Materiały wg tagu "obserwacje"

16 września 2012 o godz. 14:59

Ale jaja! Czesi nie piją!

/wp-content/uploads/2012/09/fernet

Czytam, że Czesi wprowadzili prohibicję bo się potruli alkoholem! No proszę, też się wczoraj zatrułem, a tydzień temu zatrułem się straszliwie, głowa bolała, wątroba spuchła. I pewnie miliony innych rodaków zatruło się wczoraj, przedwczoraj i zatruwa się każdego dnia. Ale żeby to komuś przeszkadzało? No to lekka przesada.

28 sierpnia 2012 o godz. 18:59

Bomba w metrze

/wp-content/uploads/2012/08/budowa-stadionu-narodowego-Desktop-Resolution

Ewakuowano dziś 3000 ludzi, sparaliżowano centrum Warszawy, które i tak jest poorane dziurami, objazdami, szlabanami jak po nalocie dywanowym, bo w drążonych tunelach metra znaleziono 1,5 tony zardzewiałego żelastwa sprzed blisko 70 lat. To się nazywa „niewybuch”. Jak niewybuch(ł) w 1944 roku, to dlaczego miałby wybuchać teraz, kiedy do reszty zardzewiał? Mieszkanie w Warszawie staje się nieznośnie uciążliwe. Szybciej usprawniono komunikację w zbombardowanym przez NATO Belgradzie niż w Warszawie w związku z budową drugiej linii metra. Most Śląsko-Dąbrowski miał być dla samochodów zamknięty do 2012 roku, tymczasem otworzyli go wczoraj jak się okazało, że wycieki wody sparaliżowały ruch na całym Solcu i Wisłostradzie. I podobno wszystko tam zrobione?! Ale trzymaliby zamknięte do 2014 roku, a może i do 2015, bo wiadomo, ze wszystko musi się opóźnić, zwłaszcza że już po Euro. Po niewczasie odkryto, że Wisła jest bystrą rzeką i że nie tak łatwo się pod nią podkopać. Teraz mówi się, że może Wisłostrada będzie zamknięta przez rok… może dwa, jak Bóg da, może w ogóle zasypią drążony pod Wisłą tunel i puszczą metro Mostem Średnicowym albo jakimś innym… Jest szansa, że nie doczekamy tego do końca świata, zwłaszcza jak wybuchnie jakiś niewybuch. Chyba przekroczono już w Warszawie wszelkie granice zdrowego rozsądku. Jedyny plus to tanie rowery dostępne od kilkunastu tygodni w wielu punktach miasta, szkoda tylko, że ścieżki rowerowe także wyglądają jak po bombardowaniu, i to bynajmniej nie z powodu metra, a dlatego, że jest ogólny burdel i nikt chyba nie koordynuje prac budowlanych.

