Materiały wg tagu "postawy"

21 lutego 2016 o godz. 20:18

Człowiek uczy się całe życie

UJ enologia0001

Własnie wczoraj w Krakowie odebrałem dyplom. Jestem enologiem. Ukończyłem podyplomowe studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, Wydziale Farmaceutycznym. To były przyjemne studia, z sympatycznymi ludźmi, przy dobrych winach.

27 października 2015 o godz. 12:24

Po wyborach

Sejm_433-001

PKW podała ostateczne wyniki wyborów, PiS ma władzę samodzielnie, lewica poza Sejmem, Korwin też. PiS – 5711687 głosów (37,58%), PO – 3661474 głosów (24,09%), Kukiz – 1339094 głosów (8,81%), Nowoczesna – 1155370 głosów (7,6%), PSL – 779975 głosów (5,13%), Zjednoczona Lewica – 1147102 głosów (7,55%), Korwin – 722999 głosów (4,76%), Razem – 550349 głosów (3,62%).

21 sierpnia 2015 o godz. 13:07

Kac Żytniej

zytnia-logo

W mediach od kilku dni burza. Polmos Bielsko-Biała wykorzystał zdjęcie, na którym mężczyźni niosą zabitego przez ZOMO kolegę. Zabitego w 1982 roku demonstranta z Lublina. Podpis pod zdjęciem najgłupszy z możliwych „Kac Vegas? Scenariusz pisany przez Żytnią”.

8 stycznia 2015 o godz. 20:33

Odkrywca

640px-Mark_Zuckerberg_at_the_37th_G8_Summit_in_Deauville_018_v1

Mark Zuckerberg podjął noworoczne postanowienie w myśl którego w bieżącym roku zamierza czytać dwie książki miesięcznie. Namawia do tego wszystkich użytkowników serwisu. „Jestem podekscytowany moim wyzwaniem czytelniczym. Zauważyłem, że czytanie książek jest bardzo satysfakcjonujące intelektualnie. Książki pozwalają w pełni zbadać temat i zagłębić się w nim bardziej niż w przypadku większości dzisiejszych mediów” – pisze na swoim profilu twórca serwisu społecznościowego Facebook. Cóż za odkrycie. Zwykle takie refleksje przychodzą do głowy w wieku pacholęcym, ale – jak mawiają – lepiej późno, niż wcale. Geniusz nowej ery komunikacji ma 30 lat!  

5 stycznia 2015 o godz. 10:31

Leszek Kołakowski: Jezus ośmieszony

kolakowski

Tekst pisany po francusku, w latach 80., nigdy nie ukończony, wygrzebany przez panią Tamarę Kołakowską w archiwum rękopisów zmarłego w 2009 roku filozofa. Ile jeszcze skarbów kryją te archiwa? Pewnie w najbliższych latach się dowiemy. Esej choć nie ukończony, ma jasną i konsekwentą tezę – bez uznania sacrum i boskiej natury Jezusa poprzez wiarę, nie racjonalne myślenie, chrześcijaństwo nie przetrwa. Wiara dla jego żywotności ma o wiele większe znaczenie niż wszelkie dowody na istnienie Jezusa czy filozoficzne spekulacje. Jednocześnie dla Kołakowskiego nie podlega dyskusji, że chrześcijaństwo jest cywilizacji potrzebne, że nie można od tak odrzucić wiary i zasad jakie niesie. „Nie mamy żadnej znajomości dobra i zła, jeśli nie odczuwamy ich w sobie. (…) Jeśli nie umiemy czuć się winni, nie jesteśmy zdolni do odróżniania dobra i zła”. A jednym z filarów chrześcijaństwa, poza wiarą w nieśmiertelność duszy i sąd ostateczny, jest uznanie winy człowieka, jego pierworodnego grzechu, a tym samym uznanie obecności Boga w jego chrześcijańskiej tradycji. Odrzucając istnienie Chrystusa stajemy przed następującym dylematem: „Bóg nie istnieje, zbawienia nie ma, nie ma odkupienia, nie ma przebaczenia, nie ma grzechu pierworodnego, nie ma życia wiecznego, nie ma miłości?”. Twierdząca odpowiedź na tak postawiony dylemat także dla ateistów wydaje się być nie do przyjęcia. Ale czy można pytać inaczej? Wielu filozofów tak robiło, sprowadzając religię do obszaru idei, ale Kołakowski jest temu zdecydowanie przeciwny. „Spekulacja teologiczna czy filozoficzna nie ma dla religii żadnej wartości, jeśli brakuje wiary” – konkluduje autor.

