Materiały wg tagu "podróże"

15 maja 2018 o godz. 08:15

Kartka z podróży – Spacerem po Treviso

_DSC6498

Z Włoch wracałem z lotniska Treviso, a że miałem jeszcze kilka godzin do odlotu, więc postanowiłem zrobić spacer po mieście. Przecina je rzeka Sile, wzdłuż jej lewego brzegu ciągną się fragmenty murów starego miasta, w które wbija się systemem fos i kanałów. Tu gdzieś zostawiłem samochód (znalezienie wolnego miejsca do parkowania zajmuje sporo czasu) i ruszyłem w labirynt uliczek.

14 maja 2018 o godz. 08:43

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Castagner

Castagner-010

W małej wiosce Vazzola, u podnóża gór Conegliano, w samym sercu win prosecco, kilkanaście kilometrów od Treviso, swoją ogromną, nowoczesną destylarnię ma rodzina Castagner. Roberto Castagner założył firmę w 1996 roku i bardzo szybko stał się jednym z największych producentów (6 mln l rocznie, ok. 12% udziału w rynku grappy). – Być może dlatego, że nie miałem w rodzinie poprzedników związanych z wytwarzaniem grappy, podszedłem do jej produkcji w sposób innowacyjny. Nie wstydzę się tego, że produkujemy grappę na skalę przemysłową, że nie jesteśmy firmą rzemieślniczą, bo wiem, że nie mielibyśmy tak mocnej pozycji na rynku, gdyby nie przemawiała za nami jakość produktów – mówi Roberto Castagner.

13 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Valdobiaddene

_DSC6441

Valdobiaddene, stolica prosecco, miasteczko otoczone wzgórzami i winnicami (ponad 6500 ha upraw w regionie), na każdym wzgórzu kościół, w dole winiarnie, wśród nich m.in. Mionetto, producent najbardziej popularnego w Polsce wina musującego, ale też Altaneve, Masottina i innych – jest tu ponad 3000 winiarzy, którzy rocznie dostarczają na światowe rynki ok. 600 tys. hektolitrów wina. Szlak prosecco ciągnie się przez miasteczko, przez wzgórza, przez winnice. Jak na stolicę wina z bąbelkami miasteczko jest zaskakująco senne, przy rynku jest dobrze zaopatrzony sklep z winem, jest kilka restauracji, wine-bar, ale życie towarzyskie nie koncentruje się w mieście, lecz na otaczających je pagórkach, na winnicach, do których autokary każdego dnia przywożą setki turystów z całego świata. Większość winnic ma parcele, które pozwalają na posługiwanie się oznaczeniem DOCG Prosecco di Conegliano Valdobbiadene lub po prostu DOCG Valdobbiadene Prosecco. Nie wszystkie są winami musującymi, bo w Valdobbiadene z tych samych winogron glera robi się też wina spokojne, w dodatku także z nazwą Prosecco na butelce (z dopiskiem tranquillo). Tańsze butelki robione są w zbiornikach ciśnieniowych, czyli metodą Charmata, droższe metoda tradycyjną, z fermentacją w butelkach. Właściwie każdy liczący się producent stosuje tu obydwie metody. Ze względu na ciśnienie w butelce wina dzielone są na spumante (minimum 3 bary) i frizzante (1-2,5 bara i to jest zdecydowana większość produkcji), a także wspomniane spokojne wina tranquillo. Drugi podział charakteryzuje poziom cukru, od najbardziej wytrawnych brut, przez extra dry, dry i demi sec. Robione zawsze z białych winogron (lub prawie wyłącznie, bo apelacja dopuszcza niewielki udział winogron pinot noir), ale coraz częściej spotykamy różowe prosecco, które nie jest czystym winem, lecz zawiera dodatek soków owocowych.

