29 kwietnia 2019 o godz. 23:33

Spóźniony pisarz

George_R._R._Martin_SDCC_2014
29 kwietnia stacja HBO wyemitowała trzeci odcinek ostatniego sezonu „Gry o tron”. Ponad godzina bitwy ludzi z umarlakami, wcześniej długo anonsowana jako największa scena bitewna w historii kinematografii. Na pewno najdłuższa, wielkość wszak nie tylko długością się mierzy.


Pierwsze recenzje widzów i ekspertów – bardzo krytyczne. HBO napompowało balonik, więc oczekiwania były ogromne. I twórcy stali się ofiarami własnego lansu. Masa statystów. Ludzka ciżba, nieludzka ciżba, wszystko w ciemności, we mgle, nic nie widać. A jak jest zbliżenie, to nie buduje dramaturgii. Scenariusz lichy, ale nie będę się rozwodził, zostawmy to prasie filmowej.
Co nas, ludzi książki, najbardziej w tym wszystkim powinno zastanowić? Dziwna rola pisarza, którego stacja telewizyjna sezon po sezonie spychała do kąta. Pierwszych dziesięć odcinków serialu było całkowicie wierne fabule pierwszego tomu sagi „Pieśń lodu i ognia”, którą w Polsce wydaje Zysk i S-ka, a która wszędzie na świecie jest mega bestsellerem. Według danych na koniec kwietnia tego roku, łączna sprzedaż powieści z tego cyklu to ponad 90 mln egz., przetłumaczono je na 47 języków, powstały prequele, sequele, serial, gry komputerowe, gry fabularne, sprzedawane są gadżety, figurki, koszulki, Bóg wie co jeszcze. Produkt totalny, prawie na miarę „Harry’ego Pottera” czy „Władcy pierścieni”.
Autor tego cyklu, George Raymond Richard Martin (podpisujący się G.R.R. Martin, jak J.R.R. Tolkien), to potężny grubas, kolekcjoner figurek fantasy. Urodził się w 1948 roku, według magazynu „The Time” jest w setce najbardziej wpływowych osób na świecie. Dwukrotnie żonaty. Natłok scen erotycznych w jego prozie – często bardzo wulgarnych, wyuzdanych, dewiacyjnych – daje do myślenia nad kondycją psychiczną pisarza, o ile uprawnionym jest łączenie tematów literackich z osobą ich autora. Na pewno ciekawy temat dla psychiatrów i psychoanalityków.
Pierwszy tom sagi „Pieśń lodu i ognia” miał tytuł „Gra o tron” i ukazał się w 1996 roku. Nie od razu przyszedł komercyjny sukces, początkowo trudno było Martinowi znaleźć wydawcę. Bo to ani nie dla młodzieży, ani nie dla dorosłych. Polski przekład ukazał się w 1998 roku.
Sukces jednak przyszedł i poraził pisarza. Pierwsze trzy tomy ukazywały się w regularnych odstępach czasu – po „Grze o tron” wyszło w 1999 roku „Starcie królów”, a w 2000 roku „Nawałnica mieczy”. Tu pisarz się zaciął, zaczął pisać wolniej i na tom „Uczta dla wron” trzeba było czekać do 2005 roku, a na kolejny – „Taniec ze smokami” – do 2011 roku. Równolegle z piątym tomem, w kwietniu 2011 roku, wypuszczono pierwszy sezon serialu HBO. Można odnieść wrażenie, że to był grom, po którym Martin już się nie podniósł. Popularność serialu, a i samej książki oraz jej autora sprawiły, że do dzisiaj nie możemy doczekać się tomu szóstego, anonsowanego jako „Wichry zimy”, choć HBO właśnie jest w połowie ósmego i ostatniego sezonu, dawno pozostawiwszy z tyłu rozleniwionego pisarza.
