Materiały wg tagu "historia"

15 lutego 2014 o godz. 15:25

Stock w Białej Krakowskiej

Stock Biała Krakowska 19.12.1939 [Desktop Resolution]

Historia obecnej Śląskiej Wytwórni Wódek Gatunkowych w Bielsku-Białej sięga 1827 roku, kiedy w śląskim Bielsku powstała Fabryka Najprzedniejszych Wódek i Likierów Jerzego Jenknera i Spółki. Także w XIX wieku w krakowskiej Białej powstała Fabryka Wódek, Koniaków i Vermouthu firmy Stock, jako oddział firmy działającej od 1884 roku w Trieście.

14 lutego 2014 o godz. 17:53

Fabryka Wódek i Likierów Markus Henius w Toruniu

Kamienica pod Turkiem

Heniusowie należeli do najbogatszych rodzin żydowskich w XIX-wiecznym Toruniu. Od 1863 roku Markus Henius mieszkał w jednej z najbardziej reprezentacyjnych kamienic Torunia (istnieje do dziś – Rynek Staromiejski 5, po sąsiedzku z Dworem Artusa), tzw. Dom Pod Turkiem (na dole była gospoda). W tym domu od 1868 roku działała Fabryka Spirytusu, potem znana jako Fabryka Wódek i Likierów Markus Henius (lub po niemiecku Marcus Henius Likör Dampf, Sprit & Fabrik). Jak podają źródła, gospoda była ulubionym miejscem spotkań toruńskich flisaków. Fabryka zaś słynęła z likieru – Thorn Schnaps Likör , choć produkowała też m.in. zbożową wódkę.

11 lutego 2014 o godz. 21:37

Sochocińskie guziki

SONY DSC

Bywają rzeczy małe, na które nikt nie zwraca uwagi. Na przykład sochocińskie guziki. Bo co tam guzik, z pętelką. A kto wie, gdzie leży Sochocin?

3 lutego 2014 o godz. 20:28

Spirytus w poznańskiej Dzielnicy Zamkowej?

Lager Der Posener Spiritus Zentrale

Teren pomiędzy dawnym zamkiem cesarza Wilhelma II i uniwersytetem nazwany został podczas hitlerowskiej okupacji Platz an der Schloßfreiheit. Mieściły się tu władze miasta, od 1939 roku na zamku urzędował Namiestnik Rzeszy w Kraju Warty – Arthur Greiser (złapany i skazany na śmierć, wyrok wykonano publicznie w 1946 roku, przez powieszenie, na stoku poznańskiej cytadeli). Plac służył organizacji defilad i oficjalnych uroczystości. W tym reprezentacyjnym punkcie okupowanego Poznania, przy Schloßfreiheit 5 mieściła się centrala firmy Lager Der Posener Spiritus, zajmującej się składowaniem i dystrybucją alkoholi oraz urządzeń dla gorzelni rolniczych.

31 stycznia 2014 o godz. 19:47

Poza krawędź świata

Laurence Bergreen

„W poniedziałek, 10 sierpnia 1519 roku, flotylla złożona z pięciu okrętów zaopatrzonych we wszelkie niezbędne rzeczy, z załogą liczącą dwustu trzydziestu siedmiu ludzi różnej narodowości, stała na redzie sewilskiego portu Las Mueles gotowa do odpłynięcia. Wystrzelono ze wszystkich dział, po czym rozwinąwszy jedynie foksztaksle, ruszyliśmy w dół rzeki” – pisał kronikarz i członek wyprawy Magellana, Antonio Pigafetta. Jego zapiski dokładnie dokumentują pierwszą w dziejach podróż dookoła świata, ale nie był jedynym kronikarzem. Amerykański biograf, Laurence Bergreen, nie miał trudnego zadania by odtworzyć losy tej niezwykłej wyprawy, ale udało mu się także stworzyć niezwykle ciekawe tło kulturowo-polityczno-obyczajowe Europy z początku XVI wieku. Epoka wielkich odkryć całkowicie odmieniła widzenie świata, ale autor stara się opisać ludzi i ich wyobrażenia podług ówczesnej wiedzy, wyrastającej z jednej strony z mistycyzmu średniowiecza, z drugiej – odkrywającej nie tylko kontynenty, ale na nowo mądrość antyku.

