1 września 2011 o godz. 21:37

„Sztukateria” o „Melanżach”

"Sztukateria" - recenzencki serwis o książkach zamieszcza obszerną recenzję LadyBoleyn z "Melanży z Żyletką".

Książki na temat narkomanii i osób uzależnionych od narkotyków od lat cieszą się ogromnym powodzeniem. Jako przykład można byłoby chociażby podać „My dzieci z dworca zoo” Christiane Felscherinow lub „Pamiętnik narkomanki” Barbary Rosiek, które znają wszyscy czytelnicy, interesujący się relacjami osób, borykającymi się z problemem uzależnienia. Tego typu lektury powinny być przede wszystkim przestrogą, dla tych, którzy uciekają do narkotyków od problemów bądź też po prostu chcą się dobrze bawić, nie wiedząc, że z czasem zabawa może przekształcić się w chorą grę o każdy dzień i o każdą działkę. Osobiście lubię tego typu powieści, głównie dlatego, że ukazują ludzkie cierpienie, znacznie lepiej niż niejeden horror. W filmach bohaterowie muszą bronić się przed oprawcami czy też demonami. Biorąc używki – przed samym sobą.

Gdybym miała powiedzieć w paru słowach o czym są „Melanże z Żyletką” napisałabym, że to powieść o niespełnionej miłości, alkoholowych libacjach i dobrej zabawie. Główny bohater, pisarz, nie stroni od trunków czy też kobiet – całymi dniami przesiaduje ze znajomymi, upijając się na umór. W pewnym momencie poznaje Zuzę – nastoletnią maturzystkę, która wkracza do brutalnego świata alkoholu i narkotyków. Zainteresowany dziewczyną mężczyzna, pokazuje jej swoją książkę – „Xenna moja miłość”, która sprawia, że Zuza całkowicie zbliża się do nowego przyjaciela, zapominając o szkole i innych obowiązkach. Nie zdaje matury i razem z kochankiem, byłym chłopakiem Karolem i znajomymi od kieliszka bądź butelki rozpoczyna życie, jakiego dotychczas sobie nie wyobrażała. Otrzymuje przydomek „Żyletka”, bowiem lubi ciąć się, aby zwrócić na siebie uwagę. Jednak jej działania nie ruszają narratora książki, dla którego liczy się przede wszystkim spokój i brak jakichkolwiek zobowiązań. Zuza uporczywie stara się znaleźć miłość, ale od samego początku wiadomo, że źle ulokowała uczucia, co również stało się powodem jej samozagłady. Z czasem główny bohater zaczyna inaczej postrzegać tą zagubioną dziewczynę, lecz czy nie jest za późno na jakiekolwiek zmiany?

Są książki, podczas których czytania można co chwilę wybuchać śmiechem. Są też i takie, gdzie łzy same napływają do oczu, gdy czytamy o kolejnej porażce bohatera. Dzięki „Melanżom z Żyletką” wiem, że istnieją powieści, potrafiące zdenerwować czytelnika. I to nie robić tego w sposób negatywny, lecz na pewien sposób pozytywny. Czytając tą lekturę praktycznie cały czas z przerażeniem patrzyłam na to, co dzieje się z postaciami i jak powoli stają się zabawkami w rękach alkoholu. Martwiłam się o los Zuzanny, niepozornej dziewczyny z wielkimi marzeniami i małymi ambicjami, która swoim zachowaniem i postawą urzekała niemal od pierwszych stron. Niekiedy z zaciśniętymi w pięść dłońmi obserwowałam, jak powoli się stacza, nie widząc w tym, co robi niczego złego – funkcjonowała tak jak wszyscy i po prostu dobrze się bawiła. Odnoszę wrażenie, że autor nieco utożsamił się głównym bohaterem – o czym świadczy chociażby wręczenie Zuzie swojej poprzedniej książki, przez co przyznam – sprawdziłam biografię Łukasza Gołębiewskiego doszukując się powiązań z narkotykami… W niektórych momentach aż trudno uwierzyć, że cała lektura jest jedynie fikcją literacką. Pisarz doskonale ukazał wariackie imprezy i alkoholowe wyścigi, powodując, że czytelnik z osłupieniem czyta kolejne słowa, nie mając pojęcia, jak dalej potoczy się życie postaci. Fenomen tej powieści tkwi w tym, że autor nie stosuje żadnych długich i łapiących za serce opisów, a dialogami i prostym stwierdzeniem prawdy jeszcze bardziej przeraża. W świecie, w którym żyli bohaterowie, ich zachowanie było czymś normalnym i narrator nie widzi nic dziwnego w tym, co się dzieje z Zuzią. To czyni „Melanże z Żyletką” polskim horrorem ze starych blokowisk.

