23 stycznia 2013 o godz. 18:25

Rok 2012 był przełomowy dla branży e-booków

/wp-content/uploads/2013/01/pap-20logo

Oto druga część wywiadu udzielonego dziennikarce PAP, Agacie Szwedowicz, tym razem na temat rynku e-booków.

Rezygnacja z kłopotliwego systemu zabezpieczeń sprawiła, że rok 2012 był na polskim rynku e-booków przełomowy – uważa prezes Biblioteki Analiz, Łukasz Gołębiewski.
E-booki, czyli książki elektroniczne, coraz bardziej liczą się na rynku książki. W USA i w krajach Europy Zachodniej już od co najmniej czterech lat jest to segment, którego wartość przekracza 10 proc. wartości całego tamtejszego rynku książki.
 – Symptomatyczne, że począwszy od 2010 roku Amazon.com w okresie przedświątecznym sprzedaje więcej książek w pliku niż książek papierowych. Wydaje się to aż nieprawdopodobne, że plik elektroniczny przyjął się jako prezent pod choinkę, ale tak się stało. Zmiany kulturowe są już tak głębokie, że ludzie obdarowują się plikami na czytniki. U nas e-booki stanowią obecnie koło 2 proc. wartości całego rynku książki, może trochę więcej. Pewnym problemem była dotąd skromność legalnej oferty, ludzie znajdowali na nielegalnych platformach o wiele więcej tytułów niż na legalnych, bo wydawcy mieli opory przed udostępnianiem plików. Bali się, że będą one krążyć w sieci, a przecież i tak krążyły, przed tym się nie ucieknie – mówił prezes Biblioteki Analiz, firmy prowadzącej regularne badania rynku książki, Łukasz Gołębiewski.
Jego zdaniem rok 2012 był na polskim rynku e-booków przełomowy.  – Do tej pory dla czytelnika irytujące były stosowane przez wydawców zabezpieczenia – system DRM cyfrowych plików głównie Adobe – które bardzo ograniczały możliwość korzystania z książki elektronicznej. Nie można jej było wydrukować, nie można było jej swobodnie przenosić z jednego urządzenia na drugie. Ale w ubiegłym roku w zasadzie prawie wszyscy wydawcy, może poza wydawnictwami biznesowymi, przeszli na zabezpieczenia watermarkiem, czyli znakiem wodnym, które są dla użytkownika zupełnie obojętne. Nie ma żadnych trudności przy korzystaniu z książki tak zabezpieczonej. To posunięcie zostało przez czytelników przyjęte bardzo dobrze. Okazuje się, że nie jest tak, jak to się lubi ogłaszać, że młodzi ludzie mają łatwość naruszania praw autorskich, że kultura jest skazana na porażkę, bo będzie działał tylko rynek piracki. Okazuje się, że jeżeli da się ludziom możliwość kupowania legalnie rzeczy, których chcą, to bardzo wiele osób jest skłonne zapłacić, doceniają trud pracy autora, redaktora, ale też chcą mieć pewność, że nie ściągają sobie wirusa komputerowego – przekonywał ekspert.
Prezes Biblioteki Analiz uważa, że przyszłość rynku e-booków leży w internetowych księgarniach abonamentowych. W zeszłym roku pojawiła się pierwsza polska platforma, dająca dostęp do wielkiej liczby tytułów po uiszczeniu czasowego abonamentu – Legimi.com. Początkowo oferowała ona około 5 tys. tytułów, ale na skutek nieporozumień z wydawcami Legimi.com ograniczyła ofertę do niespełna 3 tys. tytułów.
– Uważam, że rynek e-booków będzie zmierzać w kierunku abonamentów, a nie sprzedaży poszczególnych plików. Będzie tak jak z telewizją kablową, w której można wybierać spośród wielu kanałów i programów w cenie jednego abonamentu. Myślę, że z książkami i gazetami będzie podobnie – raz w miesiącu będzie się płacić za dostęp do platformy i nikt się nie będzie przejmował, ile i jakich książek czytałeś, jakie gazety przeglądałeś itp. Być może jest to wielka szansa dla kultury, dla czytelnictwa, bo te książki będą bardzo łatwo dostępne – zauważył Gołębiewski.
Łącznie na rynku polskiej książki jest obecnie 10-11 tys. tytułów e-booków na różnych platformach, co stanowi mniej więcej jedną czwartą bieżącej oferty papierowej. Największe serwisy sprzedaży e-booków online to Virtualo (powiązany kapitałowo z Empikiem) i Nexto (powiązany z Ruchem).
Badania pokazują, że czytelnik chciałby, aby książka elektroniczna, która nie ma formy materialnej, nie można jej postawić na półce, kosztowała połowę tego, ile kosztuje książka papierowa.  – Wielu wydawców się na to godzi i takie ceny oferuje. Bardzo dużym problemem jest jednak tutaj 23-procentowa stawka podatku VAT na sprzedaż e-booków online, chociaż te same e-booki sprzedawane na przykład na płycie CD mają już tylko 5-procentową stawkę podatku VAT. Tylko że nikt nie sprzedaje e-booków na płycie CD, nowoczesne czytniki nie są nawet do tego przystosowane. Minister finansów traktuje sprzedaż e-booków online jako usługę świadczoną drogą internetową, a nie jako sprzedaż treści. Chociaż książka o Harrym Potterze sprzedana w formie książkowej i w formie pliku online pozostaje ta sama, i czytelnik kupuje je z tego samego powodu – aby zapoznać się z treścią – podatkowo traktowane są inaczej – podkreślił Gołębiewski.
– Ta niekorzystna różnica w opodatkowaniu książek tradycyjnych i elektronicznych ma się w tym roku zmienić. Polska Izba Książki przygotowała w tej sprawie apel do rządu, rośnie też świadomość tego problemu wśród polskich polityków. Wszyscy zdają sobie sprawę, że to jest absurd. Tylko, że ten absurd funkcjonuje w prawie wszystkich państwach UE. Technologie zmieniają się cały czas, a zmiany legislacyjne następują z opóźnieniem. Przynajmniej dwa lata temu powinna nastąpić zmiana definicji sprzedaży treści przez internet – uważa prezes Biblioteki Analiz.
Ekspert przypomniał, że dwa kraje – Luksemburg i Francja – w zeszłym roku wprowadziły jednakowe stawki dla sprzedaży e-booków i książek papierowych. – Są zapowiedzi, że w tym roku Parlament Europejski wyda zalecenie o zrównaniu tych stawek we wszystkich krajach. Wydawcy na to czekają, bo wtedy łatwiej będzie zagwarantować czytelnikowi książkę o połowę tańszą – zaznaczył Łukasz Gołębiewski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