Trzeba Martinowi oddać, że nad fabułą swoich książek pracuje dużo staranniej niż autorzy scenariusza serialu, stąd może jego żółwie tempo. Tom „Gra o tron” liczył 694 strony, „Starcie królów” miało 768 stron, a od „Nawałnicy mieczy” wydawcy zaczęli dzielić kolejne części na dwa woluminy, bo trzeci tom ma już 974 strony, czwarty mniej, bo 754, ale za to „Taniec ze smokami” to już 1056 stron, a więc kawał literatury. Do dziś nie ukończony tom „Wichry zimy” oraz planowany następny „Sen o wiośnie”, musiały poczekać. Bo trzeba było wesprzeć HBO przy scenariuszu odcinków, bo potrzebne były prequele (dwa tomy „Ogień i krew” – u nas wydane przez Zysk i S-ka w 2018 i 2019 roku), do których prawdopodobnie też powstanie film, bo HBO ciśnie na kolejne scenariusze, bo wywiady, bo fani, bo sława, sława, sława.
Wyemitowany przez HBO 29 kwietnia trzeci odcinek ostatniego sezonu „Gry o tron” przynosi tyle samo odpowiedzi na pytania dotyczące świata wykreowanego przez G.R.R. Martina, co pozostawia pytań i domysłów. Nie wyjaśniono, kim był Nocny Król, jego świta i czego w ogóle chciał. Inna sprawa, że serial od dawna z opublikowanymi dotąd powieściami niewiele ma już wspólnego. Ba, część wątków poszło w zupełnie innym kierunku. Jeszcze przy kręceniu drugiego sezonu producenci telewizyjni byli dość wierni powieści, potem już coraz bardziej lekceważyli słowo pisane, przedkładając dramaturgię obrazu. A potem już nie mieli literatury, bo Martin zaciął się w pisaniu, a show must go on.
Przy czym serial, jak i literatura Martina, również jest gęsty od wyuzdanego seksu, więc to baśń fantasy tylko dla dorosłych. Czy dorośli mają jednak dostatecznie dużo zapału, by wgłębiać się w niuanse rodów rządzących magicznym i rycerskim światem Westeros? Podejrzewam, że większość dorosłej widowni nie miała w ogóle pojęcia, o co chodzi w kluczowej dla trzeciego odcinka scenie miedzy Aryą a Melisandre, gdy twórcy serialu odwołali się do zdarzeń i symboli sprzed kilku sezonów, czyli de facto sprzed kilku lat. W dodatku filmowy skrót fabularny dotyczył minutowej sceny. Zagorzały fan cyklu wyłapie, zrozumie, ale zwykły widz pozostanie w poczuciu, że coś mu umknęło. W książce coś takiego raczej nie mogłoby się zdarzyć, ale w filmie akcja musi pędzić do przodu, zwłaszcza gdy na ekranie jest największa bitwa w dziejach kinematografii.
HBO zdradza zakończenia książki, której nie ma. Nietypowy to spoiler. Ale czy na pewno? Bo ciekawe, co zrobi Martin, jak on to rozwiąże fabularnie. Utknął ze swoją powieścią na wiele, wiele mil przed tym, co oglądamy w filmie, w dodatku tam jest wiele zupełnie innych wątków, jedne postacie w książce żyją a zginęły w filmie, innych ważnych postaci w filmie nie ma. Aegon Targarien to osobna historia i na pewno wielki zgryz dla Martina. Dlaczego HBO tak mu zamieszało w jego książce, zmieniając losy kluczowych postaci? Co on teraz zrobi? Czy będzie szlifował w kierunku scenariusza, czy przeciwnie – czytelnicy będą jeszcze bardziej zdziwieni niż widzowie? Tak czy inaczej, jako autor powieści dał ciała, pozwolił żeby film go wyprzedził i sprzątnął mu zakończenie, bo cokolwiek teraz nie zrobi, to i tak będzie to czytane już w kontekście filmu i zawsze książka będzie za HBO.
Zupełnie niecodzienna to sytuacja. Pisarz dał się ograbić z własnej fabuły. Nie, nie, chwila, jak to ograbić? Zarobić! On po prostu bardzo drogo sprzedał to, czego jeszcze nie wymyślił. Magia na miarę Westeros.
Łukasz Gołębiewski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

