13 stycznia 2007 o godz. 21:54

Sylwia

niepublikowane opowiadanie
Minąłem się z nią w drzwiach...


Minąłem się z nią w drzwiach, od razu zwróciła moją uwagę, nie była piękna, ale właśnie w moim guście, trochę chłopięcy wygląd, długi zadarty nos, krótko ścięte popielate włosy i ten łobuzerski uśmiech, nie nie zakochałem się w niej od razu, ale coś mnie skłoniło żeby zdjąć kurtkę i zarzucić jej na ramiona, wychodziła na mróz z zatłoczonej knajpy rozmawiając przez telefon; jest zimno – powiedziałem, uśmiechnęła się i dalej rozmawiała, a ja dyskretnie odszedłem żeby jej nie przeszkadzać, nie trwało to zresztą długo, oddała mi kurtkę, z którą ustawiłem się w kolejce do szatni; wewnątrz grała głośna muzyka, popularny pub rockowy, gdzieś na Mokotowie, niedaleko akademików, wypatrzyłem ją, siedziała przy stoliku z koleżanką, szczupłą, z długimi kręcącymi się włosami, w okularach, popijały piwo, podszedłem i spytałem czy mogę się dosiąść, nie protestowały, nie powiedziały, że chcą być same, że mają do obgadania swoje babskie sprawy, nic nie usłyszałem, ta, z którą minąłem się przed chwilą w drzwiach pokazała mi gestem wolne miejsce, usiadłem, zamówiłem sobie piwo i jeszcze piwo dla Sylwii, bo tak mi się przedstawiła i kieliszek wściekłego psa dla jej koleżanki, Iwony, bo poprosiła, zbliżała się północ, a może nawet było już po północy, to był mój trzeci bar tego dnia i nie byłem tak całkiem trzeźwy, na pewno nie tak jakbym chciał, wolałbym żeby moje myśli były bardziej poukładane, a język mniej bełkotliwy, ale tak to już jest, że nie zawsze możemy powiedzieć wszystko tak ładnie i tak mądrze, jak tego wymaga sytuacja, więc starałem się mówić mało, można nawet powiedzieć, że byłem milczący, ale nie do przesady, nie mogłem przecież wyjść na mruka, ale nie chciałem, bardzo nie chciałem, wyjść na barowego podrywacza, na kolesia, co to dosiada się do pierwszej lepszej laski i nawija głupią gadkę, choć zdawałem sobie sprawę, że to co mówię na pewno nie jest tak składne jakbym chciał, mimo to mówiłem, a raczej na początek pytałem, studiowały psychologię, pierwszy rok, dwie młodziutkie dziewczyny, dwudziestolatki jak sobie obliczyłem, obie bardzo ładne, ale ja patrzyłem tylko na nią, na Sylwię, chciałem oczami przekazać jej to wszystko, czego powiedzieć nie mogłem, bo jakbym zaczął mówić, to jednak to by było banalne, a ja wiedziałem, że banałem jej nie zdobędę, uśmiech miała łobuzerski, ale oczy inteligentne, nie były z Warszawy, mieszkały w akademiku, zamówiłem jeszcze jedno piwo dla siebie i dżin z tonikiem dla Iwony, bo o dżin poprosiła, dwanaście złotych kosztował, a moje piwo siedem, Sylwia niczego nie chciała, ledwie umoczyła wargi w piwie, podziwiałem jej uśmiech, choć nie bardzo podobał mi się narzucony przez nią dystans, wolałbym żebyśmy rozmawiali bardziej otwarcie, ale ona mówiła nawet mniej niż ja, choć alkohol nie szumiał jej w głowie, za to Iwona pytlował bez przerwy i nawet żałuję, że to nie Iwona mi się podobała, to znaczy owszem, podobała się, ale mniej, była bardzo zgrabna i okulary wcale nie szpeciły jej twarzy, miała krótką spódniczkę i czarne rajstopy, białą bluzkę, a Sylwia siedziała w dżinsach, czerwonej bluzie i czarnej kurtce, taka chłopakowata, ale mi się takie dziewczyny podobają, o gustach nie warto dyskutować, choć wiem, że mój odbiega od standardów, nie lubię cycastych blondynek, w ogóle nie lubię cycastych, podobają mi się drobne dziewczynki, ale w Sylwii podobały mi się te wielkie, mądre ciemne oczy i uśmiech; zrobiłem jej zdjęcie, nie rób więcej – powiedziała, ale ja nie posłuchałem bo chciałem ją utrwalić, utrwalić chwilę, w której czułem się szczęśliwym, bo to radość siedzieć obok pięknej dziewczyny i pić z nią piwo, nawet jeśli ona właściwie nie pije, tylko obraca szklankę w dłoniach, teraz dopiero zwróciłem uwagę na jej długie palce, wziąłem ją za rękę, nie oponowała, tylko