23 września 2018 o godz. 08:57

Kartka ze Speyside – Heilan coo

SONY DSC

Szkoci mówią na nie Heilan coo, cudzoziemcy Hippie cow. Mają długą grzywkę i leniwe miny. Nie dają zbyt dobrego mleka. Hoduje się je na mięso. Szkoda, bo miło wyglądają jak są żywe. Potem już mniej miło. Przywędrowały z Hebrydów. Wzmianki o nich pochodzą już z VI wieku. W czarnej wersji nazywają się w Szkocji Kyloe i jedna taka czarna krowa z grzywką znajdzie się na okładce najbliższego numeru „Aqua Vitae”.

22 września 2018 o godz. 09:42

Kartka ze Speyside – Dunnottar Castle

Dunnottar Castle (37)

Kiedy spytać Szkota, dlaczego nie czuje pokrewieństwa z Irlandczykami, choć to podobna kultura, podobny język i podobne zamiłowanie do spokojnego wiejskiego życia ze szklaneczką whisky, odpowie, że z Irlandczykiem w ogóle nic go nie łączy, bo oni są celtami, a Szkoci to piktowie. Dla mnie tyle samo w tym sensu, co w stwierdzeniu, że nic mnie nie łączy z ludźmi z południa Polski, bo oni to Wiślanie, a my to Polanie. Ale tak całkiem serio, kulturowa tożsamość w Szkocji i Irlandii jest bardzo wysoka, a nawiązania do kultury piktów i celtów są jej częścią.

