Materiały wg tagu "podróże"

20 czerwca 2016 o godz. 20:17

Kartka z podróży – Bonn

Bonn 2016-06-19 10-54-27

Dawna stolica RFN (w latach 1949-1990) to prowincjonalne miasto. Nie ma tu gotyckich katedr czy wspaniałych muzeów. Trudno zrozumieć, dlaczego tak mało reprezentacyjne miasto zostało stolicą, już choćby Kolonia lepiej by pasowała do tej roli. Zresztą i dziś jest to ważny ośrodek władzy. W Bonn swoją siedzibę wciąż ma sześć ministerstw: edukacji, zdrowia, obrony, środowiska, rolnictwa i współpracy gospodarczej, zaś pozostałe ministerstwa mają tu swoją drugą siedzibę. W rezultacie ministrowie krążą za pieniądze podatników między Berlinem a Bonn. Skąd taka rozrzutność? Są też w Bonn drugie siedziby prezydenta i kanclerza Niemiec oraz wiele innych ważnych instytucji.

19 czerwca 2016 o godz. 21:51

Kartka z podróży – Kolonia

Kolonia (6)

Rozłożona nad Renem Kolonia to jedno z największych niemieckich miast, stolica Nadrenii Północnej-Westfalii, słynąca z gigantycznej gotyckiej katedry i romańskich kościołów. Promenady nad Renem obstawione są knajpkami, są tu dziesiątki minibrowarów, które warzą lekkie piwo Kölsch, tradycyjnie podawane w małych szklaneczkach 200 ml. Po rzece suną statki. Wspaniałe kolońskie muzea dysponują kolekcjami wartymi miliony.

19 czerwca 2016 o godz. 01:13

Kartka z podróży – Destylarnia i browar Sünner

34-_DSC2084

Destylarnia powstała w 1830, razem z browarem i jest ostatnią czynną gorzelnią w Kolonii. Teraz firmą zarządza szósta generacja rodziny Sünner. Na początku destylarnia była na prawym brzegu Renu. W 1858 roku przenieśli się w obecne miejsce, w dzielnicy Kalk. To zabytkowy kompleks, wcześniej w tym miejscu była kopalnia, ale okazało się, że teren jest zbyt podmokły i zaprzestano wydobycia węgla. W XIX wieku działał browar Sünnerów i jednocześnie wyszynk. W 1900 produkowali 70 tys. hektolitrów piwa, teraz mniej niż 40 tys. Z mocnych alkoholi produkowali w tamtych czasach korn i waholder. Wiele z używanych dziś maszyn, to zabytki techniki. Zachowała się m.in. stara maszyna parowa z 1890 roku. Aparaty odpędowe mają blisko sto lat. Pierwsza destylacja w kolumnie daje spirytus o mocy 85%, druga o mocy 96,5%. Jest też aparat do redestylacji ziół na gin i waholder. W piwnicach jest leżakownie, używają starych, ponad stuletnich beczek o pojemności 2-3 tys. l, w którym starzą waholder, korn oraz kamionkowych zbiorników na likiery.

7 maja 2016 o godz. 12:15

Kartka z podróży (6) Panyolai

11-_DSC1059

Ładnie położona, pomiędzy trzema rzekami we, wsi Panyola, firma Panyoalai specjalizuje się w produkcji owocowych okowit. Rozpoczynali działalność w 2002 roku, jako inicjatywa trójki przyjaciół ze studiów. Miejsce ma jednak znacznie dłuższe tradycje, już w pierwszej połowie XX wieku region słynął z palinek, znany jest też owoców. Podczas komunizmu działała tu mała destylarnia. Obecnie są w pierwszej piątce największych producentów palinki. Przetwarzają ponad dziesięć różnych gatunków owoców i mają ok. czterdzieści różnych produktów, w tym palinki z miodem, z macerowanymi owocami – agyas czy linię luksusowych białych palinek Elixir. Jest też starzona śliwowica z beczek zrobionych z drzewa modrzewiowego.

5 maja 2016 o godz. 23:43

Kartka z podróży (5) Bran Distillery

05-_DSC0951

Na przedmieściach Satu Mare mieści się wyjątkowa rumuńska destylarnia. Specjalizują się w okowitach owocowych, a ich wyjątkowość polega na sposobie w jaki podchodzą do sztuki destylacji. Ich palinki są wyjątkowo aromatyczne, w ustach słodkie, pełne naturalnych owocowych smaków.

