Materiały wg tagu "podróże"

10 kwietnia 2014 o godz. 10:19

Gdzie mieszkał gorzelnik Osterloff?

SONY DSC

Ostatnia wycieczka rowerem wyniosła mnie na Grochów, prawie na koniec długiej ulicy Grochowskiej, gdzie nieco ukryty mieści się bardzo ładnie odrestaurowany Dworek Grochowski, zwany też Dworkiem Wierzbickiego. Ukryty za miejskim parkiem im. płk. Jana Szyprowskiego pseudonim Leśnik, a przy Grochowskiej 64, ale główne wejście znajduje się od ulicy Kwatery Głównej. Jak głosi legenda, stacjonował tu i urządził kwaterę główną podczas bitwy o Olszynkę Grochowską gen. Józef Chłopicki. Legendą zainspirował się Stanisław Wyspiański i na jej kanwie umieścił akcję dramatu „Warszawianka” w tym właśnie dworku.

7 kwietnia 2014 o godz. 10:40

Rowerem na forty Bema

SONY DSC

Forty Bema to obecnie najładniejszy park Bemowa. Fortyfikacja powstała w latach 1886-1890, ale nazwę obecną nadano w 1921 roku, wcześniej był to Fort Parysów (nazwa od wsi położonej na północ od fortu). Wybudowany z rozkazu cara, stanowił wewnętrzny pierścień twierdzy Warszawa. Otoczony fosą z wodą, podwójnymi wałami, które połączone były podziemnymi korytarzami. W jego skład wchodziły: magazyny amunicji, prochownia, budynki koszar. W 1909 roku zamierzano wysadzić fort, na szczęście zniszczono jedynie poternę i częściowo prochownię.

2 kwietnia 2014 o godz. 22:16

Huta Szkła na Targówku

SONY DSC

Zrobiłem sobie dziś przejażdżkę rowerem po Targówku Przemysłowym, żeby złapać pozostałości znikającego krajobrazu, jak choćby hale dawnej huty szkła, które podobno w lipcu tego roku mają zostać rozebrane, więc to ostatnia już szansa…

31 marca 2014 o godz. 12:53

Szlakiem warszawskich browarów

SONY DSC

Korzystając z pięknej niedzielnej aury zrobiłem sobie rowerowa przejażdżkę po Woli, szlakiem dawnych warszawskich browarów, których tu było kilka. Jako młody dziennikarz, na początku lat 90., byłem stałym bywalcem w Browarze Warszawskim, mieszczącym się w zabytkowych budynkach fabrycznych starego browaru (a i destylarni) Haberbusch i Schiele. Z sympatią opisywałem, co nowego dzieje się w browarze, minęło jednak kilka lat, zakład przejął Żywiec, produkcję piwa Królewskiego przeniesiono do Warki, a na Grzybowskiej, gdzie stał zakład, do dziś straszy wielki pusty plac, wyglądający jak po bombardowaniu, lepiej to miejsce wyglądało po Powstaniu Warszawskim. Niestety. Do dziś pamiętam jednak zapach słodu i smak młodziutkiego niefiltrowanego piwa bezpośrednio z kadzi.

28 marca 2014 o godz. 10:39

Wizyta w destylarni Schmittmann

SONY DSC

Rodzinna firma Schmittmann powstała w 1818 roku, robią najbardziej ceniony w Dusseldorfie korn, dwukrotnie destylowany w stojącej tu starej kolumnie odpędowej. Przy ulicy Niederkasseler w Dusseldorfie mieści się stara fabryczka z piwnicą, z dwiema halami produkcyjnymi, biurami i charakterystycznym kominem. Obok, na tej samej posesji, jest restauracja z minibrowarem Jon Albrecht. Na miejscu odbywa się fermentacja ziarna w kadziach, tu jest kolumna odpędowa do dwukrotnej destylacji ciągłej, a także linia do butelkowania, która ma prawie sto lat oraz piwnica, gdzie w wielkich dębowych beczkach starzony jest korn. Najlepszy – Jubiläums – produkowany od 2009 roku, leżakuje dziesięć lat w dębinie. W innym zakładzie należącym do rodziny Schmittmann odbywa się rektyfikacja. Korn to tradycyjna niemiecka zbożowa wódka, o wyrazistym smaku, zwykle destylowana dwa razy w niewielkich partiach, leżakowana w kamionkowych zbiornikach, rzadziej w dębowych beczkach.

