Materiały wg tagu "podróże"

3 marca 2020 o godz. 17:00

Uroki Trynidadu

20200223_115227

31 lipca 1498 Krzysztof Kolumb ujrzał nieznaną wyspę. Nazwał ją La Isla de la Trinidad, dla uczczenia Świętej Trójcy. Obecna stolice, jak i większość miast, wybudowali Hiszpania. Przez krótki czas Trynidad był w rękach Francuzów. Od 1889 do 1962 roku wyspa należała do Brytyjczyków. Obecnie wraz z Tobago i kilkoma innymi wysepkami jest niezależnym państwem, zamieszkanym głównie przez czarna ludność oraz przez Hindusów. Trynidad ma mniej niż 5000 km kw.

28 lutego 2020 o godz. 08:02

Muzeum rumu i… motyli

Fernandes Distilleria

Odwiedzający zakład Angostura w Port of Spain, mają okazję zwiedzić także duże muzeum rumu oraz… największą na świecie kolekcję motyli z Karaibów. Zbiory gromadził badacz Malcolm Barcant, który poświęcił pięćdziesiąt lat na szukanie okazów i zebrał ich ponad 8000. Jest wśród nich kilka okazów tak unikatowych, że noszą jego imię, gdyż już nigdy później nie udało się nikomu ich odnaleźć. Jest tu też 615 okazów z Trynidadu. Angostura odkupiła kolekcję od wdowy po badaczu w 1974 roku i przygotowała dla niej osobną salę ekspozycyjną. Motyle nie są wypożyczane, można je oglądać tylko na terenie destylarni, podobnie jak wiele unikatowych dzieł sztuki z całego świata.

27 lutego 2020 o godz. 22:55

Koronawirus i samoloty

koronawirus

Na Okęciu już nie mozna wysiąść normalnie z samolotu. Polskie władze wymyśliły, że każdy ma wypełnić ankietę na okoliczność koronawirusa. Nie wiem co na to RODO, pytania dotyczyły tego, z kim się podróżowało i gdzie się siedziało w samolocie oraz wieku i miejsca zamieszkania z polem na wpisanie aż czterech numerów telefonów! Rozdali ankiety, nie dali długopisów. Trwało to i trwało, a niemiecka obsługa samolotu śmiała się z nieudolności polskiej obsługi naziemnej. Dla odmiany, we Frankfurcie, jak przyleciałem z Panamy, nie sprawdzano i nie ankietowano nikogo. A w Panamie każdego wysiadającego badano tajemniczym urządzeniem zanim został wpuszczony do kraju. Ale badano na lotnisku, a nie trzymano w samolocie! Wygląda na to, że prędzej koronawirus zeżre Europę, niż Panamę! Na Trynidadzie też nikogo nie sprawdzano, ale tam piją na okrągło rum, a wiadomo, że po rumie człowiek żyje długo, zdrowo i szczęśliwie.

27 lutego 2020 o godz. 15:43

Wizyta w destylarni Angostura

20200221_093431

Zakłady Trinidad Distillers Ltd i Angostura ulokowane są na przedmieściach Port of Spain, stolicy Trynidadu i zajmują duży obszar. Obecnie to jedyny producent rumu na Trynidadzie, choć do połowy lat 70. mieli konkurenta po drugiej stronie ulicy, destylarnię rodziny Fernandes, a bardziej w głębi kraju sławną destylarnię Caroni. Robią rumy i wiele innych alkoholi na rynek lokalny, ale na świecie marka Angostura kojarzy się przede wszystkim ze słynnymi kroplami bitters, które są nieodłącznym elementem w każdym szanującym się barze, obecne w ok. 200 krajach. W zakładzie w Port of Spain powstają zarówno rumy, jak i bitters, są tu właściwie dwie osobne destylarnie, jest też duże muzeum poświęcone nie tylko rumom i bittersom, ale także historii wyspy i rodzin, które zajmowały się produkcją Angostury. Jest tu także największa kolekcja sztuki na Trynidadzie, obrazy można oglądać na ścianach w części biurowej destylarni. Chlubą firmy jest też ogromna kolekcja motyli z Karaibów.

