Materiały wg tagu "futbol"

24 kwietnia 2013 o godz. 23:08

Borussia – Real 4:1

Robert Lewandowski strzelił cztery bramki w półfinałowym meczu Ligi Mistrzów Borussi z Realem. Cudowna sprawa. Czy nie mógłby tak samo dla reprezentacji Polski? Choćby w meczu z Ukrainą, ech…

26 marca 2013 o godz. 22:54

Boruc zachował czyste konto

/wp-content/uploads/2013/03/Stadion-Narodowy-Czechy-Portugalia-25

5:0 z San Marino. Sukces? A gdzie tam, poziom gry wołał o pomstę. Lewandowski strzelił dwie bramki z rzutów karnych, ale nie można powiedzieć by jego zła passa strzelecka w reprezentacji się odwróciła, bo nie strzelił ani jednej bramki z akcji, a nawet nie był bliski strzelenia, mimo że przeciwnik amator. Znów trudno było się Polakom przebić przez gąszcz rywali na polu karnym. Gol Łukasza Piszczka po dośrodkowaniu Mierzejewskiego w 28. minucie był bardzo ładny. Poza tym jednak w pierwszej połowie chaos na polu karnym San Marino, żenująca nieskuteczność, a Polański znów dostał żółta kartkę, co nie najlepiej o nim świadczy. W drugiej połowie dostaliśmy jeszcze dwie żółte kartki, choć rywal nie stwarzał zagrożenia. W 61 minucie po znakomitym podaniu Kamila Grosickiego bramkę zdobył niedawno debiutujący w kadrze, wprowadzony za Arkadiusza Milika, Łukasz Teodorczyk. I na koniec, już  doliczonym czasie gry bardzo ładnego, choć trochę szczęśliwego, rykoszetującego od słupka gola zdobył Jakub Kosecki, wprowadzony po przerwie za Kamila Glika. Ten gol się Koseckiemu należał bo w drugiej połowie był niewątpliwie najlepszy na boisku. Marcin Wasilewski przez ostatnie cztery minuty dowodził, że jest wybitnym piłkarzem, może nie na boisku, ale w świetle statystyk. No i Boruc zachował czyste konto. Kibice gwizdali, dopingowali San Marino, które jedyne, co pokazało, to że potrafi grać jedenastoma zawodnikami na własnym polu karnym, a komentator żartował sobie, że najlepszym zawodnikiem na boisku był Artur Boruc. Nie pamiętam już meczu, w którym Polska by wygrywała tak wysoko, a jednocześnie zebrałaby tak złe opinie. A po meczu nie jesteśmy ani trochę mądrzejsi, co zrobić, żeby w przyszłości było lepiej.

22 marca 2013 o godz. 22:53

Blamaż na własnym boisku

/wp-content/uploads/2013/03/Stadion-Narodowy-Czechy-Portugalia-25

Ledwie się mecz zaczął, a Iarmolenko strzelił nam gola z niczego, Boruc chyba się zagapił, niestety, to jest niefartowny bramkarz. Zaczęło się źle i dalej było źle, Ukraińcy szybcy, agresywni, bez kompleksów. A nasi pod presją. I stało się. Pięć minut później na 2:0 strzelił Gusev. Boruc znów się spóźnił. Potem Polacy wreszcie się obudzili, najpierw ładnie strzelał Boenisch, najlepszy z naszych w całym meczu, a w 18. minucie kontaktowego gola strzelił Łukasz Piszczek. Mecz wreszcie zrobił się ciekawy mecz, choć bardzo agresywny, a Ukraińcy faulowali bez pardonu, na co czeski sędzia przymykał oko. Dobrze na skrzydłach radzili sobie Boenisch i Majewski, brakowało jednak skuteczności i szczęścia pod bramką. W 29. minucie Błaszczykowski mógł strzelić do pustej bramki, niestety. Mieliśmy sporo ładnie wykonywanych, ale niewykorzystywanych stałych fragmentów gry. I kiedy już zdawało się, że remis wisi w powietrzu, w 44. minucie po okresie dużej przewagi Polski Zozula znów z niczego strzelił na 3:1. Boruc nie zaliczy tych 45 minut do udanych, właściwie wpuszczał wszystko, co mógł, jednak wynik pierwszej połowy był dużo gorszy niż gra Polaków. Niestety, druga połowa w pełni obnażyła naszą niemoc i brak przygotowania. Już w 46. minucie Boruc podał pod nogi napastnika ukraińskiego i możemy się cieszyć, że ten nie trafił do pustej bramki, chwilę potem znów byliśmy bliscy straty. Zaczął się koszmar. W 60. minucie okazję miał Obraniak, ale Piatov w przeciwieństwie do Boruca, wie jednak jak się ustawić w bramce. Wprowadzeni po przerwie: Kosecki, Obraniak i Teodorczuk zupełnie nic nie wnieśli. Przegraliśmy tylko 1:3, bo Ukrainie w drugiej połowie już się nie chciało biegać, mecz zrobił się chaotyczny i wyglądał jak nasza liga, wiało nudą. Niestety, przegraliśmy na własnym stadionie, na własne życzenie i niech nikt nie mówi „Polacy nic się nie stało”. Stało się tyle, że zaprzepaścili szanse na awans na Mistrzostwa Świata. Byli źle przygotowani i jak zwykle nie umieli wykorzystać okazji. Ukraina nas znokautowała w pierwszej rundzie, druga runda była farsą i równie dobrze mecz mógł się skończyć w 45 minucie, kibicom zaoszczędzono by ziewania. Zdecydowanie więcej radości dostarcza oglądanie skoków narciarskich, aż szkoda, że jutro i pojutrze ostatnie w tym sezonie, w którym obok Kamila Stocha wyrasta nowa duża indywidualność – sympatyczny Piotr Żyła, a i Maciej Kot nie raz tej zimy pokazał nie koci, a lwi pazur.

