23 stycznia 2015 o godz. 17:49

Recenzja „Krzyku Kwezala”

Serwis miejski Kruszwicy – MojaKruszwica.pl – publikuje recenzje Bartłomieja Grabowskiego, który pisze o powieści „Krzyk Kwezala”.


Krzyk Kwezala autorstwa Łukasza Gołębiewskiego to piękna opowieść o miłości i wojnie osadzona w pierwszej połowie XVI wieku. Gatunek należy do jednego z moich ulubionych dlatego z wielką ciekawością śledziłem losy bohaterów. Utworowi towarzyszy trzecioosobowy narrator, książka podzielona jest jakby na dwa oddzielne opowiadania. Z jednej strony przyglądamy się losom hiszpańskich konkwistadorów, a z drugiej codziennemu życiu Azteków.
„Wojny są po to, by nakarmić bogów, to odwieczny porządek rzeczy…”.
Bohaterów powieści jest wielu, jednak do najważniejszych należą Hernan Cortez, hiszpański kapitan i konkwistador Karola V, oraz Cuauhtemoc wódz Azteków, następca zamordowanego Montezumy II.
Cortez i jego armia złożona zarówno z Hiszpanów jak i sojuszników z kilku plemion ameryki południowej oblegają Tenochtitlan najbogatsze i największe miasto prawdopodobnie na całym ówczesnym świecie. Celem ekspedycji jest zdobycie bogactw tej pięknej metropolii. Kapitan jest przedstawiony jako typowy żołnierz, który zna się na swoim fachu, wprowadza surową dyscyplinę i wpaja żołnierzom reguły, dzięki którym zachodzą tak daleko, bo pod samą stolicę Azteckiego Imperium. Jak każdy człowiek także i on ma pewne słabości. Jedną z nich jest młoda Indianka, w której się zakochuje i która jest jakby jego odskocznią od fanatycznej i bardzo krwawej wojny. Owładnięci żądzą zdobycia wielkiego bogactwa, a także zemstą na krzywdach jakich wielu z byłych sojuszników ucierpiało z rąk Azteków, przekraczają granice stolicy i niszczą dom po domu, świątynie po świątyni, zabijając oraz paląc, jednym zdaniem mówiąc niszczą wszystko co staje Im na drodze.
Cuauhtemoc jest młodym wojownikiem ale wie, że aby przetrwać Aztekowie muszą walczyć, a on sam wspierany przez rady kapłanów oraz samego Sowę Kwezala, doskonałego „inżyniera”, wojownika oraz znawcę wojennej sztuki, nie będą łatwą zdobyczą dla najeźdźców, których wielu ma za bogów. On również jest zakochany w pięknej kobiecie i podobnie jak Cortez u niej szuka odpoczynku i wsparcia od codziennej walki.
„Pozwól mi iść, pozwól mi zginąć
Moje serce jest drogocennym, zielonym kamieniem
Moje serce odpocznie
Wódz się zahartował, pan wojny się narodził.”
Wojna ciągnie się tygodniami. Codziennie giną setki wojowników. Nie tylko w czasie walki ale również na ołtarzach ofiarnych, gdzie Aztekowie składają ich w ofierze bogom licząc na Ich przychylność. Hiszpanom natomiast przed walką towarzyszą codzienne msze święte. Gdy już duch walki osłabł w drużynie kapitana Corteza i niemalże nie ma żołnierza, który by nie odniósł rany podczas codziennych atakach, błyskotliwa strategia dowódcy oraz jego upór wreszcie przełamują ciężką obronę i w końcu wdzierają się do upragnionego miasta.
Utwór jest pełny dramatyzmu, który towarzyszy obu stronom walczących, wiele w nim bólu, a sceny codziennych potyczek, poucinane kończyny, wydłubane oczy, obdzierane ciała ze skóry i temu podobne opisy sprawiają, że jest raczej dla czytelników o mocnych nerwach. Oczywiście przeplatają się gdzie nie gdzie wątki miłosne, czy raczej erotyczne ale prawdę mówiąc nieco wybijają z rytmu i miejscami można się było pogubić. Przepięknie opowiedziana historia, wprowadza nas w Ten niesamowity świat pełnej magii i mitologicznych stworów żyjących wśród innych stworzeń fauny południowo amerykańskiej ziemi. Przykładem jest Chupacabra, stworzenie, które ma miejsce i dziś w niektórych bajkach mieszkańców Meksyku i nie tylko. Kapłani często wprowadzali się stan „czilałtu”, opis tej fazy również znajdziemy w książce, niestety te wątki strasznie mnie irytowały, sprawiały że trochę się gubiłem w akcji. Rozumiem jednak, że jest to część wierzeń Azteckich i celem autora było przedstawienie nam i tego typu zachowań.
Największe plusy powieści to bardzo solidnie nakreślony świat, architektura, ogrody, sposób walki, rodzaj zastosowanej broni, religia. Te wszystkie czynniki sprawiają, że nie sposób się oderwać od książki – żona prawie kijem mnie od niej odciągała. Wraz z upadkiem Tenochtitlanu straciliśmy część naszego dobytku kulturalnego, była to nie tylko klęska Azteków ale również całej ludzkości. Biblioteki pełne poezji, nauki o astronomii, powieści i mitologii przepadły, a wiedza zgłębiana od pokoleń zginęła bezpowrotnie. Książkę tę polecam każdemu kto interesuje się schyłkiem średniowiecznej historii, losami Indian, kolonizacją ale także fanom gatunku. Nie jest to jednak lektura dla każdego ze względu na bardzo krwawo opowiedzianą historię.