26 lutego 2020 o godz. 08:41

W Port of Spain

20200222_154248

Stolica Trynidadu i Tobago. Brzydkie miasto. Brudny port, brudne domy, brudne ulice. Pełno ludzi, pełno samochodów, stragany, śmierdzi moczem. W centrum Murzyni zaczepiają, a to w celach żebraczych, a to oferując narkotyki. Na ulicy można kupić chyba wszystko, w związku z tym prawie nie ma sklepów. Kanalizacja jest niesprawna, więc cuchnie moczem. Brudasy rzucają śmieci gdzie popadnie, także do wody. Hotele i biurowce budowane na wzór amerykański, ale widać tandetę, a bardziej w głąb miasta są rozpadające się stare domy lub nowe bieda-baraki, sklecone z byle czego. Jednocześnie ludzie pogodni, rozśpiewani. Panie roznegliżowane do granic dobrego smaku, tłuste ropuchy eksponujące wątpliwe wdzięki, dużo kobiet jest bardziej nagich niż ubranych. W sklepach dominuje tandeta, ale dla kontrastu co sto metrów jest jubiler. W barach na ogół bardzo głośno, ciemno, wybór alkoholi monotonny, skoro na wyspie jest jeden producent i jeden importer. Parlament wygląda jak cepelia, a ministerstwa jak banki. Jest wielki port, ale syf i smród tam przejmujący. Ceny raczej wszędzie niskie, choć w barach na ogół umowne, tzn. biały płaci frycowe. Porcja rumu w barze 2-3 amerykańskie dolary. W większości barów sprzedaż odbywa się za kratami z uwagi na bandytyzm, to samo zresztą w sklepikach.

25 lutego 2020 o godz. 22:50

Karnawał w Port of Spain

20200225_125615

W mieście zabawa na całego. Uskrzydlone czarne bestie. Szaleństwo. Poruszają się jak naćpani przy powtarzających się rytmach soca. Z głośników na cały regulator Kes, Motto, Skinny Fabulous, przy tym powtarzanym Up and up nie potrzeba excstasy żeby wpaść w trans. W hałasie, w tłumie, w pocie, w ekstremalnym upale, up and up, wojownicy tańca, królowe karnawału. Wszyscy powtarzają jak mantrę słowa idoli, słowa niezrozumiałe dla przybyszy spoza Karaibów, jak słynny przebój Farmera Nappy „Hookin’ Meh”.

