Materiały wg tagu "literatura"

1 listopada 2014 o godz. 12:44

Sześć lat później

szesc-lat-pozniej-b-iext24420499

Najlepsza powieść w dorobku Cobena, cały czas trzymająca czytelnika w napięciu. Właściwie eksploatuje znane z poprzednich książek wątki, osadzona jest w typowej dla Cobena uniwersyteckiej scenerii, nawet bohaterowie są typowo „cobenowscy”, za to tempo akcji zdecydowanie w stylu Alistaira MacLeana. „Sześć lat później” to powieść bardziej sensacyjna, niż kryminalna, właściwie gotowy materiał na film akcji, narracja nie zwalnia, nie ma retardacji, mimo sporej objętości autor nie daje swojemu bohaterowi odpocząć. Profesor akademicki, Jake Fisher, próbuje odnaleźć ukochaną kobietę, która – jak sądził – sześć lat wcześniej porzuciła go dla innego i wyszła za mąż. Z nekrologu dowiaduje się, że ten mąż nie żyje, a potem odkrywa coraz dziwniejsze zdarzenia, mimowolnie stając się uczestnikiem mafijnych porachunków. Jedyny minus tej książki, to kiczowate do bólu zakończenie dobre dla Harlequina.

23 października 2014 o godz. 23:09

Alfred Jarry w Teatrze Starym

Krol_Ubu

Na scenie kameralnej Teatru Starego od 16 października wystawiany jest „Ubu król”. Ta satyra na Polaków pamiętana jest chyba tylko u nas. Alfred Jarry napisał tę groteskę jako młodzieniec w 1888 roku. Nie ma co się oszukiwać, nie tylko nie jest to rzecz literacko atrakcyjna, ale też zupełnie nie wytrzymała próby czasu. Tylko pozornie groteska jest nieśmiertelna, czasy się zmieniają, pewien typ ekspresji artystycznej odszedł do lamusa, dobrym przykładem jest tu kabaret, który jako gatunek też nie wytrzymał próby czasu. Ludzie wciąż się z tego śmieją, ale na zupełnie innym intelektualnym poziomie. Jarry dziś nie szokuje, nie zachwyca nowatorstwem, przeciwnie, po nim byli lepsi, jak choćby Roland Topor, i też dziś nie mogą liczyć na czytelników. Bo współczesna groteska na szczęście zrzuciła surrealistyczny gorset, pogodziła się z fabularną literacką tradycją. Janusz Głowacki zachwyca i bawi, daje do myślenia, Topor zaś męczy, a Jarry… to literacka historia. Rzecz ciekawa dla literaturoznawców i to wyłącznie tych siedzących w temacie. Komu w ogóle dziś coś mówi to nazwisko? Ale króla Ubu kojarzy każdy średnio oczytany inteligent, bo nad Wisłą to postać wciąż powracająca. Śmiejemy się sami z siebie, przedstawieni w bardzo krzywym zwierciadle młodego Francuza. Odchodząc jednak od miernoty tej literatury, trzeba przyznać, że krakowscy aktorzy dali popis wirtuozerii. Zwłaszcza Krzysztof Stawowy w roli rotmistrza Opasa i Paulina Puślednik jako Ubica. Charakteryzacja Błażeja Peszka w roli królowej Rozamundy oraz cała choreografia tej postaci, to mistrzostwo. Jan Klata perfekcyjnie oddaje surrealistyczny charakter oryginału. Jedyne, co mi się nie podoba, to rockowe wstawki, ale rozumiem, że to uśmiech do młodej publiczności, która przeważała w teatrze. Czy ten spektakl był dla młodzieży w ogóle zrozumiały? Nie jestem pewien, dlatego że – jak powiedziałem – ten styl obrazowania jest passe. Śmieszy, ale nie zachwyca, a tym bardziej nie skłania do refleksji. Tak mi się przynajmniej zdaje, może nie mam racji, może to tylko mnie męczy ta maniera teatru absurdu, po której przyszło tyle nowych ciekawszych odkryć. Być może jednak młody odbiorca odkryje na nowo i na swój sposób „Króla Ubu”?

