6 lipca 2014 o godz. 19:46

Rock na Bagnie 2014 – dzień drugi

SONY DSC
Drugi dzień tegorocznego festiwalu znacznie słabszy niż poprzedni, szkoda że nie wymieszano bardziej zespołów i gatunków, pierwszego dnia nadmiar atrakcji, drugiego – niedosyt. Do popołudnia zwiedzałem okolicę, odkryłem między innymi piękną starą gorzelnię w Słuczy, napiszę o niej niebawem, na Bagno wróciłem kiedy zaczynało swój występ The Corpse. To polski odpowiednik Doom czy nawet Napalm Death, bardzo ostre gitarowe granie z wariacjami w stronę trash, mi to się umiarkowanie podoba, ale przynajmniej doceniam umiejętności. Dwa kolejne zespoły jak dla mnie były zupełnie na inną imprezę, nie z tej bajki – Terrordome i Vervax, nie znam się na tych klimatach, w zespole Vervax zastanowiło mnie wykorzystanie dwóch perkusji równocześnie, spodziewałem się, że scenę zdominują bębny, werble i talerze, ale tak jak w przypadku wcześniejszych kapel ton nadawały gitary. Metalowy set, zupełnie niepotrzebny i nie pasujący, nie dla tej publiczności. Pustki pod sceną dobrze oddają zainteresowanie bagiennego luda takim rodzajem muzyki.


Koncert „gwiazdy” drugiego dnia, zespołu Luxtorpeda, to dla mnie kolejne nieporozumienie, jeszcze głębsze. Czy ta znana grupa przyciągnęła do Goniądza tłumy? Bardzo wątpię. Fakt, było dużo ludzi pod sceną, podobało się, chciano więcej, fakt też, że po ich występie dużo osób poszło, zwłaszcza młodych i bardzo młodych, ale zespołów które się podobają jest wiele i można było zaprosić coś bardziej w klimacie festiwalu, choćby Kult, Strachy na Lachy czy T-Love, jeśli musiała być supergwiazda. Mnie takie supergwiazdy nie kręcą, wolę jak gwiazdą jest TZN Xenna, Dezerter czy Deuter, Luxtorpedy zostawmy innym festiwalom.
Ale zostawmy w niepamięci Luxtorpedę, która niestety opóźniła tak sprawnie funkcjonujący program. Po nich na szczęście był najlepszy koncert tej edycji Rock na Bagnie. Tomasz Budzyński po prostu wbił publiczność w ziemię, a wydaje mi się, że jego występ oglądało nie mniej osób niż Luxtorpedę, tylko średnia wieku pod sceną była nieco wyższa. Wspaniały, koncepcyjny występ, niemal w ciemności, z dającymi do myślenia motywami wideo w tle, a przede wszystkim niezwykłe uniesienie – atmosferę budowały dwie boczne gitary, Budzy był jakby aktorem swojego własnego spektaklu, wykonując repertuar z płyty „Mor”. To wiadomo nie od dziś, że jest jednym z najwybitniejszych wokalistów na scenie okołopunkowej, ale Budzy i Trupia Czaszka to jest właśnie spektakl nie muzyka. Nie podobała mi się zupełnie ich pierwsza płyta, teraz stałem wraz z innymi jak wryty, jak zahipnotyzowany, wokal, gitary, perkusja, wideo, ciemność, niby wielka surowość począwszy od tekstu, skończywszy na światłach, ale to taka surowość, która trafia najgłębiej i najmocniej, według mnie nie można było tego słuchać obojętnie. Ale też nie można było się ruszyć. Nie było pogo, choć muzyka zachęcała, były sporadyczne oklaski, sporadyczne, bo zespół praktycznie grał jednym ciągiem, bez przerw, wedle własnej koncepcji. Należę do pokolenia, które pamięta ze sceny Siekierę i Budzyńskiego, byłem na prawie wszystkich ich koncertach w latach 80., w tym w Jarocinie w 1984 roku, wielokrotnie też widziałem Armię, ale pierwszy raz stałem wbity w ziemię. Może do tego trzeba dorosnąć – zarówno jako słuchacz, jak i jako wykonawca. Według mnie Budzyński właśnie powiedział – jestem jednym z największych artystów polskiego rocka. Myślę, że na polskiej scenie to był koncert roku.
Po takim misterium Redakcja miała trudne zadanie. Ja ich bardzo lubię, ale publiczność pod sceną mocno się przerzedziła. Dwa lata temu miałem wątpliwości jak młody wokalista zespołu ułoży sobie życie z charyzmatycznym liderem, Darkiem Duszą, weteranem. Teraz wątpliwości nie ma. Zespół jest jednym organizmem, Dusza niewątpliwie jest gwiazdą, ale gwiazdą typu słońce – oświetla resztę, niczego nie przesłaniając. Kończący występ „Nienormalny świat”, z gośćmi na scenie, był znakomitym podsumowaniem koleżeńskiej, przyjacielskiej, atmosfery tego festiwalu. I moim zdaniem dla takich chwil warto odwiedzać Bagno, nie dla Luxtorpedy. Nie zostałem na Bachorze i Inkwizycji, żałuję, ale chciałem zobaczyć końcówkę meczu Holandii z Kostaryką.
Podsumowując – dwa dni znakomitej zabawy, świetnej muzyki, w pięknym miejscu, wśród bagien i łosi (do 3. w nocy kopałem się z łosiem, oj potrafi kopnąć drań). Na Bagnie po prostu trzeba każdego roku być. Nawet komary stąd odleciały, nie chciały niepotrzebnie nikogo wnerwiać.