30 maja 2020 o godz. 23:40

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover-33

Ukazał się nowy numer (3/2020) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

20 maja 2020 o godz. 23:10

Nowy numer Aqua Vitae online

av_3_20

Udostępniliśmy już bezpłatnie do czytania najnowszy numer magazynu Aqua Vitae. Oczywiście wszyscy prenumeratorzy i sprzedawcy otrzymają egzemplarz także w formie papierowej. Jeżeli będziecie chcieli nas wesprzeć, to zajrzyjcie proszę tutaj: https://zrzutka.pl/av i wpłaćcie co łaska. A oto link do najnowszego numeru: https://issuu.com/spirits.com.pl/docs/aquavitae_3-33_-net.

18 maja 2020 o godz. 13:05

Biedaki, nie dostali w rządzie premii!

emilewicz

Wicepremier Emilewicz zabrała głos w sprawie uposażeń pracowników państwowej administracji. „Premier Morawiecki i tak wstrzymał dodatkowe nagrody w całej administracji. To bardzo trudne dla nas” – powiedziała w rozmowie z Radiem Zet. O, to biedaki! Ludzie tracą pracę, mają obcinane zarobki, a elity płaczą nad brakiem dodatkowych nagród! Wstyd takie rzeczy mówić. Policja pałuje protestujących, a jedyna odpowiedź rządu, to użalanie się, że przyjdzie poczekać na wstrzymana premię! (nie zabraną, żeby przekazać na inne cele, a wstrzymaną, pewnie zostanie wypłacona ze stosownymi odsetkami, sic!).

17 maja 2020 o godz. 13:35

Gaz na ulicach

SONY DSC

Wczoraj rozbisurmaniona przez rząd policja w Warszawie brutalnie zaatakowała protestujących przedsiębiorców. Zasłaniając się koronawirusem policja nadużywa uprawnień z pełną dowolnością, dając po łapach tym, którzy są niewygodni. A państwowe radio, zdejmuje z anteny nieprzychylne władzy piosenki. Komuno wróć! Przedsiębiorcy wystosowali całkowicie słuszne i w części bardzo proste do natychmiastowego wprowadzenia postulaty, m.in.: „maksymalna, odpowiednia do skali kryzysu redukcja w administracji publicznej, obniżenie wynagrodzeń do minimalnej krajowej w ministerstwach, agencjach, funduszach skarbu państwa, zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na finansowanie wsparcia dla MSP i obniżki danin – ZUS, podatków i VAT”. Tylko przyklasnąć. Do tego chcieli dymisji premiera i ministra zdrowia, ale to chyba na zasadzie, że w przypadku negocjacji będzie od czego odstąpić. Urzędasy i ministrowie mogli dać godny Chrześcijan przykład solidarności ze społeczeństwem i zrezygnować z apanaży, a władza z komfortu świty służalców, korona z głowy dyrektorowi departamentu nie spadnie jak sam wykona proste czynności, które na co dzień deleguje zastępcom i podwładnym. Protestujący nie wzięli jednak pod uwagę prostego wyjścia władzy – nie będzie negocjacji, będzie przemoc. Gaz, w ruch poszły pałki, a wytłumaczenie proste – w czasach pandemii skupiska ludzi są nielegalne. Reżim kocha pandemię, a policja, tak jak w czasach, kiedy była milicją, z radością przyłącza się do tańca przemocy, wszak pacyfiści raczej nie wybierają pracy w mundurze. Bezkarna przemoc, policmajster psychopata, który nie tak dawno zamordował młodego chłopaka w Koninie pozostanie jednym z symboli tych zarażonych czasów. Wirus nienawiści rozprzestrzenił się w Polsce tak skutecznie, że stał się epidemią straszniejszą od koronawirusa.