12 maja 2018 o godz. 08:17

Kartka z podróży – Bassano del Grappa

_DSC6217

Otoczone górami Grappa miasto Bassano jest kolebką włoskiej grappy, tu działa m.in. najstarsza wciąż czynna destylarnia – Blo. Nardini z 1779 roku, jest tu piękne muzeum grappy zorganizowane przez Jacopo Poli, w promieniu kilku kilometrów są jeszcze dwie destylarnie – Poli i Capovilla. Nie od regionalnego trunku, lecz od gór pochodzi drugi człon nazwy miasta, dodany zresztą dopiero w 1928 roku. Krystalicznie czyste źródła spływające ze wzgórz, a także porastające je winnice, niewątpliwie przyczyniły się do tego, że to tu właśnie grappa jest alkoholem absolutnie wyjątkowym.

11 maja 2018 o godz. 08:21

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Poli

Poli-098

Firmę założył w 1898 roku Giobatta Poli, wciąż jest ona w rodzinnych rękach, zarządzana już przez czwarte pokolenie. Firma mieści się w wiosce Schiavon, tuż obok kolebki grappy – miasteczka Bassano del Grappa. Rodzina Poli żyje w tym regoionie od XIV wieku, kiedyś prowadzili tawernę w wiosce Gomarolo, potem przenieśli się do Schiavon, zajmowali się handlem winem i otworzyli mała destylarnię. Na początku XX wieku Giovanni Poli był pierwszym w okolicy właścicielem samochodu i telefonu. Obecnie destylarnia mieści się w tym samym miejscu, w którym powstała, z charakterystycznym kominem z czasów, kiedy alembiki były ogrzewane węglem. Firmą zarządzają Jacopo, Andrea i Barbara Poli. Destylarnia jest otwarta dla zwiedzających, działa też przy niej wspaniale urządzone muzeum grappy. Drugie muzeum grappy rodzina Poli ma w Bassano del Grappa – w XV-wiecznym pałacu (Poli Museo Della Grappa). W obu prezentowane są stare maszyny, książki, butelki, jest to część wielkiej kolekcji Jacopo Poli, który ma także wielką bibliotekę książek o alkoholach, a i sam jest autorem książki o grappie. Wizyty są bezpłatne, a Jacopo Poli często sam oprowadza swoich gości po zakładzie w Schiavon.

10 maja 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Capovilla

Capovilla-013

Vittorio Capovilla założył destylarnię w 1986 roku, na przedmieściach Bassano del Grappa. Wcześniej pracował w branży winiarskiej. Swój pierwszy alembik samodzielnie skonstruował w 1975 roku z części, które przewoził z Austrii. Pozwalał na destylację 300 l. Obecnie Capovilla robi 40-50 tys. butelek rocznie, mają też małą destylarnię Marie-Galante na Gwadelupie, gdzie robią rum typu agricole (m.in. marka Rhum Rhum). Mają też 4 ha własnych sadów, poza grappą i brandy w ofercie jest szeroki wybór wysokiej jakości destylatów owocowych, a nawet destylaty z piwa.

9 maja 2018 o godz. 08:48

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Nardini

SONY DSC

Stara destylarnia Nardini mieści się w samym centrum Bassano del Grappa, miasta, które uważane jest za stolicę grappy. Dziennikarze często – niezgodnie z prawdą – wskazują, że sama nazwa „grappa” wywodzi się od nazwy miasta. Tymczasem dodatek del Grappa miasto otrzymało… dopiero w 1928 roku. Grappa to nazwa wzgórz, które otaczają Bassano, ale to także nie od nich wziął nazwę włoski trunek, lecz od dawnego nazwania pozostałości po tłoczeniu winogron (graspo/graspe/graspa).

8 maja 2018 o godz. 08:00

Kartka z podróży – Wizyta w Bepi Tosolini

Bepi Tosolini-016

W miasteczku Povoletto mieści się Distillerie Camel, destylarnia należąca do rodziny Tosolini. Licząca sobie 75 lat firma znana jest w regionie Fruli z eksperymentów z destylacją całych winogron. Protoplasta rodu, Bepi Tosolini, już w latach 50. XX wieku zaczął eksperymentować z alkoholem, który tutaj nazywany jest most, w innych miejscach zaś acquavite di uva. Jest delikatniejszy i bardziej rześki niż grappa.