14 sierpnia 2012 o godz. 11:22

Najbogatsi pisarze

/wp-content/uploads/2012/08/James_Patterson

Amerykański dwutygodnik „Forbes” opublikował listę pisarzy, którzy zarobili najwięcej w ciągu ostatniego roku. Ta lista publikowana jest od wielu lat, kiedyś pierwsze miejsce stale okupował Stephen King z rocznym dochodem mniej więcej zrównoważonym, plus/minus 50 mln dolców. W XXI King tracił jednak pierwsze miejsce na rzecz Joanne K. Rowling, autorki „Harry’ego Pottera”, a potem Stephenie Meyer, autorki „Zmierzchu”. Czytelnicze mody się zmieniają, a King zdaje się być nieśmiertelny, wprawdzie ostatnimi czasy zarabia rocznie nie 50 a 40 mln USD, ale pewnie wielkiej różnicy mu to nie robi. W najnowszym rankingu zajmuje drugie miejsce, ale zwraca uwagę, że pani Rowling jest dopiero na miejscu jedenastym, a Meyer na trzynastym. Suzanne Collins, dzięki ekranizacji pierwszej części jej trylogii „Kosogłos” wyprzedziła obydwie królowe list bestsellerów pierwszej dekady XXI wieku. Niezwykle popularni ostatnimi czasy w Polsce George RR Martin i Rick Riordan są w pierwszej piętnastce. Poza tym na liście jest wielu pisarzy, którzy od lat zarabiają rocznie po 20-30 mln dolarów, stali bywalcy list bestsellerów na całym świecie: John Grisham, Nora Roberts, Danielle Steel, Dean Koontz i Ken Follett.Autor thrillerów James Patterson otwiera listę najlepiej zarabiających pisarzy po raz trzeci z rzędu – tym razem z rezultatem 94 milionów dolarów na koncie. Wynik rankingu nie jest zaskakujący – w ostatnim roku pod nazwiskiem Pattersona ukazało się aż 14 książek. Kingowi wystarczyła jedna książka, „Dallas ‘63”, na której zarobił 39 mln USD. Pierwszą trójkę zamyka Janet Evanovich, autorka powieści kryminalno-sensacyjnych, znana głównie z serii o łowczyni nagród Stephanie Plum. Lista pokazuje, że na literaturze można zarobić naprawdę ogromne pieniądze, idące w setki milionów dolarów. Warunek do tego niezbędny – pisać w języku angielskim. Na liście nie ma ani jednego pisarza z innego kręgu językowego.

10 lipca 2012 o godz. 19:51

Żegnaj Grono

/wp-content/uploads/2012/07/0d-grono_net_ma_nowego_wlasciciela

Nie pamiętam już jak dawno temu zaglądałem na Grono.net, pierwszy portal społecznościowy, na którym przez kilka lat świetnie się z przyjaciółmi bawiłem w naszych zamkniętych Gronach. nawet przez jakiś czas moderowałem takie Grono i byłem Gromowładnym. Ale to stare czasy, gdy zielony kiść towarzyszył mi co dzień. Teraz spróbujcie wejść na adres www.grono.net, niestety – Grona niet. Zamknęli je 1 lipca, nawet bym nie zauważył, przeczytałem właśnie w gazecie. Gronowi znajomi od dawna są na Fejsie, ale powiedzmy sobie szczerze – Grono ze swoją początkowo elitarną formułą (tylko zaproszenia, zamknięte kręgi znajomych) dużo lepiej chroniło naszą prywatność, świetnie sprawdzało się jako forma komunikacji, ale i archiwum rozmów prowadzonych w grupie dobrych znajomych. Potem Grono zaczęło coraz bardziej przypominać Facebooka… i straciło swój sznyt elitarności. Stało się po prostu gorszą wersją Fecebooka. Kto będzie następny? Nasza-Klasa. Też tam nie zaglądam od dawna. Nikt z moich bliskich znajomych tam nie zagląda. Nikt nie umawia się już na klasowe imprezy, na wspominki sprzed lat. Nasza-Klasa jest siermiężna, brzydka wizualnie i podobnie jak Facebook nie chroni prywatności.Czytam, że Facebook ma teraz 13,7 mln użytkowników z Polski i 70,1% udziału w naszym rynku mediów społecznościowych. Nasza-Klasa ma 10 mln i 53,5%. Niektórzy są tu i tu, ale co z tego? Ja miałem profil na Gronie, a nie zaglądałem tam X czasu. Mam profil na Naszej-Klasie, zaglądam tam może raz na kwartał. Na Fejsie jestem codziennie. Sama liczba martwych dusz nic nie znaczy, liczy się żywa komunikacja. A ta jest na Fejsie, choć chyba nikt z nas Facebooka nie lubi. Tyle, że ten nie ma konkurencji, Google+ na razie nie potrafi zbudować społeczności, nie mają pomysłu jak stworzyć atrakcyjną formułę alternatywną dla produktu Zuckerberga. Ale wymyślą, tego jestem pewien. Przyjdzie dzień, że i zamknięcia Facebooka nikt nie zauważy. Bo Google bierze wszystko.

