młody łobuziak Robbie chce odmienić życie, właśnie został ojcem, i właśnie wywinął się od wieloletniego wyroku, zamiast którego dostał 400 godzin prac społecznych. Robbie ma niebywałego nosa, niemal bezbłędnie rozpoznaje aromaty whisky, mógłby być blend masterem, gdyby nie był dzieckiem ulicy. Jego kamraci również muszą pracować społecznie. Są to: poczciwy głupek Albert, wesołek Rhino i kleptomanka Mo. Całkiem sympatyczna zgraja. Ale głównym bohaterem tego filmu jest whisky, sporą część akcji zajmują degustacje, wizyty w gorzelni, rozmowy o whisky, o bogactwie jej aromatów. Znakomity film, który pokazuje, że alkohol można pić dla jego niepowtarzalnego smaku, nie dla samych procentów. Film zakręcony, momentami śmieszny, niemal undergroundowy.

12 listopada 2012 o godz. 21:09

Pisarze Zbuntowani

/wp-content/uploads/2012/11/zbuntowani-dla-bibliotek

Pod hasłem „Zbuntowani dla bibliotek” Jirafa Roja przygotowała cykl spotkań autorskich w bibliotekach, połączonych z występami muzycznymi Patyczaka (Brudne Dzieci Sida). Na przyszły rok planujemy kilkanaście takich spotkań. Poniżej materiał wideo z ostatniej imprezy, „Zbuntowani” odwiedzili: Środę Wlkp., Oleśnicę i Strzelino, poza Patyczakiem z czytelnikami spotkali się: Sara Antczak, Łukasz Gołębiewski, Dariusz Papież, Piotr Stróżyński i Łukasz Makuła. Już tej wiosny Zbuntowani mogą zawitać w waszej bibliotece. Kontakt: Dariusz Papież darkpapiez@wp.pl, tel. 534 619 504.

9 listopada 2012 o godz. 21:35

Zbuntowani dla bibliotek

Pod takim hasłem Darek Papież zainicjował cykl imprez literacko-muzycznych, nazwa nawiązuje do antologii „Zbuntowani”, a uczestnikami programu są autorzy publikujący w wydawnictwie Jirafa Roja plus gość specjalny, Patyczak. Darek przygotował piękne materiały, plakaty, rozesłał informacje do 600 bibliotek i jest naszym menadżerem w trasie jakiego pozazdrościłby nam Keef Richards. Wszystko spięte na ostatni guzik, spotkania, komunikacja, tylko after party z lekka wymykają się schematom, bo autorzy buntują się nadto. We wtorek, 6 listopada, mieliśmy dwa spotkania w Środzie Wlkp. Obydwa w Kinie Baszta, jedno dla młodzieży licealnej, drugie dla chętnych. Prowadził Patyczak, uczestniczyli poza mną: Sara Antczak, Piotr Stróżyński i Darek Papież. Na pierwszym pokazywany był film o zgubnych skutkach picia wódki, dobrze pasujący do tematyki naszych książek. Darek wpadł w nastrój z lekka de-liryczny, który pozostał mu do dnia następnego, ja z Piotrem przeczytaliśmy ponure fragmenty o złym stanie psychicznym i fizycznym pijaków, tylko Sara się wyłamała i czytała, co chciała. Na drugie spotkanie przyszedł Wojciech Ziętkowski, burmistrz Środy Wielkopolskiej, który wystąpił z niemal anarchistycznym pytaniem o prawo, które z jednej strony zabrania używania narkotyków, z drugiej – pozwala by państwo czerpało zyski ze sprzedaży wódy, nie pomne, że to taki sam narkotyk. Mówił o ludziach mu bliskich, których już pochował bo pili w nadmiarze. W sumie odważnie mówił, choć w stylu akademickim. Potem było after party w domu u Piotra, potem był następny dzień, a my byliśmy wciąż żywym świadectwem tego wszystkiego, o czym mowa była w Kinie Baszta. Day after, ból głowy i ciężka kara za grzechy dnia poprzedniego. Czyli normalka.W Oleśnicy spaliśmy na zamku, gdzie jest zakład dla trudnej młodzieży. Z wychowankami było pierwsze spotkanie, drugie w Bibliotece Centralnej. Wszystko nam tu pięknie zorganizował Rafał Wojtczak, był domowy smalec i genialne ogórki kiszone z czosnkiem. Było weselej i mniej formalnie niż w Środzie. Przyszło zaskakująco dużo osób. Patyczak dał po naszym spotkaniu show – zdecydowanie za krótko. Po nim swój pierwszy koncert zagrała bluesowa kapela z Oleśnicy, Zakrzepieni. Po koncertach wpadliśmy do lokalnej knajpki na końcówkę meczu Celticu z Barceloną, akurat na bramki Watta i Messiego. A potem było kolejne wyczerpujące after party, w pokoju na zamku do 2. w nocy w oparach biełomorów, które przywiozłem z Rosji. Day after, ból głowy i ciężka kara za grzechy dnia poprzedniego. Czyli normalka. Tylko, że wracać samochodem do Warszawy musiałem. Reszta zbuntowanych pojechała na jeszcze jedno spotkanie bo mają lepszą kondycję.

