Materiały wg tagu "podróże"

3 lipca 2008 o godz. 10:17

Wodospady (kartka z Chorwacji 6 – ostatnia)

/wp-content/uploads/2008/07/mini-DSC06430

Chorwacja ma osiem parków narodowych, z czego trzy znajdują się na wyspach. W drodze powrotnej do Polski miałem możliwość obejrzenia dwóch – ulokowanych w niedużej odległości od autostrady łączącej Split z Zagrzebiem. Obydwa pełne są wodospadów, jeden jest parkiem powstałym wokół rzeki Krka, drugi – wokół jezior Plitwickich.

28 czerwca 2008 o godz. 17:49

Kosmopolityczna mieszanka (kartka z Chorwacji 5)

/wp-content/uploads/2008/06/mini-DSC06862

Nadmorski Split jest niezwykłym miastem, niemal cała stara część to wspaniałe rzymskie pozostałości po dawnym ogromnym warownym pałacu cesarza Dioklecjana, który sam w sobie był jakby miastem – z portem, koszarami, świątynią Jupitera, komnatami władcy, wielkimi podziemnymi spichlerzami, murami obronnymi i potężnymi basztami.

27 czerwca 2008 o godz. 17:38

Nie będzie pojednania (kartka z Bośni 4)

/wp-content/uploads/2008/06/mini-DSC06762

Tym razem kartka z Bośni, muzułmańskiego kraju w sercu Europy. Bośniacy najboleśniej doświadczyli wojny z początku lat 90. XX wieku, dostali łupnia zarówno od Serbów, jak i od Chorwatów, a i obecnie kraj ten tylko w niewielkim stopniu jest suwerenny, gdyż na szczeblu lokalnym na południu rządzą znienawidzeni Chorwaci, a na północy równie nie lubiani Serbowie. Naród ten żyje w ciągłej niepewności jutra, w strachu o dom i rodzinę, wciąż narażony na szykany i chuligańskie zaczepki, otoczony przez nacjonalistów, którzy nie wiedzą, co to tolerancja.

26 czerwca 2008 o godz. 19:21

Z półwyspu na wyspy (kartka z Chorwacji 3)

/wp-content/uploads/2008/06/mini-DSC06734

Do Chorwacji należy 1187 wysp. Niemalże nie ma takiego miejsca na stałym lądzie, z którego widać by było otwarte morze, wszędzie są zatoki i cieśniny pomiędzy lądem a wyspami. Największe wyspy to: Krk, Cres, Brać, Hvar i Korczula. Na każdej z nich uprawia się winne grona i wytwarza znakomite wina, przede wszystkim czerwony wytrawny dingac i deserowy prosek, który w zależności od winnicy ma różny smak i kolor, dla mnie jest absolutnie znakomity, coś między dobrym tokajem a cherez.

25 czerwca 2008 o godz. 22:51

Zbombardowane piękno (kartka z Chorwacji 2)

/wp-content/uploads/2008/06/mini-DSC06618

Drugi odcinek relacji z Chorwacji i obiecana kartka z Dubrownika, słusznie nazywanego „perłą Adriatryku”. Trudno się nie zachwycić, bo choć miasto jest niewielkie i wcale nie ma tam wielu wysokiej klasy zabytków, to samo w sobie stanowi niezwykły kompleks średniowiecznej architektury.

24 czerwca 2008 o godz. 19:14

Naznaczeni (kartka z Chorwacji 1)

/wp-content/uploads/2008/06/mini-DSC06488

Z nieba leje się żar, jest chyba ze 40 stopni, lekki wiaterek nazywany przez Chorwatów „jugo” nie wiele pomaga, zwłaszcza że większość czasu spędzam albo w samochodzie, albo zwiedzając miasta, choć do plaż Adriatyku mam bardzo blisko. Nie lubię jednak zgiełku turystycznych kurortów, w których miejscowa ludność patrzy na obcego przybysza jak na dojną krowę, czy może raczej jak na wypchany dolarami (czy tam euro) portfel.