17 października 2012 o godz. 19:22

Dobry mecz, szkoda że remis

/wp-content/uploads/2012/10/Stadion-Narodowy-Czechy-Portugalia-25

Przełożony mecz Polska-Anglia zakończył się remisem 1:1. Mogło być zwycięstwo, byliśmy wyraźnie lepsi. Angielscy piłkarze wyglądali jakby wczorajszą noc spędzili w pubie, a dziś wstali z ciężkim kacem. Nasi przeciwnie, pierwszy raz od dawna kondycyjnie zagrali na pełnych obrotach przez 90 minut.W pierwszej połowie najsłabszy na boisku był włoski sędzia, który nie ogarniał zupełnie sytuacji, odgwizdując faule gdy nie mógł nadążyć za piłką. Polska zagrała bardzo agresywnie i w sumie dobrze, pomijając nasz stały problem – brak skuteczności. Od początku atakowaliśmy, mieliśmy przewagę w środku pola, więcej sytuacji pod bramką, tylko celnych strzałów brakowało. Bardzo dobry Łukasz Piszczek, niezwykle waleczny Kamil Grosicki, wypracowujący groźne sytuacje Robert Lewandowski. Eugen Polański cofnięty, może nie zachwycał z przodu, ale odgrywał ważną rolę destrukcyjną. Wszołek ambitny, ale wyraźnie zjadała go trema. Obraniak z Krychowiakiem chyba za bardzo cofnięci, dużo też straconych piłek, ale kilka sytuacji zwłaszcza w destrukcji udanych. Do gry obrońców też trudno było w pierwszej połowie mieć pretensje, może z wyjątkiem sytuacji, w której straciliśmy gola. Ale też bramka Rooneya z 31. minuty była trochę przypadkowa, po rzucie rożnym, Rooney uderzał nieczysto, ale bramkarz chyba go dobrze nie widział, no wpadł gol w sumie z niczego. I szkoda, bo byliśmy lepsi w tej pierwszej połowie. Dofoe i Gerrard dobrze kryci. Z Rooneyem była trudniejsza sprawa, wszędobylski, zaskakująco cofnięty, zaskakująco pracowity – grał bardziej jak grywa na co dzień nieobecny teraz Lampard niż jak on sam. No i obrona angielska była niezawodnym monolitem. Hart nie miał w bramce nic do roboty. W drugiej połowie zagraliśmy jeszcze lepiej. Całkowicie zrehabilitował się Obraniak, najlepszy w drugiej części spotkania (zmieniony w końcówce przez Borysiuka). Pięknie wyegzekwowany rzut rożny i gol obrońcy Kamila Glika, wymierzony, mocny strzał głową, wziął odwet za bramkę Rooneya i zrobił to w dużo ładniejszym stylu. Poza ostatnimi pięcioma minutami, kiedy już nikomu nie chciało się grać, i kiedy obydwie drużyny czekały na ostatni gwizdek, Polska przez cały mecz przeważała. Bardzo dobry cały mecz zagrali Piszczek i Lewandowski, świetnie radził sobie Krychowiak. Anglicy właściwie nie pokazali nic wielkiego, może poza szczelną, nieźle zorganizowaną obroną, ale z pewnością nie tego oczekiwali od nich ich kibice. U nas zawiodła jedynie skuteczność, szkoda. W drugiej połowie Obraniak miał jednak kilka ładnych sytuacji, zwłaszcza piękny, obroniony przez Harta, strzał z dystansu. Takich akcji powinno było być w meczu więcej, zwłaszcza że Anglicy często tracili piłkę w środku pola. Dla mnie piłkarzem meczu był Piszczek, najbardziej pracowity, konstruował wiele akcji, często też budował przewagę pod polem karnym. Ale cała drużyna zagrała dobry mecz. Natomiast włoski sędzia Gianluca Rocchi raczej powinien szukać innego sposobu zarabiania na życie, może sprawdziłby się w pizzerii.Kibice nie zawiedli. Na stadion przyszło 49 tys. osób. Ze strony PZPN coś im się należy, choćby pamiątkowa koszulka, przepraszam to mało. Żenujące było zachowanie PZPN po odwołanym dzień wcześniej meczu, szukanie winnych wszędzie, byle nie we własnych szeregach, upominanie się o jakieś odszkodowanie od ministra sportu, że murawa za krótka. Panowie, ze wstydu powinniście posypać głowy popiołem i udać się z pielgrzymką do Santiago de Compostella. Co do Grzegorza Lato, to bardziej niechlubnego zejścia z areny politycznej nie mógł sobie chyba wyobrazić. Tak to jest, jak dobry niegdyś piłkarz zapomina, co potrafił robić najlepiej i rozsadzany ambicjami zabiera się za sprawy, które go zwyczajnie przerastają. Zmiany w PZPN powinny jednak mieć charakter pokoleniowy a nie personalny. Czasy się zmieniły, mamy nowe stadiony, inne niż dawniej media i inne oczekiwania kibiców. Tymczasem stara przaśna ekipa działaczy symbolizuje stracone lata polskiego futbolu, kiedy po 1982 roku nie potrafiliśmy przez lata wrócić do światowej czołówki. Zmagając się z kompleksami, z ambicjami, z własnymi rozczarowaniami. Podoba mi się trener Waldemar Fornalik (rocznik 1963, miał 19 lat, kiedy Lato strzelał gole na Mundialu w Hiszpanii). Nawet jeżeli jego drużyna nie odniesie sukcesu w eliminacjach do Mistrzostw Świata w Brazylii, to sam Fornalik prezentuje inny styl – zarówno w warstwie komunikowania się z ludźmi, jak i w sposobie myślenia o piłce. Nie ogląda się na Wembley, stara się iść do przodu. Inaczej się nie da. Drużyna nie jest zła, nie była też zła na Euro 2012, może właśnie potrzeba jej innego spojrzenia, może czas zapomnieć o Wembley i myśleć o tym, na co nas stać w chwili bieżącej. Nie tylko sportowo, także organizacyjnie. Stara ekipa PZPN definitywnie zawiodła 16 października, piłkarze i Fornalik dzień później dali nam jednak nadzieję. Polska piłka potrzebuje szybkich zmian i sukcesów. Remis z Anglią u siebie to sukces połowiczny, postawa piłkarzy napawa optymizmem, a dla działaczy – czerwona kartka i dyskwalifikacja, koniec gry.