21 marca 2012 o godz. 19:06

To miasto da się lubić, można tu telefon zgubić :)

Stonkiewicz, z wykształcenia profesor, z zawodu prezydent, z pasji urzędnik państwowy oddelegowany do pracy w samorządzie,z ambicjami na więcej, płci nijakiej, urody niepewnej, popijał trzecią poranną kawę, zastanawiając się co tu robić żeby się nie narobić, kiedy usłyszał wiadomość podaną przez TV Przetrwam, ulubioną stację Stonkiewicza. W mieście działa skłot. Nielegalnie zamieszkują go podejrzane osoby. Punki i podpalacze, brudasy i partacze. Prezydentowi bardzo to się nie spodobało. Druga wiadomość była jednak uspokajająca, Stonkiewicz z zadowoleniem pociągnął kolejny łyk kawy. Dziś miejskie służby policyjne, wspierane przez prywatne brygady antyterrorystyczne, przeprowadziły wielką akcję sprzątania, brudasów ze skłotu wymieciono, brudy też. Prezydent Stonkiewicz lubi tę przyjemną świadomość, że sprawuje nad swoim miastem kontrolę, że jego miejskie policyjne służby działają niezawodnie, że prywatne brygady wspierają legalną władzę, w zamian za to, że władza wspiera prywatne biznesy. Prezydent podniósł słuchawkę telefonu i wybrał numer dyżurnego miejskiego policmajstra. – Brudasów przewieźcie do schroniska dla bezdomnych i przymusowo umyjcie, ostrzyżcie i odwszawcie, teren uprzątnąć i przekazać pod inwestycje, miastu potrzeba w tym miejscu nowej stacji benzynowej, bo do najbliższej – stwierdził patrząc na Google Maps – jest aż 150 metrów, daleko. – Ale prezydencie Stonkewicz – zaoponował oficer – Te tereny są własnością Finów. – Finów w naszym mieście? – oburzył się Stonkiewicz. To i tu dotarli obcy? Nie damy! Wobec tego podsycić atmosferę buntu, zorganizować protest, że Finom skłotu nie oddamy, przegonić ich z miasta i wtedy przejąć nieużytek – wydawał rozkazy podekscytowany prezydent. – Tak jest odpowiedział oficer, wiedząc, że prezydent swoje, a miasto swoje. Tymczasem prezydent Stonkiewicz przygotował oświadczenie dla mediów: „Takie miejsca są bardzo niebezpieczne. Był już pożar na skłocie w sąsiednim mieście. Ludzie zostali ranni. Lokatorzy tam piją, palą papierosy i od tego robi się pożar. Muszą ingerować służby porządkowe. U nas jest wystarczająca liczba dla bezdomnych miejsc w noclegowniach”. Stonkiewicz zamaszyście podpisał się, zlecił rozesłanie pisma do mediów i zadowolony ruszył na swój tradycyjny o tej godzinie obiad w ulubionej restauracji McDonald’s.

5 marca 2012 o godz. 19:31

Geopolityka emocji

/wp-content/uploads/2012/03/geopolityka-emocji_111614

Diagnoza trudnej sytuacji w jakiej znalazł się świat w pierwszej dekadzie XXI wieku, w której wciąż obecny jest strach przed terroryzmem, a jednocześnie najważniejsze globalne konflikty nie znajdują rozwiązania, i to pomimo dużo bardziej zachowawczej polityki międzynarodowej Stanów Zjednoczonych po objęciu urzędu prezydenta przez Baracka Obamę. Francuski politolog źródeł konfliktów szuka m.in. w upokorzeniu, negacji jaką niesie globalizacja na zachodnią modłę, zwraca uwagę na rolę emocji w polityce. To, czego najpilniej nam potrzeba, to wzajemne zrozumienie, a także zaufanie. „Nadzieja to zaufanie” – pisze Dominique Moisi. I dalej: „Nadzieja jest wiarą w siebie, upokorzenie jest zaś niemocą, emocją wypływającą przede wszystkim z poczucia utraty kontroli nad własnym życiem. (…) Upokorzenie sięga zenitu, gdy masz poczucie, że Inny wtargnął w prywatność twojego życia i całkowicie cię uzależnił”. Niestety, niemała część świata pozostaje dziś w takim upokarzającym przeświadczeniu. Moisi bawi się w futurologię, swoiste political fiction, rysując na końcu książki kilka możliwych scenariuszy świata w 2025 roku. Jest to niewątpliwie apetyczny fragment książki, odważny, biorąc pod uwagę jak łatwo czas weryfikuje wszelkie prognozy. Moisi ostrożnie przedstawia jednak różne możliwości, nie wskazując na żadną z nich jako mniej lub bardziej prawdopodobną. Tytuły scenariuszy mówią same za siebie: „Gdy zwycięży strach” (zdecydowanie czarna wersja) i „Gdy zwycięży nadzieja” (czyli szansa dla świata). Nadzieja, według Francuza, to rezygnacja z hegemonii naszej wersji cywilizacji i uznanie inności – w szczególności Islamu – za równorzędnego partnera. Droga do tego zdaje się być wciąż daleka.