20 lutego 2020 o godz. 18:13

W samolocie z Panamy

20200219_212209

Wystartowaliśmy przed czasem, siedzę obok czarnej Afryki płci żeńskiej, w samolocie światła wyłączone, piję rum z butelki, samolot pędzi jakby go prowadził pijany maszynista z Bekecsaba do Giuli. To mi się teraz przypomina… Jak ja się wtedy bałem. Rozbujane wagony, szalony maszynista, może pijany, może tylko nienormalny. W sumie dwa wagoniki, czterech pasażerów, straceńcza jazda jak na rollercoster, sto na godzinę lub coś w tym stylu, wszystko się trzęsie, umieram ze strachu, bo za mało mam w sobie palinki, za mało unicum, za mało węgierskiego rumu. Nie trwa to długo, a trwa to bardzo długo, jak ten lot teraz z Panamy do Trynidadu, Port of Spain. Niby to tylko trzy godziny w zamknięciu, ale to dla mnie kolejne trzy godziny, jestem w podróży ponad 24 h, spałem mało, piłem mało, nie jestem przygotowany na szalonego maszynistę z pociągu do Giuli, który zasiadł za sterami EMB-190 Copa Airlines. Cuchnie w samolocie moczem, grzybami, cholera wie, czym, ale zapach grzybów przytłacza, jest nie do wytrzymania, jakby smażyli boczniaki na smalcu. Oczywiście, takie loty się długo wspomina, jeśli człowiek przeżyje. Kolejne wspomnienie… Lot z Moskwy do Erewania na początku lat 90., samolot trzypoziomowy, śmigła. Na dolnym poziomie żywy inwentarz – kozy, kury, owce, na targ. Warzywa między kurami i baranami. Smród zaszczanych toalet. Nie ma klimatyzacji, ale każdy ma wiatraczek nad fotelem, można sobie pstryknąć. Do wyboru wino białe i czerwone, obydwa słodkie. I wódka, wziąłem wódkę. Lądowanie na trawie. Taki był lot do Erewania na początku lat 90. Albo inne wspomnienie… Lot z Limy do Iquitos, z międzylądowaniem dwa razy w dżungli na trawie, Boeingiem odrzutowym, nie jakąś Dakotą… To też dobre wspomnienie. W samolocie lecą Indianie na targ, Indianie z targu… Lot nad amazońską dżunglą to nieustające turbulencje. Samolocik mały, rzucany w lewo i w prawo. Żadnej kontroli bagażu, płacisz sto dolców i lecisz. Lądujesz na klepisku, wita cię Krokodyl Dundee i zaprasza na kajmana z rusztu. Brzmi jak bredzenie somnambulika, ale tak było. Kajmany, szaman, cumaseba, piranie i Amazonka. Tak było kiedyś. Tu i teraz w sumie nie jest tak źle. Roznoszą alkohole. Podwójny rum to dwie setki, pełna szklanka Abuelo i mrugnięcie okiem stewarda. Rum podobno siedmioletni, ale raczej dałbym mu trzy lata. Aromat miodu, skóry, lekko nafty, migdałów, śliwek, herbaty. W smaku brakuje mu charakteru, ani nie słodki, ani nie cierpki, ani nie ciężki, ani nie lekki. Nuta likierowego wina w ustach, miód, słodkie śliwki, słodkie gruszki. Dużo miodu w finiszu, za słodki jak na styl Panamy, choć może smakować. A z każdą porcją rumu leci się lżej. A nawet zapomniałem, że w ogóle lecę, leją rum, to jakbym w barze siedział, kołysze, bo to rum, bo to bar piratów, jak ma nie kołysać po rumie?! Jeszcze tylko półtorej godziny i będzie gorący Trynidad, Port of Spain. Już nie straszno, a ciekawie, zmęczenie się dopomina, ale przygoda przecież zawsze bierze górę nad zmęczeniem. A steward jest przemiły, proponuje kolejną dużą szklankę rumu Abuelo. Znów to mrugnięcie okiem, czuję się omal jak Hemingway. W Polsce dochodzi piąta rano, ale staram się nie zasypiać i trzymać fason. W końcu nie co dzień człowiek leci na Karaiby.

6 listopada 2019 o godz. 22:43

Kartka z podróży (5) Nad rzeką Spey

Spey16

Żółto-pomarańczowo-czerwono-brązowe barwy wrzosowisk, mokradeł i lasów liściastych wzdłuż rzeki Spey, szkocka jesień. Chłodno, wietrznie i deszczowo. Ale pięknie. Rzeka Spey, po gaelicku zwana Uisge Spè to najsłynniejsza rzeka związana z whisky. Dla miłośników wędkarstwa (a grubych portfelach) to także szansa złapania wspaniałych okazów łososia. Za prawo do wędkowania, zawsze w towarzystwie przewodnika, trzeba jednak słono płacić.