Łukasz Gołębiewski stworzył intrygującą książkę, która wywołuje u czytelnika skrajne uczucia. Dzięki tej lekturze można choć na chwilę zatrzymać się w miejscu i inaczej spojrzeć na nasze życie, które znacznie różni się od egzystencji bohaterów „Melanży z Żyletką”. W utworze nie brakuje opisów miłości fizycznej, przedstawienia uczuć, jakie targają duszę pijanego człowieka, oraz zabaw do upadłego, które nieraz były brane pod lupę przez policję. Pan Gołębiewski swoją książką przeraża, ale też i potrafi spowodować, że odbiorca pozostaje obserwatorem życia Zuzy i narratora aż do ostatniej strony. Zakończenie całkowicie zaskakuje i przyznam, że nigdy nie spotkałam się z aż tak przerażającym i wręcz odrażającym epilogiem. Nie wiem, skąd w głowach ludzi biorą się takie pomysły, lecz również i to niewątpliwie powoduje, że o „Melanżach z Żyletką” długo nie zapomnę.

Książkę wybrałam głównie dlatego, że zainteresował mnie tytuł. Dotychczas nie spotkałam się z twórczością Łukasza Gołębiewskiego i przyznam szczerze, że spodziewałam się po lekturze opisu cierpienia, bólu czy też szukania zrozumienia. Otrzymałam brutalną opowieść o nieszczęśliwej miłości i znieczulicy ludzkiej względem licealistki. Cały czas przed oczyma mam postać Zuzanny, która jest kolejną bohaterką, która stała się ofiarą współczesnego świata. W tekście często można napotkać słowa z punkrockowych piosenek, które powodują, że czytelnik jeszcze lepiej odczuwa cały klimat tejże powieści.

Nie mam pojęcia, czy chętnie przeczytałabym książki podobnego pokroju, które wyszły spod pióra Łukasza Gołębiewskiego. „Melanże z Żyletką” to przerażająca lektura, w której prym wiedzie seks, alkohol, punk rock i narkotyki. Miłośnicy książek o drastycznym życiu, niespełnionych marzeniach i głośnych imprezach powinni sięgnąć po tą powieść, widząc jak współcześnie może wyglądać świat człowieka alkoholika-narkomana.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

19 listopada 2018 o godz. 08:25

Kartka z podróży – Wizyta w Kindzmarauli

Kindzmarauli Co 2018-11-06 15-23-36

Na obszarze dawnej twierdzi Kvareli w mieście Baisubani w Kachetii, u podnóża Kaukazu, znajduje się winiarnia Corporation Kindzmarauli, skupiająca marki: Kindzmarauli Wine Cellar, Duruji Valley, Kakheti & Co i Koncho & Co.

18 listopada 2018 o godz. 09:02

Kartka z podróży – Zegaani

14 Zagaani (1)

Ukryty w lesie, na lekkim wzniesieniu, stoi stary klasztor Zegaani, a właściwie pozostałości po nim, czyli dwa kościoły, jeden z piątego, drugi z szóstego wieku. Freski wewnątrz są, niestety, znacznie późniejsze, pochodzą prawdopodobnie z XVI wieku. Klasztor jest częściowo ogrodzony, dostęp do niego jest otwarty, leży wśród drzew, kiedyś był to zapewne park. Porozrzucane gliniane amfory, kwewri, świadczą o produkcji wina.