20 grudnia 2014 o godz. 16:52

Czy Obama zmieni USA?

President_Barack_Obama

Nie mam wątpliwości, że prezydenta formatu Baracka Obamy Stany Zjednoczone nie miały od bardzo, bardzo dawna. Przerasta nie tylko swoich nieudolnych poprzedników, mazgajowatego Clintona, nepotycznych i awanturniczych Bushów, ale także Ronalda Reagana, który uchodził za polityka wielkiego formatu. Reagan żył w ciekawych czasach, natomiast Obama ma umiejętność zjednywania ludzi, zrobił dla wizerunku USA na świecie więcej niż ktokolwiek. I choć uważałem za skandaliczne przyznanie mu na początku prezydentury pokojowej nagrody Nobla, to trzeba przyznać, że wiele zrobił by udowodnić, że nie był to groteskowy gest sztokholmskich emerytów.

13 listopada 2014 o godz. 22:07

Jak czyta młodzież

czytelnictwo Vermeer

Ogłoszono niedawno wyniki badań czytelnictwa wśród 12- i 15-letnich uczniów. W badaniu wzięło udział 3537 uczniów (1721 z VI klas szkół podstawowych i 1816 z III klas gimnazjów). Po raz pierwszy ogólnopolskie badanie czytelnictwa objęło 12-latków. Uczniów pytano m.in. o to, czy czytają książki, jakie to pozycje i które z nich chcieliby wpisać na listę lektur szkolnych. Badacze przyjrzeli się czytaniu w środowisku rodzinnym uczniów – czy w wieku przedszkolnym bliscy czytali im książki, jak wyglądają ich domowe księgozbiory i czym dzieci zajmują się w wolnym czasie.

14 września 2014 o godz. 18:18

Zniszcz sobie podręcznik

nasz elementarz

Luddyści walczyli kiedyś z maszynami, przegrali, ale cóż to była za romantyczna, nierówna batalia, niczym Dawida z Goliatem. Zacznijmy nową rebelię, walkę z państwową, narzuconą odgórnie i centralnie sterowaną, edukacją. Niszczmy państwowe podręczniki. To dużo nie kosztuje. Odszkodowanie jakiego może domagać się szkoła, to 4,34 zł. Warto poświęcić te pieniądze, jeśli nie codziennie, to chociaż raz w tygodniu. Jeśli zaczniemy masowo niszczyć podręczniki, to państwo zbankrutuje! Za jedyne 4,34 zł dziennie każdy może być Bakuninem XXI wieku!

17 lipca 2014 o godz. 23:07

Piekło nad Europą

Tragedia ludzi, którzy zginęli w samolocie zestrzelonym nad Ukrainą to zdarzenie bez precedensu od zakończenia zimnej wojny. Samolot startujący z Amsterdamu, z 295 osobami na pokładzie, w większości lecącymi na wakacje, zestrzelony nie nad Zatoką Perską, ale nad europejskim krajem, to rzecz, która się nie mieści w głowie. To zbrodnia w każdym wymiarze – kryminalnym i politycznym. Nie ma wytłumaczenia, że to była pomyłka, to zbrodnia przeciwko ludzkości. Ciężko otrząsnąć się z szoku.

2 lipca 2014 o godz. 11:57

Brudne dziennikarstwo

polityka uwazaj co mowisz

Afera podsłuchowa kolejny raz zwraca uwagę na kwestie etyczne zawodu dziennikarza. Jakie są granice naruszania prywatności i ingerencji w świat pozapubliczny? Do niedawna zdawało się, że te granice są jasno określone. Afera Rywina wywróciła jednak dziennikarską etykę do góry nogami. Od tamtego czasu media gonią za sensacją za wszelką cenę, po trupach. Im więcej brudów znajdą, tym lepiej.

