17 lutego 2013 o godz. 12:52

Rozmowa dnia SDP

Z Łukaszem Gołębiewskim o mediach papierowych pod ścianą i o tym, kto czyta w sieci rozmawia Błażej Torański. Rozmowa ukazała sie w serwisie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich 16 lutego 2013.

Od tego roku amerykański „Newsweek” nie ukazuje się już w formie papierowej, jedynie elektronicznej. Po 80 latach zniknął z salonów prasowych. Jak Pan prognozuje: kiedy podobny los spotka polskie wydanie?

To zależy czy Amerykanie odniosą sukces, przy czym sukcesem byłoby tu odzyskanie rentowności choćby na minimalnym poziomie. Jeśli amerykański „Newsweek” w wersji cyfrowej będzie się rozwijał, to moim zdaniem od stycznia 2014 roku ten model przyjmie większość wydawców prasy na całym świecie, także w Polsce. Jeśli o będzie klapa, wówczas zapewne prasa papierowa przetrwa nieco dłużej – wegetując, bo dobre czasy nigdy nie wrócą. Na razie wszyscy przyglądają się z ciekawością, co z tego eksperymentu „Newsweeka” wyniknie.

W Polsce nadal wpływy z reklam pokrywają koszty druku wydań papierowych, dają zyski. Jest Pan pewien, że syndrom „Newsweeka” dotknie polskie tytuły?

Wcześniej czy później z pewnością. Nakłady spadają, wpływy z reklam też. Do niedawna ratowały – i ratują – prasę jeszcze rozmaite inserty i kolekcje, ale one też są coraz mniej opłacalne. Zwalnia się dziennikarzy z wielkim doświadczeniem i stażem pracy, podobny los spotyka korektorów i redaktorów. Obniża się poziom treści oferowanych przez media, czego konsekwencją będzie utrata kolejnych czytelników. Wydaje się, że poziom możliwych do zaakceptowania oszczędności dawno został osiągnięty. Media papierowe są pod ścianą, już się nie da bardziej ciąć kosztów, a przychody z roku na rok spadają. Sprzedaż dostępów i prenumerat w formie elektronicznej na razie nie przynosi oczekiwanych profitów. A media społecznościowe i Google zabierają znaczną część reklamodawców.

Ale czy koniec prasy drukowanej jest rzeczywiście bliski czy też rozpisany na lata?

Zdecydowanie bliski, już czuć na plecach oddech.

Jakie tytuły ocaleją? Branżowe, specjalistyczne, hobbystyczne? A może także, jako elitarne, tytuły opinii i analiz?

W formie papierowej zapewne w ogóle nic nie ocaleją, bo papier nie jest potrzebny do czytania wiadomości. Zapewne najdłużej będą bronić się magazyny ilustrowane dla kobiet. Opinie i analizy z powodzeniem mogą przenieść się do internetu. Media lada moment będą niemal całkowicie cyfrowe. Problem – jak na nich zarabiać. Moim zdaniem rozwiązaniem będzie abonament oraz system opłat licencyjnych od organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Tak jak to jest np. z materiałami nadawanymi w radio i telewizji, radia słuchamy za darmo, ale twórcy dostają wynagrodzenie za każdy emitowany utwór słowno-muzyczny.

„The New York Times” nieźle sprzedaje swoje treści w Internecie. Polacy jednak niechętnie płacą w sieci. Słowacka firma Piano nie osiąga spektakularnego sukcesów, choć funkcjonuje na polskim rynku już od kilku miesięcy.

Ludzie niechętnie płacą w sieci, bo mają alternatywę w postaci treści czerpanych za darmo. Płacą jedynie za wysoką jakość, a ta jakość – jak wspomniałem – obniża się wraz z redukowaniem kosztów. Tytuły takie, jak „New York Times”, działają na rynku globalnym języka angielskiego. To wielka wartość dodana, mają nie dziesiątki tysięcy lecz miliony czytelników na całym świecie. Zupełnie inne przełożenie na reklamę – również o wymiarze globalnym. Dlatego trudno nam porównywać się do wyników osiąganych przez Amerykanów czy Brytyjczyków.

Czy to się przełamie? Czy uda się przyzwyczaić czytelnika do płacenia za wartościowe treści?

Z pewnością. Inaczej się nie da. Jeśli nie będzie wartościowych treści, nie będzie profesjonalnej informacji, demokracja będzie zagrożona. Pytanie, jak wiele firm medialnych polegnie, zanim zostanie wypracowany satysfakcjonujący model biznesowy? Moim zdaniem ten model jest już blisko, upowszechni się najpóźniej w przyszłym roku i będzie oparty na darmowym dostępie bez ograniczeń w ramach abonamentu. Być może to pozwoli sprzedawać więcej, znacznie więcej, a dodatkowo przywróci część utraconych wpływów z reklam. Branży wydawniczej brakuje jednak wsparcia ze strony polityków, istotnych zmian w prawie autorskim – np. określających dozwolony użytek – tak by w przyszłości mogli zarabiać na wysokiej jakości treści. Treści marnej jakości będą domeną amatorów i będą bezpłatne. Mówiąc o wolnym dostępie do kultury, często zapomina się o tym, że przygotowanie profesjonalnego przekazu kosztuje, a zatem ktoś za to musi zapłacić – odbiorca, reklamodawca, operator sieci komórkowej lub podatnik.