1 czerwca 2008 o godz. 22:17

Autostopem po Ukrainie (6)

/wp-content/uploads/2008/06/DSC01546

To będzie ostatni odcinek relacji, zawrę w nim naszą trwającą blisko 3 dni podróż wzdłuż brzegu Dniepru. Jest to ogromna rzeka, trzecia w Europie po Dunaju i Wołdze, ma blisko 2300 km długości i przepływa przez Ukrainę, Białoruś i Rosję. Ukrainę dzieli niemal na pół, tworząc ogromne rozlewiska, które powstały w wyniku radzieckiej ingerencji w naturę – pobudowano ogromne zapory i elektrownie wodne. Rzeka jest piękna, choć bardzo zanieczyszczona, w wielu miejscach powstały piaskowe plaże, na których – jak nad morzem – latem ludzie się opalają, dzieci grają w siatkówkę, dorośli popijają piwo. W wielu miejscach widzieliśmy kąpiących się twardzieli, pomimo tablic ostrzegawczych, że kąpiel jest wzbroniona.

31 maja 2008 o godz. 12:14

Autostopem po Ukrainie (5)

/wp-content/uploads/2008/05/DSC01489

Malowane na niebiesko wiejskie chaty to niewątpliwie jeden z najbardziej charakterystycznych obrazów sielskiej Ukrainy. Niebieski kolor podobno odstraszać ma muchy, przede wszystkim jednak czyni prowincję bardziej malowniczą, silnie kontrastującą z rdzą przemysłowych miast.

30 maja 2008 o godz. 22:23

Autostopem po Ukrainie (4)

/wp-content/uploads/2008/05/DSC01449

Czy można żyć bez trawników? A bez chodników? Wśród wielkich bloków… Boję się myśleć, jak takie blokowiska wyglądają zimą, zwłaszcza, że przecież większość mieszkań nie ma ciepłej wody. Dziki Wschód – tak bym podsumował nasze wrażenie z pobytu w mieście Sumy.

30 maja 2008 o godz. 21:01

Autostopem po Ukrainie (3)

– Gdybym miał w jednym słowie zamknąć moje wrażenia z Ukrainy, powiedziałbym RDZA – tak to ładnie podsumował mój kolega Kuba. Ładnie, choć pewnie nie do końca sprawiedliwie, bo jednak w tym rolniczym kraju dominuje zieleń pól i lasów, ale w miastach rzeczywiście jest rdzawo. Przerdzewiałe samochody, rdzewiejące zakłady przemysłowe, zardzewiałe rury kanalizacyjne dostarczają wodę o smaku rdzy. Woda, symbol życia. Brudna woda, symbol brudnego życia.

29 maja 2008 o godz. 14:49

Autostopem po Ukrainie (2)

Tym razem opowiem o Kijowie, w którym łącznie spędziliśmy 3 noce, dwie na początku podróży i jedną pod koniec. Miasto ma wiele twarzy – od pełnego przepychu centrum, po brudne dworce autobusowe, rdzewiejące ruiny zakładów przemysłowych i śmierdzące blokowiska.

28 maja 2008 o godz. 10:30

Autostopem po Ukrainie (1)

Sorry, trochę czasu się nie odzywałem, ale ostatnie dni spędzałem z plecakiem, śpiworem i najniezbędniejszymi rzeczami, w środku Europy, ekhem, podróżując autostopem po Ukrainie. Zdam wam relację z tego, co było najciekawsze, całość planujemy z kolegą Kubą Frołowem, moim towarzyszem niedoli, opisać w osobnej książce. Tradycyjnie, relację podzielę na kilka odcinków, bo trudno na raz zebrać myśli

17 maja 2008 o godz. 16:51

Od autora

Hej, znów mnie nie będzie, a o tym, co się będzie działo napiszę chyba po powrocie, bo w podróży jest to trudne, a ta podróż zapowiada się szczególnie wyczerpująco. Z kolegą Kubą jedziemy autostopem po Ukrainie, nie wiem dokąd dotrzemy, nie wiem nawet czy wrócimy Wypad będzie krótki, 10 dni, mam nadzieję, że pogoda dopisze, i że nie spędzimy tych dni przy drodze w strugach deszczu. W planach mamy wspólne napisanie książki z tej wyprawy, o ile będzie o czym pisać, więc mam nadzieję, że przygód nie zabraknie. Biorę tylko niezbędne rzeczy, śpiwór, plecak, telefon, żeby nie było mi bardzo smutno jak nas okradną. Trzymajcie za nas kciuki

16 maja 2008 o godz. 12:06

Kartka z podróży (11) Za torami w Sobocie

Ostatni odcinek relacji poświęcę Słowacji, gdzie tym razem spędziliśmy 3 dni. Właściwie co roku jesteśmy z Olem na Słowacji… jeśli dobrze pamiętam, to pierwszy raz pojechaliśmy wspólnie do Liptowskiego Mikulasza w 1991 roku – trochę lat upłynęło, Mikulasz tak wiele się nie zmienił, borowiczka sprzedawana na lufki jak była w budkach z hot-dogami, tak jest, tylko my coraz starsi (ale ani trochę mądrzejsi).

