Recenzja z tomiku "Naprzód. Symbole, kolory i rytmy" opublikowana przez Przemysława Jańczaka w "Magazynie Literackim" z 1992 roku.
Krzysio Isztar jest dość ciekawą postacią. Skromna treść jego poetycko-prozatorskiego tomiku nosi w sobie znamiona talentu, który troskliwie pielęgnowany za kilka lub kilkanaście lat może dać duży plon. Isztar ma szerokie horyzonty. Krótkie formy poetyckie i opowiadania, mini-poemat i dłuższa proza. Po wszystkich tych obszarach porusza się swobodnie, ale nie widać też by któraś z form była jego ulubioną. W tomiku przykuwa uwagę postać Franza Józefa. Nie, nie chodzi tu o cesarza, ale o fana rock’n’rolla, o jego wewnętrzne przeżycia, marzenia. Kończące opowiadanie zdanie „w dziewięć miesięcy później narodził się Franz Józef” oznacza, ż pojęcie reinkarnacji nie jest autorowi obce. Oddajmy mu głos: „Poezja jest tworem bardzo prywatnym i subiektywnym, nie wymaga naukowych analiz (…) to słowo rzucone na wiatr, w którym zawarta jest cała mądrość duszy (…) aby zrozumieć poezję należy uchwycić jej ducha, a nie studiować historię literatury”. Jeśli z tej małej ścieżki uda się Isztarowi zbudować autostradę, będzie to jego największe osiągnięcie.