27 marca 2014 o godz. 12:02

Spacer po Dusseldorfie

SONY DSC

Centrum Dusseldorfu nie przypomina większości miast Zagłębia Ruhry. Przedstawicielstwa wielkich koncernów są poza obrębem najbardziej reprezentacyjnych ulic starego Dusseldorfu, fabryki na obrzeżach, choć miast jest tak wielkie i zlane z miejscowościami satelickimi, że trudno mówić o obrzeżach, dla przykładu tereny targowe oddalone od ścisłego centrum o kilkanaście stacji metra, tak naprawdę są wciąż niemal w środku miasta.

26 marca 2014 o godz. 20:25

ProWein 2014 – relacja z Dusseldorfu

SONY DSC

Wróciłem właśnie z Dusseldorfu, gdzie przez trzy dni trwały targi ProWein, gigantyczna alkoholowa impreza. Uczestniczyło w tym roku 4800 wystawców z 50 krajów, spodziewanych było ok. 45 tys. odwiedzających, wyłącznie branżowców, bo zwykli ludzie nie mogą kupić biletów. Oczywiście na każdym z tysięcy stoisk można było degustować alkohole, łącznie podejrzewam, że na wszystkich stoiskach prezentowano co najmniej 40 tys. różnych gatunków win i ponad tysiąc szampanów w osobnej „Champagne Launge”. Wina podzielone były według krajów: Portugalia, Hiszpania, Francja, Niemcy, Austria oraz w osobnych pawilonach producenci z Ameryki Południowej i Północnej, Izraela, Libanu, Nowej Zelandii, RPA oraz w jeszcze innym pawilonie z: Gruzji, Grecji, Chorwacji, Luksemburga, Mołdawii, Szwajcarii, Słowenii, Czech, Tunezji, Turcji i Węgier. Do tego osobny wielki pawilon ze spirytualiami, hala 7.a, najbardziej mnie interesująca. Najpierw jednak zagłębiłem się w pawilon francuski, bo tu poza producentami win schowali się mniejsi wytwórcy: koniaków, armaniaków i kalwadosów oraz likierów. Zacząłem od rozmowy z panem Jeanem Rogerem Groult, który poczęstował mnie omszałym kalwadosem z piwnicy swego dziadka i był to najlepszy kalwados w moim życiu. Ciekawą ofertę armaniaków z Chateau de Laubade przedstawił mi pan Denis Lesgourges. Dalej miałem okazję rozmawiać z twórcą marki koniaków Laurent Jouffe, pan Laurent kontynuuje rodzinne tradycje, ale jego rodzice i dziadkowie robili kalwadosy pod marką Marcel & Lea Faucher. Obecnie firma ma w ofercie zarówno własne koniaki jak kalwadosy, a także winnice w regionie Grande Champagne i sady jabłkowe w Normandii i dwie destylarnie. Ciekawe armaniaki przedstawiła firma rodzinna Vignobles Fontan, wrażenie zrobił na mnie zwłaszcza armaniak sprzedawany z mocą beczki z 2006 roku, 50,2%, bardzo oleisty i choć młody, przesiąknięty taninami dębu. Kończąc zwiedzanie pawilonu z francuskimi winami, zaszedłem jeszcze do stoiska Domaine des Persenades, nie tylko spróbować ich rocznikowych armaniaków, ale przede wszystkim słynnego gaskońskiego Floc – likieru na bazie armaniaku, wina i soku z winogron. Jest zupełnie różny od Pinneau z regionu Cognac, nie tak słodki, orzeźwiający, bardzo dobry zarówno w wersjach białej, jak i czerwonej, nie starzony, podawany głównie jako aperitif.

19 marca 2014 o godz. 13:11

Karloff i Tatranská Likérka

fot. Karloff (4)

Niedaleko Kežmarok, w wiosce Pradiareň mieści się znana z doskonałych likierów Tatratea (dawniej Tatransky Čaj) firma Karloff oraz Tatranská Likérka, producent szerokiej gamy alkoholi. Wcześniej przez wiele lat w tym miejscu pracowała gorzelnia Karlov Dvor, zamknięta po II wojnie światowej.

