Materiały wg tagu "podróże"

9 lutego 2015 o godz. 10:27

Smaki Indii

SONY DSC

Pikantnie, aromatycznie, najczęściej bez mięsa, smażone w głębokim tłuszczu, zwykle na ulicy – tak je się w Indiach. I oczywiście palcami. Dużo imbiru, pieprzu, kurkumy, kardamonu, czosnku, cebuli, ostrej papryki zarówno sproszkowanej jak i w całości, także szafran i cynamon. Królują warzywa, mączne ciasta, dużo mleka, serów (paneer). Wędlin w ogóle nie ma. Wieprzowiny, wołowiny, cielęciny nie je się wcale, baraninę rzadko, jeśli jakieś mięso, to głównie rachityczne kurczaki. Mleko i sery mają mało tłuszczu, najczęściej są też marnej jakości bo krowy wypasają się na ulicach miast, w praktyce – na śmietnikach. Podstawowe danie to różne samosy – pierożki z warzywami lub serem, potrafią być niezwykle pikantne (z zielonymi papryczkami), prawie zawsze są smaczne, a także pakora – warzywa obsmażone ciastem. Dla złagodzenia można polać jogurtem, ale jeśli dla kogoś są za mało ostre, to wybór pikantnych sosów jest tu nawet większy niż w Meksyku. Mieszanki przypraw – zwane masala – zawsze są aromatyczne i pikantne, indyjski pieprz jest specyficzny, nie gorzki, lecz ostry, a w mieszance zwykle jest także kardamon, często tez stary imbir i papryczki, więc potrafi być piekielnie ostro.

8 lutego 2015 o godz. 09:18

Kartka z Agry

SONY DSC

Agra to przede wszystkim cudowny Taj Mahal nad brzegiem rzeki Jamuny. Na plac przed pałacem prowadzą bramy z czerwonego piaskowca i białego marmuru, w tym dumna wielka główna Brama Saraceńska, którą wchodzi się do ogrodów i do samego Taj Mahal. Sam grobowiec Taj Mahal z białego marmuru absolutnie zasługuje na miano cudu świata, symetryczny, z czterem minaretami, po środku ogromna kopuła, całość – wraz z platformą – wznosi się na wysokość 74 m. Główna brama wiodąca do ogrodów z grobowcem ma 22 małe kopuły, przez tyle lat budowano Taj Mahal, inwestycja pochłonęła fortunę, zatrudniono przy niej 20 tys. robotników. Pałac zbudował cesarz Szahdżahana, dla upamiętnienia ukochanej żony Mumtaz Mahal. Wnętrze jest pięknie inkrustowane – szlachetnymi kamieniami, kością słoniową, muszlami.W podziemiach znajdują się grobowce Mumtal Mahal i Szahdżahana. Budowla była tak kosztowna, że w dużym stopniu przyczyniła się do upadku potęgi jej budowniczego i całej dynastii.