9 października 2014 o godz. 21:38

Milan Kundera wciąż czeka, Murakami też

Modiano nobel

Literacką nagrodę Nobla dostał Francuz Patrick Modiano. Choć zawodowo od lat zajmuję się książką nie znam, nie czytałem. Nie mam zdania, będę musiał poczytać. Ubiegłoroczna Noblistka, Alice Munro, to dla mnie przeciętność. Podobnie jak – patrząc na nagrody ostatnich lat – Herta Müller, Doris Lessing czy Harold Pinter. Ale nagradzano też pisarzy mniej znanych, a jednak wybitnych, jak: Gao Xingjian, Jean-Marie Gustave Le Clézio, Imre Kertész czy zwłaszcza John M.Coetzee. Z pisarzy naprawdę wybitnych po 2000 roku nagrodzono Mario Vargasa Llosę. Wciąż żyje Milan Kundera, bez Nobla. Dla mnie najwybitniejszym, wciąż czekającym na Nobla pisarzem jest jednak Haruki Murakami. A na naszym podwórku? Wiesław Myśliwski – na pewno dużo lepszy pisarz niż Alice Munro.

6 października 2014 o godz. 16:05

Władca liczb

krajewski wladca liczb [Desktop Resolution]

Zdecydowanie najgorsza książka w dorobku Marka Krajewskiego. Napisana topornie i niechlujnie, można odnieść wrażenie, że pracował nad nią jakiś ghostwriter, bo przecież autor „Śmierci w Breslau” z pedanterią dbał zawsze o styl. „Władcę liczb” czyta się źle, pomimo ciekawego pomysłu na zagadkę, fabuła nie trzyma w napięciu, scenografie są ledwie zarysowane, bohaterowie anemiczni. Nawet zaskakujące zakończenie pozostawia niedosyt, bo brak w tym autentycznego tragizmu. Drażni też (to zapewne wina redaktora) traktowanie czytelnika jak niewykształconego durnia, i podawanie przypisów (niekonsekwentnie zresztą!) do zwrotów w rodzaju crème de la crème, albo: in spe, ad acta, modus operandi, ab ovo, in publico, ex post, ad rem, in extenso itd. Trzeba się zdecydować, albo się pisze powieści dla średnio rozgarniętego gimnazjalisty – wówczas on nie zrozumie logeometrycznych (tego terminu redaktor nie wyjaśnia, a nie ma go w encyklopedii) wywodów, stanowiących część zagadki, albo przyjmuje się, że czytelnik jest dorosły i choćby średnio oczytany. Dotąd Krajewski pisał dla tych drugich.

2 października 2014 o godz. 10:36

Martwe popołudnie

mariusz-czubaj-martwe-popoludnie

Najlepsza jak dotąd powieść Mariusza Czubaja, sensacyjno-kryminalna, z masą trupów, z krwią tryskającą fontannami jak na filmach Tarantino, z wybuchami, ze smakowitym drugim tłem polityczno-obyczajowym. Właściwie gotowy materiał na film. Mało tego, bohater książki, prywatny tajny detektyw Marcin Hłasko, to postać budząca sympatię, najlepsza jaką Czubaj dotąd stworzył. Nieustraszony, na swój sposób prawy, zrównoważony, o dziwo bez nałogów i bez żadnych miłosnych rozterek. Zasygnalizowany temat zagubionego ojca bohatera aż się prosi o kontynuację w kolejnych częściach, a te na pewno powstaną, bo żaden rasowy pisarz takiego bohatera już łatwo nie wypuści. Świetnie pokazana jest też współczesna Warszawa, zarówno topograficznie, jak i obyczajowo. Czubaj wreszcie stworzył współczesny polski kryminał, który z powodzeniem wytrzymuje konkurencję z powieściami w stylu retro Marcina Wrońskiego czy nawet Marka Krajewskiego. A jednocześnie współczesność intrygująco przeplata się z historią, mroczną, wstydliwą, związaną z plądrowaniem grobów przez tzw. kopaczy w latach 40. XX wieku. Do tego dodajmy jeszcze ironiczne spojrzenie na polską scenę polityczną. Naprawdę bardzo dobry kryminał.

