29 marca 2014 o godz. 10:19

Shirley – wizje rzeczywistości

schirley-wizje
Film niezwykły pod względem formy, bardzo plastyczny, pierwszy raz widziałem coś podobnego – udaną próbę przeniesienia medium jakim jest statyczny plastyczny obraz do ruchomego świata kina. Oczywiście, jest wiele przykładów przeniesienie komiksów do świata kina, ze wspaniałym „Sin City” na czele, ale jednak komiks to rysunek plus akcja, obraz w galerii to zupełnie co innego. Reżyser rozpisał fabularnie trzynaście obrazów Edwarda Hoppera, przy czym od razu trzeba powiedzieć, że scenariusz jest przeciętny, pojawiające się jako komentarze do obrazów teksty banalne, mimo iż umiejscowiono je na tle konkretnych historycznych zdarzeń, monotonnie wypowiadanych przez spikera przed każdym kolejnym obrazem, a są to zdarzenia ważne dla XX wieku. Bohaterka filmu jest jednak niemalże niema i niemal nieruchoma, zastygła na tle scenografii obrazów, scenografii zachwycającej, niezwykle plastycznej, obrazy Hoppera rzeczywiście ożywają wraz z kolejnymi filmowymi klatkami, a jednocześnie nie tracą nic ze swojej statyczności. Niezwykłe jest, że jeżyk kina przemawia obcym sobie (czy na pewno?) językiem plastyki. Tytułowa Schirley jest teatralną aktorką, stroniącą od Hollywood i światka gwiazd, outsiderką z wyboru. W tle pojawia się co jakiś czas jej partner, wyglądający jak sam Edward Hopper, a grająca Schirley aktorka, Stephanie Cumming, przypomina żonę i modelkę malarza, Josephine Nivison. Znakomitą scenografie dopełnia praca operatora, zwłaszcza głębia obrazu, jaka operuje malarstwo, nie film. Trzeci plan (widoki za oknem) jest zupełnie statyczny, namalowany, ale także ustawione przedmioty są jedynie plastycznymi rekwizytami, tracą swoją wymiarowość przestrzenną. Wrażenie jest kapitalne. Ale jednocześnie film jest fatalnie przegadany, niepotrzebne pauzy, scenariusz, który ma być komentarzem obrazu, ale często jest obok niego, w ogóle zbędny. Mam wrażenie, że reżyser na siłę chciał zrobić pełnowymiarowy film z czegoś, co by było wspaniałą etiudą. Gdyby całość skondensować, gdyby film trwał 45 a nie ponad 90 minut, wrażenie byłoby większe, a tak widz w pewnym momencie zaczyna się nudzić. To tak jakby chodzić po galerii sztuki z nudnym przewodnikiem, który w dodatku nie zawsze mówi na temat. Obrazy nadal są piękne, ale faceta mamy po jakimś czasie serdecznie dość, wolimy uciec i przyjść innym razem, by kontemplować sztukę w samotności. Dlatego trudno o jednoznaczną cenę „Shirley”. Zachwyca by ostatecznie zmęczyć i zamiast pozostawić niedosyt, odsyła z uczuciem przesytu czy znudzenia. Reżyser i scenarzysta, Austriak Gustav Deutsch, nie wykorzystał pomysłu na naprawdę świetny film.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

22 grudnia 2018 o godz. 14:55

Wódka z eliksirem

„Bez potrzeby, a co dzień, kto gorzałkę pije, / Błaźnieje i sam nie wie, co się w głowie wije, / Próżniak z niego ospały, jak wilk do roboty, / Mało co lub nic dobry, zapada w suchoty”. ~Serafin Gamalski „Wódka z eliksirem” (1729)

20 grudnia 2018 o godz. 13:52

Bądźcie szczęśliwi!

Man_dressed_as_Santa_Claus_smoking_a_cigarette

Dostojnego Mikołaja i lekkiego kaca życzę wszystkim moim drogim czytelnikom. Bądźcie szczęśliwi, jeśli potraficie. Jak nie potraficie, to nie bądźcie. Szczęście to towar deficytowy. Być umiarkowanie zadowolonym też można Mery, mery i koci, koci.