18 marca 2014 o godz. 11:24

Wizyta w GAS Familia

fot. GAS Familia

Podczas wyprawy na Spisz miałem okazję zwiedzić drugi pod względem wielkości na Słowacji zakład produkujący alkohole (po St. Nicolaus z Liptowskiego Mikulasza) – GAS Familię. To producent wielu cenionych słowackich trunków, m.in. spiskiej borovički, wódki Goral czy owocowych destylatów Spiš Original. Firma jest młoda, powstała w 1994 roku w mieście Stara Lubownia, gdzie tradycje destylacji sięgają XIII wieku. W 1929 roku gorzelnię w poblizu centrum Starej Lubowni założył Heinrich Morgenbesser. Produkował: borovički, koniaki, ajerkoniaki, rum czy śliwowicę. Po zakładzie oprowadził mnie pan Roman Šipoš, odpowiedzialny za rynki zagraniczne.

16 marca 2014 o godz. 19:22

Stara gorzelnia rolnicza w Chruściechowie

SONY DSC

W Chruściechowie (gmina Stara Błotnica, ok. 85 km od Warszawy jadąc w stronę Krakowa) znajdują się odnowiony zabytkowy dwór z parkiem oraz opuszczona gorzelnia z początku XX wieku. W dworze bywał Witold Gombrowicz, a gorzelnię w 1907 roku postawił dziedzic Marian Arkuszewski. Stoi zamknięta prawdopodobnie od początku XXI wieku.

15 marca 2014 o godz. 17:43

Likérka Kleinberger w Spišská Belá

SONY DSC

W mieście Biała Spiska (Spišská Belá) znaleźć można zabytkowy budynek gorzelni, należący przed laty do znanej żydowskiej firmy Szymon Kleinberger i Syn. Fabryka wódek i likierów powstała Kleinbergera powstała w 1875 roku, w miejscu wykupionej starej gorzelni z 1778 roku, specjalizującej się w produkcji jałowcówek, czyli popularnej na Słowacji borovički.

14 marca 2014 o godz. 21:06

Destylarnia Nestville

SONY DSC

We wsi Hniezdne (dawne Gniazda, obok Starej Lubowli – już w 1012 roku zbudowano tu kościół, w XIII wieku rozbudowało się miasto, ze szpitalem, który czerpał z obfitych tu źródeł mineralnych) mieści się jedna z największych na Słowacji destylarni spirytusu, a jednocześnie to niezwykłe miejsce, gdzie tradycyjnymi metodami produkuje się whisky – jedyną na Słowacji, robiona ze słodowanego na miejscu słowackiego jęczmienia, torfu, a w wersji blendowanej także kukurydzy.

13 marca 2014 o godz. 22:37

Zamek Lubowelski i stara gorzelnia

SONY DSC

Zbudowany pod koniec XIII wieku zamek w Starej Lubowli jest jednym z najładniejszych zabytków Spisza i mieści w sobie muzeum, które sprawia, że choć mniej znany, jest znacznie ciekawszy niż wielki średniowieczny zamek Spiski. Z zewnątrz wygląda niepozornie, ale zwiedzenie całości zajmuje ponad dwie godziny. Jego historia świetnie odzwierciedla dzieje Spisza, regionu przez wieki tak mocno związanego z trzema narodami: Węgrami, Polakami i Słowakami.

12 marca 2014 o godz. 23:10

Kartka ze Spisza

SONY DSC

Ostatnie dni spędziłem na Spiszu, po słowackiej stronie Tatr, w regionie który bardzo lubię i właściwie jestem tu niemal każdego roku. Nie szusuję na nartach, nie chodzę po górach, przedkładam nad to męczenie się w termalnych łaźniach, których tu wiele, bo region obfituje w gorące źródła. Wspaniała spiska kuchnia łączy wpływy typowe dla regionów góralskich (owcze sery, dużo kminku, jałowca, kapusta przyrządzana na wiele sposobów) z elementami kuchni węgierskiej (gulasze, pikantne kiełbasy, dużo papryki i czosnku), zupełnie wyjątkowe są pikantne spiskie flaczki, bardzo smaczne są bryndzowe galuszki, nie ma jak gulasz wołowy z knedlem, na przystawkę bryndza z cebulą, do tego rozgrzewająca zupa czosnkowa, a jak wystarcza sił, to warto zmierzyć się z golonką na kapuście. A do tego spiska borowiczka. To regionalna zastrzeżona marka, może być produkowana wyłącznie na Spiszu, w dodatku ze spiskiego jałowca. W destylarni GAS Familia miałem okazję oglądać proces produkcji spiskiej Borowiczki w małych miedzianych aparatach do redestylacji alkoholu, ale o tym napiszę osobno.