16 października 2012 o godz. 22:29

Dziura w dachu

/wp-content/uploads/2012/10/Stadion-Narodowy-Czechy-Portugalia-13

Hasło toruńskich futbolistów z Pilona brzmi: „Gramy w piłkę nawet w deszcz”. Co innego jednak Toruń, co innego Stadion Narodowy w Warszawie. W Warszawie teoretycznie jest zasuwany dach, którego konstrukcja zapewne kosztowała miliony (nie przypadkiem tylko nieliczne stadiony mają takie dachy), tylko że nikt go nie zasunął gdy zaczęło lać. Tak jakby ktoś miał otwierany dach w samochodzie i zostawił go rozsuniętym na ulewę. Dlaczego PZPN nie zrobiła użytku z dachu? Podobno mieli inne sprawy na głowie. Napadało po pachy, zrobiło się bajoro i trzęsawisko. Ops.Miałem iść na ten mecz, w ostatniej chwili nie poszedłem przywalony bieżącą pracą, właściwie decyzję podjąłem dziś ok. 15. Ależ miałem farta. Ależ bym się wkurwił jakbym tam siedział godzinę, czekając na decyzję, czy w trzęsawisku można grać w piłkę. Można, ale w Toruniu z ekipą z Pilona bo to twarde chłopaki. Chamstwo wobec kibiców niewyobrażalne. Ludzie jechali z całej Polski, ludzie przylecieli z Anglii. Byłem o 18. w pobliżu stadionu, widziałem te rozentuzjazmowane tłumy. Czy ktoś im zwróci za bilety – nie bilety na mecz, za bilety lotnicze, kolejowe, autobusowe? Za hotele itp., za zwolnienia z pracy? Tysiące ludzi mokło i wrócą rozczarowani bo urzędasy zapomniały zamknąć dach? Co to do kurwy jest? Powinni jutro wszyscy z PZPN podać się do dymisji. Jeśli nie z poczucia przyzwoitości to choćby ze wstydu.I co? Kibice mają czekać do jutra (gdzie?), bez pewności czy do jutra do 17. trzęsawisko zamieni się w klepisko? A jak napada więcej? Jak wody nie wypompują bo okazuje się, że i tego nie przewidziano? Niebywałe lekceważenie tysięcy ludzi. Niebywałe chamstwo.A przecież, ilu kibiców przed telewizorami zakupiło browarki, usiadło ze znajomymi nie po to żeby upić się bezmyślnie w środku tygodnia i rano iść na kacu do pracy, lecz by się cieszyć lub martwić z przebiegu gry.A na koniec złośliwość pod adresem TVP – kupili prawa do meczu, który się nie odbył! Pogratulować szczęśliwej decyzji. Wiadomo, nie ich wina i są stratni tak samo jak kibice (jednak mają większe możliwości by uzyskać odszkodowanie), ale to mściwy los za to, że nie transmitowali poprzednich meczów. Niestety, kibice wciąż nie mają wielu powodów by płacić za abonament państwowej, przepraszam, publicznej telewizji.

11 września 2012 o godz. 22:53

Żenada

/wp-content/uploads/2012/09/Stadion-Narodowy-Czechy-Portugalia-25

Mecz Polska-Mołdawia, znów bez transmisji w TVP. Pierwsza połowa na żenująco niskim poziomie. Gdyby przeciwnik nie był tak słaby i nieudolny, to byśmy przegrywali. W 33. minucie sędzia podyktował nam prezent, równie dobrze mógł nie odgwizdać faulu na Piszczku w polu karnym. Niezawodny Błaszczykowski znów zrobił to, co do niego należało. Strzeliliśmy bramkę, ale to była jedyna sytuacja, w której w pierwszej połowie bramkarz Mołdawian, rezerwowy ligi rosyjskiej Stanislav Namasco, miał cokolwiek do roboty. Więcej musiał ruszać się Tytoń, Mołdawinie stworzyli kilka ciekawych sytuacji, szczęśliwie dla nas żadnej nie wykorzystali. W pierwszej połowie Lewandowski praktycznie był niewidoczny, częściej sił pod bramka Mołdawii próbował Saganowski, ale miał za mało miejsca do strzału przy dobrze ustawionej obronie przeciwnika. Wreszcie dobrze grał Eugen Polański, no i Kamil Glik, który ratował nas kilka razy w groźnych sytuacjach przed polem karnym. Z pierwszej połowy wrocławska publiczność żegnała polską reprezentację gwizdami. I słusznie, za zły spektakl nie należy się nic innego. Druga połowa również rozpaczliwa, żal było patrzeć na naszą bezradność i na coraz śmielsze akcje Mołdawian. Przemek Tytoń miał dobry dzień, ale to nie on miał by ć w formie, nie na bramkarza liczyliśmy w meczu z europejskimi słabiakami. Dopiero wejście Artura Sobiecha za bardzo słabiutkiego w tym meczu Mierzejewskiego zmieniło obraz gry. na 15 minut ataki Polaków nabrały tempa, kilka raz zrobiło się groźnie na polu karnym Mołdawii, była bramka ze spalonego, wreszcie w 81. minucie wyczekiwany gol na 2:0, w zamieszaniu pod bramką ładnie uderzył Wawrzyniak, będący mocnym punktem naszej drużyny. Potem był jeszcze jeden gol ze spalonego, można mieć wątpliwości czy faktycznie był spalony. Nie ważne. Ostatnie pięć minut to była gra w dziada, brzydkie zlekceważenie kibiców, którzy liczyli na kolejne akcje Polaków. Im się już jednak nie chciało. Pańszczyznę odrobili, trzy punkty zdobyli, a że w fatalnym stylu… któż to będzie pamiętał. Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że świetny mecz rozegrał Łukasz Piszczyk, chyba najlepszy na boisku. W drugiej połowie Polański już niewiele wnosił, Krychowiak, który wszedł za Borysiuka nic nie pokazał, Waldemar Sobota wprowadzony za Saganowskiego walczył, ale jednak daleko mu do międzynarodowych umiejętności. Mecz z Mołdawią obnażył naszą słabość. Poziom był żenująco niski, wynik w sumie szczęśliwy. Czarno widzę nasz awans do Mistrzostw Świata w Brazylii. Szczęśliwie dla nas Anglia zremisowała z Ukrainą i jak na razie my, Czarnogóra i Anglia mamy jednakową liczbę punktów w tabeli.