8 maja 2020 o godz. 11:52

Na co komu prezydent?

Awantura o termin wyborów prezydenckich skończyła się farsą. Wyborów nie będzie, bo nikt ich nie przygotował. Jednocześnie zmarnowano pieniądze na przygotowania, druk kart wyborczych, niepotrzebnie angażowano Pocztę, nie mówiąc już o tym, że politycy kolejny raz zajmowali się nie tym, co dla ludzi istotne. Czy w imię solidarności z rosnącą grupą bezrobotnych w Polsce nie powinno się w ogóle zlikwidować urzędu prezydenta, zwolnić kosztowne etaty jego świty, wymiernie odciążyć budżet? Korzyści z urzędu prezydenta znikome, jeśli nie zerowe, a oszczędności wielkie. W interesie społecznym będzie przesunięcie środków budżetowych z urzędu do ludzi! Darujmy sobie w ogóle wybory, szkoda czasu i pieniędzy.

13 kwietnia 2020 o godz. 14:56

Kilka refleksji o sporcie

600px-Sport_balls.svg

Tak sobie myślę, że po koronawirusie w sporcie nic nie będzie takie, jak było w ostatnich dwóch dekadach. Nastąpi cofnięcie się do lat 80. XX wieku. Nie będzie transferów za dziesiątki milionów euro, nie będzie milionowych pensji. Sport będzie dużo uboższy. Nie tylko dlatego, że traci każdego dnia na wpływach z biletów, praw do transmisji czy reklam. Także dlatego, że dotychczasowi sponsorzy i reklamodawcy będą mieli inne, ważniejsze wydatki. Jedni żeby przetrwać, inni żeby się rozwijać. Lokowanie sponsoringu w sporcie nie będzie najlepszym sposobem na wydawanie pieniędzy, skuteczniej będzie je wydać na pomoc dla służby zdrowia czy duże programy socjalne lub stymulujące gospodarkę. Sport zejdzie na margines zainteresowań. Owszem, nadal nie będzie brakowało kibiców, ale pieniędzy może być mniej nawet o 90%. Sportowcy przestaną być celebrytami. W sumie – to dobrze. W dzisiejszych czasach większym bohaterem jest lekarz, który ratuje życie, niż ten, kto strzela trzy bramki w meczu. Ciekawe, czy brak pieniędzy, a także bardzo ograniczone możliwości treningów w obecnym czasie, czy to wszystko odbije się też na wynikach, formie? Być może rekordy bite do marca 2020 roku pozostaną nimi jeszcze przez kilka najbliższych lat, właściwie w każdej dyscyplinie. Nie specjalnie mnie to martwi, zwłaszcza w sytuacji, kiedy tego sportu w ogóle nie ma, i kiedy zamiast czytać – jak zawsze – informacje sportowe, czytam codziennie (z nudów) o wybrykach polityków i liczbach zgonów na świecie. Biedniejszy sport może być sportem bardziej uczciwym, bardziej wyrównanym, bardziej opartym na rzeczywistej rywalizacji, włożonej pracy i umiejętnościach, a nie na wpompowanej forsie. Biedniejszy sport może być bardziej czysty i dla kibica zwyczajnie ciekawszy. A, że sportowcy dostaną po kieszeniach… Cóż nie tylko oni!