7 maja 2018 o godz. 08:31

Kartka z podróży – Wizyta w Nonino

20180426_123617

Niedaleko Udine, w miasteczku Percoto, swoją destylarnię ma rodzina Nonino. Ulokowana w wielkim parku, na tyłach należącego do rodziny pałacu, jest największą destylarnią grappy robionej metodą, którą Włosi nazywają „artigianale”, powstaje w specjalnych kotłowych alembikach zwanych caldaiete.

6 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Vinska cesta Goriška Brda

Buzinel (2)

U mnie w rodzinie to jest tak, opowiada pan Blažič i nalewa wina, białe i zimne, aromatyczne i rześkie, że dziadek urodził się w Cesarstwie Austro-Węgierskim, ojciec we Włoszech, ja w Jugosławii a moja córka na Słowenii. Znam już tą historię, słyszałem ją z innych ust, w innej wsi, ale w podobnych słowach relacjonowaną, to historia wszystkich ludzi, którzy tutaj wraz z winoroślą zapuścili korzenie w skalistej ziemi. Wino nazywa się Jakot, ale sąsiad mówi na nie inaczej, kiedyś nazywało się Tokay, ale Węgrzy zastrzegli dla siebie tą nazwę, pięćset metrów stąd, za granicą z Włochami, nazywa się Friulano, ale mieszkająca dwie chałupy powyżej pana Blažiča pani Bužinel mówi na nie cvetko. Pytam o to nazw pomieszanie, wszystko tu u nas pomieszane, odpowiada pan Blažič, takie miejsce, takie czasy, zawsze dziwne czasy. Prawdziwa nazwa szczepu to sauvignon vert, nikt jej jednak poza ampelografami nie używa, źle brzmi, o niczym nie mówi, zimne wino ma aromaty kwiatów, trawy, posmak ziemisty, mineralny, jakby winne grono chciało wessać trochę tych skał z ziemi i przekazać w owocu. Tu biegła granica, pokazuje mi pan Blažič. Wskazuje kamień niemal całkiem przykryty przesuszoną ziemią. Rozciera końcem buta, widać jakieś znaki na kamieniu. Idziemy dalej, odgrzebuje kolejny kamień. Po wojnie podzielili nas. Dom i winiarnia znalazły się w Jugosławii, winnice we Włoszech. Codziennie musiałem iść pięć kilometrów do przejścia granicznego i potem znów pięć żeby dostać się tu – staje dwa kroki ode mnie – bo to już było za granicą. Nadal jest za granicą, tyle, że nie ma już drutów i celników, kamienie graniczne przykryła ziemia, Unia Europejska skróciła panu Blažičowi drogę do jego winnic, nie musi pokazywać paszportu, kiedy przewozi grona z winnicy do winiarni, ale wciąż pije w domu wino z winorośli, która rośnie w innym kraju. Wina butelkuje z apelacją ZGP Brda, ale kiedy sprzedaje grona sąsiadom po włoskiej stronie, efekt ich fermentacji znajduje się w butelkach z apelacją DOC Collio. Podatki za wino pan Blažič płaci do skarbu państwa Słowenii, za obfitość winorośli do skarbu państwa Włoch. Popijamy zimne wino o mineralnym smaku i przekraczamy granice raz w jedną, raz w drugą stronę. Najbliższa chałupa poniżej pana Blažiča, przedsiębiorstwo Gradnik, ma słoweńską nazwę, ale jest już w stu procentach włoskie, tam Jakot to zawsze Friulano, choć pamięta czasy, kiedy po obu stronach dzisiejszych granic był Tokayem. Na bramie do osiemnastowiecznego, mocno zniszczonego domu, jest wielki szyld Gradnik. Choć pokryte czarną pleśnią i grzybem, mury przetrwały wszystkie zmiany, pamiętają czasy Leopolda II, kiedy wino płynęło na stoły habsburskiego dworu.

