Materiały wg tagu "postawy"

5 grudnia 2008 o godz. 13:36

Literatura i polityka

Media emocjonują się kolejną rewelacją – Włodzimierz Odojewski współpracował z SB. Całkiem niedawno podobnych rzeczy dowiadywaliśmy się o Ryszardzie Kapuścińskim, a zapewne czeka nas jeszcze niejedno równie ambitne "odkrycie", bo pewnie i wielu innych, którym przyszło żyć w tamtych czasach, coś gdzieś kiedyś podpisało, gdzieś się z kimś spotkało itp. Media zastanawiają się teraz jak rewelacje o Odojewskim wpłyną na społeczny odbiór jego literatury. Mam nadzieję, że nijak, tak jak nie umniejsza literackiego kunsztu Guntera Grassa to, że jako dzieciak służył w Waffen SS. Można się zastanawiać, czy dobrze, czy źle, że takie fakty wychodzą po latach, często w wyniku przypadku lub cudzej dociekliwości, nie mniej jakiekolwiek wybory polityczne – nawet świadome – z ljakością utworu literackiego nie mają nic wspólnego, o czym powinniśmy wiedzieć, nauczeni doświadczeniami XX wieku (także tymi całkiem współczesnymi).Oczywiście, pozostaje nam prawo do oceny moralnej czyichś zachowań. Ale czy aby na pewno? Czy młodsi o pokolenie czy nawet więcej ludzie mogą oceniać zachowania tych, którym przyszło żyć w znacznie trudniejszych czasach – często w strachu nie tylko o siebie, także o najbliższych. "Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem", mówi Pismo. Coś podejrzanie dużo osób dziś rzuca kamieniami.Mój kolega Krzysztof Masłoń przeprowadził z Odojewskim bardzo ciekawą rozmowę. – Proszę pana, a czy wtedy – w latach 60. – w ogóle przychodziło panu do głowy, by jednym słowem „nie” zwekslować wszelkie esbeckie próby wyciągnięcia od pana jakiejkolwiek informacji? By odmówić spotkań z Majchrowskim? – pyta dociekliwie Masłoń. A Odojewski odpowiada: – Na takie „nie” bym się nie zdobył. Uniemożliwiała to atmosfera strachu, w jakim żyliśmy, a wiedza o tym, jak postępować z SB, jak się przed nią bronić, przyszła później. Gdy więc Majchrowski wzywał mnie, bym się stawił: w Pałacu Mostowskich, na Rakowieckiej czy „na kawę” do Grand Hotelu albo do prywatnego, opuszczonego mieszkania na Muranowie, pewnie lokalu operacyjnego – przychodziłem.Doceńmy szczerą odpowiedź, zanim wydamy wyrok. Nie tylko wyrok na literaturę, także na człowieka i jego moralne dylematy.

20 listopada 2008 o godz. 11:57

Społeczeństwo Anty-informacyjne

Podobno żyjemy w społeczeństwie informacyjnym, w kórym dostęp do informacji odgrywa decydującą rolę ekonomiczną i komunikacyjną. Otóż myślę, że wątpię. Dla nowego pokolenia informacja traci na wartości – nie koniecznie jest ono zainteresowane kursami walut, spekulacjami na giełdzie, cenami ropy, wydarzeniami politycznymi czy choćby śledzeniem rozgrywek ligowych… A przynajmniej w coraz mniejszym stopniu, na co wskazują choćby takie globalne współczynniki, jak spadek sprzedaży gazet, spadające przychody stacji telewizyjnych i radiowych. Łatwość dostępu do informacji, jaką daje Internet, powoduje, że nastąpiła jej błyskawiczna dewaluacja. Teraz sięgamy niemal wyłącznie po te informacje, kóre nas INTERESUJĄ. Nie przypadkowo iPod niemal całkowicie zastąpił radio w najmłodszym pokoleniu, gdyż iPod to wyłącznie taka muzyka, jakiej chcemy słuchać, a nie jaką serwują rozmaite stacje typu "Złote Przeboje". Bieżące informacje obchodzą nas w coraz mniejszym stopniu, i to tylko w tym wycinku wiedzy, który jest dla nas istotny. Jeden będzie śledził nowinki technologiczne, drugi wieści ze świata mody, trzeci muzyki, czwarty polityki, piąty sportu… zamykając się w swoim świecie zainteresowań. Młodzi ludzie nie mają potrzeby deliberowania o tym, co się aktualnie dzieje – mogą rozmawiać o grach komputerowych on-line, ale nie o wyborach prezydenckich w USA. Myślę, że niechęć do "bycia informowanym" będzie się nasilać, co w niedługim czasie może doprowadzić do bankructwa wielkich dostawców tradycyjnych treści (np. serwisy telewizyjne, wydawcy papierowej prasy, wszystkie firmy dystybuujące kulturę w formie materialnej) i absolutnej rewolucji na rynku mediów, które z bieżących informacji przestawiać się będą na poszerzanie zasobów wszelkiego rodzaju "nowinek". No i nastąpi całkowite przejście mediów do Internetu. Po sobie widzę, jak szybko stałem się nieomal niewolnikiem informacji cyfrowej i formatu MP3-MP4 jeśli chodzi o przekaz audiowizualny. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiłem gazetę, kiedy włączyłem radio, a nie licząc transmisji z meczy piłkarskich, nie pamiętam też, kiedy włączyłem TV. Za to doskonale wiem, co mam w moim przenośnym odtwarzaczu plików i na jakie strony internetowe warto codziennie wejść, by wiedzieć tylko to, co mnie interesuje.Zmiany, wielkie zmiany nadchodzą, na kóre chyba w ogóle media nie są przygotowane.