7 września 2012 o godz. 22:53

Race do góry

/wp-content/uploads/2012/09/Stadion-Narodowy-Czechy-Portugalia-25

Mecz w Eliminacjach do Mistrzostw Świata Polska-Czarnogóra w Podgoricy do obejrzenia tylko w internecie, niezłe jaja. TVP nie wykupiła praw do transmisji. Bida. Ale nic to, więcej ludzi będzie oglądać w knajpach zamiast gnić w domu przed odbiornikiem i pożerać orzeszki. Pierwsza połowa zaczęła się dobrze bo od naszej bramki z rzutu karnego, w 21. minucie strzelił Kuba Błaszczykowski, potem jednak była bezradność, bardzo złe krycie, za dużo straconych piłek, znów niewykorzystane sytuacje, no i dwa perfekcyjne strzały Czarnogórców. Do przerwy przegrywaliśmy 1:2 i to całkiem zasłużenie. Właściwie pozytywnie można było ocenić jedynie agresywnego Roberta Lewandowskiego. W drugiej połowie Polska grała zdecydowanie lepiej, dokładniej, agresywniej, mogliśmy wygrać ten mecz, trochę Lewandowskiemu i Błaszczykowskiemu zabrakło szczęścia przy ładnych akcjach. Ładną bramkę głową zaraz na początku drugiej połowy strzelił Mierzejewski. W obronie nieźle radził sobie Piszczek. Kolejny raz rozczarował Polański, jest zbyt wolny, zbyt słaby w destrukcji w środku pola. To inteligentny piłkarz, może być z niego pożytek, ale wciąż jest bez formy. Głupoty Obraniaka nic nie wytłumaczy. Dostał czerwoną kartkę zaraz po tym jak zaczęliśmy grać z przewagą jednego zawodnika, zachował się tak samo jak chuligani na trybunach w Podgoricy, podszedł do Czarnogórca i pchnął go, tamten upadł teatralnie. Obraniak nic nie wniósł w pierwszej połowie, grał słabo, robił błędy, nie nadążał, a potem osłabił zespół. Inna sprawa, że chyba drużyna tej straty nie odczuła, przeciwnie, graliśmy jeszcze bardziej agresywnie. Szkoda, że nie wygraliśmy. Swoją drogą za chuligańskie wybryki kibiców FIFA mogłaby odebrać Czarnogórze punkty, Tytoń dostał racą w głowę, potem kibole jeszcze rzucali w stronę Tytonia wyrwanymi krzesełkami, rzadko widzi się takie chamstwo w meczach międzynarodowych. Polska pokpiła ostatnie pół godziny pierwszej połowy, całościowo jednak nie wypadła źle. Następny mecz 11 września z Mołdawią, bez Obraniaka powinniśmy wygrać. Z Anglią (Anglia rozgromiła właśnie Mołdawię 5:0) i Ukrainą, które mamy w grupie H eliminacji do Mistrzostw Świata w 2014 roku w Brazylii, na razie chyba nie jesteśmy w stanie stawić czoła, szczęśliwie z Ukrainą gramy dopiero w marcu 2013 roku, może do tego czasu Fornalik poustawia drużynę, kilku naprawdę dobrej klasy piłkarzy już ma. Oby tylko Lewandowski był bardziej skuteczny.

2 lipca 2012 o godz. 11:23

Finał Euro – wielka Hiszpania

/wp-content/uploads/2012/07/final-na-barce1

Włochy na kolanach, upokorzone i ośmieszone. Hiszpania jest wielka! Buffon cztery razy wyciągał piłkę z siatki, a właściwie powinien być piąty gol, tylko sędzia nie zauważył ręki w polu karnym.Hiszpania zaczęła bardzo agresywnie, świetnie zorganizowani w każdej linii. Już w 16. minucie Silva strzelił bramkę, ale ataki Hiszpanów wcale nie ustały. Włosi w pierwszej połowie odgryzali się dzielnie, mecz był ciekawy, wet za wet, akcja za akcją. W 40. minucie Jordi Alba uciekł włoskim obrońcom i ze spokojem strzelił w sytuacji sam na sam z Buffonem. Hiszpanie wzięli odwet za Niemców. W 50. minucie, kiedy Włosi jeszcze mieli nadzieję, fenomenalnie bronił Casillas. Najlepszy bramkarz Euro 2012 i w ogóle najlepszy bramkarz w Europie. Upokorzył Włochów Torres strzelając na 3:0 w 84. minucie, a dobił ich w 88. minucie Mata, który wszedł chwilę wcześniej za Iniestę. Hiszpania pokazali przegrywającym i bezradnym Włochom, że strzelenie dwóch goli w końcowych dziesięciu minutach to nic trudnego. Balotelli schodził z boiska wściekły jak byk. Nie powtórzył wyczynu z meczu z Niemcami, nie był w stanie przełamać dobrze zorganizowanej hiszpańskiej obrony, ale też nie miał szczęścia.To były bardzo dobre mistrzostwa. Mało fauli, mało błędów sędziów, niewiele antyfutbolu (Grecja to absolutny skansen, nikt tak brzydko nie gra jak oni), dużo bramek, dużo zaskakujących zwrotów akcji jak w dobrym thrillerze, świetna organizacja. Moja jedenastka Euro 2012 wygląda następująco:bramkarz: Iker Casillas (Hiszpania)obrońcy: Jordi Alba (Hiszpania), Philipp Lahm (Niemcy), Pepe (Portugalia), Ashley Cole (Anglia)pomocnicy: Mesut Oezil (Niemcy), Andrea Pirlo (Włochy), Andres Iniesta (Hiszpania), David Silva (Hiszpania)napastnicy: Mario Balotelli (Włochy), Mario Gomez (Niemcy)

28 czerwca 2012 o godz. 23:51

Osiemnasty dzień Euro – wygrał Balotelli

/wp-content/uploads/2012/06/kanalek-portugalia-espania-11

Eeee, to mi się nie podoba. Dlaczego Włosi zawsze muszą wygrywać na turniejach z Niemcami? Cóż, widać takie niepisane prawa futbolu. Na boisku w Warszawie grały dwie równorzędne drużyny, obydwie zagrały niezły, choć nie fantastyczny mecz. Dużo niecelnych podań, dużo błędów w obronie i popisy nieskuteczności w polu karnym, ale też – oddając sprawiedliwość – popisowe interwencje obydwu bramkarzy. I Niemcy, i Włosi psuli, co tylko mogli. Ale Włosi mieli Balotelliego i to on wygrał dla nich mecz. W 20. minucie po szybkiej akcji Cassano Balotelli strzelił głową, a w 36. minucie posłał z linii pola karnego bombę nie do obrony. Do przerwy 2:0 i po ptakach. W drugiej połowie Włosi grali mądrze, bronili się murując pole karne, ale i przeprowadzali piękne, choć nieskuteczne kontry (Balotelli kontuzjowany zszedł z boiska). Niuemcy walili głową w mur, byli całkowicie bezradni. W 92. na otarcie łez Oezil strzelił z karnego. W końcówce już nawet Neuer grał w środku pola, emocje sięgnęły szczytu, ale nie wystarczyło czasu. Gdyby w pierwszej połowie Gomez i Kroos, a w drugiej Reus i Klose wykorzystali swoje stuprocentowe sytuacje, wówczas być może inny byłby przebieg meczu. Ale i Włosi mieli swoje stuprocentowe szanse. A trafiał tylko Balotelli. To był jego mecz. I na pewno zapamiętamy jego filigranowego irokeza, który tak nie pasuje do szerokiej czaszki jako jeden z symboli Euro 2012. Czarnoskóry Balotelli jest jednym z najlepszych piłkarzy tego turnieju. Nie kibicuję Włochom, ale boję się, że w finale sięgną po mistrzowski tytuł. Mamma Mia.