znowu się uśmiechnęła, wiele bym dał, żeby ta chwila trwała w nieskończoność, ale zaraz wyjęła dłoń z moich dłoni, nie rób mi zdjęć – powtórzyła – jutro je obejrzysz i będzie ci smutno, że więcej mnie nie zobaczysz, dlaczego nie zobaczę? – spytałem przerażony, a ona znowu się uśmiechnęła, a ja poczułem się zniewolony i aż jęknąłem, i aż wstałem od stolika żeby przy barze zamówić jeszcze jedno piwo dla siebie i caipirnię dla Iwony bo o to poprosiła, a potem usiadłem znowu i nic nie mówiłem, bo to co powiedzieć chciałem byłoby niestosowne, wyszedłbym na podrywacza barowego, normalnie zresztą by mi to nie przeszkadzało, co złego w podrywaniu w barze?, ale to była sytuacja szczególna, przynajmniej taką mi się jawiła, choć po tylu wypitych piwach mogłem być bardziej podatny na magię chwili, na magię jej łobuzerskiego uśmiechu i lekko zadartego noska, oderwałem wzrok od piwa, zacząłem gadać o byle czym z wesołą Iwonką, która coraz bardziej się do mnie kleiła, ale patrzyłem w oczy Sylwii, w te czarne oczy, w których widziałem rozbawienie, ale w których nie było czułości, mało tego, powiem, że w tych oczach nie było dla mnie litości, bo przecież musiała czuć w moim psim wzroku oddanie, nigdy wcześniej czegoś takiego nie doznałem, przypadkowo poznana dziewczyna, z którą mijam się w drzwiach do knajpy mogłaby zostać moją żoną, gotów byłem natychmiast się oświadczyć, ale bałem się, że to zbyt banalne, i tak nie uwierzyłaby w szczerość tego wyznania, tylko bym się skompromitował, ale w moim wzroku musiała czuć to wszystko czego powiedzieć nie chciałem, co cisnęło mi się na gardło, choć uparcie milczałem, a właściwie nie milczałem, pytlowałem z Iwonką, ale milczałem w sprawie najważniejszej, nie wyszeptałem: Sylwia, kocham cię, choć miałem to na końcu języka, choć bardzo chciałem jej to powiedzieć, ale tu w barze, przy głośnej rockowej muzyce, po dziesiątym czy jedenastym piwie wydawało mi się to niestosowne, groteskowe jakieś, czułem, że te słowa nic by nie znaczyły, że nie potraktowałaby serio takiego wyznania składanego przez faceta przecież już nie całkiem trzeźwego, a może nawet zupełnie nietrzeźwego, więc patrzyłem, patrzyłem z nadzieją, a Iwona przytulała się do mnie coraz bardziej, po co ona się przytula?, myślałem, normalnie to bym się cieszył, normalnie to wyszedłbym z tego pubu z Iwoną, zawiózł ją do siebie i zerżnął, a potem zamówił jej taksówkę i wręczył pieniądze żeby miała czym zapłacić za kurs, normalnie bym tak zrobił bo zawsze tak robię jak tylko jest okazja, ale to nie było normalnie, bo Sylwia wydawała się wyjątkowa, odurzyła mnie jakimś czarem, tym uśmiechem, uciekającymi w przeciwną stronę oczami, bo nie wytrzymywała mojego psiego spojrzenia i odwracała wzrok; nie wiem czy się zakochałem, tego chyba nie można powiedzieć, ale ulegałem, coraz bardziej ulegałem urokowi tej przypadkowej dziewczyny, którą minąłem w drzwiach, którą okryłem swoją kurtką, do której dosiadłem się za jej milczącą zgodą, zamówiłem jeszcze piwo dla siebie i jeszcze jedną caipirinię dla Iwony, to była okazja żeby trochę odsunąć się od tej ładnej dziewczyny w okularach i usiąść bliżej tej może nie tak ładnej, ale przecież wyjątkowej, jedynej, a może to wszystko mi się zdawało?, dochodziła już siódma rano, Sylwia całą noc przesiedziała przy jednej szklance piwa, zaproponowałem, że ją odwiozę taksówką, poradzę sobie – odpowiedziała, Jezu, wiem, że sobie poradzi, takie jak ona zawsze sobie radzą, ale ja chciałem pobyć blisko niej jeszcze przez chwilę, tymczasem wzięła pod ramię koleżankę i skierowała się ku szatni, zobaczę cię jeszcze? – spytałem, odpowiedziała z uśmiechem, że nie, a ten uśmiech bolał najbardziej, daj chociaż jakąś nadzieję, nie, numer telefonu, nie, cokolwiek, nic; wyszła, wybiegłem za nimi, ale na zewnątrz nikogo nie było. Nigdy więcej jej nie widziałem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