5 listopada 2008 o godz. 16:36

Czarny prezydent

Koniec świata! Murzyn (nienawidzę tego sztucznego słowa Afroamerykanin) został prezydentem USA. W dodatku na drugie imię ma Hussein! Media trąbią, że Amerykanie przezwyciężyli rasowe uprzedzenia i tym podobne bzdury. Ja myślę, że wygrana Baracka Obamy niewiele ma wspólnego z tolerancją amerykańskich wyborców, w tej sprawie raczej niewiele się zmieniło. Obama wygrał bo ludzie dość mieli obłudy Busha (który nota bene doszedł do władzy, choć nie uzyskał większości głosów!), jego impertynencji i geszeftów, nałożył się na to kryzys finansowy, i w tej atmosferze wygrałby Yamamoto, albo nawet Stan Tymiński, jeśli tylko miałby amerykański paszport i obiecałby to, co w tej sytuacji obiecać należało… i co naobiecywał Obama, czyli w skrócie "więcej dla szarego obywatela, mniej dla korporacji". Czy Obama dotrzyma słowa? Wątpię, gdyż amerykańska demokracja jest skorumpowana i zepsuta do podszewki, należałoby najpierw wprowadzić restrykcyjne przepisy dotyczące finansowania partii politycznych i ich kandydatów do Kongresu, Senatu i administracji państwowej USA, potem można będzie wierzyć w intencje polityków (i to wierzyć z dużą ostrożnością). Oczywiście, jak wielu przyzwoitych ludzi na świecie, tak i ja cieszę się, że nowy amerykański prezydent jest demokratą, Murzynem, w dodatku miło się uśmiecha, ale nie oczekujmy cudów… Jedyną istotną zmianą dla świata może być przeniesienie środków bezpieczeństwa z walki z terroryzmem na walkę z potencjalnym rasistowskim zamachowcem, bo przecież teraz Ameryka będzie żyła w ciągłym strachu, że jakiś wariat wyciągnie broń. Dla świata to lepiej, bo przynajmniej zła będą szukać u siebie, a nie w Iraku, Iranie czy Afganistanie. Może będzie choć trochę stabilniej i bezpieczniej. A i reforma finansowa przyda się nie tylko Ameryce.

5 października 2008 o godz. 14:04

Kabotyn Rotten

/wp-content/uploads/2008/10/lydon

Pisałem o kabotyństwie Rottena (vel Johna Lydona) przy okazji relacji z koncertu Sex Pistols w Gdyni na początku lipca br. Przy okazji moich złośliwych uwag o pozach i mimozach wokalisty Sex Pistols pojawiło się sporo komentarzy. Tymczasem kolega przysłał mi dzisiaj linka, do filmiku, który mnie absolutnie powalił. Obejrzyjcie sami jaki piękny Rotten, jak pięknie reklamuje angielskie masło Tu macie link.