28 czerwca 2012 o godz. 12:39

Siedemnasty dzień Euro – łzy Ronaldo

/wp-content/uploads/2012/06/kanalek-portugalia-espania1

Fircyk Christiano Ronaldo schodził  boiska w Doniecku ze łzami w oczach. Rozegrał chyba swój najlepszy mecz w narodowych barwach. Był agresywny, konstruował akcje, dostrzegał partnerów, biegał po całym boisku, nie oszczędzał nóg ani fryzury – zupełnie jak nie on. Los okazał się być jednak wredny dla portugalskiej gwiazdy. Nic mu tego dnia nie wychodziło, a na koniec nawet nie dane mu było wykonać rzutu karnego. Marzył o tytule Mistrza Europy i koronie króla strzelców. A pozostały tylko łzy. Cóż, nie żal mi go wcale. Ale Portugalii żałuję, rozegrali bardzo ambitny mecz. Hiszpanie nie byli lepsi. Tylko twardsi, co nie koniecznie w piłce przekłada się na sukces. Tym razem dopisywało im także szczęście i wspaniały Casillas w bramce.Półfinał w Doniecku Fabregas i Torres zaczęli na ławce rezerwowych. Portugalczycy od początku grali bardzo agresywnie, kąsali Hiszpanów na polu karnym jak wściekłe psy, Kąsali, kąsali a i tak do przerwy 0:0. W drugiej połowie tempo wyraźnie zaczęło zwalniać, coraz więcej brzydkich fauli i żółtych kartek. Tylko Ronaldo jak byk do końca, rozwścieczony, głodny gola, ale celownik ustawił słabo. Druga połowa zdecydowanie mniej pasjonująca i wciąż bezbramkowa. Najlepszą sytuację w meczu miał Iniesta w 104. minucie. Portugalia wyraźnie w dogrywce opadła z sił, Hiszpania zdominowała mecz, tylko już było za mało czasu na gola. A zatem znów rzuty karne. Casillas czy Rui Patricio? Zaczął Xabi Alonso, znakomicie spisujący się piłkarz, uderzył precyzyjnie, ale Patricio broni! Strzela Joao Moutinho i Casillas też broni! Potem wszystko układało się tak jak powinno: Iniesta i 1:0, Pepe i 1:1, Pique i 2:1, Nani i 2:2. Ramos poczekał aż się bramkarz położy i lekko uderzył 3:2. Po nim speszony podszedł do piłki Bruno Alves, w jego oczach widać było, że nie trafi. Uderzył w poprzeczkę. Na koniec Fabregas, ten uderzył w słupek… tyle, że odbita piłka wpadła do bramki. Hiszpania w finale, łzy Ronaldo, radość Casillasa. Obydwie drużyny spisywały się na Euro 2012 znakomicie, a wczorajszym mecz był na wysokim poziomie. Liczę na finał Niemcy-Hiszpania.

25 czerwca 2012 o godz. 12:23

Szesnasty dzień Euro – wygrali lepsi, szkoda

/wp-content/uploads/2012/06/bar-Opcja2

Włochy wygrały w rzutach karnych to, czego nie były w stanie – pomimo usilnych starań – zrobić w ciągu 120 minut na boisku. Od pierwszych minut mecz oglądało się świetnie, w trzeciej minucie słupek uratował Anglików, chwilę później stuprocentowa sytuacja była pod włoską bramką. Kolejne minuty też bardzo ofensywne, akcja od bramki do bramki, jak na szkolnym boisku. Podobne ambicje i umiejętności. Emocjonująca pierwsza połowa, świetny Balotelli z filigranowym irokezem, te włoski na łysej czarne pale wyglądają jak posmarowane szuwaksem. Ale pracuje jak wół. Druga połowa zaczęła się tak samo jak pierwsza, obydwie drużyny hurra do ataku. W 52. minucie Włosi trzy razy strzelali i nic, nie mniej zaczął się okres ich dominacji. Poza meczem z Chorwacją Włosi na Euro grają znakomicie, zupełnie jak nie oni, agresywnie, bez oszczędzania sił, bez teatralnych gestów. I w drugiej połowie stworzyli więcej okazji. W 101. minucie znów słupek uratował Anglików. W 115. minucie wydawało się, że przeważający w dogrywce Włosi wreszcie strzelili, Nocerino umieścił piłkę w siatce, ale sędzia liniowy podniósł chorągiewkę, spalony. Nie udało się rozstrzygnąć meczu, były rzuty karne. No i wspaniały Buffon we włoskiej bramce. Pierwszy strzelał Balotelli, wreszcie coś mu się udało, zasłużył na chwilę radości. Po nim Gerrard, najbardziej pracowity w drużynie angielskiej, też strzelił. Ale Montolivo nie trafił. Po nim Rooney i jest! Przez chwilę wydawało się, że to Anglia zejdzie zwycięska. Ale zaraz Pirlo strzelił podkręconą piłką, zaś Young uderzył w poprzeczkę. Los się odwrócił. Kolejna seria – Nocerino trafia, to też był jego wielki dzień. Piłkę uderza Ashley Cole, chyba najsympatyczniejszy w drużynie Anglików, i Buffon broni. Jeszcze Diamanti kontra Hart, bez pudła, Włosi wygrali, trudno. Zasłużyli.W Warszawie półfinał Niemcy-Włochy. To będzie wydarzenia. I wcale nie ma faworyta, obydwie drużyny pokazują na Euro 2012 ekstra klasę. Anglików wcale mi nie żal, żal mi tylko, że nie będzie na Stadionie Narodowym półfinału Niemcy-Anglia bo to by było ekstremalne wydarzenie, także dla znudzonych piłką sił policyjnych.