12 września 2014 o godz. 10:34

Zarobki pisarzy

James Patterson

Nie da się zbić milionów na pisaniu książek? Jak to nie! Można, jak najbardziej. W dolarach – jeśli się pisze po angielsku, w złotówkach – jeśli po polsku W każdym wypadku trzeba jednak najpierw uwieść serca czytelników, a jeszcze lepiej czytelniczek. No i musi to być masowe uwodzenie o sile tornado. Po pierwszym razie jest już jednak z górki.

2 lipca 2014 o godz. 16:50

Z procentami

material_38614_w200h600

W najnowszym numerze Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” Łukasz Gołębiewski przygląda się książkom wprowadzającym czytelnika w barwny świat mocnych alkoholi – koniaków, armaniaków i brandy, whisky i whiskey, najrozmaitszych trunków, nie pomijając oczywiście rodzimej produkcji. „Alkohol obecny jest w literaturze od tak dawna, odkąd obecny jest w życiu, jako element zabawy, symbol beztroski, afrodyzjak, eliksir na wszelkie smutki” – pisze autor. Nowy numer „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” już w sprzedaży.

8 czerwca 2014 o godz. 23:03

On wrócił

On-wrocil_Timur-Vermes

Niebywale popularna w Niemczech książka, będąca ostrą satyrą na świat mediów, ale i polityki. 30 sierpnia 2011 roku ocknął się po długim niebycie Adolf Hitler. Nic się nie postarzał, nic nie zmądrzał. Obudził się w nowej rzeczywistości, w demokratycznym kraju, uczy się pomału nowej rzeczywistości, ale wciąż szuka analogii do dawnych doświadczeń Republiki Weimarskiej. Los zrządza, że wyglądającym jak Hitler i mówiącym jak Hitler człowiekiem bez dokumentów interesują się media. Dostaje swój program w telewizji i szybko zaczyna bić rekordy oglądalności. Publiczność ogląda go jak komika, nikt nie traktuje go serio, choć on z przekonaniem wygłasza w TV swój narodowo-socjalistyczny program. Siłą rzeczy wkracza ponownie w świat polityki i jest tam powszechnie akceptowany.

20 maja 2014 o godz. 20:53

Uciekinierka

Uciekinierka_Alice-Munro,images_big

Kolejny wydany po polsku tom opowiadań kanadyjskiej Noblistki. Ich bohaterkami są dziewczyny i kobiety, którym życie nie układa się, przeżywają większe lub mniejsze tragedie, rozczarowania, a wszystkie nie oczekują wiele. Nie uciekają na poważnie, bo nie łatwo się oderwać od pustki, od lęków, od towarzyskich ograniczeń, od samej siebie. A ich ucieczki są skazane na porażkę, uciekają pozornie, wracają również pozornie, bo nic ich nie trzyma, nic ich faktycznie nie pociąga, najwyżej złudzenia, które szybko zdarzają się z rzeczywistością. Nudną na ogół rzeczywistością. Bohaterka jednego z opowiadań wyznaje, że „pociągały ją, nawet zachwycały, obojętność, powtarzalność, beztroska i pogarda dla harmonii”. Oto jakimi podnietami żyją tytułowe uciekinierki. Najlepsze w tym zbiorze są najkrótsze opowiadania. Alice Munro nie potrafi snuć długiej opowieści, zaczyna meandrować, fabuła rozchodzi się w szwach. Bohaterki nie budzą sympatii, są nijakie, więc właściwie nic nie wciąga w świat tych historii. Jedyne, co budzi respekt, to umiejętność kończenia narracji, pozbawione puenty, otwarte zakończenia sprawiają, że te historie przechodzą jedna w drugą i trafnie podsumowują los opisanych kobiet. Trzecia książka jaką przeczytałem Alice Munro utwierdza mnie jednak w przekonaniu, że tej prozie bardzo daleko do Nobla. Umiejętność kreślenia szarego, ponurego świata to za mało na dobrą literaturę, ta bezwarunkowo musi czytelnika czymś zdobyć. Munro nie zdobywa i nie ma takich ambicji. Podobnym laureatem nagrody Nobla, chyba słusznie dziś zapomnianym, był Iwan Bunin – tworzył ładne obrazki, niewiele ponad to. Tyle, że obrazki Munro nawet ładne nie są.