17 listopada 2018 o godz. 08:31

Kartka z podróży – Wizyta w Numisi

Numisi 2018-11-06 09-18-57

Kilka lat temu Mikheil Giorgadze, wraz z żoną, Nuno, kupili stare ruiny na przedmieściach wioski Mukuzani, w Kachetii, w regionie znanym ze znakomitych win. Chciał tu postawić niewielki zajazd – pensjonat i restaurację. Przy usuwaniu cegieł odkryli 33 stare kwewri, które mają podobno ponad 500 lat i piwnice na wino, w których utrzymuje się stała temperatura 15 stopni. Postanowił uporządkować teren założyć własną winiarnię i muzeum. Zebrał masę pamiątek, nie tylko związanych z winiarstwem, ale także ogólnie z kulturą ludową regionu.

16 listopada 2018 o godz. 21:13

Rosyjska apokalipsa

„Wódka jest podobna do piosenki. Piosenka może mieć byle jakie słowa i prosta melodię, lecz ich połączenie (jak spirytusu z wodą) może piosenkę zamienić w szlagier”. ~Wiktor Jerofiejew

16 listopada 2018 o godz. 08:46

Kartka z podróży – Wizyta w Georgian Wine & Spirits

SONY DSC

Firma Georgian Wine & Spirits (GWS) powstała w 1993 roku na przedmieściach Telavi, na bazie dawnych radzieckich zakładów Telavi 2, które działały od 1976 roku. Mają 400 ha winnic w regionie Kachetii (m.in. w DOC Mukuzanii oraz Tsinandali, Tvishi, Napareuli, Kindzmarauli, Khvanchkara czy Akhasheni), ale dodatkowo skupują winogrona. Aż 70% upraw, to szczepy lokalne. Około 280 ha zajmują nasadzenia czerwonych winogron – głównie saperavi, resztę białe, poza szczepami europejskimi są to: rkatisteli, mtsvane czy tsolikouri. Właścicielem GWS są szwedzcy inwestorzy, którzy mają także znaną gruzińską winiarnię Mukhrani. W Polsce wina GWS są w ofercie Vininova.

15 listopada 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Shalauri

Shalauri 2018-11-05 13-10-58

Położona kilka kilometrów za Telavi, przy drodze do Tsinandali, malutka winnica Shalauri powstała w 2013 roku. Mają tylko 2 ha, ale jakież tu robią wybitne wina! Wyłącznie z kwewri, żadnych beczek, żadnych europejskich winifikacji. Wszystko po bożemu, to znaczy po gruzińsku. Ich rkatsiteli ma smak miodu, mtsvane pachnie jak rieslingi późnego zbioru, pomarańczowe khikhvi jest jak polne kwiaty i agrest. Mają dwa rodzaje saperavi, bardzo wytrawne i taniczne oraz niemal słodkie, ale nie w stylu win Kindzmarauli, to jest słodycz soczystej czarnej porzeczki, fig i wędzonej śliwki. W niewielkiej piwnicy na tyłach domu wkopane są kwewri, w drugiej piwnicy leżakują wina w butelkach, jest też jedna izba zamieniona na winiarnię, tu także są kwewri. Chacha ze swoich wytłoków destylują u sąsiada, ma aromat dojrzałego słonecznika. Produkty nie są bynajmniej tanie, butelka 30-40 lari.

