13 grudnia 2014 o godz. 10:09

Stara gorzelnia Alvitas

SONY DSC
Gorzelnia powstała na przełomie XIX i XX wieku (na kominie widnieje data 1906) wraz z dworem i zakładem maszyn rolniczych. Położona w miasteczku Olwita (Alvitas) u brzegu niewielkiego jeziora Olwickiego (Alvito) w regionie mariampolskim, w krainie zwanej Suwalszczyzną lub Zaniemienie. Kto wybudował murowany dwór, gorzelnię… trudno dziś ustalić, ale w latach trzydziestych XX wieku właścicielem był Stanislovo Apolinaro Voičinskio (Skarbek-Voičinski). Zatrudnił on w 1931 roku w gorzelni mistrzów Goldbergui i Litovičiui. Sprzedał posiadłość 14 sierpnia 1937 roku Donatasovi Malinauskasovi za kwotę 90 tys. litų. Majątek obejmował 80 ha wraz z jeziorem, torfowiskami, ziemią rolną. Nowy właściciel zatrudnił jako kierownika gorzelni swojego zięcia V. Stomma. Produkowano tu wódkę i inne napoje spirytusowe. Jak wspomina po latach wnuk Donatasova Malinauskasa, komin gorzelni był wyższy około pięć razy od obecnego.


Dwór wraz z zabudowaniami folwarcznymi i ziemią został 15 sierpnia 1940 roku odebrany właścicielom i poddany sowietyzacji, i przekazany do Państwowego Funduszu Ziemi już we wrześniu 1940 roku. Wybuch wojny pomiędzy Niemcami i Związkiem Radzieckim zmienił los prawowitych właścicieli. Córka Donatasova Malinauskasa, Maria Stomma wraz z mężem Wiktorem, powrócili do Olwity. Niemcy zajęli połowę dworu, a oborę i piwnice (znajdowały się pod zabudowaniami folwarcznymi) służące kiedyś do przechowywania beczek napełnionych trunkami, zaanektowali na obóz dla jeńców rosyjskich.
Pod koniec wojny Maria i Wiktor Stomma wraz z synem Tadeuszem uciekają, dostają się do Stanów Zjednoczonych. Po wojnie utworzono tu powiatową stację traktorów i maszyn rolniczych – MTS. Po latach wnuk Donatasova Malinauskasa, Tadeusz Stomma stara się odzyskać majątek, jak na razie bezskutecznie.
Na koniec słów kilka o Donatasie Malinauskasovie. Urodzony 7 marca 1869 roku w Krasławie, litewski polityk, dyplomata, jeden z sygnatariuszy Aktu Niepodległości Litwy, podpisanego 16 lutego 1918 roku. Pochodził z polskiej szlachty, pobierał nauki w Wilnie i Mińsku, akademię rolniczą ukończył w Taborze, gdzie związał się z czeskim ruchem narodowowyzwoleńczym. Powrócił na Litwę, w 1918 roku został wybrany do Litewskiej Rady Państwowej, później zatrudniony w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, był dyplomatą w Czechosłowacji i Estonii. W 1940roku aresztowany przez NKWD, zmarł lub został zabity 30 listopada 1942 roku w łagrze w Bijsku na Ałtaju.
Podczas mojej ostatniej podróży do Kowna zjechałem z drogi przy Mariampolu. Jest to trasa w kierunku Kaliningradu, mija się m.in. Wyłkowyszki. Do przejechania w bok od głównej drogi wiodącej z Polski do Kowna jest ok. 25 km. Budynek z czerwonej cegły dawnej gorzelni jest pięknie położony u brzegu jeziora i świetnie zachowany, przed wejściem zachował się dawny znak. Budynek nie jest użytkowany, czeka na dzień, w którym powróci do spadkobierców dawnego właściciela, a potem kto wie… Może dawne tradycje powrócą nad jezioro Olwickie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

9 sierpnia 2018 o godz. 21:36

Leopold Tyrmand: Filip

filip-b-iext50293206

Ostatnia powieść jaką Tyrmand opublikował przed opuszczeniem Polski. Wyszła w 1961 roku, autor „Złego” opuścił na stałe kraj w 1965. Wojna widziana zza kulis, daleko od frontu, daleko od biedy, a przecież strach i niepewność to stałe elementy życia bohaterów, w tym tytułowego Filipa. Akcja rozgrywa się głównie we Frankfurcie, mieście, w którym jest zbyt wiele majątku Rothschildów by Alianci mieli je bombardować. Przynajmniej tak sobie mówią mieszkańcy, także cyniczni Niemcy, którym nie spieszno walczyć w imię ej mrzonki o Tysiącletniej Rzeszy. Filip jest Polakiem, byłym studentem archeologii, przedostał się do Niemiec z fałszywymi dokumentami z terenów Litwy i podjął pracę jako kelner w dość dobrze prosperującym Park Hotelu. Udaje urodzonego w Warszawie Francuza. Pracuje w międzynarodowym towarzystwie kelnerów, których walka z faszyzmem sprowadza się do tego, że plują kierownikowi hotelu do kawy. Wojnę oglądamy z boku, z przymrużeniem oka, bo łatwiej obracać lęki w żart niż stawiać im czoło. „Człowiek sam już nie wie, po której stronie jest i czego chce”, mówi bohater tej książki i tak jest istotnie. Niby każdy Niemiec to wróg, ale los zrządza, że Filip zakochuje się w młodziutkiej i pięknej Niemce. Nie waha się też korzystać z pomocy Niemców, kiedy tylko nadarza się okazja.