29 grudnia 2011 o godz. 12:22

Pierwsi czytelnicy

/wp-content/uploads/2011/12/mini-muxo

Moi pierwsi czytelnicy to analfabeci. Od ponad miesiąca pracuję nad nową powieścią, jej tytuł to "Bandyci Rodriguez". Każdy rozdział czytam na głos moim pierwszym czytelnikom, a oni mruczą z aprobatą. Lubią jak im czytam, do śniadania, do obiadu, do kolacji, do poduszki. Słuchają w skupieniu i strzygą uszami.

24 listopada 2011 o godz. 18:52

Wolfgang Tillmans Zachęta Ermutigung

/wp-content/uploads/2011/11/Wolfgang-Tillmans-Zacheta

W warszawskiej galerii Zachęta rozpoczęła się właśnie wystawa (w czwartki wstęp za darmo) prac znanego niemieckiego fotografika Wolfganga Tillmansa, który eksperymentuje głównie z materią światłoczułą, dowodząc, że tradycyjne formy nie ustępują możliwościom jakie daje dziś obróbka cyfrowa. Jednocześnie jednak chętnie korzysta z formy druku cyfrowego zdjęć, tu bowiem dużą rolę odgrywa sama faktura podłoża, farby, tuszu. Są też zdjęcia niemal reporterskie, zdjęcia ocierające się o seksualność ("Nagi" czy "Całus"), ale i kolaże. Są tu całkowite abstrakcje, jak fotografie kropli pigmentu, które rozpuszczają się w wodzie z cyklu "Freischwimmer" czy fotografie powyginane niczym płaskorzeźby. Wystawa pokazuje spektrum zainteresowań niemieckiego fotografa, ale też irytuje widza nieporządkiem, chaosem panującym w wystawowych salach, nie rozumiem koncepcji kolejności i wyboru zdjęć (nie podpisanych, korzystać trzeba z marnej jakości ulotek z planem wystawy).Po obejrzeniu wystawy w Zachęcie Wolfgang Tillmans jawi nam się jako wysokiej klasy specjalista w dziedzinie techniki fotografii. Zdolny rzemieślnik. Ale czy artysta? Ta wystawa skłania do refleksji nad granicą między sztuką a warsztatem artysty. Zwłaszcza prace wideo Tillmansa rejestrujące gotujący się groszek, śpiącego psa, śpiącego mężczyznę – gdzie w tym niepowtarzalność, gdzie wyjątkowość dzieła? Ale podobnie jest z eksperymentami na kliszach. Wymagają one cierpliwości, precyzji, znajomości techniki, problem jednak w tym, że podobne efekty uzyska dziś amator z oprogramowaniem Photoshop. Czy to znaczy, że rzeczywiście technika sprawia, że każdy może być artystą? Nie sądzę, choć nad śpiącym psem zawiesić kamerę to na pewno nie sztuka. Jasne, Tillmans nie korzysta z cyfrowej obróbki, poznał alchemię fotografii i trzeba to docenić, ale czy się zachwycić? Sztuka według mnie powinna nosić znamiona niepowtarzalności, rzemiosło jest tu wtórne, powinna też wyrażać samego artystę, tymczasem na podstawie zdjęć z Zachęty o Tillmansie dowiadujemy się niewiele, możemy domyślać się homoseksualnych skłonności i wrażliwości na inność, co jednak poza techniką interesuje go w sztuce? Tego zdjęcia nie mówią, bo raz go interesują detale, innym razem światła, a kiedy indziej perspektywa, ale może kuratorzy wystawy chcieli pokazać zbyt wiele, przez co mimo wszystko pokazali niewiele.