8 marca 2014 o godz. 08:42

Ruiny gorzelni w Berkowie

SONY DSC

We wsi Berkowo (gmina Wydminy) znaleźć można ruinę starej gorzelni, w ostatnich latach wykorzystywanej jako… stodoła, dziś niemal całkiem wyburzona po pożarze z 2012 roku.

7 marca 2014 o godz. 10:22

Gorzelnia Cheko w Grochowalsku

SONY DSC

We wsi Grochowalsk (gmina Dobrzyń nad Wisłą) wciąż działa zbudowana w 1911 roku gorzelnia. W latach PRL należała do PGR i destylowała spirytus z ziemniaków i zboża. Obecny właściciel to Zakłady Wytwórcze Cheko Sp. z o.o. i odbywa się tu wyłącznie produkcja spirytusu melasowego na potrzeby przemysłu chemicznego, w tym własnych produktów, oraz rynku paliwowego i bioetanolu. Możliwości produkcyjne to ok. 10 tys. litrów spirytusu dziennie.

6 marca 2014 o godz. 12:16

Nieczynna gorzelnia rolnicza we wsi Wielgie

SONY DSC

W bardzo ładnej, pełnej zabytków, miejscowości Wielgie (powiat lipnowski) stoi stara, nieczynna już gorzelnia rolnicza. Są tu też m.in.: stary młyn, suszarnia cykorii i pozostałości pałacu zbudowanego jak i gorzelnia przez hrabiego Tadeusza Miączyńskiego. Za gorzelnią jest jezioro, wokół ruin pałacu niszczeje park krajobrazowy. Idealne miejsce choćby na agroturystykę, zwłaszcza, że z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. Szkoda, że w ruinie, za wyjątkiem gorzelni, która jest częściowo odnowiona (prywatne mieszkanie), a mury fabryczne wydają się być w bardzo dobrym stanie. Może kiedyś znów popłynie tu spirytus, bo to wspaniałe miejsce na restaurację połączoną z wyrobem własnych trunków, najpierw jednak musiałoby się zmienić w Polsce prawo, które obecnie nie sprzyja tego typu inicjatywom. A przecież w Niemczech, Austrii, Francji, Włoszech, ba – nawet w Czechach, Słowacji, na Węgrzech, Bułgarii, Serbii itd. – tego typu zabytki często wracają do dawnych tradycji, destylują niewielkie ilości bardzo ciekawych trunków i ściągają turystów, dzięki czemu korzysta cała gmina. Odwiedzałem takie mini destylarnie w starych gorzelniach czy młynach, zawsze jest to połączone z restauracją, zwykle z pokojami do wynajęcia. Miejsce żyje, nie popada w ruinę. Dobrym przykładem są tu tereny wschodnie Niemiec, gdzie zrujnowane w czasach NRD dawne zakłady dostają dziś drugą szansę. Instalowane są nowoczesne aparaty odpędowe, które są ekologiczne i zajmują mało miejsca, ogrzewane gazem, nie węglem, ale dawna architektura gorzelni ze strzelistym kominem jest przecież nie tylko świadectwem epoki, ale też atrakcją turystyczną. U nas, niestety, w ostatnich latach wiele tego typu zabytków techniki zostało zburzonych.

5 marca 2014 o godz. 12:39

Gorzelnia Rolnicza Łyczek we wsi Nielub

SONY DSC

Gorzelnia i pałac oraz zachowane czworaki przed II wojną światową należały do Elizy Mattcher, której spadkobiercy mieszkają dziś w Monachium. Jest tu oryginalna kotłownia z działającym piecem węglowym, stara kadź zacierna i również stara miedziana kolumna destylacyjna. Produkowany jest spirytus ze zbóż i ziemniaków. Obecnie produkowane jest ok. 80 tys. l miesięcznie. Po wojnie zakład należał do PGR, obecnie właścicielem jest pan Roman Cipkowski i jego firma Łyczek. Dwór wraz z parkiem wystawiony jest na sprzedaż.