5 maja 2018 o godz. 08:40

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Kilc

_DSC5991

U podnóża Alp, przy miasteczku Bovec, które słynie z pobliskich wodospadów oraz raftingu wartkim strumieniem turkusowej rzeki Socza, ulokowana jest mała destylarnia Kilc. Właścicielem jest Medard Berginc, wszystko tu robione jest ręcznie według własnych receptur, na naturalnych składnikach.

4 maja 2018 o godz. 18:21

Kartka z podróży – Wizyta w Luxardo

SONY DSC

Niedaleko Padwy znajduje się niewielka, urokliwa otoczona wzgórzami euganejskimi miejscowość – Torreglia. Jest tu mały hotel, wybudowany jeszcze w XIX wieku, niepozorny kościół św. Marcina, enoteka, kilka restauracji, kilka zabytkowych willi… W tym cichym, prowincjonalnym miasteczku powstaje jeden z najsłynniejszych na świecie likierów – Maraschino Luxardo.

3 listopada 2017 o godz. 19:48

Nowe wydanie przewodnika po Albanii

albania light

W Wydawnictwie Pascal ukazało się nowe wydanie przewodnika po Albanii, którego jestem współautorem. Dwa poprzednie ukazały się: w 2013 roku w serii „Praktyczny Przewodnik” i w 2014 roku w serii „Przewodnik Ilustrowany”. Obecna edycja ukazała się w podręcznej, kieszonkowej, serii „Light”. Więcej informacji można znaleźć na stronie wydawnictwa Pascal: http://pascal.pl/albania-pascal-lajt,8,4814.html, ja tymczasem polecam zwiedzania Albanii, najbardziej niezwykłego zakątka Europy.

21 września 2017 o godz. 13:14

Kartka z podróży – Hustopeče

U Vrbu (1)

Hustopeče to kolejne na Morawach miasteczko pełne winnic, piwnic i winiarni. Ale nie tylko, gdyż sławne jest także z innego powodu. Są tu największe w Europie zbiory… migdałów. Robi się z nich słynny lokalny likier – mandlovice. Nie jest zbyt słodki (choć dosładzany), jest mocny, zwyczajowo ma 38%. Robiony na spirytusie zbożowym, rzadziej na domowym bimbrze z winogron czy śliwek.

20 września 2017 o godz. 00:12

Kartka z podróży – Mutěnice i ich winnice

_DSC1892

Wieś Mutěnice powstała w XIV wieku, założona przez Templariuszy, który w pobliskich Čejkovicach mieli swój zamek. Ten fragment Moraw znany jest z winnic, które w dużej mierze zakładali właśnie pobożni rycerze (czy też waleczni mnisi). Z czasem Mutěnice rozrosły się do rozmiarów miasteczka, mają swoja stacje kolejową, mają mała destylarnię, a przede wszystkim – aż 500 winiarskich piwnic. Każda z nich należy do prywatnego winiarza, który ma płachetko winnicy, ale potrafi z niego wycisnąć po kilka odmian winorośli na wina białe i czerwone, niektórzy też próbują sił z winami musującymi, choć ich jakość jest jak na razie amatorska. Poza winogronami hodują gruszki i morele, z których wypalają destylaty. Pnące się ku górze białe domki mają nie tylko piwnice, ale też miejsce na małą prasę. Cały proces winifikacji odbywa się zwykle w kamiennym wnętrzu, w skąpym oświetleniu i na ciasnej powierzchni. W mniej więcej co piątym domku winiarza oferowane są noclegi, infrastruktura turystyczna jest jednak słaba.

17 września 2017 o godz. 18:49

Kartka z podróży – winiarski skansen w Strážnice

Strážnice (16)

Na obrzeżach miasta Strážnice na Morawach znajduje się duży skansen architektury ludowej, przedstawiający życie morawskiej wsi w XIX wieku. Podzielony tematycznie na siedem części, przedstawia m.in. rzemiosło, rybołówstwo, handel, życie religijne i kulturalne wsi. Sektor E skansenu poświecony jest wyłącznie winiarstwu, które od wieków stanowi ważna część kultury agrarnej Moraw. Przeniesiono tu winiarnie i piwnice z gmin: Veletin, Vrbice, Prušánky i Blatnice. Na wzgórzu pielęgnowana jest mała winnica, a zaraz obok – uprawy chmielu, gdyż główny administracyjny i restauracyjny budynek na terenie skansenu, to dawny browar.

