Materiały wg tagu "obserwacje"

27 marca 2009 o godz. 10:13

Badania a rzeczywistość

/wp-content/uploads/2009/03/konferencja-o-czytelnictwie-041

Instytut Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej przeprowadził ostatnio badania, z których wynika, że czytelnictwo w Polsce spadło w ciągu dwóch lat o 12 proc., a w ciągu czterech – o 20 proc. Dla mnie to wierutna bzdura, o czym wczoraj mówiłem podczas zwołanej ad hoc konferencji w Instytucie Książki. Debata trwała dwie godziny. Poniżej mój komentarz do tych badań; niby to statystyczne niuanse i być może mało interesujące, ale w końcu stan czytelnictwa obchodzi nas wszystkich, czyż nie?

26 marca 2009 o godz. 10:49

Na sportowo

Zima to pora roku, w której przybywa mi kilogramów, bo śniegu nie lubię, wiatru tym bardziej, a rower rdzewieje pod ścianą. Nie mniej śledziłem każdego roku skoki, w tym roku trochę mniej chętnie, bo raz, że zepsuty telewizor porasta kurzem, dwa – przykro było patrzeć na naszych. Z tym większym zdumieniem przeczytałem wyniki jakiejś ankiety na Interii, w której większość pytanych uważa, że to był dla polskich skoczków jeśli nawet nie znakomity sezon, to w najgorszym razie świetna zapowiedź przyszłych olimpijskich sukcesów. Myślę sobie, że ludzi popierdoliło i to zdrowo. Jasne, bardzo bym się cieszył z kolejnych sukcesów Małysza, cieszą drugie miejsca w Planicy, ale po pierwsze sukces drużynowy wywalczony był – nie oszukujmy się – psim swędem, bo nasze miejsce jest daleko od podium, po drugie sukcesy Małysza były delikatnie mówiąc nieco spóźnione. Gdyby tak skakał na początek, nie na koniec, to sam byłbym pełen entuzjazmu. A tak, to musztarda po obiedzie. Nie mniej cieszy mnie postawa Małysza, niech będzie naszym polskim Goldbergerem, niech skacze, dokąd ma siły w nogach. Przynajmniej dobrze to znosi psychicznie, czego nie można było powiedzieć, o gwiazadch niedawnych sezonów: Hannawaldzie, Jandzie czy Benkowiciu i wielu innych, którym lęki – jak sądzę - przeszkodziły w dalszej karierze.Kolejny zaniedbany przeze mnie temat sportowy, to sukcesy Lecha w pucharze UEFA. Dawno już nie meliśmy tyle radości z występów polskiego klubu w europejskich pucharach (mi ostatnim razem podobnych emocji dostarczał śp. Groclin w meczu z Manchester City). Występy Lecha w pucharach nie były pokazem wirtuozerii, ale była w tym konsekwencja i charakter. I tu akurat nie zgadzam się z komentarzami, że Udinese pokazało Lechowi, gdzie jego miejsce. Gdzie to miejsce jest, to wszyscy, nie wyłączając kibiców Lecha, doskonale wiedzą, nie mniej mecz z Udinese wcale nie musiał zakończyć się odpadnięciem Poznaniaków z turnieju. Wiadomo, że daleko nam od ligi angielskiej, hiszpańskiej, portugalskiej, włoskiej czy niemieckiej, ale cieszy, że czasami potrafimy utrzeć bogatym nosa. Ponieważ bliskie memu sercu są postawy rodem z opowieści o Robinhoodzie, to i z przyjemnością oglądam jak Dawid pokonuje Goliata.I na koniec sprawa najważniejsza – najbliższe nasze mecze w eliminacjach do Mistrzostw Świata. Nie ma wątpliwości – musimy zdobyć 6 punktów i je zdobędziemy, bo gramy z amatorami (choć Irlandia Płn radzi sobie nadspodziewanie dobrze). Moim zdaniem czarnym koniem w naszej grupie jest Słowacja i wcale się nie zdziwię, jeśli to oni wyjdą z pierwszego miejsca. To młody, dynamiczny futbol, w dodatku z kraju spragnionego sukcesów i dysponującego coraz lepszym sportowym (a i finansowym) zapleczem.A ja doczekać się nie mogę wiosny….