7 lutego 2015 o godz. 09:10

Kartka z Fatehpur Sikri

SONY DSC

Ogromny kompleks świątyń i pałaców muzułmańskich – Fatehpur Sikri to dawna stolica jednego z najznamienitszych władców XVI wiecznych, Akbara Wielkiego. Pochodzący z dynastii Mogołów (sami siebie wywodzili od Dżyngis-Chana), stworzył silne państwo, zreformował gospodarkę i administrację, ale też pozostawił po sobie wiele inwestycji architektonicznych. Był władcą – jak to się dziś mówi – oświeconym, znany z tolerancji religijnej, czy wręcz z ekumenicznego podejścia, nic zatem dziwnego, że budowane przez niego meczety i pałace łączyły elementy typowe dla islamu i dla hinduizmu. Widać to szczególnie wyraźnie w ornamentyce, bogate zewnętrzne zdobienia elewacji pałacowych, elementy symboliczne odwołujące się do znaków hinduskich, tyle że bez wizerunków ludzi i zwierząt. Są to ornamenty roślinne i geometryczne oraz takie symbole jak np. swastyka czy gwiazda Dawida, a więc nie związane tradycyjnie z islamem. Mimo swej świetności miasto krótko było stolicą cesarza Akbara, bo tylko przez szesnaście lat. O zmianie stolicy zapewne zadecydował utrudniony dostęp do wody, choć w Indiach na ten temat – jak i na każdy inny – są dziesiątki legend. Na najwyższym wzgórzu stoi pałac królewski, a wokół nie tylko meczety i pałace, lecz też budynki użyteczności publicznej jak: sklepy, stajnie, kwatery kobiece (podobno harem Akbara liczył pięć tysięcy kobiet!), skarbiec czy dom astrologa. Wszystko z charakterystycznego różowego kamienia, niestety nie zachowało się nic z wyposażenia, o wspaniałości świadczą same budowle. Nie tylko ornamenty, także piękne sklepienia i, rzecz jasna, wielkość tych pałaców. Wokół rozciągają się mury obronne, jest wielki plac audiencyjny i dwa duże zbiorniki wodne. Nad kompleksem pałacowym wznoszą się kopuły wspaniałego meczetu Jama Masjid. Tak jak i pałace, powstał w drugiej połowie XVI wieku. Zachwyca bogata ornamentyka i cztery imponujące wysokie bramy prowadzące na rozległy plac przed meczetem. Jest tu też grobowiec świętego Salima, miejsce pielgrzymek muzułmanów.

6 lutego 2015 o godz. 09:29

Kartka z Abhaneri

SONY DSC

W miejscowości Abhaneri, ok. 90 km od Jaipuru, jest niezwykła budowla. Niezwykła przynajmniej dla przybyszów z Europy, bo w Indiach podobnych jest więcej. Jest to gigantyczna kamienna studnia z IX lub X wieku, wzniesiona przez lokalnych władców. Głęboki na prawie 20 metrów wielki basen na planie kwadratu wygląda jak amfiteatr, służył uroczystościom religijnym. Schodziło się w dół do zbiornika z wodą po wielkich kamiennych schodach (jest ich 3500), które służyły też za coś w rodzaju kamiennych ławek. Studnia, znana jako Chand Baori, ma 13 schodzących w dół pięter. Na dnie – mimo braku opadów – utrzymuje się woda, choć zdecydowanie nie chciałbym się w niej kąpać.

5 lutego 2015 o godz. 10:00

Kartka z Jaipur

SONY DSC

Stolica Radżastanu od XVIII wieku, nazwę zawdzięcza maharadży Jai Singhowi. Potworne korki. Miasto ma 4 mln mieszkańców, z czego aż 200 tys. osób zajmuje się obróbką kamieni szlachetnych. Słynie także z jedwabiów. Jak nigdzie w Radżasthanie widać tu kontrasty. I uporczywy nadmiar wszystkiego.

4 lutego 2015 o godz. 09:03

Kartka z Galta

SONY DSC

Kompleks świątyń w Galtaji leży kilka kilometrów od Jaipuru, stolicy Radżadstanu. Nazywane świątyniami małp, gdyż niszczejące budowle obsiadły makaki. W odróżnieniu od lemurów mają nie czarne lecz różowe pyszczki. Karmione – jest to forma ofiary, bóg Hanuman ma postać człowieka-małpy – podchodzą do ludzi i odbierają dawane im banany i orzeszki. Mi nawet weszły na głowę. Łącznie jest tu podobno 250 świątyń malowniczo położonych wśród ciszy, zieleni, wzgórz. Świątynie pochodzą z różnych okresów, czczono tu boga Słońce jeszcze w czasach prohinduskich. Potem czczono tu boga Wisznu. Hindusi wierzą, że Wisznu podtrzymuje świat harmonii. Kriszna jest awatarem Wisznu, symbolizuje urodę i radość. Bywa przedstawiany jako lew. Inny awatar Wisznu to Rama, również bardzo ważny w panteonie, a jednocześnie wychowawca Hanumana. Stąd tak wiele małp.