http://mojakruszwica.pl/index.php/literatura/212-krzyk-kwezala

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

9 sierpnia 2018 o godz. 21:36

Leopold Tyrmand: Filip

filip-b-iext50293206

Ostatnia powieść jaką Tyrmand opublikował przed opuszczeniem Polski. Wyszła w 1961 roku, autor „Złego” opuścił na stałe kraj w 1965. Wojna widziana zza kulis, daleko od frontu, daleko od biedy, a przecież strach i niepewność to stałe elementy życia bohaterów, w tym tytułowego Filipa. Akcja rozgrywa się głównie we Frankfurcie, mieście, w którym jest zbyt wiele majątku Rothschildów by Alianci mieli je bombardować. Przynajmniej tak sobie mówią mieszkańcy, także cyniczni Niemcy, którym nie spieszno walczyć w imię ej mrzonki o Tysiącletniej Rzeszy. Filip jest Polakiem, byłym studentem archeologii, przedostał się do Niemiec z fałszywymi dokumentami z terenów Litwy i podjął pracę jako kelner w dość dobrze prosperującym Park Hotelu. Udaje urodzonego w Warszawie Francuza. Pracuje w międzynarodowym towarzystwie kelnerów, których walka z faszyzmem sprowadza się do tego, że plują kierownikowi hotelu do kawy. Wojnę oglądamy z boku, z przymrużeniem oka, bo łatwiej obracać lęki w żart niż stawiać im czoło. „Człowiek sam już nie wie, po której stronie jest i czego chce”, mówi bohater tej książki i tak jest istotnie. Niby każdy Niemiec to wróg, ale los zrządza, że Filip zakochuje się w młodziutkiej i pięknej Niemce. Nie waha się też korzystać z pomocy Niemców, kiedy tylko nadarza się okazja.

5 sierpnia 2018 o godz. 17:44

Miasto dla mieszkańców!

CCI20160104_0003

Dlaczego cykliści ścigają się po ulicach Warszawy a nie na torach wyścigowych? Jeszcze trochę a wypuszczą na ulice konie ze Służewca. Dużo jest w mieście bezsensownych zakazów, czy nie można by jeszcze dołożyć zakazu maratonów, wyścigów, rajdów oraz demonstracji? Biegacze do lasu, cykliści na tory, rolnicy do brony, a politycy na ring! Ulice miasta dla mieszkańców, nie dla sportowców i frustratów!

