Materiały wg tagu "obserwacje"

26 marca 2017 o godz. 03:25

Akurat Amur

z amurem2

Czasami poznajesz kogoś na chwilę. Czasami na dwie chwile. Niektórzy poznają się na całe życie, nie wiem czy długie, czy krótkie, nie badam losu szczęśliwców. Ja poznałem Amurka na kilka dni. Bardzo się polubiliśmy. Dobrze się wzajemnie lubić. Minęło kilka dni, miną miesiące, może lata, będę wspominał ciepło Amura. Dżentelmen, pieszczoch i przemiły mruk. Mam swoje koty, ale w podróży czasami je zdradzam. Amurek mnie uwiódł. Chwilo żyj, żegnaj, żyj ponownie. Mru kocury.

9 listopada 2016 o godz. 12:20

Żyjemy w niebezpiecznych czasach

trump_with_family_february_1_2016

Amerykanie wybrali nieobliczalnego populistę i nacjonalistę, miliardera Donalda Trumpa. Jego przeciwniczka, Hilary Clinton, była tak bezpłciowa i nieprzekonywująca, że elektorat wybierał między rollercoasterem, a tysięcznym odcinkiem nudnej telenoweli. Wybrali rollercoaster. Nie dobrze dla świata. Jeszcze gorzej dla Ameryki. Niby sami sobie zgotowali ten los, ale problemy wewnętrzne USA to, niestety, problemy całego świata. Żyjemy w niebezpiecznych czasach, na najważniejszych tronach zasiadają szaleńcy, a hordy barbarzyńców tylko czekają by rozsadzić stary świat. Europa jednak też nie jest bez winy, przyjdzie nam zapłacić cenę za to, że przez dwie dekady zamiataliśmy problemy pod dywan. Dobre już było, nadciąga zima.

26 lipca 2016 o godz. 20:16

Kartka z podróży (10) Smaki i zapachy Gruzji

chacha 7AM

Długo zwlekałem z tą kartką, bo ciągle jestem w ruchu. Dzisiaj tu, jutro tam, jak śpiewał Leonard Cohen w przekładzie Macieja Zembatego. Od mojego powrotu minął już tydzień, ale wciąż powracam do niej myślami. Dzisiaj kolega Mariusz Kapczyński przysłał mi zdjęcie, na którym stoję ze szklanką mocnej i aromatycznej chachy, jest godzina siódma rano, parking, jesteśmy 117 km przed Tbilisi. Ta chacha dodała mi energii, a smak skórek winogron jeszcze długo utrzymywał się w ustach. To był pierwszy smak i aromat Gruzji.

12 stycznia 2016 o godz. 08:21

Garść refleksji z wizyty w Szwecji

Systembolaget1

Szwecja ma zaledwie 9 mln mieszkańców. Należy do najbogatszych krajów świata i najwyżej rozwiniętych. Pomimo liberalnych reform i kryzysu w latach 90. wciąż pozostaje państwem opiekuńczym. Podatki sięgają nawet 55% dochodów w przypadku osób najlepiej zarabiających. Ale bezrobotny otrzymuje 80% dochodów, a system wynagrodzeń za dni wolne od pracy jest wręcz monstrualny, biorąc pod uwagę ile obydwoje rodzice mogą uzyskać wolnych dni na wychowywanie swoich dzieci. Jak pisze Steven Saxobnerg w eseju „Model szwedzki ma się dobrze”: „Prawo do opieki zdrowotnej mam nie dlatego, że jestem bogaty i mam pieniądze, ale dlatego, że jestem chory. Mam prawo do opieki zdrowotnej, przyzwoitego mieszkania, odpowiedniego dochodu itd. – tak jak mam prawo do głosowania w wyborach ze względu na to jedynie, że jestem obywatelem”. Jest w tym solidaryzmie społecznym coś pierwotnie wspólnotowego, znacznie starszego niż socjalizm czy socjaldemokracja, dlatego bardzo trudno odmówić takiemu myśleniu racjonalności. Oczywiście płaci się tego cenę. Nie tylko taką, że zdrowy musi pracować na chorego, to jest zrozumiałe, ale także pracowity na leniwego, a tego żadna społeczność nie aprobuje. Nie mniej w Szwecji klocki zdają się być nieźle poukładane, przynajmniej w zakresie finansów i redystrybucji środków. Idealnych rozwiązań społecznych jak wiadomo nie ma, Szwecja jednak (podobnie jak Norwegia) dość nieźle radzi sobie ze snem o dobrobycie. Idea Folkhemmet, opiekuńczego Domu Ludu, zakłada: ubezpieczenie od bezrobocia, gwarancję minimalnej emerytury, zasiłki macierzyńskie, profilaktykę zdrowotną i wiele innych świadczeń państwa na rzecz obywatela.