15 lipca 2018 o godz. 19:47

Piękny finał

8122a612371550e6f5227a6f78c32acb

Francja i Chorwacja, to absolutnie dwie najlepsze drużyny na tym Mundialu, choć Chorwacja, która awansowała na Mistrzostwa po barażach, bynajmniej nie należała do faworytów. Ich finałowy mecz w pełni pokazał wielkość, klasę zawodników i drużyn. Z Mundialem wcześniej pożegnali się Ronaldo, Neymar, Messi, bo nie grali w drużynie, grali dla siebie. Dla mnie Modrić, Mbappe, Mandżukić, Griezman, Perisić czy Lloris – to są prawdziwe gwiazdy. Przynajmniej tego Mundialu. Wygrała Francja, ale Chorwacja grała do końca pięknie.

15 lipca 2018 o godz. 14:20

Francja czy Chorwacja?

World-Cup-trophy-664059

Już za kilka godzin będziemy wiedzieli, kto zostanie mistrzem świata w Rosji, Francja czy Chorwacja? Kibicować będę Chorwatom, ale stawiam na wygraną Francuzów. Luka Modrić to prawdopodobnie najinteligentniejszy piłkarz jaki biega współcześnie po boiskach, ale Mbappe jest dla niego za szybki. Mandżukić potrafi wspaniale wymierzyć strzał, ale Griezman potrafi jeszcze lepiej. Rakitić, Perisić harują jak konie pociągowe, czy to jednak wystarczy na Pogbę, Pavarda, Umtitiego? Subasić jest świetnym bramkarzem, ale Lloris jest najlepszym golkiperem na tym Mundialu. Stawiam na Francję, niezależnie jednak od tego, kto wygra, pewne jest, że w finale rosyjskiego Mundialu spotykają się najlepsze na tym turnieju drużyny. Godne siebie. Mają wspaniałych piłkarzy. Chorwaci mają bardziej zgrabny zespół, Francuzi mają większą szybkość. Z piłkarzy obu zespołów można stworzyć Dream Team, nikogo więcej nie zapraszając. Za trzy godziny czeka nas wielkie widowisko.

14 lipca 2018 o godz. 18:23

Nagi król

maxresdefault

Belgia z brązem. Drugi raz pokonała na rosyjskim Mundialu Anglików. Poprzednio było tylko 1:0, ale grały rezerwowe składy. teraz już wymiar kary był wyższy, choć wygrana 2:0 bardziej była efektem żenującej nieudolności strzeleckiej Anglików, a nie wielkiej gry Belgów. Harry Kane zostanie prawdopodobnie królem strzelców Mundialu w Rosji, strzelił sześć bramek, w tym cztery z rzutów karnych. Gdyby jednak wybierać króla zmarnowanych sytuacji, to Kane miałby szansę na drugą koronę. Angielska młodzież osiągnęła w Rosji i tak bardzo dużo, mieli sporo szczęścia w układzie drabinki, najpierw wygrana w karnych z Kolumbią, potem słabiutka Szwecja, ale kiedy przyszło do gry z naprawdę dobrymi drużynami, okazało się, że angielski król jest nagi. Tyle wart, co jego korona (króla strzelców). A Belgia – cóż, rasowa drużyna, ale jednak nie na wielki finał, trzecie miejsce to jest sprawiedliwa pozycja.