17 maja 2014 o godz. 14:31

Zmarł Marek Nowakowski

Jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy, niezrównany portrecista Warszawy. Był niezwykle pogodnym, życzliwym dla ludzi, pełnym młodzieńczego wigoru mężczyzną. Zachował świetną sylwetkę, bujną czuprynę i szelmowskie spojrzenie, trudno uwierzyć, że miał 79 lat, rozmawiając z nim można było myśleć, że ma 49. Często przychodził do mojego wydawnictwa, przede wszystkim do redakcji kwartalnika „Wyspa”, w którym od początku istnienia pisma stale publikował kolejne opowiadania, był niemal częścią redakcji. Przychodził, opowiadał o swoich lekturach, zawsze życzliwie, mówił o swoich obserwacjach w sposób tak żywiołowy, jakby właśnie tworzył kolejną fabułę. Podobnie jak marek Hłasko, należał do pisarzy, którzy opowiadali nienapisane jeszcze utwory, zapewne wiele tych fabuł bezpowrotnie przepadło, żyły wyłącznie w formie ustnej. Pisanie zdawał się traktować jak obowiązek kronikarza, żeby zdarzenia, ludzie, zasłyszane zdania nie uciekły, nie zginęły w hałasie współczesnego świata. Był człowiekiem niezwykle skromnym, bardzo otwartym, chłonącym wszystko wokół.

24 kwietnia 2014 o godz. 12:47

Zmarł Tadeusz Różewicz

Różewicz_cropped

Ostatni z grona wybitnych polskich poetów urodzonych jeszcze przed II wojną światową, największy obok: Miłosza, Szymborskiej, Herberta. Jednocześnie znakomity dramaturg (choćby niezapomniana „Kartoteka” z 1960 roku), autor zbiorów opowiadań, scenariuszy filmowych. Poeta można powiedzieć osamotniony, z wyboru, nie lubił występować publicznie, nie lubił wywiadów, nie należał do grup twórczych, stronił od polityki, a i jego wiersze miały bardzo osobisty charakter. Opowiadały o doświadczeniach poety, o pisarstwie jako stanie ducha a nie powinności, o doświadczaniu nieszczęścia, wojny, śmierci, ale też – zwłaszcza w tomach ostatnich – o rzeczach drobnych, ulubionych przedmiotach, o oswajaniu codzienności.

23 kwietnia 2014 o godz. 19:43

Falsum et Verum

szubienicznik2

Rzadko czekam na jakąś książkę z podobną niecierpliwością jak na drugi tom „Szubienicznika”. Nie tylko dlatego, że to świetna proza, ale przede wszystkim Piekara tak bezczelnie rozbudził ciekawość zakończeniem tomu pierwszego, że powinien – jak jeden z jego bohaterów – mieć zarezerwowane dla siebie miejsce w piekle. Drugi tom ani spraw znanych z pierwszego nie posuwa do przodu, ani tym bardziej niczego nie wyjaśnia, że o jakimkolwiek zakończeniu nie wspomnę, bo tego się nie spodziewałem. Szczęśliwie tym razem zakończenie autorowi mniej się udało, więc i moja cierpliwość przed tomem kolejnym będzie większa.

18 kwietnia 2014 o godz. 12:51

Zmarł Gabriel García Márquez

Gabriel_Garcia_Marquez

W wieku 87 lat zmarł Gabriel García Márquez, jeden z najwybitniejszych pisarzy, którzy debiutowali po drugiej wojnie światowej. Nagrodzony w 1982 roku literacką Nagrodą Nobla, autor tak ważnych dla literatury dzieł jak „Sto lat samotności” i „Miłość w czasach zarazy”. Jego twórczość wymyka się szufladkowaniu, choć stawiany jest na półce zwanej „realizmem magicznym”, w istocie tworzył niekończącą się opowieść o meandrach ludzkiego życia, o pragnieniach, lękach, o starości, samotności, ale też o pierwszej inicjacji, o miłości, o pięknie.