14 listopada 2018 o godz. 08:23

Kartka z podróży – Twierdza Chailuri

07 Chailuri 2018-11-04 11-36-26

Stanąłem przy głównej drodze wiodącej z Tbilisi do Kachetii, zaraz za winiarnią KTW, dokąd każdego dnia przyjeżdżają autokary pełne Rosjan, którzy wypijają wprost ze stalowych tanków zasiarczone, bardzo młode i bardzo podłe wina. Stanąłem, bo tu cisza i spokój, a chwilę wcześniej musiałem przebijać się przez rosyjską ciżbę, żeby kupić butelkę wina kisi i kompot z owoców fejhoa w sklepiku firmowym KTW. Mają tam nie tylko wstrętne wina, ale Rosjan Gruzini prowadzą prosto do cystern, i poją paskudztwem ku własnej uciesze, zwłaszcza, że Rosjanie chwalą, siarka i kwas im nie przeszkadzają. Stanąłem tu, gdyż na lewym brzegu rzeki stoi sporych rozmiarów twierdza Chailuri (znana też jako Niakhura). Bastion jakich w Europie wiele, typowy dla fortyfikacji osmańskich. Pierwotna twierdza powstała tu w późnym średniowieczu i wraz z drugą fortyfikacją – Monavi – strzegła przejścia przez wąwóz Iori w stronę Tbilisi. Miała trzy pietra i dwie bramy. Zniszczona w 1801 roku, podczas walk o niepodległość Gruzji, odbudowana w latach 80. XX wieku, dziś częściowo porośnięta trawą. W sumie, nic ciekawego, punkt na mapie, chwila odpoczynku pomiędzy jedną winiarnią a drugą. Nieciekawe miejsca też potrafią jednak cieszyć, gdy świeci słońce, za plecami masyw Kaukazu, z lewej strony winnica, a powietrze wypełnia przyjemny zapach wypalanej za płotem trawy.

13 listopada 2018 o godz. 09:54

Kartka z podróży – Wizyta w Château Mukhrani

Mukhrani 2018-11-03 16-32-57

Obecna firma powstała w 2002 roku, powołana przez inwestorów ze Szwecji, którzy są też właścicielami firmy Georgian Wines & Spirits w Kachetii. W 2007 roku rozpoczęła działalność nowoczesna winiarnia połaczona z destylarnią chacha. Nazwa nawiązuje do najważniejszej gruzińskiej dynastii książęcej, która panowała od początku XVI do XIX wieku. Wspaniały pałac Mukhrani – dostępny dla zwiedzających – jest tu restauracja, a jednocześnie zakład produkcyjny – winiarnia i destylarnia, a w piwnicach znajduje się 60 tys. beczek z winem. Większość starzenia odbywa się we francuskim dębie. Mury zapewniają stała temperaturę 15 stopni Celsjusza. Piwnice powstały w 1878 roku, château zostało zaprojektowane przez francuskiego architekta. Była tu letnia posiadłość Romanowów. W piwnicach są kwewri, które mają 150 lat i pamiętają czasy założyciela winiarni, Ivana Mukhranbatoni. Ivan produkował w XIX wieku 1,2 mln l wina rocznie.

12 listopada 2018 o godz. 09:11

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Askaneli Brothers i Jimsher

Askaneli Brothers 2018-11-02 15-45-36

Na przedmieściach Tbilisi ulokowana jest nowoczesna winiarnia i destylarnia Askaneli Brothers. Właścicielami firmy są bracia Gocha i Jimsher Chkhaidze, nazwa Askaneli pochodzi od wioski Askana w prowincji Guria. Wedle ludowej opowieści niejaki Antimoz Askaneli zbudował tutaj piwnicę pełną kwewri do produkcji wina. Faktem jest, że we wsi można odnaleźć kwewri, które pochodzą z lat 80. XIX wieku.

11 listopada 2018 o godz. 15:56

Kartka z podróży – Come back to Tbilisi

SONY DSC

Trzeci raz jestem w Tbilisi. Zaliczyłem już trzy pory roku – lato, jesień i zimę. Nieodmiennie miasto tętni życiem. Zawsze w kolorach oferowanych na straganach owoców – granatów, szaronów, pomarańczy, zielonych fig oraz zwisających wszędzie poskręcanych, wypełnionych orzechami, churcheli. Nieodmiennie pachnie winogronami. Kuszą wine-bary i bazary. W dawnych tureckich łaźniach kwitnie rozpusta, damy wprawdzie nie mają dostępu do kapiących się panów, co jednak nie przeszkadza alfonsom by prezentować całe katalogi ze zdjęciami oczekujących prostytutek. Gorąca miłość po gorącej parowej kąpieli, do tego sto gram rozgrzewającej chacha i zawał jak w banku.