5 sierpnia 2018 o godz. 17:44

Miasto dla mieszkańców!

CCI20160104_0003

Dlaczego cykliści ścigają się po ulicach Warszawy a nie na torach wyścigowych? Jeszcze trochę a wypuszczą na ulice konie ze Służewca. Dużo jest w mieście bezsensownych zakazów, czy nie można by jeszcze dołożyć zakazu maratonów, wyścigów, rajdów oraz demonstracji? Biegacze do lasu, cykliści na tory, rolnicy do brony, a politycy na ring! Ulice miasta dla mieszkańców, nie dla sportowców i frustratów!

4 sierpnia 2018 o godz. 22:50

Jabłkowa Warka

Szlak-jablkowy

Zrobiłem sobie wycieczkę rowerową do Warki. Przyjemna trasa wzdłuż sadów, jabłka i gruszki, pod którymi uginają się gałęzie drzew. Im bliżej Warki, tym liczniejsze po drodze zakłady przetwórstwa jabłek, tłocznie soków, fabryki cydrów…

2 sierpnia 2018 o godz. 09:21

Kartka z podróży – w Brześciu

20180719_204822

Nocleg załatwiany przez białoruskie biuro podróży. Hotel Vesta ma trzy gwiazdki, drogie pokoje, ale wewnątrz wygląda jak skansen ZSRR. Stare, śmierdzące dywany, najbrzydsze meble z Emilki… Rozpacz.

1 sierpnia 2018 o godz. 08:42

Kartka z podróży – Białoruś

20180721_141546

Żeby pojechać do Brześcia czy Grodna nie potrzebujesz wizy czy przepustki. Na granicy w Połowcach nie ma kolejek. Jest trochę formalności. Dostaje się deklarację celną, 50 pozycji drobnym druczkiem, bukvami, po kwadransie dałem za wygraną. okazało się, że wystarczy pójść do odpowiedniego okienka, zapłacić równowartość ok. 30 zł, podać swój pesel i powiedzieć, ze nic się nie przewozi. Pani daje wydruk z komputera i gotowe. A zatem niby nie ma żadnych opłat na granicy, a jednak…

31 lipca 2018 o godz. 19:02

Akademia Brandy – odcinek 5

Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu „Aqua Vitae” opowiada jak zaczęła się historia Metaxy i dlaczego Metaxa nie jest brandy. Zapraszamy do kolejnego odcinka Akedemii Brandy z Pliską.

31 lipca 2018 o godz. 09:49

Kartka z podróży – Stara gorzelnia w Wierzchowicach

20180719_170945

Obecnie po Białoruskiej stronie granicy znajduje się wieś Wierzchowice (Вярховічы), gdzie zachowały się pozostałości dawnych dóbr magnackich Sapiehów, m.in. stary spichlerz, a także przy wyjeździe z wioski w kierunku Brześcia – okazała gorzelnia, będąca częścią późniejszego folwarku rodziny Rothów. Stanęła w miejscu wcześniejszego browaru, w 1908 roku. Długi budynek, otynkowany obecnie od frontu na błękit, zieleń, róż, wyblakłą czerwień. Spirytus produkowano tu aż do 1985 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow, w ramach swojej kampanii abstynenckiej nie zamienił gorzelni na krochmalnię. Do dziś przerabia się tu ziemniaki zamiast na alkohol, to na mączkę skrobiową.

30 lipca 2018 o godz. 21:07

Alkoholowe dzieje Polski – czasy rozbiorów i powstań

Besala

„Alkoholowe dzieje Polski” Jerzego Besali, to książka bardziej o obyczajach Polaków, niż o alkoholu. Pełna relacji pamiętnikarskich i kronikarskich, ale też anegdot. Drugi tom, przedstawiający Polskę pod zaborami, w znacznie większym stopniu niż pierwszy opiera się na materiale źródłowym, niż na spekulacjach autora. podobnie jednak jak pierwszy, tak i ten, pisany jest w luźnym stylu publicystycznym, w myśl zasady – najważniejsze, żeby nie zanudzić czytelnika.

30 lipca 2018 o godz. 17:10

Z Prusa

„Cywilizacja ma dwa przeciwległe bieguny. Jednym jest szynk, drugim księgarnia”. ~ Bolesław Prus (1882)

28 lipca 2018 o godz. 11:14

Dzisiaj Nancy Regan

20180601_201555

Dzisiaj o godz. 18.00 koncert zespołu Nancy Regan pt. „Początki Polskiej Sceny Alternatywnej”. Martyna Załoga wykona utwory zespołów, które dały początek polskiej scenie alternatywnej. Po koncercie muzyka live przy ognisku. Wstęp wolny.