12 kwietnia 2015 o godz. 22:02

W Leo Expressie

11149365_10152924736113152_2582670066770805494_n

Leo Express, czeski super komfortowy pociąg, 160 km/h, drinki i stewardesy na pokładzie i 1/4 ceny naszego Pendolino. I jeszcze cofola do oporu! Znów zazdroszczę bratom Czechom.

28 września 2014 o godz. 12:55

Maratończycy do lasu

maraton-zablokuje-stolice_20754175

Kto wymyślił bieganie po ulicach miasta? Kiedyś biegało się po lesie. Dziadek biegał z partyzantami po lesie w czasie wojny i w dobrej formie jest do dziś!

24 czerwca 2014 o godz. 11:48

Polityk z Twittera

Radoslaw_Sikorski_meets_Secretary_Hillary_Clinton

Światowe media, krajowe też, ekscytują się wypowiedzią ministra spraw zagranicznych o robieniu Amerykanom laski. Radek Sikorski, polityk z Twittera, który słynie z tego, że szybciej stuka w klawisze niż myśli, to dla mnie przykład upadku obyczajów i politycznego chamstwa niezależnie od tego, co mówi prywatnie. Nie trzeba go podsłuchiwać, żeby mieć wyrobione wyobrażenie. Prezydent Komorowski dobrze to wczoraj podsumował, mówiąc: „Coś się zmieniło. Zmieniło się na gorsze. Jest to zmiana pokoleniowa. Nie wyobrażam sobie tego typu rozmów z udziałem Krzysztofa Skubiszewskiego, Krzysztofa Kozłowskiego, Bronisława Geremka czy Leszka Balcerowicza i innych ministrów z tamtego okresu przełomu”. Klasa tamtych polityków polegała nie tylko na ich wiedzy, ale też na tym, że potrafili się nie spieszyć. Zanim zajęli stanowisko, przespali się z nim, potem przedyskutowali z doradcami, wreszcie zlecili fachowcom sformułowanie na piśmie. Sikorski tymczasem stuka na Twitterze co mu ślina na język przyniesie, tak jakby ranga jego wypowiedzi miała zależeć od tego, jak szybko zareaguje. Zachowuje się jak dziennikarz depeszowy, nie jak minister i dlatego na ministra kompletnie się nie nadaje. Sikorski uosabia całkowity upadek kultury sprawowania polityki. Twitter powstał dla nastolatków, nie dla polityków. Trudno nie odnieść wrażenia, że Sikorski wciąż chętnie ganiałby w krótkich majteczkach, wymachując do kolegów plastikową strzelbą. A znakiem czasu jest, że po stoczonej bitwie na kapiszony dziś dzieciaki nie idą najpierw pod prysznic, lecz pędzą do kompa zrzucić fotki z koma na Fejsa. Prysznic, najlepiej zimny, w przypadku Sikorskiego byłby wskazany. Kilku innych polityków (nie tylko polskich) i publicystów też to dotyczy. Traktujcie swoją pracę poważnie, jeśli oczekujecie poważnego traktowania. A Twittera zostawcie dzieciakom. Powaga urzędu nie koniecznie musi być trendy.

19 czerwca 2014 o godz. 11:55

Czas na sprzątanie

Wczorajsze wydarzenia w tygodniku „Wprost”, kiedy policja, prokuratorzy i agenci ABW bezskutecznie próbowali wynieść z redakcji materiały dziennikarskie, do reszty skompromitowała odpowiedzialne za bezpieczeństwo służby. Wdzieranie się do redakcji prasowej nikomu nie daje poczucia, że żyje w bezpiecznym państwie, przeciwnie, budzi nie tylko niesmak i złe skojarzenia z czasami minionymi, ale też wprowadza chaos i polityczną destabilizację. Komuś, kto wysyłał funkcjonariuszy do „Wprost” zabrakło nie tylko wyobraźni, ale i zdrowego rozsądku. Dalsze działania funkcjonariuszy obnażyły ich nieudolność, wręcz bezradność. Wygrała demokracja, ale za jaką cenę? Przecież ta kompromitacja kompromituje Polskę, bo relacje z wydarzeń natychmiast obiegły cały świat. Mają politycy szczęście, że trwa Mundial i ludzie bardziej pasjonują się piłką nożną niż polityką. Nowy rząd, bo nie ma wątpliwości, że rząd musi teraz złożyć dymisję, powinien zacząć od gruntownej reformy prokuratury, policji i ABW. Minister sprawiedliwości, szefowie odpowiedzialnych urzędów, w tym prokurator generalny, nie powinni ani dnia dłużej sprawować swoich stanowisk, bo wykazali się absolutną niekompetencją, przedkładając polityczny interes nad rację stanu. Nie pierwsza to kompromitacja ABW i prokuratury, przyda się tu zatem wietrzenie od góry do dołu.

