Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Złam prawo - fragment części II
2. Mrówa-punkówa
3. Xenna na ekranie
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Chaos i świńska skóra
6. Disorder i ja
7. Kolejny projekt okładki
8. Kabotyn Rotten, Sex Pistols dziady
9. Jarocin 2008
10. Sylwia
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Wydawnictwo Jirafa Roja
 
Wyłowione z Netu o "Disorderze" Niedziela, 8 Marca, 2009
wydawca
  Oto Wasze recenzje z ksiązki "Disorder i ja", jakie udało nam się znaleźć w Sieci...

I owszem, trochę dołujące. Przeczytałem i z dobre dwie godziny trwałem w postanowieniu że dzisiaj nie pijemy...
Tomasz Bolt

Będąc po lekturze Gołębiewskiego myślę sobie, że i ja mam takiego niezmaterializowanego przyjaciela Disordera. Disorder jest złem absolutnym. Disorder jest tym, od czego najlepiej uciekać, ale co jednak daje chwile przyjemności kończące się wiecznie tak samo – dwiema szklankami wody o 5 rano celem zredukowania "ach tego okropnego uczucia niewyspania się". Książki "Disorder i ja" nie polecam, chyba że czyjeś masochistyczne skłonności przeważą nad zdrowym rozsądkiem. Przy Dereszu czułam się zaćpana czytaniem, przy Gołębiewskim natomiast można nabawić się niamełego kaca mentalnego.
ala09.blogspot.com

Kolejna książka Gołębiewskiego została przeze mnie wręcz wchłonieta. Nie ukrywam że uwielbiam jego styl pisania i oczywiście treść w której czasami widze sam siebie (pewnie nie jestem orginalny,czuje to zapewne co drugi punkowiec po trzydziestce). Opowieśc jest o 2 kumplach  którzy w latach 90-tych umilaja sobię podłe życie wypijając przeróżne trunki. Mają gdzieś kariery, rodziny,liczy sie tylko kolejna najebka,destrukcja i krótko mówiąc “no future”. Jak zwykle książka Łukasza jest przesiąknięta punkrockiem,erotyzmem i klimatem postkomunistycznej polski. Książka na swój sposób podobna do  ”Xenna moja miłość” pierwszej powieści Gołębiewskiego z którą sie zetknołem, też wam oczywiście gorąco polecam. Lektura obowiązkowa nie tylko dla rock and rollowcow.
Krystian Bałkowski (balkowski.pl/blog)

Będąc po lekturze Gołębiewskiego myślę sobie, że i ja mam takiego niezmaterializowanego przyjaciela Disordera. Disorder jest złem absolutnym. Disorder jest tym, od czego najlepiej uciekać, ale co jednak daje chwile przyjemności kończące się wiecznie tak samo – dwiema szklankami wody o 5 rano celem zredukowania "ach tego okropnego uczucia niewyspania się". Książki "Disorder i ja" nie polecam, chyba że czyjeś masochistyczne skłonności przeważą nad zdrowym rozsądkiem. Przy Dereszu czułam się zaćpana czytaniem, przy Gołębiewskim natomiast można nabawić się niamełego kaca mentalnego.
Ala Sveriga (asveriga.blogspot.com)

...ja pierdziu, idę czytać "Disorder i ja"... Tak mi się spodobało jedno opowiadanie z tej książki że aż je musiałam na kompa przepisać...
milan.bloblo.pl