3 lutego 2015 o godz. 10:23

Kartka z Pushkar

SONY DSC

Święte miejsce pielgrzymek Hindusów, jest tu jedyna w kraju świątynia Bramy z XIV wieku. Wśród pielgrzymujących widzi się też wielu białych szajbusów z brodami, na bosaka, w białych doti. Szukają iluminacji. Nie wiem jak można ją znaleźć w tym hałasie i zgiełku, lepsza po temu chyba pobliska pustynia Thar. Jest tu też święte jezioro, które uzdrawia i zmywa grzechy. Woda brudna, ale ludzie wchodzą, nawet o chłodnym poranku. Kobiety w ubraniach, mężczyźni tylko w przepaskach na biodra. W mieście nie wolno wielu rzeczy: jeść mięsa i jajek, pić alkoholu, używać narkotyków, nad świętym jeziorem trzeba chodzić na bosaka.  Spałem pod Pushkarem, gdzie wszystko było dozwolone.

2 lutego 2015 o godz. 10:01

Betel

SONY DSC

To powszechnie stosowana używka w Indiach. Liście betelu pieprzowego działają pobudzająco, ale powodują gnicie zębów i dziąseł. Dodawane są m.in.: wapno, dżem różany, orzechy arekowe, anyż, kardamon, miąższ kokosa, często także liście tytoniu – taka mieszanka nazywa się pan. Źrenice się po tym rozszerzają, puls przyspiesza, działa podobnie do nikotyny. To bardzo lekki narkotyk jak chat w Afryce. Pluje się po tym na czerwono. Trzyma się to długo w ustach, policzki wypychają się jak u chomika. Można kupić przygotowany ręcznie na targu lub w małych paczuszkach praktycznie w każdym sklepiku. Jak poodaje Wikipedia, betelu używa obecnie ok. 10-20% populacji, co sprawia, że jest on czwartą najbardziej popularną używką na świecie za kofeiną, nikotyną i alkoholem.

1 lutego 2015 o godz. 10:17

Kartka z Chittorgarh

SONY DSC

Twierdza Chittorgarh rozpościera się na obszarze wielu kilometrów ponad korytem rzeki Berach. To zespół świątyń, pałaców i wież, w tym piękna wieża zwycięstwa, Vijay Stambha, wzniesiona przez maharanę Kumbhę w XV wieku. Druga, mniejsza wieża stoi przed świątynią dżinijską. Twierdzę zaczęto budować już w VII wieku, a ostatni pałac powstał na początku XX wieku. Była jedną ze stolic królestwa Mewar, rządzonego przez potężną dynastię Sisodia. Trzykrotnie była zdobywana, ale po raz pierwszy dopiero sześćset lat po wybudowaniu warownych murów. Jest to tak rozległy teren, że zwiedza się jeżdżąc Ryszkami lub motorykszami od świątyni do pałacu itd.

31 stycznia 2015 o godz. 09:29

Kartka z Udaipur

SONY DSC

Udaipur został założony w XVI wieku przez Udai Singha. Była to czwarta stolica dynastii Sisodia, której początki jakoby sięgają czasów Ramy, 1500 lat p.n.e. Rządzą od VII wieku do dziś, uważani są za najważniejszych pośród maharadżów, czyli maharanich. Dziś miasto ma ponad pół miliona mieszkańców i własne lotnisko. To ważny ośrodek edukacji, działa tu dziewięć uniwersytetów. Ma pięć jezior, zwany jest Wenecją Indii, zbiorniki zasilane są przez wodę spływającą ze wzgórz, w czasie suszy wysychają. Miasto otacza 20 km murów obronnych z flankami i wieżami, zbudowanych w XVIII wieku.