24 czerwca 2014 o godz. 11:48

Polityk z Twittera

Radoslaw_Sikorski_meets_Secretary_Hillary_Clinton

Światowe media, krajowe też, ekscytują się wypowiedzią ministra spraw zagranicznych o robieniu Amerykanom laski. Radek Sikorski, polityk z Twittera, który słynie z tego, że szybciej stuka w klawisze niż myśli, to dla mnie przykład upadku obyczajów i politycznego chamstwa niezależnie od tego, co mówi prywatnie. Nie trzeba go podsłuchiwać, żeby mieć wyrobione wyobrażenie. Prezydent Komorowski dobrze to wczoraj podsumował, mówiąc: „Coś się zmieniło. Zmieniło się na gorsze. Jest to zmiana pokoleniowa. Nie wyobrażam sobie tego typu rozmów z udziałem Krzysztofa Skubiszewskiego, Krzysztofa Kozłowskiego, Bronisława Geremka czy Leszka Balcerowicza i innych ministrów z tamtego okresu przełomu”. Klasa tamtych polityków polegała nie tylko na ich wiedzy, ale też na tym, że potrafili się nie spieszyć. Zanim zajęli stanowisko, przespali się z nim, potem przedyskutowali z doradcami, wreszcie zlecili fachowcom sformułowanie na piśmie. Sikorski tymczasem stuka na Twitterze co mu ślina na język przyniesie, tak jakby ranga jego wypowiedzi miała zależeć od tego, jak szybko zareaguje. Zachowuje się jak dziennikarz depeszowy, nie jak minister i dlatego na ministra kompletnie się nie nadaje. Sikorski uosabia całkowity upadek kultury sprawowania polityki. Twitter powstał dla nastolatków, nie dla polityków. Trudno nie odnieść wrażenia, że Sikorski wciąż chętnie ganiałby w krótkich majteczkach, wymachując do kolegów plastikową strzelbą. A znakiem czasu jest, że po stoczonej bitwie na kapiszony dziś dzieciaki nie idą najpierw pod prysznic, lecz pędzą do kompa zrzucić fotki z koma na Fejsa. Prysznic, najlepiej zimny, w przypadku Sikorskiego byłby wskazany. Kilku innych polityków (nie tylko polskich) i publicystów też to dotyczy. Traktujcie swoją pracę poważnie, jeśli oczekujecie poważnego traktowania. A Twittera zostawcie dzieciakom. Powaga urzędu nie koniecznie musi być trendy.

19 czerwca 2014 o godz. 11:55

Czas na sprzątanie

Wczorajsze wydarzenia w tygodniku „Wprost”, kiedy policja, prokuratorzy i agenci ABW bezskutecznie próbowali wynieść z redakcji materiały dziennikarskie, do reszty skompromitowała odpowiedzialne za bezpieczeństwo służby. Wdzieranie się do redakcji prasowej nikomu nie daje poczucia, że żyje w bezpiecznym państwie, przeciwnie, budzi nie tylko niesmak i złe skojarzenia z czasami minionymi, ale też wprowadza chaos i polityczną destabilizację. Komuś, kto wysyłał funkcjonariuszy do „Wprost” zabrakło nie tylko wyobraźni, ale i zdrowego rozsądku. Dalsze działania funkcjonariuszy obnażyły ich nieudolność, wręcz bezradność. Wygrała demokracja, ale za jaką cenę? Przecież ta kompromitacja kompromituje Polskę, bo relacje z wydarzeń natychmiast obiegły cały świat. Mają politycy szczęście, że trwa Mundial i ludzie bardziej pasjonują się piłką nożną niż polityką. Nowy rząd, bo nie ma wątpliwości, że rząd musi teraz złożyć dymisję, powinien zacząć od gruntownej reformy prokuratury, policji i ABW. Minister sprawiedliwości, szefowie odpowiedzialnych urzędów, w tym prokurator generalny, nie powinni ani dnia dłużej sprawować swoich stanowisk, bo wykazali się absolutną niekompetencją, przedkładając polityczny interes nad rację stanu. Nie pierwsza to kompromitacja ABW i prokuratury, przyda się tu zatem wietrzenie od góry do dołu.