4 sierpnia 2018 o godz. 22:50

Jabłkowa Warka

Szlak-jablkowy

Zrobiłem sobie wycieczkę rowerową do Warki. Przyjemna trasa wzdłuż sadów, jabłka i gruszki, pod którymi uginają się gałęzie drzew. Im bliżej Warki, tym liczniejsze po drodze zakłady przetwórstwa jabłek, tłocznie soków, fabryki cydrów…

2 sierpnia 2018 o godz. 09:21

Kartka z podróży – w Brześciu

20180719_204822

Nocleg załatwiany przez białoruskie biuro podróży. Hotel Vesta ma trzy gwiazdki, drogie pokoje, ale wewnątrz wygląda jak skansen ZSRR. Stare, śmierdzące dywany, najbrzydsze meble z Emilki… Rozpacz.

1 sierpnia 2018 o godz. 08:42

Kartka z podróży – Białoruś

20180721_141546

Żeby pojechać do Brześcia czy Grodna nie potrzebujesz wizy czy przepustki. Na granicy w Połowcach nie ma kolejek. Jest trochę formalności. Dostaje się deklarację celną, 50 pozycji drobnym druczkiem, bukvami, po kwadransie dałem za wygraną. okazało się, że wystarczy pójść do odpowiedniego okienka, zapłacić równowartość ok. 30 zł, podać swój pesel i powiedzieć, ze nic się nie przewozi. Pani daje wydruk z komputera i gotowe. A zatem niby nie ma żadnych opłat na granicy, a jednak…

31 lipca 2018 o godz. 19:02

Akademia Brandy – odcinek 5

Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu „Aqua Vitae” opowiada jak zaczęła się historia Metaxy i dlaczego Metaxa nie jest brandy. Zapraszamy do kolejnego odcinka Akedemii Brandy z Pliską.

31 lipca 2018 o godz. 09:49

Kartka z podróży – Stara gorzelnia w Wierzchowicach

20180719_170945

Obecnie po Białoruskiej stronie granicy znajduje się wieś Wierzchowice (Вярховічы), gdzie zachowały się pozostałości dawnych dóbr magnackich Sapiehów, m.in. stary spichlerz, a także przy wyjeździe z wioski w kierunku Brześcia – okazała gorzelnia, będąca częścią późniejszego folwarku rodziny Rothów. Stanęła w miejscu wcześniejszego browaru, w 1908 roku. Długi budynek, otynkowany obecnie od frontu na błękit, zieleń, róż, wyblakłą czerwień. Spirytus produkowano tu aż do 1985 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow, w ramach swojej kampanii abstynenckiej nie zamienił gorzelni na krochmalnię. Do dziś przerabia się tu ziemniaki zamiast na alkohol, to na mączkę skrobiową.

30 lipca 2018 o godz. 21:07

Alkoholowe dzieje Polski – czasy rozbiorów i powstań

Besala

„Alkoholowe dzieje Polski” Jerzego Besali, to książka bardziej o obyczajach Polaków, niż o alkoholu. Pełna relacji pamiętnikarskich i kronikarskich, ale też anegdot. Drugi tom, przedstawiający Polskę pod zaborami, w znacznie większym stopniu niż pierwszy opiera się na materiale źródłowym, niż na spekulacjach autora. podobnie jednak jak pierwszy, tak i ten, pisany jest w luźnym stylu publicystycznym, w myśl zasady – najważniejsze, żeby nie zanudzić czytelnika.

30 lipca 2018 o godz. 17:10

Z Prusa

„Cywilizacja ma dwa przeciwległe bieguny. Jednym jest szynk, drugim księgarnia”. ~ Bolesław Prus (1882)

28 lipca 2018 o godz. 11:14

Dzisiaj Nancy Regan

20180601_201555

Dzisiaj o godz. 18.00 koncert zespołu Nancy Regan pt. „Początki Polskiej Sceny Alternatywnej”. Martyna Załoga wykona utwory zespołów, które dały początek polskiej scenie alternatywnej. Po koncercie muzyka live przy ognisku. Wstęp wolny.