19 grudnia 2018 o godz. 20:52

Królestwo

692496-352x500

Czytelnicy „Króla” raczej nie oczekiwali kontynuacji i nowa powieść Szczepana Twardocha jest pewnym zaskoczeniem, choć jednocześnie trzeba autorowi przyznać, że uniknął wtórności, przynajmniej w wymiarze literackim, bo kwestia światopoglądowa czy polityczna, to osobny temat. W nowej powieści czytelnik poznaje wojenne losy Jakuba Szapiro i bliskich mu osób – żony, dwóch kochanek i dwóch synów. „Król” był książką łobuzerską o silnie socjalistycznym zabarwieniu, tu mamy natomiast wstrząsającą relację Żydów, którzy próbują przeżyć najgorszy koszmar – wywłaszczenie, getto, likwidację getta, powstanie Warszawskie. To wstrząsająca książka o zagładzie, w której Jakub Szapiro z charyzmatycznego herszta bandy przeistacza się w zaszczutą, bezwolną ofiarę. Jakże inna jest atmosfera obydwu powieści, jakże inna kondycja psychiczna tych samych przecież ludzi. Przed wojną i w czasie wojny, dwa całkowicie oddzielone od siebie światy, choć na scenie zdarzeń ci sami aktorzy. Niesamowicie Twardoch potrafi opowiadać o ludzkich losach, o przeznaczeniu, o winie i karze. Mamy tu plejadę postaci drugoplanowych, których dzieje nie są tylko uzupełnieniem głównego toku narracji, one tworzą historię.

19 grudnia 2018 o godz. 00:23

Belferska grypa

Nauczyciele na chorobowym. Świetny przykład dziatwie dają. Nie chcesz iść do roboty, to symuluj, że chorujesz. I skombinuj zwolnienie. Pięknie.

15 grudnia 2018 o godz. 22:38

Miasto, mafia & miłość

okladka_3m

Cztery lata pisałem, trzy razy zmieniałem tytuł, dwa razy koncepcję fabuły. Jest. Moja nowa powieść ma tytuł „3M” i ukaże się w pierwszym kwartale 2019 roku. Jest miasto, jest mafia, jest miłość, ale są tez trzy koty. Miasto Warszawa, mafia bułgarska, a miłość nieudana. Dużo trupów i optymistyczne zakończenie, żeby nie zostawiać czytelnika w złym humorze.

15 grudnia 2018 o godz. 22:35

3M: Miasto, mafia & miłość

Fragment nowej powieści.

10 grudnia 2018 o godz. 08:44

Wizyta w Palírna Samotišky

Samotisky (6)

Na obrzeżach Ołomuńca w 1996 roku została otwarta nowoczesna destylarnia przetwarzająca owoce – Palírna Samotišky. Lokalni sadownicy mogą tu przedestylować własne owoce, ale firma ma w ofercie także pięć własnych destylatów oraz prowadzi skład podatkowy.

9 grudnia 2018 o godz. 18:38

Wizyta w destylarni Palírna U Zeleného Stromu

U Zeleneho Stromu 2018-11-28 10-47-59

Uwieczniona na etykietach data założenia firmy, to 1518 rok. To by znaczyło, że Palírna U Zeleného Stromu (Gorzelnia Pod Zielonym Drzewem) jest najstarszą destylarnią nie tylko w Czechach, ale w ogóle na świecie. Na pewno są drugim pod względem wielkości producentem mocnych alkoholi w Czechach, po Stocku. Co do historii, to jak zwykle sporo tu marketingu, ale oficjalnie w 2018 roku świętowali pięćsetlecie, wypuszczając m.in. bardzo limitowaną edycję wódki Stará Myslivecká, która leżakowała przez osiem lat w beczkach z amerykańskiego dębu. Na rynek trafiło 299 numerowanych karafek.

9 grudnia 2018 o godz. 15:49

Porady markiza z Griñón

„Dobre wino jest sztuką, która rozkwita wraz z wolnością; dobre wino jest zatem radosną esencją wolności” (Carlos Falcó „Wino. Porady markiza z Griñón)

7 grudnia 2018 o godz. 16:38

Znów u Jana Kleinera

Jan Kleiner 2018-11-28 21-27-19

Wizyty u Jana Kleinera zawsze są dużym wydarzeniem. Jest to arcymistrz destylacji, z owocowej pulpy potrafi wyczarować cuda. Od mojej poprzedniej wizyty bardzo dużo się tutaj zmieniło. Przede wszystkim Jan nie jest już właścicielem destylarni, sprzedał ją w 2017 roku grupie Palírna U Zeleného Stromu. – Tak jest łatwiej, nie muszę martwić się o podatki, urzędników celnych, sprawy papierkowe. Skupiam się na tym, co lubię najbardziej, czyli na produkcji alkoholu – mówi Jan Kleiner. W destylarni w Žešov urządził elegancką przestrzeń degustacyjną w leżakowni. Sprzedał dwa aparaty destylacyjne i teraz ma jeden, ale nowe wkrótce zostaną uruchomione w pobliskim Prostějov, gdzie swój zakład produkcyjny ma Palírna U Zeleného Stromu. Tam też napełniane będą nowe beczki. W starej destylarni pozostaną beczki do eksperymentów, dodatkowego finiszowania – np. beczki po koniaku, porto czy sherry.