1 marca 2009 o godz. 19:03

Zaległości

Oj, straszne mam zaległości. Dotąd nie napisałem Wam jak było na Punk & Disorderly w Berlinie, a szczerze mówiąc to nawet nie miałem czasu zgrać zdjęć. Relację z Berlina podzielę na dwie, a może nawet trzy części i zabiorę się za to już niebawem… Na razie wróciłem wykończony z Tczewa, gdzie było świetne spotkanie autorskie i koncert, w ogóle nie wiedziałem, że Tczew to takie ładne miasto z XIX wiecznym mostem na Wiśle, niegdyś najdłuższym mostem kolejowym w Europie (zdjęcia ze spotkania w Tczewie dodam niebawem do galerii).W marcu postaram się ze wszystkim nadgonić, przede wszystkim odpowiem na Wasze zaległe listy, obiecuję też, że zacznę czytać te wszystkie teksty, które mi w ostatnich tygodniach wysyłaliście, a ja nie miałem kiedy się za to zabrać. Z dobrych wiadomości natomiast, ukończyłem nową książkę o szerokopasmowej kulturze, która wyjdzie w maju.

1 lutego 2009 o godz. 14:41

Kobiety w literaturze

Temat kobiet-twórczyń często powraca w rozmaitych dyskusjach, także w Waszych pytaniach do mnie. Faktycznie, jest z tym pewien problem – jak weźmiemy jakikolwiek wybór najwybitnieszych dzieł prozatorskich, to właściwie książek pisanych przez kobiety w nim nie ma, to samo dotyczy zazwyczaj wyborów dzieł filozoficznych. Przyczyn takiego stanu jest zapewne wiele, począwszy od wielowiekowej tradycji związanej z rolą kobiety-matki przez trudniejszy często start edukacyjny, po wielość codziennych obowiązków. Czy należałoby tu także dodać inną wrażliwość? To sprawa oczywiście sporna, choć bezspornie kobiety piszą zazwyczaj inaczej, koncentrując się bardziej w obszarze uczuciowości, mniej na sprawach społecznych, a te – przynajmniej do połowy XX wieku – były domeną tego, co zwykło się uważać za "wielką prozę". Moim zdaniem zresztą niesłusznie, bo aspekty polityczne szybko ulegają przedawnieniu, uczucia zaś są ponadczasowe.Niemniej, gdy myślę o moich ulubionych książkach, o tych, które pozostawiły trwały ślad, bardzo w nich mało miejsca zajmują kobiety. To znaczy bardzo wiele, jako temat literatury, ale jednak temat z punktu widzenia mężczyzny – od "Anny Kareniny", przez "Lolitę", "Wybór Zofii", "Miłość w czasach zarazy", itd, itp, wszystko to dzieła pisane przez mężczyzn. Wielkie dzieła.Dwie najważniejsze dla mnie piszące kobiety wcale nie poruszały się w świecie literatury. Były to Hannah Arendt i Karen Horney. Tej pierwszej szczególnie ważną dla mnie książką jest "Wola", ta książka, jeśli dostatecznie głęboko wnikniemy w jej sens, daje bardzo dużo nadziei i wiary w ludzkie możliwości. Wszak, jak pisze Arendt, wola zawsze nakierowana jest na przyszłość. Z kolei Horney, autorka "Neurotycznej osobowości naszych czasów" czy "Nowych dróg w psychoanalizie" potrafiła lepiej niż ktokolwiek zdiagnozować nasze współczesne lęki i wynikające z nich obronne postawy, które są źródłem tylu konfliktów i niepowodzeń. Lektura jej książek pozwala z większym spokojem patrzeć na świat, lepiej rozumieć innych.Do tego grona piszących kobiet zaliczyłbym jeszcze może Barbarę Tuchamn, za jej rozumienie powikłanych losów człowieka, jak i Hannę Krall – ale to wszystko wciąż nie jest literatura. A co w powieści? Lubię Jeanette Winterson, za jej delikatność w wyrażaniu emocji a jednocześnie śmiałość w manifestowaniu inności, bardzo lubię Annie Proulx, za to jak potrafi przedstawić samotność i odrzucenie, a także życie na prowincji. I lubię Marię Nurowską za jej szczerość w obnażaniu kobiecych słabości, książki Nurowskiej mężczyznom pozwalają lepiej rozumieć "drugą płeć". Podoba mi się też bezpretensjonalność języka Masłowskiej. Gdy jednak patrzę na regały z moimi ulubionymi książkami, myślę, że jednak tej kobiecej prozy na nich bardzo, bardzo mało…A z kobiet przedstawionych w literaturze najbardziej lubię bohaterkę "Wyboru Zofii" Styrona. Tak, wiem, to dość zaskakujący wybór. Podobają mi się jednak kobiety, które ani na chwilę nie pozwalają o sobie zapomnieć – nawet jeśli uczuciowy kontakt z nimi ocierać się ma o obłęd. Oczywiście, podobają mi się takie kobiety w literaturze W realu wolę zachować bezpieczny dystans i obserwować.