4 marca 2014 o godz. 20:37

Nieczynna gorzelnia rolnicza i młyn w Ryńsku

SONY DSC

W małej miejscowości Ryńsk w gminie Wąbrzeźno, na północ od Torunia, zachował się piękny budynek XIX-wiecznej gorzelni, która ostatnio pełniła rolę młyna, a obecnie stoi zamknięta, tylko część zajmują pomieszczenia mieszkalne. Zakład zajmował powierzchnię 1200 mkw. Rozmawiałem chwilę ze starszym panem, który tu mieszka i uprawia niewielki ogródek, po podwórku biegają kury, w budzie pies. Wciąż jest wyposażenie młyna. Po gorzelni pozostały mury i długi komin.

3 marca 2014 o godz. 17:27

Krochmalnia Radomice

SONY DSC

Dziś trudno w to uwierzyć, ale jeszcze nie tak dawno temu, do lat 90. XX wieku, krochmal, czyli produkt uzyskany z mączki skrobiowej (głównie ziemniaczanej) był dość powszechnie wykorzystywany w gorzelnictwie do produkcji spirytusu. W PRL, w gospodarce niedostatku, destylowano nawet celulozę, nie mówiąc o zepsutych owocach czy warzywach. Wysokoskrobiowy krochmal był półproduktem dobrym jak inne. Jerzy Jarociński i Kazimierz Jarosz, autorzy najważniejszego powojennego podręcznika poświęconego gorzelnictwu, w książce „Gorzelnictwo i drożdżownictwo” (Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne Warszawa, Warszawa 1980) piszą: „Z odpadków przemysłu krochmalniczego gorzelnie przerabiają poślednie gatunki krochmalu, tzw. sekundoskrobie i szlamy krochmalnicze rozcieńczone wycierką i wodami sokowymi. W niektórych przypadkach do przerobu na spirytus może być użyty zanieczyszczony syrop ziemniaczany (hydrolizat skrobi)”. O przydatności krochmalu dla potrzeb spirytusowych wiedziano jednak dużo wcześniej. W wydanej we Lwowie 1828 roku ważnej dla tamtego okresu pracy „O gorzelniach parowych drewnianych” Adam Kasperowski pisał: „Najpożyteczniejsze części składowe na wódkę to mąka albo krochmal i cukier”. Dodajmy, że i dziś używa się mączki skrobiowej przy produkcji bimbru, choć nie jest to już typowy produkt fabryki zwanej krochmalnią. Jeden z takich zakładów, krochmalnię we wsi Radomice (powiat Lipno), miałem okazję niedawno oglądać. Zbudowana po I wojnie światowej, początkowo z przeznaczeniem na gorzelnię, ostatecznie jednak zainstalowano tu urządzenia do przetwórstwa ziemniaków. Do II wojny światowej należała do Kazimierza Różyckiego, właściciela majątku ziemskiego Jastrzębie, a po wojnie stała się częścią PGR. Przez wiele lat była w jednej kompanii z gorzelniami rolniczymi: Wioska, Karnkowo, Grochowalsk, Wielgie i Okalewo, które były odbiorcami krochmalni i część jej odpadów przetwarzały na pośledni spirytus. W latach PRL gorzelnie te przerabiały głównie zacier z ziemniaków (ale też z owoców, głównie jabłek), dopiero w latach 90. zaczęto powszechnie wykorzystywać zboże – w tym regionie żyto, pszenicę i kukurydzę. Dziś zakład jest odnowiony, zautomatyzowany, samotny wysmukły komin pozostał zabytkiem dawnych czasów. Nadal jednak przerabia się tu ziemniaki, właścicielem jest firma prywatna – Krochmalnia-Radomice Sp. z o.o. Przedsiębiorstwo Przerobu Ziemniaków. Dziś krochmal wykorzystywany jest na znacznie mniejszą skale niż dawniej, nie tylko nikt nie produkuje z niego wódki, ale też mało kto krochmali w domu pościel czy bieliznę. Używa się go głównie w przemyśle farmaceutycznym i chemicznym.