„Disorder i ja” to prawdziwa historia dwojga młodych ludzi tonących w bezkresnym oceanie alkoholu. Historia dwóch chłopaków, która mogłaby być historią setek innych, podobnych im młodzieńców. Ale czy to dobrze? Czy to piękna, wzruszająca opowieść o bohaterskich czynach godnych podziwu i naśladowania?
Jednym z tytułowych bohaterów jest sam autor – Łukasz Gołębiewski, którego oczami patrzymy na opowiadane w książce wydarzenia. Drugim zaś, tzw. „Disorderem”, jest jego dobry przyjaciel od kieliszka. I nie tylko kieliszka, bo wszystkie rozdziały owej książki to właśnie jeden wielki, nieustający melanż będący kalejdoskopem przez wszystkie rodzaje alkoholi świata. Tanie wina, wszelkiej maści piwa, wódka – oto prawdziwi bohaterowie pierwszego planu. Dla Gołębiewskiego i jego przyjaciela tak naprawdę nie sprawia większej różnicy co piją, byleby tylko płyn ten miał wysoki wskaźnik procentowy, byleby ich podtrzymywał w pijackim błogostanie, w uświęconej nirwanie nietrzeźwości. Na tym opiera się całe ich życie – nie mają żadnego znaczenia głębsze uczucia, jakiekolwiek więzy rodzinne, czy choćby najmniejsze wyrzuty sumienia, że płacze dziecko, że okłamaliśmy babcię byleby tylko dała pieniądze na wódkę, że po prostu zmarnotrawiono kolejny dzień, który mógłby być dniem pełnym sukcesów. Lub choćby najdrobniejszych pożytecznych uczynków. Owszem, Gołębiewski ma wspaniałe marzenia – ot, np. by być pisarzem, najlepiej wielkim i cenionym pisarzem, pod którego domem będą zbierały się tłumy rozentuzjazmowanych fanek. Lecz w tym wszystkim zauważa, że alkohol wcale nie powinien przeszkadzać mu w procesie twórczym, a być może wręcz go doskonalić. Wszak tak wielu znanych artystów zanurza swój umysł w głębokich lampkach wina...
Ktoś mógłby rzec w obronie autora – przecież Gołębiewski nie stacza się w alkoholizmie z powodu bezideowości i poczucia bezsilności wobec nałogu. Przecież on jest anarchistą, a to jest właśnie jego forma przeciwstawienia się zastanej rzeczywistości! Lecz czy to nie zbyt płytkie rozumowanie życia Gołębiewskiego? Owszem, jest anarchistą, lecz jego idee, bez względu na to, czy się z nimi zgadzamy, czy też nie – toną w hektolitrach alkoholu. Kiedy autor przyrzeka sobie abstynencję, choćby najkrótszą, ot np. obiecuje sobie odstawić zupełnie alkohol choćby do pory obiadowej, już przed południem ląduje pijany we własnym łożu. Czy utrata świadomości i pociąg do alkoholu to główne hasło anarchizmu? Czy nie prędzej jest to po prostu wyraz słabości ducha naszego (anty)bohatera? Wystarczy wspomnieć wycieczkę dwojga przyjaciół – Słowacja, piękny górzysty kraj, pełen wspaniałych krajobrazów, malowniczych wiosek... a Disorder i Gołębiewski wybierają się tam tylko w jednym, z góry założonym, celu. Libacja! W walce z samym sobą, z własnymi pragnieniami, nie pomaga również tzw. „wszywka”. Gołębiewski sięga wówczas po środki zastępcze – narkotyki, które jednak nie potrafią powstrzymać jego alkoholowego głodu. Lecz przynajmniej tłumią go i pozwalają na jakiś czas o nim zapomnieć. To już nie jest wyzwoleńczy anarchizm, którym z rzadka, od czasu do czasu, szermuje autor, to nie walka z tyranią państwa i narzucaniem narodowej ideologii. To po prostu walka z samym sobą, to wyniszczanie własnego organizmu, ucieczka pod skrzydła nałogu, oddanie się we władanie nieokiełznanym potrzebom, poddanie się kaźni alkoholu. To pęta alkoholowej niewoli!
Wystarczy zauważyć, że mimo chwilowych przebłysków nadziei (zauroczenie się to jedną, czy drugą kobietą; znalezienie dorywczej pracy), Gołębiewski nie jest w stanie znaleźć swojego miejsca na świecie, zmuszony jest do wędrowania od meliny do meliny. To taki „Jaś wędrowniczek”, banita, człowiek, który sam siebie wyzuł ze świata wolnych! Błędem jest myśleć, że to właśnie on jest wyzwolony i w pełni suwerenny – bo może iść gdzie chce i kiedy chce. Błąd! Człowiek wolny patrzy poza horyzont i widzi własne cele, idee, marzenia. Gołębiewskiego motywuje natomiast jedynie przymusowe wyzucie z jednej nory (gdy ktoś ma już dość pijackich ekscesów bohatera) i poszukiwanie kolejnej, w której można urządzić melinę. To ubezwłasnowolnienie. Umysł sterowany nałogiem.
„Disorder i ja” to, najzwyczajniej w świecie, pamiętnik alkoholika, książka która może okazać się wspaniałym studium psychologicznym umysłu młodego uzależnionego człowieka. Doskonały punkt odniesień. Lecz na pewno nie wzór. Ot, po prostu – szablon pijaka. Bo życie Gołębiewskiego sięga pijackiego dna i choć to on sam sobie zmarnował grubo ponad dwadzieścia lat swojego życia, boję się, że zmarnuje je i innym. Że znajdą się tacy, którzy zafascynują się tą niekiedy zabawną, lecz przede wszystkim zastanawiającą i ponurą opowieścią i postanowią ją naśladować w swej codzienności... 
Tomasz Merwiński (Selkar.pl)

Historia dwóch kolesi opowiadana z pozycji jednego z nich. Czyta się ją jakby słuchało się opowiadań kumpla o jego przygodach lub też wspominało swoje własne ekscesy. Sporo odniesień do punk rocka, sporo momentami wręcz wulgarnej erotyki, wiele zabawnych przygód, ale wszystko to jest tylko tłem. Głównym wątkiem jest pijaństwo. Całe życie dwóch głównych bohaterów kręci się wokół spożywania alkoholu oraz kombinowania jak zdobyć kasę by się nawalić. Nie liczy się miłość, nie liczy się kasa, nie liczy się nic poza tym co tu i teraz. Momentami lektura rozbawia wręcz do łez, momentami niesamowicie smutna i skłaniająca do refleksji także nad samym sobą. Książka taka jak życie, życie wielu takich jak ja, takich jak my. W głównym bohaterze odnajduję wiele samego siebie, wiele podobnych przygód, wiele podobnych myśli i zachowań. Reasumując warto poświęcić te dwadzieścia parę złotych by ja zakupić. Zakupić i przeczytać, a potem samemu się nawalić wraz ze swoim `Disorderem`.
Donfrafrequezz (Photoblog.pl/donfrafrequezz)

Łukasz Gołębiewski powraca w świetnym stylu. Książka trochę gorsza od dwóch poprzednich, ale klimat puknowy nadal mocno kopie!
Qereidid (lubimyczytac.pl)

Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Liczbowo 4 + 5 =
Dodaj
 
AntyRadio - Radio BEZ Zasad
Landsberg Hardcore Crew
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Analiza oglšdalności witryny
Aktualny PageRank strony xenna.com.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO
© 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2