14 lipca 2018 o godz. 14:18

Chyba Belgia?

thumb2-england-vs-belgium-4k-group-g-football-28-june-2018

Gin czy Genever? Komu mam kibicować dziś wieczorem? Mimo historyczno-kulturowych związków między narodami, piłkarsko to są obecnie jakby inne kontynenty. Naszpikowana gwiazdami Belgia przypomina mi inną narodową reprezentację na B – z Ameryki Południowej. Młoda i nieopierzona Anglia zaś… cóż, nie pamiętam żebym z taka przyjemnością oglądał grę Anglików. Robią błędy, marnują sytuację, Kane to jeszcze ani nie Lineker, ani nie Shearer, ani nawet nie Rooney, ale uczy się dopiero, a już jest królem strzelców Mundialu z dorobkiem sześciu goli. Anglia jednak już raz grała na tym Mundialu z Belgami i poległa 0:1, pomimo dobrej gry. Myślę, że przez te dwa tygodnie sporo się zmieniło w mentalności każdej z drużyn, obydwie są bardziej doświadczone, mądrzejsze. O ile jednak przybyło cennych doświadczeń, to przecież nie przybyło umiejętności. Belgia tak samo jak na początku turnieju, tak i teraz jest zespołem zwyczajnie lepszym. Będę kibicował młodym Anglikom, ale jeśli mam uczciwe obstawiać wynik, to jednak ten mecz raczej wygrają Belgowie. Stawiam na 1:0 dla Belgów. Czyli raczej jednak Genever

11 lipca 2018 o godz. 23:03

Chorwacja w finale!

croatia_england

Tym razem Modrić i spółka nie musieli czekać do rzutów karnych, rozstrzygnęli wynik w dogrywce. Emocjonujący mecz, w którym Chorwacja rosła z minuty na minutę. Zaskakujące, że motorycznie chorwaccy weterani okazali się być lepsi od angielskiej młodzieży.

11 lipca 2018 o godz. 19:18

Jestem za Chorwacją

maxresdefault

Jeśli nie teraz, to nigdy. Najlepszym chorwackim piłkarzom blisko już do zakończenia kariery. Przemawiają za nimi doświadczenie i zgranie. Ale i Anglii nie brakuje atutów – młodość, świeżość, szybkość. Podoba mi się nowa angielska drużyna, to zespół, nie indywidualności. Szczerze mówiąc szanse w tym meczu są bardzo wyrównane. Chorwaci mają za sobą dogrywki i rzuty karne, na pewno mieli trudniejszą drogę do półfinału, więc są bardziej zmęczeni, ale podczas meczu o taką stawkę to nie powinno mieć znaczenia, bo każdy da z siebie wszystko. Obie drużyny grają podobnie, ofensywnie, skrzydłami, bardziej z przodu niż w środku pola. To będzie dawało okazję do kontr, a pod tym względem doświadczeni Chorwacji są groźniejsi. Będę im kibicował, więc nie mogę stawiać na Anglię. Ponieważ jednak Chorwaci w fazie play-off obydwa mecze zremisowali, to dlaczego nie miałoby być i tak samo teraz? Stawiam na 2:2 i rzuty karne. Dla Chorwacji, rzecz jasna.

10 lipca 2018 o godz. 22:05

Francja w finale!

france

Świetny mecz. Od początku szybka, agresywna gra obu drużyn. Świetną okazję Belgia miała w 22. minucie, ale fenomenalnie broni Lloris, kto wie, czy to nie najlepszy bramkarz tego Mundialu. Dla równowagi, w 40. minucie w doskonałej sytuacji znalazł się Pavard, Courtois obronił akrobatycznie wyciągniętą nogą. Druga połowa równie fantastyczna jak pierwsza, mecz wart finału. W 51. minucie po rzucie rożnym bramkę głową strzelił Umtiti. Ile już takich bramek padło na tym Mundialu? Cóż jednak to ma za znaczenie, czy gol jest piękny, czy pospolity, pamiętamy tylko o wyniku. A tu więcej goli nie było. Mimo to mecz był równie pasjonujący jak ten Francja-Argentyna, gdzie mieliśmy pięć bramek. W ostatnich sekundach na 2:0 powinien był strzelić Tolisso, ale to już nie miało żadnego znaczenia. Francja wygrała, bo jest lepiej poukładana. W Belgach jest moc, ale muszą się jeszcze nauczyć pokory. Dzisiaj obydwie drużyny zaprezentowały równy poziom i wspaniałą grę w każdej formacji. W meczu o trzecie miejsce Belgia jest faworytem, zaś Francja powinna sięgnąć po mistrzostwo świata.