30 stycznia 2015 o godz. 01:32

Kartka z Ranakpur

SONY DSC

W Ranakpur jest ufundowana przez władcę Rana Khumbę wielka świątynia dżinijska z marmuru, z XVI wieku. To podobno jedna z piękniejszych świątyń dżinistów w Indiach, ufundowana przez maharadżę Udaipuru. Ma cztery jednakowe wejścia na cztery strony świata, by dżinizm rozszedł się po całym świecie. Wieże świątyni symbolizują szczyty Himalajów, które wedle wierzeń są domem bogów. Niezwykle bogata wewnątrz, z figurami słoni, z 1144 rzeźbionymi kolumnami, każda inna. Wspaniała.

29 stycznia 2015 o godz. 01:07

Dromadery

SONY DSC

Jest ich w Indiach mnóstwo, chodzą dostojnie po ulicach miast z pięknie zdobionymi siodłami. Pracują w polu, są popularnym środkiem transportu, wykorzystuje się wełnę, skórę i kości, a mięso oddawane jest zwierzętom bo w Indiach wielbłądziego mięsa się nie je (praktycznie prawie w ogóle nie je się mięsa). Jest też cennym źródłem mleka. Dla nomadów wielbłąd to cały kapitał. Na granicy z Pakistanem stacjonują wojskowe patrole na wielbłądach. Dromader żyje 30 lat, kosztuje ok. 700 euro gdy jest młody. W Pushkarze są najsłynniejsze targi wielbłądzie w Indiach. Odbywa się tu w listopadzie długi festiwal wielbłądzi, wybory najpiękniejszego wielbłąda, tańce wielbłądzie, rozmaite zawody.

28 stycznia 2015 o godz. 01:49

Indyjskie miniatury

SONY DSC

Są zachwycające. Sztuka malowania miniatur jest znana w Indiach od XIV wieku. Obecnie w Indiach są 22 różne szkoły malarstwa miniaturowego. Malują farbami, które sami przygotowują, pędzelkami zrobionymi z brwi wielbłąda i ogonów wiewiórek, na kości wielbłądziej, jedwabiu, papierze ryżowym; obecnie zakazane jest malowanie na kości słoniowej. Ceny zależą od tego, kto malował, jest podział na mistrzów i uczniów, ale też od wykorzystywanych materiałów, w tym złota, srebra i kosztownych kamieni, a także od wielkości obrazka i precyzji. Najpiękniejsze kosztują po kilkanaście tysięcy dolarów, są wspaniałe. Najbardziej szczegółowe detale malowane są ściętymi paznokciami, miniaturzyści mają każdy paznokieć inaczej zaostrzony, wymaga to wielkiej precyzji. Najpierw powstaje szkic ołówkiem, potem malowane są tła, następnie wypełniane są farbą większe przestrzenie, na koniec nanoszone są delikatne detale i zdobienia. Umiejętności przekazywane są z pokolenia na pokolenie, często w zakładzie miniatur można kupić obrazki mające sto i więcej lat – malowane przez dziadków czy pradziadków obecnego artysty. A mistrzowie mają swoich uczniów, którzy terminują, i których prace sprzedawane są nawet po sto rupii. Łatwo jednak rozpoznać te mistrzowskie, mimo iż powtarzają się te same motywy. Pozornie identyczne obrazki różnią się detalami i delikatnością kreski.

27 stycznia 2015 o godz. 01:30

Kartka z Jodhpuru

SONY DSC

Dzisiejszy Jodhpur ma 3 mln mieszkańców. Miasto zaczęło powstawać w XIV wieku. Przez pewien czas było stolicą regionu. Zwane Błękitnym Miastem od fasad bogatych domów braminów, dziś w części z nich są bary i hotele. Latem słońce świeci tu przez 14 godzin, temperatury dzienne wynoszą 49 stopni. Nad miastem, na skałach, jest potężna twierdza z zewnątrz przypominająca zamki katarskie. Poniżej jest ładnie położony nad małym zbiornikiem wodnym dziewiętnastowieczny pałac grobowy maharadży z białego marmuru, w stylu przypominającym nasze rokoko ze stożkową kopułą w stylu wschodnim, do tego mauretańskie wieżyczki, kiczowaty. Wokół ładny park. Na wodzie pelikany.