24 czerwca 2012 o godz. 15:04

Piętnasty dzień Euro – mnie przy tym nie było

/wp-content/uploads/2012/06/Przejscie-1

Wczorajszego meczu nie oglądałem. Ale podobno nie mam czego żałować, tak mi mówią ci, co widzieli. Hiszpania wygrała zgodnie z planem. Francja znów rozczarowała, mają do tego talent. Finał Niemcy-Hiszpania coraz bardziej realny. A dziś będę kibicował Anglikom.

23 czerwca 2012 o godz. 12:27

Czternasty dzień Euro – oliwki wzywają

/wp-content/uploads/2012/06/rama-Grecja-Niemcy2

Niemcy roznieśli słabych i zbolałych Greków. Było 4:2, równie dobrze mogło być 10:1. A Niemcy zagrali bez wielu podstawowych graczy, odpoczywali m.in.: Podolski, Mertesacker, Gomez (wszedł w 79. minucie) czy Muller (wszedł w 67. minucie). Potraktowali Greków jak sparingpartnera przed półfinałem z Portugalią. Nie ma wątpliwości, że na tym etapie rozgrywek Grecy znaleźli się psim swędem i jak najszybciej powinni wracać do domów doglądać oliwek.Już w czwartej minucie Niemcy strzelili prawidłowo pierwszego gola, którego sędzia nie uznał bo udawał Greka. Potem były ciągłe zmasowane ataki, w 23., 24. i 25. minucie za każdym razem mógł być gol. W 36. minucie świetną kontrę wyprowadził Oezil, jeden z najlepszych w niemieckiej jedenastce, znów strzał obronił dobrze się spisujący Sifakis. W końcu w 39. minucie przepięknym strzałem zza linii pola karnego na 1:0 strzelił malutki i zwykle cofnięty Philipp Lahm. Początek drugiej połowy i dalej niemiecka szarża, choć za dużo niepotrzebnych podań w polu karnym, a to nie jest sposób na Greków, zwłaszcza że najdalej wysunięty Klose niestety, lata świetności ma za sobą, już nie jest ani tak szybki, ani tak bystry. Tymczasem w 55. minucie wepchnął piłkę do bramki Samaras, znowu Grecy mieli chwilę szczęścia, przynależnego głupcom. Ta bramka jednak tylko rozwścieczyła Niemców. I bardzo dobrze, otworzył się worek z prezentami. Już w 62. minucie Sami Khedira posłał taką bombę pod poprzeczkę, że bramkarz był bez szans, 2:1. A w 68. minucie wiedział, w którym miejscu się znaleźć przy rzucie rożnym Miroslav Klose, 3:1. Upokorzył zaś Greków w 75. minucie rezerwowy Reus, któremu Loewe dał szansę gry od pierwszej minuty. Potem mogły być kolejne gole, Niemcom chyba się jednak za bardzo nie chciało, swoje osiągnęli, a przeciwnik nie wart był większego wysiłku. Łaskę upokorzonym w 89. okazał sędzia, który podyktował karnego dla Greków po przypadkowej ręce Boatenga w niemieckim polu karnym, piłka odbiła mu się od ręki w sytuacji, kiedy dwóch greckich zawodników było na spalonym. Niepotrzebny był ten karny, na otarcie łez, Dmitris Salpingidis nie spudłował i nie strzelił w bramkarza. Niech mają. Niemcy pokazali, że nawet w rezerwowym składzie są mistrzami. Grecy zostali znokautowani, szkoda, że nie w pierwszym meczu przez Polskę, ale można odetchnąć, że na reszcie sprawiedliwości stało się zadość.

22 czerwca 2012 o godz. 14:27

Trzynasty dzień Euro – na stadionie i tak jest wesoło

Kibicowałem Czechom jak większość Polaków. Oczywiście kibicowałem im bez większej nadziei. Wczoraj na Stadionie Narodowym w Warszawie nie przeprowadzili ani jednej groźnej akcji. Gdyby nie Petr Czech zapewne straciliby więcej goli, ale bronił fenomenalnie. Czesi byli ambitni i zasłużyli na doping i sympatię swoich kibiców.Mecz obejrzałem na stadionie. Jestem pod wrażeniem. Architektonicznie – perła. Z każdego miejsca widać wszystko, bez trudu można się poruszać po całym obiekcie. Nie ma kolejek do toalet i są czyste. Nie ma kolejek po napoje, hot-dogi etc. Piwo niskoalkoholowe – 12 zł, cola – 10 zł, hot-dog – 10 zł, koszulka oryginalna – 100 zł. Nie ma lekko, każdy chce zarobić. Stewardzi uśmiechnięci, sympatyczni, życzliwi. Bramkarze przed wejściem kulturalni i profesjonalni. Nie sprawdzają dowodów osobistych, w zasadzie można wnieść większy aparat fotograficzny, ja akurat wziąłem mały i żałowałem. Miejsca dobrze oznaczone i wygodne. Na stadionie zabawa, radość, fiesta. Było ponad 55 tysięcy osób, zasunięty dach, ale w ogóle nie było duszno. Hałas też się świetnie rozchodził. Dominowali kibice Czescy (nie koniecznie Czesi, bo my też kibicowaliśmy naszym południowym braciom), ale kibice Portugalii mogli czuć się zupełnie swobodnie. Zresztą potem wszyscy razem maszerowaliśmy w nocy Mostem Poniatowskiego, policja przyglądała się spokojnie, bo i atmosfera była zabawy, nie rozróby. Te piękne stadiony sprawiają, że zmienia się atmosfera kibicowania. Nie jest najważniejsze, kto wygra, ważne że uczestniczymy w sportowym święcie. I to jest piękne, bliskie idei sportu. Mam nadzieję, że to przetrwa, stanie się zdobyczą Euro 2012 dla Polaków. Swoją drogą na wąskiej przestrzeni Mostu Poniatowskiego policji było tak mało, że jakakolwiek interwencja gdyby tłum oszalał byłaby bardzo trudna. Wyszedłem wczoraj w ciepłą letnią noc razem z ponad pięćdziesięcioma tysiącami kibiców dumny z tego, że zorganizowaliśmy tak wysokiej klasy imprezę. Niech się uczą teraz organizatorzy meczów ligowych, ale i imprez muzycznych, festiwali etc. Polacy potrafią kulturalnie się bawić, trzeba im jednak po pierwsze zaufać, po drugie – nie prowokować tych, którzy na prowokację czekają. Dobrym pomysłem jest też sprzedaż niskoprocentowego piwa na imprezach masowych. W Czechach piwo ma zwykle ok. 3 procent i ludzie bawią się, a nie upijają do nieprzytomności. Czas najwyższy zmienić ustawę o wychowaniu w trzeźwości, tak by odpowiadała realiom i oczekiwaniom konsumentów. Czesi pięknie się wczoraj żegnali z Euro. Może nie w wielkim piłkarskim stylu, ale z wielkim sercem. I na wesoło!