30 stycznia 2014 o godz. 10:44

Muzeum Farmacji w Warszawie

SONY DSC

Po wizycie w zachwycającym Muzeum Farmacji w Krakowie postanowiłem wybrać się do bliźniaczej niejako placówki w Warszawie, doskonale położonej na Starym Mieście przy ulicy Piwnej. Witryna tej małej placówki zachęca do wejścia, jest na niej instalacja przedstawiająca wypełnione jaskrawymi płynami retorty, przywodząca na myśl pracownie alchemików. Ponieważ pracuję aktualnie nad powieścią, której akcja rozgrywa się pod koniec XV wieku, w Niderlandach, i wielu bohaterów para się alchemią, więc tym chętniej otworzyłem ciężkie drzwi wiodące do trzech niewielkich sal. Cóż, niestety po wizycie w muzeum krakowskim trudno nie czuć rozczarowania. Jedną salkę zajmuje ekspozycja czasowa („Apteczki i leki japońskich wędrownych aptekarzy” – jak ktoś lubi orient, to go zainteresuje, mnie akurat zupełnie nie), dwie – wystawy poświęcone głównie aptekarstwu. Zbiory są ubogie, stare flaszki i pigułki, wrażenie robią meble apteczne w pierwszej sali, ale też trudno je porównywać z tym, co zgromadzono w Krakowie. W czwartki wstęp wolny, przy okazji spaceru po Starówce zajrzeć można, acz nie trzeba.

5 grudnia 2013 o godz. 00:56

Gorzelnia drożdżowa Henryków

/wp-content/uploads/2013/12/Henrykow-201311

Przy ulicy Klasyków na Białołęce do dziś zachowały się w nienajgorszym stanie zabudowania dawnej gorzelni drożdżowej „Henryków”. Teren należy dziś do Pollena-Aroma, ale zakład nie pracuje, stare budynki z czerwonej cegły rozsypują się, grożą zawaleniem, nie są chronione przed zniszczeniem przez deszcze i popadają w ruinę, a jest to jedyny tego typu zabytek jaki zachował się w Warszawie. Zakład pochodzi z 1904 roku. Druga drożdżownia działała na Woli przy ulicy Przyokopowej (Warszawskie Zakłady Przemysłowe Wyrobu Drożdży Prasowanych, Słodu i Spirytusu S.A.), ale została podczas Powstania Warszawskiego zniszczona.

27 listopada 2013 o godz. 18:16

Drożdżownia i Gorzelnia „Lublin” Stanisława Wrzodaka w Lublinie

/wp-content/uploads/2013/11/Drodownia-i-Gorzelnia-Lublin-Stanisawa-Wrzodaka-w-Lublinie

W 1910 roku Stanisław Wrzodak i Wincenty Barciszewski założyli Lubelską Fabrykę Drożdży i Spirytusu. Od 1918 roku jej jedynym właścicielem był Stanisław Wrzodak, a następnie Ryszard Wrzodak. Firma działała podczas I i II wojny światowej, w 1945 roku przeszła pod nadzór państwowy, a w 1948 roku została znacjonalizowana. Zakład mieścił się w Lublinie przy ul. Bychawskiej i zajmował się produkcją drożdży i rolniczego spirytusu.