28 października 2012 o godz. 20:18

Targi Książki w Krakowie

Za mną szesnasta edycja krakowskich targów książki. Byłem na wszystkich, śledziłem ich skromne początki i gwałtowny rozwój. Przyszłość podobno a być jeszcze lepsza – za dwa lata, w 2014 roku targi odbędą się w nowych halach (są w budowie), z podobno dwukrotnie większą powierzchnią. Przyda się, bo zwłaszcza w sobotę panował ścisk – tak dużo ludzi przyszło kupić książki, zdobyć autograf ulubionego pisarza czy wziąć udział w konferencji. Widok ludzi dźwigających wielokilogramowe torby z książkami był budujący, jakby wbrew opinii o kryzysie czytelnictwa, o zmierzchu książki papierowej. Ale też warto pamiętać, że krakowska publiczność jest specyficzna – to miasto wciąż czyta, nie tylko dlatego, że może poszczycić się jednym z najstarszych w Europie uniwersytetem. Tu wciąż jest snobizm na książki, widać to w kawiarniach (ileż spotkań literackich, nie tylko przy okazji targów), widać to w księgarniach. W Krakowie mieszkali nasi najwybitniejsi w ostatnich dekadach pisarze (Miłosz, Szymborska, Lem, Mrożek) i miasto wciąż o nich pamięta i hołubi. Wracając do targów, pamiętajmy też, że na większości stoisk oferowano książki w cenach promocyjnych, nawet za 1 czy 2 zł, a w większości przypadków z rabatami 25, 30 czy 50 procent. To też jeden z powodów tak zdawałoby się wielkich zakupów. Wielkich ilościowo, nie koniecznie kwotowo.Choć i pod tym drugim względem nie było źle, przynajmniej na stoisku Biblioteki Analiz, choć znacznie mniej kupowali w tym roku bibliotekarze. Dla mnie targi w Krakowie to okres promocji corocznego wydania „Rynku książki w Polsce”. Jak co roku sala podczas promocji była wypełniona do ostatniego siedzącego miejsca, a wiele osób stało. Przy okazji promocji zorganizowaliśmy dyskusję, wzięli w niej udział: Andrzej Kosiński (Empik), Włodzimierz Albin (Wolters Kluwer Polska, prezes Polskiej Izby Książki), Robert Rybski (Virtualo) i ja, autor (choć książka ma więcej autorów). Mówiliśmy o kryzysie na rynku książki i o przyszłości – dość optymistycznie, zbudowani widokiem ludzi odwiedzających targi. Dziękuję wszystkim, którzy przychodzili na stoisko porozmawiać, kupić książkę, poprosić o dedykację, dziękuję słuchaczom Programu 2 Polskiego Radia, którzy dzwonili podczas audycji realizowanej w Studio Kraków. Do zobaczenia za rok.

9 października 2012 o godz. 10:55

Fialky w Fonobarze

/wp-content/uploads/2012/10/pp-fialky

Jedna z najlepszych czeskich kapel młodego pokolenia, grające punk 77’ Fialky z Pragi, wystąpi 13 października w klubie Fonobar w Warszawie (ul. Wawelska 5). Ponadto tego dnia zagrają: My Dog’s A Cat (hardcore punk z Mińska), Come To Get Her (melodic punk rock z Mińska), Kuba Rozpruwacz (oi punk z Hajnówka) oraz Kolizja (punk rock z Warszawy). Start o godz. 19:00, wjazd 20 zł.