14 czerwca 2014 o godz. 15:02

Podsłuchy

podsluch-podsluchy-pluskwa-pluskwy-szpieg

Czytam właśnie, że mamy kolejną aferę podsłuchową, jednemu ministrowi na taśmie trzepią żonę, inny w dupie ma orliki i będzie dym, i będzie o tym głośno. Co to do cholery za czasy, że poważne niby media karmią się podsłuchami, że polityk nie może powiedzieć „chuj”, bo go nagrają i opublikują to w prasie, że wszędzie są rozstawione mikrofony i sensację robi się z byle gówna. Chuj z takimi mediami, chuj z taką polityką, chuj z taką demokracją. Orwell by się posrał ze śmiechu. Jak byłem mały, uczono mnie że się nie podsłuchuje i wyjątkowo starzy mieli rację. Bo podsłuchiwać to jednak obciach, a robić potem wokół tego aferę to już bezwstydność. Jako obywatel nie bardzo pasjonuję się czy jakiemuś ministrowi trzepią żonę, wolałbym żeby szybciej udrożnili Most Grota bo miasto się korkuje, albo żeby nie trzeba było stać w kolejce do urzędników. Tymczasem kreowanie polityków na chamowatych cwaniaków niczemu nie służy. Elektoratowi to bynajmniej nie przeszkadza, więc przestańcie ich podsłuchiwać, niech rzucają chujami ile im ślina na język przyniesie, zwłaszcza gdy robią to pomiędzy sobą, a nie publicznie. To podsłuchy, nie chamowaci politycy, wnoszą najwięcej brudu do życia publicznego.

5 maja 2014 o godz. 15:02

Najpierw znieście bezkarność polityków!

Czytam i przecieram oczy ze zdumienia, że od nowego roku planowane jest wprowadzenie automatycznego odebrania prawa jazdy kierowcom, którzy przekraczają dozwoloną prędkość o 50 km/h. Oznacza to, że w dużych miastach kierowcy wkrótce będą jeździć bez dokumentów, co z kolei ma być przestępstwem w świetle nowych przepisów. Nie jestem przeciwny karaniu piratów drogowych, ale najpierw trzeba zweryfikować wszystkie ograniczenia prędkości, często ustawione bez uzasadnienia, na odcinkach bezpiecznych, na drogach, które umożliwiają szybkie przemieszczanie się bez stwarzania zagrożenia (choćby ul. Generała Maczka w Warszawie, gdzie jakiś czas temu złapał mnie fotoradar i musiałem zapłacić 200 zł za jazdę 72 km/h). Dokąd politycy są bezkarni, dokąd posłów chroni immunitet przed wykroczeniami drogowymi, nie będziemy mieli sensownych ograniczeń prędkości, bo nikt – poza karanymi kierowcami – nie jest w tym zainteresowany. Policja i straż miejska łupią mandaty, media trąbią o piratach drogowych, których trzeba karać, a ograniczenia prędkości w Polsce bardziej przypominają drogi na Bałkanach, gdzie kwitnie łapówkarstwo w drogówce, niż na zachodzie Europy. Najpierw sensowne ograniczenia, potem wyższe kary i koniec z bezkarnością piratów-polityków.

1 maja 2014 o godz. 13:40

Pierwszy maj w USA

fot. Socialists in Union Square, N.Y.C. [large crowd] Photo, 1 May 1912 - Bain Coll, Wikimedia
800px-Socialists_in_Union_Square

Pierwszy maj, reżimowi pokłon daj. Nie koniecznie tu, gdzie teraz siedzę, w Louisville. W USA święto pracy obchodzą na początku września (Labor Day), nie pamiętni, że zostało ustanowione dla uczczenia strajków chicagowskich robotników, krwawo stłumionego w 1886 roku. Dziś cały dzień będą trwały w mieście uliczne parady, ale nie okazji 1 maja, ale na okoliczność zbliżającego się Kentucky Derby – wyścigów konnych, które ściągnęły do miasta tłumy.