18 listopada 2013 o godz. 11:30

Zapomniane oblicza

/wp-content/uploads/2013/11/zapomniane-oblicze-1

Drugą bardzo ciekawą wystawą, która aktualnie trwa w Muzeum Narodowym w Szczecinie (do 15 stycznia) jest niewielka, ale niezwykła, ekspozycja „Zapomniane oblicza”, przedstawiająca wizerunki twarzy – od neolitu (4000 lat p.n.e) do XVII wieku. Oczywiście najciekawsze są zabytki archeologiczne sprzed tysięcy lat, wszystkie znalezione na ziemiach Polski, przynależne do kultury łużyckiej czy późniejszej kultury pomorskiej. Zaskoczyły mnie antropomorficzne kształty przedstawianych postaci (bogów?), które raczej skłonni byśmy przypisywać kulturom Mezopotamii. Te wyobrażenia zanikają już w okresie przedrzymskim (kultura przeworska), patrząc na te niewielkie rzeźby o sakralnym czy też funeralnym przeznaczeniu, z jednej strony wyobrażamy sobie pradawny świat bez granic, stanowiący konglomerat wyobrażeń i wierzeń o wspólnych korzeniach, z drugiej – żal, że tak mało o naszych przodkach wiemy, że historia Polski jakoś nam znana zaczyna się dopiero w IX-X wieku, reszta ginie w mrokach dziejów i tylko nieliczne wykopaliska archeologiczne mogą dać wyobrażenie o bogactwie życia Prasłowian.

4 listopada 2013 o godz. 23:50

Historia krain i miejsc legendarnych

/wp-content/uploads/2013/11/historia-krain-i-miejsc-legendarnych

Umberto Eco ma pasję do katalogowania, w efekcie której powstają książki niezwykłe. Wydawałoby się, że w czasach Wikipedii i Google katalogowanie można powierzyć armii amatorów i dobrym algorytmom. Umberto Eco pokazuje jednak, że łatwość wyszukiwania jest niczym, jeśli nie wiemy czego szukać i jak to zaprezentować. „Historia krain i miejsc legendarnych”, ale i wcześniejsze: „Historia piękna”, „Historia brzydoty”, a przede wszystkim „Szaleństwo katalogowania” to dzieła, które w cyfrowych czasach pozwalają wierzyć w magię książki w jej najbardziej tradycyjnej formie – książki ilustrowanej, wyszukanej typograficznie, opatrzonej tradycyjną bibliografią, odsyłaczami do źródeł. A jednocześnie przecież te książki doskonale wpisują się we wszechobecny mit kopiowania, pełne są cytatów, stanowią swego rodzaju literacko-naukowe kolaże, czy posługując się muzycznym terminem – mush-upy.

1 listopada 2013 o godz. 14:51

Miejsce niezwykłe – Muzeum Farmacji w Krakowie

/wp-content/uploads/2013/11/Muzeum-Farmacji-37-Desktop-Resolution

Mało kto wie, bo oznakowanie kiepskie, informacja słabiutka, że w Krakowie, przy Floriańskiej, czyli niemalże na Rynku, jest niezwykłe Muzeum Farmacji. Okazało się być znacznie ciekawsze niż sądziłem, to pięć kondygnacji w zabytkowej kamienicy z renesansowymi stropami i średniowiecznymi piwnicami (XV wiek). Wchodzących wita odtworzone wnętrze apteki Pod Złotym Słoniem, dalej są: godła aptek, meble, naczynia apteczne, bardzo ciekawa szafa na trucizny (z napisem Venena), renesansowe moździerze, wagi etc.

16 października 2013 o godz. 20:21

Szlakiem winiaku – miejsca w Zielonej Górze, które trzeba odwiedzić

/wp-content/uploads/2013/10/AE-Pilz-Desktop-Resolution

W Zielonej Górze na każdym kroku natykamy się na coś, co przypomina o winiarskich tradycjach regionu. Klimat wprawdzie średnio sprzyja uprawom winorośli, jednak tradycja i samozaparcie dają efekty i w województwie lubuskim działa dziś kilkanaście winnic. W centrum Zielonej Góry co chwila natykamy się na figury filuternych Bachusików z brązu, na pomniki związane z winobraniem i konsumpcją. Trochę dziwi mała liczba miejsc specjalizujących się w serwowaniu wina, ale pewnie przyjdzie na nie czas, za to nie brak sklepów z winami.