10 lipca 2018 o godz. 19:40

Oczywiście, że Francja

France-squads-match-schedule-fifa-2018-563x353

Za chwilę mecz Francja-Belgia, walka o finał. Belgia ma znakomitych piłkarzy, Francja ma na dokładkę świetny zespół. Belgowie grają z nonszalancją, wychodzą na boisko w przekonaniu, że wygrana i tak przyjdzie. Dotąd im się udawało, ale w meczu z Japonią byli bliscy kompromitacji. Na mecz z Francja wyjdą pewnie z nieco większym respektem, droga Francuzów do półfinałów imponuje. Jest niezwykle szybki Mbappe, ale jest też Griezmann, który potrafi i z daleka i z bliska, i z boku i z wyskoku strzelać gole. Na pewno będzie pasjonujący mecz. Stawiam na 2:1 dla Francji. Bo dla mnie to oczywiste, że wygra Francja.

9 lipca 2018 o godz. 17:07

Wizyta w zakładzie R. Jelínek

Jelinek 2018-014

Region Vizovicki od wieków słynie z wyrobu śliwowicy i innych owocowych destylatów. Podobnie jak nasze Łącko, obfituje w sady owocowe, szczególnie zaś śliwki różnych odmian, także sprowadzanych tu z: Niemiec, Austrii, Węgier czy Serbii. Z najstarszych dokumentów wynika, że co najmniej w XVII wieku wypalano tu śliwkowe okowity. Przed wojną działało tu kilka destylarni, z których największą była gorzelnia Karela Singera na północnych obrzeżach miasteczka. Singer odkupił w 1895 roku zakład od Simona Frischa i zaczął go rozbudowywać. W podobnym czasie swoją niewielką destylarnię otworzył Zygmunt Jelínek, który prowadził w Vizovicach gospodę. W tym czasie w miasteczku działały także gorzelnie: Moryca Weissa, Jana Haby, Franciszka Kalendy, Antoniego Kalendy i Jozefa Bajera. Około 1894 roku sadownicy i gorzelnicy utworzyli w Vizovicach spółdzielnię, zbudowali własny młyn i nową destylarnię Razov, by lepiej konkurować na rynku ówczesnego imperium Austro-Węgierskiego. W latach 20. XX wieku synowie Zygmunta Jelínka – Rudolf i Vladimir – zbudowali bocznicę kolejową prowadzącą do destylarni, podpisali umowę z francuskim producentem koniaków J. Denis na licencyjny wyrób winiaku w Vizovicach, rozpoczęli też eksport, m.in. do USA. W 1926 roku bracia się rozstali, Vladimir prowadził gospodę i otworzył nową, małą destylarnię, Rudolf zaś budował imperium oparte na śliwowicy. Strzałem w dziesiątkę okazało się być wprowadzenie koszernych wyrobów, najpierw śliwowicy i jałowcówki, potem kolejne okowity zyskiwały certyfikaty koszerności, bardzo cenione na rynku amerykańskim.

8 lipca 2018 o godz. 19:20

Wizyta w destylarni Metelka

Metelka 1-001

Metelka to jeden z najbardziej cenionych na Morawach producentów absyntów i jeden z czołowych czeskich wytwórców likierów, w szczególności emulsyjnych – jajecznych i mlecznych. Sami nie destylują, kupują gotowy alkohol. Ich zakład w Vizovicach znajduje się po sąsiedzku z ich głównym inwestorem, czyli znaną ze śliwowicy firmą R Jelinek. Mają tu linię do butelkowania (butelkują także na czeski rynek licencyjne rumy i giny), zestawialnię i mieszalnię likierów, perkolatory do maceracji ziół na absynty.