Krzysztof Masłoń o książce "Franz i Aleksander 2. Ostatni lot"
Poniedziałek,
14 Października, 1996
Krzysztof Masłoń
Przedmowa jaką do książki "Franz i Aleksander 2. Ostatni lot" (WKMS, 2001) napisał Krzysztof Masłoń.
Wydanego w 1993 roku "Franza i Alexandra" kończyły słowa Norwida i Bruno Jasieńskiego. Kluczowym dla tej niewielkiej książeczki był jednak inny cytat, z Guntera Grassa, ulubionego pisarza Łukasza Gołębiewskiego. W gruncie rzeczy "Franz i Alexander" był niczym innym jak rozwinięciem ponawianego przez Grassa pytania: reforma czy rewolucja? O ile jednak we "Franzu i Alexandrze" Gołebiewski podpierał się literaturą, przywołując poza wymienionymi nazwiska: Schulza, Radiczkowa, a między wierszami i Conrada, o tyle w "Ostatnim locie" będącym kontynuacją tamtego, pisanego przez 18-latka (!) opowiadania, literaturę odrzuca niczym zbędny balast. "Franz i Aleksander 2. Ostatni lot" jest nie tylko odwrotem od tradycji literackiej. Ta książka z literaturą piękną, jakkolwiek byśmy ją rozumieli, ma już bardzo niewiele wspólnego. Oczywiście, możemy doszukać się analogii z dialogami filozoficznymi, ale chyba nie tędy droga. Tytułowi bohaterowie nowej książki Łukasza Gołębiewskiego spierają się o sprawy zasadnicze. Dyskutują o przemianach zachodzących we współczesnym świecie i smutnej przyszłości, jaka czeka ludzkość. Eksplozja bomby demograficznej, totalne zniszczenie naturalnego środowiska człowieka doprowadzić musi do jedynie nieuchronnego końca. Alexander chce zmieniać porządek świata, uważając, że rewolucje należy robić, a nie pisać o nich. Sceptyk-Franz przedkłada nad słońce barykad cień bibliotek i, występując niejako w roli mentora, poucza o korzyściach płynących z obrania strategii ślimaka. Świat, powiada, zmienia się i bez naszego udziału. Zamiast tracić energię na niepotrzebne i z góry skazane na klęskę czyny, powinniśmy zmienić się sami, zmienić naszą mentalność, w innym wypadku bowiem "Znikniemy z powierzchni ziemi". Z Łukaszem Gołębiewskim nie musimy się zgadzać, choć swoje katastroficzne przepowiednie solidnie podbudowuje raportami i informacjami naukowymi. Podobnie jak za anachroniczne możemy uznać nurtujące go dylematy XIX-wiecznego ruchu socjalistycznego. Wydaje się zresztą, że ten zdumiwająco późny czytelnik Marksa studiował go bardzo pilnie i wprawdzie w dużej mierze odrzuca dziś marksizm jako nieskuteczną receptę na bolączki świata, ale czyni to z wyraźnym zalem. Nie podobna jednak przejść do porządku dziennego nad, przynajmniej dla piszącego te słowa, najważniejszymi problemami stawianymi przez autora "Franza i Aleksandra". Gołebiewski pyta o wolność człowieka. O wolność wobec drugiej jednostki, społeczeństwa, przyrody. Jest świadomy tego, że liberalizm wolności nie przybliża, dając tylko jej ułudę. Wie też, iż w obliczu prawdziwych zagrożeń literatura czy filozofia zawodzą. To dlatego tak chętnie posiłkuje się aliterackim językiem ekonomii. Ekonomii politycznej, bo innej nie ma, a "tam gdzie jest nędza nie można mówić o wolności" można jedynie ją tracić.