17 marca 2014 o godz. 11:46

Unii na to nie stać

lenin pryluki

No i stało się, Krym jest rosyjski, a to zapewne nie koniec. Strach pomyśleć, co stanie się jak Putin zechce wyciągnąć bratnią dłoń do Rosjan mieszkających na Łotwie i Estonii. Wszystkie osiągnięcia ostatniego ćwierćwiecza, próby budowania dobrych stosunków z Rosją, ale też europejskiej solidarności, a szerzej – wspólnoty politycznej i gospodarczej – zaraz legną w gruzach. Antyrosyjska ksenofobia w naszym kraju musi rosnąć, skoro nawet ludzie Rosji przychylni patrzą na polityczne łobuzerstwo Putina z przerażeniem. Jednocześnie Unia jest bezradna.

3 marca 2014 o godz. 21:01

Jedno wielkie błazeństwo

Sytuacja na Ukrainie
Map_of_Ukraine

Nie komentuję zwykle polityki, nie mój to ogródek, nie głosuję, nie popieram nikogo, niech sobie robią co chcą, byle daleko ode mnie. Zachowania polityków w sprawie Ukrainy są jednak tak żenujące, w dodatku znajdują tak dużą przychylność w mediach, że robi mi się niedobrze. Zacznijmy od naszego podwórka. Kaczyński domaga się od prezydenta i premiera ostrych sankcji wobec Rosji, minister Sikorski udaje, że gra w Europie pierwsze skrzypce, a politycy od lewa do prawa korzystają, że na Ukrainę mogą wjechać bez wiz i może ktoś ich pokaże, w którejś z setek stacji telewizyjnych, jak ingerują w sprawy innego kraju, innego narodu, jak wpychają się tam, gdzie nie jest ich miejsce. Nienawiść między PiS i PO sprawia, że nasi politycy licytują się jak zwykle w pseudodziałaniach, obrzucają oskarżeniami, za nic mają rację stanu, a tą jest nie drażnienie Rosji! We własnym i ukraińskim interesie. Wiedzą o tym w całej Europie, tylko nie u nas, bo jesteśmy mądrzejsi, bo to my mieliśmy Solidarność i daliśmy w latach 80. XX wieku impuls do zmian. Te barany zapominają, że Wałęsa, Mazowiecki, Modzelewski, Kuroń, Michnik, Geremek i inni ówcześni działacze Solidarności o przejęciu odpowiedzialności za państwo rozmawiali przy okrągłym stole, a nie na ulicy. Były strajki, ale nie było rozpierduchy. To, co dzieje się na Ukrainie jako żywo przypomina Moskwę po puczu Janajewa, tak samo wierzę w demokrację w wydaniu obecnego premiera Ukrainy, jak wówczas wierzyłem, że demokratą jest Borys Jelcyn. Trzeba być ślepym, żeby nie widzieć, że to ten sam mechanizm. Demokracji nie buduje się wysyłając za prezydentem list gończy. Jakby nie patrzeć, wolę transformację, w której generał Jaruzelski pobiera emeryturę, niż taką, w której Nicolae Ceaușescu zostaje razem z żoną rozstrzelany. Oczywiście, inna była skala przewin, ale też demokracja nie polega na niszczeniu przeciwnika. Niestety, widzę, że nasza demokracja coraz bardziej zmierza w kierunku tradycji rumuńskich czy rosyjskich, nie francuskich czy brytyjskich. Mieszanie się przez Polskę w sprawy wewnętrzne Ukrainy w innym wymiarze niż humanitarny, to bardzo poważny błąd. Eskalowanie nastrojów, to już oznaka absolutnej politycznej głupoty. Politycy, którzy jeżdżą na Ukrainę i chcą na ulicy mieszać się w sprawy drugiego państwa, niestety ale są zwykłymi awanturnikami. Dają Putinowi argumenty, których on na pewno nie omieszka wykorzystać. Działają bezmyślnie, na szkodą dla Ukrainy, na szkodę Polski, destabilizują sytuację w Europie.

2 marca 2014 o godz. 18:30

Zalani przez pustosłowie

DemosthPracticing

Czytam właśnie raport o przyszłości czytelnictwa prasy, a w nim informacja, że codziennie w internecie pojawia się 1,6 biliona słów, czyli w przybliżeniu tyle, ile składa się na 35 mln książek, a tyle dzieł liczy cała zawartość biblioteki Kongresu USA. Niby o tym wiem, niby widzę jak zalewa mnie pustosłowie, a jednak takie liczby przemawiają do wyobraźni. Po co nam te wszystkie słowa? Czy nie można by jednak trochę mniej pisać, a więcej myśleć? No ale sam przecież piszę, dodaję swoje każdego dnia do tego biliona, więc może nie powinienem krytykować…

4 lutego 2014 o godz. 14:05

Darmowy podręcznik z mojej emerytury!