26 stycznia 2015 o godz. 01:18

Kartka z Mandoru

SONY DSC

Mandor do XIV wieku był stolicą królestwa Pratiharów i Rathorów. Dziś to nieduże miasto, znane głównie jako miejsce niezwykłych świątyń pogrzebowych, cenofatów. Ich budowę zaczęto w VI wieku. Były tu ustawione na kamiennych platformach stosy pogrzebowe. Kobiety wchodziły za zmarłym mężem, ta straszliwa ceremonia nazywa się sati i – choć potajemnie – do dziś bywa praktykowana. Domy pogrzebowe są bogato zdobione w stylu przypominającym nieco świątynie Khmerów, platformy, na nich wsparte na bogato zdobionych kolumnadach dachy o stożkowych kształtach, na wprost wejścia małe ołtarze. Platformy były jednocześnie królewskimi grobowcami. Rekordzista – Adżit Singha – w 1724 roku został tu spalony, a za jego zwłokami w ogień poszły aż 84 kobiety – sześć żon, konkubiny, nałożnice, służące i ulubione kobiety. Wchodziły żywe w ogień, odurzone wcześniej narkotykami. Makabra. Ale miejsce piękne, świątynie zatopione w parku pełnym małp, lemurów z czarnymi twarzami i długimi ogonami. Są nieco złośliwe i namolne, przyzwyczaiły się, że ludzie przychodzą je karmić, składając w ten sposób ofiarę dla boga-małpy Hanumana. W wielkim parku pasą się byki i bawoły, biegają szare wiewiórki, w koronach drzew kryją się zielone papugi Aleksandretty.

25 stycznia 2015 o godz. 01:34

Kartka z Jaisalmer

SONY DSC

Jaisalmer to miasto ze wspaniałym fortem i pałacami maharadżów, a także z zespołem niezwykłych świątyń dżinijskich. Ponad obecnym miastem wznosi się wzgórze z fortecą, a w obrębie murów jest stare miasto. Cudowne miejsce, przypominające baśniowe miasta, a przynajmniej mogłoby przypominać, gdyby nie wszechobecny syf – porozrzucane śmieci, ściekający ulicami mocz, wszędzie odchody zwierząt, tabuny wychudzonych bezpańskich psów, brudne kuchnie restauracji, cuchnące szalety.