12 kwietnia 2020 o godz. 13:17

Nadgorliwcy wciąż w akcji

brutality-152819_1280

Podobno ostatniej doby nasi nadgorliwcy wlepili tylko 1300 mandatów. Policja zmieniła strategię i teraz mundurowi mają karać jedynie w przypadkach poważnego naruszenia zakazów, mandat ma być ostatecznością. Dla porównania, brytyjska policja od początku obostrzeń wlepiła zaledwie tysiąc mandatów. Stwierdzenie, że „nie ma nic tak twardego, jak pięść policjanta angielskiego” straciło na aktualności. Podobno 80 naszych policjantów ma już koronawirusa. Pozostaje zaapelować do służb – pozostańcie w domach, jeśli macie wyjść na ulicę tylko po to, by karać uczciwych obywateli. Niech pracują tylko ci, którzy faktycznie łapią/tropią/aresztują przestępców. Reszta w tym czasie niech siedzi w domu i ogląda filmy instruktażowe dotyczące roli policji w państwie prawa. A jak filmy za trudne, to niech się wezmą za gotowanie, podobno to dobrze działa na stres.

11 kwietnia 2020 o godz. 17:30

Karać debili w mundurach!

ADN-ZB
II. Weltkrieg 1939-1945
Judenverfolgung durch die faschistischen deutschen Besatzungstruppen in Polen.
Im Ghetto einer Stadt im Generalgouvernement; polnische Polizisten kontrollieren die Ausweise der jüdischen Einwohner an den Zugängen.

Grubym nietaktem jest wypowiedź rzecznika prasowego Komendy Stołecznej MO, że „czas na pouczenie już minął” i teraz będą bezwzględne kary wymierzane według widzimisię psychopatów w mundurach. Proponuję dla równowagi, żeby mundurowy, który wlepił komuś mandat złośliwie, lub bezmyślnie, lub nadgorliwie, ponosił 100% kosztów wypisanego blankietu. Jeśli sędzia zwolni obywatela od kary, to płaci pozbawiony empatii pan w mundurze. Plus obowiązkowe testy psychologiczne, czy nadaje się do wykonywanej pracy. Jakoś społeczeństwo i media łatwo zapomniały, że nie tak dawno temu zbrodniarz zastrzelił w Koninie młodego chłopaka, bo uznał, że skoro ma mundur policjanta i pistolet, to mu wolno, bo on ma władzę! Do dzisiaj zbrodniarz nie został ukarany, więc daje kolegom po fachu przykład – jesteśmy ponad prawem. Rząd wyposażył psycholi w uprawnienia, z których ci radośnie korzystają. Gdyby taki debil w mundurze miał z własnej kieszeni zapłacić 25 tys. zł kary za spacerowanie, to by na przyszłość zastanowił się sto razy, zanim wyciągnie blankiet. Sędziowie, zacznijcie karać debili, dość bezprawia służ porządkowych!

8 kwietnia 2020 o godz. 18:51

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 32

Ukazał się nowy numer (2/2020) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

5 kwietnia 2020 o godz. 19:30

Bezwzględna kara bez zakazu – jak to możliwe?

forest-summer-landscape-green-nature-tree

Piękna pogoda, a ludzie muszą siedzieć w domach, nie wolno im nawet wyjść do lasu. Chyba tylko dlatego wprowadzili ten zakaz, żeby pokazać, kto tu rządzi. Dali policji prawo do karania właściwie wedle widzimisię. I będą tego złe konsekwencje, zwłaszcza, gdy sparaliżowane są wszystkie organa administracji. Policjant może wlepić 5000 zł, a w ekstremalnej sytuacji nawet 30000 zł za to, że ktoś spaceruje. Nie można kary nie przyjąć, nie można odwołać się do sądu, bo spacerowanie, to nie wykroczenie, to bezwzględna kara administracyjna. Stosowana w sytuacjach nieoczywistych, wedle nieoczywistych przepisów, które mówią o „powstrzymywaniu się” czy „ograniczaniu”, a nie o zakazie (!) wychodzenia z domu na spacer. Kara jest bezwzględna, niezależnie od winy i „stopnia szkodliwości społecznej”. Czy takie rozporządzenia mają cokolwiek wspólnego z prawem? Niestety, władza jest poza społeczna kontrolą i może robić, co chce.