15 kwietnia 2014 o godz. 23:03

Pod akacjami

pod-akacjami

W Teatrze Rampa na scenie Mrowisko obejrzałem dziś przedstawienie „Pod akacjami” na podstawie mało znanej sztuki Iwaszkiewicza. Zamiast chorego Marka Frąckowiaka w głównej roli księdza Węgrzyna wystąpił sam reżyser, Grzegorz Mrówczyński. Spektakl kameralny, trwa nieco ponad godzinę, ale dobrze zagrany, przekonująco, a przede wszystkim bardzo dobry tekst, o tragedii wyboru między lojalnością, miłością a ideami, czy nawet wiarą. Tragiczna postać księdza Węgrzyna, który wierzy, że miłość to prawda i każde ludzkie życie jest wartością nadrzędną, a ostatecznie to na nim spoczywa wykonanie wyroku podziemnego trybunału na kolaborancie (akcja sztuki rozgrywa się wiosną 1944 roku, Iwaszkiewicz napisał sztukę w 1945). Flora, którą gra debiutująca Adria Jakubik, narzeczona kolaboranta, to tylko pozornie cyniczna dziewczyna, która straciła wiarę w szczerość uczuć. W rzeczywistości jej postawa jest formą obrony przed zranieniem, straciła rodziców i nie chce stracić już nic więcej. Sierotą jest też młody harcerz, Józio, kolejna tragiczna postać tego dramatu. Ma wykonać wyrok, na Florze i jej narzeczonym zdrajcy, jednak zakochuje się w pięknej kobiecie. Staje przed tragicznym wyborem – wykonać rozkaz i zabić swoją pierwszą miłość, a potem także siebie, czy zdezerterować? Szczęśliwie ksiądz wybawia go z opresji, bierze grzech podwójnego wyroku, ale przecież także zabójstwa, na swoje sumienie. Dobrze dobrani aktorzy – aptekarz, kolejarz, zdrajca Brausch. Ograniczona do minimum scenografia, nastrój budują światła i oczywiście gra aktorska – ekspresyjnie wzmacniająca dramatyzm, a przy tym operująca przede wszystkim słowem, wydaje mi się, że bardzo pasująca zarówno do tekstu, jak i szerzej – do twórczości Iwaszkiewicza oraz czasu akcji. Pytanie, na ile wojna zmienia wartość ludzkiego życia, pozostaje zawieszone w powietrzu, nie odpowiada na nie nawet obrońca człowieczeństwa, ksiądz Węgrzyn. A jednak to obowiązek, nie życie, okazują się być najważniejsze. Dylemat w trudnym czasie wojny wykracza bowiem poza sumienie i często nie dotyczy jednego życia, jednego człowieka. gdyby zawiódł harcerz Józio, a ksiądz go nie wyręczył w egzekucji, wówczas być może zginęliby konspiratorzy. Ksiądz chce ocalić duszę Józia, który dawno stracił niewinność, wykonał wcześniej z rozkazu podziemia trzy inne wyroki, ale jednocześnie opowiada się po jednej ze stron, przestaje być kaznodzieją, staje się żołnierzem. A jednak śmierć Flory jest ze wszech miar niesprawiedliwa, jej jedyną winą była nadmierna frywolność, ale przecież to młoda dziewczyna, w normalnych warunkach jej miłosne wybory nie miałyby innych konsekwencji niż ewentualne rozczarowanie. Tymczasem ponosi konsekwencje nieadekwatne do winy. Iwaszkiewicz pozostawia nie tylko widza, ale też bohaterów swojej sztuki ze świadomością okrucieństwa czasu wojny. I zapewne gdy pisał „Pod akacjami”, w 1945 roku, to właśnie było najważniejsze. Dziś, kiedy oglądamy spektakl przez pryzmat miłości i wartości ludzkiego życia, nie łatwo jest zrozumieć decyzję księdza Węgrzyna, choć – w warunkach czasu akcji – zapewne nie miał on wyboru. Zrobił to, co musiał, wbrew własnym przekonaniom, wierze i sumieniu.

