2 września 2013 o godz. 19:03

Świat 2040

/wp-content/uploads/2013/09/andrzej-lubowski-swiat-2040-czy-zachod-musi-przegrac-cover-okladka

„W 2040 roku będziemy mieli solidna infrastrukturę: dobrze utrzymane autostrady i drogi, po których nie strach jeździć. Trasa z Krakowa do Zakopanego zajmie niespełna godzinę. Nasze koleje dorównają standardem kolejom niemieckim. (…) Dobre pieniądze będziemy zarabiać na produkcji czystej żywności. (…) Zaczniemy się liczyć na europejskim rynku turystyki. (…) Wróci na stałe Teatr Telewizji” – taką optymistyczną wizję Polski w 2040 roku kreśli Andrzej Lubowski w książce „Świat 2040”, dodając jednak warunki jakie muszą być spełnione by ona mogła się sprawdzić. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby tak właśnie było, dołożyłbym do tego jeszcze pobożne życzenie, by wskaźnik czytelnictwa wzrósł do ponad 90 proc. populacji, nie będą jedynie czytać małe dzieci, oraz by średnie wydatki na książki i czasopisma literackie przekroczyły wydatki na używki.
Dużo mroczniejszą wizję 2040 roku autor kreśli dla Rosji, która „nie stanie się szybko demokracją ani państwem prawa, ale może się powtórzyć scenariusz ukraiński – to znaczy korupcja, przywileje państwa i władzy, ale jednocześnie pluralizm w życiu publicznym. To wydaje się najlepszym realistycznym wariantem dla Rosji. A scenariusz najgorszy to rozpad kraju, i to być może z przemocą na gigantyczną skalę, rozlewem krwi, wojną domową”. Czy przy tym scenariuszu naprawdę zaczniemy liczyć się na europejskim rynku turystyki? Czy zło z Rosji nie przeniknie choć w części do nas? Granice nie są tak szczelne jakbyśmy chcieli, przynajmniej nie dla mafii, przemytników i złodziei.
W podtytule książki autor zadaje pytanie „Czy Zachód musi przegrać?”, ale na to pytanie nie ma jasnej odpowiedzi. Stany Zjednoczone przestaną być samodzielnym hegemonem, do głosu jeszcze bardziej dojdą Chiny i inne kraje azjatyckie, ale też zmieniać się będzie pozycja alienującego się dzisiaj islamu. Czy nam się to podoba, czy nie, przyjdzie żyć w nowych realiach geopolitycznych, patrząc na rozwój Chin, trudno się z autorem prognoz nie zgodzić. „Świat 2040” nie jest jednak tylko książką futurologiczną. Autor nie tylko snuje prognozy, ale też stawia diagnozy dla dzisiejszych problemów świata, które wymagają szybkiego rozwiązania i bynajmniej nie stawia na pierwszym miejscu terroryzmu, lecz niebezpieczne dysproporcje pomiędzy Północą a Południem. Pytanie, czy Afryka musi być biedna?, stanie się jednym z wyzwań przyszłego świata, na równi z wynalazczością i poszukiwaniem źródeł czystej energii. Świat 2040 roku może być dużo bardziej przyjazny człowiekowi. Może go jednak też w ogóle nie być. Dystans czasowy nie jest odległy, znaczna część ludzi dziś żyjących ma szansę doczekać tego czasu, od nich też będzie zależeć czy do ramówki telewizyjnej w Polsce wróci na stałe Teatr Telewizji. Osobiście raczej prognozowałbym, że w 2040 roku w ogóle nie będzie telewizji. Teatr przetrwa z pewnością.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 maja 2018 o godz. 21:29

Kolejny odcinek w Koktajle.tv

Zapraszamy na drugi odcinek z serii Akademia Brandy Pliska z Koktajl.TV. Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu o alkoholach „Aqua Vitae” opowie jak powinno się pić i podawać koniak, dlaczego w takim kieliszku oraz czy powinno się go podgrzewać. Zapraszamy!

18 maja 2018 o godz. 13:04

Przyjaciel książki

frend2-001

Jak ktoś w dzieciństwie zaprzyjaźni się z książką, to mu tak na resztę życia zostaje.

15 maja 2018 o godz. 12:46

Mocne alkohole w Polsce 2018

OkladkaRMA

Książka „Mocne alkohole w Polsce 2018” to pozycja pionierska, bo choć mieliśmy na rynku różne publikacje w podobnym tonie, czy to własne wydawnictwa ówczesnych Polmosów czy „Almanach wódek polskich”, wszystkie one były kroplą w morzu potrzeb. Co więcej, ograniczały się do swojego „poletka”.

15 maja 2018 o godz. 08:15

Kartka z podróży – Spacerem po Treviso

_DSC6498

Z Włoch wracałem z lotniska Treviso, a że miałem jeszcze kilka godzin do odlotu, więc postanowiłem zrobić spacer po mieście. Przecina je rzeka Sile, wzdłuż jej lewego brzegu ciągną się fragmenty murów starego miasta, w które wbija się systemem fos i kanałów. Tu gdzieś zostawiłem samochód (znalezienie wolnego miejsca do parkowania zajmuje sporo czasu) i ruszyłem w labirynt uliczek.

14 maja 2018 o godz. 08:43

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Castagner

Castagner-010

W małej wiosce Vazzola, u podnóża gór Conegliano, w samym sercu win prosecco, kilkanaście kilometrów od Treviso, swoją ogromną, nowoczesną destylarnię ma rodzina Castagner. Roberto Castagner założył firmę w 1996 roku i bardzo szybko stał się jednym z największych producentów (6 mln l rocznie, ok. 12% udziału w rynku grappy). – Być może dlatego, że nie miałem w rodzinie poprzedników związanych z wytwarzaniem grappy, podszedłem do jej produkcji w sposób innowacyjny. Nie wstydzę się tego, że produkujemy grappę na skalę przemysłową, że nie jesteśmy firmą rzemieślniczą, bo wiem, że nie mielibyśmy tak mocnej pozycji na rynku, gdyby nie przemawiała za nami jakość produktów – mówi Roberto Castagner.