Mówimy o śmierci papieru, a tymczasem trend jest jakby odwrotny, rodzą się nowe tytuły opinii: "W sieci", "Do Rzeczy" …

Bo jest społeczne zapotrzebowanie na pewien typ dziennikarstwa. To jednak już inne media pod względem organizacyjnym. „Do Rzeczy” zatrudnia większość dziennikarzy na umowy-zlecenia. Autorzy  godzą się na to, bo na rynku jest wieku bezrobotnych dziennikarzy, fachowców poszukujących pracy. Ale to nie jest model, który może długo i wydajnie funkcjonować. Nie wróżę „Do Rzeczy” więcej niż rok.

Kto czyta w Internecie? Młodzi, którzy nauczyli się czytać w sieci – zamiast z Elementarza Mariana Falskiego – i nie mają nawyku sięgania po papier? A może wręcz przeciwnie: wytrawni czytelnicy, którzy wiedzą, że w e-wydaniach szybciej dotrą do newsa?

I ci, i ci. Na pewno młodzi w sposób bardziej naturalny sięgają po media cyfrowe, tablety i czytniki tekstu, ale również dotychczasowi czytelnicy papieru – nie tak często i bardziej utylitarnie, ale wystarczy obserwacja pasażerów pociągów, żeby przekonać się, jak wiele osób już pożegnało papier.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 maja 2018 o godz. 21:29

Kolejny odcinek w Koktajle.tv

Zapraszamy na drugi odcinek z serii Akademia Brandy Pliska z Koktajl.TV. Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu o alkoholach „Aqua Vitae” opowie jak powinno się pić i podawać koniak, dlaczego w takim kieliszku oraz czy powinno się go podgrzewać. Zapraszamy!

18 maja 2018 o godz. 13:04

Przyjaciel książki

frend2-001

Jak ktoś w dzieciństwie zaprzyjaźni się z książką, to mu tak na resztę życia zostaje.

15 maja 2018 o godz. 12:46

Mocne alkohole w Polsce 2018

OkladkaRMA

Książka „Mocne alkohole w Polsce 2018” to pozycja pionierska, bo choć mieliśmy na rynku różne publikacje w podobnym tonie, czy to własne wydawnictwa ówczesnych Polmosów czy „Almanach wódek polskich”, wszystkie one były kroplą w morzu potrzeb. Co więcej, ograniczały się do swojego „poletka”.

15 maja 2018 o godz. 08:15

Kartka z podróży – Spacerem po Treviso

_DSC6498

Z Włoch wracałem z lotniska Treviso, a że miałem jeszcze kilka godzin do odlotu, więc postanowiłem zrobić spacer po mieście. Przecina je rzeka Sile, wzdłuż jej lewego brzegu ciągną się fragmenty murów starego miasta, w które wbija się systemem fos i kanałów. Tu gdzieś zostawiłem samochód (znalezienie wolnego miejsca do parkowania zajmuje sporo czasu) i ruszyłem w labirynt uliczek.

14 maja 2018 o godz. 08:43

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Castagner

Castagner-010

W małej wiosce Vazzola, u podnóża gór Conegliano, w samym sercu win prosecco, kilkanaście kilometrów od Treviso, swoją ogromną, nowoczesną destylarnię ma rodzina Castagner. Roberto Castagner założył firmę w 1996 roku i bardzo szybko stał się jednym z największych producentów (6 mln l rocznie, ok. 12% udziału w rynku grappy). – Być może dlatego, że nie miałem w rodzinie poprzedników związanych z wytwarzaniem grappy, podszedłem do jej produkcji w sposób innowacyjny. Nie wstydzę się tego, że produkujemy grappę na skalę przemysłową, że nie jesteśmy firmą rzemieślniczą, bo wiem, że nie mielibyśmy tak mocnej pozycji na rynku, gdyby nie przemawiała za nami jakość produktów – mówi Roberto Castagner.