21 września 2008 o godz. 17:53

Zasłużony dla kultury

Łukasz Gołębiewski został 21 września odznaczony przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej. Odznaka przyznawana jest osobom wyróżniającym się w tworzeniu, upowszechnianiu i ochronie kultury.

27 sierpnia 2008 o godz. 17:37

Bezkarność mocarstw

To, co Rosjanie wyprawiają od kilku tygodni w Gruzji, napawa świat nie tylko niesmakiem, ale i słusznym niepokojem. Ignorancja rosyjskiego prezydenta, straszącego nową zimną wojną, prawdopodobnie obróci sie przeciwko Rosji, a politycznym efektem będzie m.in. wzrost wydatków na zbrojenia w USA i większa izolacja Rosji na międzynarodowej arenie. Najgorsze jest jednak to, że tak na prawdę świat nic nie może zrobić, poza niewiele znaczącymi gestami politycznymi (mimo wszystko, wielkie brawa dla władz Ukrainy za odważną solidarność z Gruzją). Tak samo świat jest bezradny, gdy Stany Zjednoczone uprawiają imperialną politykę międzynarodową gwałcąc suwerenność granic i narodów w imię własnych partykularnych interesów – strategicznych i gospodarczych.Nie wiele można, gdyż nikt nie chce być w otwartym konflikcie z mocarstwem (dotyczy to obecnie także Chin, które są potęgą porównywalną z Rosją). Nie jestem specjalistą w sprawach konfliktów międzynarodowych, nie trzeba być jednak ekspertem by wiedzieć, że Gruzini nie są bez grzechu, jednakże Rosja zachowuje się jak typowy imperator, który w granicach swoich wpływów chce "dzielić i rządzić". Niestety, obawiam się, że nikt i nic jej nie powstrzyma, a Gruzja będzie musiała pogodzić się z utratą Abchazji i Osetii Południowej (wystarczy spojrzeć na mapę, by zrozumieć, że oderwanie Osetii oznacza niekończący się konflikt, falę terroru na skalę konfliktu Pakistan-Izrael). Niezależnie od naszej bezradności, powinniśmy jednak – mam tu na myśli społeczność międzynarodową – głośno krzyczeć NIE, bo przecież taki sam los może spotkać niedługo Białoruś… a przecież i o odebraniu Ukrainie Krymu słyszymy coraz częściej. Wydawałoby się, że przykład Jugosławii pokazał światu, że czasem lepiej jest się trwale rozdzielić w imię pokoju i poszanowania praw drugiego narodu, a przykład Unii Europejskiej powinien być dla wszystkich rządów doskonałą lekcją budowania stabilnej jedności z poszanowaniem niezależności i inności. Władcom Kremla, jak i Waszyngtonu, jak i Pekinu, zajmie jednak jeszcze z pewnością wiele lat, zanim zrozumieją, że gwałt rodzi odwet. Jak to trafnie ujął zmarły w ubiegłym roku wybitny francuski filozof Jean Baudrillard: Terror rodzi terror. (…) Kiedy siła rośnie w siłę, nasila się także wola jej zniszczenia. I siła ta jest współwinna własnego zniszczenia ("Duch terroryzmu", Warszawa 2005). Niestety, ignorancja takich ludzi jak prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew niesie za sobą konsekwencje dla całego świata, który staje się mniej stabilny. Znów w wyniku zamachów terrorystycznych ginąć będą niwinni ludzie.

12 sierpnia 2008 o godz. 15:07

Moja ignorancja

Rosjanie bombardują gruzińskie miasta, w Chinach gospodarze zbierają jeden złoty medal za drugim, a mi właśnie jeden z Czytelników uświadomił, że chyba od dwóch miesięcy nie włączałem telewizora. Gazety nie czytałem jeszcze dłużej, do szczęścia w zupełności wystarcza mi serwis E-Prasa, w którym kilka lat temu wykupiłem abonament, i który codziennie dostarcza mi na skrzynkę pocztową około 50 artykułów z różnych gazet, wyłącznie na interesujące mnie tematy. Te tematy obracają się jednak wokół książek i literatury, a nie wokół wojen czy dajmy na to lekkoatletyki, więc czasem uzupełniam wiedzę przeglądając serwis wiadomości portalu Interia i strony internetowe "Rzeczpospolitej" (przez sentyment bo przez ponad 10 lat tam pracowałem). I oczywiście żal mi Gruzinów, oczywiście kibicuję Otylii Jędrzejczak, piłkarzom ręcznym i polskim siatkarzom, ale też prawda jest taka, że w gruncie rzeczy niewiele mnie to wszystko obchodzi, odkąd wróciłem z Albanii nie odrywam niemal nosa od monitora komputera, z narastającym poczuciem, że czas ucieka, a jest tak dużo do zrobienia. Zbyt dużo, bym mógł sobie pozwolić na śledzenie relacji z Tbilisi czy Pekinu. Życie bez wiadomości jest takie lekkie i przyjemne Życie ignoranta jest takie…