The Corpse

SONY DSC

Terrordome

SONY DSC

Vervax

SONY DSC

Luxtorpeda

SONY DSC

Budzy i Trupia Czaszka

SONY DSC

Redakcja

SONY DSC

bagienne obrazki

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

12 komentarzy dla “Rock na Bagnie 2014 – dzień drugi

  1. Ja po wysłuchaniu paru utworów po prostu uciekłem do namiotu, klimat tego koncertu mnie strasznie przybijał i stwierdziłem że nie warto się męczyć. No ale może za młody jestem na takie koncerty. Za to bardzo dziękuję panom którzy mnie poczęstowali szkocką 😀

  2. A ja się absolutnie nie zgadzam, że Luxtorpeda tam nie pasowała. Dla mnie to był czad koncert, jeden z najlepszych tegorocznego bagna.

  3. miałam podobne odczucia co do występu. nie miałam zamiaru iść na ten koncert, słuchając w domu nie porwało mnie, znajomi szli, dobra idę. i stałam porwana, znaczy wpatrzona, w innym świecie. coś niepowtarzalnego

  4. Płyty mor trupiej czaszki nie słyszałem przed tym koncertem. Skojarzyła mi się z tym co robił zespół Kinsky w latach 90. Z tym że tam Paulus von Kinsky wokalista był określany jako papież satanizmu a tu Budzy papież papieży, hm wspólny mianownik muza, sekcja rytmiczna nie z tej ziemi, jak jest inna?

    • Mroczność potęgowała ciemność, ta ściana gitarowego jazgotu mi przypominała Antidote, wokal oczywiście zupełnie inny, klimat też inny, powiedziałbym, że ten materiał mocno siedzi korzeniami i w Siekierze, i w Armii, ale wyrasta ponad. Mnie to poruszyło, choć na pewno w domu z płyty nie robi takiego wrażenia jak w nocy na scenie.

  5. Byłem na tym koncercie i napiszę że do tej pory czuję tą apokaliptyczną wizę wojny, jaką przedstawia trupia czaszka a.d. 2014. A tak po za tym ,ciężko było mi się pozbierać po tym koncercie i iść dziś do pracy. Świetny koncert, super muzyka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

9 września 2019 o godz. 23:12

Dobry remis

euro2020

Mecz z Austrią na Stadionie Narodowym wyglądał lepiej, niż ten ze Słowenią w Lublanie, ale tak naprawdę z remisu 0:0 powinniśmy się cieszyć. Austria od początku do końca atakowała, huraganowo, widać było, że przyjechali do Warszawy po trzy punkty. Dzięki świetnej postawie Łukasza Fabiańskiego zdobyli jeden punkt, a Polska wciąż jest na pierwszym miejscu w grupie, choć nad Słowenia mamy już tylko dwa punkty przewagi, po ich dzisiejszej wygranej z Izraelem. Mecz był dynamiczny, dobrze się to oglądało, choć z drżeniem o wynik, bo gol dla Austrii wciąż wisiał w powietrzu. Nasze kontrataki były mało skuteczne, choć też mieliśmy kilka dobrych sytuacji, głównie po akcjach Grosickiego. Brzęczek pozostawił na ławce rezerwowych słabo grających w poprzednim meczu Piątka i Pazdana, a obecność Glika na boisku uporządkowała grę obrony. Szwankowało wyprowadzanie akcji. Na plus zapisać trzeba, że kondycyjnie piłkarze wytrwali do końca, mimo bardzo szybkiego tempa gry. Dobry remis, na więcej w tym spotkaniu nie zapracowaliśmy.