13 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Valdobiaddene

_DSC6441

Valdobiaddene, stolica prosecco, miasteczko otoczone wzgórzami i winnicami (ponad 6500 ha upraw w regionie), na każdym wzgórzu kościół, w dole winiarnie, wśród nich m.in. Mionetto, producent najbardziej popularnego w Polsce wina musującego, ale też Altaneve, Masottina i innych – jest tu ponad 3000 winiarzy, którzy rocznie dostarczają na światowe rynki ok. 600 tys. hektolitrów wina. Szlak prosecco ciągnie się przez miasteczko, przez wzgórza, przez winnice. Jak na stolicę wina z bąbelkami miasteczko jest zaskakująco senne, przy rynku jest dobrze zaopatrzony sklep z winem, jest kilka restauracji, wine-bar, ale życie towarzyskie nie koncentruje się w mieście, lecz na otaczających je pagórkach, na winnicach, do których autokary każdego dnia przywożą setki turystów z całego świata. Większość winnic ma parcele, które pozwalają na posługiwanie się oznaczeniem DOCG Prosecco di Conegliano Valdobbiadene lub po prostu DOCG Valdobbiadene Prosecco. Nie wszystkie są winami musującymi, bo w Valdobbiadene z tych samych winogron glera robi się też wina spokojne, w dodatku także z nazwą Prosecco na butelce (z dopiskiem tranquillo). Tańsze butelki robione są w zbiornikach ciśnieniowych, czyli metodą Charmata, droższe metoda tradycyjną, z fermentacją w butelkach. Właściwie każdy liczący się producent stosuje tu obydwie metody. Ze względu na ciśnienie w butelce wina dzielone są na spumante (minimum 3 bary) i frizzante (1-2,5 bara i to jest zdecydowana większość produkcji), a także wspomniane spokojne wina tranquillo. Drugi podział charakteryzuje poziom cukru, od najbardziej wytrawnych brut, przez extra dry, dry i demi sec. Robione zawsze z białych winogron (lub prawie wyłącznie, bo apelacja dopuszcza niewielki udział winogron pinot noir), ale coraz częściej spotykamy różowe prosecco, które nie jest czystym winem, lecz zawiera dodatek soków owocowych.

12 maja 2018 o godz. 08:17

Kartka z podróży – Bassano del Grappa

_DSC6217

Otoczone górami Grappa miasto Bassano jest kolebką włoskiej grappy, tu działa m.in. najstarsza wciąż czynna destylarnia – Blo. Nardini z 1779 roku, jest tu piękne muzeum grappy zorganizowane przez Jacopo Poli, w promieniu kilku kilometrów są jeszcze dwie destylarnie – Poli i Capovilla. Nie od regionalnego trunku, lecz od gór pochodzi drugi człon nazwy miasta, dodany zresztą dopiero w 1928 roku. Krystalicznie czyste źródła spływające ze wzgórz, a także porastające je winnice, niewątpliwie przyczyniły się do tego, że to tu właśnie grappa jest alkoholem absolutnie wyjątkowym.

11 maja 2018 o godz. 08:21

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Poli

Poli-098

Firmę założył w 1898 roku Giobatta Poli, wciąż jest ona w rodzinnych rękach, zarządzana już przez czwarte pokolenie. Firma mieści się w wiosce Schiavon, tuż obok kolebki grappy – miasteczka Bassano del Grappa. Rodzina Poli żyje w tym regoionie od XIV wieku, kiedyś prowadzili tawernę w wiosce Gomarolo, potem przenieśli się do Schiavon, zajmowali się handlem winem i otworzyli mała destylarnię. Na początku XX wieku Giovanni Poli był pierwszym w okolicy właścicielem samochodu i telefonu. Obecnie destylarnia mieści się w tym samym miejscu, w którym powstała, z charakterystycznym kominem z czasów, kiedy alembiki były ogrzewane węglem. Firmą zarządzają Jacopo, Andrea i Barbara Poli. Destylarnia jest otwarta dla zwiedzających, działa też przy niej wspaniale urządzone muzeum grappy. Drugie muzeum grappy rodzina Poli ma w Bassano del Grappa – w XV-wiecznym pałacu (Poli Museo Della Grappa). W obu prezentowane są stare maszyny, książki, butelki, jest to część wielkiej kolekcji Jacopo Poli, który ma także wielką bibliotekę książek o alkoholach, a i sam jest autorem książki o grappie. Wizyty są bezpłatne, a Jacopo Poli często sam oprowadza swoich gości po zakładzie w Schiavon.

10 maja 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Capovilla

Capovilla-013

Vittorio Capovilla założył destylarnię w 1986 roku, na przedmieściach Bassano del Grappa. Wcześniej pracował w branży winiarskiej. Swój pierwszy alembik samodzielnie skonstruował w 1975 roku z części, które przewoził z Austrii. Pozwalał na destylację 300 l. Obecnie Capovilla robi 40-50 tys. butelek rocznie, mają też małą destylarnię Marie-Galante na Gwadelupie, gdzie robią rum typu agricole (m.in. marka Rhum Rhum). Mają też 4 ha własnych sadów, poza grappą i brandy w ofercie jest szeroki wybór wysokiej jakości destylatów owocowych, a nawet destylaty z piwa.

9 maja 2018 o godz. 17:03

Koktajle TV o koniaku