6 czerwca 2008 o godz. 11:47

Moje pierwsze spotkanie z punk rockiem

Przez redaktorów powstającej właśnie książki "Polski hardcore punk 1977-2007" poproszony zostałem o napisanie krótkiego wspomnienia pt. "Moje pierwsze spotkanie z punk rockiem". Ponieważ książka pewnie jeszcze długo się nie ukaże, więc wklejam tutaj to, co napisałem Jeśli kogoś interesuje książka to podaję namiary wydawcy: leksykonhcp@wp.pl.

17 kwietnia 2008 o godz. 00:16

Nie palę :)

… ostatniego papierosa wypaliłem w sobotę, po koncercie Profanacji. W niedzielę kupiłem rewelacyjne plastry – NiQuitin – które sprawiają, że człowiek wchłania do organizmu nikotynę przez skórę, a nie przez płuca. Nie mam po tym głodu nikotynowego typowego po odstawieniu szlugów. A rzucałem palenie już kilka razy w życiu, więc wiem jak ten głód męczy i doprowadza do szału. Zacząłem palić mając lat 12, trochę wcześnie, i trochę mam już tego świństwa dość. Wprawdzie myślę sobie kilka razy dziennie, że fajnie by było zapalić, ale trwam w tym jakoś i zamiast papierosa ssę miętówkę. Nie mam wprawdzie pewności, że do nałogu nie wrócę, ale może… Papierosy są do dupy!

13 kwietnia 2008 o godz. 17:58

Festiwale Win Prostych

Pogoda nam nie dopisała. Miał być przyjemny słoneczny dzień, tymczasem od rana padał deszcz. Pod wieczór trochę się przejaśniło, nie mniej było kurewsko zimno, wiał wiatr, odczuwalny nawet za winklem skłotu Elba, gdzie rozpoczęliśmy 12 kwietnia nasz III Festiwal Win Prostych. Ustawiliśmy się najpierw w sześć osób w kółko, podając sobie kolejne butelki jaboli. To nasz „zegar winny” – jabol symbolizuje wędrującą wskazówkę, każdy ustawia się na wyznaczonej godzinie. Potem osób na cyferblacie przybywało, choć ani razu nie osiągnęliśmy chyba 12, gdyż jedni dochodzili, inni odpadali… Zaczęło się od wina „Smaki lasu”, potem było wino kokosowe – zdecydowanie za słodkie, nie polecam do konsumowania w nadmiarze. Kolejny był „Ziomal” – to kultowe wino, które przywiozłem z Białegostoku – moc, smak i aromat! Po „Ziomalu” – „Cytrynka”, pyszota w wielkiej litrowej butli. Zdecydowanie za szybko się skończyła. Dalej: „Bukłaczek jabłkowy” w plastikowej butli oraz wino wiśniowe, następnie jakieś dwa wina w kartonach, jedno chyba malinowe, drugie bodaj leśne, jeszcze jakiś jabol w szklanej butli, ale nazwy nie pamiętam, a na koniec – „Owoce lasu”, dla odróżnienia od „Smaków lasu”, w ogóle jakaś moda na wina z jeżyn i jagód zapanowała. A potem grała Profanacja, „wyrzygaj to”… Z bogactwem smaków w ustach ruszyliśmy w pogo.