30 września 2012 o godz. 17:21

Festiwal Oporu

AutoNomia przy Burakowskiej, przytulona do CDQ, zaskłotowany dawny warsztat samochodowy, znakomita nowa przestrzeń na mapie Warszawy, doskonałe miejsce zarówno na koncerty, jak i na spotkania, prezentacje, pokazy filmów itp. bo w drugim budynku jest sala – nazwijmy ją świetlicą. Wczorajszy koncert zaczął Nei, świetny zaangażowany rap z towarzyszeniem gitary, doskonale pasował do miejsca i samej idei Festiwalu Oporu przeciwko nietolerancji. Potem moje ulubione Life Scars, kapela, której na takiej imprezie nie mogło zabraknąć, Life Scars to dziś ikona skłoterskiej kultury i są wszędzie, gdzie dzieje się coś pozytywnego. Powaliła mnie Translola, słyszałem wcześniej kilka ich nagrań, ale pierwszy raz byłem na koncercie. Wokalistka, Gabi, ma charyzmę jak Nena Hagen a głos jak Magali z La Fraction, melodyjny, wibrujący, lekko ochrypły, mocny. Dziewczyny nagrały właśnie rewelacyjna płytę, byłem zaskoczony jak wiele mają kawałków, w tym utwory do tekstów zmarłej w 1991 roku rosyjskiej poetki Janki Diagilewej. To był jednak wieczór ze swoją dramaturgią, z rewelacyjnymi zespołami. Po Transloli świetny koncert dała Exmisja, ekipa już bardzo dawno nie widziana w Warszawie, bardzo emocjonalny i zaangażowany przekaz, i muzyka, która wbija w miejsce. I jakby tego punkowego święta było nie dość, zagrał jeszcze Junk, dawno ich nie widziałem, niesamowicie się rozwinęli, ostre anarchopunkowe granie, burza brudnych dźwięków, perkusja i bas chodzą jak w Discharge, do tego mocny wokal. Po Junku miało jeszcze grać Social Party, sympatyczne chłopaki z Opavy (mieście, w którym był główny magazyn skażonego metanolem alkoholu, a tak przy okazji – skończyła się prohibicja w Czechach). Żałowałem, ale sił już nie miałem, za dużo wrażeń i wypitych butelek piwa… Trochę szkoda, że jednego dnia w Warszawie był drugi koncert świetnej kapeli, Tanzkommando Untergang, oni też by pasowali na Festiwal Oporu – zarówno muzycznie, jak i ideowo. Koncert na Burakowskiej był jednak rewelacyjny. 

26 września 2012 o godz. 18:45

Jesteś bogiem

Film wzruszający, poruszający, sentymentalny. Pokazuje taki obraz Paktofoniki i życia Magika, jaki chyba zespół chciał po sobie pozostawić, pokazuje legendę. Magik zginął śmiercią samobójczą 26 grudnia 2000 roku, Wosiem dni po ukazaniu się jednej z najważniejszych płyt w historii polskiego hip-hopu, „Kinematografia”. Zginął młodziutki chłopak (22 lata), niezwykle twórczy, jak na swój wiek mający już spore osiągnięcia (wcześniej z zespołem Kaliber’44 zdobył m.in. złotą płytę), właściwie już będący legendą. W filmie jest chłopakiem nadwrażliwym, pogubionym, osamotnionym, nie rozumianym. Ale też w dużym stopniu z własnej winy, alienuje się, zamyka w sobie, zdradza żonę, kłóci się z przyjaciółmi. Nie pasuje do świata, neguje, ale nie walczy, załamuje się, ucieka. Jego wewnętrzny świat to piosenki, perfekcjonista, całkowicie pochłonięty swoim rapem. Takim chcieli nam go pokazać scenarzysta, autor świetnej książki o Paktofonice, Maciej Pisuk oraz reżyser Leszek Dawid. Film jest swego rodzaju hołdem złożonym grupie i samemu Magikowi. Czy pokazuje prawdę? Pewnie wybiórczo, ale czy to ważne? Sztuka przecież nie potrzebuje prawdy by przemawiać. A film przemawia, tak jak przemawiały teksty Paktofoniki. Świetne ujęcia blokowisk, brudnej Polski B, bardzo dobre dialogi, no i muzyka. Debiutujący aktor Marcin Kowalczyk w roli Magika jest znakomity. Wszystkie role zresztą pasują. Bardzo dobry film.