4 listopada 2019 o godz. 08:06

Kartka z podróży (4) Wizyta w destylarni Caorunn

_MG_0584_0

W 2009 roku Inver House wprowadziło do oferty własny szkocki gin, komponowany w dużym stopniu z własnych botaników. Za proces produkcji odpowiada Simon Buley, menadżer destylarni Balmenach. Caorunn to destylarnia w destylarni, aparaty do produkcji ginu wstawiono do przylegającego do gorzelni budynku magazynowego. Nie potrzeba było dużo miejsca, gdyż spirytus pszeniczny jest kupowany zewnętrznie, a na miejscu dodawane są botaniki i następuje redestylacja. Gin jest redestylowany w aparatach z 1920 roku, wyprodukowanych w Szkocji, ale sprowadzonych z USA, gdzie były wykorzystywane. Niesamowite urządzenie, sterowane przez system zegarów i pokręteł, z osobnymi maceratorami, gdzie na półkach para i spirytus przechodzą przez botaniki, potem następuje redestylacja w dziwnym cylindrze, gin odbierany jest z mocą 96%. Do klasycznej wersji ginu wykorzystują jedenaście botaników, z których część rośnie w promieniu kilku mil od destylarni, są to: wrzosy o słodko-cytrusowych aromatach, grona jarzębiny, jabłka odmiany coul blush, od 1827 roku hodowane w regionie Ross-Shire, suszone gałązki woskownicy (bog-myrtle), suszony mniszek lekarski, do tego: skórki pomarańczy i cytryn z Hiszpanii, słodkie jagody jałowca z Macedonii, cynamonowiec z Indonezji, nasiona kolendry i suszony korzeń dzięgla. Caorunn po gaelicku oznacza jarzębinę. Poza wersją podstawową w ofercie są także Caorunn Raspberry (z dodatkiem lokalnych malin), Caorunn Highland Strength (o podwyższonej mocy) oraz Caorunn Master’s Cut (o nieznacznie podwyższonej mocy, tylko dla duty free). Klasyczny Caorunn Small Batch (41,5%) ma delikatny aromat, sporo jałowca, cynanowca, jabłka. W smaku bardzo przyjemnie jabłkowy. W finiszu jałowiec, pieprz, wanilia. Caorunn Raspberry (41,8%) to zapach malin, jabłek. W smaku masa malin, finisz lekko pikantny, podbity jałowcem. Caorunn Highland Strength (54%) ma aromat i smak zdominowany przez waniliowe nuty alkoholu pszenicznego. Poza tym masa jałowca. Pieprz i jabłka w finiszu. Dwie nowe wersje ginu pojawią się w 2020 roku. Jeden będzie leżakowany w beczkach, drugi z dodatkiem przypraw korzennych.

3 listopada 2019 o godz. 13:53

Kartka z podróży (3) Wizyta w Balmenach

Balmenach86

Balmenach to jedna z najbardziej tajemniczych destylarni regionu Speyside. Od lat nie było oficjalnych butelkowań, ostatni wypust 1998 roku dziś jest nieosiągalny, rzadko też pojawia się w ofercie niezależnych bottlerów. Wykorzystywana niemal w całości do blendów, w tym do Hankey Bannister, sztandarowej whisky Inver House, właściciela Balmenach.

28 października 2019 o godz. 21:03

Kartka z podróży (2) Scotch Whisky Experience

Scotch Whisky Experience8

W samym sercu starego Edynburga, tuż obok zamku, w historycznym budynku Royal Mile, w 1998 roku powstało muzeum poświęcone szkockiej whisky – The Scotch Whisky Experience. Ufundowało je 19 firm z branży whisky. Miejsce ma ponad 30 lat i dzisiaj jest to w pełni interaktywna przygoda zwieńczona degustacją. Rocznie odwiedza ich 300 tys. osób.