11 kwietnia 2008 o godz. 10:22

O szkodliwości czytania

Jakkolwiek by się to nie wydawało absurdalne, zaczynam nabierać przekonania, że czytanie jest szkodliwe. Mam na myśli, rzecz jasna, książki, gazet nie czytam już od wielu lat – właściwie odkąd wiadomości sportowe na bieżąco podawane są w Internecie. Czytam dużo, powiedziałbym, że zdecydowanie za dużo, jest tego coś pewnie ze 150 pozycji rocznie. Zawsze czytam kilka książek na raz, nie potrafię czytać jednej, chyba w ogóle w życiu nie potrafię się koncentrować na czymkolwiek w całości i niepodzielności mojej uwagi. Są książki, które czytam np. przez rok, po kilka stron dziennie i wracam do nich wciąż, niczym do ulubionych kochanek, są takie, które czytam użytkowo, bo sam coś piszę i muszę się dowiedzieć, co na ten temat myślą inni, i są książki które czytam niejako z nałogu czytania, albo dla zabicia czasu, czytam, tak jak inni oglądają TV, czyli absolutnie bezmyślnie, czytam bo akurat wyszła nowa książka, a ja nie mam nic lepszego do roboty. Ta ostatnia grupa jest przytłaczająco największa. Dla przykładu czytam aktualnie: „Nexusa” Millera (po stronie dziennie), „Annę Kareninę” Tołstoja (trochę szybciej, ale też z umiarem), skończyłem właśnie „Radio Armageddon” Żulczyka (w wolnej chwili napiszę tu więcej o tej powieści, bo jest warta polecenia), a jeszcze czytam poradnik „NLP w 21 dni” i studiuję przewodnik po Słowenii, dokąd niebawem zamierzam wyruszyć. Kiedy czytam, zazwyczaj świat powieści pochłania mnie całkowicie. W rezultacie, zapominam o swoim świecie. Unikam ludzi, bo mnie rozpraszają. Irytują mnie spotkania, telefony, maile, sms-y, bo to przeszkadza w czytaniu. Unikam jakiejkolwiek komunikacji. Jeśli już z kimś rozmawiam, to go nie słucham. Jeśli odpowiadam, to bezmyślnie. Kiedy czytam, niewiele mam własnych myśli, bez reszty pochłania mnie świat wyobraźni autora. A zatem jeśli czytam przez tydzień non stop, to tracę tydzień własnego życia! Stąd moje przekonanie o szkodliwości czytania, zwłaszcza, że z wiekiem czytam jakby więcej, niż kiedyś, i jakby coraz mniej chcę robić cokolwiek innego. Unikam ludzi jak zarazy, bo mam nieprzeczytane książki. To chore. To obłęd. To gorsze niż TV. Chyba zrobię sobie odwyk i będę przez tydzień jeździł na rowerze. To będzie zdrowsze. Może otworzę się na świat… choć i to nie jest pewne, bo zazwyczaj – żeby nie marnować czasu – kiedy akurat jestem poza domem (w samochodzie, na zakupach, u fryzjera, gdziekolwiek), to uczę się języka hiszpańskiego, a aktualnie słucham idiotycznej książki po hiszpańsku o jakimś azteckim duchu zamkniętym w szkatule, dzięki czemu poznaję masę do niczego mi niepotrzebnych hiszpańskich słów z dziedziny okultyzmu. Dodam, że skoro są niepotrzebne, to zaraz je zapominam… Obłęd.

26 marca 2008 o godz. 17:08

Pewne prawa zastrzeżone

Niezwykła łatwość, z jaką rozpowszechniane są w Internecie utwory, powoduje, że wielkie koropracje chcą za wszelką cenę bronić swoich interesów, wprowadzając coraz bardziej restrykcyjne przepisy prawa autorskiego. Dla przykładu, w Polsce prawa autorskie przechodziły do domeny publicznej (były powszechnie dostępne bez opłat licencyjnych) po 25 latach od śmierci twórcy – i tak było do 1994 roku, kiedy to okres ochrony (pod naciskami korporacji amerykańskich na europejskie ustawodawstwo) wydłużono do 50 lat. Następnie, w 2000 roku (w związku z kolejnymi naciskami i dyrektywą UE) okres ten wydłużono do 70 lat, pozbawiając domenę publiczną kilkunastu tysięcy dzieł, z których większość i tak nie jest eksploatowanych. W ciągu zaledwie sześciu lat wydłużyliśmy okres ochrony o 45 lat! Na dodatek w następnych latach wprowadzono kolejne obszary ochrony prawnej, m.in. na bazy danych, wprowadzono także inne ustawy dotyczące np. ochrony kodu komputerowego.