16 września 2012 o godz. 13:54

Dziewczyny w pogo

TZN Xenna w Otwocku. Klub Smok okazał się nie być żadnym klubem, tylko domem kultury, czyli zero wyszynku, najbliższy sklep kilometr dalej, wewnątrz sauna. Jedyny plus to bliskość stacji PKP. Koncert zaczął się zaskakująco punnktualnie, o 19.15 już grało Hatestory. Zimna fala z damą na wokalu obdarzoną potężnym głosem, krzykiem wibrującym i przenikliwym. Fajna rozedrgana muzyka jaką rzadko się u nas słyszy. Krótka przerwa i TZN Xenna, która dała swój najlepszy koncert, przynajmnie z tych, które widziałem. Okazało się, że duchota domu kultury bynajmniej nie przeszkadza, a zespół chyba lepiej czuje się w takich ciasnych wnętrzach niż na wybiegu w rodzaju sceny z Brutal Sound Fest. Zagrali wszystkie nowe kawałki, z których najbardzie mi się podoba urzymany w mrocznym anturażu „Wczorajszy sen”. Większość starych kawałków, w tym odświeżone „Samoloty” czy dawno nie słyszane, a przecież rewelacyjne „Antydotum”. Pod sceną dziewczyny w pogo, dzielne jak radzieckie kobiety. Żałować tylko, że wszystko tak wcześnie się skończyło – wcześnie, choć TZN Xenna zagrała przez godzinę łącznie 27 utworów.

11 września 2012 o godz. 12:13

Osiemnastka Rozbratu

/wp-content/uploads/2012/09/18ka-Rozbratu

Jak ten czas leci… Poznański skłot Rozbrat osiągnął pełnoletniość. Z okazji urodzin tradycyjnie dwudniowa koncertowo-kulturalno-oświatowa impreza pod znakiem punk rocka i alternatywy. W dniach 14-15 września na skłocie zagrają: Thugxlife, Icon of Evil, Life Scars, Schizma, Massmilicja, Majkel, Exmisja, Doom. Po koncertach tańce do rana. Ponadto: pokazy filmów, teatry, wykłady, dyskusje,m warsztaty, distro etc. Start w piątek i sobotę od 19.00. Poznań, ul. Pułaskiego 21A (tam gdzie Pegueot). Więcej na www.rozbrat.org. Let’s go.

29 sierpnia 2012 o godz. 18:55

Merida wspaniała

Byłem dzisiaj w kinie na filmie „Merida Waleczna”, pewnie jako jedyny na sali bez dziecka, ale ja się bawię jak dziecko na takich filmach, jakoś nie wyrosłem z animacji. Film zbiera nie najlepsze recenzje, najzupełniej nie słusznie, moim zdaniem to jedna z najlepszych produkcji Pixara. Owszem, nie jest tak nowatorski jak „Toy Story”, to raczej fabularny baśniowy klasyk, ale czy wszystko musi być oryginalne? I czy jeszcze wiele oryginalnych rzeczy można do świata animacji wprowadzić zachowując jednocześnie format filmu a nie quasi gry komputerowej? Właśnie ten tradycyjny fabularny przekaz „Meridy” mnie urzekł. Ale i sama bohaterka! Zbuntowana, waleczna, odważna, a jednocześnie wzruszająco wrażliwa, czuła, kochająca. Z burzą rudych włosów i z wielkimi oczami. Ta frywolna, trzpiotliwa, ale jak się okazuje też bardzo odpowiedzialna dziewczynka to niewątpliwie największy atut filmu, ale nie jedyny. Podobał mi się szkocki klimat – kłótliwe klany, celtyckie mity, magia, piękne krajobrazy, kobziarze. Bardzo sympatyczna postać ojca małej Meridy, trochę drażniąca czereda dokazującej dzieciarni (pewnie ukłon w stronę najmłodszych na sali widzów), przesympatyczny koń, trochę mniej udane niedźwiedzie. Świetne animacje i trzymająca w napięciu fabuła, Pixar kolejny raz potwierdza, że jest najlepszą inwestycją Disneya. Jedyne, co mi się zupełnie nie podobało to polska wersja piosenki (śpiewana bodaj przez Anitę Lipnicką) w wersji folku spod Tatr a nie z Gór Monadhliath.

