W lutowym numerze „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” ukazała się recenzja Kuby Frołowa - Dla mnie „Xenna” to dwa wątki – historia ciągłego poszukiwania szczęścia (bohaterowi zwykle wydaje się, że go doświadcza) oraz osoba samego podmiotu - pisze recenzent.
W dziale „Wywiady” zamieściliśmy rozmowę z autorem „Xenny” pt. „Pisarstwo to podpatrywanie” opublikowaną w tym samym numerze „Magazynu Literackiego”.
„Wskocz w sam środek rozpędzonego, skandalicznego świata punk-rocka, seksu i wszelkich używek” reklamuje debiutancką powieść Łukasza jeden z jej patronów medialnych. Dla ścisłości, reklamuje ledwie jej fragment. Książka bowiem składa się z trzech odrębnych estetycznie części, dziejących się w różnym czasie i właściwie w różnych (zwłaszcza ostatnia) miejscach, które spina nie tylko osoba głównego bohatera, ale i największej miłości jego życia. Tytułowej Xenny właśnie.
Poznał ją (a jakże) na punkowym koncercie. Ona miała lat naście, on zdecydowanie więcej, co nie stanowiło problemu. Kolejne lata tego szalonego związku to faktycznie mocno (zdecydowanie za mocno) zakrapiana alkoholem i odymiona Bóg jeden wie czym historia miłosna niczym taniec pogo przetaczająca się po obojgu. I na tym chyba koniec obyczajowej „obsceny”. Część druga to historia mniej lub bardziej emocjonujących podbojów miłosnych – przepraszam: seksualnych bohatera, która stanowi udany szkic do jego portretu, trzecia zaś... powrót do Xenny. Po wielu latach. Z jakim zamiarem i jakim skutkiem, niech to dla czytelnika recenzji zostanie tajemnicą.
Dla mnie „Xenna” to dwa wątki – historia ciągłego poszukiwania szczęścia (bohaterowi zwykle wydaje się, że go doświadcza) oraz osoba samego podmiotu. Bynajmniej nie lirycznego, pod adresem którego napisać można wiele cierpkich słów, co drugie wyjmując z ust Krzysztofa Masłonia, autora posłowia. Przykłady? Proszę bardzo. „Widzę faceta, który opętany jest seksem, a gorzałę ćwiczy niejako przy okazji”, „idealizuje swoje uczucie, uwzniośla je by po chwili, z sadystyczną satysfakcją, unurzać w błocie”, „kreuje się na życiowego farciarza, któremu wszystko się udaje – z wyjątkiem miłości”. Słowem – antybohater. Czy także antymiłość? Tego już nie byłbym taki pewien.