20 czerwca 2012 o godz. 21:02

Odpoczynek od Euro

/wp-content/uploads/2012/06/kot-spa

nie wklejam prawie nigdy cudzych zdjęć, no ale to mnie uwiodło…

19 czerwca 2012 o godz. 23:37

Dwunasty dzień Euro – zwijamy autostrady

/wp-content/uploads/2012/06/nad-kanalkiem

Ukraina podzieliła los Polski. Można się było tego spodziewać, i nam, i im daleko na europejskie futbolowe salony, choć Ukraina niewątpliwie zaprezentowała się dużo lepiej i w meczu z Anglikami była równorzędnym partnerem. Zabrakło im szczęścia, a i Hart dwukrotnie rewelacyjnie bronił, no i w 63. minucie wyglądało, że Ukraina wyrównała, że Anglicy wybili zza linii bramkowej, ale sędzia nie uznał chyba prawidłowo zdobytego gola. Inna sprawa, że remis nic Ukrainie nie dawał. Anglia rozczarowała. W 48. minucie tłusty Rooney cwaniacko się ustawił i to dało prowadzenie. Tymczasem Szwecja wszystkich zaskoczyła wygrywając na otarcie łez z rewelacyjnie dysponowaną Francją 2:0. To była dobra i wyrównana grupa, ale do następnej rundy przeszli turniejowi rutyniarze.Jutro dzień przerwy w Euro. A podobno po Euro mają zamknąć autostradę A2 i otworzyć dopiero w październiku. Czy mnie to dziwi? Obawiam się, że to nie jedyna zła wiadomość, cenę za inwestycje w Euro przyjdzie nam spłacać przez następne lata, gminy już zapowiadają, że w związku z zadłużeniem i inwestycjami będą cięły dopłaty do oświaty, przedszkoli itd. To była dla nas droga i krótka przygoda, w dodatku przynosząca sportowe rozczarowanie.

19 czerwca 2012 o godz. 11:13

Jedenasty dzień Euro – bramki się nie liczą

/wp-content/uploads/2012/06/Wave2

Mecz Chorwacji z Hiszpanią należał do najsłabszych na Euro 2012, a mimo to budził emocje niemal do końca. Równolegle Włosi grali z Irlandią i jeszcze przed przerwą objęli prowadzenie (ostatecznie wygrali 2:0). Nie bardo rozumiem przepisy, jakie wprowadziła FIFA, z których wynikało, że przy wygranej z Irlandią i remisie w meczu Hiszpania-Chorwacja, mając pięć punktów i mizerny bilans bramek, to Włosi wychodzą z grupy? Może mi to ktoś wytłumaczy, bo ja zupełnie nie kumam. Włosi nic nie pokazali, wymęczyli dwa remisy, potem wymęczyli zwycięstwo z ambitnymi Irlandczykami, i co? To po co strzela się gole? Jeśli tylko dla widowiska, to bez sensu. Włochy, Hiszpania i Chorwacja miały pomiędzy sobą remisy. Gdyby był też remis w meczu Hiszpania-Chorwacja, to przecież powinni pierwsze miejsca zająć ci, którzy strzelili najwięcej bramek. Tymczasem ponoć to Włosi mieli w takiej sytuacji wyjść pierwsi z grupy. Jak się o tym dowiedziałem, to kibicowałem Irlandczykom, żeby sprawiedliwości stało się zadość i żeby Włochy znalazły się tak, gdzie ich miejsce, czyli nad Morzem Śródziemnym. Oprócz mnie w barze nad Wisłą była spora grupka Irlandczyków, niestety, wszyscy razem byliśmy za słabi. Tymczasem jednak sprawa rozstrzygnęła się w sposób jednoznaczny w drugim meczu. A trzeba przyznać, że Hiszpanom wygrana wcale się nie należała. Zagrali swój najsłabszy mecz. Chorwaci byli waleczni, ambitni, ale nie mieli szczęścia. No a Hiszpanie mają genialnego Casillasa. Co najmniej dwa razy wybawił wczoraj Hiszpanów z beznadziejnej sytuacji – w 58. i 79. minucie broniąc fenomenalnie, instynktownie, błyskotliwie, błyskawicznie. I w 87. minucie po okresie wyraźnej przewagi Chorwatów Navas strzelił gola. W sumie dobrze, bo nie będę musiał rozumieć tych przepisów, które sprawiają, że strzelone bramki są nieważne, a do następnych grup przechodzą Grecy czy Włosi. Jeśli tak ma być przyszłości, to uwaga!, młodzi piłkarze, zamiast trenować zmieniajcie obywatelstwo na Włoskie, albo chociaż udawajcie Greka. Bramki nie mają znaczenia.

16 czerwca 2012 o godz. 23:33

Dziewiąty dzień Euro – Najsłabsi wśród najsłabszych

/wp-content/uploads/2012/06/Fan-Camp-Czechy-1

Mecz z Czechami rozwiał marzenia, ale też obnażył prawdę, w najsłabszej na Euro 2012 grupie Polska zajęła ostatnie miejsce. Najsłabsi wśród najsłabszych, niestety.Problem w tym, pisałem o tym przed meczem z Czechami, że tak beznadziejny wynik naszych zmagań na Euro to nie wina braku indywidualnych zdolności piłkarzy. Poza Dudką wszyscy grali naprawdę dobrze. Przemek Tytoń stał jedną z gwiazd tej reprezentacji i tylko on będzie dobrze wspominał te mistrzostwa. Ale Lewandowski walczył jak lew, przynajmniej dokąd miał siły. Dobrze radziliśmy sobie z konstruowaniem akcji i z rozbijaniem przeciwnika. Brakowało wykończenia. Brakowało drugiego napastnika. I to jest wina trenera. Smuda odpowiadał za defensywne ustawienie, i to w meczu, w którym nie wystarczał nam remis, przynamniej w części odpowiada za słabe przygotowanie kondycyjne piłkarzy, odpowiada też za to, że w pierwszym meczu z Grecją nie wystarczyło mu odwagi żeby wpuścić nowych zawodników i dać odpocząć tym, którzy gryźli już murawę ze zmęczenia. To była beznadziejnie słaba grupa, czego najlepszym dowodem jest absurdalny wynik meczu Grecja-Rosja i awans Greków, drużyny, która gra nudną, przewidywalną piłkę, i której wcale nie chciałem już oglądać. Mieliśmy niepowtarzalne szanse awansu do ćwierćfinałów. Zaprzepaściliśmy je w dużym stopniu przez trenera. Szkoda. Czas jednak myśleć o Mistrzostwach Świata, z tymi piłkarzami powinniśmy przejść przez eliminacje, jeżeli ktoś ich mądrze poustawia. Co do naszej grupy, to myślę, że już następna runda zweryfikuje jej słabość, odpadną i nudni Grecy, i przemęczeni Czesi.