27 kwietnia 2012 o godz. 11:06

Caribba

SONY DSC

jamajski rum sprzedawany w wersji Blanco i Negro, rozlewany i butelkowany przez firmę Livika na Łotwie. Jakość poniżej przeciętnej, nadaje się do wykorzystywania w koktajlach bo jest dość aromatyczny. Biały jest słodki z nutami ziół, z lekko przydymionym aromatem, złoty poza słodyczą ma smak bardzo owocowy, głównie wyczuwa się poziomki. Moc – 37,5%.

6 kwietnia 2012 o godz. 09:06

100 Pipers

stu dudziarzy to łagodny, o sympatycznie dymnym tle szkocki blend. Jak głosi legenda armia stu szkockich dudziarzy maszerująca na miasto Carlisle skutecznie wystraszyła angielskie wojska, do dziś ich chwałę głoszą pieśni (np. Kennetha Mc Kellara), jest też znana orkiestra dudziarzy o tej nazwie, no i whisky, która poza Anglią cieszy się dużą popularnością (Anglicy ze zrozumiałych powodów jej raczej nie piją). Mieszanka powstała w 1949 roku, w 1965 przejęła ją gorzelnia Seagram, której nazwa wciąż widnieje na etykiecie, choć dziś należy ona do koncernu Pernod Ricard i jest zarządzana przez Chivas Brothers. Na blend 100 Pipers składają się m.in. malty: Braeval, Allt a’Bhainne, Glenlivet czy Longmorn.

2 kwietnia 2012 o godz. 19:23

Tanzkommando Untergang

Nie widziałem Sergeja już ze dwa lata, zaszył się na którymś z berlińskich skłotów i już nawet ostatnio na maile nie odpisywał, a tu proszę – właśnie dostałem płytę Tanzkommando Untergang, debiutanckie demo, 7 kawałków garażowego grania, nowy projekt z udziałem Sergeja i z zajebistym żeńskim wokalem Marty. Są bezlitośnie amatorscy, garażowi, skłotowi, to takie granie punk rocka, jakie pamiętamy z początku lat 80. w Polsce, w stylu starego Deutera czy Tiltu, trochę ostrzej, mi to z nowszych dokonań najbardziej przypomina inny projekt rodem z berlińskich skłotów – Trompkę Pompkę, albo nawet Poison Girls czy wczesny Dirt. Oczywiście płyta powstała w Berlinie w Noisy Academy, kawałki napisane są i zaśpiewane po angielsku, mnie rozwalają swoją prostotą. Możecie zresztą sami posłuchać na stronie zespołu, a także zakupić płytę za jedyne 12 zł w sklepie Jirafa Roja.

29 marca 2012 o godz. 10:47

Chivas Regal

jedna z pięciu najlepiej sprzedawanych whisky, dostepna na wszystkich kontynentach, najbardziej znana marka firmy Chivas Brothers (obecnie Pernod Ricard). Jest to szkocka whisky blendowana, w skład której wchodzi 40 rodzajów whisky słodowych i zbożowych. Najmłodsza leżakuje minimum 12 lat, ale jest także 18- i 25-letnia. Trzon mieszanki stanowią whisky z regionu Speyside, m.in. z gorzelni Strathisla. Chivas Regal skomponowano tak by odpowiadała większości miłośników whisky, co oznacza że odkryjemy w niej zarówno słodkie nuty miodu, toffie czy wanilii, jak i bardziej owocowe, m.in. dojrzałych jabłek, jak i ziołowe, wrzosowe, wreszcie orzechów. Brakuje tylko dymu z torfowiska. Chivas Regal to whisky gładka, łagodna, wręcz kremowa. Wersja 25-letnia jest rarytasem.