14 września 2017 o godz. 22:21

Kartka z podróży – Piwnice Templariuszy

_DSC1860

W miasteczku Čejkovice na Morawach zachowały się stare piwnice – Templářské sklepy – z XIII wieku. Około 1248 roku Templariusze wznieśli tu twierdzę, założyli winnice i zbudowali piwnice na składy win. Dzisiaj wciąż zachowanych jest ok. 650 m podziemnych korytarzy, a w starych beczkach przechowywanych jest tu ok. 350 tys. l win oraz wiele starych flasz, w tym z prywatnych kolekcji. Firma Templářské sklepy ma łącznie 100 ha winnic i rocznie produkuje ok. 6 mln l win spokojnych i musujących z odmian m.in.: tramin, moravian muskat, neuburg, pinot noir, frankovka, cabernet sauvignon czy modry portugal.

13 września 2017 o godz. 22:05

Kartka z podróży – winiarskie piwniczki w Petrov

_DSC1836

Kilka kilometrów za Strážnice, w wiosce Petrov, są słynne winiarskie piwnice. Zaczęto je budować w XV wieku, drążone w ziemi, wyłożone gliną. Jest tu idealna temperatura do przechowywania win. Ciągną się od drogi do niewielkiego pagórka. Większość w biało-błękitnych barwach, typowych dla Moraw, z ornamentami roślinnymi, ptasimi. Niestety, zwykle czynne są jedna lub dwie piwniczki, pozostałe są puste, a nawet jeżeli mają właściciela, to otwiera podwoje tylko na specjalne uroczystości. Szkoda, bo to unikatowe dziedzictwo kultury. Niby podobnych piwniczek na Morawach są tysiące, ale te – położone za miasteczkiem – mają szczególny urok, jakby to były domki wesołych Hobbitów. Tylko trzeba tchnąć w nie na nowo życie, w każdej powinny czekać na spragnionych wędrowców zimne morawskie wina.

13 września 2017 o godz. 11:18

Kartka z podróży – wizyta u Žufánka

_DSC1788

Destylarnia powstała w 2000 roku na przedmieściach miasteczka Boršice u Blatnice. To firma rodzinna, założycielami są Marcela i Josef Žufánek oraz ich synowie: Martin, Josef i Jan. Dziadek zaczynał destylować nielegalnie, najstarsze śliwowice w ich „archiwum” pochodzą jeszcze z lat 50. – Z bratem jesteśmy pierwszym pokoleniem, które destyluje legalnie – mówi Martin Žufánek. W Irmie zajmuje się ziołami, jego są receptury ginów, wermutu, a zwłaszcza wielokrotnie nagradzanych absyntów. Alkohole Žufánka obecne są w najlepszych barach i restauracjach w Czechach i na Słowacji.

12 września 2017 o godz. 20:41

Kartka z podróży – Muzeum ludowej destylacji w Vlčnov

_DSC1745

W wiosce Vlčnov, jakieś 15 minut drogi od Uherské Hradiště, jest świetne muzeum destylacji ludowej, czyli mówiąc wprost – bimbrownictwa. Muzeum powstało w 2010 roku, żeby pokazać tradycje regionalnego wyrobu śliwowicy i innych destylatów owocowych, z czego Morawy słyną od wieków. Tradycje destylacji owoców podobno sięgają tu przełomu XIII/XIV wieku, wiedza o destylacji przyszła przez Austrię z Włoch. W XVII stuleciu nadano przywilej propinacji i destylacji tylko dla czeskiej szlachty. W 1835 roku, w ramach CK Monarchii, Morawy uzyskały prawo do destylacji bez opodatkowania 56 l alkoholu owocowego o mocy 50% w tych gospodarstwach, gdzie były owocowe sady. Inne regiony nie miały takiego przywileju, w rezultacie liczby destylarni na Morawach w XIX wieku nie sposób zliczyć.