Materiały wg tagu "podróże"

17 maja 2008 o godz. 16:51

Od autora

Hej, znów mnie nie będzie, a o tym, co się będzie działo napiszę chyba po powrocie, bo w podróży jest to trudne, a ta podróż zapowiada się szczególnie wyczerpująco. Z kolegą Kubą jedziemy autostopem po Ukrainie, nie wiem dokąd dotrzemy, nie wiem nawet czy wrócimy Wypad będzie krótki, 10 dni, mam nadzieję, że pogoda dopisze, i że nie spędzimy tych dni przy drodze w strugach deszczu. W planach mamy wspólne napisanie książki z tej wyprawy, o ile będzie o czym pisać, więc mam nadzieję, że przygód nie zabraknie. Biorę tylko niezbędne rzeczy, śpiwór, plecak, telefon, żeby nie było mi bardzo smutno jak nas okradną. Trzymajcie za nas kciuki

16 maja 2008 o godz. 12:06

Kartka z podróży (11) Za torami w Sobocie

Ostatni odcinek relacji poświęcę Słowacji, gdzie tym razem spędziliśmy 3 dni. Właściwie co roku jesteśmy z Olem na Słowacji… jeśli dobrze pamiętam, to pierwszy raz pojechaliśmy wspólnie do Liptowskiego Mikulasza w 1991 roku – trochę lat upłynęło, Mikulasz tak wiele się nie zmienił, borowiczka sprzedawana na lufki jak była w budkach z hot-dogami, tak jest, tylko my coraz starsi (ale ani trochę mądrzejsi).

16 maja 2008 o godz. 11:34

Kartka z podróży (10) W kąpieli

To będzie bardzo krótka kartka, zbliżamy się zresztą do końca podróży. Kilka zdań chciałem napisać o naszych ciepłych kąpielach, czyli o termalnych kąpieliskach.

14 maja 2008 o godz. 22:18

Kartka z podróży (9) Miskolc, bloody Miskolc!

Ze Słowenii pojechaliśmy na Węgry. Uwielbiam węgierski język, w którym nic nie rozumiem, uwielbiam węgierskiego punk rocka, uwielbiam węgierskie wino i węgierskie palinki, uwielbiam unicum, kocham gulasz i paprykę, kocham Węgrów i Węgierki, a teraz jeszcze kocham Miskolc, czego się nie spodziewałem, bo byłem tam już wcześniej i jakoś za pierwszym razem się nie poznałem… W Miskolcu byliśmy na festiwalu MEN 2008 (Miskolci Egyetemi Napok). Miałem okazję zobaczyć na żywo moją ulubioną węgierską kapelę Alvin es a Mokusok i legendę węgierskiego punka – Bikini. Ale po kolei…

14 maja 2008 o godz. 00:38

Kartka z podróży (8) Winna czesta

/wp-content/uploads/2008/05/DSC05853

Znów wracam na chwilę do Słowenii, ale obiecuję, że już ostatni raz. Oczywiście przez Słowenię dalej jechaliśmy zaraz po opuszczeniu Wenecji, bo Włochy są dla nas trochę, jakby to powiedzieć, no nie za bardzo, tak to ujmę. Słowiańska dusza się w nas odezwała (od razu chcę zaznaczyć, że choć bracia Węgrzy nie są Słowianami, to myślą i czują jak my :), ale o Węgrach będzie mowa w kolejnych kartkach). A zatem wróciliśmy do Słowenii, odwiedziliśmy niewielki skrawek wybrzeża (m.in. dudniącą życiem i muzyką miejscowość Koper), a potem ruszyliśmy ku północnemu-wschodowi, na winny szlak Jeruzalem.

13 maja 2008 o godz. 23:09

Kartka z podróży (7) Wpuszczeni w kanał

Ze Słowenii wyskoczyliśmy na chwilę do Włoch. Zwiedziliśmy Triest, stare portowe miasto, które zachowało w części średniowieczny układ ulic, z imponującą romańską Cattedrale di San Giusto, obok zamku i pozostałości po rzymskim forum. Wąskie uliczkie piętrzą się od portu ku wzgórzu zamkowem, z którego rozpościera się widok na zatokę. Spaliśmy w niewielkiej miejscowości Sgonico pod Triestem, degustując wyroby lokalnych winnic, w tym wiele znakomitych gatunków grappy. Kolejne dwa dni spędziliśmy w Wenecji, a właściwie pod Wenecją – w miejscowości Punta Sabbioni, nad otwartym morzem, przy pięknej pogodzie, spaliśmy w namiocie na niewielkim kempingu.