23 grudnia 2007 o godz. 11:59

X-mas

Nie lubię ryb, a już w szczególności karpii. Nie lubię grzybów, a już w szczególności z kapustą. Nie lubię choinek, kolęd, składania fałszywych życzeń, nie lubię prezentów, a najbardziej nie lubię świątecznych promocji w hipermarketach i korków na ulicach. Nie lubię też jak jest przeraźliwie zimno. Kto wymyślił Boże Narodzenie? Skoro nie lubię kolędować i stać w kolejkach po prezenty, to poszedłem sobie na Punk Rock Christmass – zajebisty gig w klubie Pretekst na Kolejowej w Warszawie. I jakoś, o dziwo, nie wkurwiały mnie mikołajowe czapeczki na głowach męskiej części zespołu Bang Bang. LD50 jak zwykle zagrało rewelacyjnie, Nowy Świat rozgrzał nas kilkoma coverami i nawet narzeczony mojej siostry, który przyjechał z Argentyny, przestał narzekać, że mu zimno. Kupiłem mu w prezencie butelkę Tyskiego – była bez promocji i bez kolejki.

11 grudnia 2007 o godz. 20:32

O wolność słowa

Stowarzyszenie Wolnego Słowa zaprasza, w szczególności dziennikarzy wszystkich mediów, w dniu 13 grudnia br. w godz. 17-18.30 na manifestację przed siedzibą sądu w Warszawie u zbiegu ul.: Nowogrodzkiej i Żurawiej. Jest ona znakiem sprzeciwu wobec drakońskich zapisów Kodeksu Karnego (par. 212) umożliwiających karanie więzieniem dziennikarzy w związku z wykonywaniem przez nich zawodu. Wolność słowa, sumienia i druku, równość wobec prawa i państwa, to są niezbywalne prawa człowieka, w które władza nie może ingerować.

28 listopada 2007 o godz. 15:45

Stop przemocy wobec kobiet!

1 grudnia na skłoocie Elba w Warszawie odbędzie się impreza organizowana w ramach Międzynarodowej Kampanii 16 Dni Akcji Przeciw Przemocy wobec Kobiet. Według raportów 1 na 3 kobiety spotkała się w swoim życiu z przemocą, czy to seksualną, czy fizyczną, czy psychiczną. Chcemy działać, chcemy o tym głośno mówić! 16 Dni przeciw przemocy wobec kobiet to międzynarodowa kampania, zainicjowana przez Centrum Na Rzecz Globalnego Przywództwa Kobiet (Center for Women’s Global Leadership). Odbywa się ona pomiędzy 25 listopada (Międzynarodowym Dniem Przeciw Przemocy Wobec Kobiet) a 10 grudnia (Międzynarodowym Dniem Praw Człowieka). Wybór tych dat to symboliczne podkreślenie, że prawa kobiet są niezbywalną i integralną częścią praw człowieka. W 16 dniach zawiera się także 1 grudnia – Światowy Dzień AIDS, oraz 6 grudnia – rocznica masakry w Montrealu. W PROGRAMIE: • Warsztaty anatyprzemocowe • Koncert: Burst, Betty Be (ex Los Trabantos), Pussy2Pussy , Słoneczne Chłopaki • Slajdy spotów i plakatów dotyczących przemocy wobec kobiet z rożnych części świata + niespodzianka. – Warsztaty anatyprzemocowe od 17.00 do 18.30 Podczas warsztatów prowadzonych przez Kamę, aktywistkę min. Amnesty International, grupy anarchofeministycznej @-fe, rozprawimy się ze stereotypami na temat przemocy wobec kobiet, dowiemy się jaka jest skala zjawiska, będziemy dyskutować co robić jeśli jest się świadkiem, bądź ofiarą przemocy etc… dla wszystkich tych którzy wezmą udział w warsztatach wstęp na koncert za darmo! Zaczynamy punktualnie o 17.00 do 18.30. Grupa warsztatowa dla maksymalnie 20 osób! A po warsztatach o 19.00 koncert.