15 października 2013 o godz. 17:29

Weinbrand Raetsch

/wp-content/uploads/2013/10/Raetsch3-Desktop-Resolution

Przy Rondzie Kaziowa w Zielonej Górze – blisko dworca – zachowała się w doskonałym stanie dawna niemiecka fabryka koniaków Cognac Brennerei Heinrich Raetsch. O historii tego miejsca przypomina brama wjazdowa z napisem Weinbrand Raetsch, w nienaruszonym stanie zachowały się też budynki – zarówno administracyjne, jak i produkcyjne z dwoma wysmukłymi kominami. Destylarnię założył w 1886 roku Heinrich Raetsch. Miał własną winnicę i nowoczesną gorzelnię, pod koniec XIX wieku był jednym z głównych producentów brandy w Niemczech. Firma miała własny zakład bednarski, zatrudniała 150 robotników, a brandy destylowano nie tylko z win zielonogórskich, ale też z importowanych m.in. z Francji, Włoch czy Węgier. Poza kilkunastoma markami winiaków, produkowano tu m.in.: rum, arak, likier ziołowy. Jeszcze w latach 20. i 30. XX wieku firma działała na dużą skalę, jako spółka akcyjna. Nie znalazłem w internecie informacji, co się z rodziną Raetsch działo po II wojnie światowej, przed nią spółką kierowało dwóch synów Heinricha. W latach PRL i później, był tu oddział Polmosu Zielona Góra, potem V&S w czasach gdy właścicielami byli Szwedzi, wreszcie Wyborowej S.A., po przejęciu zielonogórskiej destylarni przez Pernod Ricard. W dawnej fabryce koniaku odbywała się maceracja – w czasach PRL na potrzeby produkowanych tu Żubrówki, ginu Lubuskiego i Jarzębiaku. Dziś Wyborowa nie ma już czego macerować, Żubrówkę robi się w Białymstoku, gin Lubuski w Toruniu, Jarzębiak w Kaliszu, a zakład Raetscha w 2005 roku sprzedano. Zabytkowy kompleks fabryczny dziś zajmują różne firmy handlowe, korzystające m.in. z dawnej rampy. Natomiast trochę pamiątek po fabryce koniaku Raetscha można oglądać w Muzeum Wina w Zielonej Górze.

13 kwietnia 2013 o godz. 16:21

Gorzelnia Turew – historia rolniczego gorzelnictwa

/wp-content/uploads/2013/04/Gorzelnia-Turew

W miejscowości Turew od 1918 roku działa mała rolnicza gorzelnia. Wybudował ją generał Dezydery Chłapowski , ostatnim właścicielem do 1939 roku był Krzysztof Morawski. Działała podczas wojny, po wojnie została znacjonalizowana. W latach 90. sprzedana najpierw firmie Agros Farmy i Młyny z kapitałem francuskim, potem stała się własnością konsorcjum Top Farms z kapitałem angielskim. Zakład jest bardzo zadbany, działa tu miedziany aparat destylacyjny jednokolumnowy z 1985 roku o wysokości 9,60 metra. Ma 11 półek, gdzie alkohol jest oczyszczany. Dzienna produkcja to 2000 litrów spirytusu. Całość ogrzewa niemiecki kocioł z 1934 roku. Przetwarza się tu na spirytus żyto, pszenżyto i ziemniaki, kiedyś także kukurydzę, ale dziś nikt nie chce kukurydzianej wódki. W wielkim parniku rozbijane są ziarna lub ziemniaki, a następnie odparowana masa trafia do kadzi zaciernej. Podczas przygotowywania zacieru dodawane są enzymy i drożdże gorzelnicze. Mają tu niecodzienne kadzie fermentacyjne w formie basenów, można wsadzić do środka cysterny głowę – rany, co za zapach, zapiera dech, a łzy cisną się do oczu, tu fermentuje zacier, który następnie trafi do destylacji. Spirytus rolniczy ma moc ok. 92-93% i jest odsprzedawany do dużych gorzelni, które go rektyfikują i robią z niego wódkę. Może trudno w to uwierzyć patrząc na ceny spirytusu w sklepie, ale litr takiego rolniczego destylatu odsprzedawany jest w cenie ok. 3 zł. Turew obecnie sprzedaje swój spirytus grupie Sobieski do Starogardu Gdańskiego. W latach 2004-2011 Turew robił surówkę z żyta Dankowskie złote do wódki Wyborowa Single Estate, potem Wyborowa Exquisite. Ta jedna z najlepszych polskich wódek klasy super Premium była robiona w całości ze spirytusu z małej gorzelni Turew. Dziś gorzelnia zatrudnia 3 osoby.