24 stycznia 2015 o godz. 01:59

Konopia indyjska

SONY DSC

Konopia indyjska jest legalna w Indiach, jakże by inaczej miało być, marihuana jest tu uważana za święte ziele i konsumowana na wiele sposobów, od palenia przez picie po zjadanie. Palarnie marihuany nazywają się Bhang Shop lub Lassi Shop i są legalne, choć kontrolowane przez państwo. W takim miejscu dostaje się menu, a w nim kilka stron – różne mleczno-owocowe koktajle (lassi) z dodatkiem wywaru z marihuany, lub tego typu gorące napary, marihuanowe ciastka, czekolady i, oczywiście, liście do palenia oraz bogate oprzyrządowanie, największe wrażenie robią rozkręcane ośmiofunkcyjne fajki, ustrojstwo skręcane na śruby pozwala palić na wiele sposobów, pod różnym kątem, z cybuchem lub bez. Wedle wierzeń hinduskich, bóg Sziwa, który jest bogiem nieobliczalnym i nieco szalonym, sam palił marihuanę i dał ją swoim wyznawcom, więc państwo nie może zakazać używki. Opium czy nawet haszysz są zabronione, ale marihuanę można uprawiać, sprzedawać i konsumować bez umiaru. W sklepie Bhang są miejsca do palenia na siedząco, do palenia na leżąco, do konsumowania wywarów i lassi, no i można tu dokonać zakupów. Nie jest to tania używka. Gram marihuany kosztuje 250 rupii, to jest ok. 16 zł, taniej niż w Polsce, ale tu są zupełnie inne ceny, za tyle można jeść obiady przez tydzień. Wszystko oferowane jest w kilku poziomach mocy – od poziomu dla początkujących, po extra strong, ale ogólnie indyjska marihuana nie jest tak mocna jak te z Ameryki Południowej czy z Bałkanów, które trafiają na europejskie rynki. Lassi czy herbatka kosztują 120-140 rupii. Kupiłem bez przekonania, raczej jako ciekawostkę, przekonany, że parująca zielono-bura breja w szklance nie może w żaden sposób działać, no i okazało się, że jednak działa. Tyle, że z około godzinnym opóźnieniem, czyli zupełnie inaczej niż przy paleniu. Ale działanie podobne, zależne od nastroju, towarzystwa i predyspozycji, zawsze jednak mocno zaburzające koordynację ruchów i mowę. Ciastka w wersji strong czy extra strong to już sprawa bardziej poważna. Znów byłem zdumiony, bo ciastka z nasionami marihuany sprzedawane dość powszechnie w Czechach nie działają w ogóle. Tu jednak ciastko ma smak i konsystencję plasteliny, przypominają kostkę haszyszu, no i podobnie działają. Pół ciastka zapewnia błogostan na dłuższy czas, całego ciastka nie próbowałem. Sprzedawca w Jaisalmer zachęcił mnie do ciastka reklamując: „Jak ktoś ci gada nad głową bzdury i masz już dość słuchania go, to zjedz pół ciastka, zaraz przestanie ci przeszkadzać”. Wyjątkowo nie kłamał. Ciastka są niezłe. Plantacje marihuany są na północy kraju. Trawa do palenia jest niespecjalnie mocna i mniej aromatyczna niż znana u nas, jednocześnie chyba bardziej oleista. Ciasteczka robi się poprzez zmieszanie z masłem i mąką wyciągu z liści, ziarenek w ogóle się nie używa do czego innego niż do sadzenia krzaków. W sklepach Bhang nie brakuje osób, przeciwnie, jest ciasno, co ciekawe – przychodzą w większej liczbie kobiety! Atmosfera wewnątrz niesłychanie sympatyczna, żeby nie powiedzieć familiarna. Ze ściany uśmiecha się upalony bóg Sziwa. Miał on różne oblicza – Sziwy łagodnego, Sziwy szalonego, ale też Sziwy tańczącego z wieloma rękami. Jak najbardziej pasuje do tego miejsca.

23 stycznia 2015 o godz. 01:55

W teatrze lalek

SONY DSC

Pan Sharma w 1984 roku założył na przedmieściach miasta Jaisalmer, na obrzeżach Radżastanu, teatr lalek i niewielkie muzeum pustyni. On i jego trzyosobowa trupa ręcznie robią lalki i sprzedają je, zrobili ich już ponad 2000. Sympatyczny właściciel w turpanie sikhijskim wita wchodzących, bilet wstępu na czterdziestominutowy spektakl kukiełkowy kosztuje 100 rupii. Kukiełki mają praktycznie wszystkie takie same twarze, różnią się strojami, jest też wiele kukiełek-zwierząt: słonie, konie, wielbłądy, krowy, węże. Repertuar indyjskiego teatru lalek, bardzo tu popularnego, zwykle mocno związany jest z tematyką religijną a tu – w mieście zbudowanym niemal na środku pustyni – z życiem, tradycjami i kulturą ludzi pustyni. Dla widza z zewnątrz przekaz jest monotonny: śpiew, bębenek, kołatki i tańce kukiełek, także np. z wielbłądem czy kobrą. Pan Sharma opowiada o treści każdego epizodu, mówiąc przy okazji o trudach życia na pustyni, swojej pasji, historii muzeum i oczywiście historii Indii. Co do historii samego teatru lalek, to jest on w Indiach znany od VI wieku i związany z wiarą w boga Brahma, który podobno stworzył zarówno lalkę jak i lalkarza. Trzeba przyznać, że sztukę poruszania sznureczkami, które odpowiadają za ruchy ciała lalek, opanowano tu perfekcyjnie.