4 maja 2016 o godz. 00:46

Kartka z podróży (4) Zsindelyes

zsindelyes (4)

I znów palinka na mojej trasie. Destylarnia Zsindelyes powstała w 1984, jest własnością dwóch rodzin z wioski o tej samej nazwie. Zaczynali od opalanego węglem kotła o pojemności 487 l i małej kolumienki na 328 l. Byli czwartą legalną rodzinną destylarnią palinki na Węgrzech. Dziś zajmują pierwsze miejsce na rynku palinki pod względem wielkości produkcji i trzecie miejsce pod względem dostępności w restauracjach. Mają trzy urządzenia do destylacji, jedną do dwukrotnej destylacji, jedną do jednokrotnej destylacji i jedną łączącą destylację dwukrotną i jednokrotną. Większość produkcji to efekt dwukrotnej destylacji, to daje dłuższy finisz i lepsze aromaty, więcej ciała. Owoce są z różnych regionów Węgier, ale 80% z okolic destylarni, miejsce słynie z owoców – zwłaszcza jabłek, śliwek i wiśni. Najwięcej medali zdobyła ich palinka z lokalnych odmian wiśni – meggy palinka. Fermentacja odbywa się w stalowych cysternach, jej czas się zmienia w zależności od owoców, wykorzystywane są też różne drożdże i różne enzymy. Po destylacji palinka ma ok. 78-80%. Dodają wody by obniżyć moc do 40-45%, a najmocniejsze mają po 50%. Po destylacji na ok. 3 miesiące palinka trafia do stalowych tanków, a wybrane (jabłko, śliwka, morela) do beczek na minimum 6 miesięcy, niektóre nawet 5 lat. Używają beczek dębowych z węgierskiego dębu, modrzewiowych, wiśniowych, jabłkowych i ze śliwy. To są małe beczki po 50 l. Łącznie leżakuje blisko 10 tys. l alkoholu.

3 maja 2016 o godz. 10:43

Kartka z podróży (3) Łaźnie Gellerta

SONY DSC

W starym, luksusowym hotelu Gellerta ulokowane są najpiękniejsze, ale i najdroższe, termy Budapesztu. Wewnątrz pięć małych basenów z ciepłą, zdrowotną, wodą – temperatury od 35 do 40 stopni, jest też jeden basen pływacki. Całość kompleksu to jakby system połączonych komnat. Do tego dwa baseny z gorącą wodą na zewnątrz. Łaźnie parowe, sauny, inhalacje, masaże. Wymarzone miejsce do regeneracji po festiwalu palinki Łaźnie zbudowano na początku XX wieku w secesyjnym stylu. Zrobione z przepychem, zachwycają mozaiki, kolumnady, rzeźby, światło wpada przez witraże. Na górnym poziomie jest bar i restauracja, a z tarasów widok na główny basen. Wcześniej były tu tureckie łaźnie, termalne źródła eksploatowane są u podnóża Góry Gellerta od XIII wieku. W Budapeszcie jest aż ponad 120 źródeł termalnych, a najcieplejsze mają temperaturą 78 stopni Celsjusza.

2 maja 2016 o godz. 08:19

Kartka z podróży (2) Festiwal palinki

SONY DSC

Co roku w Budapeszcie odbywa się Festiwal palinki – w samym centrum Peszteńskiej części miasta – Park Varoshaza. Wśród wystawców były destylarnie: Alexander Pálinka, Békési Pálinkaház, Birkás Pálinka, Cornus Pálinkaház, Cruxx, Csalló Pálinka Manufakture, Gusto Pálinka, Gyulai Pálinka Manufaktura, Harmatrázó Pálinkaház, Keve Manufakture, Márton és Lányai, Nobilis Pálinka, Pálinkashop, Panyolai Pálinkák, Rézangyal. Oprócz wybornych alkoholi można było spróbować salami czy szynki z mangalicy, były grillowane mięsa, kiełbasy, golonki, császármorzsa – naleśniki z nadzieniem morelowym w czekoladowym sosie, vitézkürtös – ciasto sekler. Dla miłośników wina przygotowano specjalnie WineBar. Pogoda dopisała. Zabawa do pierwszej w nocy. Siedem godzin degustacji. Spróbowałem łącznie 55 palinek.

1 maja 2016 o godz. 12:15

Kartka z podróży (1) Wizyta u Jana Kleinera

SONY DSC

Jan Kleiner jest niezrównanym mistrzem destylacji owocowych okowit. Ma niewiele produktów, rocznie wypuszcza wszystkiego około 3000 butelek, ale wszystko jest dopieszczone i na najwyższym poziomie. Eleganckie butelki z Francji, korki Włoch, każda butelka w etui, a wewnątrz bogactwo aromatów, każdy destylat długo leżakował zanim trafił do eleganckiego opakowania.