22 marca 2012 o godz. 11:20

Wszystkie odloty Cheyenne’a

Powiem krótko – rewelacja! Jeden z najlepszych filmów jakie widziałem. Perfekcyjna tytułowa rola Seana Penna, który gra starego, zniechęconego rockmana, który żyje z żoną w wielkim domu w poczuciu winy, nudy i bezsilności. Cheyenne to stare dziecko, mężczyzna, który mógłby być dziadkiem, gdyby nie to, że „gwiazdy rocka nie powinny mieć dzieci” – jak sam wyznaje, ale tak naprawdę jest wciąż chłopcem, który nie umie pogodzić się z odtrąceniem przez ojca. Ojciec jednak umiera, a Cheyenne wyrusza w podróż, która pozwala mu się pojednać z ojcem, odnaleźć cel i wreszcie dorosnąć. I w sumie szkoda, bo dorosły Cheyenne (finałowa scena) jest wprawdzie przystojnym mężczyzną, ale nijakim. Natomiast ta jego kreacja na gotyckiego gwiazdora, który zgarbiony ciągnie za sobą wózek na zakupy, wszystkiemu się dziwi, nie potrafi skrywać emocji – to jest świetne. Sam jestem niedorośnięty, więc utożsamiałem się bez trudu z Cheyennem. Znakomita muzyka, m.in. Talking Heads (David Byrne występuje w epizodzie) i Iggy Pop z nieśmiertelnym „Passengerem”. Film poruszający, rozśmieszający, intrygujący, taki, który na zawsze zapada w pamięci.

20 marca 2012 o godz. 19:12

Wstyd

"Wstyd" to film o trudnościach w nawiązywaniu bliskości, o ucieczce w seks, o poszukiwaniu uznania w oczach drugiej osoby. Bardzo nastrojowy, bliskie kadry, zwolnione tempo, ostre sceny erotyczne, znakomita scena z sekretarką z pracy, Marianne, z którą randka kończy się porażką (wstydem), bo oznaczałaby zgodę na bliskość. Trochę tu klimatu jakby z Philipa Rotha, trochę obsceny, ale bez epatowania. Świetne role głównych bohaterów – rodzeństwa Brandona (Michaela Fassbendera) i Sissy (Carey Mulligan). Obydwoje atrakcyjni, obydwoje zagubieni, obydwoje nieszczęśliwi, obydwoje bezsilni. Zakończenie nie pozostawia nadziei. Smutny film i zapadający w pamięci, ale pozostawiający niedosyt, bo pytanie – dlaczego oni tacy są? pozostaje otwarte. Nie znamy ich dzieciństwa, nie wiemy o nich nic, prócz tego, że on chorobliwie łaknie ciepła, on chorobliwie je odrzuca. Ciekawy, ale nie pełny portret psychologiczny. Może jednak o to scenarzyście chodziło, bysmy wychodząc z kina mieli w głowie więcej znaków zapytania, niż pewników; bo i co jest dzisiaj pewne, prócz śmierci.

19 marca 2012 o godz. 19:53

Bić Krzyżaków Tour

/wp-content/uploads/2012/03/z-Patyczakiem-Olsztyn

W niedzielę 25 marca w Galerii Sowa w Olsztynie odbędzie się spotkanie w ramach "Bić Krzyżaków Tour" – Brudne Ddzieci Sida i Łukasz Gołębiewski pytają: Czy fani to złodzieje? Kto wiedział o tym, że w 1591 r., przed spodziewanym atakiem Krzyżaków, olsztyński zamek skutecznie przygotował do obrony administrator dóbr kapituły warmińskiej – sam Mikołaj Kopernik? Ponadto podjął on wielką akcję zasiedlania rejonu, sprowadzając mówiących po polsku osadników. Brudne Ddzieci Sida śpiewają po polsku, Produkt i Fajrant też. Łukasz Gołębiewski pisze książki po polsku. Czujemy się więc zaproszeni do stolicy Warmii przez samego Mikołaja Kopernika!