6 września 2019 o godz. 23:28

Bezsilni

euro2020

Jeśli ktoś wierzył, że Jerzy Brzęczek, to tuz myśli szkoleniowej, to srogo się dziś rozczarował. Jego kadra wygrała kilka meczów ze słabo dysponowanymi rywalami, a i poza meczem z Izraelem nie były to efektowne zwycięstwa. Mogliśmy się cieszyć, że nie tracimy bramek, a po ograniu Izraela 4:0 nawet wydawało się, że coś się poprawiło w ataku. Nic z tego. Porażka w Lublanie 0:2 ze Słowenią to nie przypadek, ten zespół jest źle prowadzony i to widać od samego początku pracy Brzęczka. Słowenia nie jest ponad możliwości naszych piłkarzy, ale oni grali mądrze, konsekwentnie i skutecznie, a my dawaliśmy się ogrywać jak dzieci. Piątek został obwołany gwiazdą, zanim rozegrał choćby dziesięć spotkań w reprezentacji, bo udało mu się strzelać bramki w meczach ze słabiakami. A tu się okazuje, że gwiazda nie tylko nie świeci, ale się wypaliła, jak kilka wcześniejszych, choćby Bartosz Kapustka. Michał Pazdan i Mateusz Klich nie nadążali za słoweńskimi napastnikami, którzy po strzeleniu pierwszej bramki nabrali wiatru w żagle. Zresztą ten gol, po rzucie rożnym, był błędem obrońców, podobnie jak druga bramka, kiedy Pazdan nawet nie był w stanie wystartować do Sporara.

22 sierpnia 2019 o godz. 21:37

Kartka z podróży (10) Wizyta w destylarni Trebitsch

DSC_6056

W 2007 roku Tomasz Dyntar założył w zabytkowym centrum miasta Třebíč na Morawach bar whisky. Szybko jednak doszedł do wniosku, że polewanie tylko importowanej whisky w żaden sposób nie buduje wyjątkowości miejsca i postanowił sam robić słodową whisky!

20 sierpnia 2019 o godz. 08:50

Kartka z podróży (9) Třebíč

Trebic-015

Třebíč położony jest na Morawach. Pierwsza pisemna wzmianka pochodzi z 1277 roku, ale początki miasta związane są z założeniem klasztoru w 1101 roku. Przy klasztorze wybudowano w XII wieku bazylikę, później kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, wzniesiony w stylu romańskim. W XIII wieku kościół i klasztor przebudowano w stylu gotyckim.

18 sierpnia 2019 o godz. 12:58

Kartka z podróży (8) Krems nad Dunajem

Krems3

Na lewym brzegu Dunaju, wśród tarasów winnic, leży ponad tysiącletnie Krems wpisane na listę UNESCO. Założone w X wieku przez Ottona III. Jest to jedno z najpiękniejszych miast Dolnej Austrii. Od Wiednia dzieli je około 75 km. Brukowane uliczki pną się od koryta rzeki ku górze, a wzdłuż Dunaju jest promenada. Średniowieczne i renesansowe kamienice w plątaninie uliczek tworzą urok tego miejsca. Gotyckie kościoły, majestatyczna brama wjazdowa i wieża obronna – Steiner Tor z XV wieku, ratusz z XVI wieku – warte uwagi. Stąd można wybrać się na wyprawę statkiem wzdłuż doliny Wachau. Krems od wieków słynęło z produkcji wina, więc nie brak wokół winiarzy, a w samym miasteczku świetnych wine-barów.

15 sierpnia 2019 o godz. 22:22

Kartka z podróży (7) Wizyta u Markusa Wiesera

Markus Wieser2

Markus Wieser jest jednym z najbardziej znanych i utytułowanych gorzelników w regionie Wachau. Kilka lat temu z sukcesem wprowadził na rynki Austrii i Niemiec swoje whisky, w ślad za nimi kolejne receptury ginów, a poza tym ma bogatą ofertę destylatów owocowych. Destylarnię ma przy domu w Wösendorf in der Wachau, sprzedaż i degustacje przeprowadza w bramie prowadzącej do domowego ogrodu. Zresztą degustacje z Markusem to prawdziwe master class, jest do nich znakomicie przygotowany, perfekcyjne kieliszki, szybka zmywarka za plecami i opowieści o każdej butelce, historii, recepturze, smakach i aromatach. Markus to człowiek z pasją. W rodzinnym biznesie pomaga mu żona, Johanna.