21 września 2018 o godz. 09:24

Kartka ze Speyside – Benromach

_DSC8756

Niewielka szkocka gorzelnia whisky, działająca w regionie Speyside, w miasteczku Forres od 1898 roku. Wielokrotnie zmieniała właścicieli, a w latach 1983-1998 stała zamknięta. Obecnie jest własnością Gordon & MacPhail. Używają głównie torfowanego jęczmienia, o poziomie natorfienia 12 ppm i 47 ppm, a także nietorfowanego jęczmienia organic. Kadź zacierna ma pojemność 1,5 tony. Mają 13 kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej, stosują dwa rodzaje fermentacji – krótsza trwa 62-67 godzin, wydłużona – 110 godzin, stosują drożdże browarnicze. Alembik pierwszej destylacji ma pojemność 7500 l, drugiej destylacji – 4250 l. Alembiki Forsyths z zewnętrznym kondensatorem. Odbierają alkohol o mocy 70%, przed wlaniem do beczek obniżają moc do 63,5%. Cały proces produkcji jest sterowany ręcznie. Rocznie produkują ok. 700 tys. l alkoholu. Destylarnia ma w swoich magazynach ok. 18 tys. beczek. Używają tylko beczek first fill po bourbonie, poza tym beczek po sherry z bodegi Williams & Humbert, a do whisky z jęczmienia organic – dziewiczych beczek z białego dębu z Missouri. W 2018 roku uruchomili osobną mikro-destylarnię, w której produkują gin Red Door.

20 września 2018 o godz. 08:37

Kartka ze Speyside – Glen Moray

SONY DSC

Glen Moray to ogromna destylarnia whisky ze Speyside, powstała w 1897 nad brzegiem rzeki Lossie, na przedmieściach Elgin, w ostatnich latach całkowicie przebudowana do przemysłowych rozmiarów. Wcześniej, od 1828 roku, w tym samym miejscu działał browar West Brewery. Zaczynali z jedną parą alembików, które zrobiono z przebudowanych kadzi warzelniczych. Te stare alembiki przepadły w pożarze. Kilkakrotnie zamykana, kilkakrotnie też zmieniała właścicieli. W 1920 roku przejęta przez spółkę Macdonald & Muir (ówczesnego właściciela Glenmorangie). Przebudowana w 1958 roku, w 1979 roku wprowadzono dwa nowe alembiki. Pod koniec lat 70. zaprzestano własnego słodowania. W 2008 roku właścicielem Glen Moray został francuski potentat na rynku alkoholowym, grupa La Martiniquaise. Obecnie rocznie produkują 5 mln l alkoholu. Gigantyczne kadzie fermentacyjne, a jest ich 14, usytuowane są na zewnątrz. Z jednego zacieru robią ok. 52 tys. l przefermentowanego alkoholu, stalowa kadź zacierna ma pojemność 11 ton. Fermentacja jest dość krótka, trwa 60 godzin, alkohol ma 8,5%. Po przebudowie w 2016 roku alembiki pierwszej destylacji są w innym budynku niż drugiej, nie działają w parach. Te do pierwszej destylacji mają bardzo nietypowy kształt, szyja jest odwrócona do przodu, przed każdym alembikiem jest podwójny kondensator, który nie wpływa wprawdzie na czas destylacji czy moc alkoholu, ale daje oszczędność energii. Wszystko jest sterowane komputerowo, pierwsza destylacja trwa ok. 5 godzin i daje alkohol o mocy ok. 25%. Nowe alembiki powstały we Frili, sprowadzono je z Włoch. W drugim budynku jest dziewięć alembików. Sześć Forsyths, z czego trzy kiedyś działały jako wash stills w parach ze spirit stills. Przerobiono je na spirit stills, dodano jeszcze trzy włoskie, więc teraz serce destylarni wyposażone jest w aparaty o różnej pojemności, różnych kształtów. Moc alkoholu po drugiej destylacji to 72%. Firma dysponuje też starą kadzią zacierną i pięcioma starymi kadziami fermentacyjnymi. Być może będą w przyszłości wykorzystywane do eksperymentalnych edycji. Planowane jest dodanie jeszcze dwóch alembików i zwiększenie produkcji nawet do 9 mln l (przed inwestycją La Martiniquaise moce produkcyjne wynosiły 2,2 mln l rocznie). Glen Moray ma obecnie 12 magazynów, w których leżakuje whisky w ok. 140 tys. beczek. Visitors center rocznie odwiedza ok. 24 tys. osób. Na miejscu można spróbować kilku specjalnych edycji whisky, które pokazują potencjał destylarni (np.: Glen Moray 1998 PX Finish, Glen Moray 2010 Peated PX Finish czy Glen Moray 120th Aniversary Edition).