17 czerwca 2014 o godz. 11:52

Nowy minister kultury

Prezydent Bronisław Komorowski powołał Małgorzatę Omilanowską na ministra kultury i dziedzictwa narodowego, która zastąpiła wybranego do Europarlamentu ministra Bogdana Zdrojewskiego. Małgorzata Omilanowska, dotąd wiceminister kultury, wielokrotnie pracując w różnych instytucjach kultury, pokazała, że ma niezależne poglądy i potrafi walczyć – nie tylko o swobodę twórczej ekspresji, ale też o pieniądze na jej finansowanie. W tym sensie jest nie tylko osobą od lat blisko związaną ze sztuką, ale także z mecenatem kultury. Wydaje się, że trudno było o lepszy wybór.

17 maja 2014 o godz. 00:57

Warto mieć w podróży paszport

passports [Desktop Resolution]

Jeżdżąc po Kentucky posługiwałem się trzema paszportami, nie licząc tego wydanego przez władze RP z wizą USA. Różne paszporty na różne okazje – to jest to!

1 maja 2014 o godz. 13:40

Pierwszy maj w USA

fot. Socialists in Union Square, N.Y.C. [large crowd] Photo, 1 May 1912 - Bain Coll, Wikimedia
800px-Socialists_in_Union_Square

Pierwszy maj, reżimowi pokłon daj. Nie koniecznie tu, gdzie teraz siedzę, w Louisville. W USA święto pracy obchodzą na początku września (Labor Day), nie pamiętni, że zostało ustanowione dla uczczenia strajków chicagowskich robotników, krwawo stłumionego w 1886 roku. Dziś cały dzień będą trwały w mieście uliczne parady, ale nie okazji 1 maja, ale na okoliczność zbliżającego się Kentucky Derby – wyścigów konnych, które ściągnęły do miasta tłumy.

13 kwietnia 2014 o godz. 17:54

Oto Ameryka

USA-Flag-Map_med_062009

Czytam raport z amerykańskich badań o społecznej roli bibliotek w USA. „80 proc. Amerykanów uważa korzystanie z biblioteki za ważny akt społeczny”. Strona dalej: „31 proc. Amerykanów przyznaje się do niemal całkowitej niewiedzy na temat tego, czym biblioteki się zajmują”. No comment.

24 lutego 2014 o godz. 19:22

Alchemik

Jacques-Louis Peree Lalchemiste

Pracuję właśnie nad powieścią, której akcja dzieje się u schyłku XV wieku, koniec średniowiecza, początek renesansu, dokładnie 1490 rok. Zdarzenia mają miejsce w Brabancji, Flandrii i Hrabstwie Holandii, część bohaterów to postacie autentyczne, przede wszystkim Hieronim Bosch, główny bohater tej historii o gotycko-sensacyjnej fabule. Wśród czołowych postaci jest też kilku alchemików, prawdziwych (jak np. Hieronymus Brunschwig) i fikcyjnych (ważne dla książki postaci – Archibald Wenneker i Francis Orly).