16 maja 2008 o godz. 11:34

Kartka z podróży (10) W kąpieli

To będzie bardzo krótka kartka, zbliżamy się zresztą do końca podróży. Kilka zdań chciałem napisać o naszych ciepłych kąpielach, czyli o termalnych kąpieliskach.

14 maja 2008 o godz. 22:18

Kartka z podróży (9) Miskolc, bloody Miskolc!

Ze Słowenii pojechaliśmy na Węgry. Uwielbiam węgierski język, w którym nic nie rozumiem, uwielbiam węgierskiego punk rocka, uwielbiam węgierskie wino i węgierskie palinki, uwielbiam unicum, kocham gulasz i paprykę, kocham Węgrów i Węgierki, a teraz jeszcze kocham Miskolc, czego się nie spodziewałem, bo byłem tam już wcześniej i jakoś za pierwszym razem się nie poznałem… W Miskolcu byliśmy na festiwalu MEN 2008 (Miskolci Egyetemi Napok). Miałem okazję zobaczyć na żywo moją ulubioną węgierską kapelę Alvin es a Mokusok i legendę węgierskiego punka – Bikini. Ale po kolei…

14 maja 2008 o godz. 00:38

Kartka z podróży (8) Winna czesta

/wp-content/uploads/2008/05/DSC05853

Znów wracam na chwilę do Słowenii, ale obiecuję, że już ostatni raz. Oczywiście przez Słowenię dalej jechaliśmy zaraz po opuszczeniu Wenecji, bo Włochy są dla nas trochę, jakby to powiedzieć, no nie za bardzo, tak to ujmę. Słowiańska dusza się w nas odezwała (od razu chcę zaznaczyć, że choć bracia Węgrzy nie są Słowianami, to myślą i czują jak my :), ale o Węgrach będzie mowa w kolejnych kartkach). A zatem wróciliśmy do Słowenii, odwiedziliśmy niewielki skrawek wybrzeża (m.in. dudniącą życiem i muzyką miejscowość Koper), a potem ruszyliśmy ku północnemu-wschodowi, na winny szlak Jeruzalem.

13 maja 2008 o godz. 23:09

Kartka z podróży (7) Wpuszczeni w kanał

Ze Słowenii wyskoczyliśmy na chwilę do Włoch. Zwiedziliśmy Triest, stare portowe miasto, które zachowało w części średniowieczny układ ulic, z imponującą romańską Cattedrale di San Giusto, obok zamku i pozostałości po rzymskim forum. Wąskie uliczkie piętrzą się od portu ku wzgórzu zamkowem, z którego rozpościera się widok na zatokę. Spaliśmy w niewielkiej miejscowości Sgonico pod Triestem, degustując wyroby lokalnych winnic, w tym wiele znakomitych gatunków grappy. Kolejne dwa dni spędziliśmy w Wenecji, a właściwie pod Wenecją – w miejscowości Punta Sabbioni, nad otwartym morzem, przy pięknej pogodzie, spaliśmy w namiocie na niewielkim kempingu.

13 maja 2008 o godz. 12:58

Kartka z podróży (6) W Alpach Julijskich

Jakoś trudno mi się w tych relacjach z podróży rozstać ze Słowenią, a i tak nie opiszę wszystkich miejsc, które odwiedziliśmy w tym niewielkim, liczącym zaledwie 20 tym km kw. kraju, który ma 2 miliony mieszkańców – tyle, co Warszawa. Kilka zdań chcę jednak poświęcić słoweńskim Alpom Julijskim, których symbolem (widniejącym na fladze narodowej) jest ośnieżony szczyt Triglav (2864 m n.p.m.).

12 maja 2008 o godz. 22:32

Kartka z podróży (5) Zamek w skale

Tym razem krótko – o drugim moim zdaniem najciekawszym miejscu na Słowenii, Zamku Predjamskim. Pod nim znajduje się ogromny kompleks jaskiń, podobno porównywalnych ze Skocjańskimi, które opisałem w poprzedniej kartce. Tych jaskiń, niestety, nie zwiedziliśmy – nie da się zobaczyć wszystkiego na raz, poza tym musi być jakiś powód, by jeszcze raz wracać do czarownych miejsc…