2 listopada 2008 o godz. 18:21

Jesień

/wp-content/uploads/2008/11/kornik

Niezwykle barwną mamy tego roku jesień, zroszone liście wszelkimi kolorami mienią się w promieniach słońca. Jakże ciepłych o tej porze roku! Żałuję, że nie umiem robić dobrych zdjęć, bo chciałbym sfotografować dzisiejszą wieczorną mgłę, w której rozmazują się światła latarni na mojej ulicy. Mgłę, z której niczym duchy wyłaniają sie postacie ludzkie… niczym duchy, w końcu są zaduszki Nie chodzę na cmentarze, choć bardzo lubię ten zapach płonących zniczy. Nie chodzę, choć mam do kogo, wolę sobie wyobrażać, że zmarłe bliskie mi osoby wyłaniają się z wieczornej mgły.

21 września 2008 o godz. 17:58

Świecą medale, umrzemy w chwale…

… tak jakoś chyba leciał kawałek Deutera. Mój śp. wujek był wybitnym sportowcem, a poza tym wojskowym. Miał w domu masę medali, jako dziecko lubiłem je oglądać, a on opowiadał mi za co, który dostał. Miał nawet jakiś medal olimpijski, a może kilka takich medali… Wiedzę o nich zabrał ze sobą na zawsze.Przypomniał mi sie wujek, kiedy wręczano mi odznakę Zasłużony dla Kultury Polskiej. Miło jest być docenionym, choć wcale nie jestem pewien czy sobie na to zasłużyłem, ale też powiedzmy szczerze – medal ląduje gdzieś w szufladzie i porasta kurzem. Dostałem w życiu kilka medali i tak po prawdzie, to nawet nie wiem gdzie je mam, bo w szufladach jest potworny bałagan, a i przy kolejnych przeprowadzkach zawsze coś się zawieruszy, a dyplomy, medale, puchary i statuetki gubią się zwykle szybciej niż np. ulubione płyty czy książki. Poza tym myślę, że pomijając może osiągnięcia sportowe, to medale dostaje się z jakichś bliżej niewyjaśnionych powodów, nie koniecznie dlatego, że człowiek naprawdę na nie zasłużył. A zwłaszcza w dziedzinie kultury, gdzie ocena wartości czyjegoś dzieła jest sprawą względną. A twórca nie pracuje dla medali, lecz po pierwsze z własnej potrzeby, bo musi wyrazić SIEBIE, po drugie – dla odbiorcy. I najwyższym wyróżnieniem jest ciepłe przyjęcie jego dzieła właśnie przez odbiorców, w przypadku książek – zainteresowanie czytelników. A medal.. cóż, fajna rzecz, może w wolnej chwili pojadę pokazać go babci, na pewno będzie znów dumna z wnuczka