20 marca 2013 o godz. 10:15

Koneser

/wp-content/uploads/2013/03/Koneserw-2013-14

Warszawska Wytwórnia Wódek Koneser działała do 2007 roku, kiedy zbankrutowała. Dziś jej neogotyckie zabudowania z czerwonej cegły są zajęte przez galerie, kluby (m.in. duży bar z wódka Czysta-Ojczysta), amatorskie teatry. Powstaje tu osiedle mieszkaniowe, które będzie wkomponowane w dawną zabudowę. Zakład powstał w 1899 roku, a początkowo na terenie fabryki działały dwie firmy Rektyfikacja Warszawska i Warszawski Skarbowy Skład Win, obydwa pod carskim ustawodawstwem. Rektyfikacja Warszawska zajmowała się oczyszczaniem spirytusu, natomiast za zestawianie i butelkowania odpowiadała druga firma. W 1919 roku zakład został przejęty przez Państwowy Monopol Spirytusowy. Warszawska Wytwórnia Wódek była jedną z pierwszych elektryfikowanych stołecznych fabryk i należała do grupy najbardziej zaawansowanych technologicznie zakładów produkcyjnych w Warszawie. Z pobliskiej linii kolejowej od Dworca Wileńskiego do zakładu doprowadzono bocznicę. To tu w latach II Rzeczypospolitej powstały najbardziej cenione Polskie marki wódki: Luksusowa, Wyborowa, Żytniówka, Żubrówka czy Siwucha. Część zabudowań carskiej gorzelni zajęła przylegająca do Konesera mennica państwowa. Gorzelnia działała też do 1944 roku pod niemiecką okupacją. W PRL destylarnia stała się częścią Warszawskich Zakładów Przemysłu Spirytusowego Polmos. Nadal produkowano tu ogólnopolmosowe wódki, w tym Luksusową czy Wyborową oraz ceniony Winiak Klubowy, a spirytus z Konesera był wykorzystywany także przez Polmosy w Siedlcach i Józefowie. Na początku lat 90. XX wieku, po rozpadzie struktur Polmosu, zaczęto wprowadzać własne receptury, pojawiły się takie marki jak wódki czyste: Metropolis, Legenda, Warszawska, Planet, Zagłoba, Koneser (także w  wersjach smakowych – żurawinowa i owoce leśne), Targowa, Bycza, wódki gatunkowe: Oleńka, Kniejówka, Maximus, nadal produkowano Winiak Klubowy. Firma miała w ofercie spirytusy z ziemniaków i zbóż, wódka Metropolis była mieszanką zbożowo-ziemniaczaną. W 1999 roku wykupiono prawa do ogólnopolmosowych marek Winiak Klubowy (przez jakiś czas produkowany w Józefowie, potem w Polaninie,w Środzie Wlkp.) i Stołeczna Żytnia. Na początku XXI wieku, kiedy Koneser jeszcze produkował alkohol, planowano wykorzystać część jego pomieszczeń na muzeum gorzelnictwa. W 2007 roku tereny te wykupiła jednak firma BBI Development i pojawiły się nowe, wciąż realizowane, plany zagospodarowania zabytkowej przestrzeni, zaś sama gorzelnia przeszła do historii. Wskrzesił ją jednak Jarosław Nowociel, przez lata dyrektor w Koneserze, tyle że nie w Warszawie lecz w Warce, ale pod dawną nazwą Warszawska Wytwórnia Wódek Koneser. Pan Jarosław Nowociel wykupił nazwę Koneser, większość receptur (m.in. na: Winiak Klubowy, wódki czyste: Koneser, Targowa czy Metropolis), wykupił także od syndyka masy upadłościowej warszawskiej fabryki część maszyn. Początkowo prowadził tylko sprzedaż hurtową alkoholi, zlecając gorzelniom w Józefowie i Środzie Wlkp. produkcję niektórych marek), a pod koniec 2012 roku uruchomił w Warce własną destylarnię. Obecnie jej oferta obejmuje także wódki: Grandis, Bycza, Koneser De Luxe, Koneser Premium oraz Koneser Starka.