16 listopada 2011 o godz. 11:13

Kobiety Helmuta Newtona

/wp-content/uploads/2011/11/Helmut+Newton+SUMO

Dwa piętra berlińskiego Muzeum Fotografii dedykowane są zmarłemu tragicznie w 2004 roku (zginął w wypadku samochodowym w Los Angeles) Helmutowi Newtonowi, najwybitniejszemu berlińskiemu fotografowi, jednemu z najwybitniejszych fotografów XX wieku, którego prace znane są z pierwszych stron najbardziej poczytnych ilustrowanych magazynów a także z licznych – często bardzo drogich – albumów, w których specjalizuje się wydawnictwo Taschen.Fotograf obsesyjnie zafascynowany kobiecością, przedstawiający różne oblicza seksualności – uwodzenie, ekshibicjonizm, pożądanie, przemoc, perwersję, wyuzdanie, nieśmiałość, trudno jednak nie odnieść wrażenia, że brakuje miłości – zarówno pomiędzy mężczyzną i kobietą, jak i macierzyńskiej, przez co ten obraz kobiety jest mimo wszystko okrojony. Nie mniej fascynujący. Czasem jest to klasyczne piękno w pozach przypominających rzymskie posągi, częściej jednak sado-masochistyczne. Bogate zbiory przedstawiają zdjęcia robione polaroidem. Filmy pokazują Newtona przy pracy – skrupulatnego i niezbyt sympatycznego. Jego plan zdjęciowy często bardziej przypominał pracę nad scenami filmowymi niż zacisze atelier. Był tyleż fotografem, co reżyserem, nie tylko uwieczniał, ale kreował sceny, zamrażał wymyślone wcześniej fabuły. Właśnie plan, scenografia, rekwizyty często decydowały o sile wyrazu fotografii, choć trzy wielkie portrety nagich kobiet na klatce schodowej muzeum pozbawione jakichkolwiek dodatków również robią wrażenie. Dla Newtona swego rodzaju rekwizytem były jednak włosy łonowe, na czarno-białych fotografiach stanowiące często jedyny element kontrastowy (czasami także włosy pod pachami modelek). Jest w tych zdjęciach bardzo dużo erotyzmu, nawet wówczas gdy są zupełnie statyczne. Newton fotografował też wiele gwiazd – filmu, mody, muzyki, ale te zdjęcia nie są tak ciekawe, nie ma w nich perwersji tak wyraźnej w pracach z udziałem modelek.

8 listopada 2011 o godz. 19:39

11.11.11

Żałuję, że 11 listopada nie będzie mnie w Warszawie, jadę w tym czasie do Berlina i opuszczę wydarzenie, któremu "Rzeczpospolita" poświęca pierwszą stronę tytułując artykuł "Antifa chce zamieszek". Dalej "Rzeczpospolita", która dawno nie jest już gazetą, z którą mógłbym się choć trochę identyfikować, zamieszcza debilny komentarz Piotra Goćka "Czy Polska jest państwem prawa", w którym – podobnie jak w tekście na pierwszej stronie – autor sugeruje, że Antifa przygotowuje zamieszki – barykady, butelki z benzyną i kamienie.Poszełbym na manifestację Antify choć nie jestem anarchistą. Poszedłbym przede wszystkim przeciwko głupocie. Takie artykuły, jak wspomniany z "Rzeczpospolitej" świadomie dzielą, jątrzą, szukają sprawców zanim doszło do wydarzeń. Zachowują się jak inkwizytorzy, zaślepieni nienawiścią do wszystkiego, co im obce. Mi obce są hasła 11 listopada – Bóg, honor, ojczyzna, Legiony i cały ten patridiotyzm. Obce, ale nie nienawistne, bo chcę żyć w kraju, w którym ludzie mają prawo do rozmaitych poglądów, zarówno antyrządowych, jak i ultrakatolickich. Nie irytuje mnie Radio Maryja, nie słucham go, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby komukolwiek tego zabraniać. Chcę żyć w kraju pełnym barw, a nie biało-czerwonym czy czarno-czerwonym. Nie pójdę na paradę gejów, bo mam ciekawsze zajęcia, ale nie przeszkadza mi ona (o ile nie blokuje na wiele godzin miasta). Nie jest mi ideowo blisko do protestujących nauczycieli, bo uważam, że zamiast narzekać powinni cieszyć się, że mają cztery miesiące wakacji, ale to moje zdanie, a ich zdanie jest odmienne i cholera mają do tego prawo. Tak jak anarchiści mają prawo do stylistyki rodem z Jasieńskiego, Paryż od tego nie spłonie, Warszawa też nie.