Wiadomo już, z czego rząd zamierza finansować kiełbasę wyborczą, jaka w ekspresowym terminie ma trafić na nasze stoły. Ekspresowa kiełbasa może być surowa i niedoprawiona, ale darmowa. Otóż rozdając kiełbasę, rząd jednocześnie zabiera przyszłość, iście diabelski to chwyt, tyle, że Faust podpisywał cyrograf świadomie i z korzyścią bardziej wymierną niż darmowy podręcznik, choć w tamtych czasach pewnie byłby to sporo wart inkunabuł na pergaminie, oprawiony w skórę, złocony i zdobiony kosztownymi kamieniami. Czasy jednak się zmieniły, a kiesa rządowa pusta, więc i nagroda skromna, dobrze że choć papierowa, za rok, może dwa, będzie już tylko wirtualna. Jakże rozdawanie wirtualnych kiełbas wzbogaci przyszłą politykę! A tak całkiem serio, to rząd zagarnął ponad 150 miliardów złotych naszych oszczędności emerytalnych, które wpłacaliśmy od 14 lat do OFE. Potrzebował, na łatanie dziur w budżecie i obietnice w rodzaju darmowych podręczników, więc zabrał – czytam w „Rzeczpospolitej”, że z funduszu emerytalnego każdego obywatela zniknęło 18273 zł. Toż za to mógłbym kupić podręczniki do wszystkich przedmiotów, dla wszystkich kolegów mojego syna i jeszcze by mi zostało w kieszeni na szklaneczkę dobrej whisky. Przepraszam, ale tak rozdawać to każdy chce! Mateusz Pawlak w „Rzeczpospolitej” zwraca uwagę na zachwianie zaufania do instytucji państwowych, ale i finansowych, bo taki będzie efekt ograbienia obywateli z połowy ich funduszy emerytalnych. W cywilizowanym świecie rzecz niepojęta, ale też w cywilizowanym świecie nikt nie myśli, ze uszczęśliwi masy jednym, państwowym podręcznikiem. Niemal nigdy nie zgadzam się z publicystycznymi ocenami „Rzeczpospolitej”, której autorzy widzą Polskę w barwach czarno-czarnych, ale w tym przypadku trudno nie przyznać racji, gdy czytamy: „ponad 150 miliardów złotych naszych oszczędności zdeponowanych w stworzonym i firmowanym przez państwo systemie emerytalnym zostanie w karygodny sposób przez to samo państwo zagrabione”. Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego władza pokazuje, że bliżej jej niestety do standardów azjatyckich. W Chinach dzieci też uczą się z darmowych, państwowych podręczników. Za pieniądze podatników, rzecz jasna. Nie chcę kiełbas wyborczych. Chcę płacić za przyszłość swoją i kolejnych pokoleń, chce mieć pewność, że jeśli wykupię obligacje państwowe, to dostanę to, co mi państwo gwarantuje. Teraz tej pewności nie mam, a za darmowy podręcznik bardzo dziękuję.

2 lutego 2014 o godz. 17:05

Śliwka, gruszka, czereśnia…

Nie mogę się powstrzymać, żeby nie puścić tego w obieg… Oto piosenka węgierskich nacjonalistów, niezwykle popularnej grupy Kárpátia pod wiele mówiącym tytułem „Pálinka”, z dodanym polskim tłumaczeniem, żeby było wiadomo o co madziarskim narodowcom chodzi. „Śliwka, gruszka, czereśnia, niech żyje ojczyzna!” – oto węgierski nacjonalizm! Na zdrowie i każdy Węgier do gospody! I czy u nas nie może być podobnie? Zamiast burd, dewastacji, demonstracji… Kiedy i u nas śliwka, gruszka, może być i jabłko, może być i żyto, symbolizować będę ojczyznę, wówczas sam zostanę nacjonalistą. A na razie, dokąd śliwka we wzgardzie, trudno być choćby patriotą.