8 czerwca 2008 o godz. 18:34

Moje ulubione płyty

Myślałem ostatnio nad moimi ulubionymi płytami, czyli tymi, do których wracam najczęściej. Chyba trzeba by je podzielić na polskie i zagraniczne i po długim namyśle topka wyglądałaby tak jak poniżej. Oczywiście, jak zacząłem się zastanawiać nad moimi ulubionymi płytami, to co chwila coś skreślałem, dopisywałem, ostatecznie wiele płyt, które często słucham wypadło z zestawienia, a są to: „Hlaskover rock” Analogs, „Klaus Mitffoch” Klaus Mitffoch, „Styropian” Pidżama Porno, „Love Kills” Brudne Dzieci Sida, „Zdarza się” Profanacja, a z zagranicznych: „The Day The Country Died” Subhumans, „Through The Looking Glass” Siouxsie and The Banshees, „Die For Government” Anti Flag, „Punk’s not Dead” Exploited, „City Babys Revenge” G.B.H., „Lust For Life” Iggy Pop, „Album” PIL, „Never Mind The Bollocks” Sex Pistols, „Black and White” Dirt, „The Curse of Zounds” Zounds, „Pure-Mania” Vibrators, „999” 999, „Vitaj!” Ine Kafe… I pewnie jeszcze o wielu zapomniałem…

14 lutego 2008 o godz. 11:19

Miłosne historie

Miłość i towarzyszące jej uczucia, to bodaj najważniejszy wątek w literaturze. Z okazji Walentynek, życząc Wam moje Drogie Czytelniczki wielu szczęśliwych chwil w ramionach namiętnych kochanków, postanowiłem dokonać krótkiego, subiektywnego, przeglądu moich ulubionych książek o miłości. Ze smutkiem stwierdzam, że w większości przypadków opowiadają one o miłości nieszczęśliwej. Być może jednak miłość spełniona jest zbyt banalna, by mogła stać się tematem dojrzałego dzieła literackiego, a nie tylko szmirowatym romansem?Na pierwszym miejscu mojej listy jest „Wybór Zofii” Williama Styrona, opowieść o miłości obciążonej przeszłością, miłości tragicznej, pełnej lęków, brutalności i upokorzeń, zakończonej śmiercią kochanków. Dalej „Lolita” Nabokova, czyli historia miłości naznaczonej piętnem dewiacji. Proszę jednak zwrócić uwagę, ileż w „Lolicie” jest ukrytego ciepła, i jawnej fascynacji dziewczęcym pięknem! Kolejna książka to „Miłość w czasach zarazy” Marqueza, pozycja klasyczna, powieść o wytrwałości w uczuciach, choć ta wytrwałość naznaczona jest przecież jakże licznymi „błahostkami”, czyli dziennikiem erotycznych podbojów starzejącego się w miłości Florentino Arizy. Następna wielka, moim zdaniem powieść o miłości, to „Homo Faber” Maxa Frischa, jakże smutna historia o tym, jak można odnaleźć się po latach, by za chwilę siebie na zawsze stracić. To opowieść o miłości, która umiera, obok „Wyboru Zofii” najsmutniejsza książka jaką czytałem. Niewesoła jest też historia „Baltazara i Blimundy” z wielkiej powieści portugalskiego noblisty Jose Saramago. To także opowieść o rozłące, ale też o niespełnionych marzeniach, i o wierności uczuciom, nawet w sytuacjach które zagrażają życiu. Historia miłości wyidealizowanej. Dalej umieściłbym jedną z nowszych powieści, moim zdaniem najlepszą książkę w dorobku Philipa Rotha – „Konające zwierzę” – pełną namiętności opowieść o graniczącej z obłędem miłości starzejącego się profesora do jego studentki. Tu warto może powiedzieć, że wielkie literackie miłości zwykle graniczą z obłędem, wielka miłość jest bowiem uczuciem bliskim utracie zmysłów. I może dobrze, że w realnym życiu z reguły nasze zakochania bardziej przypominają romanse rodem z Harlequina, a nie z wymienionych dzieł. Z książek dla mnie ważnych, traktujących o uczuciach, dorzuciłbym jeszcze „Pogardę” Alberto Moravii, powieść ukazującą bardzo częsty w literaturze temat kobiecej niewierności, czy wręcz brutalnego odtrącenia ukochanego. Moravia doskonale połączył jednak oddalanie się kochanków wraz z narastającymi obsesjami bohatera. Z drugiej strony mamy kobiece rozterki, wyczekiwanie, wreszcie obłęd, we wspaniałej „Niecierpliwości serca” Stefana Zweiga. Mistrzem opisów erotycznych uniesień jest dla mnie współczesny prozaik hiszpański Antonio Munoz Molina (szczególnie polecam „Nieobecność Blanki”), choć lubię też łagodny seks malowany przez Jeanette Winterson, a jakby na drugim biegunie wspomnianego Rotha czy Henry’ego Millera. Kończąc na nazwisku tego ostatniego pisarza, do którego często powracam wieczorami, chciałbym zwrócić uwagę jak wiele ciepłych uczuć znaleźć można w jego słynnej trylogii „Różoukrzyżowanie”. Ciepła skrytego za ocierającą się o pornografię gwałtownością.