30 stycznia 2014 o godz. 10:44

Muzeum Farmacji w Warszawie

SONY DSC

Po wizycie w zachwycającym Muzeum Farmacji w Krakowie postanowiłem wybrać się do bliźniaczej niejako placówki w Warszawie, doskonale położonej na Starym Mieście przy ulicy Piwnej. Witryna tej małej placówki zachęca do wejścia, jest na niej instalacja przedstawiająca wypełnione jaskrawymi płynami retorty, przywodząca na myśl pracownie alchemików. Ponieważ pracuję aktualnie nad powieścią, której akcja rozgrywa się pod koniec XV wieku, w Niderlandach, i wielu bohaterów para się alchemią, więc tym chętniej otworzyłem ciężkie drzwi wiodące do trzech niewielkich sal. Cóż, niestety po wizycie w muzeum krakowskim trudno nie czuć rozczarowania. Jedną salkę zajmuje ekspozycja czasowa („Apteczki i leki japońskich wędrownych aptekarzy” – jak ktoś lubi orient, to go zainteresuje, mnie akurat zupełnie nie), dwie – wystawy poświęcone głównie aptekarstwu. Zbiory są ubogie, stare flaszki i pigułki, wrażenie robią meble apteczne w pierwszej sali, ale też trudno je porównywać z tym, co zgromadzono w Krakowie. W czwartki wstęp wolny, przy okazji spaceru po Starówce zajrzeć można, acz nie trzeba.

21 stycznia 2014 o godz. 11:08

Sprywatyzować TVP

logo-TVP

„Nie pomoże już nawet abonament. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji alarmuje, że już w przyszłym roku nie wystarczy pieniędzy na funkcjonowanie mediów publicznych. Załamaniu systemu ich finansowania towarzyszy spadek przychodów z reklam” – pisze Piotr Dziubak w dzisiejszym numerze „Dziennika. Gazeta Prawna”.

19 grudnia 2013 o godz. 14:03

Milionowy gadżet

/wp-content/uploads/2013/12/pascal-kontra-okrasa

Największy nakład od lat, książka która z końcem roku trafia pod strzechy, do miliona klientów sieci Lidl, czyli zbiór 104 przepisów kulinarnych „Pascal kontra Okrasa”, to atrakcyjny edytorsko gadżet, ładnie wydrukowany, w twardej oprawie, elegancko złożony, z dobrymi zdjęciami. Gadżet, ale czy książka? Ktoś, kto zadecydował w Lidlu o tej publikacji z książkami raczej ma niewiele wspólnego. Ta publikacja nie zawiera prócz samej treści i nazwisk autorów przepisów żadnych informacji, nic na temat wydawcy, nie ma numeru ISBN, nie ma redaktora, autora fotografii, twórcy koncepcji graficznej etc. Oczywiście, nie musi nic mieć, to nie przestępstwo, ale jednak świadczy o zupełnym braku kultury edytorskiej. W milionowym nakładzie trafia do czytelników książka, która z tradycją edytorską nie ma nic wspólnego. Będzie na milionach półek, ale raczej nie trafi do Biblioteki Narodowej. Być może jej wydawca nawet nie wie, że taka instytucja istnieje. Książkę można dostać wydając w Lidlu sześć razy po 50 zł. Inwestycja w promocję sieci jest ogromna, koszt wydania to zapewne ok. 10 mln zł, a przecież oprócz książki Lidl w znacznie większych nakładach co tydzień drukuje przepisy obydwu kucharzy w formie broszur reklamowych i pewnie za rok opublikuje drugi tom. Na Allegro książkę można kupić za 30 zł, choć w pierwszym tygodniu promocji jej cena dochodziła nawet do 70 zł. Prawdziwym wydawcom książek kucharskich, takim które mają swoich redaktorów, korektorów i numery ISBN, Lidl zapewne nieco popsuł świąteczny nastrój. Nadpodaż przepisów kulinarnych sięgnęła granic zdrowego rozsądku. Pewnie po nowym roku na Allegro „Pascal kontra Okrasa” będzie do dostania za kilkanaście złotych. Dla jednych to będzie tylko gadżet, dla innych doskonały prezent i być może pierwsza książka na domowej (kuchennej) półce.