5 listopada 2011 o godz. 12:51

Żywioły Turnera

/wp-content/uploads/2011/11/240px-Joseph_Turner

W Muzeum Narodowym w Krakowie trwa właśnie duża wystawa prac Williama Turnera – angielskiego romantycznego pejzażysty, twórcy który skupił się na studiowaniu żywiołów. Wprawdzie brak w Krakowie wielu wybitnych płócien Turnera, jednak wystawa doskonale pokazuje siłę ekspresji tego malarstwa, a podział prezentowanych w osobnych salach prac pozwala śledzić jakich środków używał by przedstawić: ziemię, powietrze, wodę i ogień. Widzimy jednocześnie jak silnie te żywioły się przenikają, czy to pod postacią tęczy, czy zachodu słońca i wschodu księżyca nad wodą, czy w górskich strumieniach, czy w obrazach przedstawiających wybuch wulkanu. Na początku XIX wieku nauka zaczynała wyodrębniać z żywiołów ich naturę – pierwiastki, reakcje chemiczne i fizyczne. Turner żył w latach 1775-1851 i odkrycia te wywierały wielki wpływ na jego wyobraźnię. Jednocześnie jednak pejzaże te są na wskroś romantyczne, wciągają widza nastrojem, tajemniczością, często dramatyzmem sceny (np. poruszające obrazy: "Zatoka Neapolitańska (Gniew Wezuwiusza)" czy "Łodzie rybackie sprowadzają uszkodzony okręt do portu Ruysdael"). Równie interesujące są delikatne akwarele Turnera, jak i bardzo ekspresyjne, często pokryte grubą warstwą farb oleje. Jednym z najmocniej przemawiających obrazów pokazywanych w Krakowie jest olejne płótno "Bohater setki bitew", przedstawiające odlewany w ogniu wielki żeliwny pomnik Wellingtona.Ekspozycja trwa do 8 stycznia 2012, będąc w Krakowie warto ją zobaczyć, zwłaszcza że obrazy Turnera rzadko podróżują, to jego pierwsza (a być może ostatnia) wystawa w Polsce.

21 października 2011 o godz. 12:49

Drobne radości

/wp-content/uploads/2011/10/Glengoyne-11y-single-cask

Glengoyne Single Cask, jedenastoletni szkocki malt z limitowanej edycji – tylko 301 butelek. Radość życia mężczyzny po czterdziestce Mocny, 56,3%, bardzo ciemny, niezwykle aromatyczny. Wydestylowany 17 czerwca 1997 roku, butelkowany w 2008, jedenaście lat przeleżał w dębowej beczce po cherry. Te beczki są dziesięciokrotnie droższe niż beczki po bourbonie, firma Glengoyne sprowadza je z Hiszpanii. W smaku bogactwo. Zielone orzechy włoskie, ale też śliwki, pieczone jabłka, skóra. Trochę słodyczy i trochę goryczy, jak życie. Mam dziś kaca, ale nie jest mi z tego powodu smutno

13 października 2011 o godz. 23:17

40 lat minęło…

/wp-content/uploads/2011/10/armaniac-1971

Przekroczyłem dziś smugę cienia. 40 lat to poważny wiek, chyba jestem już starszym panem…40 przywitałem z moim znajomym taksówkarzem, z lekka się sponiewierałem, ale przy wybornym trunku – Armagniac, rocznik 1971, jest tak stary jak ja… i równie dobry Stare potrafi być piękne!