13 maja 2008 o godz. 12:58

Kartka z podróży (6) W Alpach Julijskich

Jakoś trudno mi się w tych relacjach z podróży rozstać ze Słowenią, a i tak nie opiszę wszystkich miejsc, które odwiedziliśmy w tym niewielkim, liczącym zaledwie 20 tym km kw. kraju, który ma 2 miliony mieszkańców – tyle, co Warszawa. Kilka zdań chcę jednak poświęcić słoweńskim Alpom Julijskim, których symbolem (widniejącym na fladze narodowej) jest ośnieżony szczyt Triglav (2864 m n.p.m.).

12 maja 2008 o godz. 22:32

Kartka z podróży (5) Zamek w skale

Tym razem krótko – o drugim moim zdaniem najciekawszym miejscu na Słowenii, Zamku Predjamskim. Pod nim znajduje się ogromny kompleks jaskiń, podobno porównywalnych ze Skocjańskimi, które opisałem w poprzedniej kartce. Tych jaskiń, niestety, nie zwiedziliśmy – nie da się zobaczyć wszystkiego na raz, poza tym musi być jakiś powód, by jeszcze raz wracać do czarownych miejsc…

12 maja 2008 o godz. 15:13

Kartka z podróży (4) Moria

Tym razem napiszę trochę o jaskiniach, a szczególnie o najpiękniejszej słoweńskiej jaskini – Skocjańskiej, miejscu wyjętym jakby z baśni, albo – w zależności od naszej wyobraźni – z horroru.

6 maja 2008 o godz. 18:43

Kartka z podróży (3) Metelkova

Z Kranja pojechaliśmy najpierw w Alpy słoweńskie, by wrócić do Lublany. Moja relacja nie jest chronologiczna, ale tym razem chciałbym kilka słów napisać o Metelkovej – centrum kultury alternatywnej w stolicy Słowenii.

4 maja 2008 o godz. 23:10

Kartka z podróży (2) Na Bazenie

SONY DSC

Niewiele czasu na relacje, tym razem dam migawkę ze skłotu Bazen w Kranj, niezwykłe to miejsce…

30 kwietnia 2008 o godz. 20:09

Kartka z podróży (1) Na Laszko do Ptuja

SONY DSC

W podróży nie łatwo znaleźć wolną chwilę, zorganizować się tak, by usiąść, napisać, odszukać kafejkę internetową lub miejsce z bezprzewodowym dostępem WI-FI. Aktualnie jestem na Słowenii, w bardzo ładnym miasteczku Ptuj nad rzeką Drawą, z górującym nad wyłożoną brukiem starówką zamkiem.

25 kwietnia 2008 o godz. 10:02

Od autora

Jakiś czas mnie nie będzie, jutro rano wybywam na Disordera do Katowic, bo tego nie mogę przegapić, a potem w majową trasę, jak co roku – w planie są w tym roku przede wszystkim: Czechy, Węgry, Słowenia i Słowacja, w tym może uda się zobaczyć kilka koncertów, mam przede wszystkim zamiar pojechać do Miszkolca na koncert mojej ulubionej węgierskiej kapeli Alvin es a mokusok. Wezmę ze sobą laptopa i postaram się co jakiś czas pisać „kartki z podróży” na stronkę, ale obiecać nie mogę, bo uciech wieczornych na pewno nie zabraknie, a rano pustka w głowie…Mogą być pewne opóźnienia w odpowiedziach na wasze listy/komentarze. Być może w najbliższych dniach uda się zmienić system wprowadzania waszych komentarzy na stronę, tak by pojawiały się automatycznie, bez autoryzacji, która czasem opóźnia publikację, a czasem w ogóle jakiś post zostaje pominięty w natłoku spamów Przesadne bluzgi – tak jak było dotąd – będą jednak kasowane, a w wolnych chwilach nadal będę poprawiał wasze błędy ortograficzne w postach Trzymajcie się. Old punk never die!