12 grudnia 2013 o godz. 19:50

Muzeum bez Woli

/wp-content/uploads/2013/12/Muzeum-Woli-1

Wybrałem się dziś do Muzeum Woli. Dlaczego akurat tam? Bo wyczytałem, że jest tu stała wystawa poświęcona Woli, w tym jej przemysłowi, czyli m.in. zakładom Haberbusch i Schiele – działającemu w Warszawie od połowy XIX wieku browarowi i destylarni. Browar dotrwał do XXI wieku, był to Browar Warszawski, jednak w 2004 roku dawna fabryka została rozebrana, a nowy właściciel przeniósł produkcję piwa do Warki. W muzeum na Woli zgromadzono sporo pamiątek z przełomu XIX i XX wieku, dokumentujących historię zakładów Haberbusch i Schiele. Cóż, okazało się, że zmienił się dyrektor muzeum i nie ma już w ogóle wystawy poświęconej Woli! Ostały się po niej jedynie dwie żeliwne figury sfinksów – znak firmowy Haberbusch i Schiele. Zamiast tego są wystawy czasowe, na dole nawet ciekawa poświęcona tangu, na górze jakieś współczesne instalacje i portrety członków rodziny Piotra Fergussona-Teppera, najbogatszego warszawskiego bankiera drugiej połowy XVIII wieku. Co to za Muzeum Woli gdzie nie ma Woli? Żarty.Muzeum mieści się w małym neorenesansowym pałacyku z końca XIX wieku – tzw. Pałacyk Bormana, który w dość dobrym stanie przetrwał II wojnę światową. Wewnątrz zwraca uwagę przede wszystkim ładna klatka schodowa. Nie rekompensuje jednak braku tego, co zobaczyć chciałem. Szkoda. Trzeba będzie czekać na wystawę czasową, pewnie nie prędko. 

4 grudnia 2013 o godz. 11:29

Jewthenija Tymoszenko przyszłością Ukrainy

/wp-content/uploads/2013/12/EPP_Congress_Marseille_Yevhenia_Carr

Nie znam się na polityce. Ilekroć na kogoś głosowałem, okazywał się durniem i musiałem się wstydzić. Bardziej bym się interesował polityką gdybyśmy mieli u siebie taką Jewtheniję Tymoszenko. Niestety, u nas do polityki pchają się brzydule. Nie znam się na polityce, ale córce pani Tymoszenko oddałbym wszystkie głosy i nie tylko głosy. Ta młoda dama zostanie w przyszłości prezydentem Ukrainy. Zobaczycie!

19 września 2013 o godz. 17:44

Ekologia nieczytania

/wp-content/uploads/2013/09/Piszczyk-i-noty-degustacyjne-4-Desktop-Resolution

Do moich ulubionych argumentów jakimi lenie i analfabeci się posługują, gdy odpowiadają na pytanie, dlaczego w ich domu nie ma książek należy odpowiedź: „bo to nie ekologiczne, przez książki wyrąbywane są lasy” (inny wspaniały argument to: „książki to roztocza, dziecko się uczuli”). Otóż czytam właśnie opracowanie dotyczące papieru wykorzystywanego do produkcji książek. I tam znajduje taką oto statystyczna informację: „Powierzchnia lasów w Europie od 1950 roku zwiększyła się o 30 proc. i obecnie przybywa 607 tys. ha rocznie”. To jak to jest z tą „ekologią nieczytania”?

10 września 2013 o godz. 20:43

Nobel dla Murakamiego? Jestem za! Ale pamiętajcie o Kunderze

/wp-content/uploads/2013/09/Murakami_Haruki_2009

W czwartek dowiemy się, kto w tym roku dostanie literacką nagrodę Nobla. Media obstawiają, że będzie to Japończyk Haruki Murakami. Moim zdaniem byłby to bardzo dobry wybór. Niezwykła wyobraźnia, znajomość ludzkiej duszy, czy też może podświadomości, bogactwo stylistyczne, na koncie kilka naprawdę wielkich powieści (moje ulubione to: „Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland”, „Kronika ptaka nakręcacza”, „Norwegian Wood”, „Na południe od granicy, na zachód od słońca” oraz trzytomowe „1Q84”). Doskonale łączy świat nierzeczywisty, z marzeń sennych, z opowieściami o namiętnościach i mrokach ludzkiej duszy. A poza tym w każdej z jego książek w tle jest masa muzyki. Byłaby to druga z rzędu literacka nagroda Nobla dla Azjaty. Jako kandydatkę do Nobla wymienia się też Joyce Carol Oates, moim zdaniem jednak trochę na wyrost, choć to bardzo dobra proza, osobiście jednak gdybym miał nagradzać kobietę, to Jeanette Winterson lub Annie Proulx. Warto przypomnieć, że wciąż bez Nobla są: Milan Kundera, Thomas Pynchon, Salman Rushdie, Philip Roth. Nie wiem czy sztokholmskiemu komitetowi starczyłoby odwagi (i jaj) żeby nagrodzić jednego z dwóch ostatnich. Co do Kundery, to ma 84 lata i chyba nie ma na co czekać! Zmarły w ubiegłym roku Carlos Fuentes nie doczekał.