22 września 2011 o godz. 14:55

Obama znów rozczarował

/wp-content/uploads/2011/09/dead-sea

Liczący na głosy społeczności żydowskiej w USA prezydent Obama właśnie wycofał się z mediacyjnych obietnic w sprawie palestyńsko-izraelskiej, praktycznie uniemożliwiając uznanie przez społeczność międzynarodową Palestyny. Komentarze Palestyńczyków są ostre, czyż można się jednak temu dziwić? Jak podają agencje: członek Komitetu Centralnego Fatah (partia Abbasa) powiedział w palestyńskiej telewizji, że po przemówieniu Obamy w ONZ "czas przestać rozróżniać między Izraelem a Stanami Zjednoczonymi, ponieważ popełniają one tę samą zbrodnię. Amerykanie wymordowali Indian, dlaczego nie mieliby być zdolni do rzezi tutaj?". Niezależnie od tego, ile w tych słowach prawdy, martwi mnie, że USA znów prowokują do niepokoju na Bliskim Wschodzie.

15 czerwca 2011 o godz. 19:03

Chorwacja za dwa lata w Unii

/wp-content/uploads/2011/06/flaga-hrv

1 lipca 2013 roku Chorwacja ma być przyjęta do Unii Europejskiej. Będzie 28. członkiem Unii i drugim krajem z byłej Jugosławii (po Słowenii).Chorwacja to stosunkowo bogaty, atrakcyjny turystycznie kraj, z dobrą infrastrukturą drogową, z wysokim dochodem na mieszkańca. Mają 4,4 mln ludności i ponad 1000 wysp (odsyłam jako ciekawostkę do listy wysp Chorwackich).Mam nadzieję, że termin zostanie dotrzymany (w 2008 roku mówiło się, że Chorwacja będzie w Unii w 2010 roku) i że szybko zostaną także przyjęte Serbia i Czarnogóra (szkoda, że nie przyjmą tych krajów razem). Wreszcie będzie można legalnie przewozić do Polski rakiję!Wśród ostatnich przeszkód umożliwiających Chorwacji przystąpienie do Unii politycy wymieniają walkę z korupcją czy prywatyzację stoczni… Moim zdaniem podstawowy problem polityczny w tym regionie to Bośnia, która de facto jest podzielona pomiędzy muzułmańskich Bośniaków, prawosławnych Serbów i katolickich Chorwatów, gdzie Bośniacy są jak w imadle – bez poczucia bezpieczeństwa, bez ugruntowanej państwowości (de facto na terenie Bośni są dwa państwa – Republika Serbska oraz Federacja Bośni i Hercegowiny). Dobrze by było gdyby Europa wymogła wreszcie na Chorwacji i Serbii faktyczne zagwarantowanie niezależności Bośniakom. No i drugi problem, o którym jakoś ostatnio cicho – to wyludnione miasteczka i wsie, w których straszą domy-widma porzucone na początku lat 90. XX wieku przez ich dawnych serbskich właścicieli. Ludzie ci już do swoich domów pewnie nigdy nie wrócą – część z nich nie żyje, inni zaczęli nowe życie, ich mienie popadło w ruinę, ale wielu też nie wróci dlatego, że się boją – chuligańskich wybryków chorwackich nacjonalistów, a tych nie brak wśród młodzieży, ostracyzmu ze strony dawnych sąsiadów. To bolesny problem dla obydwu stron, wciąż tętniąca nienawiść, którą zauważa się natychmiast podczas pobytu na Bałkanach. A filarem wspólnej Europy ma być brak granic, a więc swoboda wyznań, poglądów, obyczajów, uznanie praw mniejszości we własnym kraju oraz poszanowanie sąsiadów – ich historii i tradycji. Jestem za tym by kraje byłej Jugosławii były częścią wspólnoty, ale myślę, że minie jeszcze 50 lub więcej lat, zanim zniknie tam wrogość wobec najbliższego sąsiada.Przyjmując Chorwację, Serbię, Czarnogórę, a może też Bośnię do Unii zdecydowanie mówmy o tym, że w Europie nie ma miejsca dla nienawiści.