20 kwietnia 2016 o godz. 09:06

Kartka z Antwerpii (3) De Vagant

_DSC0082

Kultowy antwerpski bar, który serwuje około sto różnych gatunków lokalnego trunku genver, ulokowany jest w sercu Starego miasta, tuż przy katedrze, na rogu ulic Reyndersstraat i Pilgrimstraat. Niewiele jest już w Belgii miejsc, które specjalizują się w serwowaniu genever, należą do nich ‚t Dreupelkot w Gandawie, bar w muzeum genever w Hasselt, no i właśnie De Vagant. Genever nie cieszy się dziś popularnością wśród Belgów, a niektórzy wręcz wstydliwie go ukrywają, dlatego próżno go szukać w barach Brukseli. Został wyparty przez lepiej nadający się do koktajli gin. Tymczasem początki udokumentowanej produkcji genever w Antwerpii sięgają 1541 roku. W XVII wieku w mieście działało ponad sto destylarni produkujących ten trunek. Dziś jest tylko jedna. Jednak w całej Belgii wciąż jest ponad 40 producentów genever i ok. 400 marek. Najszerszy ich wybór znaleźć można w Hasselt.

19 kwietnia 2016 o godz. 09:42

Kartka z Antwerpii (2) Dom Rubensa

Peter_Paul_Rubens_-_Self-Portrait_-_WGA20380-001

Dom Rubensa to jedno z najciekawszych muzeów Antwerpii, obok muzeum drukarstwa, które mieści się w domu teścia Rubensa. Właściwie obydwie posiadłości nie są domami, lecz miejskimi rezydencjami, omalże pałacami.

18 kwietnia 2016 o godz. 08:48

Kartka z Antwerpii (1)

_DSC0164

Bardzo lubię Belgię, nieduży kraj, pełen wspaniałych zabytków – zamków, katedr, kupieckich domów, świetnych muzeów. Belgia to m.in. setki doskonałych piw, są mistrzami w ich podawaniu, każda marka ma własną szklankę i często niepowtarzalny styl, a część jest fermentowana ponownie w butelkach – jak szampan. To słynne czekoladki, zwłaszcza pralinki, uwielbiam te z nadzieniem pistacjowym. To też grube frytki, których ja akurat nie lubię, a które podawane są do każdego niemal dania, nawet jeśli kompletnie nie pasują (mule z frytkami!). Dla mnie Belgia to też genever (we francuskojęzycznej części kraju zwany peket), czyli alkohol ze słodowanego zboża z dodatkiem jałowca, coś pomiędzy whisky a ginem. Byłem w Belgii kilka razy, byłem też wcześniej w Antwerpii, która jest drugim pod względem wielkości miastem, ale bynajmniej nie najładniejszym, dla mnie przegrywa z Gandawą, Brugią, oczywiście z Brukselą.

17 kwietnia 2016 o godz. 09:47

Kartka z Irlandii (14) Zamek Malahide i wrażenia ogólne

08 Malahide (8)

I to już koniec mojego wypadu do Irlandii. W drodze powrotnej zatrzymałem się jeszcze żeby zobaczyć mały zameczek Malahide, niemal symetryczny, wygląda jak mały fort, a wokół jest piękny ogród botaniczny. Najstarsze fragmenty zamku pochodzą z XII wieku, należał do rodu Talbotów. Sir John Talbot, znany też jako Lord Furnival, został uwieczniony przez Szekspira w „Henryku VI”. Są tu też ruiny kościoła, prawdopodobnie także z XII wieku. Zespół położony jest przy samym lotnisku, więc warto zboczyć.

16 kwietnia 2016 o godz. 08:49

Kartka z Irlandii (13) Great Northern Distillery

Great Northern Distillery-028

Nowoczesna destylarnia mieści się w dawnym browarze Great Northern Brewery, który należał do rodziny Guinness i działał w Dundalk od 1846 roku. Był to drugi pod względem wielkości browar w Irlandii, produkował m.in. piwo Harp. Ostatnim właścicielem było Diageo, które przeniosło produkcję do ogromnego kompleksu St. James’s Gate Brewery w Dublinie, a budynki wraz z wyposażeniem kupiła Irish Whiskey Company, należąca do Johna Teelinga, wcześniej związanego z destylarnią Cooley.

15 kwietnia 2016 o godz. 09:21

Kartka z Irlandii (12) Old Malcolm Brown Distillery

_DSC9931

W centrum Dundalk w latach 1800-1925 działała Malcolm Brown Dundalk Distillery – Co. Louth. Robiono tu whiskey typu pot still, trzykrotnie destylowaną, m.in. znaną do dziś markę Tyrconnell (obecnie powstaje w zakładach Cooley). Potem była tu wytwórnia papierosów, a obecnie jest muzeum miejskie, m.in. z małą ekspozycją poświęconą tradycjom whiskey w Dundalk.