18 kwietnia 2008 o godz. 10:29

Stawisko

Dla higieniy psychicznej, a i też by wyrwać się na chwilę z miasta, pojechałem kilka dni temu do Stawiska – pałacyku, w którym mieszkali Jarosław i Anna Iwaszkiewiczowie, a obecnie jest tam muzeum z pamiątkami po autorze „Sławy i chwały”. To była też swego rodzaju odskocznia – od tygodnia nie przeczytałem ani jednej książki, więc znalazłem sobie inny sposób obcowania z literaturą Wizyta pouczająca. Nie jestem wielkim miłośnikiem Iwaszkiewicza (najbardziej lubię „Matkę Joannę od Aniołów”), choć jego dorobek jest imponujący, tworzył postaci bogate psychologicznie, tyle, że czas, który opisywał gdzieś jakby umknął. I to było widać w Stawisku. Patrzyłem z pewnym żalem, że taki styl życia bezpowrotnie przeminął. Piękny dom położony w dość zaniedbanym obecnie parku. Pokoje wypełnione masą bibelotów – rozumiem książki czy obrazy, ale cała masa fotografii znajomych, myśliwskie trofea teścia, rozmaite nie zawsze gustowne podarunki… Dawniej ludzie otaczali się rzeczami, które były im bliskie. Dziś chyba przedmioty utraciły jakąkolwiek magię, konsumpcyjny styl życia sprawia, że raczej wyrzucamy, niż zachowujemy pamiątki. Poza tym ludzie kiedyś mieli zwyczaj obdarowywania się, choćby fotografią z własną dedykacją, co w obecnych czasach wydaje się czynem wręcz narcystycznym. Dbano o to, by przyjmować w domu gości, a także by jakoś dokumentować własne życie. Ten zastygły świat w Stawisku choć bardzo mi obcy, wydaje się być pełniejszy od naszego. Jest tam wiele ciepła, a jednocześnie porządek świadczący o systematyczności i skupieniu. W takim miejscu można tworzyć arcydzieła – tak sobie pomyślałem. W mieszkaniu w bloku jakby trochę trudniej Zainteresowanych muzeum Iwaszkiewiczów odsyłam na stronę internetową Stawiska.

27 listopada 2007 o godz. 22:57

Crass na żywo w Londynie – zobaczyć i umrzeć!

Wróciłem właśnie z dwudniowego festiwalu The Feeding of 5000 w Shepherd’s Bush Empire w Londynie. Niezwykły koncert, uświetniony dwukrotnym występem Steve’a Ignoranta i jego gości oraz wielkim recitalem utworów Crass. Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek usłyszę wykrzykiwane ze sceny: „Punk is dead”, „Figth war not wars”, „So what?” czy „Do they owe us a living?”. W kilku utworach pojawiła się Joy De Vivre. Nie było Penny’ego Rimbauda, nie było Eve Libertine, nie było mojego ulubionego utworu Crassa – „Asylum” (no bo jak to zaśpiewać bez Eve?), ale i tak było cudownie.

11 listopada 2007 o godz. 13:35

Irlandia – kartka z podróży 5

Historia Kilkenny związana jest z rodziną Butlerów. Przez 500 lat, do XIX wieku, sprawowali tu władzę i to dzięki ich staraniom miasto zawdzięcza swój wygląd. W XIII wieku miasto zostało stolicą Irlandii. Poza tym jest tu znakomity browar i ponad 80 pubów, z których zdołałem zwiedzić jakieś 10%.

10 listopada 2007 o godz. 15:35

Irlandia – kartka z podróży 4

Z Courtown przy pięknej słonecznej pogodzie wyruszyłem w kierunku Półwyspu Hook (Hook Head) – jest to wchodzący w morze wąski kawałek lądu, na którym znajduje się wiele średniowiecznych ruin, a na samym końcu jest skalisty klif i wielka latarnia morska.

9 listopada 2007 o godz. 19:27

Irlandia – kartka z podróży 3

Po wynajęciu samochodu skierowałem się obwodnicą Dublina na południe szosą R755 w stronę ruin Glendalough – miejsca, w którym w VI wieku św. Kevin miał swoją pustelnię. Zanim opiszę Glendalough należy się słów kilka na temat kierowania pojazdów na wyspach. Jak wiadomo, obowiązuje ruch lewostronny, co samo w sobie nie stanowi wielkiego problemu… tyle, że kierownica jest po prawej stronie, a skrzynia biegów po lewej. Przyznam, że przez pierwszych kilka godzin prowadziłem jak nowicjusz, choć nie pierwszy raz poruszałem się w lewostronnym ruchu. Tak czy inaczej, przyzwyczaić się nie jest trudno, ale wymaga to jednak trochę czasu. Najgorzej z wyczuciem odległości od osi jezdni, bo gdy się siedzi po prawej stronie wszystko wygląda inaczej.

8 listopada 2007 o godz. 20:23

Irlandia – kartka z podróży 2

W wielkim skrócie postaram się teraz opisać największe atrakcje Dublina. Miasto można bez problemu zwiedzić w ciągu dwóch dni na piechotę (oczywiście nogi będą bolały, ale nie ma nic za darmo…). Poniżej relacja.

6 listopada 2007 o godz. 21:18

Irlandia – kartka z podróży 1

Polacy opanowali Dublin. Nasz język słyszy się co chwila – na ulicy, w sklepie, w autobusie… Są polskie sklepy i polskie gazety. Na sklepach irlandzkich często wywieszki „mówimy po polsku”. Największy szok – wchodzę do pubu a tu facet zamawia piwo okocim mocne. I w dodatku to nie był Polak… Pracy pełno, minimalna stawka godzinowa – 8,50 euro, łatwo wystartować, bo podobno cieszymy się dobrą opinią jako naród pracowity… Fiu, fiu… Trochę się zdziwiłem.