31 grudnia 2007 o godz. 15:16

Nowy Rok

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. To wspaniale że byliście ze mną przez cały 2007 rok. Dziękuję wam za wszystkie listy i uwagi. Do zobaczenia na koncertach i spotkaniach autorskich już w 2008 roku. Trzymajcie się ciepło.

3 września 2007 o godz. 17:37

Poranek żula

Wstałem dziś jakoś wcześnie rano, wcześnie jak na mnie, bo o ósmej rano. I poszedłem obserwować żuli rozpoczynających dzień pod moją klatką schodową. Usiadło dwóch, w trudnym do określenia wieku, bo codzienne picie z jednej strony ruinuje, z drugiej – konserwuje, więc można mieć lat 30 i wyglądać na 50 lub lat 50 i wyglądać na 50 Z reklamówki z napisem Lidl wyjęli butelkę po coca-coli, w trzech czwartych wypełnioną wodą z kranu oraz ćwiartkę starogardzkiej wódki. Trzęsą się ręce, ale wódka po mału wlewa się do większej butelki po coli. Potem kilka wstrząsów i już koktajl poranny gotowy. Z wyraźnym obrzydzeniem przełknęli pierwsze tego dnia procenty rozcieńczone w wodzie. Potem jeden wyjął dwa duże niedopałki. Zaciągali się z dużo większą przyjemnością niż pili. Obserwowałem ich dokąd nie poszli. Przez blisko pół godziny nie odezwali się ani razu do siebie. Pociągnęli jeszcze po łyku, jeden parsknął, podnieśli się i ruszyli szukać nowych niedopałków. A dzieci ruszyły do szkoły w białych koszulach, bo właśnie dochodziła godzina 9. Pierwszy dzień roku szkolnego. Ile z nich podzieli los moich porannych obiektów obserwacji?