14 kwietnia 2016 o godz. 09:15

Kartka z Irlandii (11) Belfast

07 Belfast-006

Z czego znany jest Belfast? Z tego, że wybudowali największy statek pasażerski jaki zatonął, no i z piosenki Stiff Little Fingers „No Sleep Till Belfast”. I jeszcze z tego, że jest stolica Irlandii Północnej, i że często wybuchają tu bomby. To nie za wiele. Belfast jest miastem pełnym kontrastów, jest tu wielki port i stocznia, więc rozwinęła się przemysłowa część miasta, do tego dodać należy przemysł lekki. Muzeum Titanica ściąga tłumy, po bilety ustawiają się kolejki. Ja nie poszedłem, bo nie jestem entuzjastą katastrof morskich. Jest też wspaniałe więzienie i tu warto zajrzeć, bo obecnie jest otwarte dla zwiedzających, pokazuje jak opresyjny był system więziennictwa w UK. To więzienie – Crummlin Gaol – zajmuje kilka kwartałów, jest właściwie spora fabryką, a obecnie na jego terenie rusza destylarnia whiskey – pierwszy spirytus ma popłynąć jeszcze w 2016 roku.

13 kwietnia 2016 o godz. 09:07

Kartka z Irlandii (10) Shortcross Distillery

Shortcross2

Mała rodzinna destylarnia Shortcross mieści się obok miasteczka Crossgar i miasta Downpatrick w Irlandii Północnej. Firmę założyło małżeństwo, Fiona i David Boyd-Armstrong. Mały zakład znajduje się na terenie posiadłości ziemskiej Rademon Estate, obok są m.in. stadnina koni i dwór.

12 kwietnia 2016 o godz. 08:35

Kartka z Irlandii (9) Old Bushmills Distillery

Old Bushimlls1

Bushmills to najstarsza wciąż działająca destylarnia na świecie i drugi najstarszy (po kopalni soli w Wieliczce) nieprzerwanie pracujący zakład przemysłowy. Powstała w 1608 roku, założył ją sir Thomas Phillips. Dziś ten zabytek przemysłowy, ale i architektoniczny, jest tak wielką atrakcją turystyczna Irlandii Północnej, że widnieje nawet na banknotach. Centrum dla turystów rocznie odwiedza ponad 120 tys. ludzi. Od 2015 roku właścicielem jest grupa Jose Cuervo o meksykańskich korzeniach – słynny producent tequili. Wcześniej destylarnia i marka należały do Diageo, które odkupiło je w 2005 roku za 200 mln funtów od grupy Pernod Ricard. W latach 1973-1998 Old Bushmills Distillery wchodziło w skład Irish Distillers Group, razem z gorzelniami z Irlandii, z Midleton. Jeszcze wcześniej należała do prywatnego przedsiębiorcy Isaaca Wolfsona.

11 kwietnia 2016 o godz. 09:14

Kartka z Irlandii (8) Giant’s Causeway

06 Giants Causeway-023

Tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć. Słowa są zbyt ubogie, przynajmniej słowa relacji, może poezja, to takie miejsce, którego istotę lepiej uchwyci natchniony malarz niż zdolny fotograf. To jak wykute w skale schody do morskiej otchłani, do świata mistycznych bogów, tytanów, a może antropomorficznych stworzeń z prozy Lovecrafta, może prowadzą gdzieś do zatopionego miasta Cthulhu.

10 kwietnia 2016 o godz. 09:58

Kartka z Irlandii (7) Zamek Dunluce

05 Dunluce Castle-005

Pomiędzy miastem Portrush a słynną formacja skalna Giant’s Causeway na wybrzeżu Irlandii Północnej leżą niezwykle malownicze ruiny zamku Dunluce. Zbudowany między XV a XVI wiekiem był jednym z ważniejszych zamków obronnych Północnego Ulsteru. Co ciekawe, należał do szkockich szlachciców, MacQuillans i MacDonnels. Pod zamkiem znajdowała się szkocka osada, znana jako „lost town od Dunluce” – zaginione miasto. Usadowiony na surowej bazaltowej skale stromo opadającej w morze. Wcześniej, bo w XIII wieku, na tej skale znajdował się niewielki kościół. Są tu liczne groty, jaskinie, ostre rafy. Zamek uległ zburzeniu, a potem popadł w ruinę, kiedy w 1639 roku zawaliła się część klifu. Runęło wówczas do morza skrzydło zajmowane przez służbę. Sam zamek popadł wkrótce w ruinę, a w 1641 roku pożar strawił osadę Dunluce. Duchy osób, które zginęły w katastrofie podobno nawiedzają dziś te surowe skalne mury. To jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałem.