Materiały wg tagu "alkohole"

24 lipca 2010 o godz. 18:02

Figówka

/wp-content/uploads/2010/07/boukha

chyba takie pojęcie nie funkcjonuje, w Google pod tym terminem znajdujemy głównie informacje o chorobie zwanej figówka gronkowcowa, niemniej jak inaczej nazwać wódkę z fig? A wbrew pozorom nie jest ona wcale czymś rzadkim, zwłaszcza na Południu. Z fig robi się w Turcji jedną z odmian raki, a na Bałkanach znana choć niepopularna jest rakija smokvova. Niepowtarzalny smak ma jednak Boukha Gold lub Boukha Soleil z Tunezji, ma 36 proc. i bardzo zdecydowany smak, przypominający cierpkością grappę, ale wyraźnie czuć w nich również posmak fig, szczególnie w tej lepszej wersji Gold. Jest przezroczysta i ani trochę nie słodka. Jej europejskim odpowiednikiem jest portugalska aguardente de figo, ta ma jednak lekko oliwkowy kolor i 43 proc.

23 lipca 2010 o godz. 16:29

Egri Viz

/wp-content/uploads/2010/07/egri-viz

ziołowa wódka produkowana w znanym z winnic Egerze. Jest to mieszanka trzynastu ziół, m.in. melisy, oregano, mięty, tymianku. Kolor przezroczysty, lekko mętny, moc – 40 procent. Jeden z rzadkich rarytasów, właściwie dostępna tylko w regionie Egeru, sprzedawana jako pamiątka, w ładnych wysmukłych butelkach, z informacją o leczniczych właściwościach. W smaku trudno ją porównać z jakimkolwiek likierem ziołowym, ostra, ale ani słodka, ani gorzka, w ustach długo pozostaje smak mięty, melisy i oregano.

21 lipca 2010 o godz. 23:30

Arbuz

/wp-content/uploads/2010/07/marie_brizard_watermelon_gr

zawsze mi się wydawało, że to zupełnie bezużyteczny owoc, taki wielki chwast jak dynia. Tak myślałem, dokąd nie spróbowałem likieru arbuzowego firmy Marie Brizard (wielki międzynarodowy koncern, m.in. właściciel marki wódka Sobieski). Ma 16% – pachnie i smakuje owocem, a nie koncentratem. Nie polubiłem arbuza, nadal uważam, że to woda z cukrem i pestkami, ale jako składnik likieru jest genialny, to tak jakby pozbawić go wody, cukru i pestek, a pozostawić samą esencję zatopioną w alkoholu. Pycha. A Marie Brizard wśród wielu bardzo ciekawych trunków ma też pyszny likier mango. Likier arbuzowy ma w ofercie także inny wielki producent – holenderski De Kuyper. Ten ma 20%, kolor czerwony niczym sok z arbuza, oczywiście soczysty smak, ale nie jest tak mistrzowsko pyszny jak ten Marie Brizard.

21 lipca 2010 o godz. 23:27

Agrestówka

 nie przypadkowo agrest nie jest owocem najczęściej wykorzystywanym do wyrobu wódek owocowych – choć tani i prosty w uprawie, to mało soczysty i chyba też mało wyrazisty w smaku, choć to już pewnie kwestia gustu. Nalewki agrestowe to nie jest mój wybór. Na szerszą skalę produkuje je w Polsce pan Karol Majewski, czyli firma Nalewki Staropolskie.

20 lipca 2010 o godz. 23:33

Absynt

SONY DSC

wysokoprocentowy alkohol wytwarzany z anyżu, kopru włoskiego i piołunu, jego moc zwykle wynosi od 70 do 80 procent. Tradycyjny absynt ma jasnozieloną barwę, ale ostatnimi laty zwłaszcza w Czechach pojawiły się absynty czerwone czy czarne. Jest spora różnica smaku i mocy w zależności od regionu wytwarzania. Absynty francuskie (producentem jest m.in. Pernod Ricard), hiszpańskie czy szwajcarskie mają smak bardziej anyżkowy, czeskie oraz dalekowschodnie (np. z Izraela) mają smak bardziej piołunowy, często też dodaje się do nich hysop, rzadziej miętę czy melisę. Przez wiele lat cieszył się fałszywą sławą napoju halucynogennego z uwagi na zawarty w nim piołun, a dokładniej tujon. Pikanterii dodawała mu aura napoju artystów i paryskiej bohemy, a fascynację wzmagał obowiązujący do przełomu XX/XXI wieku zakaz sprzedaży absyntu w wielu krajach Europy (wolność pod tym względem panowała w Czechosłowacji a także w Wielkiej Brytanii). Zwykło się pijać absynt z dodatkiem cukru umieszczanego na specjalnej metalowej łyżeczce. Często cukier ten jest podpalany, tak by stopił się do postaci karmelu – w rezultacie alkohol nabiera brunatnej barwy i znacznie ciekawszego, bardziej korzennego smaku. W wielu lokalach podaje się podpalone drinki z absyntem, co jest niewątpliwie efektowne, choć może kończyć się poparzeniem gęby, szczególnie nie polecam eksperymentów z płonącymi drinkami właścicielom sumiastych wąsów. Sam absynt ma intensywny smak, rozgrzewa i szybko potrafi uderzać do głowy, choć nie znam wielu osób, które decydowałyby się na wypicie więcej niż jednego czy dwóch kieliszków (sam należę do nielicznych wariatów, w trzyosobowym gronie opróżniliśmy jednego wieczoru butelkę 0,75 l absyntu, co skończyło się ciężkim kacem następnego dnia z dominującym smakiem anyżu w ustach). Niektórzy mieszają go z wodą, częściej podawany jest z kostką lodu, niewątpliwie powinien być dobrze schłodzony. Z dodatkiem absyntu robi się wiele znakomitych drinków, m.in. B’52, metoda podawania zawsze jest podobna – absynt podaje się w towarzystwie słodkich likierów jak Baileys, Kahlúa czy Bombardino oraz syropów do drinków.

20 lipca 2010 o godz. 23:21

Od Absyntu do Zarazy

Leksykon dziwnych alkoholi

Od bardzo dawna noszę się z myślą spisania leksykonu alkoholi, tylko jakoś wciąż na zamiarze się kończyło. Mam masę notatek, bo od lat mam zwyczaj zamawiania w barach wszystkiego, czego jeszcze nie znam, na bieżąco też spisuję wrażenia. Tylko potem nad tym rozgardiaszem kartek trudno mi zapanować, a jeszcze trudniej zmobilizować się by spisać całość w jednym miejscu. Pomyślałem, że strona internetowa będzie mnie mobilizować do pisania kolejnych haseł. Jednocześnie rad będę jeśli wy – czytelnicy a wśród nich zapewne i amatorzy trunków – wesprzecie mnie uwagami i propozycjami do leksykonu, będzie on naszym wspólnym dziełem, które kiedyś może zostanie wydane w formie książki, a zatem proszę mieć na uwadze, że zamieszczane w dziale leksykonu posty będą mogły być w przyszłości przeze mnie wykorzystane (oczywiście z podaniem autorstwa postu). Zasada jest taka, że do leksykonu trafiają wyłącznie destylaty, nie opisuję ani gatunków piwa, ani wina, ani cydru, ani innych efektów fermentacji. Wbrew temu, co twierdzą wielcy producenci alkoholi, dobre trunki wcale nie muszą być drogie. Są alkohole uzyskiwane z owoców w formie jednokrotnej destylacji – bałkańskie rakije, węgierskie palinki, swojskie śliwowice, ale też rozmaite nalewki, którym poświęcam wiele uwagi, a które smakiem i jakością mogą konkurować z najlepszymi markami. W przypadku nalewek czy likierów, ale i wódek owocowych czy ziołowych, oryginalna receptura, dobór składników dają doskonały efekt, choć trunki te z braku środków na promocję są niemal nieznane. W leksykonie zdecydowanie nadreprezentowane są trunki europejskie, bo je znam najlepiej, a każdy z opisywanych alkoholi najpierw wypiłem zanim trafił do leksykonu. Dużo tu specjałów z Europy Środkowej i Wschodniej – Bałkany, Polska, Litwa, Niemcy, Austria, Czechy, Słowacja, Węgry, to kraje bliskie nam turystycznie, ale i oferujące wielkie bogactwo oryginalnych alkoholi. Do tego należy dodać Francję z ogromnym bogactwem eau-de-vie oraz Włochy, które mogą pochwalić się nie tylko grappą, ale też wybornymi likierami. Hiszpania to niezwykła, słoneczna brandy, Szkocja i Irlandia – bogactwo whisk(e)y, Holandia to nie tylko genever (odpowiednik brytyjskiego ginu), ale i najbardziej znane likiery do miksowania drinków… Świat alkoholi jest bogaty i różnorodny, i nie warto zamykać doświadczeń do oferty najbliższego monopolowego. Jak ktoś mądrze powiedział: "życie jest krótkie, szkoda je tracić na tanie wina". Nie mam nic przeciwko tanim winom, ale na pewno warto doświadczać więcej. Omawiam także wszystkie najbardziej znane markowe destylaty. W większości przypadków trzeba powiedzieć, że te najdroższe często są rzeczywiście najlepsze, choć kwestią indywidualnego smaku i gustu jest czy komuś bardziej smakuje brandy lub koniak VSOP czy XO. Po prostu smakują (też kosztują) inaczej. Nie należy jednak kupować taniej brandy, taniej whisky, taniej tequili, taniego rumu – na 100% zniechęcimy się wówczas do trunku (sam tak miałem z rumem, rozpoczynając wiele lat temu, jako nastolatek, przygodę z tuzemskim rumem). Chyba też każdy wiek ma swoje prawa, chyba dopiero po 40. zaczyna się doceniać smak dębowej beczki, która potem z każdym przepitym rokiem smakuje coraz bardziej…A tytułowa Zaraza, to jest rumuńska brandy.