16 czerwca 2012 o godz. 16:24

Ósmy dzień Euro – Francja zachwyca, Anglia gra do końca

/wp-content/uploads/2012/06/Bristol-Club-edit

Szwecja już po drugim meczu euro 2012 może pakować walizki! Któż by się tego spodziewał?! I wcale nie grali źle, ale jak widać sama solidność nie wystarczy, potrzeba jeszcze finezji. A finezję w grupie C mają przede wszystkim zaskakująco mocni Francuzi.Początek meczu Francji z Ukrainą miał niecodzienny przebieg. W piatej minucie został przerwany bo nad Donieckem rozpętała się burza z gradobiciem. Kibice mieli darmową kąpiel. Dopiero o 19. piłkarze znów wybiegli na mokre boisko, ale burza przeszła. Wznowiono mecz od piątej minuty. Pierwszy kwadrans przewaga Francji i w 16. minucie bramka strzelona ze spalonego przez Meneza. Potem kolejny kwadrans wyrównany, Ukraina grała konsekwentnie destrukcyjnie i nastawiła się na kontry jak w meczu ze Szwecją. W 29. minucie Mexes zmarnował stuprocentową okazję strzelając w leżącego bramkarza. Z kolei w 34. minucie fantastycznie strzał Szewczenki obronił Lloris. Do przerwy 0:0, a Szewczenko rewelacyjny. Druga połowa to już była rozpacz Ukrainy. Francja nawet nie przycisnęła, po prostu zaczęła być bardziej skuteczna. W 53. minucie wreszcie strzelił gola Menez, a w 56. minucie jakby od niechcenia strzelił Cabaye na 2:0. Francja miała miażdżącą przewagę. Ostateczny wynik 2:0, sprawiedliwy.Mecz Anglii ze Szwecją był dużo bardziej wyrównany i pasjonujący, obfitujący w gole. Wynik oddaje dramatyzm tego spotkania. Anglicy strzelili już w 24. minucie i w pierwszej połowie kontrolowali grę, ale druga połowa zaczęła się mocny uderzeniem Szwedów, Mellberg strzelił w zamieszaniu na polu karnym, wyglądało to zresztą na bramkę samobójczą Anglików. W 59. minucie Szwedzi strzelili cudownego gola na 2:1 po rzucie wolnym, strzał głową marzenie, znów Mellberg. Ale radość Szwedów trwała krótko. W 64. minucie było już 2:2, cudowny gol z niczego Walcotta. A w 78. minucie Walbeck strzelił najbardziej cwanego gola Euro i to Anglia wygrała mecz, choć zacięta walka trwała do końca. W grupie C szanse zachowała jeszcze Ukraina, ale to szanse iluzoryczne, nie wierzę by wygrali z tak dobrze dysponowanymi Anglikami. W najlepszym razie osiągną remis, który nic im nie daje. Francja powinna roznieść w ostatnim spotkaniu Szwedów, po tych dwóch spotkaniach to właśnie Francuzi obok Niemców i Hiszpanów wydają się być najsilniejszymi uczestnikami Euro 2012.

14 czerwca 2012 o godz. 23:02

Siódmy dzień Euro – hiszpańska fiesta

/wp-content/uploads/2012/06/Pod-Rura-2

Irlandia już może pakować walizki. Hiszpania rozegrała kolejny wspaniały mecz i jest na dobrej drodze żeby obronić tytuł mistrza Europy. Przed Euro 2012 typowałem na Scoremasterze finał Niemcy-Hiszpania i jak na razie moi faworyci mnie nie rozczarowują!Pierwszy dzisiejszy mecz, Włochy-Chorwacja, był popisem nieskuteczności Włochów, żeby nie powiedzieć, że kompromitacją – przynajmniej dla: Balotelliego, Cassano i Marchisio. Ten ostatni w 37. minucie dwa razy nie wykorzystał stuprocentowej sytuacji, w pierwszym strzale i w dobitce, kiedy piłka uderzyła w bramkarza. Ale mieli też Włosi, na swoje szczęście, Andreę Pirlo, który uratował im tyłek. Pirlo nie tylko strzelił bramkę w pierwszej połowie, ale też był najlepszym piłkarzem tego meczu. Druga połowa należała do Chorwatów. Gol w końcu musiał paść, i padł w 72. minucie po strzale Mandżukicia. Chorwacie dalej atakowali, a Włosi całkiem opadli z sił. Mogą się cieszyć z remisu. Ja też się cieszę, choćby dlatego, że remis obstawiałem, a i dlatego, że wcale nie chcę oglądać Włochów w dalszej części rozgrywek. Drugi mecz to była hiszpańska fiesta. Znakomity mecz Iniesty, jak on drybluje! Dwie bramki Torresa. I ten wspaniały gol w 49. minucie, którego strzelił David Silva, perfekcyjnie wymierzył, lekkim strzałem zmylił trzech obrońców i bramkarza. W końcówce Fabregas pogrążył Irlandczyków strzelając na 4:0. Powiedzmy obie szczerze, gdyby nie dobre interwencje Givena, to wynik byłby dużo wyższy. Hiszpanie cały czas kontrolowali sytuację, niemal nie opuszczali pola karnego Irlandczyków – głodni kolejnych bramek. Irlandczykom ambicji i woli walki odmówić nie można, ale nie żal mi ich, bo to jest futbol, który nie może się podobać – statyczny, przewidywalny, bezradny. Jutro ciekawe mecze w ostatniej grupie, w obydwu typuję remisy. Wszystko rozstrzygnie się w ostatniej rundzie, jeszcze nikt na 100% nie może być pewny awansu, choć Niemcy i Hiszpanie są bardzo blisko.