12 sierpnia 2019 o godz. 08:50

Kartka z podróży (6) Wizyta u rodziny Lengsteiner

Lengsteiner2

Marianne i Christian Lengsteiner mają 11 ha winnic w regionie Wachau, głównie muskateller i riesling, a poza tym 1 ha sadów morelowych i destylarnię. Winiarstwem rodzina Lengsteiner zajmuje się już od siedmiu pokoleń, a korzenie rodu sięgają XVI wieku. Jako winiarze należą od 1983 roku do lokalnego stowarzyszenia Vinea Wachau Nobilis Districtus, które nadzoruje jakość i technologię produkcji. Wina te powstają tylko z loklanych winogron, ręcznie zbieranych, a dla białych win wytrawnych Stowarzyszenie ma wspólne nazwy loklane: Steinfeder, Federspiel i Smaragd, popredzone nazwą winiarza i szczepu. Rodzina Lengsteiner robi wina ze szczepów: riesling, muskateller, grüner veltliner, gewürztraminer, chardonnay, a z czerwonych – zweigelt.

11 sierpnia 2019 o godz. 12:11

Lepsza książka czy wódka?

celuloza

Pytanie retoryczne. Bo zależy dla kogo i w jakich ilościach. Jak mówił Paraselcus, wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, to dawka czyni truciznę. Za dużo czytania może zamącić w głowie nie gorzej niż duża wódka, czego przykładów mógłbym podać wiele. A miałem i w bliskim otoczeniu takich śmiałków, którzy nadużywali jednego i drugiego, za dużo czytali, za dużo pili, rozumy potracili. Bo pić i czytać trzeba odpowiedzialnie i w dawkach odpowiednich do wieku. W młodości można sobie ostro pofolgować z lekturą, na starość odwrotnie, na wieczór zdrowiej strzelić kielicha, niż nie móc zasnąć po ekscytującej fabule.

10 sierpnia 2019 o godz. 12:36

Kartka z podróży (5) Wizyta w destylarni Hellerschmid

Hellerschmid4

Wachauer Privatdestillerie Hellerschmid powstała w 1948 roku, założył ją w Krems nad Dunajem Franz Hellerschmid. Od początku specjalizowała się w owocowych destylatach i likierach, w szczególności w przerabianiu moreli. W 1958 roku zbudowano zakład produkcyjny na ulicy Missongasse w Krems. W 1970 roku kierownictwo przejął syn Franza, Hardt Hellerschmid, który dwa lata później opracował technologię maceracji całych owoców moreli w szklanych słojach na likiery – marille b’soffene – tak by zachować świeżość i naturalną słodycz owocu. Firma zaczęła się rozrastać, zaczęto eksportować produkty, najpierw do Niemiec, potem na inne rynki, w tym także na inne kontynenty (Nowa Zelandia, Kanada, rynki azjatyckie). W 2007 roku został otwarty luksusowy sklep wraz z probiernią przy głównej bramie wiodącej do starego miasta Krems – Hellerschmid Am Steinertor, będący obecnie wizytówką firmy. W 2008 roku zakładem zaczął kierować wnuk założyciela, Bernhard Hellerschmid, który zbudował m.in. nową destylarnię (około 150 m od poprzedniej) wraz z magazynami i centrum dla zwiedzających. W 2013 roku spółka Hellerschmid przejęła niewielkiego producenta alkoholi z Tyrolu, firmę Schroffen, wzbogacając tym samym portfolio o likiery oparte na alpejskich ziołach i korzeniach. Obecnie oferta to ponad 20 różnych destylatów owocowych, sznapsów i likierów. Lekkie likiery z owocami w linii b’soffene zostały poszerzone o gruszki i figi. Oferta tanich sznapsów obejmuje: morele, gruszki, maliny, orzechy laskowe i inne owoce. Produkowane są też wysokojakościowe brandy, z: moreli, gruszki williams, malin, jabłek, wiśni, jarzębiny, truskawki, jeżyny czy borówki. Ponadto klasyczne likiery: morelowe, wiśniowe, tarninowe, truskawkowe, jajeczne czy czekoladowe. Oferta siostrzanej firmy Schroffen to m.in. destylat z korzenia goryczki, a także likiery: sosnowy, orzechowy czy z owoców leśnych. Uzupełnienie asortymentu, to różne słodycze, czekolady, marmolady, dżemy, soki, a także musujące wina owocowe.

9 sierpnia 2019 o godz. 22:56

Kartka z podróży (4) Wizyta w destylarni Engel

Dieter Engel-001

Dietmar Engel zajmuje się sadownictwem w regionie Wachau. W 2004 roku założył destylarnię w Jaidhof. Wtedy miał 73 stare drzewa morelowe, kilka drzew wiśni i gruszy i przerabiał własne owoce. W 2014 roku zasadził 300 nowych drzew morelowych oraz ok. 100 drzew gruszek williams. W Krems otworzył niewielką probiernię swoich okowit.