14 maja 2008 o godz. 00:38

Kartka z podróży (8) Winna czesta

/wp-content/uploads/2008/05/DSC05853

Znów wracam na chwilę do Słowenii, ale obiecuję, że już ostatni raz. Oczywiście przez Słowenię dalej jechaliśmy zaraz po opuszczeniu Wenecji, bo Włochy są dla nas trochę, jakby to powiedzieć, no nie za bardzo, tak to ujmę. Słowiańska dusza się w nas odezwała (od razu chcę zaznaczyć, że choć bracia Węgrzy nie są Słowianami, to myślą i czują jak my :), ale o Węgrach będzie mowa w kolejnych kartkach). A zatem wróciliśmy do Słowenii, odwiedziliśmy niewielki skrawek wybrzeża (m.in. dudniącą życiem i muzyką miejscowość Koper), a potem ruszyliśmy ku północnemu-wschodowi, na winny szlak Jeruzalem.

13 kwietnia 2008 o godz. 17:58

Festiwale Win Prostych

Pogoda nam nie dopisała. Miał być przyjemny słoneczny dzień, tymczasem od rana padał deszcz. Pod wieczór trochę się przejaśniło, nie mniej było kurewsko zimno, wiał wiatr, odczuwalny nawet za winklem skłotu Elba, gdzie rozpoczęliśmy 12 kwietnia nasz III Festiwal Win Prostych. Ustawiliśmy się najpierw w sześć osób w kółko, podając sobie kolejne butelki jaboli. To nasz „zegar winny” – jabol symbolizuje wędrującą wskazówkę, każdy ustawia się na wyznaczonej godzinie. Potem osób na cyferblacie przybywało, choć ani razu nie osiągnęliśmy chyba 12, gdyż jedni dochodzili, inni odpadali… Zaczęło się od wina „Smaki lasu”, potem było wino kokosowe – zdecydowanie za słodkie, nie polecam do konsumowania w nadmiarze. Kolejny był „Ziomal” – to kultowe wino, które przywiozłem z Białegostoku – moc, smak i aromat! Po „Ziomalu” – „Cytrynka”, pyszota w wielkiej litrowej butli. Zdecydowanie za szybko się skończyła. Dalej: „Bukłaczek jabłkowy” w plastikowej butli oraz wino wiśniowe, następnie jakieś dwa wina w kartonach, jedno chyba malinowe, drugie bodaj leśne, jeszcze jakiś jabol w szklanej butli, ale nazwy nie pamiętam, a na koniec – „Owoce lasu”, dla odróżnienia od „Smaków lasu”, w ogóle jakaś moda na wina z jeżyn i jagód zapanowała. A potem grała Profanacja, „wyrzygaj to”… Z bogactwem smaków w ustach ruszyliśmy w pogo.

10 maja 2007 o godz. 17:03

Rumunia i okolice… (odc. 2: W Tokaju na haju)

MINOLTA DIGITAL CAMERA

Drugi odcinek relacji przybliża nas do granicy rumuńskiej, ale nie mogliśmy sobie z kolegą Olem odmówić przyjemności degustacji win tokajskich. Sięgnęliśmy zarówno po najtańsze bełty (przepraszam, pyszne młode winka po 0,90 PLN w przeliczniku za kieliszek 100 gram), jak i po kosztujące fortunę 6 Puttonyos Tokaji Aszú (jakieś 30 zł za kieliszek 100 gram). No ale po kolei.

7 września 2002 o godz. 16:20

Alkohol (2002)

/wp-content/uploads/2002/09/Alkohol

Opublikowane pod pseudonimem K.I. Sider. Zbiór bardzo krótkich opowiadań, których wspólnym mianownikiem jest tytułowy alkohol. Teksty pochodzą z lat 1988-2002, każdy jest komuś dedykowany. Całość pomyślana jest jako swego rodzaju zbiór toastów.