27 października 2019 o godz. 21:36

Kartka z podróży (1) Edynburg

Edynburg15

Niby spędziłem w Edynburgu dwie noce, ale ani jednego dnia. Zamek widziałem z daleka, w porcie nie byłem, do katedry Katedrę St Giles nie wszedłem. Za to przejechałem dwa razy niesamowitym mostem nad zatoką Firth of Forth. I wagonikami w muzeum whisky. I kilka razy taksówką, bo miasto pnie się od rzeki ku górze i ciężko jest wspinać się wciąż po stromych schodach. Odwiedziłem też całkiem sporo barów. Trzy razy zjadłem haggis, dwa razy woła i raz łososia. Niezliczoną ilość razy wznoisłem toast slàinte mhath. Wypiłem kilka dramów naprawdę dobrych i drogich whisky oraz kilka tanich i kiepskich. Miasto jest bogate, głośne, otwarte na świat. W barach jest tłoczno, chyba, że pójdziemy to mekki whisky, baru Usquabae, tu są indywidualne „loże” dla gości. Mają tu wspaniałe rzeczy, unikaty jakich nie ma nigdzie, nawet whisky z lat trzydziestych, a ceny nie jakieś odjechane, za bardzo stare whisky 50-300 funtów za porcję 40 cl. Inna sprawa, że nie wiadomo czy po tylu latach plus staniu w otwartej butelce tam jeszcze jest whisky, czy może coś co ma 30%. Nie dane mi było sprawdzić, celowałem w trunki w cenach do 20 funtów za dram. W Edynburgu można stracić fortunę, więc jeśli kiedyś wygram miliony, to przyjadę ponownie. Tymczasem jednak wolę szkocką wieś, góry, pagórki, rzeki, mgłę i deszcze, niż wspaniały Edynburg, którego nie maiłem czasu poznać.

12 października 2019 o godz. 11:38

Ruiny po zakładzie Józefa Kronika w Lwowie

Kronik1

Przy ul. Chmielnickiego 124 we Lwowie straszy ruina wielkiego zakładu, zbudowanego w neogotyckim stylu z czerwonej cegły. Wygląda niczym włoskie palazzo, niegdyś była tu fabryka wódek i likierów Józefa Kronika. Po II wojnie światowej produkowano tu dżemy i marmolady, a obecnie jest to niszczejący pustostan. W promieniu 200 m znajduje się wytwórnia wódek Hetman, a także ruina po fabryce wódek J.A. Baczewski, a kawałek dalej jest kolejny znany z czasów przedwojennych zakład rektyfikacji, dawniej PMS, dzisiaj Lwowski Zakład Likierów i Wódek. Powodem tego nagromadzenia gorzelni są obfite podziemne źródła miękkiej wody, choć nie bez znaczenia była też pobliska stacja kolejowa, jak i fabryczny charakter dzielnicy.

8 października 2019 o godz. 08:00

Śladami Baczewskich

Baczewski okecie

W dniach 2-3 października firma J.A. Baczewski oraz Ambra, polski dystrybutor marki, zorganizowali wyjazd prasowy do Lwowa – śladami rodziny Baczewskich. Już na lotnisku Okęcie pojawił się pierwszy akcent nawiązujący do historii, bowiem w business lounge, gdzie spotkała się grupa, nie tylko podawana jest Wódka Monopolowa Baczewski, ale też jest kącik ze starymi zdjęciami oraz model samolotu z lat 20. XX wieku, z reklamą wódek Baczewski.

7 października 2019 o godz. 08:10

Gorzelnia w Witulinie

Witulin6

W Witulinie działa jedna z trzech gorzelni należących do firmy Surwin. Zbudowana w 1906 roku, z 1916 roku pochodzą magazyn spirytusu i spichlerz. Wcześniej w tym miejscu działała drewniana gorzelnia, obok stał modrzewiowy dwór z 1720 roku, spalony podczas II wojny światowej. Od pięciu lat w starym zakładzie w Witulinie przerabiane są na spirytus odpady spożywcze. To smutny obraz upadku polskiego gorzelnictwa, bo przez ponad sto lat gorzelnia przerabiała ziemniaki na wódki. Obecna produkcja trafia do Suchowoli, gdzie Surwin produkuje odwodniony spirytus. Odbiera to na biopaliwa Orlen.