14 kwietnia 2014 o godz. 10:29

Instytut młodych naukowców

Instytut mlodych naukowcow

Po kilku powieściach osnutych wokół zagadek literackich, Matthew Pearl lokuje akcję nowej książki na uczelni technicznej i z pasją przedstawia rewolucją technologiczną z drugiej połowy XIX wieku. Maszyny, które mogą zastąpić w pracy człowieka, dla jednych są szansą na lepszą jakość i tańszą produkcję, dla drugich – zagrożeniem utraty źródła dochodów. Przeciwko maszynom szczególnie protestują robotnicy i związki zawodowe, ale też elity patrzą sceptycznie na zmiany. Nowa uczelnia w Bostonie, rodzący się Instytut Technologiczny, który w przyszłości ma stać się najbardziej prestiżową uczelnią na świecie – sławny MIT, czyli Massachusetts Institute of Technology – ma wielu wrogów, zwłaszcza, że pozwala kształcić się kobiecie. Grupa młodych technologów, najzdolniejszych studentów, zakłada bractwo i prowadzi prywatne śledztwo w związku z tajemniczymi wydarzeniami w mieście, bez wątpienia związanymi z techniką. Chcąc rozwiązać zagadkę wplątują się w historię, która nie tylko zagraża bytowi uczelni, ale też przynosi coraz to nowe ofiary, także śmiertelne.

13 kwietnia 2014 o godz. 10:37

Krótko mówiąc

Krotko-mowiac_Jeffrey-Archer,images

Piętnaście bardzo różnych opowiadań Jeffreya Archera, świetnie pokazuje możliwości narracyjne pisarza. Archer jest być może jednym z najskuteczniejszych rzemieślników w brytyjskiej literaturze, nie ma tu błysku geniuszu, jest za to odpowiedzialne kontrolowanie fabuły, umiejętność tworzenia postaci, intrygi, a przede wszystkim – zgodnie z tytułem – mówienia krótko o sprawach prawdziwych. Oto przykład tej umiejętności lapidarnego ujmowania ludzkiego losu, fragment dotyczy bezdomnego, sypiającego pod jednym z banków: „Był chyba jedyną osoba związaną z bankiem, która czytała »Financial Times« od deski do deski, i z pewnością jedyną, która go używała zamiast koca”. Wzmiankowany „Financial Times”, jak i „Daily Mail”, jak i wiele innych skarbów, bezdomny znajdował w koszach na śmieci. Ale w zbiorze są zarówno opowiadania o miłości, jak i historia kryminalna, Archer ze swobodą porusza się w literackich gatunkach. Potrafi pilnie obserwować, przede wszystkim jednak potrafi opowiadać. Nie będzie przesady, jeśli nazwiemy go kronikarzem swoich czasów, zwłaszcza że nie stroni też od polityki. Niezmiennie pozostaje jednak z boku, jako obserwator i właśnie brak zaangażowania narratora jest tym, co można mu zarzucić. Ta proza jest świetnie skonstruowana, ale sterylna, nawet gdy mowa o uczuciach, dystans opowiadającego jest wyraźny. Prawdopodobnie Archer byłby świetnym reporterem, dbającym o topografię, o wierne odwzorowanie miejsc, ludzkich zachowań, reguł typowych dla opisywanych środowisk.

5 kwietnia 2014 o godz. 10:07

Wojciech Kłosowski: „Nauczyciel sztuki”