11 listopada 2012 o godz. 14:19

1493

/wp-content/uploads/2012/11/charles-c-mann-1493-swiat-po-kolumbie-cover-okladka

Kolejna znakomita książka Charlesa C. Manna, kontynuacja wcześniejszej – „1491” – ale obejmująca znacznie szersze spektrum zarówno geograficzne jak i historyczne. Tym razem amerykański publicysta zajmuje się mało znanym aspektem w historii, tzw. wymianą kolumbiańską, czyli wpływem XV wiecznego spotkania się cywilizacji na późniejszy ekosystem całej planety. Efekty tej wymiany obserwujemy do dziś, zarówno w wymiarze pozytywnym jak i niebezpiecznym czy destrukcyjnym.

24 listopada 2010 o godz. 19:35

Kolejna książka o konkwiście

/wp-content/uploads/2010/11/76405_Konkwistador

Przeczytałem właśnie kolejną książkę na temat hiszpańskiej konkwisty z XVI wieku – „Konkwistadora” amerykańskiego dziennikarza Buddy Levy’ego (wyd. polskie: Rebis). Dziennikarsko świetnie opisana historia brawurowej wyprawy Cortesa przeciwko państwu Azteków, upadku potężnej cywilizacji, najpiękniejszego – wedle kronik konkwistadorów – a z pewnością najbogatszego i najludniejszego miasta ówczesnego świata – Tenochtitlanu (zbudowanego na wodzie). Czyta się to jak dobrą powieść. Niestety na tym kończą się komplementy. Książka Levy’ego jest właściwie powtórzeniem wcześniejszych relacji – przede wszystkim Bernala Diaza del Castillo, Diego Durana i samego Cortesa (listy), a także nielicznych relacji azteckich, czyli rzeczy doskonale znanych. Literacka narracja powoduje, że relacje świadków uzupełniane są wyobraźnią autora (już pierwsze zdanie wskazuje na narracyjny charakter opowieści: „Hernan Cortes ruszył sprężystym krokiem w kierunku dziobu okrętu flagowego Santa Maria de la Concepcion, największej jednostki swojej armady, i zaczął przemierzać wzrokiem horyzont w poszukiwaniu lądu”). Odniesień do najnowszych badań brak, tzn. są – ale w przypisach od polskiego tłumacza. Dla osób, które znają historię podboju Meksyku będzie to zatem publikacja wtórna, nie mniej znacznie bardziej wciągająca niż wspomnienia Bernala Diaza, zwłaszcza że ich polski przekład pełen jest archaizmów. Dla pozostałych czytelników – rzetelne dziennikarskie rzemiosło, oparta na relacjach świadków opowieść o upadku wielkiej cywilizacji, pisana może nie całkiem bezstronnie, bo z lekką sympatią dla strony przegranej, ale to nie zarzut, tak pisali już sami konkwistadorzy przejęci rozmiarem swoich zniszczeń.