22 stycznia 2015 o godz. 01:09

Kartka z Bikaner

SONY DSC

Bikaner słynie z hodowli wielbłądów i XVI wiecznego fortu. Miasto powstało jakieś dwieście lat przed fortem, ale to on przyciąga odwiedzających. Było to jedno z królestw Radżastanu, panował tu ród Singha (ostatni maharadża zmarł bezpotomnie w 2012 roku). Fort jest imponującym zabytkiem, otoczony murami, z pięknym ogrodem, zdumiewa przepychem królewskich komnat, w których urządzono muzeum poświęcone maharadżom z Bikaneru oraz m.in. ekspozycjom oręża, łącznie z angielskim myśliwcem z okresu I wojny światowej, który w całości stoi w jednym z pomieszczeń. Ogromny srebrny tron, sale ociekające złotem, piękne kasetonowe sufity, mozaikowe podłogi, malowidła religijne, kolumnady zwieńczone kapitelami ze słoniami, wieżyczki, balkony, wielki dziedziniec, to bardziej pałac niż typowy fort, choć ród Singha miał jeszcze dwa pałace-rezydencje. Po starym mieście pędzą tuk-tuki, hałas, zgiełk, nie milkną klaksony, pieszy musi rozglądać się na wszystkie strony, przechodzenie przez ulicę to śmiertelne ryzyko. Można też pojechać zaprzęgiem konnym, takie ekstrawagancje nie kosztują wiele, choć oczywiście o wszystko trzeba się targować. Wąskie uliczki starego miasta, tu wznoszą się piękne rezydencje, w niektórych urządzono bardzo ekskluzywne hotele, w innych mieszkają zwykli ludzie. Miasto otacza ponad 20 kilometrowy masywny mur warowny. Znów szokujące kontrasty, warownia z wystrojem wartym miliardy i porażająca momentami bieda ulic. Można odnieść wrażenie, że Indie to kraj przyjazny głównie maharadżom. Ale ludzie są uśmiechnięci, życzliwi, tylko gdy kierują pojazdami zachowują się jakby byli na planie filmu Death Race – jeśli nie da się wyprzedzić, to zabić lub zepchnąć do rowu. Ulice w Indiach to koszmar, horror z gatunku najbardziej kiczowatych, z kiepską scenografią i jeszcze gorszą ścieżką dźwiękową.

21 stycznia 2015 o godz. 01:03

Kartka z Deshnok

SONY DSC

W miasteczku Deshnok znajduje się absolutnie niezwykła świątynia zamieszkana przez szczury. Oficjalnie to świątynia Karni Maty, dedykowana w dużym stopniu bogini Durga (w hinduskich świątyniach wielu bogów ma swoje ołtarze i rzeźby).Mieszka tu podobno ok. 6000 szczurów, w tym tylko 6 białych. Pielgrzymi przynoszą dary, zjedzenie resztek po szczurach przynosi szczęście. Specjalną moc mają te białe szczury. Jak gryzoń przebiegnie po stopach, to też fartownie. Szczury uważane są za inkarnację zmarłych wiernych. Ołtarz powstał w XIV wieku, bryła była wielokrotnie przebudowywana. Wizyta w świątyni, wśród tysięcy biegających szczurów (niektóre apatycznie śpią, inne ze starości umierają), to niezwykłe przeżycie. Szczury podchodzą, można je karmić z ręki, wszędzie pełno szczurzych odchodów (wszystkie świątynie w Indiach odwiedza się na boso). Nie wypatrzyłem białego, ale nie jeden przebiegł mi po stopach, będę miał szczęście! A wokół sprzedawcy szczurzych przysmaków, podobno stworzaki przede wszystkim lubią słodycze, mleczko kokosowe i z trzciny cukrowej, ale ziarnem też nie gardzą. Jak dotąd nigdy nie widziałem więcej niż dwa szczury na raz. Żałowałem, że nie zabrałem ze sobą do Indii moich kotów, ależ by miały frajdę.