klosowski nauczyciel

Wciągająca, z biglem napisana powieść historyczna, jakiej nie powstydziłby się Aleksander Dumas. Literatura polska nie zna tak opisanych pojedynków szermierczych i choćby dla tych fragmentów warto po „Nauczyciela sztuki” sięgnąć. A chodzi o Sztukę walki, przez wielkie S właśnie, rozumianą nie tylko jako umiejętność fechtowania, ale jako zbiór reguł, kodeks mądrego szermierza. Nie każdy mistrz Sztuki musi walczyć po stronie dobra i prawości, każdy jednak kieruje się w walce honorowymi zasadami. Dobry szermierz łączy umiejętności z instynktem, walka jest jak taniec, czy jak miłość. Wątek romansowy w powieści jest równie ważny jak sceny walki, nie jest to jednak typowa powieść płaszcza i szpady, jak ją anonsuje wydawca. Tak naprawdę sprawy najbardziej wyeksponowane są jedynie tłem tej historii, ulokowanej w XVI wiecznej Hiszpanii, w której do głosu dochodzi inkwizycja, zaczynają się prześladowania Żydów, tolerancja nie jest już wartością. A przecież to ta sama Hiszpania, w której przez stulecia ścierały się wpływy arabskie, żydowskie i chrześcijańskie. Wojciech Kłosowski świetnie odmalowuje ten wielokulturowy świat, który niedługo ma zniknąć, by po latach odrodzić się w ideach ludzkiej solidarności, tego co górnolotnie nazywamy braterstwem. Bo „Nauczyciel sztuki”, to przede wszystkim powieść o patrzeniu na świat, można szeroko otworzyć oczy, ale można je przymrużyć i widzieć jedynie to, co chce się zobaczyć. Mamy w tej powieści plejadę wspaniałych, mądrych ludzi: szermierz Gaspar de Los Reyes, filozof Abraham Leot al-Jadecha, lekarka Siham an-Nabi, matematyczka Ruth, wreszcie książę Ferdinand Esteban Francisco Manrique de Lara y Cardona i jego dzieci. Po drugiej stronie jest niewiele osób naprawdę złych, lecz po tej czarnej stronie zbierają się wielkie siły i czytelnik wie, że świat tolerancji, jaki uosabia dwór księcia, zostanie niebawem zdmuchnięty przez tych, którym obca jest wielokulturowość.

4 marca 2014 o godz. 12:14

Filozofia wina

Filozofia wina

Béla Hamvas „Filozofia wina” i Sándor Márai „Rzecz o węgierskich winach” to dwa szkice o winie napisane przez węgierskich intelektualistów, pisarzy, erudytów, dysydentów, postaci niesłychanie ważne w węgierskiej kulturze.

29 stycznia 2014 o godz. 22:09

Fabuła jednak ma się nie najgorzej

20140129 Nagrody MLK fot. MarytkaCzarnocka 523

Byłem dziś na rozdaniu nagród „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI”, jednym z nagrodzonych – obecnych podczas gali w Bibliotece Narodowej – był Wiesław Myśliwski (tytuł Książki Roku za „Ostatnie rozdanie”). Mój serdeczny kolega Janusz Drzewucki, w bardzo emocjonalnej laudacji powiedział: „cieszę się, że przyszło mi żyć w takich czasach, w których ukazują się kolejne książki Wiesława Myśliwskiego”. Mimo patosu tych słów, trudno się nie zgodzić. Mówienie o kryzysie fabuły jednak jest zdecydowanie przedwczesne.

18 stycznia 2014 o godz. 11:09

Sprawa Niny S.

Sprawa-Niny-S_Maria-Nurowska

Bardzo lubię prozę Marii Nurowskiej, nastrojową, traktującą wprost o sprawach trudnych, ale jednocześnie subtelną. To proza kobieca w rozumieniu sensorycznym, poprzez tkankę wrażliwości, w której namiętność ściera się z urazą, lęki przed samotnością z towarzyską lekkością. Tej ostatniej jednak zdecydowanie brakuje bohaterkom „Sprawy Niny S.”, kobietom samotnym, nie potrafiącym okazywać uczuć, a jednocześnie zwierzęco ich spragnionych. Nic dziwnego, że tytułowa bohaterka daje się złapać w sidła miłości, omamiona przez mężczyznę ani nie przystojnego, ani nie bogatego, ani nie bystrego, będącego raczej archetypem spasionego lenia niż amanta. Otworzyła się w niewłaściwym momencie, ale czy dla niej mógł być inny moment? O takich kobietach jak Nina S. mówi się „typ ofiary”. Podobne są jej córki, a i jej rezolutna starsza siostra też nie potrafi żyć z mężczyznami. Dusi je lęk przed możliwą stratą. A przykład Niny S., która z powodu zaślepienia miłością traci wszystko, może utwierdzać w przekonaniu, że uczucia, to groźna choroba.