6 października 2019 o godz. 13:38

Stara gorzelnia w Klonownicy

Klonownica4

We wsi Klonownica Plac, w gminie Janów Podlaski, zachowały się w niezłym stanie zabudowania gorzelni rolniczej, obok stoi dwór, bardzo zaniedbany ogród. Wieś powstała w 1576 roku, jako część pobliskiego większego majątku Cieleśnica. Postawiono tu karczmę i kościół, dwór zaś wybudował dopiero w XIX wieku Andrzej Serwiński, który odkupił włości od Radziwiłłów. Klasycystyczny dwór, podobny do tego w Cieleśnicy, powstał wg projektu samego Serwińskiego. Od 1861 roku majątki Cieleśnica i Klonownica stały się własnością Rosenwerthów. Zarządzająca Klonownicą Maria Rosenwerth w 1880 roku postawiła tu murowaną gorzelnię, obok powstała kuźnia, kawałek dalej cegielnia, postawiono czworaki. Organizm ten dobrze funkcjonował przez wszystkie lata II Rzeczpospolitej. Po wybuchu wojny dwór zajęli Niemcy. Po wojnie znacjonalizowany, przejęty przez Gminną Spółdzielnię Rokitno, a gorzelnia przez PGR Roskosz. W latach 90. powstała spółka pracownicza z PGR Roskosz, którą na początku XXI wieku przejęło Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Usługowo-Handlowe Jaroć i Sikora. Nie powiodło im się. Gorzelnia zaprzestała jednak pracę wcześniej, w latach 90. jej wyposażenie trafiło na złom. Teraz jest własnością rodziny Sabastianiuków z Mokran Nowych, którzy kupili gorzelnię i ok 40 ha pola.

30 września 2019 o godz. 08:41

Ruina rektyfikacji spirytusu w Międzyrzeczu Podlaskim

20190908_145758

Jeszcze dekadę temu działał tu wielki zakład – gorzelnia, rektyfikacja, rozlewnia win. Przemysłową część dawnego folwarku XXX w Międzyrzeczu Podlaskim eksploatowały dwie firmy – Surwin z rozlewnią win i siostrzany Alkowin z produkcją spirytusu. Obydwie spółki wciąż zresztą mają adres przy ul. Lubelskiej 67 A, tyle, że upadłe Podlaskie Zakłady Spirytusowe Alkowin Sp z o.o. są w likwidacji. Po wielkim zakładzie produkcyjnym pozostały ruiny.

29 września 2019 o godz. 08:42

Konstantynów wciąż na posterunku

20190909_131715

Zbudowana ok. 1920 roku gorzelnia w Konstantynowie pracuje pełną parą. Jest to jednak ostatnia gorzelnia w regionie, która wciąż produkuje etanol do produkcji wódek. Pobliska gorzelnia w Witulinie przerabia odpady na bioetanol, te w Klonownicy, Rozkoszy, Hruszniewie, Chotyczach i Międzyrzecu Podlaskim są w ruinie, w zamkniętej od lat gorzelni w Cieleśnicy nowi właściciele chcą uruchomić wytwórnię win i nalewek. A w Konstantynowie niezmiennie przerabia się zboże na wysokiej klasy spirytus rolniczy.

28 września 2019 o godz. 08:13

Wróciło życie do Cieleśnicy

Cielesnica gorzelnia4

W lipcu 2019 roku dziewiętnastowieczna gorzelnia rolnicza znalazła nowego właściciela. Stała nieczynna od 2007 roku, pozostając częścią majątku PGR i popadając w coraz większą ruinę. Kupili ją właściciele sąsiadującego z gorzelnią pałacu w Cieleśnicy, państwo Chwesiuk wraz z grupą inwestorów. Tym samym dwór i gorzelnia znów stanowią jeden organizm, a plany zakładają szybkie wznowienie produkcji w starych murach.

22 sierpnia 2019 o godz. 21:37

Kartka z podróży (10) Wizyta w destylarni Trebitsch

DSC_6056

W 2007 roku Tomasz Dyntar założył w zabytkowym centrum miasta Třebíč na Morawach bar whisky. Szybko jednak doszedł do wniosku, że polewanie tylko importowanej whisky w żaden sposób nie buduje wyjątkowości miejsca i postanowił sam robić słodową whisky!