3 czerwca 2007 o godz. 13:05

Mój szczęśliwy koń

Wczoraj Polska wygrała z Azerbejdżanem 3:1 i jesteśmy bliżej Mistrzostw Europy. A ja wygrałem na wyścigach… Jako ofiara lansu pt. „Polski Charles B.”, wybrałem się po długiej przerwie na Służewiec. Po aferze związanej z dokonaniami spółki „Służewiec Tory Wyścigów Konnych”, zakłady znów przyjmuje Totalizator. Wpadłem na kilka minut przed rozpoczęciem czwartej gonitwy, w której w roli faworytów stawiane były Zakus i Essential. Ja postawiłem na klacz Demeter, która wygrywała już w tym sezonie na służewieckim torze. Ledwie dobiegłem od kas do balkonu widokowego, a konie wystartowały. Moja Demeter od początku była na czele i utrzymała się przez cały dystans 2200 metrów. W kasie odebrałem nagrodę – siedmiokrotność postawionej stawki… Chyba zacznę częściej wpadać na Służewiec:) Gdy pogoda dopisuje atmosfera jest piknikowa – piwo, kiełbaski i sportowe emocje. W tym sezonie wstęp na wyścigi jest bezpłatny, początek – godz. 14.00, ostatnia gonitwa zaczyna się o 17.30, no może z drobnym opóźnieniem.

18 kwietnia 2007 o godz. 20:39

Koniec Elby

Z warszawskiej mapy znika kolejny skłot. Zaraz wkroczą buldożery i wyburzą dawną salę koncertową, potem pomieszczenia mieszkalne… Wcześniej ten sam los spotkał Fabrykę, jeszcze wcześniej Czarną Żabę… a jeszcze w tym roku zburzony ma być klub Aurora, jedno z ostatnich w Warszawie miejsc, gdzie systematycznie odbywają się punkowe koncerty. Pewnie imprezy przeniosą się do No Mercy albo do Punktu, być może do CDQ, ale przecież atmosfery jaka była na Elbie żaden klub nie zastąpi (nie mówiąc o cenach piwa czy kosztach biletów za wjazd). Może by tak spróbować dogadać się z władzami miasta i stworzyć w Warszawie jedno miejsce, takie jak poznański Rozbrat? Albo zebrać fundusze i wykupić kawałek gruntu…

25 marca 2007 o godz. 14:54

Kolory

Wiosna. Kobiety coraz piękniejsze. Zrzucają grube swetry, kurtki, szaliki i czapki. Wkładają sukienki i kuszą kobiecością. Zwiększa się liczba stłuczek na ulicach – kierowcy zamiast przed siebie gapią się na niewidziane od miesięcy piękne kobiece uda, kolana, łydki… Wiosna to niebezpieczna pora roku. Jest jakaś nowa moda na rajstopy w jaskrawych kolorach. Mój wzrok przyciągają te wszystkie pomarańcze i czerwienie. Nigdy nie lubiłem mocnych kolorów, więc z tym większym zdumieniem stwierdzam, że ten pomarańcz przykuwa mój wzrok. Właściwie to zawsze najbardziej lubiłem biel i czerń, ewentualnie kolory pastelowe lub mocno wyblakłe. I nie wiem czy to wiosna tak na mnie działa, czy gusta mi się zmieniają…? I nie wiem nawet czy rozstrzygnę to jednoznacznie, bo przecież zaraz kobiety zrzucą rajstopy by opalać nagie uda i świat przestanie się mienić kolorami.

23 marca 2007 o godz. 20:30

Dziewczyna z pociągu

Nie jest tajemnicą, że mam podły zwyczaj notowania za czyimiś plecami. Ostatnio jechałem pociągiem z Warszawy do Krakowa i do mojego przedziału wsiadła cudowna dziewczyna. Nie odzywała sie prawie, siedziała ze spuszczoną głową, czytając „Zderzenie cywilizacji” Samuela Huntingtona (nawet gdyby nie była piękna, zwróciłaby moją uwagę niezwykłym doborem lektury). Po pewnym czasie przysnęła. Siedziałem na przeciwko i zacząłem notować. Jak chcecie to poczytajcie – może wam też moja bezimienna współpasażerka się spodoba

escort bayan trabzon escort bayan yalova escort bayan edirne escort bayan manisa bursa görükle escort