19 września 2018 o godz. 09:19

Kartka ze Speyside – Glenury Royal

_DSC8659

Już nieistniejąca destylarnia whisky z Highlands, pojedyncze butelki jeszcze można dostać, np. czterdziestoletnia Glenury Royal wydestylowana w 1970 roku. Powstała w 1825 roku i – jak piszą kronikarze – od początku była pechowa. Kilka tygodni po jej uruchomieniu wybuchł pożar, który zniszczył ja niemal doszczętnie. Zdarzył się też nieszczęśliwy wypadek, jeden z robotników zginął podczas pracy, wpadł do kadzi. Założył ją w Stoneheaven kapitan Robert Barclay Allardice, ciekawa postać – parlamentarzysta, biegacz i bokser. Była to jedna z trzech destylarni, którym król Wilhelm IV pozwolił posługiwać się w nazwie określeniem „królewska” (Royal). Kolejnymi właścicielami Glenury byli: William Richie (w latach 1857-1928), spółka Glenury Distillery Co. (1936-1938), Associated Scottish Distillers (1938-1940), American National Distillers (1940-1953) oraz Distillers Company Limited (od 1953 roku do końca). Miała okresy przestoju, np. w latach 1852-1858 czy 1940-1945. Destylarnię zamknięto w 1983 roku, częściowo wyburzono, częściowo przebudowano, dziś w jej miejscu stoi osiedle mieszkaniowe.

18 września 2018 o godz. 08:54

Kartka ze Speyside – Auchinblae

_DSC8646

Niewiele wiadomo o destylarni whisky Auchinblae, ulokowanej przy Burn Street w Auchenblae (Aberdeenshire). Powstała w 1895 roku w miejscu młyna Den Mill, starszego o sto lat. Zapewne już wcześniej pędzono tu alkohol, ale bez licencji. Przebudowę młyna i pagodę słodowni projektował słynny architekt tamtych czasów, Charles C. Doig. Należała do lokalnej spółki kapitałowej Auchinblae Distillery Company Ltd. Jak ustalił Brian Townsend, autor znakomitej książki „Scotch Missed”, była wyposażona w cztery kadzie fermentacyjne o pojemności 6000 galonów każda oraz jedna parę alembików (wash still miała 1500 galonów, spirit still wiadomo tylko, że była mniejsza. Pierwszy jej menadżer wcześniej pracował w Ord Distillery. W 1916 roku przejęta przez spółkę Macdonald Greenlees, która miała też pobliską destylarnię Stronachie.