23 października 2007 o godz. 19:21

Po wyborach

O, podobno wybory już się odbyły. Znów masa pieniędzy, które można było przeznaczyć na pomoc dla biednych ludzi poszła na partyjnych darmozjadów, czy tam na demokrację jak kto woli… Jak zwykle nie głosowałem. Nie będę się musiał wstydzić jak komuś przyjdzie do głowy wysyłać wojsko do Iraku albo w inny sposób włazić w dupę Bushitowi. A poza tym żaden rząd pogody nie zmieni, a na dworze jest cholernie zimno. I podobno ma być jeszcze zimniej. Więc po co głosować? Lepiej emigrować… do ciepłych krajów na zimę. A tak zupełnie serio, to może jakby nikt nie głosował to by polityków nie było?

3 sierpnia 2007 o godz. 11:21

Od autora: uciekam:)

W Warszawie nie da się pracować, nie, nie. Albo ktoś dzwoni, albo ktoś chce się spotkać, zero ciszy i spokoju. Uciekam na 10 dni do lasu. Bez telefonu, bez Internetu, z dala od ludzi. To jedyna szansa by w skupieniu trochę popisać.

27 lipca 2007 o godz. 15:53

Wolność na jeden wieczór

Czasem jak coś czytam, to chcę się z wami podzielić krótkimi refleksjami, choć rzecz jasna nie mam zamiaru zanudzać każdą książką, bo jako człowiek uzależniony od lektury właściwie czytam wszystko co mi wpadnie w ręce, z instrukcją obsługi żelazka i książką telefoniczną włącznie:) Tym razem padło na książkę, którą przeczytałem już kilka tygodni temu, ale jakoś nie za bardzo znajdowałem czas by o niej napisać, a rzecz warta jest uwagi – zwłaszcza dla ludzi w wieku 25-30 lat, którym kultura acid house jakoś tam była bliska (mi nie była nigdy i zanim przeczytałem tę książkę, patrzyłem na moją siostrę pląsającą przy techno jak na bezmózgie stworzenie). Książka będzie też zapewne ciekawa dla tych wszystkich, którzy wprawdzie z kulturą techno nie mieli do czynienia, ale eksperymentowali z dragami mniej lub bardziej intensywnie. Książkę wydała Muza, autor: Matthew Collin, tytuł: "Odmienny stan świadomości".

12 kwietnia 2007 o godz. 02:02

Moje ulubione książki

Nie wiem czy to się komuś przyda, czy nie, ale że wciąż jestem pytany o ulubione lektury, to stworzyłem taką prowizoryczną listę książek, do których wracam – fiction i krótko non fiction. Jak chcecie to możecie wrzucać tu swoje ulubione propozycje. Jak kiedyś będę się bardzo nudził to może uzasadnię swój wybór. Z autorów, których lubię nie ma tu Vonneguta czy Bukowskiego, bo po prostu trudno w ich przypadku wskazać jedną wybitną powieść (Vonneguta najbardziej lubię „Pianolę”, a Bukowskiego „Szmirę”), inni autorzy, których czytam (czytałem) właściwie wszystko jak leci to: Fuentes, Molina, Rushdie, Kundera, Jerofiejew, Zweig, Pessoa, Chomsky, z polskich autorów lubię: Hłaskę, Tyrmanda, Lema, Kuśniewicza, Choromańskiego, Horwatha, Stasiuka… no i Masłowską. Lista ulubionych po kliknęciu na „więcej”.

25 marca 2007 o godz. 14:37

Alienacja z wyboru

Nie opróżniam skrzynki na listy. Jeszcze nigdy nie byłem na poczcie odebrać avizo. Wyrzucam je całymi garściami. Listonosz mógłby już dać za wygraną. Mój telefon komórkowy jest niemal wiecznie wyłączony. A nawet jeśli zapomniałem wyłączyć to z reguły nie odbieram. Po co? Komórka zastępuje mi budzik i zegarek. Telefonu stacjonarnego nie używam. Zrezygnowałem z abonamentu gdy zdałem sobie sprawę, że używam go wyłącznie do zamawiania fast fooda. Nie otwieram drzwi gdy ktoś do mnie dzwoni. Chyba, że akurat na kogoś czekam. Jeśli nikogo nie zapraszałem, to nie widzę powodu bym kogokolwiek wpuszczał. Leżę na kanapie i czytam. I wcale nie mam poczucia, że być może coś tracę… Świat zewnętrzny mógłby nie istnieć.

escort bayan trabzon escort bayan yalova escort bayan edirne escort bayan manisa bursa görükle escort