13 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Valdobiaddene

_DSC6441

Valdobiaddene, stolica prosecco, miasteczko otoczone wzgórzami i winnicami (ponad 6500 ha upraw w regionie), na każdym wzgórzu kościół, w dole winiarnie, wśród nich m.in. Mionetto, producent najbardziej popularnego w Polsce wina musującego, ale też Altaneve, Masottina i innych – jest tu ponad 3000 winiarzy, którzy rocznie dostarczają na światowe rynki ok. 600 tys. hektolitrów wina. Szlak prosecco ciągnie się przez miasteczko, przez wzgórza, przez winnice. Jak na stolicę wina z bąbelkami miasteczko jest zaskakująco senne, przy rynku jest dobrze zaopatrzony sklep z winem, jest kilka restauracji, wine-bar, ale życie towarzyskie nie koncentruje się w mieście, lecz na otaczających je pagórkach, na winnicach, do których autokary każdego dnia przywożą setki turystów z całego świata. Większość winnic ma parcele, które pozwalają na posługiwanie się oznaczeniem DOCG Prosecco di Conegliano Valdobbiadene lub po prostu DOCG Valdobbiadene Prosecco. Nie wszystkie są winami musującymi, bo w Valdobbiadene z tych samych winogron glera robi się też wina spokojne, w dodatku także z nazwą Prosecco na butelce (z dopiskiem tranquillo). Tańsze butelki robione są w zbiornikach ciśnieniowych, czyli metodą Charmata, droższe metoda tradycyjną, z fermentacją w butelkach. Właściwie każdy liczący się producent stosuje tu obydwie metody. Ze względu na ciśnienie w butelce wina dzielone są na spumante (minimum 3 bary) i frizzante (1-2,5 bara i to jest zdecydowana większość produkcji), a także wspomniane spokojne wina tranquillo. Drugi podział charakteryzuje poziom cukru, od najbardziej wytrawnych brut, przez extra dry, dry i demi sec. Robione zawsze z białych winogron (lub prawie wyłącznie, bo apelacja dopuszcza niewielki udział winogron pinot noir), ale coraz częściej spotykamy różowe prosecco, które nie jest czystym winem, lecz zawiera dodatek soków owocowych.

12 maja 2018 o godz. 08:17

Kartka z podróży – Bassano del Grappa

_DSC6217

Otoczone górami Grappa miasto Bassano jest kolebką włoskiej grappy, tu działa m.in. najstarsza wciąż czynna destylarnia – Blo. Nardini z 1779 roku, jest tu piękne muzeum grappy zorganizowane przez Jacopo Poli, w promieniu kilku kilometrów są jeszcze dwie destylarnie – Poli i Capovilla. Nie od regionalnego trunku, lecz od gór pochodzi drugi człon nazwy miasta, dodany zresztą dopiero w 1928 roku. Krystalicznie czyste źródła spływające ze wzgórz, a także porastające je winnice, niewątpliwie przyczyniły się do tego, że to tu właśnie grappa jest alkoholem absolutnie wyjątkowym.

11 maja 2018 o godz. 08:21

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Poli

Poli-098

Firmę założył w 1898 roku Giobatta Poli, wciąż jest ona w rodzinnych rękach, zarządzana już przez czwarte pokolenie. Firma mieści się w wiosce Schiavon, tuż obok kolebki grappy – miasteczka Bassano del Grappa. Rodzina Poli żyje w tym regoionie od XIV wieku, kiedyś prowadzili tawernę w wiosce Gomarolo, potem przenieśli się do Schiavon, zajmowali się handlem winem i otworzyli mała destylarnię. Na początku XX wieku Giovanni Poli był pierwszym w okolicy właścicielem samochodu i telefonu. Obecnie destylarnia mieści się w tym samym miejscu, w którym powstała, z charakterystycznym kominem z czasów, kiedy alembiki były ogrzewane węglem. Firmą zarządzają Jacopo, Andrea i Barbara Poli. Destylarnia jest otwarta dla zwiedzających, działa też przy niej wspaniale urządzone muzeum grappy. Drugie muzeum grappy rodzina Poli ma w Bassano del Grappa – w XV-wiecznym pałacu (Poli Museo Della Grappa). W obu prezentowane są stare maszyny, książki, butelki, jest to część wielkiej kolekcji Jacopo Poli, który ma także wielką bibliotekę książek o alkoholach, a i sam jest autorem książki o grappie. Wizyty są bezpłatne, a Jacopo Poli często sam oprowadza swoich gości po zakładzie w Schiavon.

10 maja 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Capovilla

Capovilla-013

Vittorio Capovilla założył destylarnię w 1986 roku, na przedmieściach Bassano del Grappa. Wcześniej pracował w branży winiarskiej. Swój pierwszy alembik samodzielnie skonstruował w 1975 roku z części, które przewoził z Austrii. Pozwalał na destylację 300 l. Obecnie Capovilla robi 40-50 tys. butelek rocznie, mają też małą destylarnię Marie-Galante na Gwadelupie, gdzie robią rum typu agricole (m.in. marka Rhum Rhum). Mają też 4 ha własnych sadów, poza grappą i brandy w ofercie jest szeroki wybór wysokiej jakości destylatów owocowych, a nawet destylaty z piwa.

9 maja 2018 o godz. 17:03

Koktajle TV o koniaku