17 września 2018 o godz. 08:14

Kartka ze Speyside – wizyta w Fettercairn

_DSC8621

Fettercairn to destylarnia z Higlands, powstała w 1824 roku, założona przez Sir Alexandra Ramsaya, który był jej właścicielem zaledwie przez sześć lat. Z powodu długów odsprzedał ją wraz z posiadłością ziemską Fasque Estate kupcowi Johnowi Gladstone. Przebudowana po pożarze w 1887 roku. W latach 1926-1939 zamknięta. Jej pracę wznowił nowy właściciel, kilkakrotnie zresztą się zmienił w następnych latach, aż w 1974 roku przejęła ją spółka Whyte & Mackay, która zarządza do dziś marką i zasobami whisky, wykorzystując znakomitą część produkcji Fettercairn do swoich blendów. W latach 60. XX wieku zaprzestano samodzielnego słodowania jęczmienia. W 1966 roku podwojono moce produkcyjne – z dwóch do czterech alembików. Aparaty do pierwszej destylacji wash stills mają pojemność po 17274 l, a spirit still jeden ma 13638 l, drugi – 11819 l. Spirytus odbierany jest z mocą 68%, do beczek trafia z mocą 63,5%, druga destylacja trwa sześć godzin. Kadź zacierna ma pojemność 5 ton, robią 24 zaciery tygodniowo. Jako jedni z nielicznych w Szkocji używają karmelizowanego słodu do niektórych edycji whisky. Jest tu jedenaście kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej o pojemności po 25 tys. l każda. Fermentacja jest dość szybka, trwa 52-55 godzin. W 1989 roku otwarto centrum dla odwiedzających. Mają 13 magazynów, a w nich ok. 40 tys. beczek. Beczki po bourbonie wykorzystywane są tylko raz, potem są odsprzedawane, używają też m.in. beczek po sherry, porto czy po bordoskich winach.

16 września 2018 o godz. 20:33

Róbrege dla Brylewskiego

41556897_2151483198255546_9036314992659398656_o

29 września odbędzie się koncert pod hasłem Róbrege, dedykowany pamięci Roberta Brylewskiego. Wystąpią: Paweł Sky & nowy+eren 101% improwizacji, Ziggie Piggie & goście, Armia, Maleo Reggae Rockers & goście, Izrael & goście, Joint Venture Sound System gra Brylewskiego. Impreza odbędzie się w namiocie pod Pałacem Kultury i Nauki (od strony ul. Świętokrzyskiej).Wstęp – 30 zł, start – godz. 17.00.

16 września 2018 o godz. 09:00

Kartka ze Speyside – Royal Lochnagar

Royal Lochnagar11

Royal Lochnagar jest pięknie położona, w dolinie rzeki Dee, na tym samym jej brzegu, co królewska letnia rezydencja, zamek Balmoral. Bliskość zamku i królewskich ogrodów sprawia, że destylarnia jest chętnie odwiedzana przez turystów, pomimo tego, że sama whisky nie jest dobrze znana. Marka należy do Diageo. Jest to niewielka destylarnia, o iście królewskim charakterze, co jest podkreślane co chwila podczas wizyty. Niestety, jak we wszystkich destylarniach Diageo, nie wolno podczas zwiedzania robić zdjęć.

15 września 2018 o godz. 09:15

Kartka ze Speyside – Allt-á-Bhainne

_DSC8587

Zbudowana w 1975 roku w Glenrinnes (region Speyside) nowoczesna destylarnia whisky, powstała na potrzeby ówczesnego potentata na światowym rynku alkoholowym – Seagrams, podobnie jak zbudowana dwa lata wcześniej siostrzana gorzelnia Braeval. Koszt uruchomienia destylarni wyniósł 2,7 mln funtów, a w 1989 roku dokonano kolejnych inwestycji, podwajając liczbę alembików do czterech i moce produkcyjne do ok. 4 mln l whisky rocznie. Od 2001 roku jest własnością Pernod Ricard, bezpośrednio zarządza nią Chivas Brothers. W latach 2002-2005 stała zamknięta. Proces produkcji jest do tego stopnia zautomatyzowany, że destylacją może zajmować się tylko jedna osoba. Dziwna nazwa Allt-á-Bhainne to po gaelicku „Palone mleko”. Ta mało znana koneserom single malt whisky destylarnia od początku działa głównie na potrzeby zestawiania blendów Chivas Regal. Co ciekawe, dysponuje bardzo niewielkim magazynem do składowania whisky, dlatego część jej produkcji – głównie ta oferowana jako single malt – dojrzewa w magazynach na wyspie Islay, dzięki czemu uzyskują charakterystyczny słony smak. Połowa produkowanej w Allt-á-Bhainne whisky robiona jest z lekko torfowanego (10 ppm) słodu, reszta z nietorfowanego.