8 czerwca 2011 o godz. 11:26

Anioły są wśród nas

/wp-content/uploads/2011/06/254839_10150205553437710_812937709_6897399_4421709_n

Nawracam się każdego dnia…

2 maja 2011 o godz. 12:56

Kolosalny sukces?

Amerykanie cieszą się, że zabili Bin Ladena. Czytam: "Zlikwidowanie Bin Ladena – podkreślają komentatorzy – to kolosalny sukces amerykańskiego wywiadu i sił zbrojnych. W USA porównuje się to wydarzenie do zwycięstwa w II wojnie światowej. Po ataku 9/11 terrorysta był najbardziej znienawidzonym człowiekiem od czasów Hitlera".Smutna sprawa – dziewięć lat tropili jednego faceta angażując w to miliardy dolarów, poświęcając życie masy ludzi, prowokując zamachy terrorystyczne na całym świecie. Największa potega militarna świata ogłasza kolosalny sukces i jeszcze mają tupet porównywać to do zwycięstwa w WW2. Wolałbym żeby ogłosili kolosalny sukces w walce z emisją CO2 przez amerykański przemysł i motoryzację.Oby się nie okazało, że zabili jakiegoś sobowtóra albo kukłę czy nadmuchaną lalkę, wszak CIA niejednokrotnie donosiła, że Bin Laden nie żyje…

29 kwietnia 2011 o godz. 11:03

Kulturalny złodziej

Dla poprawy nastrojów bibliofili i na pohybel badaniom, że jakoby Polacy nie czytają, przedrukowują kilka zdań, które dziś dostałem w wycinkach – z "Gazety Lubuskiej":ZBĄSZYŃ To zaskakujące zdarzenie! Złodziej wybił szybę wystawową w księgarni Leszka Maruszewskiego i zwiał z dziesięcioma książkami. Zdziwiona rodzajem kradzieży policja szukała tych pozycji w krzakach.(…)Okazuje się, iż dziura w szybie została prawdopodobnie wybita butelką po piwie, gdyż do wnętrza wpadło i już tam zostało stłuczone denko butelki.(…)- Dla nas, jak pracujemy w tej księgarni, to jest pierwsze takie wydarzenie – wskazują panie. Mówią, iż generalnie ludzie w mieście raczej nie interesują się książkami, do ich sklepu wpada ledwie kilka, kilkanaście osób dziennie. Choć widać, iż na półkach jest duży wybór różnorakich, także ambitniejszych pozycji. (…)Policja jakoby w ogóle nie chciała dać wiary, że trafił się w kieście kulturalny złodziej, przeszukiwała krzaki, że może potrzebował papieru za potrzebą, ale nic – nie ma złodzieja i nie ma książek. – Badamy to zdarzenie, ale sprawca wciąż pozostaje nieznany i nieuchwytny, gdyż nikt z sąsiadów nic nie widział – podaje Robert Bielaszewski, komendant zbąszyńskiej policji. Jego zdaniem sprawa prawdopodobnie zostanie umorzona – podaje "Gazeta Lubuska". Umorzona bo wszak trudno mówić o szkodliwości społecznej, gdy naród złakniony jest książki!

22 kwietnia 2011 o godz. 18:23

Wielkanoc

Z okazji świąt Wielkiej Nocy, najlepiej przed wyjściem z domu ze święconką, posłuchajcie sobie Ramzesa. Miłej zabawy w wolne dni! Niech znowu będą jaja

1 kwietnia 2011 o godz. 22:45

Wędkowe wieczory

/wp-content/uploads/2011/04/3203

Infantylnieję na starość. Spędzam piątkowe wieczory bawiąc się kocią wędką. Najbardziej lubię Tunka.www.kolekcjawhiskas.pl